Przedwczoraj dowiedzieliśmy się, że odszedł Leonard Cohen. Jego łagodne, mądre i pełne refleksji ballady towarzyszyły nam przez całe świadome życie – i będą towarzyszyć nadal, i długo jeszcze będziemy trafiać na nowe, dotychczas nam nieznane i jakże dobrze pasujące akurat do naszej bieżącej (ówczesnej) sytuacji… Ale nie powstanie już żadna nowa. Jego taniec przez życie dotarł już do kresu miłości…
Zmarł bard, wspaniały poeta. Pozostały znakomite teksty i nagrania jego magnetycznego głosu. Pożegnajmy go jego własnymi słowami:
A tu tłumaczenie tekstu dokonane przez M. Zembatego (za portalem tekstowo.pl):
Więc tańczymy i pijemy
Zespół wszystko daje z siebie
Johnny Walker jest jak mędrzec
Co wpadł w szał
Dziewczę, z którym jestem tutaj
Chce Aniołem być współczucia
I udami ściska mocno cały świat
Byle pijak, byle menda
Szczerzy do niej się jak Linda
Kiedy skrzypek zajebiście
Skrzypi w takt…
Panie zrywają bluzki swe
Panowie w tańcu depczą je
W tym tańcu łatwo przegrać mecz
Gdy skończą każą płacić lecz
Już kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas
Romantyczni, smętni czasem
Popijając jabol z kwasem…
Gdy Duch Święty o swój befsztyk
Robi szum
Kiedy księżyc pływa nago
A noc letnia pachnie magią
Spodziewamy się, że wolność
Przyjdzie znów
Więc walczymy pnąc się wyżej
Pośród węży, po drabinie
Na szczyt wieży, tam gdzie wzniośle
Śpiewa chór
Przysięgam, tu jest właśnie tak
Spojrzenie, całus, krzyk – to znak
Że Wrót Miłości drgnęła stal
Dlatego jednak trochę żal
Że kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas
Kochałem twoje piękno
Choć potem mi wymiękło to
Lecz piękno swe czcisz przecież
Nadal ty
Kochałem twoje ciało
Wciąż słysząc przy tym Boga głos
On rzekł, że zawsze mieszkasz w ciele swym…
Kochałem cię ze wszystkich sił
I kocham, choć już nie mam nic
Prócz smutku i poczucia
Samych strat
Wspominam cię wśród czterech ścian
O przyszłość już niewiele dbam
Wolność jest śmiercią, ja ją znam
Lub czymś pomiędzy – nie wiem sam
Już kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas
Wspominam cię wśród czterech ścian
Wśród wichrów zmian i seksu plam
Wolność jest śmiercią, ja ją znam
Lub czymś pomiędzy – nie wiem sam
Już kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas
Więc tańczmy i pijmy
Nic właściwie się nie dzieje
To martwy bar, jak Raj
W sobotnią noc
Dziewczę, które jest tu ze mną
Wciąż mnie łechce nadaremno
Nosi mini choć ma pewnie
Lat ze sto
Za Straszną Prawdę piję więc
Tę którą Młodym trudno znieść
Choć w sumie dość gówniany
Jest jej smak
Przeklęta knajpa daje gaz
Niech żyje Szatan, Chrystus Pan!
Szefostwu jednak w to nie graj
Więc światłem już oślepia nas
Bo kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas





Odchodzą kolejni wielcy. Nowych aż tak wyraźnie nie widać, może zasłaniają ich mali na drabinkach?
Nowych chyba czas wyłoni.
Swoją drogą właśnie znajomi, i to branżowi – muzyczno-nagraniowi – dyskutowali na ten właśnie temat na Facebooku „gdzie ci nowi?” i doszli do wniosku, że prawdziwa cnota może i krytyk się nie boi, ale zagłuszają ją muzycy promowani przez wielkie kompanie muzyczne podobnie jak produkty na rynku (padło m.in. znamienne pytanie: „Jak to jest, że teraz po dwóch płytach młody muzyk kreowany jest na megagwiazdę?”).
Teraz niestety, nie śpiew, a krzyk jest na topie. Im głośniej, tym lepiej. A Leonard Cohen już nam nie zaśpiewa…
Bo teraz jest moda na „gwiazdy” (mój ojciec mówił na nich „gwizdy”). Jeszcze niczego nie dokonała, ale zdobyła popularność dzięki takim czy innym aferom i już liczy się jako „gwiazda”. Kiedyś na to miano trzeba było sobie zasłużyć. Konkretnymi osiągnięciami i wytężoną pracą… To dlatego te „stare gwiazdy” aż tak zapadają nam w serca. Bo są prawdziwe, a nie wylansowane na siłę.
A co do powiedzenia zacytowanego przez Mistrza Q. Słyszałam jego ciąg dalszy…
„Prawdziwa cnota krytyk się nie boi.
Fałszywa też odważna… kiedy sami swoi”
I coś w tym jest…
Piosenki Cohena zawierają frazy stare jak świat, ponadczasowe problemy, smutne refleksje o Strasznych Prawdach. W sumie to życie pozostawia gorzki smak, o czym młodzi jeszcze nie wiedzą.
Smak życia zależy od tego, jak się je konsumuje. Zachłanność i łapczywość zapewne zwiększają prawdopodobieństwo goryczy… Poeta własnym życiem świadczył, że warto je smakować z dbałością, bez pośpiechu, refleksyjnie. Wtedy nieunikniona gorycz końca może być „złamana” dobrze zapamiętanymi wspomnieniami chwil słodszych.
Z tym jego smakowaniem życia różnie bywało.
Tutaj więcej: Sylvie Simmons „Leonard Cohen. Jestem Twoim mężczyzną”(wyd. Marginesy W-wa 2013)
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/bookmeacookie.pl/wp-content/uploads/2015/05/IMG_20150502_091629napis-698×698.jpg
Żal…
Zły ten rok, co zabiera Wielkich a zostawia małych w swej małości.
Kiedyś czytałam, że dobrzy odchodzą tak szybko, bo rozdają tylko dobroć i dość szybko wypełniają swoją „ziemską misję”. Źli muszą żyć bardzo długo, bo mają większą szansę na poprawę
Ale też i faktem jest, że jeśli odchodzi ktoś nam bliski (nawet jeśli nie jest naszym osobistym znajomym), to wydaje nam się, że za wcześnie, że jeszcze mógł być z nami przez wiele lat… a w sumie, to nie ma wieku „dobrego na odejście”… bo czy ktoś mógłby podać w jakim wieku życie staje się już nieprzyzwoitością i jest za długie? Czas umierać?
niby był daleko … niby to samo, a jednak nie to samo …
No bo jest jeszcze dalej – znacznie dalej – paradoksalnie pozostając bliskim…
Pozostaje tylko wierzyc, że Tam na Górze wiedza co robią…
Pożegnam się, bo mnie szlag trafił, więc nie będę siać defetyzmu.
A to na okoliczność gęsi, czy coś nowego?
Na okoliczność niereformowalności. Ludzkiej. Niestety rodzinnej.
To spokojnej, bez szlagu.
Chyba żebyś chciała uchylić rąbka tajemnicy, ale nic na siłę.
Czytałam w szkicach, ale to przecież było wczoraj? Czyżby dzisiaj było gorzej?
Sprawa jest prosta: na moment zapomniałam, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Ale już wracam do pionu.
Dobry wieczór.
„Powiedziałem, że jestem gotowy na śmierć. Chyba nieco przesadziłem – mówił niedawno Leonard Cohen. – Każdy ma prawo trochę pohisteryzować na swój temat. Tak naprawdę zamierzam żyć wiecznie.”
W moim sercu będzie żył wiecznie, jako że należy do moich ulubionych artystów muzycznych. Ten cuuudowny głos, poezja, piosenki autorskie … żal, ogromny żal 🙁
Nie tak dawno laureatem literackiej nagrody Nobla został Bob Dylan. Osobiście uważam, że nagroda należała właśnie do Leonarda.
Też tak uważam. 🙁
Takie jest i moje zdanie. Sam Cohen nie ważył jednak wielce tego wyróżnienia: „To tak, jakby na Mount Everest przypiąć medal za bycie najwyższą górą” – powiedział w którymś z wywiadów.
No cóż, przyszedł na mnie czas żeby się pożegnać, Jo już dawno śpi.
Dobrej nocy życzę i do jutra…
Spokojnej!
To ja dobranockę jeszcze piętro niżej pozwolę sobie.
To ja wasz nocny stróż: dobranoc.
A co powiedzieć o mnie? Idę spać jeszcze później niż Ty

Tak jeszcze coś na temat umierania…
I oczywiście przynajmniej w wieku tej kobiety 
Pokazywali w telewizji kobietę. Zagorzały kibic Chicago Cubs (drużyna baseballa). Oni ostatni raz wygrali cały turniej w roku, w którym się urodziła – 108 lat temu. Praktycznie całe życie im kibicowała. W tym roku wygrali znowu. W wywiadzie udzielonym telewizji powiedziała, że doczekała tego święta i czas już jej odpocząć. Przedwczoraj zmarła. Trochę więcej niż tydzień po wygranej… z tego wynika, że straciła motywację do życia. Ale umarła szczęśliwa. Doczekała święta, gorycz porażek zniknęła, a została słodycz zwycięstwa.
Każdemu mogę życzyć takiej śmierci… pełnej satysfakcji ze spełnienia oczekiwań… chociaż nie musi to być wygrana ulubionej drużyny
A tak w ogóle to moim skromnym zdaniem, Cohen zostawił po sobie tyle piękna, że nigdy tak na prawdę nie umrze. Pamięć o nim będzie żyła przez pokolenia. Każdy z nas umiera, gdy nikt nie pamięta o naszym byciu na Ziemi. Żyjemy w sercach i pamięci tych, którzy żałują, którzy pamiętają… A o Nim nie da się zapomnieć
Wspominajmy i cieszmy się że był, że tworzył i że możemy z tego korzystać pełnymi garściami 
Dzień dobry
Mróz…
Dzień dobry.
Na szczęście jutro poniedziałek.
Dla jednych „na szczęście”, inni żałują. Ja też lubię poniedziałki
Ten weekend mi nieco dokopał. Potrzebuję kilku godzin ciszy i spokoju, żeby odzyskać równowagę.
Witajcie!
Mamy dziś, obywatele, leniwą niedzielę – jak śpiewał Daukszewicz. Ale czy wszyscy? Ja – tak!
Dzień dobry. Tu na razie też dość leniwie (jak widać), ale co przyniesie dzień…
Jak narazie, przynosi lenistwo. Nic mi się nie chce… Może kawa dopomoże?
Piłem, ale to tylko na obudzenie. Na przezwyciężenie lenistwa coś innego by było potrzebne. Może elektrowstrząsy?
A może coś z procentami?
O tej porze? Chyba bym został wystawiony na wycieraczkę z etykietką alkoholika.
Hmm… ciekaw jestem, jakiej etykietki oczekiwałbyś po elektrowstrząsach?
Agenta 007. Wstrząśniętego, ale nic a nic nie zmieszanego!
W południe można też wypić lampkę wytrawnego wina do obiadu 🙂
Leonard Cohen , jego piosenki jak balsam ukojenia na rozwrzeszczany program wokalny publicznej TVP . Proszę zwrócić uwagę na tembr jego głosu , kołysanka dla dorosłych . Dobrze , że są nagrania . Szkoda , że nic nowego już nie usłyszymy …..
Tembr jego głosu jest niesamowity, choćby ze względu na to, że nie poraża ani szybkością, ani skalą, ani paletą odcieni (w sensie zdolności do śpiewu w bardzo odmiennych aranżacjach). Za to jest mruczący, jak u wielkiego kota, niski, nie za głośny (O! Zwróćcie uwagę – Cohen śpiewa właściwie bez wysiłku, a przynajmniej takie to robi wrażenie), no i charakterystyczny. I na szczęście wystarczająco wielu ludzi to kupuje (w przenośni i dosłownie), żeby LC mógł śpiewać i występować stale przez tyle lat.
Dzień dobry
U mnie jeszcze wcześnie, ale później powinniśmy gdzieś pojechać. Jeszcze nie wiem dokąd… Może znowu nad Lake Michigan? Zobaczymy…
Dzień dobry! Listopad u Ciebie zapewne nieco cieplejszy niż w PL?
No więc proszę państwa – jestem wredna. Strasznie. I od razu mi się humor poprawił. Najwyraźniej nadmiar słodyczy potrafi zemdlić również metaforycznie.
Muszę sobie przyswoić taką umiejętność – poprawiania humoru w związku z własną wrednością. Coraz bardziej widzę, jak to się przydaje w życiu – i piszę to bez najmniejszego przekąsu.
Bardzo praktyczne. Naprawdę.
Już opowiadam. Bo wczoraj musiałam nieco ochłonąć, żeby w emocjach nie podejmować decyzji. A, i tego a Szkicach opowiedzieć nie mogę, bo wiem, że dotarły tam Siły Rażenia. A tu nie mam jasności, ale chyba nie.
Otóż zaczęły się, jak co roku, cyrki wokół Świąt. Znaczy znowu korowody: tak-nie, będzie-nie będzie, przyjedzie/-sz/-my-nie przyjedzie/-sz/my. Wszyscy wszystkim dokoła robią łaskę albo i wbrew. No i ja doszłam do wniosku, po kolejnej idiotycznej wymianie zdań z Madre, że mam dość. Bo ja tu naprawdę gotowa jestem zrezygnować z spokojnej Wigilii w domowym zaciszu, bo mi żal Madre i Filozofa, że sami zostaną W WIGILIĘ. Bo ich syn od ślubu spędza Święta z Teściami (przecież jego żona nie pojedzie na Wigilię do obcych ludzi, znaczy teściów, prawda?), moja sister ostatni raz przyjechała w 2007 (czy nawet wcześniej), tylko ja miałam jakieś kretyńskie poczucie przyzwoitości, że nie wypada w takim dniu zostawić rodziców samych. Dla wyjaśnienia: moja Madre wyszła za Filozofa trzydzieści trzy lata temu, więc Filozof jest dłużej moją rodziną, niż mój brat i jego małżonka – przyczyna wielu problemów – żyją na świecie). I ja (poza kilkoma wyjątkami) od wieków podporządkowywałam swoje plany temu właśnie nie zostawianiu ich samych na Święta. No i właśnie się okazało, że w zasadzie to nie ma znaczenia, bo przyjeżdża Key, a mój brat przyrodni postanowił też zaszczycić, najwyraźniej ze względu na stan zdrowia swojego ojca, więc ja w sumie nie jestem tam potrzebna. No i coś mi pękło nieodwracalnie, a Pitera szlag trafił cholerny.
Żeby nie było zbyt prosto – nadal trwają kontredanse: kto, kiedy i w ogóle. I nie można niczego konkretnie ustalić. Więc kiedy dzisiaj pojechałam do Tatui i Faretta zapytała, czy nie spędzilibyśmy razem Wigilii, zgodziłam się natychmiast, na dodatek proponując, żeby to było w naszym domu.
Ojcu się bardzo spodobało, jego żonie też. Być może dołączy do nas ich córka z mężem (czyli Marianna). I zapowiadają się miłe i niezobowiązujące Święta, bez jeżdżenia międzymiastowego, bo wszyscy jesteśmy w Warszawie.
I wiecie co mnie najbardziej boli? Że mam w głębokim poważaniu fochy, jakie teraz strzeli mi Madre. Chyba mi się wyczerpała cała cierpliwość.
To się chyba nazywa „Dzień Niepodległości”?
Nieustająco!
Masz rację. Po co Ty masz wciąż liczyć się z jakimiś fochami? Czy nie masz własnych problemów? Twoi synowie i Twoje zdrowie (a właściwie jego brak), całkowicie Cię usprawiedliwiają. Ja Ci radzę, rób jak Tobie odpowiada i nie licz się z innymi.
Dobrze radzisz.
Moimi problemami nikt się nigdy nie przejmował w tej rodzinie. Że sobie wymyślam, albo co. No cóż – komentować mi nie wypada, bo co ja mogę powiedzieć o toczniu i dwóch autystach?
Nie masz pojęcia, jaką ulgę poczułam, kiedy uznałam, że NIE MUSZĘ.
Zamieszczenie siódmego w kolejności komentarza na Wyspie nie jest sprawą prostą. Wszechobecne w sieci i relatywnie proste pisanie byle czego o byle czym, przynajmniej w drugim przypadku trudno byłoby zrealizować. Napisać, że odszedł ktos nietuzinkowy, to nic nie napisać.
Kłaniam zebranym z zaścianka Loch Ness
To jest zły czas. Peter Falk (Colombo) odszedł.
Zawsze zdumiewa mnie seryjność złych wieści…
TA seria zaczęła się w styczniu.
No pięknie. Ten rok jest koszmarny.
Do końca roku jeszcze półtora miesiąca. Czy to już koniec złych wieści?
Amerykański aktor Peter Falk, odtwórca roli niezrównanego porucznika Columbo, zmarł w swojej rezydencji w Beverly Hills. Miał 83 lat. Od lat nie grał już filmach. Cierpiał bowiem na jedną z najstraszliwszych chorób, które mogą przydarzyć się aktorowi. Stracił pamięć. Był chory na zaawansowaną postać Alzheimera
To wyczytałam z sieci.
Spóźniona informacja! Peter Falk zmarł 23 czerwca 2011, Beverly Hills, Kalifornia. Urodził się 16 września 1927 roku i to się zgadza, że miał 83 lata.
Bardzo przepraszam za to info. Przeczytałem na Twitterze. Nie sprawdziłem wiarygodności.
Ale pojechałem. Przepraszam, nie sprawdziłem że to info jest błędne. Peter Falk umarł w 2011 roku.
Jeśli tak podali, to nie Twoja wina. Ale wejdę na Twittera, zobaczę.
Byłem tym trochę zaskoczony , ale w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe . Wcześniej wysłuchałem dyskusji trzech mądrych profesorów , z której wynikało , że tak naprawdę , to nie bardzo wiadomo , gdzie podejmowane są strategiczne decyzje o przyszłości gatunku ludzkiego na planecie -Ziemia . Powszechna globalizacja doprowadziła do sytuacji w której rządy państw nie bardzo wiedzą kto trzyma ich kasę i ten stan się pogłębia . To co się dzieje na bliskim wschodzie , gdzie fikcyjne państwo stać na olbrzymie wydatki finansowe jest przykładem anarchii w globalnym ładzie prawnym i finansowym . Zatem , może i odejścia z tego świata też podlegają powszechnemu bałaganowi ??
Nie znalazłam na Twitterze tej wiadomości, ale przeczytałam rzecz straszną. Ok.3 godziny temu, ktoś rzucił się od pociąg niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Nie wiem nic więcej na ten temat.
To raczej tylko informacje o nich. Pamiętasz takie stare powiedzenie w reakcji na kogoś, kto właśnie odkrył coś, co pozostali dobrze wiedzą? „Królowa Bona umarła!”. W dobie Internetu, zanim jeden zdąży przywołać królową Bonę, dziesięciu już podchwyci okrzyk sensacji.
Dobranocka (już).
Jedna z najpiękniejszych piosenek o odchodzeniu, jaką znam. Klimaty ogniskowo-gitarowe, ale co z tego. Stare Dobre Małżeństwo (w liceum określane przez pewną znajomą przekornie jako Młody Zły Konkubinat) „Piosenka dla Wojtka Bellona”, gitara, smyczki i harmonijka ustna, i harmonie wokalne, zwłaszcza w końcówce, że każdemu takich życzyć.
Snów o szumiących latem drzewach. Dobrze się przy tym śpi i śni.
No to idę spać, zasiedziałam się dzisiaj.
Spokojnej!
Pora spać – spokojnej zatem (Zoe może jeszcze chwilę poczytać 😉 )

Dzień dobry. Słabnę z minuty na minutę jak pomyślę, że do piątku tak daleko…
Dzień dobry
Więc o tym nie myśl, Zoe. Tydzień przeleci 
Witajcie!
Tydzień przeleci jak walec!
Pocieszyłeś…
Oby tylko nikogo nie rozjechano:(
Dzieńdoberek!
Zaczynamy od dobrych wiadomości. Kuba ma nowy transport (znaczy ten sam tylko inny kierowca) i teraz zamiast o 6.20 będzie wyjeżdżać o 7.30, a wracać zaraz po lekcjach, nie trzy godziny później!
Nie wiem jeszcze, co Jakub na to
Czy to oznacza, że – jeżeli Kuba na to pozytywnie – będziesz miała tuptanie po schodach 50 minut później niż dotychczas?
A to nie ma znaczenia – znaczy Kuby nastawienie do tupania się nie odnosi. Ma natomiast znaczenie, czy będzie zadowolony z tego, że jedzie na lekcje i zaraz po nich wraca. Bo teraz siedział w pokoju psychologów i obserwował. I nie mamy pojęcia, na ile mu się to podobało. Bo jeśli bardziej, niż wcześniejszy powrót do domu, to zachwycony nie będzie. Ale pogadać się z nim o tym nie da. Zresztą o niczym się nie da, więc niby żadna odmiana.
Natomiast tak – będzie później wstawać (Piter też) i to o całe pół godziny. Więc i łazienkowe drzwi będą później trzaskać i w ogóle. Piter się ucieszył, bo wstanie o szóstej DOPIERO.
No nic – zobaczymy.
Dzień dobry. Wiadomość dobra i w pewnym sensie taka sobie: dzisiaj zaczynam nowe zlecenie, więc w ciągu dnia może mnie być na Wyspie mniej, obywatela z wyższym wykształceniem.
Kawa wskazana (albo herbata, jakby ktoś chciał).
Hej. Nie przepracuj się. Bo to dopiero początek tygodnia. Ja nie będę Cię reanimował np. w czwartek. Toteż proponuję co drugie zdanie wyjrzeć przez okno, co trzecie zdanie zajrzeć na wyspę a co akapit malutkiego drineczka
Tu mógłby być problem, bo w dialogach co kwestia, to akapit.
To nie problem. To wyzwanie
Wyzwanie, bo musiałbym co dwie strony latać do sklepu, żeby uzupełnić zapasy! (czyli znów przerwy w pracy).
Drineczka od rana? Chcesz żeby został wystawiony na wycieraczkę z etykietką alkoholika?
Ja podstawiam swój kubek do kawy
Tak, myślę, że zostanę przy kawie, niekoniecznie co akapit.
No cóż, aby nie pić od rana pan Q. (bo faktycznie na dłuższą metę nie jest to przyszłościowe) będzie się musiał zabrać za robotę wieczorem – wtedy przerwy w pracy będą miały uzasadnienie.
Kiedyś mi się wydawało, że to dobry pomysł, pracować wieczorami. Po 5 latach muszę przyznać, że lepiej i efektywniej jest jednak (względnie) od rana. Mimo że wieczorami nikt nie dudra nad głową.
Dzień dobry
Dołączam się do kawy
Dzień dobry! Nalewam.
Biegnę z kubeczkiem po kawkę;)
Dzień dobry!
A u nas słoneczko pięknie świeci dziś od rana, ale zimno bardzo, brrr.
I ślisko.
A Młoda znów pociąga nosem, już nie mam pomysłu czym ja uodpornić;(
To zależy, na co uodpornić. Mieliśmy ostatnio podobny problem i na wirusy lekarze z rodziny polecali Groprinosine lub Neosine (ta sama substancja czynna i skład, to drugie to generyk). Tylko żeby uodparnianie miało sens, trzeba to brać tak ze 3 tygodnie (w mniejszych dawkach niż oficjalnie zalecane).
To trzeba przechorować niestety (tak myślę). Organizm będzie odporny za 10 lat.
Zoe, to jeszcze tylko 8 się przemęczyć i będzie dobrze;)
Odpukać Starsza już nabyła jako takie odporności jak coś się zaczyna to wystarczy kilka dni syropów i przechodzi, ale te trzy lata pierwsze też były trudne.
Quackie, faktycznie zapomniałam o Neosine. U nas jeszcze jest ten problem, że namówić Młodszą do połknięcia jakiegokolwiek syropu, choćby był najlepszy w smaku graniczy niemal z cudem:(
A co ty z tym wykształceniem tak wyskoczyłeś? Dyskryminację jakąś wprowadzasz, czy co?
Patrz nie zauważyłem. Zacieram ręce w oczekiwaniu jak Mr. Q będzie teraz erystyczne wywijańce wyczyniał aby się z tego wymiksować (trochę bełkot mi wyszedł ale wiadomo o co chodzi) 🙂
33 sekundy filmu są warte tysiąca słów.
To ja sobie popcorn przyniosę!
Dzień dobry
Tetryku, od piątku (wtedy dowiedziałem się o śmierci Leonarda Cohena), przezywam Jego odejście. Powtórzyłem stare i nowsze nagrania barda. Przy okazji znalazłem najnowszą Jego piosenkę „You want it darker”. Pocieszyła mnie, bo (jeśli ją dobrze zrozumiałem) Leonard Cohen był przygotowany na śmierć. Zwłaszcza zwrot „hineni, hineni” zrobił na mnie duże wrażenie
Postarałem się ją przetłumaczyć na polski i poniżej zamieszczam (z góry przepraszam za błędy, jestem słabo anglojęzyczny)
Chcesz tej ciemności (You want it darker)
Jeśli jesteś krupierem, wyłącz mnie z tej gry
Jeśli jesteś uzdrowicielem, to znaczy, że jestem załamany i chromy
Jeśli Twoja jest chwała to mój musi być wstyd
Chcesz tej ciemności
Zabijamy płomień
Powiększeni, uświęceni, za twe święte imię
Oczerniany, ukrzyżowany, w ludzkiej ramie
Milion świec za pomoc, która nigdy nie nadeszła
Chcesz tej ciemności
Hineni, hineni (Hineni oznacza Oto jestem)
Jestem gotowy, Mój Panie
Jest miłośnikiem w historii
Ale historia jest wciąż ta sama
Jest kołysanka dla cierpienia
I paradoks winy
Ale to jest napisane w Piśmie
I to nie jest jakiś zarzut bezczynności
Chcesz tej ciemności
Zabijamy płomień
Oto kolejka więźniów
A strażnicy biorą cel
Walczyłem z jakimiś demonami
Byli klasy średniej i oswojeni
Nie wiedziałem, że miałem pozwolenie na morderstwo i na okaleczanie
Chcesz tej ciemności
Hineni, hineni
Jestem gotowy, Mój Panie
Powiększeni, uświęceni, za twe święte imię
Oczerniany, ukrzyżowany, w ludzkiej ramie
Milion świec na miłość, która nigdy nie nadeszła
Chcesz tej ciemności
Zabijamy płomień
Jeśli jesteś ze krupierem, wyłącz mnie z tej gry
Jeśli jesteś uzdrowicielem, jestem załamany i chromy
Jeśli Twoja jest chwała, mój musi być wstyd
Chcesz tej ciemności
Hineni, hineni
Hineni, hineni
Jestem gotowy, Mój Panie
Hineni
Hineni, hineni
Hineni
Tylko dwie uwagi, i już znikam:
„Dealer” w kontekście „gry” to raczej krupier, człowiek, który rozdaje karty.
„Paradox to blame” to przy tej składni „paradoks, który można winić (za coś)”
Poprawiłem ile mogłem
Dzięki
No, wpół do dziesiątej. Znikam do popołudnia.
Cisza. Spokój. Relaks.
A, nie – coś charczy… Mąż chory i pracuje z domu.
BB ma tylko 3 lekcje.
A Kuba wraca o 14.00
To ja chyba pójdę jakiś obiad klecić…
Idę zaparzyć kolejną kawę, w tle Cohen śpiewa piosenki z ostatnich nagrań, za oknem ponuro, zimno i w dodatku jakiś taki niepokój siedzi mi za plecami.
Ten niepokój za plecami brzmi niepokojąco. Nie oglądaj się za siebie w żadnym przypadku…:-)
A ja bym się właśnie obejrzała i ten niepokój rozwiała 🙂
Bo ty odważna dziewczyna jesteś!
Śmiejcie się, śmiejcie, a ja mówię poważnie;-)

Co Cię tak niepokoi?
nie wiem już przeszło, ale miałam takie jakieś dziwne uczucie jakby zaraz miało stać się coś złego, trudne do opisania:(
Na szczęście już dobrze.
Dziś wolny wieczór, pan odwołał mi zajęcia i może uda mi się coś poczytać, albo pomalować;) Miłego wieczoru, do zobaczenia przy jutrzejszej porannej kawce;)
Miłego wieczoru i niech Cię lęki nie omotują, Gimi
To ten księżyc. Mówię Ci.
Niestety, nie zobaczę księżyca. Mgła nie chce ustąpić, nie widać nieba
U nas też guzik. Ledwie prześwieca zza chmur.
U mnie nawet tego nie widzę. No cóż, trzeba czekać 18 lat na następny
Hmm, chyba nie aż tyle. Media koloryzują. Czytałem gdzieś na Facebooku, na jakimś astronomicznym profilu, że to jest kwestia zejścia się pełni i perigeum, a następna taka okazja będzie 2 stycznia 2018, więc dużo szybciej.
Nie widać, ale oddziaływuje.
U mnie jak już było widać, to był normalnych rozmiarów raczej.
Lęki minęły, może to faktycznie ten księżyc jednak był?
Dobry… wieczór? No tak, już ciemno.
Dzień w pracy się zaczął tak sobie, ale potem było już coraz więcej do roboty i w sumie nie miałem czasu myśleć o rzeczach nieprzyjemnych, w sumie jak na pierwszą chwilę i obwąchiwanie tematu – bardzo produktywnie.
Ale teraz już fajrant.
Cisza. Spokój. Relaks.
I migrena.
Dobranoc Państwu.
Ja też już się pożegnam, dobrej nocy wszystkim życząc i zwycięstwa Polakom
Ty już nie możesz zebrać nieco innego zespołu? Mnie by wystarczyły pierwsze trzy…
Tia…
Spokojnej. Bez migren.
To ja na dobranoc.
Jest taki film Jana Svěráka z 1994 r., zatytułowany „Jazda”, który obejrzałem całkiem niedawno, zachęcony przez jednego znajomego (polecam ten film wszystkim). Muzykę do filmu napisał i nagrał aktor grający jedną z głównych ról, a na ścieżce dźwiękowej znalazł się i ten utwór – w sam raz na naszą dobranockę. Tytuł jest nieco mylący, bo jeżeli nawet o śmierci, to raczej z miłości.
Snów jak czeski film, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
PS. Film (w takiej sobie jakości, niestety) można obejrzeć tutaj.
Owszem, oglądałem JÍZDU kiedyś, popieram polecenie. Film zdecydowanie wart obejrzenia!
Tylko trzeba sobie półtorej godziny z haczykiem zarezerwować, a i z napisów – zwykle pomijanych – można wiele wywnioskować 🙂
Trzeba się wyspać przed jizdou!

Dobranoc!
Właśnie zjadłem kolację. Jak ja jutro wstanę? Chyba nie wstanę i umrę. Będę leżał jak nieżywy. Do piątej pięćdziesiąt pięć.
Dobranoc.
Nie umieraj Zoe, jeszcze się przydasz
Uff. Chyba żyję. No ale to może być z złudzenie.
Dzień dobry
Jaki będzie? Pół nocy nie spałam. Czy to przez ten księżyc?
Dzień dobry. Dzień będzie dobry
Tego wszystkim życzę… sobie też
…bry
Mam dość.
Noc zarwana i chyba przejęłam przeziębienie od chłopaków.
Do weekendu dojdziesz do siebie. Będzie dobrze.
A ja zapraszam na nowe piętro. Tak mnie naszło podzielić się moją mądrością życiową
Witajcie!
Może i późno, ale za to mam wymienione opony! 🙂