DobryWieczór:)) Jak mawiają Starożytni Czukcze, wino pite w miarę, nie szkodzi w największych ilościach. Na marginesie, „grappa” to znacznie zdrowszy napój od wina, nawet takiego z „organic grapes” :)))
Dawno nie było tej pani, a ponieważ wiadomo, że jest lubiana – dzisiaj będzie. Staroć, ale jaroć, Enya – „Storms in Africa”. Melodyjne, proste, ale jednocześnie potężne.
A ja dzisiaj bitki tłukę, bo mi dzieci wygarnęły, że nie mogą się uczyć, bo są… niewystarczająco odżywiane…
Pocieszam się tylko myślą, że jak trzasnę te bitki, to będę miała dwa lub trzy obiady, a zamrażarka pustkami świeci, więc jest gdzie wrzucać.
I jeszcze buraczki…
I zupa jakaś, bo obiad bez zupy się nie liczy i po kwadransie przychodzą wyżerać słodycze…
Wspominam moje dziecięce lata, gdy się pytałam co na obiad będzie, mama odpowiadała: „to, co garnek da”. I nie było nic na życzenie… Ale to były inne czasy, rodzice nas nie rozpieszczali.
Wiesz – z ponad połową rzeczy to ja bym mogła sobie nie rozpieszczać. Tylko ta druga połowa… Nie przekonasz, a tym bardziej nie zmusisz autysty do zjedzenia czegoś, na co on się uprze, że jest niejadalne. Nie ma takiej opcji. Bez względu na to, co mówią różne teorie wychowawcze – stosowane do dzieci zdrowych, czy powiedzmy neurotypowych. Ja już to przerabiałam. Wielokrotnie. I zdecydowanie mniej mnie kosztuje zrobienie dwóch różnych zup, niż jeżdżenie na ostry dyżur z przeciętym na pół uchem albo rozbita głową. Strasznie ciężko się czyści tapicerkę samochodową z krwi. A ostatnio takim rodzicom przydziela się kuratora.
Jo, zupełnie nie wiem jak trzeba postępować z dziećmi autystycznymi, więc nie udzielę Ci żadnej rady. Wiem tylko, że po niemal dwudziestu latach mój autystyczny sąsiad mówi mi ” dzień dobry”. bo ja mówiłam mu tak z każdym razem. Ocean cierpliwości to Ty.
Mówisz?
Wprawdzie Jakub zaczął jeść na śniadanie kaszę mannę, zamiast nieśmiertelnego chleba z pasztetem, a nawet ciasto, ciastka pieczone o szóstej rano w domu, tosty amerykańskie i jajecznicę na maśle, ale może warto zacisnąć zęby i poczekać te 20 lat, to może oprócz naleśników i gofrów zje jajko na miękko?
Ja też wolę się nie odzywać. Nie mam zielonego pojęcia jak postępować z autystami i nie wiem gdzie jest granica, kiedy coś tam jest konieczne, a kiedy zaczyna się „rozpuszczanie”
Młoda para po chilijskim Rowerze przysiadła w parku na ławeczce . Dziewczyna wtuliła się w ramiona partnera i z rozjaśnionego umysłu wyszeptała : O czym myślisz teraz kochany ? O tym , co i ty słoneczko ! Och, ty bezczelna świnio ! Jak możesz ! Jesteś po prostu świrem ! Już nie szeptem , wyrzuciła z siebie dziewczyna , szarpnęła za torebkę i zniknęła bez śladu…..
Bez szaleństw, rzekłbym. Nie wiem, dlaczego z dwóch celujących z niemieckiego wychodzi na semestr bdb, natomiast wiem, czemu historia i WOS słabiutko (2-3) – bo cała klasa mat-fiz-inf tak ma, pani od historii i WOSu ma takie (de)motywujące metody i trzeba ją przejść, tak jak odrę albo ospę wietrzną.
A żeby nie było, że się (czy też Najjuniora) chwalę pod kątem tego niemieckiego, to regułą jest raczej db – bdb, a nie cel.
W sumie nic, do czego można by się czepić. Bardziej mnie cieszy, że na zajęciach z rysunku, na które chodzi prywatnie i poza szkołą, twierdzą, że ma już teraz wystarczające umiejętności, żeby zdawać na uczelnie (może nie ASP, ale parę nieco niższych), które wymagają portfolio. Bo można przypuszczać, że za 2 lata będzie lepiej, a wtedy kto wie?
A ja po polsku powiem – dzień dobry Hajo jest starożytnym centrum pielgrzymkowym dla trzech religii: hinduistów, buddystów i muzułmanów. Leży nad brzegiem rzeki Brahmaputry.
Tak więc takie słowo istnieje, ale to nie jest forma powitania
Dobry! U nas jeszcze nie przylazł, więc nie ma co złazić. Może zresztą i dobrze? W sensie warunków drogowych i braku konieczności odśnieżania na podwórku?
U nas sypało od wtorku wieczorem i prawie całą środę. Ale drobny był i za dużo nie nasypało. Ciepło (Jak na razie +1C, ale ma być cieplej), to i topi się to wszystko. W niedzielę ma być +10C, to jak ma się ten śnieg utrzymać?
do odśnieżania nie tęsknię Mógłby spaść raz a dobrze i nie dosypywać. Odśnieżyłoby się i po ptakach
Masz rację, Mistrzu Q. Jak pokazują co się dzieje na południu USA, to aż szczęka opada. Są nawet ofiary śmiertelne… Wszystko się odwróciło. Tam gdzie były mrozy, jest ciepło, tam gdzie było ciepło – mrozy. Świat staje do góry nogami
Postarałabym się przedmuchać ten śnieg do Włoch, ale obawiam się, że mogę Ci przedmuchać odwilże (bo to nigdy nic nie wiadomo), a tego na pewno byś nie chciał Wolałabym, żebyś miał udane zjazdy po śniegu, a nie taką pluchę.
A tak w ogóle, to mój synek, w swojej pracy, powiedział to „po ptokach”, tylko po angielsku. Zupełnie bez sensu, ale śmiali się i nawet się przyjęło Teraz z byle powodu mówią „after birds”…
Nie pamiętam wszystkich tych naszych powiedzonek, ale część jest zabawna. Pamiętam jeszcze „czuję do ciebie pociąg” – „I feel train to you” Po angielsku jest to zupełnie bez sensu, ale w polskim „pociąg” ma różne znaczenia. Nie tylko ten na szynach
Po polsku:
„Wzdłuż torów biegnie nieizolowany przewód elektryczny”
na angielski:
„Nacked conductor is running along the railway”
Z powrotem na polski:
„Goły konduktor biegnie wzdłuż pociągu”…
Muszę te Wasze podpowiedzi dać synkowi U niego większość współpracowników jest dwujęzyczna (polski i angielski). Tym większa będzie zabawa, bo nie trzeba im niczego tłumaczyć A każdy żart przestaje być śmieszny, gdy go trzeba tłumaczyć… lepiej powiedzieć „without little garden”
Fakt, w takim wypadku ortografia wydaje się mniej ważna Z tym że stwierdzenie „wieżę ci” i po polsku nie miałoby sensu
Ps. Oczywiście fonetycznie nie ma to znaczenia 😀
No… gdyby mi mąż coś takiego zaanonsował, to bym chyba go udusiła Wieże widokowe mamy za darmo i nie muszę ich kupować, a mamy całą masę innych, ważniejszych wydatków
Ja wiem… wyłazi ze mnie materialistka… za grosz romantyzmu
Ten rower przyjechał aż z Chile!
Myślę, że każdy rower wychodzi na dobre, ale w butelce???
Liczy się dawkowanie. Przedawkowanie zaciemnia nasze myślenie:-)
A niedodawkowanie?

Chilijskie rowery są całkiem, całkiem
Dobry na nowym. No wiesz co, na kogo ja teraz wychodzę z moim niemal cowieczornym kręceniem!
Na mistrza albowiem „Trening czyni mistrza”

Żeby jeszcze tak można było używać tego wina i od tego chudnąć!
Ooo… jeśli ktoś wymyśli ODCHUDZAJĄCE wino to wpadnę w alkoholizm!
Podobnoż im bliższe octu, tym lepiej działa odchudzająco – a tym dalej od groźby wpadnięcia…
Wystarczy skorzystać z doświadczenia dobrego wojaka Szwejka i skorzystać z wina bezalkoholowego :))
Wpadniemy razem, acz w oddali.
DobryWieczór:)) Jak mawiają Starożytni Czukcze, wino pite w miarę, nie szkodzi w największych ilościach. Na marginesie, „grappa” to znacznie zdrowszy napój od wina, nawet takiego z „organic grapes” :)))
ha! Czasem zastanawiałem się, dlaczego od dzieciństwa lubię rower!
Bo rozjaśnia umysł?
Najwyraźniej to wyczuwałem od dawna… 😉
Od 5 godzin odrabiamy z BB prace domowe.

Cierpliwości! Trzymamy z tobą!
Już się pożegnam, dobranoc
Spokojnej tu i schodek wyżej!
Wróciłem z kręcenia, jedyna butelka, z jaką miałem do czynienia, to plastikowa z wodą!
Dobranocka.
Dawno nie było tej pani, a ponieważ wiadomo, że jest lubiana – dzisiaj będzie. Staroć, ale jaroć, Enya – „Storms in Africa”. Melodyjne, proste, ale jednocześnie potężne.
Snów o (dalekich) burzach.
Bardzo lubię Enyę, więc słucham w skupieniu.
Dobranoc
Dbrnc.
Dzień dobry
Enya dobra również na przebudzenie 
Dobry.
Kaaawyyy
Dożylnie…
Siostroo! Transkawuzja! Na citto!
Kawa? Chętnie!
Witajcie!
Przed firmą po ulicy spaceruje Św. Mikołaj i rozdaje… zdrapki 😉
Witaj ! to prawie jak wędka, bo trzeba zdrapywać ?
Samo się nie chce ?
Dzień dobry. Że mglisto i mokro ? Jesień ciągle…w sam raz na nostalgiczną piosenkę 🙂
Dzień dobry. Kawa jest konieczna, zwłaszcza gdy się NIECO zaśpi, jak mi się przydarzyło.
Ooo. Merci!
U mnie przestało padać, wybywam po zakupy. Dostałam apetyt na poznańską potrawę, a mianowicie pyry z gzikiem.
Wprosiłbym się!
A na razie uciekam popracować. Mam nadzieję, że nie przesadnie długo dzisiaj.
Chętnie bym Cię zaprosiła
DzieńDobry:)) Leje….leje….leje….
I to nie kawę…
A ja dzisiaj bitki tłukę, bo mi dzieci wygarnęły, że nie mogą się uczyć, bo są… niewystarczająco odżywiane…
Pocieszam się tylko myślą, że jak trzasnę te bitki, to będę miała dwa lub trzy obiady, a zamrażarka pustkami świeci, więc jest gdzie wrzucać.
I jeszcze buraczki…
I zupa jakaś, bo obiad bez zupy się nie liczy i po kwadransie przychodzą wyżerać słodycze…
No ale generalnie to ja przecież nic nie robię.
Ząb, zupa, dąb, zupa, ząb, zupa, dąb, bitki, flaczki i buraczki :))
Rozpieszczasz ich, a oni są cwańsi niż myślisz.
Coś jeść muszą, a jeśli znowu zrobię dyniową zupę krem, to sama zwariuję…
Wspominam moje dziecięce lata, gdy się pytałam co na obiad będzie, mama odpowiadała: „to, co garnek da”. I nie było nic na życzenie… Ale to były inne czasy, rodzice nas nie rozpieszczali.
Wiesz – z ponad połową rzeczy to ja bym mogła sobie nie rozpieszczać. Tylko ta druga połowa… Nie przekonasz, a tym bardziej nie zmusisz autysty do zjedzenia czegoś, na co on się uprze, że jest niejadalne. Nie ma takiej opcji. Bez względu na to, co mówią różne teorie wychowawcze – stosowane do dzieci zdrowych, czy powiedzmy neurotypowych. Ja już to przerabiałam. Wielokrotnie. I zdecydowanie mniej mnie kosztuje zrobienie dwóch różnych zup, niż jeżdżenie na ostry dyżur z przeciętym na pół uchem albo rozbita głową. Strasznie ciężko się czyści tapicerkę samochodową z krwi. A ostatnio takim rodzicom przydziela się kuratora.
To straszne co piszesz. Współczuję…
No straszne, straszne…
Jo, zupełnie nie wiem jak trzeba postępować z dziećmi autystycznymi, więc nie udzielę Ci żadnej rady. Wiem tylko, że po niemal dwudziestu latach mój autystyczny sąsiad mówi mi ” dzień dobry”. bo ja mówiłam mu tak z każdym razem. Ocean cierpliwości to Ty.
Mówisz?

Wprawdzie Jakub zaczął jeść na śniadanie kaszę mannę, zamiast nieśmiertelnego chleba z pasztetem, a nawet ciasto, ciastka pieczone o szóstej rano w domu, tosty amerykańskie i jajecznicę na maśle, ale może warto zacisnąć zęby i poczekać te 20 lat, to może oprócz naleśników i gofrów zje jajko na miękko?
Ja też wolę się nie odzywać. Nie mam zielonego pojęcia jak postępować z autystami i nie wiem gdzie jest granica, kiedy coś tam jest konieczne, a kiedy zaczyna się „rozpuszczanie”
Młoda para po chilijskim Rowerze przysiadła w parku na ławeczce . Dziewczyna wtuliła się w ramiona partnera i z rozjaśnionego umysłu wyszeptała : O czym myślisz teraz kochany ? O tym , co i ty słoneczko ! Och, ty bezczelna świnio ! Jak możesz ! Jesteś po prostu świrem ! Już nie szeptem , wyrzuciła z siebie dziewczyna , szarpnęła za torebkę i zniknęła bez śladu…..
Nie masz to jak telepatia ?
No i tak: pracowałem, pracowałem, pracowałem, aż przyszła pora na wywiadówkę Najjuniora. I dopiero wróciłem.
No i jak?
Bez szaleństw, rzekłbym. Nie wiem, dlaczego z dwóch celujących z niemieckiego wychodzi na semestr bdb, natomiast wiem, czemu historia i WOS słabiutko (2-3) – bo cała klasa mat-fiz-inf tak ma, pani od historii i WOSu ma takie (de)motywujące metody i trzeba ją przejść, tak jak odrę albo ospę wietrzną.
A żeby nie było, że się (czy też Najjuniora) chwalę pod kątem tego niemieckiego, to regułą jest raczej db – bdb, a nie cel.
W sumie nic, do czego można by się czepić. Bardziej mnie cieszy, że na zajęciach z rysunku, na które chodzi prywatnie i poza szkołą, twierdzą, że ma już teraz wystarczające umiejętności, żeby zdawać na uczelnie (może nie ASP, ale parę nieco niższych), które wymagają portfolio. Bo można przypuszczać, że za 2 lata będzie lepiej, a wtedy kto wie?
Wiedziałam, że nie będzie źle. Gratulacje!
Brawo młody!
Dziękuję w imieniu, ale może zachowajmy brawa na jakąś okazję przez duże O?
Braw nigdy za dużo
Pochwała za postępy się należy ? Należy, więc nie ma co skąpić !
Ha, tylko że Najjunior się wkurza, jak się go ruga, natomiast jak się chwali, to się peszy, co go naturalnie wkurza. No nie ma dobrego wyjścia.
Mimo wkurzania się Najjuniora, też złożę gratulacje

Za dobre trzeba pochwalić
To ja już

BB siedzi z ojcem nad matmą…
No to i ja idę lulu…

Spokojnej…
Dobranocka zatem, albowiem czas już po temu.
Dzisiaj kolejne wykopalisko ze słodkich lat osiemdziesiątych. Jedwabisty głos – Sade Adu. W sam raz na sen.
Snów jako te lilije, czystych i niewinnych. No.
Zakatarzone dobranoc…
Heloł i pozostałe dbry.
Hajo – dzisiaj tak się przywitam. Nie wiem czy istnieje takie słowo. Ale chyba jest.
A ja po polsku powiem – dzień dobry
Hajo jest starożytnym centrum pielgrzymkowym dla trzech religii: hinduistów, buddystów i muzułmanów. Leży nad brzegiem rzeki Brahmaputry.
Tak więc takie słowo istnieje, ale to nie jest forma powitania
Jak to nie jest jak u mnie jest
A, jeśli jest, to musi być
Mnie to polskie nie chce przejść dziś przez klawiaturę, więc takim zastępczym się witam.
Wierzę Ci, ale życzę żeby Twoja klawiatura chętnie przyjmowała to klasyczne powitanie.I uśmiechnij się, Jutro będzie lepiej
Jutro… jutro… Jutro jest sprawdzian z włoskiego, chemia i przygotowanie do klasówki z WOSu. Nie będzie.
CHYBA, że jutro jest metaforyczne
Bądź dobrej myśli, może wszystko będzie dobrze…
Witojcie!
[możliwości powitania jest sporo, jak widać
]
Dzisiaj raczej będę niż nie będę, ale trochę też wybędę, zanim z powrotem przybędę…
klasyka: będę albo nie będę;-)
A jeśli będę, to będę, chyba że wybędę.
Czasem, jak wiem, że nigdzie nie wybywam, to mogę z czystym sumieniem napisać, że będę, ale dzisiaj może być różnie…
Zawsze może coś pilnego wyskoczyć, chociaż nieplanowane…
A tak też bywa.
Zastanawia mnie, co się dzieje ze
Skowronkiem? Czyżby też olała nasze towarzystwo jak to zrobił Misiek?
Witajcie!
Istnieje obawa, że metaforyczne „lepsze jutro” nastąpi nie wcześniej niż za 4 lata…
Mam nadzieję, że to nastąpi wcześniej. Może znów za dwa?
DzińDybry:)) Jutra już nie ma, zamieniło się w nieustającą noc. Oby nie Kryształową :))
Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie.
Skumbrie w tomacie. Pstryk.
To ostatni zgasił światło.
Oj weź no… A pukanie spod dna?
A to już jesteśmy na dnie? Czy jeszcze parę metrów mułu do przebicia?
Trudno powiedzieć. Ryzykowałabym ten muł, ale to wiadomo, co dalej?
No, coś być musi, do cholery, za zakrętem.
Te zakręty, skrzyżowanie dobrze znamy!
Bez najmniejszego zwątpienia Mistrzu :))
No więc właśnie. Poczekamy, przeczekamy, dojedziemy – tak myślę.
Dzień dobry


Śnieg znowu złazi i znowu przestaje być bajkowo
Miłego popołudnia Wam
Dobry! U nas jeszcze nie przylazł, więc nie ma co złazić. Może zresztą i dobrze? W sensie warunków drogowych i braku konieczności odśnieżania na podwórku?
I do połowy miesiąca, zimy prawdopodobnie nie będzie…
U nas sypało od wtorku wieczorem i prawie całą środę. Ale drobny był i za dużo nie nasypało. Ciepło (Jak na razie +1C, ale ma być cieplej), to i topi się to wszystko. W niedzielę ma być +10C, to jak ma się ten śnieg utrzymać?
Mógłby spaść raz a dobrze i nie dosypywać. Odśnieżyłoby się i po ptakach

do odśnieżania nie tęsknię
On w ogóle pada po niewłaściwej stronie Atlantyku, moim skromnym zdaniem!
Masz rację, Mistrzu Q. Jak pokazują co się dzieje na południu USA, to aż szczęka opada. Są nawet ofiary śmiertelne… Wszystko się odwróciło. Tam gdzie były mrozy, jest ciepło, tam gdzie było ciepło – mrozy. Świat staje do góry nogami
Wolałabym, żebyś miał udane zjazdy po śniegu, a nie taką pluchę. 
Postarałabym się przedmuchać ten śnieg do Włoch, ale obawiam się, że mogę Ci przedmuchać odwilże (bo to nigdy nic nie wiadomo), a tego na pewno byś nie chciał
A tak w ogóle, to mój synek, w swojej pracy, powiedział to „po ptokach”, tylko po angielsku. Zupełnie bez sensu, ale śmiali się i nawet się przyjęło
Teraz z byle powodu mówią „after birds”… 
Ooo, cudne! Uwielbiam takie językowe transplantacje!
Nie pamiętam wszystkich tych naszych powiedzonek, ale część jest zabawna. Pamiętam jeszcze „czuję do ciebie pociąg” – „I feel train to you”
Po angielsku jest to zupełnie bez sensu, ale w polskim „pociąg” ma różne znaczenia. Nie tylko ten na szynach 
Ja kiedyś w takim mieszanym małżeństwie słyszałem „I tower you”.
Czyli „wierzę ci”
Po polsku:
„Wzdłuż torów biegnie nieizolowany przewód elektryczny”
na angielski:
„Nacked conductor is running along the railway”
Z powrotem na polski:
„Goły konduktor biegnie wzdłuż pociągu”…
Just say it without little garden…
Gdyby „tower” napisano przez „ż”, powiedzenie straciłoby sens, natomiast przez „rz” wszystko się zgadza :))
No właśnie, Stateczku… wszystko się zgadza
W tym przypadku w ogóle pomijam ortografię na rzecz fonetyki.
Fakt, w takim wypadku ortografia wydaje się mniej ważna
Z tym że stwierdzenie „wieżę ci” i po polsku nie miałoby sensu

Ps. Oczywiście fonetycznie nie ma to znaczenia 😀
Miało by sens Miralko przed świętami, gdyby mąż Ci zaanonsował „wieżę widokową Ci kochanie, kupiłem na jeziorem” :)))
No… gdyby mi mąż coś takiego zaanonsował, to bym chyba go udusiła
Wieże widokowe mamy za darmo i nie muszę ich kupować, a mamy całą masę innych, ważniejszych wydatków


Ja wiem… wyłazi ze mnie materialistka… za grosz romantyzmu
Zapraszam piętro wyżej
Tu już dostaję zadyszki, co w moim wieku jest normalne 