Mężczyzna zmuszony do ładowania zmywarki niczym doświadczony saper, by uchronić żonę przed wybuchem
Simon Williams, zamieszkały w Basingstoke, jest zmuszony ładować zmywarkę jak doświadczony saper, ponieważ w przeciwnym wypadku jego żona wybucha gniewem.

Po serii poważnych pomyłek podczas ładowania, które doprowadziły w ostatnich tygodniach do kilku wybuchów, Williams, jak relacjonują świadkowie, zachował skrajną ostrożność przy ładowaniu zmywarki po wczorajszej kolacji.
Jeden ze świadków powiedział nam: – Sytuacja była wyjątkowo napięta. Państwo Williams wyprawiali ośmioosobową kolację z trzech dań, do tego drinki i kawa – ładowanie zmywarki rzadko kiedy bywa bardziej skomplikowane! Zwykły człowiek wywołałby eksplozję w ciągu kilku sekund,na przykład włożyłby miskę tam, gdzie powinny znaleźć się talerze, a wówczas pani Williams zrobiłaby wielkie bum!!! – i byłoby po wszystkim. Nie każdy wie, gdzie dokładnie umieścić duże talerze, w jakim porządku, i które sztućce idą do jakiego koszyczka. Trudno je włożyć właściwie nawet wówczas, kiedy człowiek nie czuje ciśnienia, ale pan Williams tym razem dowiódł, jak wysokiej klasy jest ekspertem.
Świadek przyznał: – Szczerze mówiąc, kiedy włożył talerz odwrotnie, wszyscy rzucili się do ucieczki. Myśleliśmy, że jest już po ptakach. Jednak Williams, dzięki Bogu, spostrzegł swoją pomyłkę i przełożył talerz właściwą stroną. Pot kapał mu z nosa, ale zdołał dokończyć pracę, nie doprowadzając do wybuchu żony. Ten facet pracuje w niewyobrażalnym stresie, naprawdę nie wiem, jak mu się udaje ładować zmywarkę na co dzień!
________
Powyższa notatka pochodzi z satyrycznego serwisu NewsThump (http://newsthump.com/2015/03/02/man-forced-to-load-dishwasher-like-bomb-disposal-expert-to-prevent-wife-exploding/ )




Dzień dobry na nowym pięterku. Powyższy wpis wbrew pozorom nie zawiera wątków autobiograficznych, niemniej tłumacz przyznaje, że coś jest na rzeczy
Do pełni informacji brakuje nam jeszcze równoważnika TNT pani Williams…
Nie było w oryginale 🙁 ale skoro po jednym wybuchu jest w stanie wybuchnąć ponownie, to musi być niezły 😛
Biedny pan Williams, jak on sobie radzi z samochodem?!
A, tu żona może nie mieć nic do gadania…
Tam można przestawiać i ustawiać najwyżej w bagażniku…
Ikskjuzmi: mąż ZAWSZE przestawia mi rzeczy w zmywarce. Bo ja podobno się nie znam na tym wybitnie ekskluzywnym intelektualnie zadaniu.
No to ja sobie pozwolę na mały coming out: NIKT z całej rodziny nie potrafi zmieścić tylu rzeczy w zmywarce, co ja. W związku z tym, jak widzę, że się odbywa ustawianie z marnowaniem przestrzeni, to burczę, bo niby dlaczego nie można za jednym myciem umyć więcej naczyń niż mniej? Ekonomia i ekologia w jednej stały zmywarce, no nie?
PS. Co do samochodu, to również jestem odpowiedzialny za tzw. sztauowanie (taki portowy termin, oznaczający najlepsze rozmieszczenie ładunku) i na razie również nikt nie robi tego lepiej niż ja.
Łooojjj
No cóż, brawo 
OMG.
No to ja nie mam pytań.
Hihi. Był kiedyś taki żółw w komiksach Baranowskiego, który mawiał „Może jestem powolny, ale jak się rozkręcę…” i tak samo jest ze mną. Może nie robię tego czy tamtego, ale są rzeczy (w sumie drobne), których nie pozwalam nikomu tknąć, bo wiem, że póki co, nikt nie zrobi ich lepiej.
Jesteś pewien, że nie masz brata bliźniaka? I że nie jest nim mój mąż?
Jestem pewien. Mam dwóch braci, z najmłodszym jesteśmy nawet bardzo podobni, ale 17 lat różnicy to trochę dużo na bliźniaków. Co prawda on mawia, że jest „wydaniem drugim, poprawionym”, to jednak oczywiste nadużycie.
BTW. Spotyka się dwóch kolesi w wieku 30+
– No jak tam, Albin, co u ciebie nowego?
– Aa, wiesz, zostałem ojcem.
– No nie mów? Chłopiec czy dziewczynka?
– Chłopcy. Bliźniacy.
– No patrz, co za traf! I do kogo podobni?
– Do siebie.
Czyli to uniwersalna przypadłość.

Myślę Szanony Kwaku , że kiedy już będziesz pewien , że nikt tego lepiej nie zrobi od ciebie , to przyjdzie olśnienie , że ten stan nie jest dla Ciebie taki korzystny . Bo często tak jest w życiu , że opłaca się być ofermą , niż niezastąpionym od wszystkiego fachowcem …..
Nie oczekujmy od kolegi, żeby nam opowiadał, czego on się w domu nie tyka…
Na szczęście nie jestem fachowcem od wszystkiego, tylko od paru rzeczy, a co do ładowania, a może jak u Monty Pythona „ustawiania jednych rzeczy na drugich”, to od dzieciństwa sprawia mi to przyjemność. Już jako dziecko lubiłem budować z klocków, najpierw drewnianych, potem LEGO, i tak mi zostało.
A jeżeli chodzi o to, żeby się przesadnie nie przepracowywać, to jest doprawdy tyle innych dziedzin, w których nie poczuwam się absolutnie do fachowości, że ładowanie można sobie zostawić
Uspokoiłeś mnie .
Ufff i kamień z serca
A Ty nie masz czasem lekkiej postaci Zespołu Aspergera?
Najlepiej mają ci, którzy mówią, że tego nie umieją . Nie muszą nic robić. Zawsze przecież znajdzie się ktoś, kto za nich zrobi to lepiej. Pozdrawiam serdecznie.
To prawda, ale to tak jak przy grze w piłkę nożną wśród chłopaków – kiedy przychodzi do wybierania zawodników do drużyny, tacy, za których ktoś wszystko robi lepiej, zostają na szarym końcu
Pozdrawiam również
Nie koniecznie lepiej , po prostu wykona potrzebną pracę . Kiedyś przypadkowo wpadłem na trzeciego w rozmowę telefoniczną , z której dowiedziałem się , że jestem frajerem , bo w Wigilię do póznego wieczoru , pomagałem koledze w przygotowaniu Świąt .Taki jest czasami otaczający nas świat .
Uuu, nieładnie.
Są ludzie, którzy postrzegają życie jako ciągły wyścig wykorzystujących z wykorzystywanymi. Po której by stronie nie byli, zawsze bardziej ich boli poczucie bycia wykorzystanym niż cieszy wynik przeciwny. To jest gra zawsze obarczona ogromnym ryzykiem przegranej.
Ludzie, którzy w świadczeniu pomocy innym znajdują źródło satysfakcji (wewnętrznej, nie w oczekiwaniu wdzięczności) mają dla kontrastu duże prawdopodobieństwo zadowolenia ze swojej sytuacji – wyjątkiem tu jest skrajne zapamiętanie się w misji, nadzwyczaj rzadko występujące…
Czyli że jednak to świadomość kształtuje byt.
Mądre słowa, Ukratku
A u mnie słońce świeci, deszczyk pada, SGGW zaczęła juwenalia…
To pewnie i piwko popada…
Wszystko możliwe.
Ja wprawdzie mieszkam dość daleko, ale niesie się po tych polach wilanowskich, oj niesie…
To ja dobranoc mówię, bo dzisiaj była istna masakra. A to bardzo człowieka wyczerpuje.
Dobrej nocy Jo, ja też już się pożegnam

Spokojnej i odpoczynek dającej!
Nie ma jeszcze 22:00, ale dobranockę już wrzucę, niech usypia potrzebujących 🙂
Na życzenie – Enya i „Watermark” Takie proste, a takie piękne – do odtworzenia na każdym (nastrojonym) pianinie, co też liczni adepci czynią. Album z roku 1988, towarzyszący mi w okolicach pierwszej miłości… i jeszcze przy paru innych okazjach.
Ale to jeszcze nic: przy okazji odkryłem, że jakiś zacny człowiek, zmęczony klikaniem „odtwórz ponownie”, zapętlił niedawno dobranockowany „Caribbean Blue” w jedno dziesięciogodzinne nagranie. Ponoć „Bolero” Ravela słuchane w kółko powodowało szaleństwo, a Enya?
Snów o wielkiej wodzie!
Szaleństwo to nie, ale i tak czuję, że mam mózg owinięty watą. Wytrzymałem 52 minuty – co za dużo, to niezdrowo.
Dobranoc!
…ale czego słuchałeś? Bolera?
Nie, tej zapętlonej Enyi („Caribbean Blue”). Nie będę zagnieżdżał, ale jakby ktoś chciał spróbować, to tu jest link – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=vca_cKHuiAg
Kiedyś bolerem doprowadziłam ojca do rozpaczy, a macochę do szału. Albo odwrotnie. Przedawniło się, więc mogę się przyznać i potwierdzić: prawda!
Spokoju wielkiej wody….. i spokojnego snu
Dzień dobry
Śmiała się na cały dom i orzekła, że jest to świetne
Nie musieliśmy jej tego tłumaczyć z powrotem…
Niby zabawne opowiadanko, ale trochę daje do myślenia…
Dzięki Mistrzu Q, że podałeś również oryginał. Mam teraz gościa (a właściwie syn ma), a ona po polsku ani w ząb. Dałam jej więc do przeczytania angielską wersję
Muszę przyznać, że pod tym względem (zmywarki) to też mam hopla
Co prawda nie burczę, nie wybucham i nie krzyczę… coś tam trafia mnie po cichu

Czasami zdążę zanim włączy… poprzestawiam i jeszcze tyle różnych rzeczy dowalę, że mąż jest zdziwiony jak to mogłam zmieścić, jego zdaniem nie było już miejsca…
A to jest czysta ekonomia i oszczędność. Po groma gonić dwa razy do połowy załadowaną zmywarkę, skoro można raz a dobrze 
Jak poustawiam według własnego widzimisię, wchodzi wszystko i jeszcze jest luz
To tylko kwestia dopasowania i „upchania”… A klockami (szczególnie LEGO) nigdy się nie bawiłam
Także nie sądzę, żeby to miało aż taki wpływ. Wydaje mi się, że to kwestia zdolności organizacji przestrzennej (o ile coś takiego istnieje)
Mam koleżankę, która lubi przestawiać meble… ale ona nie widzi tego przed przestawieniem. Potem nie może dopasować i jej mąż się wścieka, bo jak nam powiedział, suwa te meble jak głupi
Ja zanim przestawię, oczyma wyobraźni widzę jaki będzie efekt. Dla pewności biorę miarkę i mierzę, czy to mi wejdzie tam gdzie chcę. Po co marnować siły, skoro potem okazuje się, że brakuje kilku centymetrów i ta szafka tu nie wejdzie

Moje szczęście ślubne czasami ma taki napad, że sam wstawia zmywanie. Niemal przed nosem stoją mu brudne naczynia, ale on ich nie widzi
I mam tak jak Mistrz Q, pakowanie samochodu przed wyjazdami… rodzince jakoś nie zawsze wszystko wchodzi (z tego co przyszykowałam do wyjazdu) i sporo rzeczy by zostawili, bo się nie mieszczą
Jestem Mistrzynią Organizacji. Jak się ma dwóch autystycznych synów to nie ma innej opcji. Pakuję wszystko i wszystkich na każdy wyjazd. A i tak mąż mi talerze w zmywarce przestawia.
Ja też nie widzę – w zakresie mebli 😉 Dawne lokum tak było nieustawne, że coraz jeździłam z szafami i łóżkami. Mąż marudził, że nigdy wracając z pracy nie jest pewien czy pozna pokój. Ale jak kalorie zdychają!
Wiem coś na ten temat, też jeździłam z meblami. Ale mąż za każdym razem chwalił, że tak jest lepiej
Mój mąż jakoś nie chwali… syn też nie. Co najwyżej burczą, że znowu się naciągałam ciężkich rzeczy i łokcie mnie będą bolały
Poboli i przestanie, a zmiany poprawiają humor… 
Uwielbiałam jeździć meblami!!! Teraz mam dom od początku urządzany wg własnego projektu, łącznie z meblami, więc niczego nie da się już przestawić 🙁

Taki jest los Geniusza Projektowania Wnętrz
No nie wiem czy się nie da… jak ktoś uparty, to wszystko przestawi, nawet hełm na lewą stronę wywróci

Szczyt roztargnienia w wojsku:
włożyć hełm na lewą stronę…
Dobreee
Moje kalorie od tego przestawiania jakoś nie zdychają. Są odporne na takie drobiazgi
Spraw sobie szafy gdańskie
Organizacja przestrzenna jako określenie bardzo mi się podoba. Co do mebli, to bardzo nie lubię przestawiania, ale tu na szczęście małżonka ma swoją określoną wizję, którą jak zrealizuje, to już rzadko zmienia.
Natomiast co do bagażnika, to przypomina mi się taki wyjazd na narty, kiedy po raz pierwszy zamontowaliśmy na dachu dodatkowy bagażnik, opływowego boksa, tzw. trumnę (Mama Quackie na to określenie reaguje alergicznie). Weszły do niego nie tylko narty, ale kupa miękkich i lekkich rzeczy – stroje narciarskie, jakieś koce etc. – i okazało się, że w zasadniczym bagażniku samochodowym mamy wręcz luzy!
A jak już jesteśmy przy tym, to rzeczą genialną, którą polecam przy każdej okazji, są worki próżniowe, z których wysysa się powietrze odkurzaczem. Wszelkie miękkie, puchate ubrania (a więc i stroje narciarskie), koce, śpiwory etc. po wyssaniu powietrza zajmują śmiesznie mało miejsca, dość powiedzieć, że np. wyjeżdżając w marcu na narty, miałem 3 pakunki: narty i kije w pokrowcu, mały miejski plecak do autokaru z dopiętym kaskiem (który nigdzie się sensownie nie mieści, a powietrza niestety nie da się z niego wyssać), a poza tym JEDNĄ średnio dużą torbę ze wszystkimi pozostałymi rzeczami, w tym butami narciarskimi.
Hmmm… opowiedz jeszcze, jak się spakowałeś wracając…
Tak samo, aczkolwiek miałem chwilę niepokoju, bo trudno się było dogadać z Włochami odnośnie odkurzacza, niezbędnego do wyssania powietrza z worków, więc pakowałem się na ostatnią chwilę. Poza tym bez problemu!
Na szczęście tak w hotelach, jak i w apartamentach (wynajmowanych bez wyżywienia) odkurzacze są dostępne.
Kask najprościej bylo od razu wsadzić na miejsce przeznaczenia
Zastanawiałam się nad tymi workami próżniowymi – widziałam w markecie, ale nie miałam wizji, jak to się własnie wysysa…
Teraz już będę wiedzieć!
Tylko… odkurzacza też nie mam
Niestety bez odkurzacza efekt jest połowiczny – można ręcznie wypchnąć powietrze z takiego worka, ale znacznie, znacznie lepiej jest wyssać. Z paczki o grubości 30-35 cm robi się płaski pakunek grubości 4-5 cm, szerokość i długość też się zmniejszają.
Można próbować wypychać ręcznie to powietrze, ale nigdy się nie osiągnie takiego efektu. Zawsze tego powietrza zostanie za dużo…
Worków próżniowych używam tylko w domu. Jak się jedzie pod namiot, to trudno ciągnąć ze sobą odkurzacz
Bo już mam takie specjalne „ustrojstwo”, że podłączone do samochodu wytwarza prąd z odpowiednimi parametrami. Dzięki niemu mogliśmy napompować materac. Bardzo wygodne. Podłączone i tylko nacisnąć guzik i samo się pompuje 
Racja, pod namiot ciężko je brać. Chyba że na jakiś ze wszech miar cywilizowany kemping, gdzie – dajmy na to – na recepcji dysponują odkurzaczem
ale to ciężko zaplanować zawczasu.
A tak w ogóle, to padam na nos. Chyba przestanę lubić dni wolne od pracy
Dzień dobry
Nareszcie piękne słoneczko, pogoda murowana. Trzeba się wybrać za miasto 
Dzień dobry! U mnie zaraz gofry z truskawkami na śniadanko!
Mniam
Więc zaparzam kawę. Kto chętny, niech się częstuje.
gofry mają jedną zasadniczą wadę – zjada się je szybciej niż robi
Ale za to jak smakują!
Mąż robi. Ja se siedzę, jem i żądam. Znaczy rządzę. Właściwie jedno i drugie 😀

Niedzielne Dzień Dobry!
Ech… kawa, gofry, a ja znowu spóźniony…
Dzień dobry ! Może byc kawa i truskawki bez gofrów ?
Też nieźle!
A nawet same truskawki
Truskawek sobie pojadłam i jeszcze pojem
Obrodziły mi w tym roku i chociaż grządka z nimi duża nie jest, to codziennie mam miseczkę swojego przysmaku 
Na truskawki jest wiele sposobów – z cukrem, z bitą śmietaną, w galaretce… Swoją drogą mimo że mieszkałem tyle lat w Kielcach, gdzie w pobliżu jest zagłębie truskawkowe w Bielinach, to dopiero po przeprowadzce jeszcze dalej niż północ po raz pierwszy spotkałem się z truskawkami OBTACZANYMI w cukrze pudrze.
Ktoś zna jeszcze jakieś ciekawe formy konsumowania tych czerwonych pyszności?
Dzień dobry, chwilowo mamy leniwe przedpołudnie, które zwykło być określane słowem „rozgliździajstwo”. To chyba z rosyjskiego i generalnie oznacza zdaje się sytuację, w której nikomu na niczym nie zależy, ale używamy tego na oznaczenie lenistwa i nieróbstwa. W każdym razie kolejne słowo do kolekcji
Takie dni są bardzo potrzebne. Dla higieny psychicznej.
Tak, ale jeszcze trochę robótki w planach, na szczęście przy biurku.
Oj, pracuś nawet w niedzielę nie odpuści…
Tak wyszło… Wcale nie jestem zachwycony, ale czasem się zdarza. Poza tym praca koncepcyjna w dużej mierze.
Nie wiem co było w przyrodzie decydujące , ale tak się ułożyło , że na wszystkie ciężkie prace domowe kobiety , rozwiązanie znalezli leniwi mężowie , a nie zapracowane gospodynie domowe . Pralka , odkurzacz , szybkowar , zmywarka ,froterka i inne wynalazki , to domena mężczyzn . Potrzeba jest matką wynalazków , ale czy właśnie to dotyczy tylko leniwców rodzaju męskiego ??
Być może jest tu pewna symetria: Jeżeli dobrze pamiętam, wycieraczki samochodowe do usuwania deszczu i zabrudzeń z przedniej szyby wynalazła kobieta?
Sam rozumiesz Maxiu, ze zapracowane kobiety nie miały czasu na rozwój i eksperymenty.
Kobiety też miały swój udział w wynalazkach.
Pierwszą zmywarkę wynalazła w 1886 r. kobieta o nazwisku Cochrane.
Na początku XX w. Mary Anderson wynalazła wycieraczki samochodowe, a piłę terczową w 1813 r. Tabitha Babbitt. To tylko niektóre wynalazki kobiet. Inne:http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/codziennikfeministyczny.pl/24-wynalazki-kobiet/
Masz rację , nie chodzi mi jednak o licytację kto więcej ma wynalazków ,tylko kto w tzw. gospodarstwie domowym ” kombinował ” żeby się nie napracować . I tu lenistwo panów dominuje .
Z tym, ze zmywarkę wynalazła jednak kobieta. Jak czytamy: Zmywarka Cochrane, która wykorzystywała wodę pod wysokim ciśnieniem nakierowaną na stojak z naczyniami, została opatentowana w 1886 roku.
W tym czasie większość domów nie miało dostępu do ciepłej wody, potrzebnej do funkcjonowania takiej maszyny, ale Cochrane była uparta i sprzedawała swój pomysł hotelom i restauracjom. W końcu zmywarki zawitały również do gospodarstw domowych, kiedy coraz więcej kobiet zaczęło pracować zawodowo.

Te męskie wynalazki, to chyba były głównie po to, żeby żony nie były takie zapracowane i żeby tak często „głowy ich nie bolały”
Jak się kobieta przez cały dzień „urobiła”, to już na nic nie miała chęci… I to chyba była główna „potrzeba”, Maksiu

Ja też sobie założyłam, że dziś się leniwię
To żadna praca!!! Planowałam jeszcze porobić coś niecoś w ogródku, ale jest zimno i deszczowo… a co najważniejsze – nie chce mi się 
czyli jest co przebierać i wybierać… Cały tydzień nie miałam na to czasu… tylko czy wysiedzę przy komputerze kilka godzin 
Co prawda mam trochę prania, ale to pralka pierze, suszarka suszy i właściwie nic nie muszę robić. Wstawić, przełożyć, powiesić
Może w końcu zrobię porządek ze zdjęciami z wyjazdu. Każde z nas zrobiło ok. 600 zdjęć
Wielkie to zdjęcie, nie potrafię zmniejszyć 🙁
Proszę bardzo.
Bardzo ładna kobieta , aż trudno uwierzyć , że zajmowała się techniką zmywania naczyń . ” Pozory mylą , powiedział jeż z ryżowej schodząc szczotki ”
Dzień dobry
Po prostu padłam na posterunku
To chyba wina pogody… wczoraj cały dzień padało i było tak zimno, że patrzyłam z niepokojem, czy śnieg nie zacznie sypać
Wkurzyłam się też, bo prawie wszystkie moje kwiatki wyniesione i bałam się, czy mi nie zmarzną. Ale też miałam całą masę zajęć i nie chciało mi się tego wszystkiego wnosić z powrotem
Leniwa jestem… Przykryłam cały stolik zastawiony doniczkami wielką folią i mam nadzieję, że kwiatkom nic nie będzie 
Wczoraj nawet nie dokończyłam myśli… zasnęłam przy komputerze
Tylko Opatrzność wie ile włożyłem trudu we froterowanie podłóg w rodzinnym domu .Nie było litości …. To się musi lśnić , mówiła matka ,kiedy prosiłem aby oceniła wygląd podłogi . Pierwsza moja zagraniczna podróż do Moskwy i zakup froterki , która jeszcze dzisiaj jest sprawna technicznie . Ech, wspomnienia ……
Swoją drogą to sprzęt z tamtych lat, mimo że czasem toporny i głośny, często działa do dzisiaj. Rodzice jeszcze nie tak dawno korzystali z miksera produkcji NRD, kupionego wraz z „gustowną” plastikową szafeczką, do której wchodziły wszystkie mieszadełka i blender. Przez wiele lat był to „wieczny” element kuchni, bez którego to już nie jest kuchnia z naszego dzieciństwa…
Jak nic nie było, to się robiło, żeby było, a jak wszystko jest, to się robi, żeby wkrótce nie było 😉
No właśnie. A poza tym jakby działało, nie byłoby bodźca, żeby kupić nowe, no i jakby się producentom biznes kręcił?
Tak mi się przypomina znakomita książka dla dzieci(???), do której sam chętnie wracam – „A w Patafii nie bardzo”. Niby napisana w PRLu z pozycji antykapitalistycznych, a więc jedynie słusznych, a ile tam do dzisiaj aktualnych rzeczy!
Nie wpadła mi w ręce dotychczas.
Proszę bardzo, poniżej 1 MB, powinno się dać ściągnąć bez nikakich http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/chomikuj.pl/suprs/dobre/PLIKI+++EBOOK/Literatura+2014/Jacek.Nawrot.-.A.w.Patafii.nie.bardzo.(P2PNet.pl),3580010513.pdf
Edit: poprawiłem (?) bo linka ucięło.
Edit2: Guzik poprawiłem, po przecinku dalej ucina. Trzeba skopiować cały link, włącznie z częścią po przecinku, do okna przeglądarki, powinno zadziałać.
Dziękuję, sciągnęło, zaraz się wgryzę 🙂
Ha, mam dobranockę na dzisiaj!
Oczywiście zamieszczę o swojej porze.
Piaskowy Dziadek?

Nie! Zgodna z dotychczasowymi życzeniami, a zarazem wnosząca nową jakość
Przy okazji napiszę, jak ją znalazłem i dlaczego szukałem czegoś innego.
Bardzo ciekawie brzmi ta zapowiedź.

Jeeeszcze trooochę.
Może w sumie nie będzie aż tak jakoś radykalnie, ale wystarczająco ciekawie IMHO.
Muszę wybyć na dłuższą chwilę. Zgłoszę się po powrocie.
No to jestem, jakby co 🙂
Jakby co, to ja też jestem…
Ooo, pod wpływem? Może być, może być
Ja już po. Spacer był konieczny po dzisiejszym biesiadowaniu.
To działa i w drugą stronę – po niektórych spacerach konieczne jest biesiadowanie…
Prawda.
Też dziś trochę pochodziłam. A za mną od dwóch dni chodzi piosenka. Gdzieś wpadła przypadkiem w ucho w postaci coveru i nawet mi się śniła
I ja wróciłam, a nie chciało się wracać. Piękny wieczór, ale mnie spacer i duży haust tlenu tak zmęczył, że się pożegnam. Do juterka, Kochani.

Spokojnych, zdrowych snów.
Pa!

Ej, ale Ty, Jo, jeszcze nie idziesz nyny? Bo przecież dobranocka!
Nie, no skąd?!
Czekam. Słucham. I dopiero!
Skoro Wyspiarki odpadają, znaczy czas wrzucić dobranockę może i wcześniej.
Otóż tak: zastanawiałem się dzisiaj nad dobranocką i przypomniała mi się wspominana wczoraj płyta „Nothing Like the Sun” Stinga. A z tej płyty piosenka, z której pochodzi tytuł całego albumu – „Sister Moon”. Zacząłem sobie nucić pierwsze takty tego utworu i raptem mnie naszło, że można by zrobić tzw. mashup, czyli zmiksować go z „Summertime”, w wykonaniu np. Janis Joplin. „A może,” pomyślałem, „nie tylko mnie to przyszło do głowy?” Wrzuciłem zapytanie na YouTube i… nie, niestety nie ma takiego połączenia.
Jednak na jednym z pierwszych miejsc wyskoczyła mi inna piosenka – owszem, „Sister Moon”, owszem, śpiewa ją Sting, ale gra – Herbie Hancock. Włączyłem. Rany. Jakby mi ktoś to zagrał niewiedzącemu i z zaskoczenia, do wejścia wokalu nie zorientowałbym się, co to za kawałek! Całkowicie jazzowo poprzestawiana piosenka dzisiaj na dobranoc, pod rozwagę, jak to można na różne sposoby nagrać to samo.
Snów księżycowych, o siostrze Lunie i jej oczach!
Ale numer 🙂
A płyta Hancocka z 2005 roku, więc nienowa, nie?
Nigdy na to nie trafiłam. Muszę sobie jutro posłuchać 🙂
Reszta płyty HH, z tego, co słyszę, też niezła.
🙂
Dobranoc, to ja się zwijam trochę wcześniej niż zwykle. Może wstać jutro będzie łatwiej?
Mnie było 🙂 Tak troszkę
Dobranoc zatem..
Ten trylobit spać poszedł lat temu miliony:
Ledwie się wtulił w morskie dno – a, już zdziwiony,
Obudził się na skalnym szczycie , bo poziom wód opadł.
Jeśli nie będzie mnie przy śniadaniu – geologowie, do łopat
… ale pięterko zdążyłam wybudować