« Maj Miło na Dzień Dziecka ? »

Saper myli się tylko raz. A mąż?

Mężczyzna zmuszony do ładowania zmywarki niczym doświadczony saper, by uchronić żonę przed wybuchem

Simon Williams, zamieszkały w Basingstoke, jest zmuszony ładować zmywarkę jak doświadczony saper, ponieważ w przeciwnym wypadku jego żona wybucha gniewem.


Po serii poważnych pomyłek podczas ładowania, które doprowadziły w ostatnich tygodniach do kilku wybuchów, Williams, jak relacjonują świadkowie, zachował skrajną ostrożność przy ładowaniu zmywarki po wczorajszej kolacji.

Jeden ze świadków powiedział nam: – Sytuacja była wyjątkowo napięta. Państwo Williams wyprawiali ośmioosobową kolację z trzech dań, do tego drinki i kawa – ładowanie zmywarki rzadko kiedy bywa bardziej skomplikowane! Zwykły człowiek wywołałby eksplozję w ciągu kilku sekund,na przykład włożyłby miskę tam, gdzie powinny znaleźć się talerze, a wówczas pani Williams zrobiłaby wielkie bum!!! – i byłoby po wszystkim. Nie każdy wie, gdzie dokładnie umieścić duże talerze, w jakim porządku, i które sztućce idą do jakiego koszyczka. Trudno je włożyć właściwie nawet wówczas, kiedy człowiek nie czuje ciśnienia, ale pan Williams tym razem dowiódł, jak wysokiej klasy jest ekspertem.

Świadek przyznał: – Szczerze mówiąc, kiedy włożył talerz odwrotnie, wszyscy rzucili się do ucieczki. Myśleliśmy, że jest już po ptakach. Jednak Williams, dzięki Bogu, spostrzegł swoją pomyłkę i przełożył talerz właściwą stroną. Pot kapał mu z nosa, ale zdołał dokończyć pracę, nie doprowadzając do wybuchu żony. Ten facet pracuje w niewyobrażalnym stresie, naprawdę nie wiem, jak mu się udaje ładować zmywarkę na co dzień!
________

Powyższa notatka pochodzi z satyrycznego serwisu NewsThump (http://newsthump.com/2015/03/02/man-forced-to-load-dishwasher-like-bomb-disposal-expert-to-prevent-wife-exploding/ )

131 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Dzień dobry na nowym pięterku. Powyższy wpis wbrew pozorom nie zawiera wątków autobiograficznych, niemniej tłumacz przyznaje, że coś jest na rzeczy

    Happy-Grin

  2. Tetryk56 pisze:

    Do pełni informacji brakuje nam jeszcze równoważnika TNT pani Williams… Wink

    • Quackie pisze:

      Nie było w oryginale 🙁 ale skoro po jednym wybuchu jest w stanie wybuchnąć ponownie, to musi być niezły 😛

  3. Bożena pisze:

    Biedny pan Williams, jak on sobie radzi z samochodem?! Pondering

  4. Jo. pisze:

    Ikskjuzmi: mąż ZAWSZE przestawia mi rzeczy w zmywarce. Bo ja podobno się nie znam na tym wybitnie ekskluzywnym intelektualnie zadaniu.

    • Quackie pisze:

      No to ja sobie pozwolę na mały coming out: NIKT z całej rodziny nie potrafi zmieścić tylu rzeczy w zmywarce, co ja. W związku z tym, jak widzę, że się odbywa ustawianie z marnowaniem przestrzeni, to burczę, bo niby dlaczego nie można za jednym myciem umyć więcej naczyń niż mniej? Ekonomia i ekologia w jednej stały zmywarce, no nie?

      PS. Co do samochodu, to również jestem odpowiedzialny za tzw. sztauowanie (taki portowy termin, oznaczający najlepsze rozmieszczenie ładunku) i na razie również nikt nie robi tego lepiej niż ja.

      • Bożena pisze:

        Łooojjj Amazed No cóż, brawo Brawo!

      • Jo. pisze:

        OMG.
        No to ja nie mam pytań.

        • Quackie pisze:

          Hihi. Był kiedyś taki żółw w komiksach Baranowskiego, który mawiał „Może jestem powolny, ale jak się rozkręcę…” i tak samo jest ze mną. Może nie robię tego czy tamtego, ale są rzeczy (w sumie drobne), których nie pozwalam nikomu tknąć, bo wiem, że póki co, nikt nie zrobi ich lepiej.

          Pleasure

          • Jo. pisze:

            Jesteś pewien, że nie masz brata bliźniaka? I że nie jest nim mój mąż?

            • Quackie pisze:

              Jestem pewien. Mam dwóch braci, z najmłodszym jesteśmy nawet bardzo podobni, ale 17 lat różnicy to trochę dużo na bliźniaków. Co prawda on mawia, że jest „wydaniem drugim, poprawionym”, to jednak oczywiste nadużycie.

              Wink1

              BTW. Spotyka się dwóch kolesi w wieku 30+
              – No jak tam, Albin, co u ciebie nowego?
              – Aa, wiesz, zostałem ojcem.
              – No nie mów? Chłopiec czy dziewczynka?
              – Chłopcy. Bliźniacy.
              – No patrz, co za traf! I do kogo podobni?
              – Do siebie.

  5. Max pisze:

    Myślę Szanony Kwaku , że kiedy już będziesz pewien , że nikt tego lepiej nie zrobi od ciebie , to przyjdzie olśnienie , że ten stan nie jest dla Ciebie taki korzystny . Bo często tak jest w życiu , że opłaca się być ofermą , niż niezastąpionym od wszystkiego fachowcem ….. Happy-Grin

    • Tetryk56 pisze:

      Nie oczekujmy od kolegi, żeby nam opowiadał, czego on się w domu nie tyka… Cool

    • Quackie pisze:

      Na szczęście nie jestem fachowcem od wszystkiego, tylko od paru rzeczy, a co do ładowania, a może jak u Monty Pythona „ustawiania jednych rzeczy na drugich”, to od dzieciństwa sprawia mi to przyjemność. Już jako dziecko lubiłem budować z klocków, najpierw drewnianych, potem LEGO, i tak mi zostało.

      Wink1

      A jeżeli chodzi o to, żeby się przesadnie nie przepracowywać, to jest doprawdy tyle innych dziedzin, w których nie poczuwam się absolutnie do fachowości, że ładowanie można sobie zostawić

      Happy

  6. Ultra pisze:

    Najlepiej mają ci, którzy mówią, że tego nie umieją . Nie muszą nic robić. Zawsze przecież znajdzie się ktoś, kto za nich zrobi to lepiej. Pozdrawiam serdecznie.

    • Quackie pisze:

      To prawda, ale to tak jak przy grze w piłkę nożną wśród chłopaków – kiedy przychodzi do wybierania zawodników do drużyny, tacy, za których ktoś wszystko robi lepiej, zostają na szarym końcu

      Wink1

      Pozdrawiam również

    • Max pisze:

      Nie koniecznie lepiej , po prostu wykona potrzebną pracę . Kiedyś przypadkowo wpadłem na trzeciego w rozmowę telefoniczną , z której dowiedziałem się , że jestem frajerem , bo w Wigilię do póznego wieczoru , pomagałem koledze w przygotowaniu Świąt .Taki jest czasami otaczający nas świat . Amazed

      • Quackie pisze:

        Uuu, nieładnie.

        Pondering

      • Tetryk56 pisze:

        Są ludzie, którzy postrzegają życie jako ciągły wyścig wykorzystujących z wykorzystywanymi. Po której by stronie nie byli, zawsze bardziej ich boli poczucie bycia wykorzystanym niż cieszy wynik przeciwny. To jest gra zawsze obarczona ogromnym ryzykiem przegranej.
        Ludzie, którzy w świadczeniu pomocy innym znajdują źródło satysfakcji (wewnętrznej, nie w oczekiwaniu wdzięczności) mają dla kontrastu duże prawdopodobieństwo zadowolenia ze swojej sytuacji – wyjątkiem tu jest skrajne zapamiętanie się w misji, nadzwyczaj rzadko występujące…

  7. Jo. pisze:

    A u mnie słońce świeci, deszczyk pada, SGGW zaczęła juwenalia…

  8. Jo. pisze:

    To ja dobranoc mówię, bo dzisiaj była istna masakra. A to bardzo człowieka wyczerpuje.

  9. Quackie pisze:

    Nie ma jeszcze 22:00, ale dobranockę już wrzucę, niech usypia potrzebujących 🙂

    Na życzenie – Enya i „Watermark” Takie proste, a takie piękne – do odtworzenia na każdym (nastrojonym) pianinie, co też liczni adepci czynią. Album z roku 1988, towarzyszący mi w okolicach pierwszej miłości… i jeszcze przy paru innych okazjach.

    Ale to jeszcze nic: przy okazji odkryłem, że jakiś zacny człowiek, zmęczony klikaniem „odtwórz ponownie”, zapętlił niedawno dobranockowany „Caribbean Blue” w jedno dziesięciogodzinne nagranie. Ponoć „Bolero” Ravela słuchane w kółko powodowało szaleństwo, a Enya?

    Wink1

    Snów o wielkiej wodzie!

    Wink1 Wink1

    • Quackie pisze:

      Szaleństwo to nie, ale i tak czuję, że mam mózg owinięty watą. Wytrzymałem 52 minuty – co za dużo, to niezdrowo.

      Dobranoc!

      Crazy

      • Wiedźma pisze:

        …ale czego słuchałeś? Bolera?

        • Quackie pisze:

          Nie, tej zapętlonej Enyi („Caribbean Blue”). Nie będę zagnieżdżał, ale jakby ktoś chciał spróbować, to tu jest link – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=vca_cKHuiAg

    • Jo. pisze:

      Kiedyś bolerem doprowadziłam ojca do rozpaczy, a macochę do szału. Albo odwrotnie. Przedawniło się, więc mogę się przyznać i potwierdzić: prawda!

      • Wiedźma pisze:

        Happy-Grin a mnie Bolero służyło jako ” napęd” przed sesjami…od 22: do 4: nad ranem, ale nie słuchałam go w pętli .

  10. Wiedźma pisze:

    Spokoju wielkiej wody….. i spokojnego snu

  11. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Niby zabawne opowiadanko, ale trochę daje do myślenia…
    Dzięki Mistrzu Q, że podałeś również oryginał. Mam teraz gościa (a właściwie syn ma), a ona po polsku ani w ząb. Dałam jej więc do przeczytania angielską wersję Pleasure Śmiała się na cały dom i orzekła, że jest to świetne Overjoy Nie musieliśmy jej tego tłumaczyć z powrotem…

  12. miral59 pisze:

    Muszę przyznać, że pod tym względem (zmywarki) to też mam hopla Ashamed Co prawda nie burczę, nie wybucham i nie krzyczę… coś tam trafia mnie po cichu Wink Happy-Grin
    Moje szczęście ślubne czasami ma taki napad, że sam wstawia zmywanie. Niemal przed nosem stoją mu brudne naczynia, ale on ich nie widzi Angry Czasami zdążę zanim włączy… poprzestawiam i jeszcze tyle różnych rzeczy dowalę, że mąż jest zdziwiony jak to mogłam zmieścić, jego zdaniem nie było już miejsca… Overjoy A to jest czysta ekonomia i oszczędność. Po groma gonić dwa razy do połowy załadowaną zmywarkę, skoro można raz a dobrze Happy-Grin
    I mam tak jak Mistrz Q, pakowanie samochodu przed wyjazdami… rodzince jakoś nie zawsze wszystko wchodzi (z tego co przyszykowałam do wyjazdu) i sporo rzeczy by zostawili, bo się nie mieszczą Wink Jak poustawiam według własnego widzimisię, wchodzi wszystko i jeszcze jest luz Happy-Grin Overjoy To tylko kwestia dopasowania i „upchania”… A klockami (szczególnie LEGO) nigdy się nie bawiłam Happy-Grin Także nie sądzę, żeby to miało aż taki wpływ. Wydaje mi się, że to kwestia zdolności organizacji przestrzennej (o ile coś takiego istnieje) Wink Mam koleżankę, która lubi przestawiać meble… ale ona nie widzi tego przed przestawieniem. Potem nie może dopasować i jej mąż się wścieka, bo jak nam powiedział, suwa te meble jak głupi Overjoy Ja zanim przestawię, oczyma wyobraźni widzę jaki będzie efekt. Dla pewności biorę miarkę i mierzę, czy to mi wejdzie tam gdzie chcę. Po co marnować siły, skoro potem okazuje się, że brakuje kilku centymetrów i ta szafka tu nie wejdzie Wink Overjoy

    • Jo. pisze:

      Jestem Mistrzynią Organizacji. Jak się ma dwóch autystycznych synów to nie ma innej opcji. Pakuję wszystko i wszystkich na każdy wyjazd. A i tak mąż mi talerze w zmywarce przestawia.

    • Bee (zetka) pisze:

      Ja też nie widzę – w zakresie mebli 😉 Dawne lokum tak było nieustawne, że coraz jeździłam z szafami i łóżkami. Mąż marudził, że nigdy wracając z pracy nie jest pewien czy pozna pokój. Ale jak kalorie zdychają! Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Organizacja przestrzenna jako określenie bardzo mi się podoba. Co do mebli, to bardzo nie lubię przestawiania, ale tu na szczęście małżonka ma swoją określoną wizję, którą jak zrealizuje, to już rzadko zmienia.

      Natomiast co do bagażnika, to przypomina mi się taki wyjazd na narty, kiedy po raz pierwszy zamontowaliśmy na dachu dodatkowy bagażnik, opływowego boksa, tzw. trumnę (Mama Quackie na to określenie reaguje alergicznie). Weszły do niego nie tylko narty, ale kupa miękkich i lekkich rzeczy – stroje narciarskie, jakieś koce etc. – i okazało się, że w zasadniczym bagażniku samochodowym mamy wręcz luzy!

      A jak już jesteśmy przy tym, to rzeczą genialną, którą polecam przy każdej okazji, są worki próżniowe, z których wysysa się powietrze odkurzaczem. Wszelkie miękkie, puchate ubrania (a więc i stroje narciarskie), koce, śpiwory etc. po wyssaniu powietrza zajmują śmiesznie mało miejsca, dość powiedzieć, że np. wyjeżdżając w marcu na narty, miałem 3 pakunki: narty i kije w pokrowcu, mały miejski plecak do autokaru z dopiętym kaskiem (który nigdzie się sensownie nie mieści, a powietrza niestety nie da się z niego wyssać), a poza tym JEDNĄ średnio dużą torbę ze wszystkimi pozostałymi rzeczami, w tym butami narciarskimi.

      • Tetryk56 pisze:

        Hmmm… opowiedz jeszcze, jak się spakowałeś wracając… Thinking

        • Quackie pisze:

          Tak samo, aczkolwiek miałem chwilę niepokoju, bo trudno się było dogadać z Włochami odnośnie odkurzacza, niezbędnego do wyssania powietrza z worków, więc pakowałem się na ostatnią chwilę. Poza tym bez problemu!

          Na szczęście tak w hotelach, jak i w apartamentach (wynajmowanych bez wyżywienia) odkurzacze są dostępne.

      • Bee (zetka) pisze:

        Kask najprościej bylo od razu wsadzić na miejsce przeznaczenia Overjoy

        Zastanawiałam się nad tymi workami próżniowymi – widziałam w markecie, ale nie miałam wizji, jak to się własnie wysysa…
        Teraz już będę wiedzieć!
        Tylko… odkurzacza też nie mam Happy-Grin

        • Quackie pisze:

          Niestety bez odkurzacza efekt jest połowiczny – można ręcznie wypchnąć powietrze z takiego worka, ale znacznie, znacznie lepiej jest wyssać. Z paczki o grubości 30-35 cm robi się płaski pakunek grubości 4-5 cm, szerokość i długość też się zmniejszają.

          • miral59 pisze:

            Można próbować wypychać ręcznie to powietrze, ale nigdy się nie osiągnie takiego efektu. Zawsze tego powietrza zostanie za dużo…

      • miral59 pisze:

        Worków próżniowych używam tylko w domu. Jak się jedzie pod namiot, to trudno ciągnąć ze sobą odkurzacz Wink Bo już mam takie specjalne „ustrojstwo”, że podłączone do samochodu wytwarza prąd z odpowiednimi parametrami. Dzięki niemu mogliśmy napompować materac. Bardzo wygodne. Podłączone i tylko nacisnąć guzik i samo się pompuje Happy-Grin

        • Quackie pisze:

          Racja, pod namiot ciężko je brać. Chyba że na jakiś ze wszech miar cywilizowany kemping, gdzie – dajmy na to – na recepcji dysponują odkurzaczem Happy ale to ciężko zaplanować zawczasu.

  13. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to padam na nos. Chyba przestanę lubić dni wolne od pracy Weary

  14. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Nareszcie piękne słoneczko, pogoda murowana. Trzeba się wybrać za miasto Fala

  15. Tetryk56 pisze:

    Niedzielne Dzień Dobry!
    Ech… kawa, gofry, a ja znowu spóźniony… Weary

  16. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Może byc kawa i truskawki bez gofrów ? Delicious

    • Tetryk56 pisze:

      Też nieźle! Fala

    • Bee (zetka) pisze:

      A nawet same truskawki Delicious

      • miral59 pisze:

        Truskawek sobie pojadłam i jeszcze pojem Delicious Happy-Grin Obrodziły mi w tym roku i chociaż grządka z nimi duża nie jest, to codziennie mam miseczkę swojego przysmaku Happy-Grin

        • Quackie pisze:

          Na truskawki jest wiele sposobów – z cukrem, z bitą śmietaną, w galaretce… Swoją drogą mimo że mieszkałem tyle lat w Kielcach, gdzie w pobliżu jest zagłębie truskawkowe w Bielinach, to dopiero po przeprowadzce jeszcze dalej niż północ po raz pierwszy spotkałem się z truskawkami OBTACZANYMI w cukrze pudrze.

          Ktoś zna jeszcze jakieś ciekawe formy konsumowania tych czerwonych pyszności?

  17. Quackie pisze:

    Dzień dobry, chwilowo mamy leniwe przedpołudnie, które zwykło być określane słowem „rozgliździajstwo”. To chyba z rosyjskiego i generalnie oznacza zdaje się sytuację, w której nikomu na niczym nie zależy, ale używamy tego na oznaczenie lenistwa i nieróbstwa. W każdym razie kolejne słowo do kolekcji

    Wink1

    • Jo. pisze:

      Takie dni są bardzo potrzebne. Dla higieny psychicznej.

      • Quackie pisze:

        Tak, ale jeszcze trochę robótki w planach, na szczęście przy biurku.

        • Bożena pisze:

          Oj, pracuś nawet w niedzielę nie odpuści… Wink

          • Quackie pisze:

            Tak wyszło… Wcale nie jestem zachwycony, ale czasem się zdarza. Poza tym praca koncepcyjna w dużej mierze.

            • Max pisze:

              Nie wiem co było w przyrodzie decydujące , ale tak się ułożyło , że na wszystkie ciężkie prace domowe kobiety , rozwiązanie znalezli leniwi mężowie , a nie zapracowane gospodynie domowe . Pralka , odkurzacz , szybkowar , zmywarka ,froterka i inne wynalazki , to domena mężczyzn . Potrzeba jest matką wynalazków , ale czy właśnie to dotyczy tylko leniwców rodzaju męskiego ?? Tears

              • Quackie pisze:

                Być może jest tu pewna symetria: Jeżeli dobrze pamiętam, wycieraczki samochodowe do usuwania deszczu i zabrudzeń z przedniej szyby wynalazła kobieta?

              • Wiedźma pisze:

                Sam rozumiesz Maxiu, ze zapracowane kobiety nie miały czasu na rozwój i eksperymenty. Wink

              • Bożena pisze:

                Kobiety też miały swój udział w wynalazkach.
                Pierwszą zmywarkę wynalazła w 1886 r. kobieta o nazwisku Cochrane.
                Na początku XX w. Mary Anderson wynalazła wycieraczki samochodowe, a piłę terczową w 1813 r. Tabitha Babbitt. To tylko niektóre wynalazki kobiet. Inne:http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/codziennikfeministyczny.pl/24-wynalazki-kobiet/

                • Max pisze:

                  Masz rację , nie chodzi mi jednak o licytację kto więcej ma wynalazków ,tylko kto w tzw. gospodarstwie domowym ” kombinował ” żeby się nie napracować . I tu lenistwo panów dominuje . Amazed

                • Bożena pisze:

                  Z tym, ze zmywarkę wynalazła jednak kobieta. Jak czytamy: Zmywarka Cochrane, która wykorzystywała wodę pod wysokim ciśnieniem nakierowaną na stojak z naczyniami, została opatentowana w 1886 roku.

                  W tym czasie większość domów nie miało dostępu do ciepłej wody, potrzebnej do funkcjonowania takiej maszyny, ale Cochrane była uparta i sprzedawała swój pomysł hotelom i restauracjom. W końcu zmywarki zawitały również do gospodarstw domowych, kiedy coraz więcej kobiet zaczęło pracować zawodowo.
                  http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/codziennikfeministyczny.pl/wp-content/uploads/2014/01/1.jpeg?04983b

              • miral59 pisze:

                Te męskie wynalazki, to chyba były głównie po to, żeby żony nie były takie zapracowane i żeby tak często „głowy ich nie bolały” Wink Overjoy Jak się kobieta przez cały dzień „urobiła”, to już na nic nie miała chęci… I to chyba była główna „potrzeba”, Maksiu Wink Overjoy

    • miral59 pisze:

      Ja też sobie założyłam, że dziś się leniwię Happy-Grin
      Co prawda mam trochę prania, ale to pralka pierze, suszarka suszy i właściwie nic nie muszę robić. Wstawić, przełożyć, powiesić Delighted To żadna praca!!! Planowałam jeszcze porobić coś niecoś w ogródku, ale jest zimno i deszczowo… a co najważniejsze – nie chce mi się Happy
      Może w końcu zrobię porządek ze zdjęciami z wyjazdu. Każde z nas zrobiło ok. 600 zdjęć Amazed czyli jest co przebierać i wybierać… Cały tydzień nie miałam na to czasu… tylko czy wysiedzę przy komputerze kilka godzin Thinking

  18. Bożena pisze:

    Wielkie to zdjęcie, nie potrafię zmniejszyć 🙁

  19. Max pisze:

    Bardzo ładna kobieta , aż trudno uwierzyć , że zajmowała się techniką zmywania naczyń . ” Pozory mylą , powiedział jeż z ryżowej schodząc szczotki ” Wink1

  20. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Wczoraj nawet nie dokończyłam myśli… zasnęłam przy komputerze Ashamed Po prostu padłam na posterunku Wink To chyba wina pogody… wczoraj cały dzień padało i było tak zimno, że patrzyłam z niepokojem, czy śnieg nie zacznie sypać Amazed Wkurzyłam się też, bo prawie wszystkie moje kwiatki wyniesione i bałam się, czy mi nie zmarzną. Ale też miałam całą masę zajęć i nie chciało mi się tego wszystkiego wnosić z powrotem Conceited Leniwa jestem… Przykryłam cały stolik zastawiony doniczkami wielką folią i mam nadzieję, że kwiatkom nic nie będzie Pleasure

    • Max pisze:

      Tylko Opatrzność wie ile włożyłem trudu we froterowanie podłóg w rodzinnym domu .Nie było litości …. To się musi lśnić , mówiła matka ,kiedy prosiłem aby oceniła wygląd podłogi . Pierwsza moja zagraniczna podróż do Moskwy i zakup froterki , która jeszcze dzisiaj jest sprawna technicznie . Ech, wspomnienia …… Cry

  21. Quackie pisze:

    Ha, mam dobranockę na dzisiaj!

    Happy-Grin

    Oczywiście zamieszczę o swojej porze.

  22. Quackie pisze:

    Muszę wybyć na dłuższą chwilę. Zgłoszę się po powrocie.

  23. Bee (zetka) pisze:

    Też dziś trochę pochodziłam. A za mną od dwóch dni chodzi piosenka. Gdzieś wpadła przypadkiem w ucho w postaci coveru i nawet mi się śniła Happy

  24. Bożena pisze:

    I ja wróciłam, a nie chciało się wracać. Piękny wieczór, ale mnie spacer i duży haust tlenu tak zmęczył, że się pożegnam. Do juterka, Kochani. GoodNight
    Spanko

  25. Quackie pisze:

    Skoro Wyspiarki odpadają, znaczy czas wrzucić dobranockę może i wcześniej.

    Otóż tak: zastanawiałem się dzisiaj nad dobranocką i przypomniała mi się wspominana wczoraj płyta „Nothing Like the Sun” Stinga. A z tej płyty piosenka, z której pochodzi tytuł całego albumu – „Sister Moon”. Zacząłem sobie nucić pierwsze takty tego utworu i raptem mnie naszło, że można by zrobić tzw. mashup, czyli zmiksować go z „Summertime”, w wykonaniu np. Janis Joplin. „A może,” pomyślałem, „nie tylko mnie to przyszło do głowy?” Wrzuciłem zapytanie na YouTube i… nie, niestety nie ma takiego połączenia.

    Jednak na jednym z pierwszych miejsc wyskoczyła mi inna piosenka – owszem, „Sister Moon”, owszem, śpiewa ją Sting, ale gra – Herbie Hancock. Włączyłem. Rany. Jakby mi ktoś to zagrał niewiedzącemu i z zaskoczenia, do wejścia wokalu nie zorientowałbym się, co to za kawałek! Całkowicie jazzowo poprzestawiana piosenka dzisiaj na dobranoc, pod rozwagę, jak to można na różne sposoby nagrać to samo.

    Snów księżycowych, o siostrze Lunie i jej oczach!

  26. Quackie pisze:

    Dobranoc, to ja się zwijam trochę wcześniej niż zwykle. Może wstać jutro będzie łatwiej?

  27. Wiedźma pisze:

    Dobranoc zatem..

    Ten trylobit spać poszedł lat temu miliony:
    Ledwie się wtulił w morskie dno – a, już zdziwiony,
    Obudził się na skalnym szczycie , bo poziom wód opadł.

    Jeśli nie będzie mnie przy śniadaniu – geologowie, do łopat

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)