Dawno, dawno temu Julian Tuwim „popełnił” książeczkę (rozrosłą do 3 tomów).
„Książeczka” zawiera mnóstwo anegdot, zabaw słownych, ciekawostek oraz historyjek. Poniżej kilka fragmentów.
O pożyczaniu książek
Książek pożyczonych nie należy oddawać, aby pożyczających odzwyczaić od pożyczania. Jeżeli się komu powyższy paradoks wyda egoistyczny czy antydemokratyczny, to trudno… doświadczenie nauczyło nas, że w 99 wypadkach na 100 książka pożyczona komuś jest książką straconą. Nie wiadomo dlaczego, zwrócenie byle długu karcianego czy jakiejś sumy pieniędzy jest sprawą „honoru”, a zatrzymanie książki nie uchodzi za kradzież.
Kawa
Będąc od wielu lat gorącym wielbicielem czarnej kawy, redaktor Tego Działu długo rozmyślał, skąd się w nim ta skłonność wzięła. Odpowiedź dał „Opiekun Domowy” z r. 1866 (nr 3), w którym czytamy:
Pewnemu uczonemu udało się odkryć nową własność w kawie, od wielu lat już znanej w Europie. Dr Szalian uważa, że kretynizm (osłabienie umysłowe bliskie głupowatości) od 20 lat znacznie się zmniejsza w okręgu Briantońskim; tłumaczy to powszechnym użyciem kawy, w ubogich nawet chatach. Kawa ma własność ożywiania omdlałego ciała i ożywiania mózgu u osób usposobionych do kretynizmu.
Z czego wynika, że inklinacje kawowe kierownika Tej Rubryki mają źródło w podświadomej diagnozie oraz intuicyjnej samoobronie.
Tylko dla łacinników
Miłośnikom języka łacińskiego podajemy próbę nowej interpretacji popularnych cytat i przysłów:
Homo sapiens – astmatyk
In statu nascendi – w mieście rodzinnym
Caveant consules – czy państwo konsulostwo napiją się kawy?
Servus servorum Dei – moje najniższe uszanowanie dla przewielebnego duchowieństwa!
Bona fide – wierna guwernantka
Persona grata – stare pudło
Expressis verbis – jak podaje „Express Wieczorny”
Dramatis personae – tragedia osobista
Sic ut est, aut non sit – jeżeli tak dalej pójdzie, będę musiał sprzedać samochód
Carpe diem – gdy jem karpia
Primus inter pares – prymas w łaźni
Fiat lux – luksusowy „Fiat”
Corpus delicti – rozkoszne ciało
Ex cathedra – ruiny świątyni
In partibus infidelium – zdradza mnie, ale częściowo
Ne varietur – nie szalej!
Alter ego – starszy ode mnie
Nota bene – nie ma tak dobrze!
Hora canonica – żona ks. kanonika nie domaga
Per aspera ad astra – ojciec ma nadzieję, że dostanie order
Ius civile – już nie jest w wojsku
Pro bono publico – tylko dla lepszej klienteli
Tempora mutantur et nos mutamur in illis – temperatura, równie jak nos podlega zmianom.
Week-end
Słów obcych, gdy można je zastąpić polskimi, należy oczywiście unikać. Ale tworzenie nowych nie zawsze daje dobre wyniki. nie podoba nam się wprawdzie angielski „week-end” („łykend” jak mówią pijący) i radzi byśmy zastąpić go jakimś polskim odpowiednikiem ale…
Oto plon przedwojennego konkursu na spolszczenie „week endu”:
Sobótka, wyraj, sobotnica, świątki, posobocie, świętówka, końcówka, potygodnie, wagary, dwudzionek, przedświątek, wypad, blak (?), przedświęcie, tygodniak, dwudniówka, słońcówka, marzenko, radośnik, kojnik, pozdrówko, słońcorad, przedświętówka, błogodzień, świętowczas, potrudzie, wyjażdżka, kwiatówka, świątecznik, wylotka, sobotowywczas, sobotniówka, wykapka, kresówka, trudokres, zamiastówka, półtoradniówka, czasopęd, miłoczas, sobniedziela, wydech, potygodniówka, hasanka, turniedziela, turświęto, sobotówka, niedzielanka, swobódka, kontyg (?), wywczaśnik, wytchniówka, niedziałek, sobotniak, wypoczka, odzipka, odnowa, półtorak, uzdrowystyk, krestyg, dobówka, popracówka, wagarówka, preczwilej, wigiliada, dobomarsz, przewietrze, poznój, przewiewka, wyrólaba, zefirówka, pokrzepka, odświezka, półświątki, dowsiciąg, wczasik, saturniak, naturzanka, letkulig, anglosobótka, gajówka, siedmiodniówka, pokrzepiówka, wyskok, przyrodowypoczynek, radojzda, wyjrzywko, doboświątek, krajówka, świętoczynek, dnioraj, sobotnik, niedzielnik, świątnik, świątecznik, oponiak, ozonówka, przyświęcie, przyświątka.
W słowotwórstwie, jak w każdej twórczości, potrzebny jest talent, a czasem i natchnienie. Puszkin powiedział, że natchnienie potrzebne jest nawet w geometrii. ale, jak widać, ten stan błogosławiony nie towarzyszył autorom powyższych projektów. Strzeżmy się nowopotworów!
Fragmenty pochodzą z: Julian Tuwim „Cicer cum caule czyli groch z kapustą”, Iskry, 2009, s.647.
🙂





Zapraszam do przeczytania „mieszanki firmowej” w wydaniu Juliana Tuwima.
Nie ukrywam, że impulsem do umieszczenia powyższego tekstu był łaciński cytat podany przez Wiedźminkę „Tempora mutantur et nos mutamur in illis”
Od razu przypomniał mi się Tuwim ze swoim tłumaczeniem łacińskich sentencji… A dalej to już samo poszło.
Życzę przyjemnej lektury 😀
Pięknie dziękujem !
Nie ukrywam, że moim faworytem jest neologizm „wyrólaba” aczkolwiek ” miłoczas” też nieźle brzmi…. 
Zamieszczałam dość dawno temu ” tłumaczenie słów” w wydaniu MPJ – kto to jeszcze pamięta ?
Ja jeszcze „młodziak” jestem, więc nie pamiętam
Jaaa pamiętam

I.. „Tylko dla łacinników”, bo sama publikowałam
Byłem wtedy w innym miejscu (In statu nascendi), dlatego nie wiedziałem
A „pokrzepka”? 😀
… to jeszcze ma jakis sens
Zwłaszcza cytat „Książek pożyczonych nie należy oddawać, aby pożyczających odzwyczaić od pożyczania.” rozbawił mnie do łez

Tym bardziej, że przećwiczyłem prawdziwość tego tekstu zarówno jako „pożyczający” jak i „pożyczający” (jak odróżnić w języku polskim tego kto pożycza od tego komu się pożycza)
Po tym kto komu nie oddaje ?
Nie policzę książek, które do mnie nie wróciły, więc już od lat pożyczam tylko 3 osobom…. a z przyjaciółką mamy umowę, że sprawdzamy sobie wzajemnie „cudzą półkę” – bo obce książki mają swoją półkę :).
Jako młodzieniec pożyczałem dużo książek i zdarzało mi się ich nie oddawać 🙁
Za to na starość sytuacja się odwróciła, i to ode mnie pożyczają bez późniejszego oddania…
Historia zatoczyła krąg
Jak odróżnić w języku polskim tego kto pożycza od tego komu się pożycza?
Może pożyczodawca i pożyczobiorca?
Może…
W języku prawniczym to jest proste (umowa pożyczki w Kodeksie Cywilnym) ale w języku potocznym?
Hmmm… Pożycza i wypożycza? Ale to niejasne kto komu
Może pożyczant i pożyczalski?
A może pożyczodawca i pożyczobiorca
Przecież tak trochę wyżej zaproponowałam

Witaj Siostrzyczko
Może to rodzinne równe myśli mamy.Taką mam pamięć, co przeczytałam już zapomniałam.
Witaj Teresko


Dobrze, że w końcu się odważyłaś odezwać
Miło Cię widzieć
Ha! Pamiętam te trzy tomy z domu rodzinnego! Sczytane do cna, nie chwalący się, w dużej mierze przeze mnie. Lektura obowiązkowa przy obłożnej chorobie, w myśl porzekadła, że śmiech pomaga przepędzić zarazki 🙂
Pamiętam również co poniektóre ilustracje, osobliwie te z krzaczkami, na których rosną świnki, buty i co jeszcze, zdaje się, że miały one stosowne „łacińskie” nazwy, ale nie widzę ich w sieci 🙁 zamiast tego mogę zamieścić tylko Wyspę Juliańską; jak widać, temat przeróżnych Wysp powraca w dziejach co jakiś czas 😉
Przepiękny rysunek. Do tego pasujący do tutejszego klimatu 😀
Ja też pamiętam książkę „Cicer cum Caule czyli groch z kapustą” z czasów wczesnej mlodości. Potem jakoś nie było okazji do niej wracać.
Miło sobie przypomnieć lektury z „pacholęcych lat” 😀
Dla miłośników porannej kawy polecam zwłaszcza ten fragment 😀
„Kawa ma własność ożywiania omdlałego ciała i ożywiania mózgu u osób usposobionych do kretynizmu”.
Ja przynajmniej poczułem się znacznie spokojniej
Z dawien dawna praktykuję 😉
A co do „CcC”, to jeszcze przypominają mi się wyimki, odnajdywane przez Tuwima w barokowych pamiętnikach czy też sylwach. Np. ten o szlachcicu, który starał się rymować, a kiedy mu się coś pomyliło, wołał służącego raz jeszcze i powtarzał mu polecenie, zasadniczo nie zmieniając meritum, ale tym razem wygłaszając je z właściwymi rymami.
Ja z kolei pamiętam fragment o tym „ile rzeczy można zrobić przez moment” (z dziewiętnastowiecznej powieści, w której bohater wykonał „przez moment” całą masę rzeczy w drodze do ukochanej) 😀
Tak jeszcze myślę, co pamiętam bez guglania. Tak mi się jeszcze kojarzą co smakowitsze kąski z kronik wypadków i przestępstw, osobliwie findesiecle’owych czy nawet starszych, z XIX w.
Ja sobie przypomniałem jeszcze to*
Z kronik wypadków:
„W dniu wczorajszym jadący powóz potrącił na ulicy idącego mężczyznę lat 40-stu.
Starca odwieziono do szpitala”
.
.
.
*pamięć moja już nie taka jak kiedyś (mam ponad 40-tkę) więc ten cytat mógł pochodzić z innej książki
Oj, Staruszku… Rzeczywiście w tak podeszłym wieku już pamięć szwankuje
Dzień dobry 🙂 Ja to pamiętam jak mój ojciec był jeszcze kawalerem , a ja jako plemnik przeskakiwałem z ….( przepraszam zreflektowałem się )
Nie chciałem być nieślubnym dzieckiem …..
Bardzo rozumnie postąpiłeś Maxiu !
Tygodnik Przekrój kiedyś zamieszczał takie wiadomości” z myszką”i też na własne oczy czytałam …Dorożka konna na ulicy Sławkowskiej potrąciła 50- letniego starca …? Pozdrawiam
Pan Tupman był 60-letnim starcem, a i tak miał proces o niedotrzymanie obietnicy małżeństwa i przez to wylądował w więzieniu za długi 🙂
No tu mnie zagięłaś moja Miła 🙂
Klub Pickwicka kłania się uniżenie
Madame:)
Szczegóły tutaj:

http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/books.google.pl/books?id=3jfpAwAAQBAJ
Ze smutkiem stwierdzam, że jestem osobą usposobioną do kretynizmu, bo kawa mnie ożywia

Książki staram się zawsze oddawać, ale to działa tylko w jedną stronę. Jest nieco książek, które do mnie nie wróciły. Obiecywałam sobie, że będę zapisywać komu je pożyczam, ale później stwierdzam, że „tym razem będę pamiętać” i tak pozbywam się kolejnej książki, bo do mnie nie wraca, a ja zapomniałam komu ją pożyczyłam
A tak, mnie to się też zdarzyło. Od pewnego czasu mam jednak sposób – pożyczam sobie w miarę możliwości również coś od osoby, która pożyczyła ode mnie. Niekoniecznie na zasadzie zakładnika, ale jeśli pożyczający nie odda mi książki, to przynajmniej bilans wychodzi na zero.
To też dobry sposób, ale co zrobić gdy jakiś gość u mnie poprosi o pożyczenie danej książki? Przecież nie powiem żeby wpierw poszedł do domu i przyniósł swoją…
No na to nie ma sposobu, chyba taki, żeby pożyczać komuś i od kogoś, u kogo bywamy na tyle często, żeby dało się utrzymać pożyczkową równowagę.
Nieswoich książek w domu nie mam, ale moich cała masa plącze się po ludziach
Jedną to nawet pamiętam kto miał, a właściwie miała. Jak jeszcze pracowałam w serwisie pożyczyłam książkę koleżance. Zaraz potem odeszła z pracy. Dzwoniłam do niej i nawet obiecała, że jak doczyta do końca, to się spotkamy i mi odda. Niedługo potem zginęła w wypadku samochodowym, a mnie było głupio tak od razu iść do rodziny i prosić o zwrot książki. Gdy kilka miesięcy później się wybrałam, już tam nie mieszkali…
Szkoda mi książki, ale koleżanki bardziej… Starsza jej córka miała wtedy 20 lat, a młodsza 9, czyli jeszcze dziecko…
Nad zastąpieniem słowa „weekend” nieraz się zastanawiałam, ale nic mi do głowy nie przychodziło. Może więc „wypoczka” albo „wczaśnik”?
A „hasanka”? 😀
Też fajne 😆
Tak normalnie, to się po polsku nazywa „koniec tygodnia” (w dosłownym tłumaczeniu)

W celu ożywiania omdlałego ciała i ożywiania mózgu… u mnie 😀 zaparzam sobie filiżankę kawy.
Jak to dobrze, że dr Szalian wykrył zdrowotne właściwości kawy 😀
Chętnie Ci potowarzyszę z tej samej przyczyny. Niech żyje dr. Szalian! Wiedział co dobre…
Super! Co dwoje osób usposobionych do kretynizmu na kawie (z całym szacunkiem 😀 ) to nie jedna.
Zawsze to raźniej człowiekowi…
Zawsze raźniej!
Dziękuję za wspólną kawę, czuję się po niej znacznie mądrzejszy 😀
Teraz się pożegnam do popotem

DobryWieczór:)) Tuwim pisał felietony miesięcznika „Problemy” w dziale pod tytułem Cicer cum caule, potem je zebrano i wydano w formie książkowej. Było to znakomite czasopismo o bardzo wysokim poziomie, przykro to mówić, dzisiaj takowych już nie ma.
Dobry wieczór. „Problemy” czasem pojawiały się w domu moich Rodziców (myślę o latach 80′), a ja rzucałem się na to czasopismo, bo w środkowej części, „na rozkładówce” zamieszczano zazwyczaj pierwszorzędne opowiadania SF – i śmiem twierdzić, że miałem z tego więcej radochy niż z rozkładówki dowolnego innego miesięcznika na „P”! 😉
Tylko na ile to były te same „Problemy”? Przez 30 lat i kilka „polskich miesięcy” (październik, marzec, sierpień) mogło to być już wtedy zupełnie inne pismo niż za jego czasów…
Dlatego zaznaczyłem, że w latach 80′. No może od połowy 70′. Wcześniej i tak nie umiałem czytać…
Muszę przyznać, że wizja „intuicyjnej samoobrony” bardzo mnie podniosła na duchu…
Mnie też 😀
Z denerwującą regularnością oświadczam, że idę kręcić 🙂
Dobry wieczór, otóż i jestem z powrotem, uczciwie się nakręciwszy.
A tu cały czas cisza. Nocne Marki jeszcze się nie obudziły. Ja tymczasem się już pożegnam z Państwem

Dobranoc
Dobranoc, proszę Pani! 😉
Lepsze to niż kręcenie nieregularne – można sobie stawy naderwać zbyt gwałtownie szarpiąc pedałami…
Stopniowo zwiększam obciążenie i od połowy czasu kręcę już do końca z maksymalnym. Różni się to od jazdy w plenerze, kiedy staram się wykonać przynajmniej jeden solidny podjazd i jeden lub kilka mniejszych, po których jednak następują praktycznie bezbolesne zjazdy (jeżeli nie liczyć nacisku dłoni na manetki hamulców), ale musi wystarczyć, byle do wiosny.
Dobry wieczór
Wróciłam z imprezy świątecznej (!) co to obowiązkowa była 🙁
Dobry! Znaczy jak świątecznej – Wigilia z wyprzedzeniem?
Niestety tak…. trochę mnie smieszy taki obyczaj, ale nec Hercules:)
I tak nieźle, że nie jajeczko!
Iii.. dokręciliśmy się do dobranocki.
Z Wielkiej Brytanii skaczemy dzisiaj do Niemiec, a jak do Niemiec, to prawie na pewno będzie to organista (i kompozytor). I rzeczywiście – Matthias Weckmann. Urodził się w Turyngii, a uczył w Dreźnie, pod kierunkiem Jacoba Praetoriusa. Następnie kursował pomiędzy Saksonią a Danią (!), żeby ostatecznie osiąść w Hamburgu. Wygrał tam konkurs na organistę u św. Jakuba, a kiedy się zadomowił, założył hamburskie Collegium Musicum, słynny później amatorski zespół muzyczny.
Pobyt w Hamburgu służył Weckmannowi – tam powstała większość jego utworów. A skomponował sporo: pieśni chóralne, preludia i sonaty na organy i klawesyn – a także muzykę sakralną.
A dzisiaj Wyspiarzom proponuję kanconę w c-moll. Spokojną, nastrojową, nieco refleksyjną i może nawet z początku trochę zbyt prostą, ale też i do snu powinna dobrze ukołysać.
Snów o bezpiecznie branych zakrętach!
Troszkę zbyt dżwięczna jak na ukołysanie do snu….. 🙂 ale i tak zapalę lampkę dla Wszystkich

niech czuwa w tę ciemną noc 🙂
Dobranoc!
Dobrej nocy
Dzień dobry
I dopiero po południu synek naprawił. Wydaje mi się, że sam zepsuł
Ale wolę się nie odzywać, bo się przecież nie znam na tym… Ale wieczorem internet był. Idąc spać widziałam, że jest. Synek coś tam jeszcze robił na kompie i rano już nie było połączenia. Czyli zepsuł

W nocy ukradli nam internet
Nam bez pytania polepszano – przedwczoraj w nocy. I w ramach tych polepszeń też cały dzień nie było, a potem (pod wieczór)się okazało, że kable (nasze wewnętrzne) nie wytrzymały „mocy” nowego lepszego internetu i czeka nas rycie w ścianie nowej dziury, zakup nowego osprzętu a póki co internet gorszy, bo modem wi-fi został za ścianą i ledwo łapie tylko mojego lapka.
Ja w sobotę „polepszałem” sobie sitko w zlewie…
Do tej pory nie mam czasu naprawić tego co przy okazji zepsułem 🙁
Z tymi książkami to jakoś tak dziwnie bywa, że jak się dadzą pokochać, to ciężko się z nimi rozstawać 🙂 W moim przypadku po jakichś 15 latach dojrzałam kiedyś do zwrotu pewnej książki, a jedną jeszcze do dziś trzymam od czasów szkoły średniej. Szukam jej po antykwariatach, bo tamten egzemplarz zaczytałam strasznie i nie bardzo nadaje się do oddawania 🙂
Hihi, Ukratku, Twoja ma się dobrze 😉
Ile moich nie wróciło, nie zliczę, ale niektórych mi strasznie żal było i z sentymentu kupowałam po latach nawet te dziecięce, by sobie ten czas rozłąki „odbić”
Gorzej jak pamiętałam treść i wygląd okładki, a autora i tytuł mniej 😉
Czas lecieć, miłego dnia!
Hihi, Bezetko, a przeczytałaś chociaż?
Nie, dlatego ma się dobrze 😀
Zrobiłam kilka podejść i zawsze zasypiam, może w czerwcu mi opowiesz 😉
Hmmm… może lepiej zostawić ci ją jako środek nasenny? 😉
Ha, Bezetko ! miłość niejedno ma imię….. jak powiadają 🙂
Dzień dobry

Kto ma nadmiar wolnego czasu na zbyciu???? Chętnie przyjmę. Nawet za drobną opłatą
Dzień dobry
Ja niestety nie mam, dlatego (tradycyjną) kawę zaczynam dziś z wyprzedzeniem, żeby zaraz po wypiciu ruszyć do pilnej pracy
Zapraszam i smacznego 😀
Witajcie przykawowo!
Walczymy ze skłonnościami!!!
Witaj
Dawka kawy, jak zwykle, dla ożywiania omdlałego ciała i ożywiania mózgu.
Niestety muszę się już pożegnać. Do zobaczenia.
Słoneczne bezchmurne DzińDybry :)))
Dzień dobry. Zaspałem.
A chociaż śniło się coś miłego?
Witaj!
Nawet nie wiem, ale w realu jest bardzo niemiło.
Dzień dobry
Byle wytrzymać do św. Łucji. Potem już będzie lepiej (Wielkano0c coraz bliżej)
Dzień dobry
Poczytałam trochę dzisiejsze wpisy i widzę, że nie tylko mnie ograbili z internetu
Już chciałam brać jakieś wiaderko i udać się do sąsiadów żeby mnie poratowali choć trochę, ale oni też nie mieli 🙁
Witaj Bożenko
Do kompletu „bezinternetowców” dodam jeszcze swoją córeczkę
W poniedziałek, tydzień temu, jakiś „fachowiec” zakładał sąsiadowi córki internet (to nowy sąsiad, właśnie się wprowadził). Przy okazji odłączył ich. Dzwonili do firmy i ta na zgłoszeniach obiecała im fachowca na sobotę (dopiero!!!). W sobotę nikt się nie zjawił, więc wściekli zadzwonili znowu do firmy. Okazało się, że kobitka, która przyjmowała zgłoszenie nigdzie tego nie zapisała i nikogo nie wysłali
Teraz mają przyjść w środę… Córka od razu im zapowiedziała, że skoro nie ma internetu, to i płacić nie zamierza, bo jak ma płacić za coś, czego nie ma
Także jak widać nie tylko w Polsce takie „cuda” się dzieją 
Dzień dobry
Odprawiłam wtorkowe wygibasy na macie i jestem ożywiona bezkofeinowo. Ale zaraz się zajmę oży
wianiem mózgu….
Wróciłem ze spaceru, stado kaczek krzyżówek widząc mnie jak nadchodzę, wylatuje na brzeg w oczekiwaniu na dokarmianie. są wyjątkowo oswojone, podchodzą nawet do ręki. 🙂
Pewnie były już po kawie…
Podejrzewam, że gdyby nastąpiła katastrofa cywilizacyjna i kaczki stałyby się pożądanym źródłem pożywienia, błyskawicznie by się odswoiły 😉
Tak jak każde stworzenie, Mistrzu Q
Tutejsze dzikie sarenki można dosłownie karmić z ręki. Ale jestem pewna, że w tych rejonach gdzie się na nie poluje, to nawet ich ogon trudno jest zobaczyć
Podobnie jest z berniklami kanadyjskimi. Te, które przylatują z Kanady nie są tak oswojone, bo jak mieszkają gdzieś tam w tundrze i ludzie na nie polują, to straciły (czy może nie nabrały?) swoją ufność. A jak te tutejsze mieszkają w parkach i ludzie je dokarmiają, to i można w stado wejść bez problemu. Żadna kupra nie ruszy 
Już kiedyś opisywałem, jak na Krutyni czapla zgłupiała, bo podpływaliśmy kajakiem do stada „oswojonych” kaczek (wśród którego wylądowała), które nas olewały, a czapla nie wiedziała, uciekać, czy nie (bo przecież kaczki nie uciekają, więc chyba niebezpieczeństwa nie ma, ale z drugiej strony to przecież CZŁOWIEKI w tym kajaku…). W końcu zwiała, ale przedtem mieliśmy okazję podziwiać ją z dystansu chyba poniżej 10 m. 🙂
Tak, opisywałeś to wydarzenie
Tutaj czaple też nie pozwalają z blisko podejść. Uciekają. A przecież nie słyszałam, żeby ktoś na nie polował
Widocznie są nieufne z natury 
One same polują – w odróżnieniu od kaczek – więc wiedzą, czym to pachnie…
To tak samo jak te tutaj. Też prawie na głowy ludziom wchodzą. Robią się bardziej nieufne tylko w okresie lęgów. A tak, to gotowe są łazić po odciskach

Dzień dobry
Zastanawiam się, czy nie siorbnąć drugiej, bo dzień jakiś taki mglisty i paskudny
Muszę się porządnie obudzić, jeśli nie chcę spędzić w pracy całego dnia…
A ja już po śniadaniu i właśnie dopijam kawę
Jeżeli serce nie protestuje, siorbnij drugą, a co tam!
Na razie nie protestuje, ale mam pewne obawy, bo czasami po drugiej kawie robię się „szejkowa”, czyli łapki mi się trzęsą. Jeszcze kto pomyśli, że to z braku alkoholu we krwi

Ja raz w życiu tak miałem, wypiłem 2 kawy, a potem na ból głowy wziąłem turbodoładowany paracetamol z kofeiną (o tej kofeinie doczytałem już po fakcie :-/ ). Pierwszy i na razie ostatni raz tak miałem, że łapy mi się zaczęły trząść i przeróżne sensacje, ogólne osłabienie… Od tamtego czasu b. uważam, co jem/ piję.
Ja chyba swoją kawę już wypiłam. Kiedyś, szczególnie na nocnej zmianie w szpitalu, wypijałam morze kawy. Jak zdarzały mi się 17 godzinne dyżury, to nawet do 10 szklanek. I to nie jakieś tam cienkusze, tylko po 3 łyżeczki na szklankę. I nic się nie działo. Teraz muszę dobrze się zastanowić, czy wypić drugą… chyba się starzeję

Ja kiedyś też piłam więcej kawy i mocniejszą, choć tylko z dwóch łyżeczek. Teraz moja norma dzienna, to dwie kawy z jednej łyżeczki każda. Niestety, siątki na więcej nie pozwalają
Dzień dobry 🙂 W nieoddawaniu książek najbardziej mnie wkurza zdekompletowana seria, objawiająca się zazwyczaj brakiem tomu trzeciego, bo co ciekawe, nigdy prawie pierwszego. Człek odkłada tom drugi i sięga na półkę, a tam dziura i zaczyna się intensywne wytężanie pamięci, komu to u diabła pożyczyłem w czym brak kawy w organizmie wcale nie pomaga 🙂 🙂

Dzień dobry. Dlatego nie lubię serii. Jeszcze trylogia to jak cię mogę, ale serie po kilka albo kilkanaście tomów? A są takie w SF i nie tylko.
Ja akurat lubię, jeśli są dobre oczywiście i niechętnie się rozstaję z bohaterami 🙂
Kiedyś kolekcjonowałem książki z wszechświata Gwiezdnych Wojen, jakby dobrze policzyć, to ze trzydzieści jeszcze gdzieś stoi na półkach, ale przestałem. Po pierwsze trochę mi się przejadło, po drugie zaczęły być schematyczne (z nielicznymi wyjątkami), a po trzecie (co się wiąże z „drugie”) jakość spadła. Chyba jedynym wyjątkiem jest Wiedźmin, który w generalnej większości (saga, opowiadania) trzyma poziom. Ale też i nie AS nie napisał 30 książek!
Pisałam już o tym, ze tasiemcowy Anthony Piers mnie nie nudził ….wprawdzie przeczytałam tylko 20 tomów, a napisał o Xanth chyba juz około czterdziestu 🙂
No proszę, a ja z Piersem Anthonym jakoś się nigdy nie zrymowałem. Tzn. czytałem chyba „Sfery”, a poza tym być może jakieś opowiadania, ale nie kojarzę treści z autorem.
Witam popołudniową porą
Mowa o kawie? Właśnie woda się zaraz zagotuje i sobie zaparzę.
Choć dzień słoneczny, ale ja jakaś ospała jestem… 
Może pomimo słońca, zbliża się niż. Ja często tak mam. Niby pogoda ładna, a mnie muli, bo deszcz gdzieś tam opłotkami ciągnie
Druga rzecz, że mało dziś spałam. W dodatku z rytmu mnie wybił brak internetu od rana
Już chciałem napisać, że zawsze tak mam w poniedziałki, kiedy przypomniało mi się, że dzisiaj wtorek, żeby było zabawniej rano byłem przekonany, że to środa właśnie 🙂 🙂
Ja tak miałam w ubiegłym tygodniu
Wszystkie dni mi się pomyliły, bo wolny czwartek nie tak często się zdarza
Rozmawiałam z Holly w sobotę i pytała mnie kiedy do niej przyjdę. Powiedziałam, że jutro, w poniedziałek. Śmiała się i stwierdziła, że jutro jest niedziela, więc powinnam się zdecydować, czy jutro, czy w poniedziałek 
Witaj Misiaczku
Nie tylko dziury w serii wkurzają. Gdy pożyczysz komuś swoją ulubioną książkę i przepadnie, to też jest wkurzające. Chcesz sobie ją poczytać, ot tak, dla przypomnienia, a tu nie ma
Czasami nawet pamiętasz komu ją pożyczyłeś, a i tak jest nie do odzyskania 
W takim przypadku nie podarowałabym. Sęk w tym, że nigdy nie pamiętam komu pożyczyłam…
Podarowałabyś, Bożenko, jakbyś musiała. Trochę wyżej pisałam o jednej z moich ulubionych książek. Niby wiem komu pożyczyłam, a i tak jest to nie do odzyskania
To była zupełnie inna sprawa, Mireczko. Człowiek ważniejszy od najlepszej książki
O to to Miralko z seriami jest jeszcze ten kłopot, że jeśli nawet odkupisz zaginioną, to na bank w innej oprawie i pasuje do serii jak wół do karety 🙂
o własnie 🙂
Fajnie się gada z Wami, ale niestety czas wychodzić do pracy

Dopijam drugą kawę i lecę… Do popotem, jak mawiała Jaśminka
To ja dzisiaj nieco wcześniej się wybiorę sami-wiecie-dokąd. Eppur si muove.
A ja znów nie miałam internetu, już myślałam, że się z Wami nie podobranockuję. Ale znów włączyli. Mam nadzieję, że już mi zostawią
Nawet ja miałem rano w firmie muuuła a nie sieć… 🙁
W ogóle ten dzień jakiś taki „mułowaty” był…

Może jakąś ładną pio9senkę na poprawę nastroju?
To ją dawaj
Proszę bardzo – to JEST ŁADNE !
Bardzo lubię Katie!
Piękny głos, niezwykła uroda i wdzięk! Też mnie zachwyca 🙂
Yestem z povrotem!
Więc zmiana warty, teraz ja się zmywam
Jak ładna muzyka, to może na dobranoc?
Johann Jakob Walther, niemiecki skrzypek i kompozytor, urodził się pod Erfurtem, ale pracował w orkiestrze Kosmy III Medyceusza we Florencji, a potem awansował na kapelmistrza bliżej domu, na dworze elektora saksońskiego w Dreźnie.
Pozostawił po sobie ok. 40 kompozycji w dwóch tomach: scherza na skrzypce solo z towarzyszeniem basso continuo i bardziej urozmaicony „Ogród rozkoszy skrzypcowych”.
A dzisiaj na dobranoc dość skoczna i urozmaicona serenada nr 28 D-dur. Na szczęście jest wcześniej niż zwykle, więc mam nadzieję, że ujdzie, bo też i ciekawie się słucha tego dialogu burczącego basso z uśmiechniętymi skrzypcami.
Snów też uśmiechniętych!
Pierwsze burczące nutki skojarzyły mi się z
” pije kuba do Jakuba”…ale tylko na moment
Fakt, mogło się skojarzyć. No to śpijmy skocznie! 🙂
A lampka niech świeci spokojnie 🙂
Dobranoc
Dzieńdoberek
Mróz na dworze, kierowcy mają skrobankę 
Witajcie!
Z porannych dyskusji w Trójce: „najlepszym sposobem na skrobanie szyb jest garaż…”
Witaj!
Garaż najlepszy, ale trzeba go mieć…
DzieńDobry:)) Słoneczne i bezchmurne z 6 stopniowym mrozem. Kawa Millicano, całkiem niezła :))
Ta rozpuszczalna, co to ma mieć moc fusiastej? Też pijam, uważam, że całkiem spełnia obietnice składane przez reklamy!
Zgadza się :)) Kiedyś piłem świeżo mieloną niebieską arabicę marki Woseba, nawet zjadałem fusy. Teraz wolę rozpuszczalną udającą mieloną. Jest ona w puszkach w Rossmanie po 22 zł, oraz w Auchan`ie w torebkach po 13 zł, za taką samą ilość :))
A ja ponad wszystkie przedkładam fusiastą. Ewentualnie może być z ekspresu, ale rozpuszczalskiej nie piję.
Ja też unikam, ale dla Milicano robię wyjątek.
Kurczę zrobił nam się podwątek kryptoreklamowy! 😉
Dzień dobry. Jest jeszcze jeden sposób – pracować w domu, bo transfer z sypialni przed komputer skrobania szyb nie wymaga.
Ba, niejeden by tak chciał! Ale teraz czas na kawę, zapraszam
do tego jeszcze może shreka?
Tak jest! Toteż właśnie celebruję kawkę 🙂
A reszta śpi?!
Mogę trochę ciasta? 😀
Nie, reszta już wyszła, do szkoły, do pracy. Przynajmniej u mnie 😉
Dzień dobry!
Katie Melua śpiewa w tle 
Melduję się spóźniony.
Kawa zalana,
Można zabrać się za zaległą lekturę
ukradkiem chwycę kawałek

Ciasto wyłożone, proszę nie pytać tylko się częstować. Smzcznego
Witaj Poranna – sam zrobiłaś tego shreka ?
To zależy (skrobanie szyb) jak duże mieszkanie posiadasz.
Niedawno kolega opowiadał mi smutną historię znajomej mieszkającej samotnie w rodzinnym pałacu (samotnie, bo mąż w tym czasie pracował na obczyźnie dla utrzymania pałacu).
Kobieta miała ciężkie życie, bo z sypialni do kuchni musiała przejść c/a 100 metrów 😉
Przynajmniej nie narzekała na brak ruchu
No, jak się człowiek rano głodny obudzi, to dramat!
Też prawda. Zanim dotrze do kuchni, to padnie z głodu
Dlatego (jak wspomniałem) to była bardzo smutna historia.
🙁
Opowieść brzmiała mniej więcej tak:
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma równinami (czyli gdzieś w Centralnej Polsce 🙂 ) w wielkim pałacu mieszkała sobie mała księżniczka.
Codziennie idąc do kuchni (c/a 100 m) mruczała pod nosem:
Q…wa jak ja mam wszędzie daleku!
😀
Dzień dobry! Ale maksymaliści… mniejszy pałacyk to nie to ?
Biedactwo! Tak sobie pomyślałem, że jakbym mieszkał w pałacu i do toalety miał te 100 m, to po pewnym czasie mógłbym startować w sprincie na tym dystansie i być może nawet pobić jakiś rekord?
Ale nie musiałbyś „kręcić” 😀
Trzy wyjścia do kuchn i, łazienki i sypialni, dzięki czemu norma na cały dzień zrealizowana 😉
Ooo! To jest koncepcja! Stacjonarny rower jednakowoż wychodzi nieco taniej 😉
Kwaku, oplułam przez Ciebie monitor ! Witaj
Dzień dobry. Cieszę się, że mogłem być użyteczny. Poranne ćwiczenie przepony nastraja optymistycznie na resztę dnia 😉 Co prawda nie wiem, czy jakieś rekordy można potem bić z wytrenowaną przeponą, ale nawet jakby nie, to optymizm sam w sobie jest tego wart 😀
Niewątpliwie trening przepony jest korzystny, zwłaszcza, że za oknem duje, a pies zamiast na spacer – wskoczył do mojego łóżka …….
Mądry pies! (jeżeli dobrze pamiętam, sunia?)
Ale na spacer w celach toaletowych się nie pokwapiła?
A owszem, ale najpóźniej jak mogła bez katastrofy w domu 🙂
Zawsze twierdzę, że spaniele to najmądrzejsze psy, jakie znam. A znam różne mądre psy.
A to mu się udało
Dobrze, że przełknęłam przed przeczytaniem, bo też bym monitor opluła 
Ludzie nieraz mają „problemy”… Pracować na obczyźnie żeby utrzymać rodzinny pałac!
A czy nie lepiej ten pałac wykorzystać dla zarobku?
Tak całkiem poważnie.
Rozmowa z kolegą wzięła się stąd, że pokazałem mu w necie pałac wystawiony do sprzedaży (za niewielkie pieniądze).
W odpowiedzi kolega opowiedział mi historię (z życia wziętą) z której wynikało, że taka inwestycja NIE OPŁACA SIĘ. Koszty utrzymanmia obiektu są tak wysokie, że ewentualne wpływy nie pokrywają wydatków! 🙁
Wyleczył mnie w ten sposób z marzeń o własnym pałacu 🙁
Własny pałac był rentowny w XVII wieku, zwłaszcza gdy się było właścicielem 30 000 dusz :)))
A pamiętasz może, o który pałac chodziło? Na Pomorzu, czy gdzieś indziej?
Gdzieś indziej (centralna Polska)
Z kolei ten, który mnie zainteresował był na Pomorzu
Otóż to. Tak jak Właściciel z mojego sierpniowego wpisu „Na włościach”. Mimo że zarobek raz na tydzień…
Sporo jest pałaców pojunkierskich w różnym stanie…. na Pomorzu Zachodnim były głównie wielkie posiadłości…. chłopskich wsi było niewiele, a jak już, to były dość zamożne… Podobnie chyba i na Dolnym Śląsku, pałaców niczym w Kastylii:)
Och, Dolny Śląsk, jak już pisałem, zauroczył nas swego czasu mnogością zabytków – na trasie z Czochy do Jeleniej Góry na ten przykład co i raz drogowskazy – a to na zamek (w ruinie lub nie), a to na pałac, a to na kościół zabytkowy, a to na kaplicę, a to na klasztor (lub cały zespół klasztorny), a nawet na wieżę rycerską w Siedlęcinie. Jakby tak chcieć w każde takie miejsce zajechać, to by się parę za przeproszeniem dób jechało tę trasę.
Zasobne to były ziemie…. i styk kultur, co zawsze dobrze robi na rozwój 🙂
Dzień dobry !
Wyprowadziliście się na biegun północny, że mróz ?
Nieee… To ocieplenie klimatu w związku z nadmierną emisją dwutlenku węgla tak się objawia 😛
Witaj Wiedźminko! To nie wiedziałaś, że w nocy Ukratek przeniósł Wyspę w pobliże Alaski?
Nie! Podstępny jest nasz Ukratek ??? a to ci nowina !
Taaa… Następny przystanek: Kalifornia!
Przynajmniej będzie ciepło…
A Hawaje nie mogą?
Zawsze wyspa z wyspą…
Poproszę tylko zaparkować spory kawałek od św. Andrzeja… 😉
Ha. U Heinleina był taki fragment (w ramach męskich przechwałek bez pokrycia), jak to ktoś płynąc wpław, przyholował górę lodową z okolic Antarktydy do bodajże Kalifornii (linę trzymał w zębach) 😀
Prawdziwy wyczyn! Podobne opowieści snują wędkarze i myśliwi
Niedoścignionym wzorem był baron Münchhausen, który, jak właśnie z zaskoczeniem skonstatowałem, pochodził z Inflant (obecnie tereny Łotwy!).
Nasz Wacław Potocki tez był niezły
I wcześniej! Chociaż nie tak znany.
Z ” pewną taką niesmiałością ” wzięłam do ręki „Pamiętnik znaleziony w Saragossie” i pochłonął mnie 🙂
A propos – film Hasa wg Potockiego jest bardzo ceniony przez Amerykanów i to tych z filmowego topu: „W Polsce film emitowany był w pełnej wersji trwającej 180 minut. W USA oraz Wielkiej Brytanii film został skrócony do 152 i 125 minut. W latach 90. Jerry Garcia, Martin Scorsese i Francis Ford Coppola sfinansowali remastering oryginalnej kopii filmu, który już odrestaurowany ukazał się na VHS oraz DVD w 2001. Wielu światowych twórców, w tym Martin Scorsese, Luis Buñuel, David Lynch, Lars von Trier, Harvey Keitel oraz pisarz Neil Gaiman uważa go za jeden z najwybitniejszych filmów kina światowego.”
oraz „Film został uznany przez amerykańskiego reżysera Martina Scorsese za jedno z arcydzieł polskiej kinematografii i w 2014 roku został wytypowany przez niego do prezentacji w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie w ramach festiwalu polskich filmów Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish Cinema” (polska Wiki).
Tego nie wiedziałam, a sam film pamiętam niestety dość słabo, choc grany był świetnie 🙂
Marek Grechuta miałby dziś 69 urodziny….. Na cześć dzisiejszych jubilatów, także tych już nieobecnych….
Ta piosenka ma 44 lata…. zestarzała się ? Wg mnie – nie
Tak jest, to warto przypominać!
I ta, z wierszem nieśmiertelnego KIG-a…
Dla tych po tamtej stronie tęczy 🙂
No i jeszcze to….. koniecznie
Dzień dobry
Dzień dobry. Trochę biegania mi wypadło o tej porze, jestem na razie, za chwilę znowu nie, potem tak… i tak aż do skutku.
Jak zakonnica na przejściu dla pieszych?
Tak jest! Tylko ja jestem bardziej kolorowy 🙂
Pojawiasz się i znikasz, i znikasz…
Józek, nie Quackie. To pozwala mieć pewną nadzieję…
Zapewne Beata nie zna cię od tej strony…
BTW – czy oglądałeś może dworcową wystawę Trójki?
Otóż mignęło mi zdjęcie czy dwa w sieci, ale jakoś nie poszedłem za tym tropem. Zdaje się, że kończyłem wtedy zlecenie. A warto?
No właśnie chciałem skorzystać z opinii! 😉
Dzień dobryyy… Idę szukać siebie
Dzdobry. Ale dokądże to? W sensie, gdzie ta ona do znalezienia?
„Wyszłam za mąż zaraz wracam” :))))
Prońko ???
Bem był zdania, że nie.
Słusznie, Bek potwierdza :))
Zajrzyj pod łóżko… może spadłaś?
Zapraszam na pięterko.