« Kaczkowate cd (2) Kwiaty polskie »

Rzecz listopadowa

Nie wiem czy odwiedziłbym Wyspę gdyby nie mgła. Po gorącym lecie i słonecznej jesieni listopad przyniósł deszcze a po deszczach mgły. Wczoraj wieczorem przyjrzałem się tej mgle rozlanej jak mleko, otulającej domy, zaplątanej w gałęzie drzew. Była to mgła iście krakowska, taka która potrafi trzymać królewskie miasto w kleszczach przez kilka dni i więzi samoloty na Balicach. Nie wiem jak u nas było tego dnia z odlotami samolotów, autobusy na szczęście kursowały, bo wybrałem się na koncert do National Concert Hall i żal byłoby się spóźnić. Przechodząc przez skwerek obok mojego osiedla pomyślałem znowu, że widok jest taki krakowski, tak muszą wyglądać Planty w jesienne wieczory. Wydało mi się nawet, że słabym blasku latarni dostrzegłem sylwetkę jegomościa w długim płaszczu i w kapeluszu na głowie. Z drugiej strony skwerku zamajaczyła zgarbiona, konusowata postać mężczyzny dźwigającego na plecach jakieś tobołki i coś co wyglądało na sztalugi. Matejko! – przemknęło mi przez głowę.

Ale skąd tu Matejko? To jest Dublin, na koncert jedziesz, autobus masz za dwie minuty, patrz pod nogi, abyś się nie pośliznął na mokrym liściu.

Udało się. Bez liścia na głowie wsiadłem do autobusu, przez mgłę do centrum dotarłem, koncertu w całości wysłuchałem. Pierwsza część nieco nużyła, bo jedna z wczesnych symfonii Mozarta była zbyt cukierkowa. Dynamiczna ale pozbawiona dramatycznego pazura, który w całej okazałości miał się pokazać w części drugiej. Na nią właśnie do NCH przybyłem, na nią się wykosztowałem, wcześniej nie miałem okazji wysłuchać na żywo VII Symfonii Beethovena. Ciekawiła mnie zwłaszcza spokojna część druga tej symfonii. “Dwójka z siódemki” – jak ją nazwał jeden z internetowych znajomków – potrafi obudzić uczucia nostalgiczne, jej powtarzalny rytm mocno zapada w pamięć, kto wie czy nie ma działania hipnotycznego… Nawet wina w antrakcie nie piłem, aby całej “siódemki” wysłuchać w całkowitej trzeźwości. Opłacała się ta wstrzemięźliwość. Do domu wracałem uskrzydlony, pod nosem nuciłem pastoralny motyw z części drugiej albo poddawałem się dudniącym w głowie oszalałym rytmom części finalnej.

Na znajomym skwerku przywitała mnie ta sama mgła. Z niej wyłonił się gość w eleganckim płaszczu i równie eleganckim kapeluszu. Szyję osłaniał długim szalem, w ręku trzymał laskę, może to był złożony parasol. Czekał na mnie na ścieżce, kiedy podszedłem bliżej, zmierzył mnie krytycznym wzrokiem. Wtedy go rozpoznałem, po niebieskich oczach i charakterystycznej młodopolskiej bródce. Ja miałem na sobie skórzaną kurtkę i dżinsy, na głowie żadnego nakrycia – w jego oczach musiałem wyglądać niepoważnie, jak jakiś woźnica z Bronowic, jednak Stanisław Wyspiański nie okazał niczego po sobie. Sam zainicjował rozmowę. Najpierw poleciał cytatami z Wesela ( skąd wiedział, że ja Wesele lubię?), potem przeszedł do poematów poważniejszych. Przeskakiwał z Wyzwolenia na Akropolis, potem rzucił paroma zdaniami z Wyzwolenia. Badał mnie czy wszystko rozumiem, czy z jego heroizmem się zgadzam, czy narodowe uczucia podzielam. A ja zaczynałem mieć dość. W słuchaniu przeszkadzał mi intensywny oddech deklamatora. Wyspiański, nawet jako zjawa nie wydzielał bynajmniej “miłej woni z pyska” jak to się zdarzało panterom i jeleniom ze średniowiecznych bestiariuszy. Wyraźnie wyczułem wyziewy wódczane, znane owszem z młodości ale zupełnie nieobecne w moim obecnym środowisku.

Wyspiański musiał wyczuć, że ja wyczułem, bo przy jednej z najbardziej patetycznych kwestii z Warszawianki, stracił nagle rezon, głos mu osłabł, po czym spojrzawszy mi prosto w oczy, zdobył się na wyznanie:

– Nie smakuje mi wasza zabarwiana wódka. Próbowałem, parę razy próbowałem, ale nadal od tutejszego jamesona wolę naszą galicyjską siwuchę. Może mniej wykwintna ale za to nasza, swojska. Nie dane było mi doczekać wyzwolenia, zmarło mi się za wcześnie, dlatego teraz świętuję. Mój wódczany oddech ma ponad sto lat, niezłe co?

– Ale nie o oddechu chciałem. O wyspie mam z tobą do pogadania, bo to nasz wspólny temat jest. Wspólny jak najbardziej bom jest Wyspiański a ty wyspiarski i nie zaprzeczaj mi tu. Zatem wspólna to jest rzecz nasza, rzecz listopadowa. Ja wyobraź sobie wszelkie wyspy kolejno odwiedzam, byłem już na Jamajce, na Wyspie Wielkanocnej i na Wielkiej bodajże Brytanii. Jestem w drodze na Fidżi. Na Pacyfik pcha mnie tęga Moc, tajemna Moc, chociaż noc, ciemna noc. Marzyło mi się to, że na chwile zajrzę na Madagaskar – o tej wyspie i jej zacnych bywalcach dużo dobrego słyszałem, ale nie dla mnie ten wirtualny ton, za głośny tam blogerski dzwon. Przeminął z wiatrem na odwiedziny dzień and nobody knows when that blessed day will come again. Dlatego tobie tę wyspę powierzam, zajrzyj tam koniecznie pokłoń się mieszkańcom czapką z piór. Jak nie dotrzymasz – czeka cię sznur.

– Odezwij się na Madagaskarze najskładniej jak umiesz. Ale nie opowiadaj im o żadnym egzotycznym kurorcie, kafelkowych mozaikach i rozdętych dekoracjach. O zalatujących kruchtą malunkach, kolorowych pergaminach też nie opowiadaj, kogo teraz interesują średniowieczne bajki? Napisz coś swojskiego, narodowego z ducha, krzepkiego w treści. Napisz tak… żeby się zakołysał tron. Choćby poemat na cześć kiszonej kapusty, naszej polskiej, małopolskiej, spod Bochni albo Myślenic. W beczce jest moc.

Co to ja jeszcze chciałem powiedzieć? Aha! W naszych czasach też słuchaliśmy Beethovena. Nie tak często jak dziś, bo sprzęt grający był do dupy, więc żeby wysłuchać orkiestry trzeba było mieć dostęp do salonów albo do filharmonii. W Paryżu często bywałem na koncertach ale tam Beethovena nie grali, w kółko tylko Offenbach i Offenbach. Ale w Krakowie słyszałem go na pewno, na niemieckich kompozytorów cesarz wydawał zgodę, więc był Beethoven i mistrzowie walców wiedeńskich. Ale może się mylę, lata minęły, muzyka nie była moja dziedziną, pamiętam to wszystko jak przez mgłę. Ups, chyba to słowo na m nie powinno paść. Zamajaczył się duch, złagodniał chuch. Prysnął czar.

Wołając we mgłę pytania kto mnie wołał, czego chciał, Wyspiański rozpłynął się w ciemnościach. Przez chwilę w wilgotnym powietrzu unosił się wódczany opar jego oddechu, na kropelkach mgły nieco dłużej kołysała się kwaśna woń stuletniego płaszcza i równie starego kapelusza. Potem i to zniknęło. Brązowe liście szurały pod butami, ruszyłem do domu bez pewności czy idę we właściwą stronę. Mgła nie tylko nie rzedła ale nawet jakby zgęstniała. Żaden chochoł się nie pojawił, żaden biały koń nie przegalopował po trawniku. Skwerek, który tyle razy przemierzałem wydał się nagle bardzo obcy. Chciałem zadzwonić do żony, żeby włączyła jakieś mrugające światła we frontowym pokoju, wtedy trafiłbym we właściwe drzwi. Rychło okazało się, że komórkę przezornie zostawiłem w domu. Nie miałem wyboru. Krzyknąłem za zjawą, że sznur się nie przyda, że na Wyspę zawitam i całą rzecz listopadową, nasza wspólną wyspiańsko-wyspiarską rzecz rzetelnie opiszę, pozdrowienia przekażę. Mgła natychmiast się rozstąpiła, znalazłem ulicę, znalazłem dom. Od progu skierowałem się prosto do komputera. Klawiatura leżała na swoim miejscu jak wierny czarny pies, monitor mrugał niebieską diodą niemalże porozumiewawczo, gotów do współpracy. Cóż było robić? Obietnic należy dotrzymywać. Pozdrawiam Wyspiarzy w imieniu własnym i tego pana, który deklamował we mgle.

laudate
Laudate

Od Redakcji: "Dwójka z siódemki" od 20:10 🙂

175 komentarzy

  1. Tetryk56 pisze:

    Nasz zamorski przyjaciel dostarczył tekst napisany specjalnie dla społeczności naszej Wyspy. Choć nie chce się angażować w formalną przynależność, z przyjemnością i dumą witam go w gronie autorów. Nikt z nas, tak jak on, nie potrafi przeprowadzać wywiadów z wielkimi mistrzami!

    • Tetryk56 pisze:

      No rzecz jasna trzeba dodać, że odpozdrawiamy was serdecznie – i ciebie, Autorze, i twojego rozmówcę! Delighted

    • Wiedźma pisze:

      O tak…. mam to we wdzięcznej pamięci….. i żałuję, że „z Happy-Grin a głośny ten blogerski ton”… aleć mistrz Wyspiański bywał cieniutko złośliwy i nadal mu nie przeszło 🙂
      Jak to był odrzekł namawiany na kieliszek wódki dla humoru ? „Humor mam zawsze, a od wódki boli mnie głowa ” …..

  2. Quackie pisze:

    Właśnie wychodzę pokręcić, pozwolę sobie przeczytać (i zapewne skomentować 🙂 ) po powrocie.

  3. Bożena pisze:

    Ja nie omieszkałam zacząć od przeczytania. Jestem zaszczycona, że należę do Wyspiarzy, którzy otrzymują tak dostojne pozdrowienia. Dziękuję THANK-YOU

  4. Bożena pisze:

    Co mogę powiedzieć o tekście? Przeczytałam jednym tchem, choć przyznam, że na początku wydawał mi się przydługi. Jednak pod koniec żałowałam, że już się kończy Wink

  5. korab1 pisze:

    DobryWieczór:)) Listopad to pora niebezpieczna dla Polaków, na szczęście mamy już grudzień :))

  6. Max pisze:

    Dobry wieczór 🙂 Przeczytałem tekst ze smutkiem , bowiem przypomina przeszłość i zmusza jednocześnie do refleksji nad dniem dzisiejszym ….. Pojechałem do Przychodni na zaplanowaną wcześniej wizytę . W obszernym korytarzu , ukłonił mi się jakiś pan , odpowiedziałem – dzień dobry i wtedy usłyszałem : Co się dzieje z tobą do cholery Max ! Kolegów nie poznajesz ? Przyjrzałem się , sięgnąłem do pamięci i powiedziałem : Jasiu , pamiętam ciebie ,kiedy byłeś elegancko ubrany , ogolony ,wzór do naśladowania , a dzisiaj widzę ciebie w opłakanym stanie . Jesteś nieogolony , w podniszczonym ubraniu , zaniedbany ,to jak mogłem skojarzyć ciebie z tym Jankiem , którego pamiętam ? .Przyznał mi rację .Usiedliśmy na pogawędkę i kiedy wysłuchałem jego opowieści , to ja jemu przyznałem rację , a może nawet dwie racje Na upływający czas nie mamy wpływu , jest to tak samo smutne jak listopadowy wieczór . Sad

  7. Quackie pisze:

    O rany. Ale temat. Ale tekst. Idę czytać jeszcze raz.

  8. Piotr Opolski pisze:

    Dobry Wieczór – mogę przysiąść na kawkę ?.
    Coś tak nostalgicznie się zrobiwszy…..
    Dwie łyżeczki cukru moż Sad na ?.

    • Quackie pisze:

      Ależ proszę się częstować, cukru ci u nas dostatek.

      Nb. pamiętam jak kolegę słodzącego sześć łyżeczek na filiżankę zapytała jego siostra „A nie byłoby ci prościej wlewać kawy do cukierniczki?”

    • Tetryk56 pisze:

      Jasne. 🙂
      Jak byłem mały, w rodzinie pijało się herbatę bardzo cienką i mocno słodzoną, i bardzo mi to odpowiadało. Gdy więc pewnego dnia w gościach pierwszy raz w życiu zostałem zapytany, ile łyżeczek cukru sobie życzę do herbaty, odpowiedziałem z zachwytem największą liczbą, jaką wtedy znałem:
      – Osiemnaście proszę!
      ROTFL

  9. Alla pisze:

    Zatchło mnie… Dygam i proszę o kolejny wywiad Bukiet

  10. Wiedźma pisze:

    Jak podziękować ? Laudate, laudate
    ! Poklon Serducho .. „o siwa mgło, o, srebrna mgło, o mgło bez końca „…, jakże jestem ci wdzięczna za inspirację dla tego listu ….

  11. Alla pisze:

    Pozdrowienia dla Autora i Wszystkim dobrej nocy z Beethovenem (?) 😀

  12. Wiedźma pisze:

    „Siódemki słuchałam dość niedawno temu i też z podziwem…. Bukiet

  13. Quackie pisze:

    No dobrze, przeczytałem ponownie.

    Po pierwsze, Autorowi wielkie dzięki za dzieło, bo skłania do myślenia i przemyślenia.

    Po drugie, tak sobie myślę, że jeśli Wyspiański wybył na Wyspy (NIE na WyspĘ), to niedobrze. Powinien jednak snuć się po krakowskich Plantach i zaczepiać wstawionych studentów krakowskiej ASP, a jeżeli łazi po Dublinie i pija jamesona, to albo wszyscy ci studenci siedzą już w Irlandii, albo maestro Stanisław kierunki pomylił. Szanowny Autor natomiast wielką rzecz zrobił, wysłuchawszy go i spisawszy.

    A może Wyspiański tam wyjechał, gdzie dusza narodowa wyjeżdża? Gdzie taka masa ludu się przeprowadza? Jak bogowie u Gaimana, którzy przyjechali z kolonistami do Ameryki? Oby tylko się z tego jakiś powszechny exodus nie zrobił, bo jak nam tak jeszcze parę ważnych duchów narodowych wybędzie, to co tu zostanie – powiat mordobijski z przyległościami?

    No chyba żeby miało być i tak, że duch Mistrza Wyspiańskiego na Zieloną Wyspę zaniesie (czy też już zaniósł) trochę naszego, hmm, chucha, w sensie raczej spiritus movens niż innych spirytualiów. Że tak jak Polki na Wyspach chętniej rodzą dzieci, tak dzięki obecności naszego ducha – mimo albo oprócz asymilacji – już ta Irlandia nie będzie tak samo irlandzka jak przedtem, ale trochę i polska. Podobieństwa przecież są, historyczne i obyczajowe, tylko u nas palmy nie rosną, bo za daleko mamy do Golfsztromu.

    • Wiedźma pisze:

      A ja myślę, że Mistrz Wyspiański korzysta z wolności od trosk i buja po świecie…nie bacząc na emigrację i kwestie demograficzne !
      Sama zawsze sobie tak wyobrażałam wolnego ducha Wink

      • Tetryk56 pisze:

        Spiritus flat ubi vult… i czasem tylko chuch zostaje Wink

      • Quackie pisze:

        Może i tak, skoro po różnych wyspach i Wyspach podróżuje? Ale że o nas pomyślał, to mu się chwali!

      • Laudate pisze:

        Moi Drodzy, miło mi, ogromnie miło, że tekst Was zaciekawił i narobił malutkiego fermentu ( kontekst emigracji, konteksty muzyczne i nostalgiczne…) Jakie to siły kierują Mistrzem Wyspiańskim, nie mnie dociekać. Jego „Wesele” bardzo lubię za rym, rytm i poczucie humoru. Oj, dawno je czytałem, a jeszcze dawniej oglądałem w teatrze.
        Jesień to ponura pora roku, dlatego dla ożywienia pozwalam sobie wkleić muzyczke, którą Mistrz Stanisław podesłał mi z Jamajki. Taki z niego figlarz, wyobraźcie sobie.
        PS. Wiedźmo, „w blogerskim dzwonie” nie było złośliwości. Potrzebowałem rymu!
        Ukłony

        • Laudate pisze:

          a tu jest muzyczka:

        • Quackie pisze:

          Aaa,Jamajka, o tej porze roku. To może być znakomity wybór, również ze względu na upodobania tamtejszych palaczy, nie mających wiele wspólnego z palaczami kotłownianymi w Polsce… 😉

        • Wiedźma pisze:

          Ależ wiem, że to tylko rym, bo przecież Obaj Mistrzowie… i Stanisław i M. zwany Laudate ciepło o naszej Wyspie mówią 🙂 Buziaczki Zauważ, że nie uroniłam ani jednego słówka z mistrzowskiej rozmowy 🙂

  14. Wachmistrz pisze:

    Wejrzawszy na przypadłości zdrowotne Autora „Nocy Listopadowej” trapiącego (z syfilisem na czele), to nie wiem, czy życzenie Mu stu lat jeszcze dodatkowo błąkania się po świecie nie jest zamysłem na miarę jakich tortur zgoła extraordynaryjnych… Ale tekścik zacny, co przyznaję, jego ja go zapijać wolę badacsońskim rieslingiem…:)
    Kłaniam nisko:)

    • Wachmistrz pisze:

      „jeno” nie „jego” być miało…:((
      Kłaniam nisko:)

    • Quackie pisze:

      Mam nadzieję, proszę Waszeci, że w duchowej formie te przypadłości Mistrz Wyspiański ma już dawno za sobą. Chyba że go duchy krętków męczą, co brzmi mi mocno wątpliwie, albowiem nic mi nie wiadomo, aby bakterie posiadały duszę 😉 Kłaniam się równie zamaszyście.

    • Wiedźma pisze:

      Takoż i ja, Wachmistrzu, tuszę, iż duch Wyspiańskiego wolny jest od ziemskich przypadłości… a syfilis, no, cóż, nie on jeden się francuską chorobą zaraził….

      • Wachmistrz pisze:

        Osobliwe, że choroby owej sami Francuzi przez dobre dwa wieki zwali chorobą hiszpańską, a na wschodzie zwano ją… chorobą polską…:), co pozornie by kierunek przemieszczania się wyznaczało, tyle, że Francuzy jej przywlekli z naówcześnie hiszpańskiego… Neapolu, gdzie się z armią Ludwik XII na przechadzkę wyprawił w 1500 roku…
        Kłaniam nisko:)

    • Krzysztof z Gdańska pisze:

      Czołem imć Wachmistrzu
      A zacny Tokaj do zapitki nie byłby lepszy? 😀

  15. Tetryk56 pisze:

    Jutro kolejny dzień w pracy… Dobranoc!

  16. Quackie pisze:

    Wobec tak dużej ilości muzyki dzisiaj wieczorem na Wyspie pozwalam sobie na przerwę. W barokowych dobranockach jesteśmy już na literze „V”, więc przerwa i tę zaletę będzie miała, że kompozytorów potem na dłużej starczy 🙂

    Ale snów mogę pożyczyć, to i życzę – snów o duchu swojskim a życzliwym, na jakiejkolwiek Wyspie by się człek nie znalazł.

  17. Wiedźma pisze:

    Pogodnych i ciepłych snów I-m-in-love

  18. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dopiero teraz to mówię, bo nie mogłam pominąć wczorajszej ciekawej dyskusji Happy Było co czytać 🙂

  19. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Nocne rozmowy Wyspiarzy!! Och, jak ja je zawsze lubiłam rano poczytać 😀
    Serdeczne SzanPaństwu Heart

  20. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Na lądzie kolejny dzień pracki…

  21. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry
    Zapraszam na poranną kawę Delighted
    expresso

  22. Alla pisze:

    A duch Wyspiańskiego po moim domu się w nocy szwendał!! Nie tylko na Wyspie!! Noo naprawdę 😀 Tak mi się tekst spodobał, że zasnąć nie mogłam, a rano… Zaspałam do pracy Cry-Out
    Ale już siedzę i piję kawkę podaną, przez sympatycznego kolegę! I to mi się bardzo odpowiada Kawa2

  23. Quackie pisze:

    Dzień dobry, z opóźnieniem, znad kawy, sprzed ekranu… Czuję się dzisiaj dość lakonicznie.

  24. korab1 pisze:

    DzieńDobry:)) Na wpół żartem na wpół serio, pan się bawi galanterią :))

  25. Quackie pisze:

    Czas do pracki, do zobaczenia jak zwykle…

  26. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin Przeczytałam wszystko jeszcze wczoraj i bardzo mi się ten tekst podobał Delighted Zaczęłam się zastanawiać jak by tu zgrabnie napisać i … zasnęłam przy kompie Ashamed Jeszcze dobrze, że zasypiając przechyliłam się do tyłu, a nie z nosem w klawiaturze Wink Ale jak się pracuje 12 godzin, to i mało dziwne. Dziś mam powtórkę z rozrywki Tired I zaraz wybywam do pracki. Niestety…
    Miłego dnia życzę, a Autorowi serdeczne gratulacje składam Pleasure Brawo! Brawo! OkOk

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry! Usiłuję sobie wyobrazić, jakby mógł wyglądać komentarz, jakbyś zasnęła z nosem na klawiaturze… 😀

      • miral59 pisze:

        Dzień dobry Delighted
        Lepiej sobie nie wyobrażać Wink Happy-Grin
        Raczej nie byłoby to do czytania… oczywiście gdyby ktoś mi to wysłał, bo aż taka zdolna nie jestem Overjoy

  27. Yo la pisze:

    Jeden z najwybitniejszych dyrygentów z najlepszą orkiestrą symfoniczną świata, jedna z najlepszych symfonii najlepszego symfonika, tekst z jednego z najlepszych krajów na świecie podpisany przez Laudate i wysłany przez fantastycznego Tetryka i – jakby było mało – z niniejszym komentarzem. To się nazywa esencja dobroci, czyli czekolada. Chwalmy.

    • Bożena pisze:

      Cud, miód, malina, tylko się rozkoszować Heart

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry Panu! Pana komentarz to faktycznie wisienka na torcie. Teraz tort jest kompletny i można go – obdarzywszy całość odpowiednią dawką podziwu – skonsumować!

    • Tetryk56 pisze:

      Witam, Panie Yo la!
      Nadmiar łaski dla redakcji – nasza Tajemnicza Wyspa ma to do siebie, że przyciąga ludzi ciekawych i nietuzinkowych. Może kiedyś i Waść zechcesz zaszczycić nasze łamy?
      Zapraszamy serdecznie! I-Wish

  28. Quackie pisze:

    Dzień dobry wszystkim. Jeszczem w Lubiczu nie był, jeno tu ptakiem śpieszyłem, pracę na dziś skończywszy, kiedy mię wodze ściągnięto, a ku innej jeszcze robocie zawrócono. Ledwie zdążyłem odpowiedzieć tu i ówdzie… Jak tylko się z tym uporam, wracam tu.

  29. Bożena pisze:

    Powrócisz tu…

  30. Kopciuszek pisze:

    Dobry wieczór Delighted
    A ja się nosiłam z zamiarem napisania Wam co nieco o moim pobycie w Irlandii Delighted
    Po przeczytaniu zamieszczonego tekstu chowam głowę w piasek Ashamed
    Laudate … to jest piękne !!! Poklon Roses-are-red
    Pozdrawiam serdecznie bardzo i Please o pozdrowienie ode mnie Wyspy zielonej, w której się zakochałam bardzo In Love
    A teraz idę poczytać tutaj,tutaj i tutaj i tutaj i część IV Pleasure

    • Tetryk56 pisze:

         Kopciuszku drogi!
      Wyciągnijże natychmiast głowę z tego piasku i zrealizuj swój zamiar jak najprędzej!
      Nigdy na Wyspie nie było konkursów czy konkurencji, każdy z nas pisze inaczej i o czym innym, i każdy wpis jest wszak z sympatią i zainteresowaniem czytany. Precz z kompleksami!
      A teksty o zakochaniu są zawsze piękne!

  31. Bezetka pisze:

    Że się żaden biały koń nie pojawił, to doprawdy żal, boć one (nie tylko białe) do domu nawet we mgle trafiają…

    • Max pisze:

      Dobry wieczór 🙂 Nie tylko białe konie we mgle trafiają do domu .W młodości ,wiele razy wracałem do domu końmi nocą , polnymi drogami , przez las i wioski i nigdy nie musiałem trzymać w reku lejcy .Wystarczyło przywiązać rzemienie do kłonicy i słowo : wio ! Ciekawe , ze konie same regulowały prędkość jazdy .Przy równej drodze rwały do domu jak na wyścigach , przy wyboistej hamowały , pełna kultura i demokracja . Zatrzymywały się koło stajni i rżeniem meldowały o mecie . Koń , to wyjątkowo mądre zwierzę …. Approve

    • Wiedźma pisze:

      Witaj kolorowa Bezetko…. jak to robisz ? 🙂

  32. Quackie pisze:

    Idę kręcić za minut 5. Pojawię się na Wyspie zaaa… godzinkę? Pewnie trochę więcej.

  33. Laudate pisze:

    Bożenko, dziękuje za piosenkę. Nie żebym jakoś szczególnie utożsamiał się z tym kimś, o kim pani Santor śpiewa. Daleko mi do sentymentalizmu. Chodzi o wykonanie: głos „Santorki” i jej mistrzowskie interpretacje ceniłem od zawsze. Teraz nie tylko cenię ale i podziwiam. Tyle lat minęło i patrzcie, niewiele jest wokalistek, które jej mogą dorównać.
    Kopciuszku, nie cykaj. Spisuj tę relację z pobytu w Irlandii. Straszniem ciekaw jak przybysze widzą ten kraj ( próbkę dał tu onegdaj Tetryk). W rewanżu obiecuję napisać o swoim zakochaniu w Polsce. Lub w jakimś innym kraju 🙂

  34. Quackie pisze:

    Jestem z powrotem i nawet nie zaprzężono mnie do żadnego pługa, więc pewnie pobędę dłuższą chwilę 🙂

    • Alla pisze:

      Ależ się Panu upiekło Wink
      A ja dobrowolnie się zaprzęgłam ;( Nic to, na dzisiaj koniec 😀

    • Tetryk56 pisze:

      Ani nawet do kłonicy nie uwiązali? Szczęściarz z waszeci! Wink

      • Quackie pisze:

        No – żebym nie przechwalił 😉 ale taki los, jak człek się zachowuje jak kuń, na równej drodze szybko, na wyboistej – ostrożnie, znaczy jak robi to, czego się po nim spodziewają, i robi to dobrze, to częściej zaprzęgają. Jest nawet taka taktyka postępowania w korporacjach, żeby pewne czynności wykonywać kiepsko, bo w innym przypadku dokładają roboty, nie dokładając zapłaty.

        • Wiedźma pisze:

          Pracowity i geniusz to jedna zgroza, Kwaku !

          • Quackie pisze:

            W Japonii znają takie pojęcie jak śmierć z przepracowania. Mnie to nie grozi z moim podejściem, ale znam ludzi, którym w życiu dokładano tylko obowiązków. Zazwyczaj kończyło się to potężnym wierzgnięciem, bo też w naszym kręgu kulturowym zanim ktoś dojdzie w pracy do stanu agonalnego w związku z przeładowaniem, to prędzej wierzgać zacznie.

  35. Alla pisze:

    Dobrej nocy i do… wiadomo 😀

  36. Wiedźma pisze:

    Usłyszałam wczoraj informację o amerykańskich próbach syntezy termojądrowej… Podobno udanych! To byłaby dopiero rewolucja w energetyce…. i w świecie. 🙂

  37. Quackie pisze:

    Dobranocka się zbliża, a dzisiaj będzie przez małą chwilkę miała posmak sensacji, ale króciutko.

    Otóż jakieś 170 lat po śmierci słynnego Leonarda da Vinci w Kalabrii urodził się Leonardo Vinci, nieco mniej słynny kompozytor. Uczył się i przez większą część życia mieszkał w Neapolu, gdzie skomponował niemal 40 oper (buffo i serio), co ciekawe, tekst do części z nich napisał w lokalnym dialekcie neapolitańskim. Zmarł, jak wieść gminna i Wikpedia niosą, otruty przez zazdrosnego męża swojej kochanki.

    Poza operami stworzył kilka kantat, sonat i serenadę, a także dwa oratoria. Szczególnie popularna była jedna z jego sonat – D-dur na flet i basso continuo, wykonywana do dzisiaj, z tym że linię basso continuo gra najczęściej fortepian.

    Z tej właśnie sonaty dzisiaj Allegro. Słyszę to tak: śliczna melodia, drobiąca kroczkami po ogródku, tu podleje, tam wypieli, ówdzie pomidorka z krzaczka zerwie (te zdrobnienia to specjalnie 😉 ) z radością, że słonko, zieleń i wszystko rośnie.

    Snów, że rośnie. Na przykład serce 🙂

  38. Wiedźma pisze:

    Zabawny komentarz Kwaku, a melodia ucieszna, niech więc serca rosną….

  39. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc, do jutra! 🙂

  40. Wiedźma pisze:

    Ucieszona zabawą kolorami zapalę już lampkę ….

  41. Quackie pisze:

    I ja się już pożegnam, dobranoc i do jutra.

  42. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Miłego dzionka wszystkim życzę In Love

  43. Alla pisze:

    Dzień dobryyyy… śpię! Nie budzić!! Się nakazuje I-m-in-love
    PS Skowronki odleciały do ciepłych krajów Conceited

  44. Quackie pisze:

    Dzień dobry, dzisiaj nieco wcześniejsze. Co też dzień przyniesie?

    • Bożena pisze:

      Oby tylko dobre wydarzenia 🙂

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        A’propos dobrych wydarzeń, za 10 dni będzie św. Łucji!
        W Gdańsku na ten dzień przyjeżdżają panienki (super blondyny w gustownych strojach) i śpiewają szwedzkie piosenki ze świeczkami na kapeluszach 😀 „św. Łucja światło przynosi”
        Jest na co popatrzeć
        Approve

        Powoli idzie ku wiośnie 😉

        • Quackie pisze:

          A gdzie konkretnie? Kiedyś korowody na św. Łucję bywały w IKEI (po linii szwedzkiej), ale chyba nie o to chodzi?

          • Krzysztof z Gdańska pisze:

            Zwykle przybywały do Gdańska i meldowały się przed Dworem Artusa. Spiewały tam piosenki a potem szły do szpitala (Kopernika (?)) gdzie śpiewały dla chorych dzieci.
            Prawdopodobnie gdzieś w sieci jest program obschodów Św. Łucji w Gdańsku (?) Thinking

  45. Tetryk56 pisze:

    Szybkie DzieńDobry! – bo dzisiaj młyn!!! Worry

  46. Bożena pisze:

    Wszystkim się śpieszy… Co za ludzie… Pondering

  47. korab1 pisze:

    Witam Wyspiarzy ciepło i grudniowo, Wielkanoc tuż, tuż :)))

  48. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Delighted Wolny poranek i luuuuuuuuuz, a za oknem pierwszy śnieg. Wielkanoc tuż tuż, bo Stateczek zawsze ma rację 🙂

  49. Wiedźma pisze:

    Podstępnie wybudowałam trudne pięterko, więc – zapraszam Wink

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)