« Brzozówka - fotoimpresje Piękny cel. »

Wspomnienia

Dostałam w końcu od brata dwa tomiki wierszy Wieśka Szymańskiego… To obudziło wspomnienia… Nasz teatrzyk amatorski… OSAK, czyli obóz młodych twórców i aktorów… Ależ to były czasy!!!
Na tym obozie w Borkach pod Augustowem poznałam Ryszardę Hanin. Wspaniałą kobietę i aktorkę. Chociaż popularna, nigdy nie „zadzierała nosa” i nas, młodych adeptów sztuki, traktowała jak starych dobrych kumpli. Do tej pory mam o niej jak najlepsze wspomnienia. Żałuję tylko, że nie mam z nią żadnego zdjęcia…
Poznałam tam też Jasia Himilsbacha 😀 Nieprzeciętna oliwa!!! Na imprezach koło niego zawsze była wolna przestrzeń. Miał taki dziwny zwyczaj, że jak zaczynał coś opowiadać, to walił najbliższego sąsiada z łokcia… a kto lubi dostawać nie wiadomo za co 😀
Na obozie był też Daniel Olbrychski, ale tego nie lubię… Zadzierał nosa wysoko i z byle prostaczkami nie gadał. Nawet jak prowadził warsztaty aktorskie, to do słuchaczy zwracał się z pewną nonszalancją i wyższością. Mogę się jednak pochwalić, że oglądał się za mną 😀 A to było tak… Graliśmy w piłkę, odbijaliśmy ją w kółeczku. W pewnym momencie poleciała w bok. Miałam najbliżej, więc pogoniłam za nią. Przy obrocie, potrąciłam kogoś niechcący, więc powiedziałam grzeczne „przepraszam” i poleciałam dalej. Jak mi potem powiedzieli, potrąciłam właśnie Olbrychskiego… Obejrzał się za mną zdziwiony, że nie padłam przed nim na twarz i że nie zwróciłam na niego uwagi 😀 Szkoda, że nie zwróciłam większej uwagi na to, kogo potrącam… miałabym niezły ubaw 😀

W tych Borkach był też Andrzej Wajda, ale był bardzo krótko i nawet nie bardzo go kojarzę…
I jeszcze jeden moment, moim zdaniem zabawny. Na zdjęciach mam młodego aktora, świeżo po szkole aktorskiej – Franek Udko. Kiedyś (jeszcze w Polsce) moja córka pokazywała nasze zdjęcia rodzinne swojej przyjaciółce. W pewnym momencie Marta popatrzyła i zapytała kto jest na tym zdjęciu, bo wygląda dla niej dziwnie znajomo. Wyjaśniłam, że to Franek. Zaśmiała się tylko i powiedziała, że to jej ojciec chrzestny 😀 Jej mam pracowała w białostockim teatrze im. A. Węgierki jako charakteryzatorka i ten właśnie Franek był jej przyjacielem… Jaki ten świat jest mały…
Z wierszy Wieśka wybrałam na razie dwa. Tak spod dużego palca 😀 Z tomiku „Witraż wileński”… Muszę przyznać, że takiego Wieśka nie znałam… Mogę jedynie dodać, że jakoś trunkowy, to on nigdy nie był. Owszem, na imprezach coś tam siorbnął, ale bez przesady… Pijanego nie widziałam go nigdy… a tych wspólnych imprez było trochę…

***

To nie wódka płacze
Przyjacielu
czy widziałeś kiedyś
płaczącego Smirnoffa

to nasze wiersze
skraplają się w próżnię szkła
nie wypowiedziane

kto wypije
ten kielich goryczy
kto spełni toast
za nieobecnych żywych
i obecnych umarłych
za cudzych na swoim
i swoich na cudzym

my możemy wypić
za powrót
i za tych którzy
wrócić nie mogą

ale to nie wódka
Przyjacielu
suchą łapą ściska za gardło

***

białe chryzantemy po rublu za sztukę
jak gwiazdy zaranne wśród kamiennych twarzy
spowite śniegiem w niespokojny smutek
skąpej liturgii targowych ołtarzy

białe chryzantemy – księżne targowiska
po rublu za sztukę – to istne błazeństwo
lecz gdy je drżąca do piersi przyciskasz
kocham i ciebie i kwiatów szaleństwo

153 komentarze

  1. miral59 pisze:

    Do tych swoich wspomnień, mogę dołożyć jeszcze jedno…
    Któregoś dnia na obiad podali nam kurze udka. Tak normalnie, w domu, to się brało takie udko w łapę i ogryzało. W Borkach, wiedząc, że to elita kulturalna, zanim zaczęliśmy jeść, rozejrzeliśmy się po stołówce. Wszyscy używali tylko noży i widelców. Męczyliśmy się strasznie… Pod koniec naszego obiadu, do stołówki weszła Ryszarda Hanin. Gdy usiadła przy stoliku i grabnęła swoje udko w rękę, po całej stołówce przeszedł brzęk odkładanych sztućców Overjoy Widocznie nie tylko my czuliśmy się jak prostacy i rozglądaliśmy się za wzorcami Wink Ona się nie przejmowała takimi drobnostkami. Jadła jak jej pasowało i jak było wygodniej Happy-Grin Teraz bym się nie szczypała, ale człowiek był młodziutki i niedoświadczony…

    • Wiedźma pisze:

      Kurczaka mozna i sztućcami… wcale nie jest to błąd. Używam sztućców, bo wolę pierś, czyli ” białe mięsko”, jak je nazywałam w dzieciństwie. A już zupełnie nie lubię skóry, nawet naładniej zrumienionej 🙂

      • miral59 pisze:

        Oczywiście, że kurczaka można jeść i sztućcami, ale nóżkę wygodniej wziąć w garść Pleasure A skórka, szczególnie taka zarumieniona, to mój przysmak Delicious Gusta są różne i się o nich nie dyskutuje Wink

  2. miral59 pisze:

    Co chwilę mnie wywala i nie chce wejść z powrotem Mad Komentarz pod wycieraczką pisałam kilka razy i ciągle było to samo – nie wchodził Mad Strona nie jest przeładowana zdjęciami, bo dałam tylko dwa (zmniejszone do wymaganych gabarytów). Co znowu się dzieje z Wyspą?!!!

  3. Bożena pisze:

    Dzień dobry jeszcze raz na tym pięterku Delighted Piękne wspomnienia masz Mireczko. Jeśli chodzi o jedzenie drobiu, to o ile wiem, je się właśnie tak jak Ryszarda Hanin.

    • miral59 pisze:

      Z tego wyjazdu – piękne Pleasure Teraz już wiem, jak się ten drób je. Kiedyś nie wiedziałam. To znaczy… nie dowierzałam chyba swoim rodzicom… Bo u nas w domu tak się te udka jadło Pleasure Ale jak to młody i nieopierzony człowiek… wydawało mi się, że to takie prostackie… no i wszyscy jedli je nożem i widelcem. Uważałam, że skoro wszyscy tak robią, to znaczy tak się powinno to jeść Pleasure Później żałowałam, że Ryszarda przyszła tak późno, nie musiałabym się tak męczyć Wink

    • miral59 pisze:

      I chociaż już miałam iść spać, ale jeszcze coś mi się przypomniało Wink Z tych wspomnień…
      Obok tego ośrodka aktorów, w Borkach, był ośrodek sportowy Cresovii Białystok, czyli klubu, w którym trenował nasz Jasio. Między warsztatami teatralnymi wyskakiwał na swoje treningi, bo w tym samym czasie było zgrupowanie kadry przed jakimiś tam mistrzostwami. Kiedyś przypłynął swoim skifem do naszego ośrodkowego pomostu. Koniecznie chciałam się przepłynąć taką łódką. Wąskie to było do niemożliwości i mało stabilne. Jasio cierpliwie tłumaczył jak się do tego czegoś wsiada i jak się tym pływa. Oczywiście byłam pierwsza do wsiadania i pływania Happy-Grin Już nie pamiętam ile podejść zrobiłam, żeby na tym usiąść. To cholerstwo jest tak wywrotne!!! Za którymś razem udało mi się i nawet usiadłam na tym wózku, który jest jako siedzenie. Nie udało mi się nigdzie popłynąć, bo gdy tylko ruszyłam wiosłami, znowu znalazłam się w wodzie Overjoy Ale teoretycznie wiem jak się tym ustrojstwem pływa Wink

  4. miral59 pisze:

    I jeszcze jedno wspomnienie z tego obozu w Borkach, jak na razie ostatnie Pleasure
    Do naszej sztuki (nawet nie pamiętam jej tytułu) muzykę napisał Jasio Sochoń. Na obóz przyjechała ekipa z Polskiego Radia. Chcieli nagrać nasze piosenki. Pierwsze nagranie – głównie mnie było słychać, bo zawsze miałam silny głos. Przesunęli mnie do tyłu, bo nie miał to być mój recital Wink Nowe nagranie i znowu tylko mnie słychać, reszta w formie chórku… W rezultacie stałam dobre parę metrów za grupą i dopiero wtedy brzmiało to jak chór, ale już bez solisty Overjoy Moje dzieci mają to chyba po mnie, bo jak córa dała głos w kościele (ładnych parę lat temu), to trzy rzędy przed nami wręcz się położyło, a pozostali oglądali się, kto tak głośno śpiewa Overjoy Bez mikrofonu, a słychać ją było w całym kościele… Syn ma podobnie, ale jego głos nie jest aż tak głośny. Córka ma silny sopran, syn śpiewa tenorem Pleasure

  5. miral59 pisze:

    I jeszcze o samym Wieśku… Te dwa wiersze pochodzą z tomiku „Witraż wileński”. Jeszcze nie doczytałam go do końca… Mam też drugi – „Podróż na wschód”, ale nie da się czytać dwóch książek na raz. Postaram się wybrać więcej wierszy Wieśka i Wam pokazać. Może w kolejnych wycieraczkach… Muszę przyznać, że niektóre z jego wierszy mnie szokują. Nie znałam go z tej strony. A w sumie… to było tak dawno… Wydaje mi się, że przed wiekami…

    • Wiedźma pisze:

      Dzięki Mirelko za te wspomnienia i wiersze.. Poklon … Ciekawa jestem tych szokujących wierszy! i liczę na ciąg dalszy… 🙂

      • miral59 pisze:

        Dzięki Wiedźminko Pleasure
        Dostałam te książki, to miałam dobry pretekst, żeby zmienić wycieraczkę Wink A ciąg dalszy na pewno będzie… teraz mam z czego wybierać Wink

      • Mania pisze:

        Ja też dziekuję Mirelko ! Piękne wiersze , miłe wspomnienia …

        • miral59 pisze:

          Wiersze piękne, to fakt. Z lat młodości zapamiętałam tylko jeden wiersz Wieśka. Chyba dlatego, że wpisał mi go do pamiętnika Wink Nie tylko on z resztą… Antoś, poeta, którego nazwiska już nie pamiętam (pamiętam za to, że „smalił do mnie cholewki”), też mi napisał w pamiętniku wierszyk. I też go pamiętam. Tylko moim skromnym zdaniem, oba nie mają ze sobą wiele wspólnego. Wiersz Wieśka cytowałam kilka miesięcy temu, a wiersz Antosia…

          jedna ręka
          jedna noga
          to nasze zielone
          a bywają niedziele

          I żebyście mnie pokroili w plasterki, nie mam pojęcia o co mu chodziło Overjoy
          A wspomnienia… każdy z nas je ma. Niektóre są miłe, inne trochę mniej. Jakbyśmy wszyscy zaczęli wspominać, byłoby wiele pięterek. I na pewno wiele z nich byłoby ciekawszych niż moje Pleasure

  6. miral59 pisze:

    Późno już i czas najwyższy mi iść do łóżeczka Spanko
    Miłego dnia Wam życzę Buziaczki

  7. Bożena pisze:


    Czytając te wspomnienia, przypomniała mi się ta stara piosenka.

  8. Bożena pisze:

    Nie wiem co to było, ale dłuższą chwilę nie mogłam wejść na Wyspę. Pondering

  9. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Piękne wspomnienia, nie mam aż takich (w sensie towarzystwa), natomiast na podobnym obozie była swego czasu małżonka. Swoją drogą, wyobrażacie sobie taki obóz współcześnie? Z gwiazdami filmowymi? Podejrzewam, że za udział zażądałyby bajońskich sum.

    Z wierszy zdecydowanie przemawia do mnie pierwszy. Trafia w sedno – alkohol jest tylko wyzwalaczem emocji, słabości, lęków.

    PS. Wczoraj od godziny 23 z minutami do 1:00 w nocy przy próbach wejścia na Wyspę wyświetlał mi się „500 Internal Server Error”, przy czym w szczegółach poniżej była mowa, że napotkano również błąd 503. Dlatego nie zamieściłem barokowej dobranocki.

    • Bożena pisze:

      Z tymi problemami borykałam się od rana. Czasem Wyspa się otwierała, ale częściej nie.
      Co do wierszy, wolę drugi. Nie ze względu na temat, ale nie lubię białych wierszy.

      • Quackie pisze:

        Hm, śmiem podejrzewać, że tylko Mistrz Tetryk by się rozeznał. Albo trzeba by się zwrócić do właścicieli/zarządców serwera z pytaniami.

        Jakby mało było problemów z serwerem Wyspy, u mnie chyba dzisiaj rano prąd się częściowo wyłączył (tzn. jedna faza), miałem po tym niewielki problem z uruchomieniem komputera, ale go rozwiązałem. Tj. mam nadzieję, że rozwiązałem. Na razie chodzi.

    • Quackie pisze:

      Aha, widzę, że pod poprzednim wpisem pomiędzy 22:54 a 2:13 nie ma komentarzy, jeżeli dobrze zauważyłem te godziny?

      Dzień dobry również dla powróconej na Wyspy łono Wiedźmy!

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Kwaku ! ten pierwszy wiersz też do mnie trafia…. 🙂

    • Wiedźma pisze:

      ” pijacki płacz”…. hmmmmm….

  10. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    W nocy chyba dostawca miał jakieś kłopoty techniczne – też nie mogłem wejść po 23-j.
    Miejmy nadzieję, że nie będzie to zdarzać się zbyt często…

  11. Tetryk56 pisze:

    Miral! Nie dziwię się Danielowi O. – tez bym się oglądał, nawet bez potrącenia! Delighted

    • Quackie pisze:

      Mistrzu T., jeżeli komputer w nocy był wyłączony (aczkolwiek podłączony do gniazdka), potem nastąpiła przerwa w dostawie prądu – strzeliły bezpieczniki, a po włączeniu bezpieczników i komputera BIOS zgłosił problem pt.”overclocking error”, co prawda pozostawiając opcję „uruchom, korzystając z ostatnio zapisanych wartości”, co też się i udało – to czy powinienem jeszcze coś sprawdzić, przeskanować, czy też ogólnie mieć na coś baczenie?

    • Bożena pisze:

      Niezła laska z niej, prawda? Też mi się podoba, choć nie jestem facetem Delighted

      • Wiedźma pisze:

        Witaj Poranna – wierzę, że niezła laska! A i jęzorek ma cięty:) Delicious

      • miral59 pisze:

        A tam, laska Worry Zawsze byłam za masywna. Mam grube kości i miałam całą masę mięśni, bo trenowałam co się dało Wink A laski są szczuplutkie i filigranowe Delighted

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Ukratku ! 🙂 Skowronka dopadły kłopoty, na szczęście przejściowe, odezwie się na pewno! 🙂
      Czasem tak jest, że się nie chce gadać, nawet z najmilszymi 🙂

    • miral59 pisze:

      Nie przesadzajmy, aż tak śliczna nie byłam. Jakoś nie tak wielu się za mną oglądało Wink A pan D.O. uważał, że to za nim wszyscy się powinni oglądać Delighted Na pewno, jako aktor jest dobry, ale nie przepadam za nim. Nie lubię zarozumialców Worry

  12. Tetryk56 pisze:

    Miral! Gratulacje – jesteś cytowana!
    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/tatulowe.blog.onet.pl/2014/07/11/opowiesci-o-skunksach-i-ich-strasznej-broni
    Wybacz Tatulowi nieporozumienie – Kneź je już wyprostował Wink

    • Quackie pisze:

      O – też ładne! Muszę zapytać Kumy, czy w Marylandzie też bywają skunksy, czy to nie za daleko na południe dla nich. Szopy i oposy na pewno, ale o skunksach nie słyszałem.

      Edit: nie słyszałem, ale spokojnie mogły się tam pojawić – tu mapka zasięgu z Wiki:

      • miral59 pisze:

        Widocznie w okolicy, w której Kuma mieszka nie ma skunksów. One nie zawsze są w zasięgu występowania. Przemieszczają się i szukają coraz to nowych terenów. Ale wiem, że w niektórych dzielnicach są plagą Amazed Kathy, mieszkająca w Elgin miała pod swoją werandą dwie ich rodziny. Fachowiec, który je wyłapywał doliczył się 11 sztuk!!! Poradził też, żeby cały teren, w miarę możliwości obsypać fusami od kawy, bo ona bardzo dobrze absorbuje ten smród. I faktycznie to działa…
        Jako ciekawostkę mogę dodać, że skunks potrzebuje 10 dni, żeby zebrać w gruczole tą śmierdzącą ciecz. Jest wtedy bezbronny. Tylko najgorzej, że nie da się poznać po oczkach, czy się właśnie „wystrzelał”, czy nie. I tak na wszelki wypadek się go omija Wink To znaczy… on nie jest taki całkiem bezbronny, bo zębiska też ma niezgorsze. Tyle że wszystkim kojarzy się tylko z tym smrodem Pleasure

        • Quackie pisze:

          Hihi. Trzeba by albo wyhodować skunksy modyfikowane genetycznie, żeby na czole miały „wskaźnik naładowania”, albo wynaleźć jakiś wykrywacz, bo ja wiem, na podstawie zapachu, czyli olfaktoryczny? A może mierzący ciepłotę ciała skunksa (jeżeli jest jakaś zależność)? Jestem przekonany, że biolodzy bo już coś tam znaleźli!

          • miral59 pisze:

            Wydaje mi się, że prościej jest go po prostu omijać Wink
            Ale gratuluję pomysłowości Brawo!
            Szczególnie ten „wskaźnik naładowania” na czole mnie rozśmieszył ROTFL

            • Quackie pisze:

              Albo wzdłuż grzbietu i tego paska, co idzie aż do ogona 😉

              • miral59 pisze:

                ROTFL Skunks ma dwa białe paski po obu stronach grzbietu 😉 Masz na myśli taki wskaźnik między nimi? To może prościej byłoby każdemu zamontować datownik użycia tego cuchnącego świństwa. Policzyć dni nie byłoby już tak trudno Wink

    • miral59 pisze:

      Ale szok!!! Faktycznie, całą moją historyjkę wykorzystał Overjoy A Tatulowi nie mam czego wybaczać. Jak się korzysta z kilku blogów, to zawsze coś tam może się pomylić Wink
      Dzięki Kneziu za wyprostowanie Delighted

      • Kneź pisze:

        Nie ma za co, przecież nie można żyć w mylnym błędzie! Wink

        • miral59 pisze:

          Ooooo!!! A to coś nowego!!! Czy może być niemylny błąd? Wink

          • Kneź pisze:

            Zastanawiałem się czy dać cudzysłów, bo to nie mój patent, tylko ś.p. posła Gosiewskiego. Ot, taka „filipinka”, jak twierdził. Happy-Grin Happy-Grin Happy-Grin

            • miral59 pisze:

              Ale faktycznie dobra ROTFL
              Od razu przypomniał mi się inny poseł z tej samej partii, który stwierdził, że teraz będzie „mówił z głowy, czyli z niczego…” Pamiętam jak kwiczałam z tego stwierdzenia Overjoy

            • miral59 pisze:

              Do tego wpisu mogę jeszcze dodać, że mój talent aktorski był mizerny, ale zawsze to była fajna zabawa Pleasure
              Kiedyś na nasze przedstawienie przyszedł wykładowca ze szkoły aktorskiej. Po obejrzeniu występu zaproponował mojej siostrze przyjęcie do tej szkoły bez egzaminu. Powiedział, żeby po maturze zgłosiła się do niego… nie chciała. W sumie z całego zespołu tylko ją wybrał i z tego jestem dumna Happy-Grin

  13. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Przywiozłam deszcz i chłód…. oczy same mi się zamykają z powodu tej zatoki niżowej…. Delighted

  14. Quackie pisze:

    To ja na końcu dodaję coś, co dotyczy wcześniejszej dyskusji – skunks ze wskaźnikiem naładowania 😀 , rysunek znaleziony w sieci, stosownie pokolorowany przez Najjuniora 😀 😀 😀

  15. miral59 pisze:

    Jak tak teraz sobie myślę, to epizody aktorskie są normą w naszej rodzinie Happy-Grin Moi dziadkowie (rodzice ojca) poznali się w teatrzyku amatorskim, a moi rodzice w zespole pieśni i tańca Kurpie Zielone Delighted Czyli jakaś tradycja w rodzinie była. Szkoda, że żadne z nas tego nie kultywowało, a szansę mieliśmy Wink

  16. miral59 pisze:

    Cholerka. Miałam dziś posiedzieć w ogródku. Te chwasty rosną jak na drożdżach Amazed A tu pada i pada… Sad Czyli mam przymusowe lenistwo… Chyba poszukam czegoś do zrobienia w domu, o co nie będzie tak znowu trudno Wink Nie mogę całego dnia spędzić przy komputerze, bo chyba zadek by tego nie wytrzymał Wink

  17. miral59 pisze:

    To może jeszcze coś króciutkiego… To też mi się podoba Pleasure

    w ciszy sklepienia u Piotra i Pawła
    wśród oceanu modlitwy milczącej
    dryfuje okręt z kryształu i światła
    ponad głowami Judaszów klęczących

    przychodzą tutaj od brzasku do zmroku
    z wiarą, że Noe ich weźmie do Arki
    zlęknieni cienia przerażeni kroku
    przed trzecim kurem wychodzą ukradkiem

    • miral59 pisze:

      Muszę przyznać, że tak się przyzwyczaiłam do naszego Ukratka, że to „ukradkiem” wydało mi się jakieś dziwne Overjoy

    • Bożena pisze:

      Ten wierszyk też Szymańskiego?

    • Quackie pisze:

      Ha. Dobrze wyważone proporcje między wizją (naprawdę wspaniałą, a przecież zwięzłą – pierwsza strofa mogłaby swobodnie trafić do podręczników poetyki jako przykład metaforycznego opisu!)a przekazem, jakkolwiek sam przekaz… No cóż, kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień.

      • miral59 pisze:

        Nie znam się na poezji i nie umiem „rozbierać” wiersza na czynniki pierwsze. Wink Czytam to jako laik i trafia do mnie.

      • Wiedźma pisze:

        Nie jest to poeta pełen wiary w ludzi, oj nie 🙁

        • Mania pisze:

          raczej nie jest, ale do mnie wierszyk też trafia Happy

        • miral59 pisze:

          Może nie we wszystkich ludzi ta wiara? A czy Ty, Wiedźminko, masz taką wiarę? Przyznam Ci się, że chociaż patrzę na ludzi z życzliwością i nie zdarza mi się postawić komuś „kozła na czole”, dopóki go nie poznam, nie dowierzam ludziom. Szczególnie jednemu rodzajowi Wink I właśnie o nich Wiesiek pisze… Dlatego dociera to do mnie i rozumiem… Pleasure

  18. Bożena pisze:

    Z tomiku Podróż na Wschód
    Pod Celą Konrada

    w Ostrej Bramie sprzedają Coca-colę
    i różańce z gorzkich łez utkane
    nawet dziwka zmęczona nad ranem
    rzuca spiesznie Pod Twoją Obronę
    blade słońce przez flesze prześwieca
    grzeszne stopy ścierają kamienie –
    czemuż niesiesz tu swoje cierpienie
    wielki człecze końca tysiąclecia
    obok krzyczy reklama McDonald
    i Radisson przepychem kusi –
    czemuż właśnie ból swój nieść musisz
    tu – gdzie cicha czeka Madonna
    jeszcze świat nie rozumie Jej woli
    lecz gdy czasem się przepełni – jak czara
    w mercedesach – samolotach – na kolanach
    przyjdą tutaj zapłakać – że boli

    No to jeszcze jeden z podobnym przekazem.

  19. miral59 pisze:

    To może jeszcze jeden, jak już nam tak dobrze idzie Wink

    nie składajcie rąk do modlitwy
    trzeba klęknąć pośrodku ulicy
    schylić głowę i zawyć z bólu
    wykrzyczeć ile gardło wykrzyczy

    wypluć w oczy kłamstwa historii
    misterniejsze niż Anny wieże
    rzucić w twarz kostkę bruku lub cegłę
    niechaj powie ile może powiedzieć

  20. miral59 pisze:

    Ufff Tired Odziabałam cały ogródek i już nie ma w nim chwastów. Skorzystałam z przerwy między deszczami Happy-Grin Zdążyłam też podwiązać pomidory… Ale zmachałam się równo, bo śpieszyłam się, żeby skończyć przed deszczem Pleasure No i udało się!!! Jeszcze nie pada, chociaż chmury gęstnieją. Teraz tylko skończyć pranie, pojechać na tygodniowe zakupy( Distort ) ugotować obiadek i będę wolna Delighted

    • Quackie pisze:

      Ja z kolei próbuję odchwaścić ostatecznie zlecenie z wiosny, gruntownie już odchwaszczone, więc przepatruję tylko ostatni raz przed wypuszczeniem do klienta.

  21. Bożena pisze:

    A ja mówię zapracowanym dobranoc i znikam do jutra Buziaczki

  22. Tetryk56 pisze:

    A ja się obijałem na rodzinnym grillu – bo w Krakówku przestało padać! 🙂

  23. Wiedźma pisze:

    A ja – napawałam się ciszą mojego domu 🙂

  24. Wiedźma pisze:

    Spanko ?

  25. Quackie pisze:

    W dni meczów tak się zdarza, że się spóźniam. Jutro wszakże finał Mundialu i dni meczowe się skończą.

    A na dobranoc nietypowa historia: chciałem zamieścić dla odmiany jakieś dzieło pani Rosanny Scalfi Marcello, ale okazało się, że na YT nic nie ma. Panna Rosanna śpiewała Wenecjanom z gondoli, aż usłyszał ją szlachetnie urodzony kompozytor i pisarz Benedetto Marcello i de nomine przyjął na uczennicę, a de facto, chociaż w sekrecie, poślubił. Rosanna pochodziła z gminu, więc jej mąż tym samym popełnił mezalians. Niestety, po jego śmierci rodzina Marcello nie uznała roszczeń żony do spadku, i tutaj happy endu brak – Rosanna mimo starań (włącznie z procesem sądowym) nie uzyskała nic z majątku męża.

    A na Wyspie dzisiaj kompozycja pana męża, Benedetto Marcello – Concerto Grosso numer 1. Godny przedstawiciel dojrzałego włoskiego baroku.

    Snów koniecznie z happy endem!

    • Quackie pisze:

      PS. Do spóźnienia dołożyło się i to, że omyłkowo zamknąłem zakładkę z już napisanym a jeszcze nieopublikowanym komentarzem dobranockowym i musiałem pisać od nowa, na szczęście mając go jeszcze świeżo w pamięci. Niby to parę minut na odtworzenie, ale zawsze.

      • Wiedźma pisze:

        Witaj Kwaku ! Na dobry poranek pan Marcello ! Delighted Słowiczy głos i talent oraz, zapewne, urodę miała panna Rosanna 🙂
        Małżeństwo zatem było poniekąd morganatyczne, choć szlachetnie urodzony księciem jednak nie był ….

  26. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Moje przewidywania co do wyniku wczorajszego meczu się sprawdziły. Ciekawa jestem czy dzisiejszy też będzie jak prognozuję i wygrają Niemcy Thinking

  27. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Niech żyje słoneczna niedziela! Fala

  28. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry.. Hi .. z za zbieg okoliczności – w prezencie dostałam płytę pięciu mistrzów baroku – całkiem znanych zresztą 🙂
    Na początek pójdzie haendlowska Wassermusik jako najbardziej rozrywkowa 🙂

  29. Wiedźma pisze:

    A w ogóle – to piękne dzień dobry Wszystkim….. brakuje kilku osób, Kopciuszka zła macocha goni ? A Lord W. skrył się w mroku nocy ?

    • Bożena pisze:

      Witaj Wiedźminko 😀 Niestety w ostatnim czasie jest nas tu mało Weary Pocieszam się jednak myślą, że lato, podróże, pogoda… To wszystko wpływa na niską frekwencję na Wyspie Wink1

  30. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Zaspałem sobie rozkosznie, a tu jeszcze robota czeka, ta, co wczoraj, więc pardon, ale dzisiaj może być mnie mniej na Wyspie.

    • Tetryk56 pisze:

      Ano, przed urlopami trzeba robotę nadgonić… Weary

    • miral59 pisze:

      Ty Zaspałeś Mistrzu Q, a ja chociaż poszłam spać po północy, musiałam wstać o 5 Pleasure Trzeba było zrobić chłopcom śniadanie (sobie oczywiście też), kanapki na drogę (szczególnie, że syn z nami jechał), no i zabrać odpowiednie pojemniki na wiśnie. Moi chłopcy jakoś nie wiedzą co do czego i każdy tylko się na mnie ogląda. Ale to moja wina, bo ich do tego przyzwyczaiłam, więc nie powinnam narzekać Happy-Grin

  31. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Już wyjeżdżamy na kolejne wiśniobranie Delicious
    Miłej niedzieli życzę Buziaczki Dużo słońca i uśmiechu Delighted

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry, wspaniałych wiśni bez wody, lejącej się przez rękawy 😉

      • Wiedźma pisze:

        i pysznych konfitur oraz nalewki 🙂 Zamierzam je zrobic 🙂

      • miral59 pisze:

        Wody w rękawach nie było. Deszcz przestał padać parę godzin przed naszym wyjazdem i chociaż momentami się trochę chmurzyło, ale i tak upał panował nieznośny TooHot! Po tym wyjeździe od razu widać jak był ubrany nasz syn Overjoy Twarz, kark, ręce (od połowy ramion) i nogi (od kolan do kostek) ma w kolorze czerwonym Delighted Jego wina!!! Nie chce z nami jeździć na nasze wycieczki, tylko dom-praca-dom, no i kilka razy w tygodniu szkoła. Nie przebywa na świeżym powietrzu i jest biały jak syn młynarza Wink Bo tylko komputer i komputer. Teraz przynajmniej trochę się opalił… Poradziłam mu tylko czym się powinien wysmarować, żeby za bardzo skóra mu nie zlazła i żeby za długo mu to oparzenie nie dokuczało Pleasure

        • Mania pisze:

          Współczuję synkowi! Weary Miałam tak w Boże Ciało.. W Brzozówce akurat piękna pogoda była więc ubrałam sobie koszulkę bez rękawów;wszystkich przestrzegałam przed oparzeniem a sama spiekła się ślicznie na raczka Sad , ni e trwało długo i oblazłam…. Wink

  32. Tetryk56 pisze:

    I znowu byliśmy na rowerach 🙂
    (coś z zeszłotygodniowych zakupów trzeba było oddać Overjoy )

  33. Mania pisze:

    Dzień dobry ! Melduję się – właśnie lunęło jak z cebra ! A w ogóle to ostatnio pogoda w kratkę ,ale wciąż ciepło , wręcz duszno.. Mam wreszcie zasłużoną przerwę to sobie poczytam Mirelkowe wspomnienia … Miłej niedzieli wszystkim ! Delighted

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry! Co do zdjęć spod poprzedniego wpisu, to w zamyśle miały głównie funkcję dokumentującą pogodę i robiłem je nienowym telefonem, więc bym się w nich specjalnie urody nie doszukiwał 😉 oczywiście poza ponadczasową urodą fotografowanych obiektów.

      • Mania pisze:

        Obiekty piękne ! Mam od zawsze słabość do żaglowców ( wszelakich ! nawet takich malutkich z jednym masztem i tylko grotem i fokiem na nim) co wcale nie przeszkadza mi miłością najwierniejszą darzyć góry ( w ogóle to wychodzi mi na to,że bardzo kochliwa jestem hihi Ashamed )
        I nie ważne ,że telefonem i starym – tego nie widać na szczęście, zjawiska pogodowe wyszły też pięknie ! Roses-are-red

      • miral59 pisze:

        Witaj Mistrzu Q Delighted Każde zdjęcie coś tam dokumentuje, nawet takie zrobione komórką Wink A mistrza poznaje się po tym, że nawet kiepskim aparatem/komórką potrafi zrobić ciekawe zdjęcie Pleasure

    • Bożena pisze:

      A ja przed chwilką wróciłam do domu. Wciąż gorąco, chociaż słoneczko co chwilkę chowa się za chmurką i wiatr się poruszył jest więc znośnie, ale ja i tak jestem spocona. Teraz solidny odpoczynek przy kawce mi się należy… Kawka

  34. Bożena pisze:

    W oczekiwaniu coś na temat…

  35. Tetryk56 pisze:

    Wierszowana publicystyka Bobika – warto zajrzeć:
    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.blog-bobika.eu/?p=1876

  36. Wiedźma pisze:

    Wytrwałym kibicom cześć i lampka na dobranoc 🙂

  37. Quackie pisze:

    Przyrzekam uroczyście, że to ostatni raz w tym roku z powodu meczu piłki nożnej tak się spóźniam z dobranocką. Niestety była dogrywka :/

    Na dobranoc dzisiaj kolejny muzyk z dłuugim nazwiskiem, mianowicie Jean-Joseph Cassanéa de Mondonville, francuski skrzypek i kompozytor. Tworzył muzykę sakralną i opery, a jego dzieło „Titon et l’Aurore” wzbudziło taką zazdrość wśród zwolenników opery włoskiej (w opozycji do stronników opery francuskiej), że imputowali mu, iż w celu nadmuchania frekwencji na premierze obsadził widownię królewskimi żołnierzami.

    Dzisiaj na Wyspie uwertura i prolog do tejże opery – może niekoniecznie na spanie, ale lato… wakacje… poza tym część Wyspiarzy i tak posłucha rano…

    Snów z wyłącznie jednoosobową widownią i broń Boże nie wojskową.

  38. miral59 pisze:

    Wróciliśmy z wiśni już po rozpoczęciu meczu. Małżonek gonił po drogach z taką prędkością, jak rzadko kiedy, żeby tylko zdążyć, a syn z tylnego siedzenia pod powiadał, że na razie 0:0 Overjoy
    Chłopcy przed telewizor, a ja oczywiście do kuchni Wink I to nie dlatego, że lubię… Jakbyśmy tak wszyscy usiedli, to wiśnie mogłyby zacząć puszczać sok. One nie mogą długo stać takie niemyte. Zanim mecz się skończył zdążyłam pomyć je wszystkie (a nazbieraliśmy ok. 30 kg), popakować, część
    zasypałam cukrem, część w torebki do zamrażarki, a z części ugotowałam kompot. Happy-Grin Powiedziałam swoim chłopcom, że teraz siadam i odpoczywam Pleasure

  39. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to nie podobało się nam tam. Owszem sad duży, drzewek masa, ale na początku to nachodziliśmy się szukając na tych drzewkach wiśni. Czułam się jakbym była na grzybach Amazed Jak głupki lataliśmy od drzewa do drzewa i szukali… Na jednym jedna, samotna wisienka, na innym garsteczka… Co prawda mogliśmy pójść do innej, starej części sadu. Ale kobieta, która nam dawała wiaderka na wiśnie powiedziała, że jak poszukamy to powinniśmy gdzieś tam znaleźć jakieś drabiny. Obeszliśmy trochę, ale wolnych drabin nie widzieliśmy. A trudno komuś spod nóg wydzierać drabinę Worry Z ziemi nie dało się tych wiśni zrywać – rosły za wysoko Weary Poza tym, nie wiem co oni zrobili, ale między drzewami nie było trawy, tylko błoto. Chyba ze dwa razy mało nie usiadłam w nie, tak było ślisko. Potem słyszałam jak facet się chwalił, że nie ma trawy, to nie ma komarów. G Tounge-Out prawda. Komary były w drzewach, między liśćmi, i w dużej sadzawce pośrodku sadu…
    I tak jak w Michigan we dwójkę z mężem w pół godziny nazbieraliśmy ponad 20 funtów. Tutaj we trzy osoby, bo jeszcze syn pojechał z nami, co prawda uzbieraliśmy 66 funtów, ale przez ponad 3 godziny. To inna odmiana wiśni i z tego co małżonek wyczytał na stronie tego sadu, nazywa się MONTMORENCY. Nawet nie słyszałam o takiej odmianie Amazed Nie jest tak dobra jak szklanka i kompot z niej też inaczej smakuje. Obiecaliśmy sobie, że więcej na tą plantację nie pojedziemy. Do Michigan lepiej Pleasure

  40. miral59 pisze:

    Oczywiście nie mogę zapomnieć o spotkaniu Happy-Grin Zbierając wiśnie na samym brzegu sadu, zobaczyłam daleko na polu dwa ptaki. Jakieś takie duże mi się wydały. Małżonek orzekł, że to dzikie indyki, których w Wisconsin żyje trochę. Mnie jednak wydawało się, że jak na indyki są za jasne i mają za długie szyje. Oczywiście zrobiłam im zdjęcia Happy-Grin Para żurawi!!! Z czerwoną czapeczką!!! Szkoda, że były tak daleko i zdjęcia są tak niewyraźne Sad Od razy bym je Wam pokazała Delighted
    I chyba tylko to pozwoliło mi zaliczyć ten wyjazd do w miarę udanych Happy-Grin

  41. miral59 pisze:

    Małżonek powiedział mi przed chwilą, że w Michigan zaczyna się sezon na borówkę amerykańską… Po minie widać, że za tydzień chętnie by tam pojechał Wink Ja nie za bardzo… Nie przepadam za tymi borówkami. Wyglądem przypominają nasze leśne jagody. Mają taki sam kształt, tylko są dużo większe. Ale koło naszych, polskich jagód, to nawet nie leżały. Jak dla mnie nie mają ani takiego smaku, ani aromatu. Ot, takie mydło z cukrem Weary I co to za jagody, którymi się człowiek nawet nie wysmaruje?!!! Jak pamiętam z Polski, gdy jechało się na jagody, to brało się jakieś najgorsze ciuchy, bo plam niczym nie dało się odeprać Pleasure A ten smak i aromat!!!! Delicious Po zbieraniu miało się całe usta, zęby i język czarny. Ciemny deseń z rąk usuwało się długotrwałym ręcznym praniem i sokiem z cytryny… Jak wracaliśmy pociągiem z lasu (już przebrani) to każdy wiedział, że byliśmy na jagodach. Nie tylko po wiaderkach i koszykach, ale i po ciemnych obwódkach wokół ust Pleasure A to? Przy zbieraniu nawet się paluszków nie zabrudzi, można się wysmarować od góry do dołu, a każdy proszek (czy płyn) do prania zmyje to bez problemu. To co to za jagody?!!! Conceited No i rośnie toto na krzakach jak porzeczki, z tym że borówka amerykańska osiąga nawet 2,5 metra wysokości a nie wiem czy któreś z porzeczek aż tak wysoko rosną…

    • Mania pisze:

      Mierelko! Tu w Niemczech , gdzie teraz jestem , prawdziwej borówki nie kupisz w ogóle, tylko amerykańska, mają tu mnóstwo plantacji.. Choć i u nas w kraju jest już trochę plantacji borówki amerykańskiej ( przywiezionej w latach 70 do Polski przez prof .Pieniążka , znanego sadownika ,długoletniego dyrektora Instytutu sadownictwa w Skierniewicach, mającego wtedy spore kontrakty za granicą). Przyznam ,że i ja w domu mam 4 krzaki , z czego dwa już pięknie owocują.. Ale mam też tuż za płotem najprawdziwszy las z normalnymi polskimi borówkami zwanymi w Polsce centralnej jagodami…
      Beaten-up

      • Mania pisze:

        Tutaj borówki te zjadane są głównie na surowo, choć rzeczywiście ani smaku ani aromatu nie tylko borówkowego,jaki znamy, ale właściwie jakiegoś specyficznego też nie mają.. Czasem używane są do ciast wtedy, gdy świeże owoce zalewane są galaretką.. 🙂

  42. miral59 pisze:

    Zdałam relację z wyjazdu i już nie muszę włazić na nowe pięterko Wink
    Miłego poniedzielenia się życzę Buziaczki

  43. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Miłego tygodnia, Wyspiarze Happy

  44. Mania pisze:

    Dzień dobry! Piękny ,słoneczny, choć nie za gorący… Po tak męczącej nocy ( bo niby jaka miałaby być jak nie dość ,że musiałam towarzyszyć przed telewizorem to potem wszędzie wokoło szaleńczo i bardzo głośno świętowano – włącznie z fajerwerkami- zwycięstwo niemieckiej drużyny na Maracanie )

    Zyczę Wyspiarzom miłego dnia ! Buziaczki

Skomentuj Tetryk56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)