Cd
No, jestem u siebie, na swoim stanowisku znaczy i trzeba się pomału przygotować. Patrzę w prawo – jeden jest, patrzę w lewo – jest i drugi…. Znaczy – sąsiedzi są. Podnoszę rękę…Zareagowali obaj. Dobrze, można duło załadować.
Teraz sobie poczekam. Naganka poszła już wcześniej… ale nim zwierz ruszy, a dzik taki znowu specjalnie wyrywny wiać nie jest, zanim dojdzie…. Rozglądam się po świecie bożym …. ładnie, kolorowo, spokojnie i cichutko… Zagajniczek sosnowy pod mieszanym starym lasem latem i wczesną jesienią musi być pełen maślaków, a tam dalej, pod starodrzewem pewnie i o prawdziwki łatwo…. Dumam tak sobie i dumam o niczym, wokoło leniwie spoglądam…Ot, tam na skraju zagajnika pod cherlawą dosyć sosenką widać kawałeczek czerwonawego kapelusza muchomora!…A może to nie muchomor tylko wystający z trawy duży rydz bo jakiś taki rudawy nieco?…Rudy, rudy, rudy, rudy rydz, jaka piękna sztuka!!… Jakiego czorta on się rusza, ten rydz!!?? O morduchna twoja! To liszka, mykita!! Ten drab czujniejszy od dzika posłyszał psy i ludzi i pierwszy pryska!! No bratku, pokaż-no ty coś więcej od tego jednego ucha to ja cię zaraz nauczę nogami się nakrywać! Strzelba już już chce podskoczyć do ramienia, kciuk już na bezpieczniku, kiedy nagle uświadamiam sobie że w lufach mam breneki. W ogóle z amunicji mam tylko breneki! Kurza morda! Tom się wybrał!! Trzeba było choć parę śrutowych ładunków wziąć. Ojciec pewnie ma, on zawsze taszczy takie zapasy amunicji, że sam całkiem sporą wojnę by wygrał, ale przecież nie zejdę…No tak, on z szesnastką…I tak inny wagomiar! Nie no, bez idiotycznych pomysłów, ruszyć to ja się mogę na trzy metry w każdą świata stronę i ni piędzi dalej! Teoria.. Albo to raz dalej łaziłem… Ale lepiej poloneza tu nie wodzić!…Zresztą po co mam lisy strzelać…. Futro…Jednej już futro z lisów wystrzelałem…. Druga niech se sama lisów natłucze!!…
Liszka wystawiła cały łebek, zerknęła w jedną, w drugą stronę…
– Kolego, lissss – syczy jak żmija ten z lewej. No, ma syk, na sporą odległość go słyszę!
– Widzę – odpowiadam półgłosem, co wystarcza by rudy złodziejaszek bezszelestnie zniknął jak sen złoty. Słuch to on ma!
Oho, coś się ruszyło! Zaczynam słyszeć oszczek psów (znalazły zwierzynę!), stukanie jakimiś kijami o pnie, nawet kołatka czasami się odzywa… No, zaraz się zacznie.. Na prawo ode mnie stoi ten syn taty kumpla. Wpasował się pod spore drzewko jak amerykański komandos w Wietnamie, prawie go nie widać. Nagle szurnięcie, trzask sucholeży w tym zagajniczku w miejscu gdzie prawie pola dotyka i już czarnieje jedna, druga rozmazana w pędzie smuga!
– BU-DU-DUCHCH!! – grzmi strzelba tego komandosa..
– BU-DU-DUCHCH!!- wali z drugiej lufy…
W wysokiej trawie zaszurgało, skryte w niej do pół potężne cielsko z chybem zjeżonym ze strachu targnęło się z powrotem w gęstwę sosenek i tyleśmy go widzieli! Cała nieliczna wataha zawróciła na nagankę! Cóż, czasem i tak bywa…. Choć rzadko…
– Leżą? – wrzeszczy pytająco do mnie ten dzwoniec radosny wykonując coś na kształt tańca św. Wita z podskokami .- Bo do dwóch strzelałem – dodaje.
– Nie leżą – odpowiadam i zły się robię jak nieszczęście! Strzela lebiega dwa razy do dwu różnych zwierzaków. Chyba mu tłumaczyli, że gdy nie ma pewności że pierwszy strzał położył kabana albo choć go solidnie przez miękkie trzasnął, to wtedy w drugiego się nie bije! Powinien poprawić tego pierwszego. Ja wiem, że on młody myśliwy, bez doświadczenia alem i ja nie sędziwy starzec nad ziejącym chłodem grobem… – Nerwy, nerwy!! Ale jak on młody i nerwowy to może pozwolić mu wzdłuż linii myśliwych strzelać!? Toż on snajper na miarę Zajcewa ponoć – tedy w kogoś w końcu popadnie!!
Sygnał, rozładowanie broni, zezwolenie na zejście ze stanowisk….
… Poleciał tych swoich dzików szukać. Co znalazł? No…. Nie będę się wyrażał. Farby też nie było…
Tylko jedno pędzenie w tym miocie… Dwa strzały, oba chybione… I to tyle całego zawracania głowy! Widać on ubogi, ten miot i był tak tylko na rozgrzewkę. Tedy zmiana i zobaczymy co dalej… Tu nam niezbyt św. Hubert sprzyjał!
Pozmienialiśmy sobie cztery mioty, padło kilka niezłych sztuk. Całkiem niezłych nawet. Ojciec położył dubletem dwa przyzwoite wycinki – bogatemu to i byk się ocieli, a najgłupszym chłopom rodzą się największe kartofle! (Wybacz Tatku alem tak wtedy sobie myślał!) Jego kumpel odyńca pod sto kilo… Dwaj inni też swoje dołożyli …. Przyzwoity wynik jak na paru ludzi… My dwaj – ten Zajcew i ja – bez sukcesów. Trudno, bywa. Troszkę zazdrość człowieka podgryza boć ja nie eremita którego niskie doczesne uczucia ze szczętem odbiegły i ino wzniosłe mu zostały, ja tam te niskie w sobie nieustannie hoduję! Nic, coś w końcu i mnie na strzał wyjdzie.
Wyszło! W drugim pędzeniu w przedostatnim miocie. Stanowisko miałem na przecince leśnej, przed sobą widny las starodrzewem budowany, podszyt prawie żaden, ot, kilka krzaczków rzadziutkich i daleko od siebie rozrzuconych. Patelnia wprost i już! Pięknie cala wataha przedefilowała przed nami. Kanonada od prawego skrzydła jak pod Stalingradem się zaczęła. Najpierw ten najdalszy, następny potem, tuz po nim szesnsnastka mego ojca, inni jak za panią matką pacierz ażem się zląkł że wystrzelają wszystko nim do mnie coś dojdzie… Snajper walnął kabanka wprost cudownie. Dzik padł w ogniu i nawet biegami nie strzepnął. No i ja!!
– Sunie sześć dzików szykiem torowym jak to one zwykły jeden za drugim. Przodem locha, tuz za nią piękne dwa odyńce… .Podrzucam strzelbę do ramienia, prowadzę pierwszego lufami na wysoką komorę jak Pan Bóg przykazał, po półsekundzie przerzucam przed niego i naciskam spust! Potężny kopniak w ramię! Słyszę uderzenie kuli i widzę jak dzik roluje przez łeb, lufy przesuwam na przedostatniego, grzmocę z górnej i po trafieniu pod zwierzem załamują się na raz wszystkie cztery biegi. Dzik pada w miejscu! Leży jak kawał ciemnej skały… Lekko drżącymi palcami wyciągam łuski z luf – stareńki bajkał nie miał eżektora, ekstraktor musiał wystarczyć – ładuję nowe naboje… .Ale już cisza, już nie ma do czego strzelać… Uffff! Spociłem się. I czym, dwoma ruchami? Ale tak już to jest…
Dostał mi się złom… A memu trofeum „ostatni kęs”… Ech, te obyczaje, zwyczaje…przesądy…
Polowanie dobiegło końca… Wróciliśmy do naszej zaprzyjaźnionej leśniczówki, ułożyliśmy pokot, odbębniliśmy zwyczajowe harce i – koledzy-myśliwi wybaczcie – wygłupy… Nastąpiło zwyczajowe gadanie, opowieści, żarty grube i jeszcze grubsze. Poczęły krążyć puchary…
A nasze trofea leżały ciche i coraz zimniejsze… Stanąłem sobie przy moich dwu zwierzakach… W pyskach gałązki świerczyny, rany wlotowe po pociskach takoż świerczyną zakryte….
Po raz nie wiem który pomyślałem, że ja tu wcale nie jestem na miejscu, że mnie tu nie powinno być, że myślistwo nie sprawia mi takiej przyjemności jak innym…
Mój ojciec polował bo polował jego ojciec, a ojciec tego ojca też tak jak i tamtego ojca ojciec polował. Na tej zasadzie i mnie przyszło po lasach do zwierzyny strzelać ale mnie to specjalnie nie odpowiadało, drażnił mnie ten cały ceremoniał, te zbędne wg mnie gesty, dziwne tradycje, obyczaje, zachowania… Jeszcze polowania indywidualne, kameralne takie… Tu inaczej wszystko wygląda i przebiega… Ale te zbiorowe…. Jeśli już muszę czy chcę polować to powinienem robić to tak jak lubię… Lub prawie lubię, a nie w tłumie choćby on parę osób tylko liczył. Tłum występuje niezależnie od liczby zgromadzonych. Czasem wystarczą trzy osoby by się w nim poczuć! Nie lubię takich spędów….
No i te gesty pod adresem łupów… Nazywa się je „szacunkiem okazywanym zwierzynie.” Twierdzę że to sztuczne, że dorabia się jakąś filozofię do prozaicznego w gruncie rzeczy zajęcia, że ma to być usprawiedliwienie zabijania… Co tu usprawiedliwiać… Człowiek jest drapieżnikiem, żyje dzięki śmierci niezliczonych zwierząt i jest tak od praczasów, nic się nie zmieniło… No, może to, że dziś już nie musi sam własnoręcznie zabijać zwierząt by przeżyć. Zrobią to za niego inni, ale to on w końcu pożre dziczą szynkę, udko kurczęcia, wieprzową kiełbasę, filet z pstrąga. Zatem zabijanie by żyć powinno być dla nas normalne… Po co zatem udziwniać ten proceder… Polowanie wywołuje dreszcz emocji. I to niemały! On powinien wystarczyć,.. No i po raz kolejny pytam – na cholerę te trąbki, rogi, apele, pokoty… głupie kapelusze:(
Ojciec odszedł…… Nie było już komu sprawiać przyjemności towarzyszeniem mu na polowaniu… a i mnie zdrowie zdechło…. Przestałem polować…. To już tyle lat….




Taaak…Dawno to było!
Ech, czyta się, jakby się tam było.
Rozumiem, że lisa kulą (breneka) położyć można, ale wtedy celowość polowania psu na budę się zda, bo z futra niewiele zostanie?
Ta zasada, że jak z pierwszym nie ma pewności, to drugiego się nie bije, to dla własnego bezpieczeństwa? Żeby ten pierwszy kiepskiego strzelca (albo kolegi) nie dorwał?
Puenta o tej filozofii – przejmująca. Chociaż jakby tak się zastanowić, to jedyna sensowna funkcja myślistwa obecnie i w naszym kraju, to odstraszanie, żeby zwierzyna w szkodę nie wchodziła (dziki, jelenie, wilki, lisy) – chyba że są lepsze sposoby? – i ewentualnie kontrola osobników tak czy inaczej zdeformowanych (szydlarze). Dostarczanie dziczyzny do restauracji i na prywatne stoły to już całkiem poboczna funkcja. Innych nie widzę, poza skanalizowanym instynktem drapieżcy i być może odreagowywaniem tysiącleci frustracji, kiedy człowiek nie mógł za dużo zrobić zwierzakowi wyżerającemu mu plony albo inwentarz.
Gdzieś mi odpowiedź polazła!: )
Dziękuję: )
Położyć można, każde zwierzę tym można, ale zostanie z lisa jeno ogon,łeb i łapy!: )
Ta zasada to po to by zbytecznie nie kaleczyć zwierzyny. Powiedzmy że ktoś zdecydowany jest strzelić jak najwięcej, no to nieetyczny myśliwy będzie walił do wszystkiego co widzi niepotrzebnie raniąc zwierza. Później za postrzałkiem trzeba iść z najmniej jednym psem żeby ranne zwierzę dobić. Zwierz niepotrzebnie się męczy a i ludzie namordują się jak dzicy i niebezpiecznie być może. Chcesz upolować – bardzo proszę – ale z głową na karku!
Selekcjonowanie to niełatwa sztuka i mozolna bardzo bo tu trzeba iść na upatrzonego. Trzeba otropić zwierzynę, dokładnie rozpoznać i dopiero odstrzelić. Są specjalne przepisy to regulujące i zajmują się tym jedynie prawdziwie wytrawni myśliwi o dużej wiedzy i doświadczeniu. Trzeba też mieć stosowne uprawnienia.
Odstraszanie, Quacku, jest nieskuteczne. Dziś od kartofli odstraszysz cztery dziki, a jutro dziesięć pod nieobecność człowieka pole zbuchtuje. Za szkody się zwyczajnie płaci.
Aha, jeszcze to – tak, pozyskiwanie dziczyzny jest dozwolone jedynie w trakcie legalnego polowania. Wszystko inne to kłusownictwo, za wyjątkiem sztuk pochodzących z zamkniętych hodowli oczywiście.
No właśnie tak mi się skojarzyło z tymi zamkniętymi hodowlami, że na Kaszubach widziałem świniodziki w przydomowych zagrodach, na ubój do restauracji, najśmieszniejsze, że nikt nie kontrolował specjalnie, jak one się rozmnażały, które z którym, więc proporcje świni do dzika były różne u różnych egzemplarzy. A smak mięsa i tak zależy przecież w dużej mierze od diety, jestem przekonany, że dzik złapany/ hodowany od małego w niewoli i zarżnięty na mięso nie będzie smakował tak jak ustrzelony w lesie, „z wolnej stopy”.
Och nie, nie będzie! Bardzo dużo zależy od diety właśnie. Dobre mięso jest ze zwierzyny karmiącej się różnorodnie, pochodzącej z lasów bogatych w różne dzicze przysmaki. Czarny zwierz jest wszystkożerny, mięsem też nie pogardzi. Najbardziej lubi rośliny o miękkich korzeniach, ale i żołędzie, buczynę, kukurydzę… Czegóż on nie lubi… Właściwie nie żre tylko drewna: )))
To dobrze, boby się korniki obraziły!
Na śmierć!: ))
Hmmm….. Senatorze, ten cały rytuał jest po to właśnie, żeby nie czuć się nagim drapieżnikiem ? A może to echo dawnych wierzeń i hołdów składanych leśnym bóstwom ?
Troszkę tego i tego, Wiedźmineczko, ale tak ogólnie to taka Cepelia. Raz na ludowo, raz chlebem i solą, raz z pańska…. Swoi już troszkę mają tego dosyć, a dla myśliwych zza granicy to egzotyka. Oni u siebie skrócili to pajacowanie do minimum!
Dobrze, że nie czekałeś z ciągiem dalszym aż wrażenia z bliższego się zatrą. Dzięki temu mam w głowie ciągłość opowiadalniczą.

Czytałam wczoraj, inni wcześniej nieco, ale nie dawno temu. Powinnam stwierdzić raczej, że słuchałam, bo Ciebie, Mistrzu Incinatusie, bardziej słucham niż czytam.
Ooo. Znakomite spostrzeżenie! Tak, tej gawędy się niemal słucha, mimo że napisana.
To jest najprawdziwsza prawda i niepowtarzalny klimat Senatorowych opowieści :)…. żeby nie napisał znowu, że o szczegółach mówi
Mie rozpiera jak tego szczura na ołtarzu!: )))
To może ja kolejne wspomnienia Jasmineczko – jeżeli je napiszę – będę zaczynać od: posłuchajcie.
O, i tak się rodzi nowa, świecka tradycja!
Na masz, znowu przeze mnie!!: ))
Nawet jeśli tak nie zaczniesz to z rozdziawionymi gębusiami słuchać będziem.
: ) Tak po prawdzie, to ja okropny gaduła jestem!
Choć nie jestem wielbicielką polowań, przeczytałam wspomnienia z zainteresowaniem. Jednym tchem. Pięknie opisujesz Senatorze.
Ale mam pytanie – co to jest eżektor? To jakiś pojazd?
Za http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/slowniklowiecki.pl/definicja/1341,ezektor
eżektor – wyrzutnik łusek w myśliwskiej broni łamanej. Ma na celu samoczynne wyrzucenie łusek z komory nabojowej w momencie złamania broni. Ułatwia bardzo szybkie przeładowanie broni.
Też nie wiedziałam i musiałam sprawdzić co to. 🙂
Dziękuję Jasminko, nie przyszło mi do głowy, żeby to sprawdzać. Myślałam, że to w myśliwskiej gwarze.
Na literę e spodobało mi się eksterier. To nie jest wbrew pozorom, jak nazwa wskazuje, były terier.

eksterier psa to wygląd zewnętrzny psa. Zgadniesz jak nie wiesz?
O! I już jestem mądrzejsza 😀
Ja też.
Kiedyś, tak jak Wiedźminka i Bożenka, strzelałam z karabinka sportowego, w dodatku celnie. 😉 Jakoś jednak nie przyszło mi wtedy do głowy żeby dowiedzieć się czegoś więcej na temat broni. Teraz, dzięki Senatorowi, mam okazję to nadrobić. 😆
Tak jak wymieniony przez Senatora ekstraktor to wcale nie jest były traktor (np. przebudowany na sportowy samochód).
Ekstraktor skojarzył mi się stomatologicznie, czyli blisko byłam.
Jednak dodam, coby mi się utrwaliło. 😆
Ekstraktor jest to mechanizm który po złamaniu broni wysuwa jedynie naboje z komór na wysokość umożliwiającą wyjęcie wystrzelonej łuski lub niewystrzelonego naboju.
PS: Swoją szosą ciekawie by wyglądał traktor przerobiony na samochód wyścigowy. 😆
A eżektor jest taki mądry, że wystrzeloną łuskę wyrzuci, a nabój niewystrzelony tylko wysunie!: ))
I nie ma w nim żadnego czipa!!!: )))
Coś podobnego? Wykorzystuje różnicę w wadze?
Wyrzutnik wyrzuca łuskę całkowicie, ale ekstraktor (bo ten też jest!) tylko wysuwa. Rozumiesz – dwa w jednym. Broń ma i eżektor i ekstraktor!! Ale o tym zwykle się nie mówi. Stwierdza się, że broń ma eżektor lub go nie ma. Wyrzutnik w takiej broni można wyłączyć. To ustrojstwo jest tylko mechaniczne, ale wagi tam nie ma.Tam są sprężyny, popychacze, krzywki, przerywacze – jednym słowem wynalazki samego szatana. Nigdy nie rozbierałem broni do imentu to choć i wiem jak działa ale najmniejszych elementów nigdy nie widziałem.
Touche!!: )))))))))))))))))
Jaśminko…. psiarze od wystaw to wiedzą….. To też jest cała sztuka 🙂
Na szczęście istnieją słowniki i nie będąc można sprawdzić. Jeśli ktoś ciekaw.
A ja znalazłam taki ekstraktor:
Oczywiście nie o taki tu chodziło
:)) Już Ci inni odpowiedzieli Bożenko: )
Tak, teraz rozumiem 😀
I ja tam byłam… Przez chwil kilka..
Czytając Twój opis, takie właśnie miałam wrażenie.
Czy na Incitatusie zakończyła się rodzinna tradycja polowań??
Bo nigdy nie wspominałeś by Synowie za strzelby łapali:)
Mogłabym wygodnie usiąść, w moim bujaku, przy kominku Rumaka, który pyk/pyk/ając fajeczkę, jeszcze niejedno ciekawe wspomnienie – opowiedziałby 😀
Aaa.. kiedy kolejne wspomnienie?? No nie, żebym już Mistrza I.
przyduszała, przymuszała itd. itp. do pisania natenatychmiast, co to to nie, ale może coś tam w szanownej.. już kiełkuje ??
Matuchno, jak ja lubię gdy mnie chwalą!: )))
Hmmm, wspomnienia…. Wędkarskie były, łowieckie też….Może z coś z lasów i pól!?
Jak najbardziej!! Prosiemy, prosiemy Sz. Incitatusa coby wydobył z zakamarków pamięci kolejne wspomnienia i nam opowiedział. 😀
PS W zanadrzu masz jeszcze opowieści Taty 😀
O!! Ojca? O tym nie pomyślałem. Jeszcze i dziadków…
PS Synowie to jakoś się nie przymierzają do strzelb, ale Kuba podpytuje. Może on?
I kto z nim pojedzie na pierwsze polowanie?? 🙂
PS O widzisz, jeszcze dziadków..
Kto? No, zobaczymy!: ) Szwagier nadal poluje.
Aha, dziadków… No, sporo z ich opowieści pamiętam..
No widzisz, Ty pamiętasz opowiadania dziadków, a ja swoich prawie nie znałam 🙁 Zmarli gdy jeszcze byłam mocno smarkata.
Moi umarli długo przed moim urodzeniem, więc nawet nie miałam możliwości ich poznać… 🙁
Dziewczyny, przecież to ani moja wina ani zasługa!
Jasne, mnie jest tylko żal z tego powodu
Senatorze….. jasne, że łowienie ryb nie jest porównywalne z polowaniem, bo ryba, mimo chytrych sztuczek, może zwyczajnie nie wziąć przynęty…..ale istota rzezcy pozostaje bez zmian : łowię cię, żeby zjeść…. 🙂
Tak, Wiedźmineczko, zbieranie pokarmu, łowienie go w wodzie, ubijanie w lesie i na polu… Samo życie: )
Aha, muszę zapytać 😀 czy ten komandos, dzwoniec – Zajcew.. co to radośnie 😉 wykonał coś na kształt tańca św. Wita z podskokami, poluje?? Spotkaliście się kiedyś jeszcze? 😀
Raz jeden jedyny go wtedy spotkałem. Po jakimś czasie ktoś o nim wspomniał. Podobno wyrobił się na świetnego myśliwego!
Miał chłopak zapał…
Miał. I dobrze strzelał tylko gorączkował się okrutnie na początku, a to nie pomaga. Też początkowo najpierw Panu Bogu w okno częściej trafiałem niż zwierzynę!: )
Aa, czy ćwiczyłeś może na strzelnicy, „do sylwetki biegnącego dzika” albo i inaczej?
Owszem, ale to zupełnie inna bajka, Quacku. Wiesz – blaszana sylwetka i kulochwyty strzelnicy to nie żywy zwierz i las czy pole.
No, pewnie, ale może chociaż trochę przygotowuje, w sensie tych szczegółów, jak pisałeś, prowadzenie lufami, wyprzedzenie, strzał.
Pewnie że pomaga, to nie ma nawet dwóch zdań… Po pewnym czasie wywołuje pewien automatyzm ruchów i doskonale pozwala poprawiać złożenie się do strzału. Widać wszystkie błędy i niedociągnięcia sylwetki, ustawienia stóp, właściwego przesunięcia środka ciężkości. Ja początkowo strzelałem ze strzelby jak z karabinu, dopiero po poprawkach i uwagach z ust innych myśliwych przyjąłem powoli sylwetkę pozwalającą stabilnie operować ciężką i jednak solidnie kopiącą bronią. Zacząłem naprawdę mocno przyciskać kolbę do dołka strzeleckiego, płynnie ustawiać broń, obracać się nie tylko barkami i ramionami za ruchomym celem ale także wykorzystywać ruch bioder…. Sporo tych drobiazgów jest…!
No właśnie, to są takie szczegóły, które jakby chcieć opisywać w podręczniku, to człowiek zgłupieje, próbując o wszystkim naraz pamiętać. Trzeba to przećwiczyć do tego stopnia, żeby przynajmniej część (jeżeli nie całość) człowiek robił automatycznie, to wtedy można szlifować szczegóły.
Z zachowanie wszelkich proporcji i różnic pomiędzy tymi aktywnościami – w sierpniu w Powidzu pierwszy raz od dłuższego czasu wsiadłem na deskę windsurfingową, ale stare nawyki dotyczące postawy wróciły po paru minutach i można było śmigać (znaczy jak był wiatr). Sobie przypomniałem, co nogi, a co biodra, a barki i ramiona, a bom trzeba trzymać tak, a nie inaczej, itd.
Ot, to! Ten automatyzm zostaje. Pewnie, że gdy człowiek długo rdzewieje to część umiejętności jakoś niepostrzeżenie się zatraca, ale po krótkim czasie sama wraca, bez nawoływania.
Idę se… leniwe robić
Na szczęście leniwe nie są bardzo pracowite.
A po zjedzeniu tychże leniwych.. robię się jeszcze bardziej leniwa i o zgrozo (!!!) cięższa
Najgorsze w tym wszystkim jest to, co kiedyś dobitnie narysował Jim Davies, ten od kota Garfielda (niechcemisie szukać rysunku): Garfield waży hamburgera, powiedzmy, że wychodzi mu 400 gramów, zjada go, po czym wchodzi na wagę, a waga pokazuje, że utył 5 kg. I gdzie tu prawo zachowania masy, się pytam?
Nie wspomniałeś, że popił go 5-cioma litrami piwa…
A mi się chce…
To Garfield pije piwo??!? Wydawało mi się, że tylko kawę i colę?
Ja nie pamiętam, ale myślę, że cola gorsza od piwa 😀 Mimo, że głowa na drugi dzień nie pęka w szwach 😉
DzieńDobry :))) Strzelę sobie byka !!! Hóraaaaaaaaaaaa !
Ale byk!!! Dzień dobry
Staaateczkuuu!! Strzelanie byków zarezerwowane dla Prezydenta!! Ponoć 😀
Ja tam bezbronna jestem i tylko kolekcjonuję byki
Dzień dobry. A może w ogóle „Chóra!”?
Cześć Stateczku: )))
Może na corridzie?: )
Witajcie!
Senatorze, kiedy wreszcie się spotkamy, będę podwójnie szczęśliwy: i dlatego, że się spotykamy, i dlatego, że nie jestem dzikiem!
Opowieść robi wrażenie – jak zresztą wszystkie twoje gawędy. Z tym zasłuchaniem to fakt.
Jesteś bardzo uprzejmy, dziękuję: ) Prawdę powiedzieć to ja chyba znacznie lepiej gadam niż piszę!
Dobra, dobra… 😀
A jeśli tak Pan myślisz, to nagrywaj swoje gawędy, o!
No. Taka gawęda, nagrana i umieszczona w sieci, się nazywa fachowo podcast. Może łatwiej ją nagrać, ale trudniej jednak poprawić, jak się człek przejęzyczy, bo to trzeba montować i takie tam.
To nie dla mnie, taka gawęda musiałaby mieć jakiś plan, konstrukcję, a ja jestem improwizator: )
Hem, musiałbyś spróbować, jak Ci wychodzi improwizacja do mikrofonu (niektórzy na sam widok czują tremę). Poza tym, że większość ludzkości uważa własny nagrany głos za idiotycznie brzmiący (niezależnie od wypowiadanych treści), to wszystko mogłoby być całkiem w porządku!
Ale można 😀 To byłaby dopiero frajda – słuchać 😀
To se pogadamy, dobra?: ))
Jasne. Na uszko
Tyż!!
A można nagrywać podcasty zbiorowo, znajomy z kolegami (dwoma, czasem trzema) nagrywa całe fachowe dyskusje nt. sportu, w tym osobliwie piłki nożnej. Fajnie wychodzą takie podwieczorki przy mikrofonie, jak się dobrze dobierze rozmówców.
Czas na mnie. Się pożegnam życząc dobrej nocy.
Do jutra Kochani.
PS: Tak wcześnie, bo nie najlepiej się czuję i muszę na czas jakiś przyjąć pozycję horyzontalną. Nic to.
Zdrowiej Jasminko co rychlej a śpij spokojnie, spokojnie, spokojnie…: )
Dobranoc 😀
Dobranoc: ))
No, na mnie już też pora spać. Mam nadzieję, że nie przyśnią mi się dziki: )
Dobranoc: )))
…bo mogłyby wziąć odwet! Dobrej nocy.
Właśnie!
Życzenie się spełniło, spałem nieźle.
A zaś ja idę zaraz kręcić. Zobaczymy, ile mi to dzisiaj zajmie czasu.
No i Towarzystwo się rozleciało 🙂 To i na mnie czas 😀
Dobrej nocy wszystkim życzę, a Ty Jasminko niech Ci się nie zachciewa chorować!!!
Popieram…. niech Jaśminka się nie waży chorować 🙂
Ach, jak miło czytać gawędę i pogwarki, gdy się wreszcie
. a za oknem wieje i leje:)
wróciło do domu….
Ami, spanielka(!) odmówiła wyjścia z autka wprost w kałużę ….. widział to kto ???
Może kałuża za płytka? A może żadnej ustrzelonej kaczki nie wypatrzyła? Spaniele zdaje się aportują ptactwo z wody?
Świetnie to robią, to są przecież psy myśliwskie. Znakomicie sprawiają się także jako płochacze.
To ja dzisiaj zrobię tak – na razie dokleję dobranockę, a jakby tak ktoś coś jeszcze dzisiaj, a bym zauważył, to umawiamy się, że to było potem.
Dzisiaj kontynuuję temat muzyki filmowej. Mniej więcej z tych samych czasów, co wczorajszy film – wielka holyłódzka produkcja, dwóch facetów podróżujących razem w poszukiwaniu siebie, łzy wzruszenia i świetna rola Dustina Hoffmana. „Rain Man”, z muzyką Hansa Zimmera. Miałem to jeszcze nagrane na magnetofonowej kasecie! Snów o znajdowaniu siebie życzę!
To była rzeczywiście znakomita rola Hoffmana ! i świetny film 🙂
Przeczytałem, byłem wkurzony i zakończenie wzbudziło we mnie pełen szacun, kłaniam się nisko Senatorze. Ja też pochodzę z łowieckiej rodziny, od prapra wszyscy polowali, mam nawet na ścianach rogi jakiś antylop, po dziaduniu, co to przed wojną panie w Afryce nawet polował, ale ja miękki jestem, nie przystaję do tej szurniętej na punkcie mordowania zwierząt rodzinki. Człowieka, to i owszem utrupił bym bez mrugnięcia okiem, zwłaszcza takiego co krzywdzi zwierzęta, ale zwierzaka w życiu !!! Nie jestem hipokrytą, ani jakimś świrniętym ekomaniakiem, żrę mięso, ale sam nie zabiję nawet durnej kury, choć próbowałem, cała wiocha turlała się ze śmiechu, no nie mogę i nie chcę. Ale chętnie zapolowałbym na myśliwych, dałbym im do łapy nóż, albo dwa, na wzór fajek dzika, a sam zasiadłbym na ambonie ze sztucerem załadowanym brenekami, bardzo wyrównana walka psiakrew.
Dzień dobry
Miśku, masz moje usposobienie. Wypada mi się tylko podpisać pod Twoimi słowami
Z tym, że dla człowieka też miałabym litosierdzie. Niestety, serce mam z wosku 
Tak to już jest Misiu, jedni polują i tych ludzie czasami nazywają mordercami zwierząt, inni rażą codziennie prądem setki tysięcy namoczonych najpierw w słonej wodzie brojlerów i tych mordercami nikt nie nazywa. Ja nie piszę tego by bronić myśliwych czy mieszać z błotem rzeźników – są to bowiem rzeczy nieporównywalne… ale musisz pamiętać, że kula zabija momentalnie, to jest ułamek sekundy: istniejesz, nie istniejesz. I już. Zwierzę ginie szybciej niż przeczytałeś te trzy pogrubione słowa.
Co innego zabić, a co innego znęcać się. Ja bym długo i nielitościwie dręczył łajdaka trzymającego na krótkim łańcuchu wiecznie głodnego i spragnionego psa, który marznie straszliwie zimą i wręcz gotuje się w letnim upale. Nieszczęście zwierząt jest tam, gdzie są ludzie-potwory! Nie myśliwi.
To o psach, przyznaję rację. Ale czy śmierć od kuli jest taka natychmiastowa? A jeśli zwierzę jest tylko postrzelone? Widzę też jeszcze jedną różnicę między myśliwym a rzeźnikiem: Rzeźnik zabija, bo to jego zawód a ludzie potrzebują mięsa. Myśliwy zabija, bo to jest jego hobby.
Oprócz tego do rzeźni trafiają zwierzęta hodowane na mięso, a w lesie zabija się zwierzęta wolne. Nie znaczy jednak, że mi tych hodowlanych nie żal, ale nie widzę wyboru. Zwierzęta też zabijają żeby żyć, ale nie dla przyjemności.
Witaj Bożenko: )))
Nie zmienimy świata, nie naprawimy ludzi….Sztuka polega na tym by samemu nikogo nie skrzywdzić. Dlatego już nie poluję…i nie chodzi tu o możliwość zranienia zwierzęcia, bo wierz mi – śmierć od kuli jest natychmiastowa – ale o to, że już nie muszę. Robiłem to właściwie dla Ojca, jemu tak bardzo zależało bym z nim jeździł.
A wracając do śmierci od kuli – zabija szok i tzw. kanał chwilowy, potężna dziura powstająca wskutek przejścia pocisku przez tkanki. Wyobraź sobie, że pocisk wagomiaru 12 (mego starego boka) ma kaliber 18,5 mm (nowy kałach 5.45 mm!) a wybija kanał chwilowy o średnicy prawie 20 cm!! O tyle przesuwają się względem siebie organy wewnętrzne. Nie trzeba czekać aż stanie przebite kulą serce, po takim postrzale w ułamku sekundy przestaje funkcjonować wszystko!
Witaj Senatorze
To dlaczego czytałam o postrzelonej zwierzynie, którą trzeba było tropić żeby dobić? Czy to można wsadzić między bajki?
Chwali Ci się to, że jeździłeś tam tylko dla Ojca. Byłeś dobrym Synem.
Bożenko, nie każdy strzał trafia i nie każdy postrzał zabija. Nie znam statystyk, chyba nikt takich nie prowadzi, jaka część strzałów na polowaniach jest śmiertelna, a jaka nie. Są przypadki, że zwierzyna zostaje jedynie postrzelona i wtedy trzeba ją koniecznie odszukać i dobić, zdarza się też, że postrzałek odnaleziony nie zostanie…Cóż, tak to już bywa. W naturze też nie każdy atak drapieżnika jest śmiertelny, niektóre kończą się jedynie zranieniem ofiary. Wędkując często łowimy ryby z bliznami po zębach szczupaków lub sandaczy.
Niestety, natura bywa okrutna. Jednak ja bym nie chciała dokładać ręki do tego okrucieństwa.
Dzień dobry 😀 I poczytałam ciekawe rozmówki, niestety praca mnie goni 🙁
Dzień dobry:))))
Dzień dobry. „W rejonie Zatoki Gdańskiej możliwe burze”, powiedział redaktor Mann w radiu. W drugiej połowie października??? Niemożliwe!
Witaj. Możliwe. Świat zwariował!
To ja wysiadam.
Ze świata?? Nie da rady, zbyt szybko gna!: )
Też to słyszałam. Wszystko jest możliwe…
Dzień niech będzie dobry.
Niech będzie
To się zobaczy.
Amen!: ))
Dzień dobry ! 🙂 Słoneczko i……
piosenka dla zmęczonych… ale weekend tuż. 🙂
Witaj Wiedźminko.

AMJ przyszła mi na myśl wcześniej, ale wystraszyłam się Senatorskiej reakcji, że piszczka zapodaję.
Witam: ))) Tak po prawdzie to ona nie piszczy specjalnie, a sapie, stęka i pojękuje!
Witaj Senatorze.

A ja lubię jej słuchać, ale przekonywała nie będę do, bo, albowiem, ponieważ…
Ja jej nie cierpię gdyż, ależ, z powodu, oraz, i….
Wszyscy wiemy, Senatorze, że człek z Ciebie dobrotliwy; do rany przyłóż i nawet gangreny nie dostaniesz ! Tedym odważnie zapodała…… choc po KIG – u mam niejasne poczucie, że nic nie wiem i nic nie rozumiem
… znaczy : nie nadążam…… Kozacy są szybsi 🙂
Wiedźmineczko, kiedyś przyszło posłuchać rodzącej kobiety, nie celowo, ale drzwi były cienkie okrutnie, takie z dykty w tej porodówce i teraz ile razy tej Pani słucham tyle razy tamto wspomnienie mi wraca!: (
Wyrazy współczucia , Senatorze….. wyobraźnię masz ogromną 🙂 mnie się ta pani wydaje subtelna 🙂
Eeeee….
To właśnie miałem na myśli. Z rzeczy bardziej pocieszających – jest pomysł na nowego I.L., nawet dość kompletny, od początku do końca, może jeszcze parę detali wymaga domyślenia, no i całość – napisania. Tak myślę, że w ciągu paru dni się powinienem wyrobić.
Znakomicie… 🙂 będę trzymała kciuki, żeby Cię nie przywaliła góra pracy 🙂 … choć braku tejże Ci nie życzę:)
Się podpinam do całości wypowiedzi
Fenomenalnie!! Tylko nie wysyłaj Pana Ignacego na wojnę, dosyć już swędu prochu!: )
Nie. Raczej do obory, z zupełnie innym aromatem.
Jako inseminatora?? Quackie, bój się Boga, co nasze Panie na to powiedzą!!
No nie, Senatorze, podstępnie działasz !
Kiedy nasz ulubiony Autor jakiś taki dziś podenerwowany, bardzo radykalne sądy wyraża, to i gotów Pana Ignacego w tej oborze do roboty zagonić!
różne rzeczy bywają do zrobienia w oborze 🙂 wprawdzie brak mi doświadczenia, ale chyba nie tylko na inseminacji rzecz polega ? :
A może i nie tylko…Ale jak się nam Mistrz rozpędzi?? Lepiej na zimne dmuchać!!
DOBIĆ BABĘ, NIECH SIĘ PRZESTANIE MĘCZYĆ!!!!
Witaj Senatorze…. tego się obawiałam: że krytyka będzie ostra! Nie mogę jednak ulegać presji ….
…. taka też może śpiewać
Witaj Wiedźmineczko: )))
Śpiewać każdy może, ja wiem…Ale czy ta Pani akurat musi?
Jedyna nadzieja w Miśku, żądny jest zabić jakiegoś człowieka! Jeśli to jej zrobi gotów jestem pomóc mu ją wypchać!!
iiiiiiiii…… a wystarczy nie odsłuchać i po bólu 🙂
Wystarczy….wystarczy….Kiedy ja ciekawski jestem i sprawdzam za każdym razem czy bóle porodowe już ją choć na jakiś czas puściły!: (
Popatrz Pan
….. ja tam całkiem inaczej pamiętam porodówkę i mniej melodyjnie i znacznie głośniej…. ale to pewnie z powodu tych drzwi ?
Ja tam byłem raz i dość!!
A wiesz, Wiedźminko, że też pomyślałem o tej piosence…
W następną niedzielę wracamy do ” zimowego czasu”…. 🙂 i to tylko na 5 miesięcy….
Jedyna możliwość, żeby cofnąć czas
ciągle ” ulepszamy” ten świat ….
Taaa… i co, widać jakieś postępy? Bo mnie się nie wydaje…
Odwieczne „za moich czasów to…” Wszystko już było a świat się w kółko kręci…
Powinni wycofać się z tego pomysłu.
Bardziej ogólnie było, o ulepszaniu świata.

A co do letniego to napisane jest, że trza być zimnym albo gorącym.
łeeee…. trza to być sobą ?:)
DzińDybry:)) Wsio pławiot, skazał Pantarejew :)))
Witaj Stateczku.

Gdy się wystarczająco cierpliwie siedzi nad brzegiem rzeki to się doczeka aż ciało wroga przypłynie.
Nawet pod prąd ??? Bożenko :))))
Nawet pod prąd ??? Pachnąca :))))
Nawet, tylko trzeba czekać cierpliwie.
Co w sercu to… pod palcami.
Bo dzisiaj jesteś konkretna i przekorna Jaśminko 🙂
Walnęła stakanczika dla kurażu, nic innego!: )))
Witaj Jasminko: ))) Tak jest, tak mówią Chińczycy, a to naród nad wyraz spokojny. Podobno widok zdenerwowanego Chińczyka jest ostatnim jaki Europejczyk niesie z doczesności w zaświaty!
Cześć Stateczku: )) To ten od rzeki??
Taki radziecki uczony, Heraklit Heraklitowicz Pantarejew :)))
I papa też Heraklit! No no!: ))
Dzień dobry :)Pogoda mogłaby się wreszcie zdecydować, teraz mam za oknem jednocześnie słońce i deszcz, do tego wieje, że głowę urywa, oby do zimy 🙂
Witaj Misku
🙂 a Harpie zahibernowałeś ? Tęskno nam za nimi 🙂
No proszę, prawie razem!!
Czasem się zgadzamy !
Ototototo, Wiedźminko
Za Harpiami tęskno i ciekawość zjada, co to też będzie dalej
Pan Ignacy zapowiedziany na „za kilka dni”
Byłby komplet 
Cześć Misiu: ))) By Ty tak Harpie….,co?
Całkiem jak u nas! Zapowiadanej burzy jeszcze nie było, ale deszcz, wiatr, a chwilami słońce – jak najbardziej. Nic, tylko dzisiaj pogoda się równoleżnikowo rozkłada!
U mnie tak samo i spać mi się chce…
U mnie ma być słonecznie, ale chłodno. Tylko 12C. Prawdziwa jesień puka nam do drzwi. Nawet wczoraj włączyliśmy ogrzewanie, bo w domu zrobiło się chłodno. Aby do wiosny!!!!
No, jestem. Parę rzeczy załatwiłem, w tym fryzjera, zostało mi całe 9 mm włosów na głowie, co uważam za całkiem przyzwoity kaliber.
Tym razem z pana Ignacego inseminatora nie zrobię. Jeszcze. Senatorze, do obory można w różnych celach chodzić, nie tylko inseminować.
Coś podobnego!! Patrzajcież ludziska do czego to doszło – obora wielofunkcyjna!
A potem się dziwią, że ja twierdzę iż świat dokumentnie zwariował!
Dzień dobry
Dopiero dzisiaj sobie posłuchałam Senatorowej gawędy. Cudna


Podobnie jak Bożenka, czy Misiek, nie umiałabym zabić zwierzaka. Żadnego. Nawet jak tłukę komara, to mi go szkoda
Ale rozumiem też, że myślistwo jest potrzebne. Bo przecież takie koło łowieckie zajmuje się nie tylko zbijaniem, ale i pomocą zwierzynie zimą… A przynajmniej tak kiedyś było…
Znęcających się nad zwierzakami karałabym z całą surowością i bezwzględnością. Tylko jak taki głodzony i maltretowany pies się zerwie z łańcucha i „połata tyłek” właścicielowi, to się psa usypia, a właściciela nie… A szkoda…
Jeszcze wczorajszej pracy nie wydychałam, a już muszę lecieć do dzisiejszej. Coś za szybko ten czas zasuwa…
Ale mam nadzieję, że dzisiaj będzie łatwiej… 
Miłego popołudnia Wam życzę
I uciekam do pracki 
I co tu tak pusto, a?
Dzień dobry wieczór wszystkim Wyspiarzom!
Home, sweet home!
Dobry!
Dobry wieczór
To ja idę kręcić. „Panie sędżo, ja sze kręcę!”
Nakręcił?? Kilosów sto 😀
Ależ się uparcie zrzuca kalorie 😀
Chyba jednak ciągle za dużo wciągam, bo kręcenie mnie tylko utrzymuje na tym samym poziomie.
Dobry wieczór: )))
Ale fajna była ta drzemka!
Drzemałeś Senatorze? A co będziesz w nocy robić?
Książkę będzie czytał 😀
Pewnie tak: ))
Jakoś mnie tak zmogło!
Będę się wiercił!: )
Dobranoc sennej Wyspie 😀
Dzisiaj rzeczywiście sennie tu jakoś. Opowiem więc Wam bajkę na dobranoc i pójdę spać.
Dobranoc
Widzę, że nie tylko mnie dziś rozespało. Zasnęłam na krześle.
Szybko się budząc.
Potem plener i kibicowanie siatkarzom. Polska liga. Wygrali nasi.


Teraz czas na…
Dobranoc Kochani i do jutra.
Melduję, że Maxio się odnalazł!
Ciekawe tylko dlaczego znaku życia na Wyspie nie daje!
Jak dobranoc, to dobranoc.
Z uporem maniaka powracam do muzyki filmowej. W tym celu przeglądałem sobie dzisiaj różne płytki, aż trafiłem na ścieżkę dźwiękową z „Forresta Gumpa”. Noo, myślę sobie, co jak co, ale to się do spania nie nadaje – amerykańskie klasyki, Elvis, Dylan i Lynyrd Skynyrd. Ale ponieważ „życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi.”, to i na płycie jest cała końcowa suita Forresta Gumpa. W sam raz na koniec dnia. Wcale nie trzeba sobie przypominać filmu, można zamiast tego marzeń na jutro sobie namarzyć (z całkiem innej piosenki).
Dobranoc! Pięknych snów!
Dobranoc: )))
Muzycznie jestem usatysfakcjonowana …..właśnie wróciłam z koncertu….. a tu spanko
z marzeniami 🙂
Na czym byłaś? Nadal z opowieściami?
Dobranoc….. niech sie śni 🙂
Dzień dobry
Miało być słonecznie… ale jakoś słoneczko przez chmury się nie przedarło
I też cały dzień byłam śpiąca.
I spadam na górę 
Miłego Wam życzę
Dzień Dobry: )))
Dobranoc: )))
Cudowna kobieta, jakiegoż spokoju jest źródłem. Nie dokucza gaworzeniem, nie nęka troską o zdrowie, nie opowiada co tam w pracy, nie plotkuje o koleżankach! Ideał!!
Dzień dobry
U nas sobota ma być piękna 

Zobaczymy… Miłych snów Mireczko
Dzień dobry: )))
Co znaczy piękna?: )
Dzień dobry 😀 Piękna, znaczy słoneczna i w miarę ciepła. Teraz mam za oknem -1 i mgłę.
Dzień dobry 😀 Piękne Senatorskie strzelanie, z żalem przykrywam pięterkiem… Zapraszam, zatem proszę dreptać wyżej 😀