« ECH TAM..... Harpie? - jeszcze nie.... " Pod domem jarzębina". »

Cosley ZOO

Jak co niedzielę, wybraliśmy się na krótką wycieczkę po „okolicy”. Małżonkowi jak zwykle było wszystko jedno dokąd, byle się gdzieś przejechać…

Zaczęliśmy od Mount Emblem Cemetery. Mijamy go dość często, bo jest nie tak daleko od nas. Postanowiłam przyjrzeć mu się z bliska. To co mnie zaskoczyło, to to, że na środku tego cmentarza stoi wiatrak. Nie mam pojęcia co on tam robi, oprócz tego że stoi…

Jak widać na zdjęciach, amerykańskie cmentarze znacznie różnią się od polskich. Przynajmniej te nowsze. Nie ma pomników i całość wygląda jak park. Jest nawet rzeczka przepływająca przez ten cmentarz i malowniczy staw.

Muszę przyznać, że chodząc między grobami patrzyłam uważnie pod nogi. Wiem, że temu zmarłemu to glanc pomada, ale nie chciałabym nastąpić na czyjąś mogiłę. A niektóre groby nie miały nawet tabliczek. Widziałam tylko takie metalowe krążki z napisami (o średnicy może z 10cm), niektóre prawie całkiem schowane w trawie. Wcale nie było trudno na takie coś depnąć…

Połaziliśmy trochę i zadecydowaliśmy, że pojedziemy znowu do Cantigny. Jest tam nie zbadany przez nas kawał parku… Po drodze przypomniała mi się tablica informująca o osiedlowym ZOO. Zapytałam czy nie zajrzelibyśmy tam. Małżonek zgodził się z entuzjazmem. Nie zauważyłam tej tablicy… wydawało mi się, że jest dalej… Zakręcałam z piskiem opon w ostatniej chwili… Nie mógł mi wcześniej tej tabliczki pokazać!!!! Dobrze, że żadnego policaja nie było w pobliżu…

Jechaliśmy już trochę tym Jewell Rd i zaczęłam się niepokoić, że to chyba nie tu. Zobaczyłam jakąś strzałkę w bok i oczywiście skręciłam… Trafiliśmy do Lincoln Marsh Natural Area.  Doszliśmy do wniosku, że możemy się rozejrzeć…

Nie było tam w zasadzie nic ciekawego. Tak jak w większości parków. Drzewa, krzaki, trawa i trochę podeschniętych rzeczek. Przeszliśmy kawałek i zawrócili…

Wróciłam na ten Jewell Rd i pojechałam dalej. Małżonek też zwątpił… Powiedział mi, żebym zawróciła. Przed skrzyżowaniem z N Gary Ave. skręciłam na jakiś parking… a tam tabliczka, że klienci Cosley ZOO nie mogą tu parkować!!!! ZOO było tuż za skrzyżowaniem przy N Gary Ave…

To ZOO jest autentycznie malutkie. Powiedziałabym, że to bardziej zwierzyniec czy jakaś farma. Chociaż bramę wjazdową (nie można przez nią wjechać) ma sporą. Doczytaliśmy, że tacy jak my, czyli spoza tego powiatu muszą zapłacić za bilet $5 od osoby. Przygotowałam więc „dychę”… Po obydwu stronach bramy stały budki, ale puste. To komu miałam zapłacić!!!! Postaliśmy moment, porozglądali i poszli sobie. Nie to nie! Bez łaski!!!  Z lewej strony dochodził piękny śpiew kaczek. Oczywiście popędziłam tam, bo to przecież ptaki!!!!

Na tablicy informacyjnej wyczytałam, że mają tu kapturniki, krzyżówki, głowienki preriowe i rożeńca zwyczajnego. Ucieszyłam się, bo zdjęcia kapturników mam tylko z daleka, a głowienki, czy rożeńca nie mam wcale. Nie znalazłam ich jednak na wodzie i nie wiem gdzie je schowali. Zobaczyłam za to kaczki jakich jeszcze nie widziałam. Bo kto widział taką ryżą kaczkę? Nie znalazłam jej w spisie ptaków z terenów Illinois i nie mam pojęcia jaki to gatunek. Było ich trzy. Nurkowały pod wodą nie gorzej niż kormoran. Normalna torpeda. Potem czyściły piórka, a potem coś w nie wstąpiło. Nie wiem, może ktoś im soli na ogony posypał? Zaczęły kwakać i latać po całym stawie. Robiły to z taką prędkością, że mój aparat nie nadążał… Udało mi się zrobić zdjęcia kilku wirkom po kaczkach i kilku ogonów. Dobrze, że chociaż małżonek jedną „złapał”. A i tak nie jest wyraźna… Kaczka z „koczkiem” też jest śliczna. I też jeszcze takiej nie widziałam. Jej też nie znalazłam na liście… Przy kaczkach spotkaliśmy dwie amerykańskie „wrzaskunki”. Mamusie przyprowadziły dzieci do ZOO o darły japy niesamowicie. I to nie dzieci, a mamuśki… To przyśpieszyło nasz odwrót znad stawu z kaczkami. Nie znoszę wrzasków. Małżonek też jest na to uczulony…

Z żalem odchodziłam od kaczuszek, ale chcieliśmy zobaczyć co jest dalej i chcieliśmy się trochę odsunąć od „wrzaskunów”. Zobaczyłam duży budynek gospodarczy. Nie wiem jak go nazwać… stajnia?… obora? W każdym bądź razie były w nim boksy, w większości puste. W jednym siedziały kozy…

Nawet pogłaskałam jedną po pysku (tą jasną), chociaż przy zagrodach są tabliczki z napisem „We’re sorry, but we bite”. Wiedziałam, że mnie nie ugryzie… Zwierzaki chyba były już głodne, po patrzyły w jedno miejsce. Myślę, że to stamtąd wynoszą im żarcie. Ta biała (a przynajmniej prawie biała) koza postanowiła intensywniej domagać się jedzonka i zaczęła trykać pyskiem w karmnik w boksie obok… Udało jej się go zwalić… I w tym momencie dogoniły nas „wrzaskuny”. Te „look at this!!!!” (popatrz na to) jednej z nich podziałał na mnie jak bat. Aż podskoczyłam. Na kozach nie zrobiło to zbyt dużego wrażenia (nie podskoczyła żadna). Majestatycznie i z godnością wymaszerowały na wybieg… Przy lamach znowu nas te krzykacze dogoniły. Jedna z lam stała przy samym ogrodzeniu i jak zauroczona patrzyła w drzwi stajni… Poczekałam moment, bo miałam nadzieję, że „wrzaskuny” wnerwią lamę i ich opluje, ale się nie doczekałam, więc poszłam dalej. A szkoda, bo może jednak ta lama nie wytrzymała… Do końca pobytu w tym ZOO nie spotkaliśmy już „wraskunów”… Na lisy nazywamy „krewniaki”, bo mężowskie nazwisko od lisa pochodzi. Lis też był widocznie głodny, bo biegał nerwowo po wybiegu i co chwilkę spoglądał na swoje mieszkanko. Ale drzwi ciągle były zamknięte… Ożywił się, jak na jego teren wlazła wiewiórka. Widocznie chciał sobie sam coś upolować. Niestety uciekła, jak tylko dłużej na nią popatrzył…

Trochę dłużej zabawiliśmy przy klatkach i wybiegu dla ptaków. Mieli tylko takie ptaki, które można spotkać na tutejszych terenach. No, może oprócz pawi…

Nie wiedziałam, że puchacz wirginijski jest tak duży!!! Toż to ogromne ptaszysko!!! Pustułki widziałam na wolności, ale nie udało mi się zrobić im zdjęcia. Tutaj zresztą też nie… Mój aparat jest kiepski i wyostrza obraz na siatce, a nie na ptakach. Także musiałam polegać na mężu. Tylko pokazywałam palcem, które ptaki ma „cyknąć”… Przy klatce z modrosójką błękitną się trochę pośmiałam. Siedziała na siatce i małżonek podsunął jej palec pod dziób. Myślał, że ucieknie, a ona dziabnęła go w palec niewiele myśląc. I to kilka razy… Powiedział, że faktycznie ma ten dziobek ostry. Nie próbowałam …

Obeszliśmy wszystko w dwie godziny. Gdybyśmy się nie zatrzymywali na tak długo przy klatkach by zrobić zdjęcia, pewnie wystarczyłoby ze 20 minut. Wychodząc zauważyłam duże pudło na datki na utrzymanie zwierzaków. Doszliśmy do wniosku, że one muszą przecież coś jeść… W jednej z budek siedział młody chłopak, ale już mu nie płaciliśmy.

W poniedziałek zaczął padać śnieg… Trochę pochłodniało, ale nadal było na plusie. Pomyślałam, że i tak długo ten śnieg nie poleży. We wtorek rano musiałam skrobać samochód, taki był zaszroniony, a na domu wisiał pierwszy  cudny sopel…

 

315 komentarzy

  1. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin Zapraszam na spacerek Delighted
    Mam nadzieję, że nie jest za długi…

  2. miral59 pisze:

    Zapomniałam napisać, że w parku, na tych przyrządach można ćwiczyć, ale tylko na własną odpowiedzialność. Stawiając tabliczki zarząd tego parku zabezpiecza się przed płaceniem odszkodowań, gdyby ktoś sobie coś zrobił. No bo jeśli nikt nie ma prawa do tego dotykać, to po co tam toto stoi Thinking Moim zdaniem to żadna ozdoba…

    • Alla pisze:

      Sprytnie. Chcesz ryzykować? To ryzykuj na własną odpowiedzialność. Nikt nie kazał ci tam włazić.
      I też dobrze 😉

      • miral59 pisze:

        Takie pozwy do sądów, jakie tu ludzie składają, to się w głowie nie mieści!!!! Każdy tylko patrzy jak by tu kasę od nieuważnego producenta, czy właściciela wycisnąć Wink I w konsekwencji tego mamy na ten przykład lampkę nocną, na sznurze której jest cały rząd nalepek z ostrzeżeniami. Kiedyś nawet poczytałam i myślałam, że się przewrócę. Między innymi było napisane, że do gorącej żarówki nie wolno dotykać językiem, bo grozi to oparzeniem Overjoy A kto normalny dotyka świecącej żarówki językiem!!!!! Po co w ogóle dotykać do żarówki językiem!!!!!!! Nawet takiej nieświecącej Overjoy
        Czy klasyczny już przykład urządzenia w samochodzie, które kiedyś się nazywało „cruise control”, a od niedawna zostało przemianowane na „speed control”.

        • Alla pisze:

          Happy-Grin Gdyby nie znalazł się ciekawski, który koniecznie chciał posmakować gorącej żarówki, pewnie i napisu by nie było 😀
          Wiem na pewno, że nie należy wycierać gorącej żarówki mokrą ściereczką Happy-Grin

          • miral59 pisze:

            Czasami mam wrażenie, że Amerykanie nie umieją myśleć praktycznie. Są przyzwyczajeni, że od wszystkiego są specjaliści i to oni mają wszystko zrobić. W szkole miałam kolegę – elektryka, który miał klientkę od wymiany żarówek. Sama nie umiała tego zrobić… Pokaż mi Polkę, która do przepalonej żarówki wzywa specjalistę Delighted

        • miral59 pisze:

          A było to tak. Taki jeden Amerykanin jechał camperem. Ustawił sobie te „cruise control” na przyzwoitą prędkość i poszedł do tyłu zrobić sobie kawę Delighted Na pierwszym zakręcie wylądował w rowie, bo przecież samochód sam nie skręci… Podał firmę do sądu, że instrukcja nie była zbyt jasna i nawet wygrał Overjoy Od tej pory w samochodach ta wajcha jest pod tytułem „speed control”, żeby następny baran się nie pomylił Overjoy

          • Wiedźma pisze:

            Albo nie uznał, że autko za niego pomyśli…. 🙂 Ja bym takiemu zabrała prawo jazdy:)

            • miral59 pisze:

              Pisałam już nieraz, że Amerykanie różnią się od nas. To znaczy mentalnie się różnią. Oni muszą mieć wszystko dokładnie napisane. Wydaje mi się, że każdy Polak czytając ich instrukcję np.jak złożyć półkę, posikałby się ze śmiechu. Tam jest nawet napisane w którą stronę trzeba kręcić śrubokrętem, żeby wkręcić śrubkę Delighted A i tak niektórzy uważają się za bohaterów, bo sami to złożyli (po kilku godzinach) i nie wzywali pomocy Overjoy
              Taka Barbara poprosiła mnie niedawno, żebym wymieniła żarówkę w jej łazience, bo jej syn nie dał rady Delighted Syn mi powiedział, że tam coś się zepsuło i się nie da… Wzięłam drabinę, popatrzyłam, wzięłam śrubokręt i w pięć minut oddałam im przepaloną żarówkę. Syn nie wierzył, że można to było zrobić, a potem powiedział „oooo to ty używałaś śrubokręta!!!!”. A gdzie jest napisane, że nie mogę? Overjoy Barbara kwiczała i dogadywała synkowi mówiąc, że wiedziała kogo prosi o pomoc Wink Dodam jedynie, że Barbara ma 88 lat a jej syn 64…

  3. miral59 pisze:

    Ziemia w takich dużych miastach jak Chicago, nawet jeśli są to tylko przedmieścia, jest bardzo droga. Dlatego na cmentarzach najczęściej grzebie się prochy zmarłych. A jeśli już ktoś życzy sobie pochówku „w całości”, to trumna stoi „w pionie”, a nie jak u nas „na płask”. Dzięki temu zajmuje dużo mniej powierzchni. Nie wiem tylko jak oni kopią takie „pionowe groby”. No jak ktoś ma ze dwa metry wzrostu… Przecież nie złożą go w pół… Trumna też nie może być tuż pod powierzchnią.
    A tak w ogóle, to uroczystości pogrzebowe też inaczej wyglądają niż u nas. Byłam tu na dwóch pogrzebach i prawdę mówiąc na pierwszym czułam się strasznie głupio, bo nie wiedziałam jak się zachować. Na drugim było mi już łatwiej się odnaleźć…
    Tym bardziej było mi trudno, że dopiero zaczęłam chodzić do szkoły i mój angielski był mniej niż słaby. Trudno wymagać, żeby ktoś po roku nauki gadał w obcym języku jak tubylec. Wink

    • Bożena pisze:

      Zastanawiasz się Mireczko jak kopią takie pionowe groby? Na pewno zamiasy kopać, robią odwierty Wink1

      • miral59 pisze:

        Pewnie masz rację… Mimo długiego pobytu tutaj ciągle myślę polskimi kategoriami. Przynajmniej w co niektórych sprawach. Happy

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Mirelko…. nasze cmentarze są na ogół ciasne. Tylko mój, drugi co do wielkości w Europie, jest pięknie zadrzewiony, z fontanną, stawem i ….. mnóstwo ptaków i wiewiórek tam mieszka, podobno jest i inna zwierzyna, ale ja nie widziałam. A te ” hamerykańskie” jednakowe groby wydają mi się w sam raz…. bez zadęcia. 🙂

      • miral59 pisze:

        Witaj Wiedźminko!!! Myślę, że te ich cmentarze są lepsze. Nie ma tego pędu, żeby zrobić większy i ładniejszy pomnik niż mają sąsiedzi. Może to jest oszczędność z ich strony, ale kasę to oni wolą wydawać na żywych, a nie zmarłych. Prawdę powiedziawszy wolałabym, żeby moje dzieci wydały pieniądze na swoje potrzeby, a nie brały pożyczki na lata, żeby postawić mi pomnik. Przecież umarłemu i tak jest to obojętne…

        • Incitatus pisze:

          http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wyborcza.pl/1,76842,8194297,Krematoria_ogrzeja_domy_w_Danii.html

  4. miral59 pisze:

    Od dawna powtarzam, że pogoda jest tu dziwna. We wtorek sople i skrobanie samochodu, a dziś burza z piorunami i plus 15C… I to o 21, czyli praktycznie w nocy. Na jutro zapowiadają 18C…

    • Alla pisze:

      Same atrakcje, niekoniecznie jesienne 😀

      • miral59 pisze:

        Ale ja nie lubię takich atrakcji. Jak się zaczyna jesień, to powinno być coraz zimniej aż do opadów śniegu. A potem coraz cieplej do wiosny. Ale nie tak!!!!!!!!!!!! Jeden dzień zimno i znowu ciepło i znowu zimno… To jakieś popieprzone… I-see-stars

        • Alla pisze:

          Wszystko przez emisję gazów na skutek działań człowieka.. Tak mówią. Wierzyć??

          • miral59 pisze:

            Na 100% nie Happy-Grin Może jestem głupia, ale już w podstawówce uczyłam się o różnych okresach. Były zlodowacenia i gwałtowne ocieplenia. Od czegoś te mamuty i dinozaury wyginęły… I nie było wtedy ani przemysłu, ani samochodów, a człowiek był tylko małą cząstką tego świata. To skąd się te okresy wzięły? Kosmici? Overjoy

            • Wiedźma pisze:

              To prawda, że były te różne okresy, ale może teraz my dokładamy swoje ?

              • Incitatus pisze:

                To kant, Mirell ma rację. Pomyśl – Europa emituje ok. 20% CO2, pozostałe kraje świata resztę. Jeśli Europa ograniczy o 10% swoją emisję to w gruncie rzeczy „ubędzie” u niej jedynie 2% ogólnoświatowej ilości, ale produkcja energii odnawialnej jest trzykrotnie droższa od tradycyjnej i spowoduje to wzrost kosztów po stronie europejskiego przemysłu i rolnictwa przez co stanie się jeszcze mniej konkurencyjny wobec takich Chin, USA, Australii czy innej Indonezji. A cała Ameryka Płd.? I co, my mamy się ograniczać, bo Niemcy sobie wymyślili „zieloną energię”, Szwecja i Norwegia mają „białej” do czorta i ciut ciut, a Islandia na wrzątku stoi? ?:(
                Niech mnie wszyscy stuknięci ekologiczną energią w resztki zdegenerowanych hamburgerami mózgów w zadek pocałują! Mam w nosie i Irlandczyków, i Duńczyków, i Włochów razem z Irokezami, Australijczykami, Brazylijczykami i cholera wie jeszcze kim wraz resztą tych kolorowych światowych aborygenów co to piszczą, że na tym ich warszawskim zlocie drogo, bo kawa w knajpie dwa ojro kosztuje! Mać ich, niech piją wodę z rowu, toż to cena codziennej kawy w byle knajpinie całej Europy! To skąd te dzikusy tu przyjechały, wszyscy ze slumsów!!??! Od mojej chaty i kominka oni wszyscy co do sztuki paszli mnie won!!

                • Wiedźma pisze:

                  Nie śledziłam tych obrad. Zawsze, ilekroć pojawiają sie różne Green Peace, zaczynam szukać ich źródeł finansowania. Takie mam zwodowe zboczenie …… i na ogół o ile uda się to ustalić – wiadomo o co biega 🙂
                  Brazylia spokojnie wycina Puszczę Amazońską ……

                • Bożena pisze:

                  „Wielcy tego świata” robią sobie zjazdy na nasz koszt, co rusz to inne miasto zwiedzają. Następne będzie Paryż, i jeszcze nam wmawiają, że to dla dobra ludzkości i środowiska naturalnego.

                • Incitatus pisze:

                  A USA i Chiny plus Rosja i reszta świata robią swoje żadnych protokołów z Kioto nie podpisawszy. To Polak razem z paroma co biedniejszymi kuzynami ma zawsze już za durnia robić? Pogonić na zbity pysk tych grinpisów i inne „proekologiczne” tałatajstwo bo to oszust na oszuście i wyłudzacz na wyłudzaczu!!! Proszę jak Rosjanie ich potraktowali! Jak sądzisz, na ile ich platform wiertniczych te cwane oszołomy się jeszcze rzucą po pobycie w rosyjskich zaryglowanych kurortach?

                • Bożena pisze:

                  Na temat Green Peace wolę się nie wypowiadać. Gdyby to ode mnie zależało, to bym rozwiązała to całe szemrane towarzystwo.

                • Incitatus pisze:

                  Witaj Bożenko. Solidnie mordy im poobijać, jak to Rosjanie zrobili, pozamykać dziadów na roczek (wystarczy) i puścić wolno i swobodnie. Że wrzask się podniesie? Jak Hutu parę milionów Tutsi wyrżnęli i vice versa, jak Kim głodzi na śmierć cały naród to świat co? Mordę podarł raz czy dwa i dał spokój!
                  Szantażystów trzeba zabijać bo inaczej szantaż nigdy nie będzie miał końca!!

                • Bożena pisze:

                  Niestety, musielibyśmy być tak wielkim narodem jak Rosjanie, lub żyć w Afryce czy Azji. Tutaj musimy się liczyć z sąsiadami 🙁

                • Quackie pisze:

                  W tej sprawie ufam opinii Taty, który przepracował -dzieści lat jako geolog i zawsze powtarza, że okresy ocieplania i ochładzania klimatu to naturalna sprawa, na którą człowiek ma minimalny wpływ, a sam proces jest na tyle nieprzewidywalny, żeby wszelkie twierdzenia nt. wpływu człowieka traktować co najmniej z dużą nieufnością.

                • Incitatus pisze:

                  Tak właśnie jest, Quackie i tego się trzymajmy!

              • miral59 pisze:

                Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że o pieniądze Happy-Grin Wmawia się nam, że to działalność człowieka rujnuje atmosferę, żeby wyciągnąć kasę na różne niepotrzebne badania. Ktoś za to straszenie bierze duże pieniądze. Bez naszego „dokładania” też by były zmiany klimatyczne. I takie jest moje zdanie…

                • Incitatus pisze:

                  Świńską grypą tak straszyli, ptasią tak że hej! Ponoć coś ze dwadzieścia osób na świecie ubiła. A ile rocznie tłucze ta zwyczajna?

  5. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Ciemno, zimno, do domu daleko…

  6. Alla pisze:

    Dzień dobry 🙂 Kaczka z uroczym koczkiem to kaczka czubata. U nas można takie również sobie zafundować lecz miniaturki 😀
    k

  7. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to jak mi wczoraj (u Was wczoraj) Misiek napisał o tej świętej Dympnie, to myślałam, że się przewrócę Overjoy Kurcze, gdzie to się takie święte wynajduje??!!! Overjoy

    • Alla pisze:

      A to specjalność trzech Panów: Senatora, Stateczka i Miśka 😀

    • Incitatus pisze:

      Ja to wynalazłem u Sapkowskiego w Narrenturmie i tak mi się spodobało, że powlokłem na forum! Niejeden bęcwał został opiece tej św. polecony. Początkowo to mi nawet moderatorzy usuwali posty za „obrazę uczuć religijnych”, alem debilom udowodnił, że taka święta w spisie ogólnym wszystkich świętych i uświęconych figuruje i już mi jej nie ruszają. Nie dalej jak wczoraj coś ze dwóch pod jej opiekę trafiło!:)))

      • Wiedźma pisze:

        Witaj Senatorze…. przeczytałam po raz drugi „Narrenturm” i pozostałe części i…. zmieniłam zdanie. Ta książka jest dobra i ciekawa…. Nie wiem dlaczego zniechęciłam sie przy pierwszym podejściu….

        • Incitatus pisze:

          Witaj Wiedźmineczko: )))
          Bo Geralta w niej nie ma!: ))

          • Wiedźma pisze:

            Czekam na nowego 🙂 czy Ty już czytałeś ?

            • Wiedźma pisze:

              „Narrenturm”…. jest pisany innym językiem, odnosiłam wrażenie zbytniego „zagęszczenia”….

            • Incitatus pisze:

              Nie, przeczytałem kilka recenzji i choć na półkach księgarń u nas „Sezon burz” leży sobie a 33 PLN/szt., to waham się czy warto na tak potężny ekspens się narażać. Inaczej mówiąc – utrupienia Geralta to ja temu padalcowi nigdy nie daruję, a myśl o tym, że mam jeszcze pijusowi na gorzałę dawać wywołuje we mnie rozterki natury…. powiedzmy….etyczno-moralnej!: (

              • Wiedźma pisze:

                Hmmm….. taki był przystojniak, a teraz to opasły typ, ale…. to on odpowiada za swoje zycie, a mnie może być co najwyżej żal….
                Kupiłam książkę i przeczytam….. 🙂

                • Tetryk56 pisze:

                  On i nie on… Przypomnij sobie Perepeczkę jako Janosika, a potem popatrz na jego ostatnie zdjęcia…

                • Incitatus pisze:

                  Znaczy – znowu gorzała winna a nie ten co ją chleje bez umiaru?

  8. Alla pisze:

    Myszołów by mi się przydał i to bardzo. Jakby co Mirelko, to wiesz 😉 możesz mu zasugerować gdzie dużo pożywionka mieć będzie Wink
    Zryły mi moje „hektary” niesamowicie.. Jak zwykle, zresztą, jesieniom 🙁

  9. Alla pisze:

    Aha, a ta czarna świnia, to na pewno Pawlaka 😉 Wygląda jak dzik
    Wink

  10. Alla pisze:

    Super wycieczka Mierelko. Tak na marginesie: kózki nie wydoiłaś??? Żadnej 😉 Mleko kozie w cenie, że o serach /bee/ nie wspomnę 😀

    • miral59 pisze:

      Jakoś nie wydoiłam Happy-Grin To chyba przez te „wrzaskuny” miałam takie zaćmienie… Mleko od kóz anglo-nubijskich jest najbardziej tłuste i wartościowe. Mogłam przynajmniej spróbować Wink Może następnym razem…

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Skowronku . Hi … kozie sery mają ceną wygórowaną, ale bywaja pyszniutkie 🙂

  11. Alla pisze:

    Lecę w spa, no to narka 😀

  12. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )))
    Popodglądać troszkę można?: )))

    • Alla pisze:

      Nie popodglądać, tylko oglądnąć wszystkie zdjęcia Panie Senatorze, pozachwycać się np. kozami i wiatrakiem na cmentarzu, którego by pewnie u nas na 100% rozebrali.
      Witam Pana 😀

      • Incitatus pisze:

        Dzień dobry: )))
        Kozy śmierdzą, ser kozi jest przereklamowany – jak i wszystkie sery zresztą – a te kaczki mam poza zasięgiem strzału! To co mi z tego?: ((
        A wiatrak? Nu, nastawiali w Polsce wiatraków! Takie wielkieeee one. Prąd kręcą…. Jest tylko spory problem z nimi – hałasują okropnie, szpecą niemiłosiernie krajobraz i z ich prądem nie ma co zrobić! Ale są. My przecie w awangardzie!: (
        Że też żadnemu jołopowi do łba nie przyjdzie, że awangarda zawsze największe straty ponosi. Vide pierwsza lepsza wojna!!

        • Bożena pisze:

          Eeee tam, te prądotwórcze wiatraki mają swoich zwolenników i przeciwników. Kiedyś były wiatraki, które mełły zboże. Teraz już tylko stoją chyba na pamiątkę. Trzy lata temu nawet nocowałam w takim wiatraku, ale niestety nie miał już śmigieł. Ale przynajmniej widziałam jak wygląda od środka. Były jeszcze wszystkie urządzenia i nawet stał worek z jakimś zbożem.

          • Incitatus pisze:

            Za parę lat z tych prądotwórczych zostaną nikomu niepotrzebne szkielety. Ciekaw jestem czy ktoś je na swój koszt usunie czy też będziemy wspólnie za to bulić!

            • Quackie pisze:

              Kilka osób niezależnie od siebie (w tym ktoś, kto przez dłuższy czas brał udział w stawianiu turbin wiatrowych w Polsce), potwierdziło mi, że te turbiny, które sprowadzamy do Polski, najczęściej z Niemiec, żeby produkować tańszą energię, to są UŻYWANE turbiny, w kraju pochodzenia zamortyzowane całkiem i przeznaczone do złomowania, tzn. byłyby złomowane, gdyby nasi przedsiębiorcy ich nie kupili. Zastanawiam się tylko, gdzie tkwi haczyk, tzn. jak to jest, że przedsiębiorstwom w Polsce się to opłaca? Czy chodzi o dotacje do produkcji „zielonej” energii, wypłacane z budżetu(=podatków)?

              • Incitatus pisze:

                A pierun ich wi! To znaczy – ja trochę też wiem.

                Masz, morduj się!

                http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=6&ved=0CEsQFjAF&url=http%3A%2Fhome%2Fu194284526%2Fdomains%2Fmadagaskar08.pl%2Fpublic_html%2Fannales.umcs.lublin.pl%2Ftt_p.php%3Frok%3D2010%26tom%3D44%26sectio%3DH%26numer_artykulu%3D40%26zeszyt%3D2&ei=fOKIUq-aE4Or7Aa4moCwDg&usg=AFQjCNHklhnpw7FXNc-JmKl4nEgZwGuANQ&bvm=bv.56643336,d.bGE

                I tu!

                http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/metromsn.gazeta.pl/Portfel/1,126512,13441061,Energia_odnawialna_jest_oplacalna__Juz_nie__elektrowniom.html

                • Quackie pisze:

                  Link nr 2 – częściowo rozumiem, a częściowo nie. Jeżeli ideą jest obniżenie emisji CO2, to nie rozumiem, jakim cudem wielka elektro(ciepło)wnia, która go produkuje, w ogóle dostaje te zielone certyfikaty? Że dodają jakiegoś ekobadziewia do tego, co spalają? A jak to wpływa na emisję CO2? Wnioski z art. są słuszne – coś jest nie tak z systemem, jeżeli elektrownie emitujące zero CO2 dostają po tyłku, a molochy, które tylko ograniczają jego emisję prawem ekonomii skali prosperują.

                • Incitatus pisze:

                  I tu jest pies pochowany!! Na tym się robi kasę. A jak w szczegółach? Ba, gdybym to wiedział sam bym ją tłukł nieprzytomnie, ale, jak widzisz, system działa!: )
                  Co do ostatniego Twego zdania – słyszałeś, że sztuką jest gonić zajączka? Toż płacą za ograniczanie emisji CO2, nie za jej całkowite wyeliminowanie!: )

                • Quackie pisze:

                  W tym pdfie jest jak na razie jedno kluczowe zdanie nt. obciążania kosztami emisji tych, co emitują: „Pełna ich
                  internalizacja (tj. zawarcie ich w kosztach produkcji przedsiębiorstw energetycznych) w krótko- i średniookresowej perspektywie czasowej, respektująca zasadę „zanieczyszczający płaci”, jest niemożliwa ze względów społecznych i politycznych.”

                  Edit: Hahaaa, wszystko jest wyjaśnione w tym pdfie, tylko zamaskowane językiem naukowym. Siła by cytować, generalnie strona 6-7 z 12. Cymes.

                  „rząd , który uruchamia pomoc publiczną i/lub stosuje przymus administracyjny zakupu energii elektrycznej od jej wytwórców z OZE po określonej cenie, nie posiada dostatecznej informacji na temat relatywnych kosztów osiągania redukcji CO2 przy pomocy technologii
                  niskoemisyjnych. A zatem nie jest on przygotowany do podejmowania kompetentnych decyzji, które technologie powinny być wspierane.” i dalej o tym, że prywatny przedsiębiorca i tak lepiej się orientuje w kosztach i wycycka nieruchawego i niekumatego prawodawcę na swoją korzyść.

                • Incitatus pisze:

                  Dlatego Ci to podsunąłem miast samemu z wywodem się mordować!: )
                  Wiedziałem, że wyłapiesz o co tu biega! Delighted

        • Wiedźma pisze:

          Szereg tych wiatraków stoi tuż za byłą, polsko-niemiecką granicą, widzę je z okna 🙂

        • miral59 pisze:

          Nie wiem jakie w Polsce postawiali wiatraki, ale takie prądotwórcze tutaj też są. I nie są aż tak hałaśliwe Delighted Na ten przykład posterunek policji w Schiller Park ma taki jeden. A że Chicago jest zwane „wietrznym miastem”, to mają stały dopływ prądu. Nie wiem tylko na ile to jest oszczędne i czy się opłaca.

          • Incitatus pisze:

            Duże postawili! Taki przy tym posterunku macie?

            Sama turbina ma rozpiętość do 120 m., a mają powstawać takie do 500 m.!!

            • miral59 pisze:

              Nie, nie aż takie wielkie Delighted Tylko tutaj jak widzę są pola i pojedyncze domy, a w Schiller Park jest dość gęsta zabudowa i nie wiem jak taki wiatrak mógłby egzystować. Poza tym wydaje mi się, że dużo zależy od tego ile takiej energii chce się uzyskać. Takie wielkie muszą produkować od groma tych kilo czy megawatów. A taki posterunek, nawet jeśli obok jest straż pożarna i budynki administracji, nie potrzebuje takiej mocy.

      • Wiedźma pisze:

        Skowronku, na moim cmentarzu stoi sobie murowany wiatrak ….. i ma sie dobrze, jakimś cudem ?:)

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry Senatorze Happy-Grin Oczywiście, że można. I to nie tylko popodglądać Pleasure

  13. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! 🙂 Delighted Przemiła wycieczka w pochmurny poranek…. nawet nie zauważyłam, że kawa mi się skończyła 🙂

  14. Wiedźma pisze:

    Do popotem…..:)

  15. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Gdzie ta lista obecności?

  16. Jasmine pisze:

    Witam serdecznie. Hi
    Poczytałam, pooglądałam i pomyślało mi się, że niedługo zapomnę jak wyglądają na żywo zwierzęta gospodarskie. Konia widziałam dawno temu ciągnącego bryczkę. A przecież mieszkam na polskiej wsi. Miastowym tym bardziej przydałoby się takie mini ZOO w najbliższej okolicy. Żeby nie myśleli, jak mój 5-letni kuzyn, że mleko produkuje się w fabryce. 🙂

    Kiedyś lubiłam odwiedzać cmentarze. Teraz już nie. Wszystkie w okolicy ogołocone z drzew. Gałęzie czasem niszczyły POMNIKI, to powycinali. Nigdy nie zrozumiem po co komu wywalanie tysięcy złotych na te (w większości) ohydztwa.

    A teraz pomodlę się do świętej Dymphny, coby mi do końca rozumu nie odebrała. Happy-Grin

    • Bożena pisze:

      Ja konia widziałam i to w mieście! Na Starym Rynku stał z bryczką, czekając na klientów 😆

      • Incitatus pisze:

        Już kiedyś wspominałem, że parę lat temu razem z kolegą przejechaliśmy prawie pięćset kilometrów samochodem i widzieliśmy po drodze trzy konie i jednego zająca, a i ten ostatni nad Bugiem latał to może on i ukraiński! Koleżka ze wsi, koni zwyczajny, a tu nic… Sapał coś na ich temat z godzinę!

    • Incitatus pisze:

      Dzień dobry Jasminko: ))
      U nas, na wschodzie, stare cmentarze ogromnych drzew pełne i nikt z zarządu cmentarzy do ich cięcia się nie bierze. Może niespieszno mu kwiatki od korzeni wąchać?: )

    • miral59 pisze:

      Witaj Jasminko!!!! Widocznie mieszkasz na takiej „umiastowionej” wsi 😀 Bo tam gdzie mieszkała moja ciotka zwierząt gospodarskich nadal jest sporo. Mój wujek hoduje konie robocze i nawet ma nabywców.
      Moje dzieci też myślały, że mleko jest produkowane w fabryce. Syn (miał może ze trzy latka wtedy) zdziwiony zapytał „To krówka daje mleko piersiami?”, a starsza córka odmówiła picia mleka od krówki i chciała takie ze sklepu Overjoy
      Na niektórych cmentarzach ludzie bezmyślnie wycinają drzewa i krzaki. To chyba zależy od zarządcy takiego cmentarza. I nie chodzi mi o ochronę przyrody. Takie „gołe” cmentarze nie mają duszy, ani odpowiedniego klimatu. I też takich nie lubię Buziak

  17. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Dzisiaj sobie pozwoliłem po prostu nieprzyzwoicie w sensie polegiwania.

    A tu na Wyspie taka wycieczka czeka. Rewelacyjne zdjęcia, zwłaszcza ptasie, puchacz olbrzymi, pustułeczka kieszonkowa wręcz, a cała kacza i gęsia reszta – jakby można było ręką dotknąć. Z kolei bydełko – fotki na wystawę inwentarza, w sam raz na medal, w sensie urody zdjęć i modeli (modelek). Kompozycja całości bardzo mnie podchodzi, że niby jesień, a na zakończenie sopel, czyli zima za pasem (mimo komentarza Autorki pod kreską nt. pogody).

    • Tetryk56 pisze:

      A odleżałeś choć trochę?
      Fakt, że wycieczka choć piękna, szczególnie dobrego zdrowia od nas nie wymaga 😉

      • Quackie pisze:

        Nie za specjalnie odleżałem, ale dziękuję. Wydaje mi się, że trochę lepiej się czuję.

        • Bożena pisze:

          Więc kuruj się Quacku i przestań wreszcie chorować!!!
          Weź może aspirynę w setkowej ampułce Wink

          • Quackie pisze:

            Właśnie brałem na poty, i podwójną aspirynę i polopirynę, trochę pomogło, ale idzie to zdrowienie jak krew z nosa. Nb. słyszałem kiedyś od osoby związanej z handlem farmaceutykami, że Bayer przez wiele lat kupował hurtowo kwas acetylosalicylowy (w proszku, w sensie – półprodukt) w Polfie w Starogardzie Gdańskim, po czym konfekcjonował go u siebie i sprzedawał jako wspaniałą bayerowską aspirynę. Od tamtej pory kupuję głównie polopirynę.

            • Wiedźma pisze:

              Firmy farmaceutyczne to jest dopiero temat ! I ogromne pieniądze….

            • Incitatus pisze:

              Bo to wsio ryba! Związek chemiczny to związek chemiczny. I już!

              Odkryłem chyba jakąś Amerykę!: )

              • Quackie pisze:

                No, pewnie jest jeszcze jakaś tam czystość, koszt i parę innych czynników, które wpływają na to, że Bayer kupuje od Polfy. Aczkolwiek oryginały i generyki nie zawsze działają tak samo, to w przypadku paracetamolu, kwasu acetylosalicylowego itp. w miarę prostych związków faktycznie wsio ryba… a jeżeli tak, to po co przepłacać.

                • Incitatus pisze:

                  Otóż to! Są leki, które kupuję oryginalne, z pełnym rozmysłem. I są generyki niektórych i te, z nie mniejszym rozmysłem, też kupuję!

            • miral59 pisze:

              Tylko pamiętaj, że polopirynę trzeba popijać dużą ilością wody!!! I nie jest to żart. One mają tendencje do przyklejania się do żołądka. Pracowałam w szpitalu kilka ładnych lat i niejednego już pacjenta po polopirynie widziałam na chirurgii.
              Szkoda by Cię było Buziak
              Zdrówka życzę Doctor

              • Quackie pisze:

                Zawsze rozpuszczam w wodzie, zwykłe tabletki też, w łyżeczce, a potem popijam. Wolę jednak rozpuszczalne, musujące. Łatwiej wchodzą.

  18. Jasmine pisze:

    Apropos bez s globalnego ocipienia. Dla równowagi.
    Było kilka dni temu na głównej onetu. Bardzo szybko znikło.

    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/biznes.pl/wiadomosci/raporty/czas-obalic-mit-ze-polska-jest-glownym-hamulcowym-,5587941,1,5586720,512,news-detal.html#expand

  19. Quackie pisze:

    Jeszcze raz przeszedłem się z Autorką na spacer i zaciekawił mnie ten wiatrak. Za angielską Wiki (sekcja http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wikipedia.org/wiki/Mount_Emblem_Cemetery#History_of_the_Land):

    „Henry Frederick Fischer zaczął budowę wiatraka w 1865 r., otrzymawszy farmę wraz z całym otaczającym ją terenem od swojego ojca, Fredericka L. Fischera (tak na marginesie, szwagrowie Henry’ego, William Asche i Frederick Graue, kupili kilka lat wcześniej teren, na którym przedtem stał stary tartak, napędzany siłą wody. Najpierw wybudowali w tym miejscu nowy tartak, a potem ceglany młyn wodny, znany obecnie jako Graue Mill). Wiatrak Fischera jest typowym wieżyczkowym wiatrakiem holenderskim, jednym z pierwszych wybudowanych w Chicago i okolicach. Fischer zbudował go z części importowanego z Holandii gotowego zestawu do montażu, korzystając z pomocy dwóch holenderskich budowniczych oraz miejscowych farmerów, w tym Christiana Heidemanna, którego wiatrak (w Addison w stanie Illinois, spłonął w 1958), bazował na projekcie Fischera. Uważa się, że podczas budowy zmieniono wysokość i plany wiatraka, przez co prawdopodobnie przeciągnęła się ona do niemal trzech lat. Wiatrak zaczął pracę w 1867.

    Zaledwie dziesięć lat po otwarciu Fischer sprzedał wiatrak i 10 akrów ziemi (40 tys. m. kw.) Edwardowi Ehlersowi za 10 tys. dolarów, po czym przeniósł się z rodziną do Oregonu, gdzie trzy lata później sprzedał Ehlersowi kolejne 21 akrów ziemi. Konkurencja ze strony innych młynów na tym terenie i stały spadek upraw pszenicy w Illinois sprawiły, że należące do Ehlersa „Młyny Addison” zaczęły podupadać.

    Caroline, wdowa po Edwardzie Ehlersie i córka Henry’ego Korthauera, jednego z budowniczych wiatraka, sprzedała farmę razem z wiatrakiem Stowarzyszeniu Cmentarza Mount Emblem za 10 tys. dolarów w 1925 r. Stowarzyszenie planowało założyć w tym miejscu cmentarz. Wiatrak i zabudowania farmy planowano wyburzyć, ale stowarzyszenie zamiast tego zatrudniło Henry’ego i Franklyna Ehlersów, synów Edwarda, którzy pomogli zamienić wiatrak w muzeum. Przebudowali oni śmigła, założyli nowe pokrycie dachu [gont?] i zewnętrznych ścian, pomalowali całość i celowo rozebrali część wewnętrznej maszynerii, żeby lepiej pokazać zasadę jej działania. Śmigła zostały obrócone w kształt litery X, co tradycyjnie oznacza, że wiatrak jest w „długoterminowym stanie spoczynku”. Obrócili również całą wieżę ku północnemu wschodowi, w kierunku wejścia na cmentarz. Stodoła, jedyny budynek poza wiatrakiem, który nie został wyburzony, służyła za mieszkanie zarządcy cmentarza, ale ostatnio ją również zburzono.”

    • miral59 pisze:

      Dzięki Mistrzu Q za uzupełnienie mojej relacji Buziak Właściwie sama mogłam to znaleźć i przytoczyć. Ale chyba za leniwa jestem Ashamed

      • Quackie pisze:

        Och, relacja jest obszerna, nie tylko z Mount Emblem i ze zdjęciami, a to już sprawa publiczności, jeżeli ją coś zainteresuje, żeby dośpiewać. Mnie po prostu zainteresował sam wiatrak, dlaczego na cmentarzu i w ogóle, to sięgnąłem do źródeł. Nie miej sobie nic do zarzucenia, w końcu nie możesz pisać o WSZYSTKIM, a od tego są Wyspiarze, żeby dopowiadać i wspierać. Zawsze mi się przypomina to, o czym Mistrz Tetryk mówi, nie synestezja, nie empiria, tylko ta, no, zapomniałem…

        Edit: synergia, oczywiście.

        • miral59 pisze:

          Tak prawdę mówiąc, to nie za bardzo czuję się winna, że nie o wszystkim napisałam. Jakbym tak rozwijała każdy temat, który tutaj poruszyłam, to nie byłoby już miejsca na komentarze, taka długa by była ta pisanina Overjoy I kto by to wszystko czytał? Tym bardziej, że nie wszystkich to samo interesuje… Jedynie mogłam z samej ciekawości poczytać o tym cmentarzu i sprawdzić skąd ten wiatrak się tam wziął.

  20. Wiedźma pisze:

    Tak wygląda fragment szczecińskiego CC….. do kaplicy wiedzie druga w mieście aleja platanowa…. tu jej nie widać .

  21. Wiedźma pisze:

    A tu….. galeria zdjęć….
    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/cmentarze.szczecin.pl/cmentarze/chapter_11984.asp

    • Wiedźma pisze:

      obejrzcie, proszę, naprawdę warto 🙂

      • Incitatus pisze:

        Zaiste pięknie tam!
        Ale mimo wszystko na razie wolę ten fotel com sobie na nim wygodnie zadek umościł!: )

      • Quackie pisze:

        Obejrzałem. Kawał terenu to jest i ze zdjęć wygląda, że naprawdę ładnie zagospodarowany, również w sensie „wspólny” pomników, miejsc pamięci (ten dziecięcy i ofiar wojny). Małżonka ma tam kogoś z dalszej rodziny, więc może kiedyś osobiście tam zawita(my)?

        • Wiedźma pisze:

          Czuj sie zaproszony na jakąś herbatkę 🙂 Mieszkam dość blisko CC…
          Sława i chwała należy się rajcom niemieckim; ściślej Wilhelmowi Meyer – Schwartau, który, będąc architektem – jednocześnie piastował funkcję rajcy ds. budowlanych. Projekt nekropolii zatwierdzono w 1899 roku. To już całe miasto: 300 tys. pochowanych…….A chwała nam, bo nie zniszczyliśmy, tylko co najwyżej ” zagęsciliśmy” gdzie się dało.

      • miral59 pisze:

        Faktycznie warto było tam zajrzeć Delighted Piękne miejsce!!!! Jak las, czy park…

        • Wiedźma pisze:

          Zdecydowanie park z mnóstwem rzadkich drzew i krzewów ! To było jedno z naszych ulubionych miejsc wagarowo-randkowo- edukacyjnych…. dopóki nie odprowadzilismy tam bliskich. Ale w czasach szkolno-studenckich ten cmentarz był ” dla obcych”, nic nas nie łączyło.

          • Alla pisze:

            Psze Paniiii, a Pani ma wózek akumulatorowy ??? Taż on teren ma znacznie rozleglejszy niż całe moje miasto 😀
            Piękny..

  22. miral59 pisze:

    Zaraz jedziemy na zakupy Distort Pogoda jak na razie brzydka, taka „butelkowa”. Szkoda, bo to oznacza, że się nigdzie nie wybierzemy na wycieczkę Sad Bo co to za radocha robić zdjęcia w deszczu… Jeszcze by ukochany aparat mego małżonka się namoczył… Bo żona by mogła, nie z cukru przecież Wink

  23. Incitatus pisze:

    Słuchajcie!!! Wy moi Mili jesteście wprost cudowni, dzięki dyskusji o tych wiatrakach wpadłem na genialny wręcz pomysł! Otóż jak wiecie nasz tutejszy pleban niemiłosierne hałasy stale urządza. Dzwoni, kurantuje, pienia nabożne na wsze świata strony z gigantofonów wysyła. Jednocześnie spod stóp pańskich sapać zwykł, że ma duże koszty zużycia energii na nocne kościoła oświetlenie i ogrzewanie w porze chłodnej jego wnętrza. Nikt wprawdzie w tym przybytku płaszcza jeszcze nie tylko nie zdjął ale nawet nie rozpiął a oświetlenie zewnętrzne jakimś cudem wlazło w cudze koszta, no ale…. Ale właśnie postanowiłem, że zbuduję mu wiatrak z turbiną!! Niech ma darmową energię!!
    Potrzebuję jedynie sponsora….
    Co Wy na to, jest chętny?

    • Quackie pisze:

      Gdzie ten wiatrak, na dzwonnicy? To by odpadły koszty masztu, zostaje tylko turbina i robocizna.

      • Wiedźma pisze:

        Świetnie Kwaku ! pomysł racjonalizatorski na medal ! 🙂

        • Quackie pisze:

          No, jeżeli od lat już wykorzystuje się dzwonnice, zwłaszcza we wsiach i mniejszych miejscowościach, jako idealne miejsce dla przekaźników telefonii komórkowej? A proboszczowie mają stąd konkretny zysk, którym zresztą muszą dzielić się z kurią? (Nb. jak w Gdańsku nastał abp. Głódź, to z marszu podwyższył udział kurii w zyskach z tego tytułu z 20 do 50%, z czego proboszczowie byli b. niezadowoleni.)

          • Incitatus pisze:

            Popatrz, co za materialiści, ojoj!!: ((

            • Quackie pisze:

              A, tutaj akurat jestem raczej za proboszczami, w takim sensie, że najlepiej wiedzą, czego w ich parafii potrzeba, czasem na pewno kasa szła na nowy samochód dla x. proboszcza albo organy ze srebrnymi piszczałkami, ale czasem na pewno dla potrzebujących. Natomiast jeżeli kuria kładzie rękę na takich pieniądzach, to parafie raczej niewiele z tego zobaczą.

              • Incitatus pisze:

                A te piszczałki widzieli?: ((

                • Quackie pisze:

                  No, w Kielcach u św. Józefa Robotnika widzieli i nawet słyszeli, brzmią ślicznie, chociaż część parafian, skrobiąc się w głowy, zastanawiała się, czy doprawdy nie ma pilniejszych potrzeb. To samo na temat ołtarza z jednego bloku karraryjskiego marmuru.

                • Incitatus pisze:

                  Marmur wybaczam! Kto rzeźbił?

                • Quackie pisze:

                  Nie mam zielonego pojęcia, zmieniłem parafię na poznańską, a Rodzice jakoś nigdy nie przekazali. Nawet nie wiem, czy było jakoś specjalnie rzeźbione, czy tylko obrobione w równy prostopadłościan.

                • Incitatus pisze:

                  Samego obrobienia nie wybaczam!!
                  Michała Anioła nie mogli ściągnąć, ołtarze rzeźbił przecie!?

                • Quackie pisze:

                  Hmm, jak znałem śp. proboszcza Kudelskiego, to i Michała Anioła by przekonał, żeby sobie wziął urlop od tamtego świata i mu ołtarz obrobił. Widocznie jednak nie chciał, zresztą kościół dość surowy w bryle i wystroju, to i Michał Anioł niekoniecznie by pasował stylem.

              • Incitatus pisze:

                Ale on ponoć i podrabiać potrafił. Może jakby tak się sprężył…..
                A pleban co, Charonowi dałby w łapę??

        • Incitatus pisze:

          No patrzcie, zdolności inżynierskie to nasz Quackie też ma!

      • Tetryk56 pisze:

        I jeszcze można parafianom przypisać obowiązek obracania w dni bezwietrzne…

    • Quackie pisze:

      A co do sponsora, to chyba nie trzeba szukać poza organizacją kościelną, ostatnio umorzono sprawę przeciwko księdzu, który zeznał, że dostał większą kasę w ramach spowiedzi, a więc jej pochodzenie jest tajemnicą, jako że sekret spowiedzi go obowiązuje.

  24. Incitatus pisze:

    Miśku Harpie łapie… A Stateczek? Znowu zawirusowany? Mus mnie to sprawdzić!

  25. Alla pisze:

    Co się uśmiałam to moje, witam Niewitanych Happy-Grin
    No, nareszcie przeczytałam, oglądnęłam, wysłuchałam.. Ufff 😀

  26. Jasmine pisze:

    Przysnęło mi się a gdy się obudziłam cóż me oczy ujrzały? Ale macie pomysły. 😆 I jak tu Was nie kochać? 😆 O ciąg dalszy proszę. ROTFL

    • Incitatus pisze:

      Ciąg dalszy Miśku naskrobie. Wrób go w to!
      Czy zauważyłaś, że na wezwanie by ujawnił się ktokolwiek z czystą kartą w CRS ozwała się jedynie Bożenka? Delighted

      • Jasmine pisze:

        Zauważyłam. Pozostałym jeszcze wyroki się nie zatarły. Happy-Grin

        A na Miśka to siłbrak tylko jest. Jak się zaprze to wmówi sobie, że się nie nadaje i będzie zwlekał bez końca. Miał być dzisiaj. Się zobaczy.

      • Quackie pisze:

        No ja niestety jestem oficjalnie karany. Za spowodowanie wypadku w ruchu drogowym z obrażeniami powyżej 7 dni, na szczęście w zawieszeniu. Od 2004 roku nie prowadzę samochodu, chyba że muszę. A może mi się już i zatarło? Coś tam było w wyroku, że po okresie zawieszenia kara ulega zatarciu, ale nie pamiętam dokładnie.

        • Incitatus pisze:

          Moment, zawieszenie na ile było i wiwogóle jaki był cały wyrok bo coś tam finansowo pewnie też Ci przyorali!
          Żeby drugi raz nie pisać!
          – W przypadku skazania sprawcy na karę w zawieszeniu, zatarcie skazania następuje z mocy prawa z upływem 6 miesięcy od zakończenia okresu próby.
          No i jesteś czyściutki i to od dawna!: )

          • Quackie pisze:

            Ee, no musiałbym w papierach pogrzebać. Zawieszenie było chiba na dwa. Finansowo na pewno też coś przywalili. Stres natomiast – bezcenny.

            • Incitatus pisze:

              Jesteś zatem niekarany w świetle prawa.
              To jest oczywiście taka fikcja prawna, ale czyn i skazanie uległo zatarciu i z całą odpowiedzialnością na każde pytanie o karalność odpowiadasz – „Niekarany”! I już!!
              Stres parszywieńki, nie da się ukryć!
              No, co było a nie jest nie pisze się w rejestr!!

              • Quackie pisze:

                No i nie mogę wygrzebać, mimo że pamiętam mniej więcej, gdzie to było. Z pewnością znajdzie się, jak nie będzie potrzebne, wtedy może odezwę się na priv.

                • Incitatus pisze:

                  Teraz to już zbyteczne. Prawo zadziałało samo z siebie. Jeśli były jakieś składowe wyroku to musiałeś je wszystkie wykonać, wyrok musi być wykonany w całości. Zatem ewentualna grzywna, nawiązka, koszty… To wszystko trzeba wykonać łącznie, w podanym czasie. Zrobiłeś to i masz już to za sobą. Oczywiście koszty i grzywna mogą być rozłożone na raty, w końcu nawet w uzasadnionych przypadkach umorzone, ale o tym na wniosek decyduje sąd. To zresztą sprawy techniczne i w tej chwili już bez znaczenia.

  27. Quackie pisze:

    Trochę odpadłem od konwersacji, gdyż małżonka okupowała przez chwilę komputer wraz ze swoim Osobistym Interfejsem Użytkownika (czyli wyżej podpisanym). Trochę teraz siada transfer, gdyż słucham przez net mojej ulubionej niedzielnej audycji z ulubionego poznańskiego radia Afera (ciekawe, czy link zadziała? http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/afera.com.pl/player) z kolegą Januszem vel Jasiem, który jako jedyny pracował (?) tam 20 lat temu i pracuje dzisiaj, a zarazem wysyłam pliki małżonki do jednego współpracującego człowieka…

  28. Incitatus pisze:

    Niezła nawet muza. Niech se leci. Posłucham!

    • Quackie pisze:

      No proszę. Nie jest to może muzyka klasy basów, barytonów czy nawet tenorów, których lubisz, ale jak dla mnie jej powab leży gdzie indziej… Trudno mi może określić, gdzie… Może w złożoności (w przypadku tzw. rocka progresywnego, czyli grupy Kansas)?

      • Bożena pisze:

        Może trzeba się w niej rozsmakować… Ale do tego potrzebny jest idealny spokój, ale jak wiecie, nie jestem u siebie a to nieco rozprasza uwagę.

      • Jasmine pisze:

        Po oku dało mi jedynie Juszczak Janusz, jak na liście płac. 🙂 Mało ważne w sumie. 🙂 Ważniejsze, że płynnie, nic a nic się nie zacina i… podoba mi się. 🙂

        • Jasmine pisze:

          Jak napisać nazwę tego norweskiego zespołu? Fonetycznie Erbek, w tej chwili grają.

          Edit: Już wiem, to Airbag. 🙂 Wygłos absolutny zmylił moje ucho. Porównanie z Floydami wydaje mi się przesadzone, ale dobrze się ich słucha. 🙂

          Miło się dowiedzieć, że grali jako support naszego Riverside. 🙂

  29. Alla pisze:

    Reklam nie chcę, a muzy mogę słuchać.. Całkiem przyjemna. I tym pozytywnym akcentem pożegnam się z Państwem 😀
    Dobranoc..
    PS Wiadomo, że do jutra 😀

  30. Jasmine pisze:

    Dziś przypominam sobie The Yardbirds (1963-1968 i od 1992 nadal), zespół nazywany gitarową wylęgarnią talentów. W związku z „Stairway To Heaven”. Grają Jimmy Page, Eric Clapton, Jeff Beck, którzy przewinęli się przez The Yardbirds. Nikomu kto obraca się w rockowych klimatach nie trzeba tych panów przedstawiać. Jako ciekawostka, jakość taka sobie, jak to nagranie koncertowe na YouTube. 🙂

  31. Incitatus pisze:

    No, widzę że Miśka z Harpiami to my się przed czwartą rano nie doczekamy!
    Dobranoc: )))

  32. Tetryk56 pisze:

    To i ja się zmywam 🙂 Dobrych snów, Wyspiarze!

  33. Wiedźma pisze:

    Zapalam więc lampkę…… 🙂 dobranoc. !

  34. Jasmine pisze:

    Dobranoc i do jutra. Ssshh I-m-in-love

  35. miral59 pisze:

    Wróciłam!!! Nie wiem jak długo popiszę, bo u nas „za płotem” tornada latają Amazed Wiatr wieje taki, że się na nogach trudno utrzymać.

  36. miral59 pisze:

    Ile dam radę, to poczytam i popiszę Happy-Grin Dobrze, że mamy piwnicę, jest się gdzie (w razie czego) schować.
    Pokazywali w naszej telewizji ile zniszczeń te tornada zrobiły. Całe ulice wymiecione do czysta. Żaden dom się nie utrzymał. Na autostradzie leżąca ciężarówka. I to taki 18-kołowiec, czyli ogromna. Musiało nieźle dmuchać, skoro ją wywaliło.
    U nas to zagrożenie tornadem ma być do 20, czyli jeszcze tylko ze 4 godzinki. Delighted

    • Quackie pisze:

      W sumie nie miałbym nic przeciw temu, żeby poobserwować tornada na żywo z bezpiecznej odległości. Jednym z pierwszych filmów, jakie kupiliśmy do kina domowego był „Twister” z dźwiękiem Surround. Ryk krowy, niesionej tornadem „naokoło pokoju” – to coś przefajnego – w kinie oczywiście.

      • miral59 pisze:

        „Twistera” oglądałam i bardzo mi się podobał. Do tornada na żywo jakoś dziwnie nie jest mi tęskno. Nie jestem pewna, czy chciałabym toto zobaczyć.

    • Jasmine pisze:

      Daj znać Mireczko jak już minie. Żebyśmy się z rana nie martwili. Trzymcie się. Misio Buziak

  37. Quackie pisze:

    No to na dobranoc taka śmiesznostka, kto pamięta z Gwiezdnych Wojen zespół łysych Bithów, ten będzie się bawił podwójnie. Kto nie, też nie będzie poszkodowany, bo to kawał fajnego ragtime’u. Snów całkiem fantastycznych we własnej interpretacji!

  38. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )))
    Miśka do raportu czy od razu do karnej kompanii??

  39. Alla pisze:

    Dzień dobry 😀 Ciszaaa, bez wiaterku i nawet cieplutko, jak na listopad 😀

  40. Alla pisze:

    Nie wierzę… Nooo nie wierzę No!No!
    Dzie Bożenka Shout
    Kury doi???

    • Bożena pisze:

      Dzień dobry Delighted Kury już dawno wydojone, ale cały czas walczę z internetem. Wpierw nie chciał mi złapać WiFi, więc przeszłam na palucha. Okazało się, że i na paluchu nie jest dobrze, bo mam tu słaby zasięg i też nie mogłam otworzyć netu. W końcu się udało, ale muli mi jak jasny gwint. Niestety, w tym tygodniu muszęsię liczyć z niespodziankami Worry

      • Incitatus pisze:

        Dzień dobry: )))
        Może zwyczajnie huknij pięścią w to pudło?

        • Bożena pisze:

          Kiedy nie to pudło jest winne, tylko zasięg. Niestety, pod tym względem tu jest straszna dziura. Do niedawna nawet z komórkami były problemy. Teraz znów wsadziłam sobie paluch gdzie trzeba, bo inaczej bym musiała siedzieć w łazience, żeby mieć połączenie.
          A wczoraj nawet na skype gadałam. Może później mi załapie to cholerne WiFi i nie będę mieć tych ograniczeń Sad

  41. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Delighted Ten ragtime…na początek dnia jest bardzo dobry 🙂 Tylko deszcz jakis inny rytm trzyma 🙂

  42. Wiedźma pisze:

    Wybudowałam jesienną poczekajkę, żeby było łatwiej i nam i Miśkowi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)