Kiedyś kulig wyglądał inaczej.
Jeśli tylko spędzało się Boże Narodzenie w domu, wiedziało się, że drugiego dnia będzie sanna. Odkąd tylko oswoiło się z trudną sztuką dreptania na własnych kończynach, uczestniczyło się we wspomnianym wydarzeniu z entuzjazmem i nieopisaną przyjemnością.
Nocny kulig był tak zakorzeniony w tradycji rodziny, że miało się pewność, iż bez niego Bożemu Narodzeniu nie stałoby się zadość. Święcie wierzyło się też, że jest ceremonią powszechną, obecną w każdej rodzinie jak barszcz czy łazanki, i należy do świątecznych rytuałów.
Drugiego dnia Świąt już od rana było się podekscytowaną i nie mogło się na niczym skupić. Popatrywało się na Rodziców i trwało w nieustannej gotowości, by odstroić się w kuligowy mundurek.
Składał się on z ciepłego podkoszulka i takich-ż niewymownych, które w myślach nazywało się majtasami i szczerze ich nie znosiło, skrzętnie tę niechęć skrywając, w obawie, że najlżejszy protest może zaowocować pozostaniem w domu.
Na dany przez Mamusię znak bez grymaszenia naciągało się grubaśne rajtuzy i gryzące wełniane skarpety oraz podbitą całkiem miłym, mięciutkim puszkiem bluzkę z długim rękawem. Wzuwało się ciepłe buty, polarową kamizelkę i puchatą czapę, którą bezskutecznie próbowało się wcześniej ukrywać w najprzeróżniejszych zakamarkach. Białej czapy nie cierpiało się chyba jeszcze bardziej niż barchaniastej bielizny, bo miało się w niej dwa razy większą głowę i w połączeniu z jasną, puchową kurtką wyglądało się jak śniegowy bałwanek. Stroju dopełniał szalik w kolorowe paski oraz skórzane rękawiczki.
Było się jednak w stanie znieść naprawdę wiele, byle tylko móc zająć miejsce w saniach i nie zostać pozbawioną świątecznej atrakcji, nawet – kutanie grubym pledem.
Kiedy już wymościło się sobie siedzonko, nadchodził czas na obserwowanie krewnych.
Przypatrywało się trzy razy grubszym ciotkom i równie bezkształtnemu starszemu rodzeństwu i z ulgą stwierdzało, że nie odstaje się tak bardzo od reszty przebierańców. Właściwie widziało się tylko ich oczy i obłoczki niemal natychmiast marznącej na chustach i szalach pary.
W końcu słyszało się, jak pan Woźnica z fantazją wymachiwał nad głowami batem, wołał: Wio! i zaprzężony do sań konik ruszał statecznie przed siebie skrajem ubitej szosy. Wsłuchiwało się w brzęk dzwoneczków przy uprzęży i odprężało się. Właściwie miało się już gwarancję, że nie zostanie się odesłanym do domu. Nieznacznie lecz metodycznie wysupływało się z koców i z ciekawością rozglądało wokół.
Zazwyczaj siedziało się w pierwszych saniach, tyłem do kierunku jazdy i mogło obserwować sznur pozostałych zaprzęgów. Widziało się wyjeżdżające z mijanych dróg i dołączające do kawalkady pojazdy i wciąż od nowa próbowało się je zrachować.
Do lasu dojeżdżało się całkiem pokaźną gromadką i zanurzało w fosforyzującą biel. Śnieg otulał wszystko wokół i czuło się jego wilgotną miękkość. Uszczelniony leśny dukt sprawiał, że robiło się cieplej, więc ostrożnie rozluźniało się szalik i zsuwało nieco na tył głowy czapę.
Mimochodem słuchało się rozmów dorosłych i wpatrywało w skupiska drzew, które przybierały niesamowite kształty. Słyszało się świst płóz sunących po wyjeżdżonym przez służby leśne śniegu i próbowało dopatrzeć w przerażających cieniach czegoś bliskiego i znajomego. By poczuć się raźniej, nadawało się monumentalnym okazom imiona i wymyślało zabawne opowiastki. Zadzierało się głowę i wypatrywało rozgwieżdżonych skrawków nieba. Wdychało się pachnące sosnowo lodowe igiełki i wsłuchiwało w klekocące mormorando lasu.
Czuło się na policzkach muśnięcia wilgoci i niezbyt przyjemny dotyk namarzniętego na szaliku oddechu.
Wreszcie docierało się do miejsca przeznaczenia – starej, nieużywanej bindugi – i zatrzymywało na chwilę przy potężnym stosie drewna. Wysiadało się z sań i rozprostowywało nogi, czekając, aż pojazdy zostaną wyposażone w płonące żagwie.
Zajmowało się swoje miejsce i z duszą na ramieniu zjeżdżało po dość stromym usypie, by po chwili znaleźć się na jeziornym szlaku.
Natychmiast odczuwało się zmianę temperatury. Od przysypanej cieniutką warstwą śniegu tafli ziało przenikliwym ziąbem. Czym prędzej nasuwało się całkiem nagle sympatyczną czapę, zawiązywało rozchełstany szalik i szczelniej otulało kocami. Przysuwało się do Mamusi i z podziwem patrzyło na rozżarzający się korowód sunący po jeziorze. Słyszało się zawodzenie osiadającego lodu i wyobrażało sobie, że jest się głową widzianego kiedyś ognistego smoka, który wbija się diamentowymi pazurami w szklistą gładź.
Czuło się lodowe tchnienia przenikające na wskroś całe ciało i słyszało gwizd wiatru towarzyszący rozpędzającemu się kuligowi. Jakby z oddali łowiło się pokrzykiwania woźniców na koniki, które zdawały się świetnie rozumieć, co znaczy Hetta! albo Wiśta!. Mroźne smagnięcia paraliżowały nos, usta i podbródek, wtulało się więc twarz w ramię Mamusi i naciągało głębiej kaptur.
Nie mogło się jednak przecież przegapić choćby chwilki widowiska, więc gdy tylko odzyskiwało się czucie, odwracało się głowę, ciesząc się, że niemal cały impet wiatru pozornego skierowany jest na plecy. Kuliło się pod jego naporem i jak urzeczoną, wpatrywało w odbijające się w lodowym zwierciadle pomarańczowe kule.
Wsłuchiwało się w sprawiający niesamowite wrażenie trzask lodu i jego zawodzący śpiew, i dostawało się gęsiej skórki na myśl o pękającej nagle gładzi i rozchodzących się grubych krach, które wielokrotnie miało się okazję oglądać w trakcie wiosennych roztopów. Żeby nie poddawać się lękowi i podszeptom własnej wyobraźni, kierowało się wzrok na niebo, wypatrując znanych konstelacji, albo na przybrzeżne palisady trzcin i oczeretów.
Z zazdrością przypatrywało się śmiałkom, którym dane było podróżowanie w małych, doczepionych do tylnych płóz saneczkach. Podziwiało się ich akrobacje, zanudzało Rodziców o pozwolenie na podobną jazdę i wielkim rozczarowaniem reagowało na krótkie, niepodlegające dyskusji Nie!.
Po zatoczeniu popisowego koła płomienisty korowód zwalniał i znowu można było oddychać w miarę swobodnie. Prostowało się więc i nie potrafiło oderwać oczu od igrających na rozsuniętym śniegu jutrzenek i hipnotyzującej łuny ciągnącej się za zaprzęgami.
Gdy spoglądało się w górę, miało się wrażenie, że wpadło się do miedziano-szklistej kopuły okolonej tajemniczo pełgającymi cieniami drzew.
Wreszcie łowiło się, dalekie jeszcze, głosy, które po chwili zmieniały się w zniekształconą odległością, ale rozpoznawalną melodię. Słowa pieśni wplątywały się między łagwie i nagle, uchwyciwszy ich sens, zaczynało się je bezwiednie powtarzać, najpierw cichutko i nieśmiało, później – coraz głośniej i pewniej.
Nie myślało się wtedy, co się śpiewa, ani – czy jest to stosowne i poważne. Po prostu dawało się upust własnej radości, pomnożonej radością innych uczestników kuligu. Z tym śpiewem na ustach kierowało się ku wielkiemu ognisku, pokonywało ostatnie metry i łagodnie wjeżdżało na brzeg szeroką przesieką nieopodal nieużywanej bindugi.
Po powrocie na wykarczowany plac wysiadało się ostrożnie z sań i podążało do ogniska, które wabiło nie tylko ciepłem ale i nieziemskimi zapachami.
Dostawało się wielki kubek gorącej herbaty, tackę parzącego bigosu i solidną pajdę razowego chleba.
Siadało się przy ogniu między Rodzicami i w mgnieniu oka pochłaniało otrzymane pyszności.
A potem opierało się o ramię Mamusi albo kładło głowę na kolanach Tatusia i, choć bardzo się starało, nie dawało się rady rozewrzeć sklejonych nagle snem powiek…




Witam i zapraszam na dalszy ciąg świętowania, może odrobinę mniej życzeniowego, a bardziej – wspomnieniowego, ale też, mam nadzieję, miłego:)
Wesołych Świąt, Wyspiarze:)
Piękne wspomnienia.
Jako mieszczuch nie mam takich.
Uczestniczyłam w różnych kuligach, ale już samodzielnie, nie jako dziecko.
Masz jakieś zdjęcia?
Dobry wieczór, Maczku:)
Dziękuję.
Te późniejsze kuligi już nie miały tej magii, niestety:)
Och! Maczku, mam mnóstwo zdjęć, bo Rodzice i krewni nieustannie pstrykali jakieś selfiki, ale nie zapamiętałam, niestety, pinów do ich komórek;)
A poważnie – nie, Maczku, mam tylko wspomnienia:) Zimy u nas bywały bardzo srogie, więc nawet jeden z wujów-wielkich entuzjastów fotografiki nie odważał się zabierać swojego, „wypasionego” jak na owe czasy, aparatu:)
Nie było oczywiście komórek, ale ci nieliczni co mieli aparaty fotograficzne robili zdjęcia. W każdym domu są chyba albumy ze zdjęciami. Faktycznie głównie z cieplejszych pór roku, ale mam też jakieś zimowe zdjęcia np. z nart.
Dlatego zapytałam, bo chętnie obejrzałabym Lenę w „kuligowym mundurku”.
🙂
Mam trochę zdjęć, ale są papierowe, więc myślę, że po sfotografowaniu ich oglądałoby się głównie zaśnieżoną szarawą powierzchnię:)
Ależ skąd!
Oczywiście nie jest to dobra jakość, ale coś da się zobaczyć.
Poszukam, choć nie gwarantuję sukcesu:)
Ale to już jutro, bo najpierw muszę zlokalizować karton, czyli udać się do pakamerki, powspinać się trochę, odwalić parę innych kartonów…:)
łoj…
Ale może trud się okaże ciekawy nie tylko dla nas, ale i dla Ciebie?
Jako miłe wspomnienie.
Postaram się coś znaleźć:)
No i to możemy potraktować jako dobranockę. Pasuje do świątecznych klimatów. Snów… rwących? Ej, nie! Ale już z kopyta mogłyby być.
Och, Leno! Świetne są twoje wspomnienia z czasów, kiedy robiło się różne rzeczy, czasem magiczne a zawsze piękne!
Witaj, Tetryku:)
Dziękuję.
Te wspomnienia to zasługa Rodziny, której po prostu „się chciało”:)
Kiedy Smarkactwo było trochę bardziej smarkate, też ciągałam je na różne tego typu eskapady, więc myślę, że i Ono będzie miało trochę fajnych wspomnień:)
Kurczę, ścięło mnie po kolacji, musiałem się położyć, wstaję, a tu minęła godzinka. I jeszcze do tego nowe pięterko.
Dobry wieczór, Quacku:)
Uff, tutaj mały kryzys rodzinny, ale już wszystko się wyjaśniło, a w każdym razie uspokoiło.
Ooo, przepiękne opowiadanie! I oczywiście od razu pytanie: jak to było robione, że te inne sanie się dołączały do orszaku? To było jakoś synchronizowane? Na zasadzie, że skoro pierwsze sanie ruszają z miejsca X dajmy na to o 18.00, to kolejne muszą dołączyć o 18.22, 18.45 i 19.03?
No i buzia mi się otworzyła jak karpikowi, kiedy doszedłem do fragmentu o jeziorze. Rozumiem, że wszyscy ci „organizatorzy” (jakbyśmy ich dzisiaj nazwali) mieli pewność, że lód wytrzyma, inaczej by nie wjeżdżali całymi rodzinami… a jednak ciarki trochę chodzą. Być może karmione całymi tabunami opowiadań, filmików i scenek przestrzegających przed wchodzeniem na lód.
Też miałem taką refleksję, ale trzeba wziąć pod uwagę, że mówimy o znacznie mroźniejszych niż dziś zimach, i to w najmroźniejszej części kraju.
Tak, no tak myślę. Mimo to. Zapewne jestem już uwarunkowany.
To prawda, Tetryku, zimy były naprawdę srogie. Wybijane przeręble miewały ponad metr głębokości:)
A jako ciekawostkę dodam, że kiedyś za kłusownictwo na lodzie karą (dla wędkujących bez ważnej karty wędkarskiej) było właśnie przebijanie wybitych przez służby leśne przerębli:) Delikwent musiał przez określony czas maszerować od przerębli do przerębli w promieniu kilometra i machać pieśnią:)
A jak próbuję sobie przypomnieć własne doświadczenia, to jednak trudno. Jakiś kulig w Bukowinie Tatrzańskiej na wczasach, jakiś na Kaszubach – wszystko to w wieku już nastoletnim lub dorosłym, z zupełnie innego punktu widzenia i gdzie tam ta magia…
A z dziećmi kiedyś byliśmy pod Toruniem, szwagier ciągnął je za samochodem na saneczkach i niestety Junia spadła i sobie buzię na szutrze podrapała, na szczęście powierzchownie.
Bo magia jest oczami dziecka.
W wieku nastoletnim lub dorosłym bywa dobra zabawa, ale tylko dzieciak przytulający się do rękawa mamy może odczuwać magię.
To prawda, Maczku:)
Obecność Rodziców w takich wydarzeniach jest bardzo magiotwórcza:)
Dziękuję.
Sanie, jak sądzę, Quacku, dojeżdżały z kolejnych postoisk w okolicznych wioseczkach, bo te kuligi były dość liczne – do trzydziestu sań:)
Tak, wjeżdżanie na lód zawsze i mnie przyprawiało o dreszczyk emocji, choć zimą Jezioro zamieniało się w skrót, którym przemieszczano się nie tylko saniami, ale także samochodami:)
Myślę, że okoliczni mieszkańcy doskonale wiedzieli czy, oraz od kiedy i do kiedy można po nim bezpiecznie jeździć:)
Z tym jeziorem pewnie tak. Małżonka była na wymianie międzynarodowej w Szwecji, w miejscowości, w której w zimie przez jezioro prowadzą oficjalnie uznawane drogi, głównie dla skuterów śnieżnych, ale jednak.
Lena nadal na spacerku? Trudno, zapalę już lampkę, może wskaże jej drogę do domu 😉

Spokojnej. Pewnie też niedługo zemknę (na saneczkach 😉 )
Nie, Tetryku, już w domu:)
Ale musiałam nakarmić głodozmorów, coby całkiem mi z sił nie opadły:)
A lampka przywołała mnie na Wyspę:)
🙂
Dobranoc!
„Noc jak bas.
Księżyc wysoko jak sopran,
gość u chmur ośnieżających drzewa –
zima, zima,
jaka tam zima!
skoro jak majowy słowik śpiewa.
(…)
Poroztwierał księżyc drogi wszystkie,
porozkładał swój niebieski ogień,
nasze sanie zima otoczyła,
pora wróbli i świecących okien.
Jadą sanie, cień drogami ciągnie:
skośny dyszel i czapka futrzana.
Wierzby straszą. śnieg skrzy się. Trójdzwonkiem
koń jak dzwonnik kuranty wydzwania.”
(„Sanie” – K. I. Gałczyński)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Spokojnej wszystkim
Witam!
Wszyscy przejedzeni?
Czy Kelnereczka potrzebna?
Witajcie!
Mam nadzieję, że w razie potrzeby Kelnereczka może podać także ziółka!
Aż tak przejedzony?
Ja nie, ale czasami myślę też o innych
Dzień dobry, wstałem gdzieś godzinę temu 🙂
Co za święta, proszę państwa, co za święta.
Wyspany? 😉
No ba!
Nie żebym nie mógł jeszcze poobiedniej drzemeczki zaliczyć, ale chyba sobie daruję.
Pozdrawiam z Myślenic.
Powinienem teraz dla równowagi pojechać pomyśleć do Pozdravu 🙂
I jak pojechałeś? Pomyślałeś o zdjęciach?
Bo ja myślałam, myślałam i zdjęcia mam.
Mogłabym pokazać, gdyby ktoś zechciał.
Za daleko. Musiałem myśleć tu na miejscu, a to oczywiście nie to samo.
I jasne, że chcę zobaczyć te zdjęcia!
Poprószone dzień dobry, Wyspo:)
🙂
A dzień dobry. Prezenty – plakaty z ptakami – oprawione i powieszone, można powiedzieć, że święta dobiegają kresu.
A ja wciąż myślę, gdzie umieścić jeden z prezentów:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Pochlapane dobry wieczór, Leno!
W niektórych regionach pani Aurze wyraźnie pomyliły się święta:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
W ostatnich latach pani A. serwowała nam śniegi raczej na Wielkanoc niż na Boże Narodzenie. Figlarka! 😉
Czy u Was też tak rozpaczliwie leje?
Ech, nie, raczej mży, ale jakoś tak bez przekonania.
Takie coś znalazłam teraz w sieci. Pasuje do opowiadania Leny.
Natomiast nie są to moje wspomnienia. Nigdy nie odczuwałam tej magii jakoś szczególnie.
No ja odkryłem, że znaczna część tej magii wynika z przygotowań, które dzieci zwykle omijają, a którym są siłą rzeczy obarczeni dorośli
Miałam podobną refleksję: że święta sporo tracą ze swej magiczności, gdy trzeba je przygotować własnymi rączkami;)
Dobranocka.
Nowiusieńki utwór Andreasa Vollenweidera, dosłownie sprzed godziny. Znajdzie się na nowym albumie, którego jeszcze nie ma.
Powiedziałbym refleksyjny i może nawet nieco melancholijny.
Snów o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Jak u Dickensa, hmm?
Quacki napisał, że chce zobaczyć zdjęcia, Gospodyni pięterka nie zaprotestowała.
Na początek -wzburzona Raba. Szumiało prawie jak nad morzem.
Ho, górskie rzeki na tych progach potrafią szumieć, to prawda.
A jakby jeszcze taka fala zamarzła!
Wygląda jak zdeptany skwerek przed domem:)
Wstawiaj, ile dusza zapragnie, Maczku:)
Zwłaszcza że ja byłam pełna dobrej woli, by wybrać się na odszukiwanie obiecanych fotografii, ale, korzystając z chwili spokoju, przyłożyłąm się na chwilkę z książką i niechcąco zasnęłam:)
A po przebudzeniu zaczął się lekki galop:)
Dobry wieczór:)
Dzięki długości czasu naświetlania zanika dynamika płynącej wody; piana sprawia wrażenie nieco pomiętej, miękkiej i delikatnej tkaniny zgubionej na kamiennych schodach. Coś jak welon Kopciuszka…
🙂
Może przy odrobinie dobrej woli wśród tych fałdów dałoby się nawet wypatrzyć pantofelek;)
Może tu wystaje jakiś obcas?
A teraz -na Rynku w Myślenicach.
I żeby było świątecznie – jedno zdjęcie z kościoła w Myślenicach.
Nie było wycieczki, nie było nart, bo syn jeszcze bardzo osłabiony chorobą no i ręka też nie najlepsza.
A i ja nie najzdrowsza, ale i tak warto było się ruszyć z domu.
To chyba wolę tę szopkę na rynku, co ją najwyraźniej dzieciaki zwiedzają. Tak jakby bliższa ludzi.
Makówka też tam w środku była, ale zdjęcia z Makówką bezczelnie wpycham (wiem, wiem nie powinnam!) na własnych pięterkach, ale przecież nie na cudzych.
Tą w środku w kościele pokazałam, bo całość jednak mi się podobała, choć zazwyczaj podchodzę z rezerwą do szopek.
Tak, duża szopka i mnóstwo Dzieciątek!
W sumie dobrze, niech będzie parę w zapasie, nie wiadomo, co ten Herod wymyśli
Miło, że oboje jesteście w formie pozwalającej choć na oglądanie szopek!
Oczywiście wolelibyśmy szusować na nartach jak nieraz w drugi dzień świąt bywało, ale trzeba się cieszyć z tego, co jest.
23 grudnia nie było pewności jak to będzie z Wigilią, czy nie będzie wersji „łóżkowej”.
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Biało i ciepło:)
Dobry! Jak ciepło, to skądże biało???
Biało z noco-poranka:)
Napadało i nie stopniało. A mogło:)
W Krakowie wszystko stopniało, a jeśli coś pada to deszcz.
Tu podczas świątecznego śniadanka bardzo przyjemnie patrzyło się na sypiący za oknem śnieg:)
Święta, święta… i już po! Dobrej nocy, Wyspo!

Spokojnej!
Ponieważ jutro z rana odwozimy teściową, też się już pożegnam. Dobranoc!
Przyjemnych snów, Panowie:)
Nieśpieszne dobranoc, Wyspo:)
Dobranoc Wyspo!
Dzień dobry przelotne, póki co, poproszę naszą niezawodną panią G.
Witaj, Quacku:)
Śniadanko było głównie makowe, obiadek grzybowo kapuściany:)
Witajcie!
Święta minęły, więc znowu w pracy…
Dzień dobry, Tetryku:)
Poświątecznie witam!
Jak samopoczucie?
Dziękuję -jest ok.
Mam dziś w planie dentystę i spacer.
Ja już byłem dziś u dentysty…
No patrz Pan jak to Święta wpływają na …zęby.
Ale to była tylko zaplanowana kontrola. Wynik: nadal mogę kąsać!
A mnie bolał ząb jak mnie wszystko bolało, gdy byłam chora, ale z chorym gardłem i temperaturą nie mogłam pójść, więc się zapisałam na termin na po Świętach. Ząb przestał boleć, ale jednak pójdę.
Kąsać chyba też będę mogła nadal!
Dzień dobry, Maczku:)
Święta spędzaliśmy u babci, gdzie były duże sanie, do których doczepiano małe. W dużych saniach jechał garnek z zupą lub bigosem i bułki z masłem. Kulig był organizowany głównie dla dzieci, konie jechały powoli, a i tak co rusz ktoś lądował w zaspie. Trzeba było dogonić swoje sanki, radocha nie z tej ziemi. Po posiłku robiliśmy na pamiątkę „orły” na śniegu oraz obowiązkowo trafialiśmy przeciwnika śnieżkami. Zostały wspomnienia…
Witaj, Ultro:)
Miło, że znalazłaś chwilę, by zajrzeć:)
Bardzo przyjemne wspomnienia:)
Też zdarzało nam się gonić za saneczkami przyczepionymi do dużych sań, ale to już raczej na klasowych kuligach, nieodmiennie kończonych bitwą na śnieżki między chłopakami a dziewczynami:)
No to jestem z powrotem. W każdą stronę poniżej 2 godzin, jednak ekspresówka od Nowych Marzów do Bydgoszczy robi swoje.
Chcę jeszcze chwilę dzisiaj popracować (jutro i pojutrze mam normalne dni robocze), wieczorem będę jak zwykle.
Czyli ekstradycja zwieńczona sukcesem! 😉
„To jest przy … porwaniach samolotu, jak bandyta porywa samolot to możemy go żądać z powrotem, właśnie na zasadzie tej tradycji … to stara tradycja. Jeszcze od początków … lotnictwa. Ekstradycja.”
Bo to się kiedyś nazywało ekstratradycja, ale po kontrakcji jedno „tra” zanikło;)
W głębokim średniowieczu!!!
🙂
Gdy porywano miotły, kufry i dywany;)
Między-świąteczne dzień dobry, Wyspo:)
🙂
Przepiękne.
To ja może dorzucę jeszcze coś, reklamę, ale z głębszym tłem i przesłaniem. Hiszpańska, owszem, ale poza tym ponadnarodowa, rzekłbym.
I tak się to powinno odbywać.
To może jeszcze tak:):
Utwór o tyle przejmujący, że (jak wspomina w wywiadzie pan Ralf) zidentyfikowało się z nim też wielu młodych ludzi, mających trudne relacje z rodzicami niekoniecznie wynikające z problemów tożsamościowych.
Problemy tożsamościowe to nie tylko kwestia tożsamości płciowej. Mój ojciec chętnie powtarzał, że w wieku 12 lat ojciec jest uważany za wzorzec, w wieku 17-19 lat za przygłupiastego błazna, a w wieku 40+ żałuje się, że tak mało czasu poświęciło się na kontakt z tak mądrym człowiekiem…
Coś w tym jest, na szczęście ja się zorientowałem trochę wcześniej niż 40+
Wydaje mi się, że my tej magicznej czterdziestki nie przekroczyliśmy… To znaczy – Tata i owszem…:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Dobry, oczywiście, że nie!
Miałam na myśli to, że Tata zmarł, nim skończyłam czterdzieści lat:)
Bo że my, Wyspiarze, nie przekroczyliśmy – to się samo przez się rozumie;)
🙂
Chyba jakaś nietypowa jestem, bo nigdy nie uważałam swojego Taty za przygłupiastego błazna.
Ale może to z powodu tych kuriozów wiekowych… Brata miałam w wieku ojca, ojca w wieku dziadka, a dziadka w wieku pradziadka;)
Tak, nie tylko, dlatego nie uściśliłam, że chodzi mi wyłącznie o tożsamość płciową:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Witaj!
Och, sądzę, że ta powtarzana przypowieść była głównie skargą na odczuwany przez ojca niedosyt rewerencji ze strony świata, ze szczególnym uwzględnieniem własnej rodziny. Historia jego życia nie była miłą opowieścią, co niewątpliwie wpłynęło na jego charakter, a w efekcie i na mój…
Nie wiem, czy to masz na myśli, pisząc o braku rewerencji ze strony najbliższych, ale miałam wuja, który był wyjątkowo wyczulony na coś, co nazywał „szacunkiem”, a co objawiało się terroryzowaniem całej rodziny, nieustannie, od spraw najważniejszych począwszy (typu wybór szkoły dla dzieci), a na najbłahszych skończywszy (typu wielkość groszków na sukience ciotki)…
Okropny był…
*wuj był okropny, nie – deseń, który wybierał;)
Tu może nie było to aż terroryzowanie, ale ignorowanie głoszonych przez niego sądów nie było mile widziane 😉
Brata miałam w wieku ojca, ojca w wieku dziadka, a dziadka w wieku pradziadka; -chyba nie do końca rozumiem.
Zawsze byłam „zapatrzona „w mojego ojca. Jako dziecko, nastolatka itd.
Jako dorosła osoba, mężatka z dziećmi zaczęłam dopiero doceniać jego mądrość.
Gdy zachorował, gdy umierał…w podwójny sposób widziałam jego klasę.
Był taką opoką dla wszystkich…do końca swoich dni, w chorobie, cierpieniu i bólu.
Między mną a Bratem jest ćwierć wieku różnicy:)
Dobrze mieć taką opokę.
A jeszcze lepiej – trzy:)
Faktycznie dobrze. Brakuje mi bardzo jakiejś opoki, brakuje bardzo mojego ojca.
Dobranocka.
„Uwaga, którą rzuciłaś”. Albo „rzuciłeś”. Nie chce mi cała ta płyta wyjść z głowy, „Heavy Weather” grupy Weather Report.
Snów, które rzuciłaś i nie chcą mi wyjść z głowy.
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
W mieście szaro-buro i bardzo ślisko, ale poza nim wciąż biało:)
Jedzenie poporcjowane i upchane, garkocie pochowane, choinki zapalone – można spokojnie kontemplować Poświęta;)
Dobry wieczór. Garkocie brzmi, hmm, niepokojąco blisko kotów?!
L.p.: garkoć
L.mn: garkocie
Rzeczywiście może się kojarzyć:)
Pamiętam, jak w czasach studenckich byłam w ramach praktyk na lekcji w podstawówce i pani na tablicy wypisywała wyrazy pochodne od słowa „kot”, czyli:
kot-ek
kot-ka
i…
kot-let
🙂
Kotojadom mówimy stanowcze „nie”!
Rzekłeś!
🙂
Chyba jej się w głowie coś po-kot-łowało…
I po-kot-łowało i po-kot-łowiło…
😉
Tutaj, dla odmiany, szaro, siąpliwie, resztki śniegu w miejscach spiętrzenia już dawno utraciły magiczną biel sprzed kilkunastu dni i ze wstydem rozpływają się strugami szarego błota.
A po ulicach, niesione wiatrem, grasują hordy wrednych wirusów, bakterii i temu podobnych paskud…
U nas miejskie widoki też nie zachwycają. Na lodzie jest warstwa wody, ślisko i niebezpiecznie, bo deficyt piaskowy trwa…
Tu mokrawo, ale bez takich, na szczęście.
Marnie spałem w nocy, do domu dotarłem ok. 20., a jutro kolejny długi dzień… Muszę się więc pożegnać. Do jutra! I pięknych snów!

Pięknych snów, Tetryku:)
Kochani, umykam, gdyż jutro i pojutrze dzień pracy. Dobranoc!
Dobrej nocki, Quacku:)
Nie żegnam się jeszcze, będę zaglądać, bo stan odmeldunkowy mi się nie zgadza. Znaczy – na Maczka poczekam:)
Jestem, jestem!
🙂
Dobranoc!
Miłych snów, Maczku:)
I teraz spokojnie mogę powiedzieć:
dobrej nocki, Wyspo:)
Noc nieprzespana…
I jak tu powiedzieć „dzień dobry”?
Może Gienia ma na to jakiś ratunek?
Chyba po prostu. Przecież to noc była zła;)
Witaj, Maczku:)
Witajcie!
Spałem kamieniem, więc pięknych snów albo nie było, albo się poza kamień nie przedostały.
Widocznie spałeś diamentem;)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Nienajgorszy, Leno!
I to jest bardzo dobra wiadomość, Tetryku:)
Dzień dobry, a mnie się śniło, że byłem kędyś w Afryce, na granicy Nigerii i jeszcze jakiegoś państwa (z mapy wynika, że w grę wchodzą Benin, Niger, Czad i Kamerun) i spotkałem człowieka, który potrafił przenosić się w ciała innych osób (za ich zgodą tylko), a one w zamian za to zyskiwały różne nadnaturalne umiejętności. Np. latanie. Czyżby wariacje nt. nigeryjskiego przekrętu?
Czadowy sen! Trochę też Nigeryjski…
No właśnie, taki trochę z pogranicza. Dobrze w sumie, że się obudziłem.
A mi śniło się, że wstałam i zdążyłam do sklepu, który na jawie będzie zamknięty do 3 stycznia:)
Witaj, Quacku:)
Nawet nie do drugiego? Tylko do trzeciego? No wiesz co, a małżonka nauczycielka musi już drugiego być na posterunku
Ten sklep w ogóle jest dziwny… Czynny od wtorku do piątku od 10.00 do 14.00:) 02.01 to poniedziałek, więc może dlatego od 03.01?
Ale świetnie wyposażony, asortyment w ludzkich cenach, więc klienci się dostosowują:)
Sklep klejowo-farbowo-takie-tam:)
*Sprawdziłam – do 03.01 włącznie, więc ta wtorkowa teza się nie sprawdza…:)
Ach, a ja się dowiedziałem, jeszcze w listopadzie, że jedna zaprzyjaźniona księgarnia ma zamiar się zamknąć na styczeń i luty, gdyż opłaty za ogrzewanie ją inaczej wykończą
(Edit: tak a propos dziwnych godzin – a nawet miesięcy – funkcjonowania)
Tutaj na dole jest sklep, a górę dobudowano potem i zaadaptowano na mieszkanie, co nie wpłynęło na funkcjonowanie sklepu:)
No to po pracy i na przerwę!
Wróciłem z zebrania, tym razem w SM, i do 5:30 mam wolne!
To kupa czasu!
Dżezu, Dżezu, i co robić z taką masą wolnego;)?
Zwłaszcza, jak si.ę nie ma Psiułki…
I Smarkactwa Wygłodniałego:)
Jestem!
Starałam się być w ruchu, aby mój organizm zapomniał o braku snu dzisiejszej nocy.
No i aby uciec od czarnych myśli.
Spacer, potem muzeum.
Hmm. Ale w tej chwili nic złego konkretnie się nie dzieje?!
Nic konkretnie.
To trzymam kciuki, żeby to trwało jak najdłużej.
Nie błagam -jak najkrócej!
Kolejna noc bez spania?
Nieee.
Ale żeby nic złego, jak najdłużej
Nie zrozumiałeś. Nic złego konkretnie, ale jest tak, że bardzo bym chciała, aby było, choć troszkę lepiej, bo jest do d…y.
Wyobraź sobie, że jest lepiej
Oby nie było jeszcze gorzej…
Dobranocka.
Dzisiaj klasycznie, wieczornie, księżycowo i z jazzem takim bardziej bigbandowym.
Snów z serenadą w tle.
O tak! Serenada księżycowa to znakomity podkład do snu!
Naspacerkowo przesiąknięte wilgocią dobry wieczór, Wyspo:)
Mżysto, dżdżysto i ślisto:)
Zabrzmiało nieco dżdżowniczo, chociaż to nie ta pora roku.
Dobry wieczór, mimo to 🙂
Skojarzenie bardzo adekwatne, zażywszy posuwistość naszych ruchów podczas pozadomowych wędrówek:)
Kochani, umykam. Dobranoc!
Dobrej nocy!
Trzeba już spać. Życzę państwu przyjemnych, stabilnych i posuwistych snów spod Księżyca 😉

Miłej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry, czas dzisiaj cenny.
Pani Gieniu, poprosimy!
Witajcie!
Witajcie!
Jak widać, jest trochę ruchu! 😉
Trochę ruchu tak.
Spacerek,prosto z dolinek z plecakiem w gości
U nas też było dziś dość ruchliwie:)
Teraz nastała ciiisza:)
Dobry wieczór, Maczku i Tetryku:)
No to po pracy. Ale na przerwę za dłuższą chwilę, koło 18.30.
A teraz pobędę
A ja chyba – do pracy:)
Od paru dni mam pomysła, ale dopiero teraz chwilę, by go zacząć realizować:) Jeśli tylko po tych całodniowych eskapadach nie padnę:)
Dobry wieczór, Quacku:)
W ta pora do pracy? Nono!
To raczej taka pracka relaksacyjna:)
Napiekłam się, nagotowałam, nabiegałam, więc pora zająć czymś łapki i dać wytchnienie reszcie ciała:)
A ja wyszłam z gościny i wracam do domu
Dobranocka.
Dzisiaj mała nocna muzyczka 🙂
Snów klasycznych, a może nawet barokowych?
🙂
A wiesz, Quacku, że „eine kleine” to także idiom tłumaczony jako „takie sobie” (w znaczeniu: takie sobie nucenie, takie sobie mazanie, itd.):)?
Więc tytuł równie dobrze może brzmieć: „Taka sobie nocna muzyczka”:)
Ha, dzięki!
Uprzejmie donoszę, że dotarłem do domu. Nowe biuro zaczyna przypominać stan bliski docelowemu: stół zmontowany internet działa, drukarka działa. Będzie dobrze!
Pomyślności wszelkiej na nowej drodze ży… no, jakoś tak. W nowym biurze w każdym razie.
Dzięki, mamy nadzieję!
Równie uprzejmie gratulujemy i cieszymy się razem z Tobą, Tetryku:)
Dzięki, dzięki! 🙂
Rozbłocone dobry wieczór, Wyspo:)
Smarkactwo odprawione.
Reszta wyspacerowana.
Słowem: hulaj dusza! piekła nie ma!;)
„Gdy nie ma w domu dzieci
To jesteśmy niegrzeczni!”
Tak, to była pierwsza myśl, ale po miłej dobrej nocce już nie chciałam nikogo bałamucić;)
Dybra. Na Wyspie cisza, to spróbuję zestringilować z siebie drożny kurz i spacerkowe błotko;)
Lena na myjni, Makówka dopiero wraca, a ja zmykam spać. Niechaj wam taka sobie muzyczka przygrywa do snu!

Lena po zaliczeniu caldario, loutry oraz stosownym arybalosowaniu też życzy Ci miłych snów, Tetryku:)
Ależ ty masz dziwne i tajemnicze zajęcia!
🙂
Uwaga o myjni skojarzyła mi się z limuzyną, więc…:)
Dawno, dawno temu, w Starożytnej Grecji… w caldario stringillą oskrobywało się błotko, w loutrze ponownie opłukiwało, a następnie maściło wonnościami przechowywanymi w aryballosach.
Czy opis tych czynności – choć dotyczy człowieczych zabiegów higienicznych – nie brzmi automobilowo?
La donna e (auto)mobile…
E „Sempre un a mabile…” 😉
Makówka wróciła. Rozpakowała plecak, umyła co trzeba z błota, zjadła, zrobiła pranie, wyrzuciła śmieci i chyba czas zbierać się do spania.
O! Czyli nie ja jedna walczyłam z błotnym żywiołem:)
Dobrej nocki, Maczku:)
Dobranoc!
Spokojnej nocki, Quacku:)
Dobranoc
🙂
Snów z szemrzącymi w tle, barokowymi nutkami, Wyspo:)
Witajcie!
Coś się kończy, coś się zaczyna… 😉
„A po nocy przychodzi dzień…”;)
Dzień dobry, Tetryku:)
Witam!
🙂
Dzień dobry. Za godzinkę wybywam (i jestem z powrotem w przyszłym roku 😉 ). W związku z tym chciałem życzyć wszystkim na Wyspie najlepszości w nowym roku i szampańskiej zabawy w Sylwestra. Albo chociaż proseccowej!
Wszystko ma na wózeczku pani Gienia. A jak nie ona, to na pewno zmienniczka.
Szerokiej drogi Quacku!
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
Szampańskiej zabawy na Sylwestra!
Udanego balu, Quacku!
Witaj, Quacku:)
Udanej zabawy i pomyślności w nowym roku:)
Słoneczne dzień dobry, Wyspo:)
Godzinka w domu i wieczór w teatrze
Opisz wrażenia
Jestem. Wybłocona „cała Makówka”. Poślizgnęłam się w miejscu dość stromego podejścia i zjeżdżałam na błocie dobry kawałek, a potem pozbierać się nie mogłam. Trochę poturbowana, ale nic groźnego (mam nadzieję, bo czasem zaczyna tak naprawdę boleć po jakimś czasie)
Bardzo mi przykro, Makówko.
Napisz, proszę, czy nie czujesz się gorzej, jeśli dasz radę.
Błocko jest zdradliwe. Zwłaszcza to zimowe.
Też staram się chodzić ostrożnie, bo nawet buty z (ponoć) antypoślizgowymi protektorami potrafią zatańczyć na podmarzniętym błocku:(
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Laskiem jeszcze biało, ale miasto raczej wczesnowiosenne niż zimowe, choć mrozi:)
Wypatrzyłam dziś pąki na wierzbie…
Jaka cisza na Wyspie:)
Quack baluje, Tetryk się teatruje, Maczek kuruje, a zaniepokojona Lena sprawdzała, czy grudzień aby na pewno ma trzydzieści jeden dni i kończy się jutro:)
Ponieważ nikogo nie ma, to pozwolę sobie klimatycznie zagrać (niekoniecznie do snu, jeśli ktoś ma inny pomysł):
taki remake Jurija Wizbora zaśpiewany przez jego córkę – Barbarę:)
I to będzie wielka zima…
Spójrz, po drugiej stronie rzeki
Jesień po cichu umiera,
Macha swoją żółtą ręką.
Mokre osiki płaczą,
Dziadek Arbat płacze,
Płacząca niebieska Rosja,
Zmieniając się w opadanie liści.
I, kruszenie zasp śnieżnych,
Na wiosnę słońce będzie pryskać…
A zima będzie duża -.
Tylko półmrok i śnieg.
(tłumaczenie: translator DeepL)
Może pokuszę się o bardziej poetyckie tłumaczenie:)
Ale też raczej już w przyszłym roku:)
Tetryk już wrócił i właśnie szukał czegoś z kuligiem, ale fajnie, że uprzedziłaś 🙂
Napiszesz wrażenia Tetryku?
🙂
Kulig, mam nadzieję, nie odjedzie zbyt daleko i jeszcze nam poświszczy:)
I jak wrażenia?
Możesz zdradzić, na czym byłeś?
Dobry wieczór, Tetryku:)
Tak, oczywiście — był to Słownik ptaszków polskich.Ale o wrażeniach dziś już nie napiszę — może w przyszłym roku 😉
Jasne:) Nic na siłę:)
Dziękuję za tytuł.
Dobranoc Wyspo!
Dobrej nocki, Maczku:)
Dobranoc! Jutro rano zakupy, po południu spacerek po mieście, wieczorem Sylwester na zoomie z Kneziowiskiem Gdyby ktoś z was miał ochotę zajrzeć, będzie mile widziany!

Ale trzeba się choć trochę przespać.
Propozycja kusząca:)
Nigdzie nie wybyłam w tym roku, bo mi się terminy zazębiły. Mam wprawdzie możliwość poświętowania z koleżanką, tylko ten (wspominany kiedyś) papug odrobinę mnie zniechęca… Jakby co – dam wcześniej znać.
Miłej nocki, Tetryku:)
Na chwilę można zajrzeć nawet z telefonu, jeślibyś jednak wybrała papuga! 😉
🙂
Sylwester z papugiem, dwoma kotami i dwoma (moim i jej) psami może okazać się decybelowo piekielny (koleżankowi ulubieńcy okazują mi swoją sympatię włażąc na mnie, moja zazdrosna Psiuła protestuje przeciw zawłaszczaniu j e j pani nieprzerwanym szczekaniem, a dziś jeszcze za oknem będą szaleć entuzjaści sztucznych ogni), więc chyba zostanę w domu:) Nawet jeśli będę zmuszona (jak już nieraz bywało) świętować w łazience i uspokajać zdezorientowaną hukiem fajerwerków Psiułkę:)
Myślałam o wybyciu poza zasięg świetlnych eksplozji, ale odkąd każdy może nabyć race, nie jest to takie proste. Nawet w lesie słychać tych witających Nowy Rok (nomen omen) zapaleńców…
Po spacerku (ok. 22.30) pewnie spróbuję do Was zajrzeć, chyba że będzie naprawdę głośno. Już teraz pies mi się chowa po kątach, bo słychać pierwsze próby fajerwerkowe…
Dzień dobry, Tetryku:)
Dzień dobry!
Spotkanie — w różnym składzie — z pewnością dotrwa co najmniej do północy.
Wieczorem będę u znajomych, którzy mają wnuki do pilnowania.
Będę pomagać zabawiać wnuki. No i tam jest problem z zasięgiem.
Udanej zabawy, Makówko:)
I szczęśliwego Nowego Roku:)
Dzień dobry, Maczku:)
Regenerujących przedsylwestrowo snów, Wyspo:)
Słonecznie witam!
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Witajcie!
Po zakupach, po śniadanku 🙂 Jest dobrze!
No tak — wszystkie panie już szykują balowe kreacje, kremy, maseczki i koafiury — a ja idę na spacerek…
Przeczytałam konfitury.
Czy to coś znaczy?
Oczywiście! Ja też wolę konfitury od koafiur!
Jeszcze staroroczne dzień dobry, Wyspo:)
Bezśnieżnie, ciepło, wiosennie niemal:)
No i po spacerku. Pokażę go wam, jak kolega zmontuje 😉
P. S. Już zmontował i wystawił na FB
Pozdrawiam z Czajowic
Machamy w twoją stronę!
Abyśmy tu nie dołożyli kolejnej setki komentarzy z życzeniami, założyłem noworoczne pięterko. Serdecznie zapraszam!
Już noworocznie dziękuję wszystkim za wspólne pokuligowanie i lecę składać życzenia na Tetrykowe pięterko:)