W sobotę 21.05.22 poszłam na spacerek z kołem PTTK.
Z domu wychodziłam w strugach deszczu. Na zbiórce część osób sugerowała powrót do domu.
Cóż… Makówka najgłośniej krzyczała „Co z was za turyści! Deszczu się boicie?”.
Potem się rozpogodziło, zrobiła się idealna pogoda na spacerowanie i zwiedzanie, więc mówiłam „gdzie są ci, co chcieli wracać do domu?”
Gdybym wiedziała… że ten spacerek będę długo pamiętać… że lepiej było wrócić do domu…
Ale najpierw zapraszam na spacerowanie i zwiedzanie ze mną.
Spacerować będziemy po Dłubniańskim Parku Krajobrazowym.
https://pl.wikipedia.org/wiki/D%C5%82ubnia%C5%84ski_Park_Krajobrazowy
Na początek oglądamy Klasztor imbramowicki.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Klasztor_Norbertanek_w_Imbramowicach

Makówka postanawia wstąpić do klasztoru, o czym natychmiast informuje na fb.
Niektóre komentarze moich znajomych są dość zabawne, ale chyba (nie wiedzieć czemu?) jakoś nikt nie potraktował mnie poważnie.

Wychodzimy przed klasztor i na pniaku rozkładamy pączki i inne ciasta z zaprzyjaźnionej cukierni.

Posileni idziemy dalej, aby przywitać się z Imbramowicami

A następnie obejrzeć:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Klasztor_Norbertanek_w_Imbramowicach


Idziemy szlakiem wzdłuż Dłubni.
https://pl.wikipedia.org/wiki/D%C5%82ubnia_(rzeka)



Mijamy dom otoczony od dołu kwiatami, a od góry skałą.

Obok dworu w Glanowie tylko przechodzimy, nie zwiedzamy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dw%C3%B3r_w_Glanowie


Dochodzimy do rejonu wspinaczkowego w wąwozie Ostryszni.
Na tych skałkach było mnóstwo wspinaczy, ale Makówka nie zdążyła zrobić zdjęć, bo…

…bo stała tam pani z dwoma pieskami, z którymi zaczęły się bawić moje koleżanki.
Makówka zrobiła im zdjęcie i gdybyż na tym poprzestała!

Niestety na zasadzie „jak wszyscy to wszyscy” Makówka też zapragnęła zdjęcia i …spacerek zakończył się w miejscu ze zdjęcia poniżej, gdyż pies pogryzł mnie w rękę. Może było zbyt duże zamieszanie, może poczuł kota?

Na pytania „Makówko, gdzie miałaś mózg?” odpowiadam „nieliczne szare komórki zagubiły się w maku w mojej makówce”.
Każdy, kto czytał komentarze pod poprzednim wpisem, wie, że zakończyło się antybiotykiem, rozpoczęciem serii szczepienia na wściekliznę itd.
Na drugi dzień zrezygnowałam z wycieczki, na którą byłam zapisana, ale poszłam na mały sentymentalny spacerek.
https://pl.wikipedia.org/wiki/M%C5%82yn%C3%B3wka_Kr%C3%B3lewska
Nie pamiętam, ale wydaje mi się, że kiedyś już na Wyspie coś pisałam o Parku Młynówka Królewska?



Ta tablica na powyższym zdjęciu znajduje się obok kapliczki, więc jak widać, temat Młynówki Królewskiej jest bardzo ciekawy i jak zechcecie, możemy go kontynuować w komentarzach.
Na tym pięterku wspomniałam dlatego o niedzielnym spacerku, gdyż on stanowi pewien łącznik do przejścia do tematu Dzień Matki, którym postanowiłam zakończyć ten wpis.
Młynówka Królewska są to bowiem rejony tuż obok miejsca, gdzie się urodziłam, mieszkałam i gdzie po mojej przeprowadzce „na swoje” mieszkali moi rodzice.
O mojej mamie pisałam już na Wyspie przy okazji jej śmierci.
Skoro jednak jutro jest Dzień Matki, powspominajmy nasze mamy.

To zdjęcie zdjęcia zostało zrobione dziś przez mojego syna na moją prośbę.
Stoi ono w chatce w Stróży, które jest jedynym miejscem na ziemi najbardziej związanym z moimi rodzicami. Jedynym, gdyż klucze od mieszkania na Galla w Krakowie musiałam oddać właścicielowi kamienicy.
Jest jakby symboliczne. Mama siedzi na tle gobelinu przywiezionego jeszcze ze Lwowa z ich lwowskiego mieszkania.
Zdjęcie to prosto z pogrzebu (z powodów pandemicznych nie było stypy) zawieźliśmy z synem do chatki w Stróży. I tam stoi cały czas. Obok tapczanika, na którym na Galla spałam ja jako nastolatka, a potem w Stróży spała moja mama.
Zamiast wspominać moją mamę (bo to już było na Wyspie) takie symboliczne wspomnienie miejsc z nią związanych.
Każdy z Wyspiarzy jest czyimś dzieckiem, więc jutro myśli ciepło o swojej mamie.
Odwiedza ją albo z kwiatkami i prezencikiem (jak ma takie szczęście) albo na cmentarzu, albo bodaj w myślach lub wspomnieniach.
Oprócz tego Wyspiarki są mamami, więc Drogie Panie Wszystkiego Najlepszego z okazji Waszego Święta.
Cieszmy się z faktu bycia mamami, bo przecież to dzieci, choć nieraz dostarczają zmartwień i trosk stanowią bardzo ważną (jeśli nie najważniejszą) wartość w życiu.





Zapraszam do spacerku w części pierwszej, a w drugiej do świętowania DNIA MATKI.
Takim psom to mogłabyś w cyrku głowę w paszczę wkładać…
Taaaa………..żeby się mak wysypał?
No i wiesz bodaj nie zostałam pogryziona przez jakiegoś malutkiego pieska, więc jak wbił to solidnie.
Będę długo pamiętać.
Dobry wieczór. Zafascynowała mnie sama nazwa Imbramowice, myślałem, że to zniekształcone, uproszczone od jakiegoś naturalizowanego Turka, a może Tatara o imieniu Ibrahim, a tu niespodzianka, germańskie(!) imię Imbram.
Nazwa rzeczki prowokuje do domysłów: kto w niej dłubał i co wydłubał?
Tak mi się językowo skojarzył ten wpis.
A okolice oczywiście piękne, szkoda, że tak się skończyło.
A gdyby moje koleżanki (lub koledzy) tak się przytulali do piesków (tak, widzę, że słusznych rozmiarów pieski), to na pewno też bym spróbował, więc nie masz co się obwiniać o brak komórek mózgowych.
Dobry wieczór Quacku!
Dziękuję za komentarz.
A skąd wiesz, że nazwa pochodzi od Imbrama?
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Imbramowice_(wojew%C3%B3dztwo_ma%C5%82opolskie)
To fajnie, że masz językowe skojarzenia, pewnie Lena będzie zadowolona, bo ona lubi takie rozmowy.
Ja jednak zazwyczaj nie podchodzę do obcych psów, kotów, koni itd. Raczej robię tylko zdjęcie, choć przecież wtedy pies też może zaatakować. Powiadasz, że też byś podszedł? Właścicielka zachęcała.
Sama zaproponowała, żeby jej podać komórkę, to mi zrobi zdjęcie.
A trzeba skoczyć do sekcji „Historia” w tym artykule 🙂 https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Imbramowice_(województwo_małopolskie)#Historia
Skoro właścicielka zachęcała, to powinna, hm, wykazać się większą odpowiedzialnością, jeżeli chodzi o skutki tego przytulania.
Edit: to znaczy na przykład zostawić Ci namiary na siebie.
Albo to pierwsza, co zachęca a potem zmyka? 😉
Co miałeś na myśli Tetryku?
Cóż ja nie pomyślałam. Jednak się zdenerwowałam i przestraszyłam.
Jedna z koleżanek od razu wyciągnęła apteczkę i zajęła się opatrywaniem rany. Dobrze, że akurat obok mnie była taka co zawsze ma apteczkę i zrobiła to na tyle profesjonalnie, że na SOR pytali, gdzie byłam do „pierwszego zaopatrzenia”.
Zdezynsekowała, zasypała dermatolem, dała jałowy gazik i zabandażowała. Ale to ona jedna (oprócz organizatora) nosi apteczkę.
Szczęście w nieszczęściu, że akurat była obok.
Natomiast pozostałe dwie powinny były pomyśleć, a nie zająć się jedynie „gonieniem grupy”.
Albo właścielka nie tylko krzyknąć „psy szczepione”.
Uniknęłabym serii zastrzyków przeciwko wściekliźnie.
Tak, coś z tych rzeczy powinno się było zdarzyć, szkoda, że nie.
Szkoda. Nauczka na przyszłość.
To prawda:) Ja też podeszłam do sprawy językowo i znalazłam informację, że Dłubnię nazywano wcześniej Glanówką (są podejrzenia, że od „glan/glina” – „woda nieprzejrzysta, zamulona”, ale też od „glan/glon”- „zagloniona”) oraz Gorącą (od niezamarzania).
Ha, a dlaczego buty się nazywają glanami? Czyżby od butów do chodzenia po takich błotnistych okolicach? (Wikipedia nic nie mówi o źródłosłowie, tylko „Określenie „glany” oznaczało początkowo buty z demobilu lub podobne do nich obuwie robocze”).
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/glany24.pl/historia-glanow/
Pierwsze glany z prawdziwego zdarzenia powstały jednak w ubiegłym stuleciu. Gdybyśmy mieli zabawić się słowem, tym „prawdziwym zdarzeniem” było skręcenie stopy w trakcie jazdy na nartach. Taki właśnie przykry uraz przeżył w 1945 roku dr Klaus Märtens. Nie byłoby w tym nic fascynującego, gdyby nie to, że ten akurat incydent miał znaczenie historyczne.
Kiedyś czytałam gdzieś, że to od „gleń” – „twardej wierzchniej warstwy”:)
Nasz gwarowy „glan” nie kojarzy się zbyt ładnie, podobnie jak „drzyc”:)
Dobry wieczór na Twoim pięterku, Makówko:)
Spacerek zaczął się uroczo, szkoda, że zakończył tak niefortunnie:(
Jestem wyjątkowo nieufna jeśli chodzi o obce zwierzęta, ale przecież nie da się wszystkiego przewidzieć…
Kiedyś wsiadłam do windy i (dosłownie) w ostatniej chwili dobiegł pan z wilczurem. Trzymałam płaski karton (taki pizzowy) z zapiekankami i psu tak zapachniało, że stanął na tylnych łapach i jego kufa znalazła się naprzeciw mojej twarzy. Właściciel nie był w stanie odciągnąć łakomczucha, więc dojechałam na siódme piętro, poczekałam, aż pan wywlecze psa z windy i wróciłam na piąte. Pies nic mi nie zrobił, ale byłam wtedy naprawdę przestraszona…
Nawet tych zapiekanek nie tknęłam:)
Kochani, powoli wycofuję się na z góry ustalone pozycje – horyzontalne.
I tu też mówię:
dobrej nocki, Wyspo:)
Dobranoc !
Uśmiech i serducho dla WSZYSTKICH MAM !
Wszyscy bardzo dziękujemy za Twoje serducho i uśmiech, Maczku;)
Dobry wieczór:)
Dzień dobry
Zaraz zapoznam się z całym pięterkiem, bo dopiero wstałam…
Dzień dobry, a to pada, a to świeci.
A tu niebo równo zachmurzone.
Makówka składa życzenia mamom, więc chyba i sobie.
Ja dziękuję za życzenia i je odwzajemniam…
Jeśli chodzi o psy, to się dziwię że Cię któryś z nich pogryzł. To z zasady łagodne psy. Ale może rzeczywiście wyczuły od Ciebie kota?
No, nie pogryzł. To było takie opędzanie się. Gdyby chciał pogryźć, to Makówka nie miałaby spuchniętej ręki, tylko obwiązany kikut…
Tu masz rację. Ciekawe dlaczego żaden pies nigdy mnie nie ugryzł? Może dlatego, że wyczuwają we mnie przyjaciela.
Widać ty możesz sobie zaśpiewać za LJKernem:
Wy nie wiecie, a ja wiem
jak rozmawiać trzeba z psem…
(kiedyś nuciła to tutaj Lena 😉 )
Ależ mnie też nigdy żaden. Do tej pory. Zrobiło się chyba za duże zamieszanie i pies miał dość.
Witam Was słonecznie i świątecznie!
Oj, ja się jeszcze nie przywitałem! Witajcie! 🙂
Wirki trzymają się krzepko…
No to po pracy.
A jeszcze przed przerwą mały komunikat, bo powoli planuję najbliższy miesiąc:
Jutro po południu wyjeżdżam, poniekąd służbowo, i wracam w niedzielę po południu.
W weekend 4-5 czerwca jestem, z tym że 5 przed południem mam spotkanie, służbowe, ale luźne.
W weekend 10-12 czerwca mam wesele w rodzinie (małżonki), wybywam w piątek, jeszcze nie wiem, czy po południu, czy przed, i jestem, mam nadzieję, w niedzielę, pewnie po południu/wieczorem.
W Boże Ciało i długi weekend (16-19 czerwca) wybywam znów, w sporej części służbowo, być może nawet już w środę wieczorem (a jak nie, to na pewno w czwartek rano) i wracam w niedzielę, na szczęście pewnie koło południa.
A potem to nie wiem.
Aha, i jeszcze tygodniowy urlop w lipcu.
I tydzień w sierpniu też.
A pod koniec sierpnia znów obowiązki służbowe, ale na miejscu w Trójmieście.
Z rzeczy planowych to tyle.
A teraz na przerwę.
Więcej Ciebie nie będzie, niż będziesz. Ale dobrze, że mile będziesz spędzać czas. Przyjemności
Wesele małżonki? Pogratulować koledze…
W RODZINIE! (A dopiero rodzina – małżonki)
Takiemu to dobrze…
„Im więcej Ciebie, tym mniej…”
Im mniej Ciebie, tym więcej?
Tak tylko się zastanawiam…
😉
Dobry wieczór, Quacku:)
Przepraszam, że dopiero teraz.
Dziecko przyszło do mnie z kwiatkiem i zaproponowało mały spacer po Mogilanach.MAŁY!
Wróciłam tak zmęczona, że położyłam się na chwilę i spałam i spałam.
Nie rozumiem co się dzieje. No i ten ostry ból przełyku -stan zapalny i z tego stan podgorączkowy i takie zmęczenie? Czy jednak zakażenie po ugryzieniu?
Rany. Ale jesteś po zastrzykach przeciwko?
Może zadzwoń (jutro) do Sanepidu?
Jestem po pierwszej serii zastrzyków na wściekliznę.
Następny za 7 dni, a następny za 21 dni. Pierwsza dawka była podwójna.
A to co innego niż zakażenie rany tym, co pies ma w pysku. Na to biorę antybiotyk. Zapalenie przełyku to pewnie skutek antybiotyku.
Ale nie rozumiem skąd takie osłabienie, stan podgorączkowy itd.?
Może kwestia odczynu poszczepiennego? „Po podaniu szczepionki mogą występować lekkie odczyny miejscowe, np. zaczerwienienie, obrzęk, bolesność lub świąd w miejscu podania szczepionki, ogólne odczyny, np. ból i /lub zawrót głowy, bezsenność, gorączka, ból brzucha, kołatanie serca.” A może u Ciebie to jest jeszcze bardziej zindywidualizowane?
Ale szczepienie na tężec było w sobotę, na wściekliznę w poniedziałek a dziś jest czwartek.
Miejsce po szczepieniu na wściekliznę jest dalej bolesne i sine, ale bez przesady, żeby jeszcze dziś stan podgorączkowy?
Bardziej się boję o ten przełyk. I mam już dość chorowania.
No to tak, lekarz byłby wskazany
Dobranocka.
Takie niesłyszane wcześniej.
Snów o wielkim świecie.
A ja zaraz idę kręcić.
O(b)gwizdano-przewiane dobry prawie (jeszcze widnawo) wieczór, Wyspo:)
Dziś tak pięknie się zaczęło, że wybyłyśmy w plener dość wcześnie. Na miejscu wyniosłam sobie leżaczek, coby trochę się dowitaminizować, zasiadłam, przymknęłam oczy, a tu jak nie lunie…
🙂
I co? I co dalej? Polało Cię? Czy zdążyłaś zwiać (skoro tak wiało)?
No, ba!
Mnie by nie polało:)
Zanim zdążyłam się zerwać, zebrać poduszki, chwycić leżak i zawołać Psiułke, przemokłam do suchej nitki.
A potem padało i padało, sukienka się suszyła i suszyła, a ja gapiłam się przez okno i gapiłam…
Przejaśniło się po paru godzinach, więc zamknęłam Głuszę i wróciłyśmy do cywilizacji:)
Gdybym tego nie doświadczyła, nie uwierzyłabym, że futro może schnąć szybciej niż sukienka:)
Jednak przyroda wszystko ma lepiej obmyślone niż my i naturalne futro to naturalne futro …
Pisali, że sukienka też naturalna…
🙂
Ha, czyli następnym razem idziesz na leżak w futrze! Ta natura jest niegłupia, jak śpiewali Starsi Panowie.
A pewnie! Pójdę w tym, co mi natura dała – w futrze, płetwach i z zamkniętym dziobem;)
Brzmi jak dziobak, ale on generalnie jest z Australii, a nie ze wschodu Polski
A dziobaki szkolne (łac.: scholus platypus)?
Czy one nie zamieszkują całej kuli ziemskiej?
Zamieszkują, ale zwykle dobrze kamuflują dziób i płetwy. Z futrem już różnie!
🙂
To pewnie dlatego w-f przeważnie jest ich zmorą…:)
Lena, przyjedź na południe, bo tu sucho… 🙂
Ale wczoraj padało…
Od paru lat zastanawiam się, czy nie przenieść się jeszcze bardziej na północ…
Mówisz, że na południu fajniej, Tetryku?
Dobry wieczór:)
Pod niektórymi względami — owszem 🙂
Jeśli mogłabym wziąć ze sobą Głuszę, Jezioro i Las…
To – kto wie…:)
To mi się podoba!
Tylko to jezioro i las poproszę jakoś blisko miejsca gdzie mieszkam!
Wypakuję tam, gdzie pozwolą, Makówko:)
Postaram się o pozwolenie w dobrej lokalizacji.
Kusisz, Maczku, kusisz…:)
No dobra!
Znajdziemy jakieś miejsce w dobrej odległości i ode mnie i od Tetryka.
Choć?… Jak Tetryk się zgodzi lokalizacja bliżej gór, bliżej do Makówki to chyba dobry pomysł? On przecież zawsze dojedzie albo autem, albo rowerem , albo…myk, myk prosto z pracy.
To ja może najpierw popytam, czy mi to pozwolą zabrać:)
„albo…myk, myk prosto z pracy” zabrzmiało, jakby Tetryk pracował w górach:)
*W tym sensie, że przy wyrębie skał czy w innych kamieniołomach:)
W górach nie, ale „przy wylocie” w kierunku gór.
Łoj, mam nadzieję, że to nie była informacja tajne/przez poufne, którą zdradziłam korzystając, że Tetryk śpi?
Na szczęście zataiłaś, że chodzi o Kordyliery… 😉
No i czas do spania, też jestem zmęczona…
Dobranoc
Miłej nocki, Bożenko:)
Spokojnej!
Śpij spokojnie Bożenko!
Też życzę wszystkim Mamom samych wspaniałości:)
I dołączam okolicznościowy wiersz zaprzyjaźnionego poety:
„Takie mamy mamy
jakie mamy
a każda jest
Jedyna –
z Tobą być
choćby przez chwilę
z oczu Twoich pić
niewysłowione piękno
spojrzeniem trzymać
ciepłą
Twoją dłoń
to szczęście
na wieczną wieczność.”
(„Do Mamy” – Z. Tanajewski)
Myślałam, że dziś powspominamy nasze mamy albo nas w roli mam, ale zamiast moderować dyskusję poszłam na spacer, a po nim niespodziewanie totalnie padłam i spałam zupełnie nie wiadomo czemu.
Dziękuję więc Leno za wierszyk.
Proszę bardzo:)
A od wspominania siebie w roli Mamy o niebo przyjemniejsze jest pobycie Mamą. Przy stole, na spacerze, albo chociaż przez telefon czy kamerkę:)
Dziś dziecko przyniosła kwiatka, zabrało na spacer, ale część pt. „zjemy jakieś dobre ciasto” została odłożona na dzień kiedy nie będzie mnie bolał przełyk i żołądek.
„W prezencie” (ha, ha) dostałam „w zamian” kefir (podobno łagodzi) oraz Nolpazę i zestaw gazików jałowych.
Jaka sytuacja taki Dzień Matki.
A na spacerze spotkaliśmy węża.
To jest moje dzisiejsze „bycie mamą”.
No, słyszałaś, czym się skończyło gdy Ewa pierwszy raz spotkała węża…
Taaaaa…
Dlatego to zdjęcie z dziś uważam pasuje, bo …pierwsza pramatka, wąż…i ciąg dalszy wszyscy znają
Bardzo dobrze się to spotkanie skończyło:)
Bo i my dzięki temu możemy się spotykać:)
O tym pisałam:)
Mój to właśnie kamerka, dwóch panów kurierów i pan posłaniec oraz to opalanie na mokro:)
Lepszy wąż na kamieniach niż w kieszeni
Kochane, kochani, umykam.
Dobrych snów umykającym!

Wyspa powoli pustoszeje, więc ja też już się pożegnam:
dobrej nocki, Wyspo:)
To i ja się pożegnam.
Dobranoc!
Napisałam maila do Miralki…
Czy ktoś, coś…?
Nie, nic nie wiem. Ale chyba nie powinniśmy wyciągać pochopnych wniosków.
Sprawdż swoją pocztę.
Dzień dobry
To znów piątek, piątunio, nieco zapłakany… ale deszcz jest potrzebny 
Dzień dobry, czasem słońce, czasem deszcz…
Witajcie!
Dziś opuszczam dzień pracy, ponieważ w połowie będę żegnał moją byłą, wieloletnią szefową…
Witam Wyspę!
Taką odpowiedź dostałam na mojego maila do Miralki. Teraz przeczytałam i potrafię tylko wkleić i się rozpłakać.
Witam
Jestem mężem Mirki. Niestety dostała drugiego dużego wylewu. Była w spiączce. Zmarła w sobotę. Nie powiadamiałem na stronie, bo nie wiedziałem, jak i gdzie ale napisałem do quakie, miała go w kontaktach, miałem nadzieje, ze powiadomi…
Brak słów…
Wyspa bez ptaszków Miralki już nie będzie taka sama, ale my pozostaniemy i będziemy Ją wspominać. Ciepło i serdecznie.
A ja od paru dni nie otwierałem tej skrzynki!
Jeśli nie było tam nic osobistego do Ciebie proponuję wklej maila tu na Wyspie.
Właściwie to samo, co do Ciebie 🙁
„Witam
Jestem mężem Mirki i chciałbym powiadomić o Jej śmierci. Niestety dostała drugiego dużego wylewu we środę i była w śpiączce. Zmarła w sobotę. Wiem, że chciała powiadomić w razie śmierci, co czynię.
Pozdrawiam”
Brak słów.
tego się nie spodziewałam…
Powiększa się nasza Aleja Zasłużonych…
Mira nie znosiła bezczynności. Wydaje się, że los jej tego oszczędził.
Będzie nam jej bardzo brakowało w bieżących wpisach i dyskusjach…
Los oszczędził jej długotrwałego cierpienia. I długo trwającego stanu bezczynności i niesamodzielności.
O matko… Odzywała się ostatnio dość regularnie na FB. Miałam nadzieję, że jeszcze trochę z nami zostanie. Bardzo przykra wiadomość. Tyle lat razem on line. Tyle wsparcia i dobrych słów od niej dostałam. Strasznie mi przykro.
Odzywała się, aby JESZCZE zdążyć.
Ona wiedziała, że ma mało czasu, napisała o tym na fb, ale jednak byłam pewna, że nie już TERAZ.
Cóż… Tak jak napisała: połączyła się ze swoją ukochaną naturą. Odchodziła pogodzona z losem. I prosiła, żeby się nad nią nie użalać. Ale jakoś ciężko…
Tak. Ona ostatnio się przygotowywała, żegnała.
Bardziej na fb niż tu na Wyspie.
Ciężko, za wcześnie…
Ten dzień zaczął się okropnie. Wpierw wiadomość o śmierci Mirki, za chwilę wysiadł mi telewizor i Internet. Byłam jak ślepa i głucha… Na szczęście moje interwencje w NETII pomogły…
Mnie dzień się zaczął cholernym bólem przełyku i dlatego z pewnym opóźnieniem zajrzałam na pocztę.
Wiadomość o śmierci Mirki spowodowała, że jakby o tym zapomniałam, ale potem pomyślałam, że jednak nie należy lekceważyć sygnałów wysyłanych przez własny organizm.
Wczoraj miałam tylko teleporadę, ale dziś już postanowiłam poczłapać do Przychodni osobiście.
Kochani, i tak bym nic mądrego nie napisał, a niedługo wybywam, więc na razie się pożegnam – do niedzieli.
Szerokiej drogi i miłego oraz owocnego pobytu Quacku!
Dużo przyjemności życzę Quacku
mimo wszystko…
Miralko mam dla Ciebie ptaszki. Zdjęcie zrobiłam w sobotę około 14.
To przecież w sobotę wybrałaś te inne pozaziemskie ptaszki …
Więc Ci podsyłam. Bo przecież zerkasz tam z góry na Wyspę…
Minął ten okrutny dzień, na mnie też czas do spania…

Wszystkim życzę spokojnej nocy
Dobranoc Bożenko!
Dobrej nocy!
Dobranocka dziś późno- cóż, Mistrza brakuje…
Między Dobranocką a lampką te same ptaszki co dałam wyżej tzn. pstryknięte na sobotniej wycieczce około godziny 14.
Tym razem nie robię z nich wersji czarno-białej, aby było widać niezapominajki.
Miralko ptaszki dla Ciebie i niezapominajki, że nigdy o Tobie nie zapomnimy:)
Zostawiam tu magiczną lampkę, niech daje nam spokój i siłę!

A chętnych zapraszam na pięterko wyżej…
Byłam piętro wyżej, ale jeszcze tu się pożegnam.
Śpijcie dobrze Wyspiarze.
Dziękuję za współudział we wspólnym spacerowaniu, obchodzeniu Dnia Matki i byciu razem, co szczególnie teraz jest cenne, gdy widzimy jak bardzo Wyspa jest Kotwicą.