No i jestem. Odkryłem, że fabuła drugiej powieści nie ze wszystkim się rozjeżdża z pierwszą, raczej przypomina rzekę, która dzieli się na dwa nurty, opływa wyspę, po czym nurty się z powrotem łączą – i znów rozdzielają przy czym to, że nastąpiło pierwsze rozdzielenie, sprawia, że potem nastąpiło drugie: w pierwszej wersji podróżnicy załadowali na pokład coś, czego NIE załadowali w drugiej (bo byli w ogóle gdzie indziej), i dlatego w pierwszej musieli potem uciekać z pewnej sytuacji, a w drugiej – nie.
Ultra już Ci odpowiedziała, Quacku:)
Ja nie jestem aż taką purystką, jeśli chodzi o innych. Sama lubię się pomęczyć, ale zawsze jednak uważam sens za ważniejszy od formy:
Co lubię w starojapońskim haiku? Minimalizm, czyli 5-7-5 sylab, dodatkowo obarczony regułami: aluzją do przyrody, konkretem wydarzeń i czasem teraźniejszym. To jakby widzieć świat w małej kropli wody.
Haiku R. Krynickiego:
„Rusałka, pawik?!
Kruche piękno w żałobie
Stulonych skrzydeł”
Myślałam, że odniosłam się do Waszych rozterek, ale chyba tylko miałam się odnieść:)
Powiedziałabym, że jest jednak nieco inaczej:)
By tworzyć haiku, potrzeba doświadczenia życiowego, przeżyć, wielu przemyśleń… Haiku, według mnie, to sztuka ubierania refleksji w słowa. Lekkość, błahość, to tylko pozór, za nimi kryje się umiejętność obserwowania świata z pewnego dystansu, który obcy jest „wiekowi bezrefleksyjnemu”:)
A forma…:)
Mamy haiku klasyczne, o którym wspomina Ultra, czyli 5+7+5.
Jest też tak zwane haiku senryu, w którym mieści się cała nieprzyrodnicza tematyka oraz haiku nowoczesne, i właśnie w tych dwóch ostatnich dopuszczalny jest sylabiczny luz: jeśli wypowiadana myśl warta jest złamania zasad – owa złota zgłoskowa siedemnastka nie jest aż tak istotna:)
Słowem – nigdy nie jest za późno, by zacząć tworzyć haiku:)
Umberto Eco w wieku 77 lat wydał książkę zatytułowaną „Wyznania młodego pisarza” – uzasadniał to tym, że skoro pierwszą powieść wydał tuż przed pięćdziesiątką, to pisarzem jest jeszcze młodym…
W wieku, kiedy jeszcze się nie ma głębi refleksji można już opanować warsztat — gdybym jako młodzieniec próbował myśleć haiku, z czasem, być może, myśli te stałyby się godne utrwalenia nie tracąc formy.
Mówiąc „forma”, masz na myśli tę klasyczną 5+7+5, czy raczej ogólną zwięzłość sformułowania?
Pytam, bo nie zauważyłam, byś miał problemy ze zwięzłością. Haiku, podobnie jak fraszka bądź limeryk, opiera się na koncepcie. Tylko koncept jest z gatunku „zauważeń”, pewnego rodzaju skojarzeń porównawczych:
„Błyskawica!
Dźwięk kropli
Spadających z bambusu.”
(Buson)
„Wypożyczyłem mój dom
Od owadów
I zasnąłem.”
(Issa)
ale też, choćby, ironicznych:
Grób Basho
„Grób naszego mistrza!
Po co tyle wrzawy,
Przydrożne wróble?”
(Issa)
Ponoć wiele zależy od nastawienia:)
Poza tym, póki się nie spróbuje, nie można wiedzieć, czy się coś umie robić, czy trzeba się jednak trochę poduczyć;)
O tak, Basho jest niekwestionowanym mistrzem haiku:)
Lubię też haiku senryu. Basho się nim parał, ale jednym z moich ulubionych jest to autorstwa Joso:
„Cyranka
Patrzy jakby mówiła:
'Byłam na dnie’.”
Jadwiga Stańczakowa miała niezwykłą wrażliwość, zważywszy, że nie wszystkimi zmysłami dane jej było się posługiwać:):
„Popatrz klucz ptaków
odpływa na południe
podróż dla silnych”
Jestem po-kręcony. A tymczasem fabuła rozwidliła się ponownie, z jednej strony ją śledzę, z drugiej się zastanawiam, czy na koniec się znowu zwidli i zakończenie będzie takie jak poprzednio.
Absolutnie się nie ograniczamy, Quacku:)
Często mówię: „kiedy byłam małym chłopcem…”:) Tyle, że w moim przypadku owo „hej” jest niezbędne, więc zawsze je dodaję:)
Tak, to tak jak z sokołami, gdzie trzeba koniecznie powtórzyć „hej” trzy razy z coraz większym naciskiem (chociaż akurat tę piosenkę trudno zamieścić jako dobranockę).
Zgodnie z obietnicą, jeszcze sobie posłuchałam.
Fajnie to brzmi, bo utworek lekki, miło swingujący, w sam raz na zaćmuchany (ja wiem, że oficjalna wersja tego czasownika to „czmuchać”, ale u nas zamiast „cz” mówi się „ć”:)) poranek. Tłumaczenie bardzo mi się podoba – dowcipne i równie lotne jak oryginał. Zabrakło mi może paru wykrzykników w nagłosie (typu: oh!, je! chm!), bo taka chyba była specyfika wymowy tamtych czasów, czy może specyfika artykulacji tych konkretnych artystów, i dałabym więcej „pstryków” w wygłosie, żeby się ilościowo sylaby zgadzały, ale to są niuanse, które absolutnie nie wpływają na jakość bardzo dobrego przekładu, są raczej idee fixe sadystki-szczególistki:)
Bardzo też przypadły mi do gustu te przeskoki rytmiczne w:
„Lecz mina ma marna, gdy widzę ziarna…”
i
„Oj, panie kelner…”
Słowem – odwaliłeś tam kawał dobrej roboty, gratuluję:)
Tłumaczę raczej wiersze. Piosenek mam na swoim koncie niewiele. Chyba że tłumaczonych tak jak wczoraj – na potrzebę chwili (nawet coś chyba tłumaczyłam jakiś czas temu w komentarzach na Wyspie):) I nie są to teksty anglojęzyczne. Tłumaczyliśmy wprawdzie kiedyś z kolegą J. Morrisona, ale wyglądało to tak, że on świetnie znał angielski, a ja miałam łatwość w wersyfikowaniu:)
Mam gdzieś te teksty, ale czy się do nich dokopię…
Nie wiem, Quacku, czy to jest dobry pomysł, by zanudzać Wyspiarzy swoją poetycką twórczością, nawet taką w postaci piosenek:)
No to po pracy, bardzom kontent, bo udało się nawet zrobić trochę więcej.
Jednocześnie muszę ogłosić pewną wiadomość, otóż w sobotę, czyli pojutrze, wybywamy do Egiptu (o ile pan demia i pan Putin pozwolą), w to samo miejsce, co 2 lata temu, więc nie wiem, czy będę robił osobną relację, skoro jest cały czas ta: http://madagaskar08.pl/blog/2020/01/26/w-srodku-niczego/
Tym razem biorę Nikona, więc mam nadzieję, że zdjęcia różnych fruwających stworów wyjdą lepiej niż tutaj http://madagaskar08.pl/blog/2020/01/27/ptahy-z-egiptu/ Marzę, że któregoś dnia przyleci rybołów, a i ibisy będzie łatwiej fotografować, o ile się zjawią.
Brawa dla Was!
A ja właśnie dziś w południe zrezygnowałam z tygodniowego wyjazdu na narty do Sappady (Dolomity) tracąc wpłaconą zaliczkę.
Trochę szkoda, ale po podjęciu tej decyzji poczułam się lepiej niż miotając się od wczoraj rano między „jechać?”, „nie jechać?”.
Otóż podczas pedałowania słucham zgoła innej muzyki (album „Extreme II: Pornografitti” grupy Extreme, hardrock, bardzo dobrze nadaje rytm), ale całkiem niewykluczone!
Dotarłem do końca drugiej/komplementarnej powieści Heinleina i mam mieszane uczucia. Bo tak, jest to niewątpliwie kawał dobrej, heinleinowskiej SF, i nawet logiczniejszej niż tamta poprzednia, ale brakuje w niej tej nuty szaleństwa, która była w pierwszej wersji, zwłaszcza w zakończeniu, które jest po prostu fajerwerkiem słowotwórstwa, środków literackich, intertekstualności i aluzji do kolegów po piórze. Poza tym fabuła raz się zbiega, raz rozbiega, żeby na końcu się rozbiec ostatecznie. Tak jak na tym rysunku (wykonanym, co dość zabawne, na generatorze map komunikacyjnych metra, ale akurat tak mi pasowało )
„The Number of the Beast” jest z 1980, „The Pursuit of the Pankera” z 2020.
No to właśnie też nie bardzo możliwe, jak już pisałem, decyzje podjęte przez bohaterów w pierwszym rozwidleniu, skutkują rozwidleniem nr 2 i potem nr 3. Czyli z punktu widzenia czytelnika czytającego najpierw powieść z 2020 bieg akcji podczas rozwidlenia nr 2 nie miałby sensu.
To zawiłe, no trudno, muszę użyć spoilera (=zdradzić część akcji):
W „The Number of the Beast” bohaterowie na pierwszym rozwidleniu trafiają na alternatywnego Marsa, skolonizowanego w połowie przez Imperium Brytyjskie, a w połowie – przez carską Rosję. Zaopatrują się tam w większy zapas marihuany. Dlatego później, trafiając na galaktyczny patrol z powieści E.E. Smitha o Lensmanach (taka intertekstualna sztuczka), obawiają się odkrycia tego narkotyku i uciekają do innego wszechświata.
Tymczasem w „The Pursuit of the Pankera” trafiają na zupełnie innego Marsa, Barsoom z powieści E.R. Burroughsa (pierwsze rozwidlenie), nie wywożą z niego żadnych narkotyków, więc kiedy potem, tak samo jak w poprzedniej powieści, natykają się w kosmosie na Lensmanów, nie mają nic do ukrycia i zostają z nimi na dłużej (drugie rozwidlenie).
Dlatego wymienianie książek niekoniecznie dałoby dobre rezultaty.
Na jakiś czas wystarczy, ta nowsza powieść trochę mnie zdetonowała, ale mam świadomość, że to bardziej kwestia moich oczekiwań niż czegokolwiek innego. Od strony formalnej to całkiem ciekawy zabieg, idący w stronę gier fabularnych, gdzie na każdej(?) stronie wybiera się opcję kierującą na kolejną stronę, gdzie jest opisany nowy element przygody z możliwościami, tylko że w takiej grze po jednej rozgrywce wiele stron pozostaje niewykorzystanych, a tutaj jednak czyta się to linearnie – chociaż w treści każda z nich zawiera zaprzeczenie linearności, choćby dlatego, że zakłada obok trzech wymiarów przestrzeni istnienie trzech wymiarów czasu, prostopadłych wobec siebie nawzajem, a pojazd bohaterów umożliwia dość swobodne skakanie pomiędzy nimi, więc można przeżyć pewien czas pod kątem prostym i wrócić milisekundę później do poprzedniego czasu… Powiedzmy że pamięć każdego z bohaterów JEST linearna, ale ponieważ w każdej powieści mamy 4 przeplatające się narracje z punktu widzenia 2 pań i 2 panów, to ta linearność „ogólnopowieściowa” niekoniecznie musi się zgadzać
Jasne:) Rzeczywistość konfrontowana z oczekiwaniami bywa rozczarowująca…
Z linearnością jak w życiu – to samo wydarzenie widziane w tym samym czasie przez kilka różnych osób często okazuje się nie być jednak tym samym wydarzeniem:)
To dlatego zbiera się zeznania od wielu świadków. By odnaleźć punkty styczne i ustalić jak najbardziej prawdopodobny przebieg opisywanej sytuacji:)
Tutaj bohaterowie dyskutując o swojej sytuacji używają pojęcia „wieloosobowy solipsyzm” – ponieważ odwiedzają w innych wszechświatach postacie i światy znane im z literatury, zupełnie na poważnie rozważają możliwość, że sami również są postaciami literackimi. Trudno tu mówić o najbardziej prawdopodobnym przebiegu, skoro wszystko zależy od Autora (nie zawsze tego samego, jak widać z innego komentarza, ale jednak zawsze wszechmocnego stwórcy, który może rządzić stworzonym światem kapryśnie i niekonsekwentnie – wprowadzam ten element czasem do opowiadań o panu Lajkoniku )
Wspomniałam o tym prawdopodobnym przebiegu tak na marginesie:)
Wiesz, trudno rozmawiać, gdy nie zna się przedmiotu rozmowy:)
A w związku z solipsyzmem, istnieje też taka teoria, że wszystko, co dzieje się w „Lalce” B. Prusa, jest wyłącznie projekcją umysłu Wokulskiego:)
„O nocy cicha, nocy błękitna,
u stóp Twych leżę, całując Cię –
warkoczy Twoich gąszcz aksamitna
po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.”
T. Miciński)
Autobus Ci uciekł? To jeszcze nie tragedia. Gorzej, gdyby uciekł piątek;):
„Uciekł piątek z kalendarza –
To się nieraz piątkom zdarza.
Poszedł z nudów między ludzi
I wciąż stękał: „Mnie się nudzi!”
Chciał go kowal wziąć do kuźni:
„Piątek w piątek się nie spóźni,
W piątek dobry jest początek,
Taki piątek to majątek!”.
Wziął się piątek do roboty,
Nic nie robił do soboty,
Aż się kowal zaczął złościć:
„Cóż ty umiesz?!” „Umiem pościć!”.
Kowal na to rzekł po prostu:
„Idź gdzie indziej szukać postu!”
Poszedł piątek do masarza:
„Jestem, panie, z kalendarza,
Jako postny, jem niewiele,
Dość mi śledzia na niedzielę,
Gdybym dostał jakąś pracę,
Chętnie kilka godzin stracę.”.
Odrzekł masarz: „Mam kiełbasy,
Na kiełbasy każdy łasy,
Więc to chyba całkiem proste,
Że nie dla mnie piątek z postem.”.
Poszedł piątek do stelmacha:
„Pan tak ładnie młotkiem macha,
Ja bym też się zajął pracą,
Może tutaj zdam się na co?”
Ale stelmach zawsze w piątki
Miał z żołądkiem nieporządki,
Więc mu kazał się wynosić:
„I bez ciebie poszczę dosyć!”
Zdun go nie chciał, nie chciał rymarz:
„Długo z takim nie wytrzymasz!”.
Idzie piątek i rozważa:
„Wrócę znów do kalendarza…”.
Poszedł, zerwał kilka kartek:
„Proszę państwa, dziś jest czwartek,
Jutro piątek. Jutro wszędzie
Niechaj postny obiad będzie”.”
(„Piątek” – J. Brzechwa)
Wierszyk na tyle uroczy, że nie mogłam sobie darować:)
Dziś też wiało i było piękne słońce.
Mnie nie wywiało, jestem, ale jakoś nawet na Wyspę nie mam ani czasu, ani nastroju zaglądać.
Quacku miłego pakowania i wspaniałego wypoczynku!
U nas też było słonecznie i ciepło.
Chyba wiosna idzie, bo Psiułka strasznie się sierści.
Miałyśmy małą sesję fryzjerską – pół reklamówki włosia wyczesałam:)
Jeszcze ze dwie takie akcje i na dywanach i kapach znowu będzie widać wzorki nie tylko bezpośrednio po odkurzaniu:)
Ponieważ reisefieber (również w związku z wietrznymi prognozami na jutro) trwa, coś kojącego. Czyli może taka wersja „Come As You Are” Nirvany w pogodnej tonacji, w wykonaniu Kasi Nosowskiej i zespołu Tymon & the Transistors.
Byłem dziś na bardzo ciekawym wykładzie o testach antycovidowych — wkrótce będzie do odtworzenia.
Bardzo ciekawe miejsce, animowane przez rodzinę prof. Fryderyka Zolla, warto zaglądać. Wykłady są otwarte.
„Cicho! oto już księżyc srebrne bajki plecie
I majaczy tam dziwy niebywałe w świecie;
Rozbudza duchy białe, co w szczelinach drzemią
I rade o północy hasają nad ziemią;
Zroszonym mchom rozplata brylantowe włosy
I, jako dziwożona, łechce senne wrzosy…”
(„Noc” – M. Konopnicka)
Zdaje mi się, że „mysnęłam” urocze pięterko Makóweczki, z całym mnóstwem ciekawych zdjęć, a też i obecne pięterko jakoś pominęłam. Też fakt, że mój ścisły umysł nie ogarnia haiku… to dla mnie za trudne
Oczywiście życzę Mistrzowi Q jak najlepszej pogody na wyjeździe
A także miłej i bezproblemowej podróży
Szkoda, że mieszkam tak daleko, bo na ten „reisefieber” miałabym dobry sposób – „szyszeczki” babki zwyczajnej. Niwelują każdy żołądkowy problem… to jeszcze sposób mojej babci. Zawsze gdy mieliśmy jakiś żołądkowy problem, miała ususzone zioła i tym nas zawsze ratowała
Na jej wzór mam w zapasie różne ziółka, które pomagają nam w różnych przypadłościach
Szyszeczki olszynowe są dobre, ale zawierają związki halucynogenne i jeśli zrobi się za mocny wywar, można się poczuć jak po narkotykach A przynajmniej tak twierdziła moja babcia…
Babka zwyczajna tego nie ma i jest bezpieczna nawet dla dzieci.
Pamiętam, że jako dzieci używaliśmy liści tej babki do tamowania wszelkich krwawień z zadrapań…
W smaku też nie jest taka zła… chociaż nie przepadam… trochę pachnie jak siano (ten napar)… da się wypić
A jakbyś chciała dowiedzieć się czegoś więcej, to tu jest stronka o babce
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Babka_zwyczajna
Pierwsze słyszę z tymi substancjami halucynogennymi. A efekt „jak po narkotykach” czyli jaki – ma się odlot czy raczej się od tego ohydztwa da uzależnić:)?
I my przykładaliśmy liście babki na rany, a naparu używało się m.in do płukania jamy ustnej…
Też miałam taką Ciotkę Zielachę w rodzinie, więc właściwości ziół nie są mi tak całkiem obce:)
Może coś pokręciłam… nie wiem. O szyszeczkach olszynowych słyszałam gdy byłam dzieckiem, a to już trochę czasu minęło. Faktem jest, że babcia nigdy nam naparu z nich nie dawała…
Z tym efektem to jest tak, że ma się „odlot”…
Dziś w końcu zadzwoniła do mnie Kay. To ta, która mieszkała z Ro, moją zmarłą amerykańską przyjaciółką…
Próbowałam się do niej dodzwonić, ale zmieniła numer telefonu, a nowego nie znałam.
I muszę przyznać, że jestem oburzona
Rodzina zabrała ciało zmarłej Ro, ale nie raczyła powiadomić Kay, gdzie, ani kiedy odbył się pogrzeb. Nie zaprosili też jej na stypę. Potraktowali jak zupełnie obcą osobę… a przecież od ponad 20 lat Kay mieszkała z Ro. Trochę od niej młodsza, była jak czuła matka. Zajmowała się Ro 24 godziny na dobę. Rodziny nie było, gdy dzwoniła do mnie, żebym ze dwa razy w tygodniu, choć na godzinę przyjeżdżała popilnować Ro. Bała się zostawić ją samą, bo nigdy nie wiadomo, co może się stać.
A teraz kochająca rodzina Chcą zabrać Kay dom, zapisany jej testamentem. A gdzie się biedna podzieje? Związała swój los z Ro… nie ma nic. Musiała zatrudnić adwokata… a przecież nie ma pieniędzy!!! Coś mnie trafia na taką ludzką pazerność. Skąd się to w ludziach bierze?!!!
I tak jak nie życzę nikomu niczego złego, tak tej rodzinie nie życzę najlepiej. Ro była panienką. Nie miała dzieci, więc też bez problemu mogła zostawić co chciała i komu chciała. A teraz rodzina kwestionuje jej rozporządzenia… nawet dokładnie nie wiem kto… Ro miała tylko siostrę, a ta siostra 4 synów. Z tym, że najmłodszy (w moim wieku) kilka lat temu zmarł na raka krtani (bodajże w 2017 roku, w kwietniu).
Jestem rozgoryczona i zniesmaczona… jak można tak potraktować kobietę, która zajmowała się Ro do ostatniej chwili… i to zajmowała się jak własna matka swoim dzieckiem… nie rozumiem tego… nie jestem w stanie pojąć…
Za nieboszczki PRL często mawiało się, że najbardziej prawdopodobnym — i przez to wymarzonym — sposobem szybkiego wzbogacenia się jest spadek po wujku z Ameryki. I nikt wtedy nie myślał o abstrakcyjnym człowieku, który miałby gdzieś tam, daleko, umrzeć, tylko o przypływie gotówki. Wygląda na to, ze rodzina właśnie w ten sposób podeszła do Ro…
A jak zwykle, zarobią prawnicy.
Prawnicy zarabiają tu krocie, bo w zasadzie niewiele jest spraw sądowych, na których bez prawnika się obejdzie
A co do rodziny Ro… brak mi słów. Przecież ten dom jest stary i już trochę zaniedbany. Żeby doprowadzić go do porządku, trzeba sporo kasy wyłożyć. Na prawdę, nie ma się o co bić… a tym bardziej, że zawładnięcie tym domem, będzie z krzywdą niewinnej osoby. Za żadne skarby nie chciałabym go… nawet gdyby mi ktoś dopłacał
Gdy nie widzimy czyjejś śmierci, wydaje się ona tak nierealna, że taki „wujek z Ameryki” przestaje być osobą – liczy się tylko jego gotówka
Co oczywiście wcale nie oznacza, że popieram taki sposób myślenia…
I od razu przypomniało mi się, że kiedy moja siostra chciała przenieść własność domu z dziadka na siebie, bez wahania podpisałam zrzeczenie się praw do tego domu. Doszłam do wniosku, że nie łożyłam na ten dom, nic tam mojego w zasadzie nie ma, więc i praw nie powinnam mieć żadnych. Uznałam prawo mojej siostry… bezinteresownie. Czy tak nie powinno być? Czy to nie powinno być normą? To przecież logiczne…
To prawda, z tym że przypomina mi się taka historia o mędrcu, który poprowadził ucznia najpierw do okna – i pokazał mu ludzi na ulicy – a potem do lustra. I powiedział: – Widzisz, to samo życie, przez okno widzisz ludzi, ale dodaj do szyby trochę srebra, i natychmiast zaczynasz widzieć tylko siebie.
Witajcie!
Po zakupach, już z domu kibicuję Quackowi et familias oraz Makówce w ich podróżach. W Krakowie wiatr narusza dachy, przewraca stragany… Uważajcie na siebie!
To ja tylko zapowiem, że jakby ktoś miał ochotę, to można śledzić ten lot
W tym celu należy po godzinie 14:55 (albo i później, bo już widzę, że samolot ma opóźnienie w przylocie, więc pewnie i odleci nieco później) wejść na stronę http://www.flightradar24.com, w okienku po prawej u góry oznaczonym „search” wpisać numer lotu ENT7165, rozwinąć link z numerem lotu oznaczony napisem „LIVE” na żółtym tle i kliknąć „Show on map” (a potem ew. na panelu ze zdjęciem samolotu po lewej kliknąć u dołu na „Follow”, wtedy mapa będzie się przesuwać razem z sylwetką samolotu). Po pół godzinie mapa się wyłączy (chyba że ktoś ma płatną subskrypcję), wtedy można odświeżyć stronę i powtórzyć operację
„Jam cały jest z gwiazd roztopionych,
jam krwią nieskończoności.
Odkrywam kolory ocierając się o rzeczy,
budzę głębie uśpione.
To ja smutki wieczoru wykuwam,
melancholijne i chłodne.
Jestem wieczystą harmonią Ziemi,
lasem niepoliczonym.
Ku nieznanemu na swoich falach,
snów karawele niosę.
W głębi mej skryta samotna gorycz,
bo nie znam mego kresu i losu.”
(„Rytm jesieni” – F.G. Lorca)
Ja myślałam, że też pobiegnę, ale wróciłam z wycieczki zbyt zmęczona, ubłocona itd.
W każdym razie jestem! Mocno wiało i było bardzo błotniście, ale i słonecznie.
Za Quacka trzymam kciuki, aby doleciał bez opóźnienia lub z opóźnieniem minimalnym.
Też wróciłem.
Pod teatrem wystąpili ludzie teatru, a wokół zgromadziło się mnóstwo ludzi z karteczkami Teatr jest nasz!. Odczytano listy poparcia od bardzo wielu zespołów teatralnych z całego kraju, z wyrazami wsparcia dla dyrekcji i załogi Teatru im J. Słowackiego oraz wezwaniami do marszałka województwa o zaniechanie procedury odwołania. Duża różnorodność publiczności: od starszych ode mnie po licznie reprezentowaną młodzież, a nawet gdzieniegdzie dzieci „na barana”. Było parę kamer, zapewne videoKOD wkrótce opublikuje nagranie.
Na fb widziałam fragment relacji na żywo. Również zdjęcia (był i nasz Tetryk). Dusza mi się wtedy rwała, że mnie tam nie ma, ale byłam zbyt zmęczona i niedospana, aby zaraz po wycieczce pojechać.
No i musiałam „odbłocić” buty, kijki, spodnie na jutro.
Gdzie te czasy kiedy nie wracając do domu chodziłam gdzieś na coś prosto z plecakiem!?
Teraz już padam, zaraz umknę, dobranoc.
Tetryku jak będzie nagranie podeślij linka, proszę.
„Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce,
Odgłos izanu w cichym gubi się wieczorze,
Zawstydziło się licem rubinowém zorze,
Srébrny król nocy dąży spocząć przy kochance.
Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce,
Śród nich po safirowym żegluje przestworze
Jeden obłok, jak senny łabędź na jeziorze,
Pierś ma białą, a złotem malowane krańce.
Tu cień pada z ménaru i wierzchu cyprysa,
Dalej czernią się kołem olbrzymy granitu,
Jak szatany, siedzące w dywanie Eblisa
Pod namiotem ciemności; niekiedy z ich szczytu
Budzi się błyskawica i pędem Farysa
Przelatuje milczące pustynie błękitu.”
(„Bakczysaraj w nocy” – A. Mickiewicz)
„Koronkę w gaju utkała chmura,
Zadymiły pachnące mgły w krąg.
Błotną drogą jadę z dworca furą,
Daleko od rodzimych łąk.
Las zastygnął bez smutku i szmeru,
Ciemność zwisa za sosną jak płaszcz.
Żałobliwa myśl sercu doskwiera…
Niewesołyś ty, kraju nasz.”
(„Koronkę w gaju…” – S. Jesienin
tł. Zb. Dmitroca)
Melancholijne nieco, międzyspacerkowe dzień dobry, Wyspo:)
Nieśmiało nieco zagaję: ktoś? coś?
Bo moje mezzanino bardziej już przypomina drapacz (nomen omen) chmur:):
„To nie mezanin, to ciężar
wywodów wydźwigniętych
od oczu do lazuru –
Błysk wielosiecznych kolorami mieczy
odciął wnętrze od murów.
Czyżby prawa ciążenia
zwyciężał
i przestrzenie zmieniał?”
(parafraza z: „Widzenie katedry w Chartres” – J. Przyboś)
Nie trzeba w lesie kląć,
kapelusz trzeba zdjąć,
Mogłyby listki leszczyny
pozwijać się bez przyczyny.
Mogłaby lipa bez powodu
odmówić pszczołom miodu.
Mogłaby osika
ze strachu dostać bzika.
A zając, ten maleńki, zbudzony w środku snów,
mógłby się jeszcze zgorszyć –
nauczyć brzydkich słów.
Nie trzeba w lesie kląć,
kapelusz trzeba zdjąć
jak najuroczyściej
i posłuchać, co też mówią liście…
I ja wróciłem ze spaceru. Tym razem był to spacer po uliczkach starego Krakowa, w licznym towarzystwie ludzi wykrzykujących poparcie dla zagrożonej Ukrainy.
Kochani, dolecieliśmy bezpiecznie, poza tym, że samolot wylądował z opóźnieniem, jakimś cudem mimo wiatru, i wystartował ok, 1,5 h później. Dzisiaj tutaj potężny wiatr, więc morze wzburzone, na rafie byliśmy symbolicznie, ciężko się snurkowało. Natomiast całkiem ładne foty ptaszków, w tym jeden naprawdę fajny rybołów (ale bez ryby, mimo że próbował). Będę się odzywał w miarę możności.
Fajnie, że dałeś znak.
Wypoczywajcie. Niech pogoda Wam dopisuje, a Tobie, dodatkowo, trafiają się fotograficzne gratki, ale – z umiarem, żebyś miał też czas na inne przyjemności:)
Makówko, nie boisz się wiatrów, by wracać o godz. 23?
Moje haiku na poniedziałek, gdy trzeba rano wstać i budzik dzwoni:
o, nie, chwileczkę
właśnie śnię o wiośnie teraz
o, jeszcze… zaraz…
„Gdy noc głęboka wszystko uśpi i oniemi,
Ja ku niebu podniósłszy ducha i słuchanie,
Z rękami wzniesionymi – na słońca spotkanie
Lecę – bym był oświeceń ogniami złotemi.”
(„Gdy noc…” – J. Słowacki)
Dzień dobry
Tak jak było do przewidzenia, poradziłam sobie z problemami, bo czasami bywam uparta i zawzięta Mąż jest z tego bardzo zadowolony, bo te problemy w pewien sposób oddziaływały i na niego, a teraz ma to z głowy
Muszę jeszcze zrobić porządek w papierach, a tego nie znoszę tak samo jak zakupów Odkładałam ile się dało, ale już luty się kończy, więc czas najwyższy. Co prawda nie mam bałaganu w papierach, ale muszę oddzielić ten rok od poprzedniego, zapakować, podpisać… a to trochę czasu zajmuje
Nie zaniedbujemy też naszych spacerków po okolicy… tej bliższej i dalszej. Dziś byliśmy na spacerku wzdłuż Fox River. Zaczęliśmy od Batavia, potem Geneva, przez St. Charles do Elgin… trochę nam to zajęło
Ani jednej chmurki, dość ciepło (jak na tę porę roku) tylko ten wiatr tak silny, że czasami trudno było ustać na nogach. Gdy jechałam, spychał mi samochód to na środek drogi, to w odkos, a nie chciałam nigdzie zjechać…
W Batavia na górce stoi stary wiatrak. Pełno przy nim było dzieci z rodzicami. Śnieg jeszcze leży, więc zjeżdżali z tej górki na czym się dało… jakoś typowych naszych sanek nie zauważyłam
Na ścieżce, przy samej rzece pasło się kilka bernikli kanadyjskich. Mąż się śmiał, że są jak psiaki – podchodziły do nas na pół kroku i zaglądały w ręce. Nic dla nich nie mieliśmy, więc odchodziły obrażone. Wszystkie, które podeszły, miały uszkodzone skrzydła (i to w sposób widoczny). To są skutki karmienia chlebem Tylko mało kto zdaje sobie z tego sprawę… niektórzy uważają, że skoro im chleb nie szkodzi, to i ptaki będą zadowolone, gdy się im posypie. A właśnie chleb (i wszelkiego rodzaju pieczywo) są bardzo szkodliwe dla ptaków. Te wszystkie „ulepszacze”, „poprawiacze smaku” i te inne chemiczne dodatki wywołują u ptaków chorobę zwaną „anielskie skrzydło”. Z czasem te ptaki stają się „nielotami” i stają się łatwym łupem wszelakiego rodzaju drapieżników. Może to i dobry sposób na dokarmianie „drapoli”, ale chyba nie o to chodzi tym wszystkim „dokarmiaczom”
W ubiegłym tygodniu dostałam wezwanie do sądu – miałam być ławnikiem w kryminalnej sprawie. Nie bardzo wiedziałam jak się z tego wyplątać. Może to i zaszczytna funkcja, ale mój angielski nie jest doskonały. A w sądzie trzeba rozumieć wszystko. Sprawę pogarsza fakt, że prawnicy mają swój język, trochę odbiegający od typowego angielskiego (tak jak i w polskim, wiem, bo miałam ojca prawnika). Zadzwoniłam, pogadałam i mam nadzieję, że ze mnie zrezygnują Oni wysyłają te wezwania do wielu osób, a jak się odpowie w miarę szybko, to mają czas na uzupełnienie składu. W mowie potocznej, gdy rozmawiam z Amerykańcami, a czegoś nie zrozumiem, mogę poprosić o powtórzenie, użycie innych wyrazów, czy wytłumaczenie o co im tak właściwie chodzi. Jako ławnik nie mam takiej możliwości. Podpisując się pod jakimś wyrokiem, można kogoś skrzywdzić, a tego bym nie chciała…
Mark, który już kiedyś był ławnikiem (i to w kryminalnych sprawach), pochwalił moją decyzję. On wie, że mój angielski doskonały nie jest I nie chodzi tu tylko o akcent…
Nie wiem czy to odpowiedzialność, czy strach, że mogę czegoś nie zrozumieć… czegoś co jest istotne dla sprawy. Wyrok wydać łatwo, ale może on zaważyć na czyimś życiu…
Witam:)
Piękne haiku autorstwa japońskiego poety Arakida Moritake, równie pięknie przetłumaczone przez naszego Czesława Miłosza.
🙂
Dzięki, Leno! Mieliśmy tu już fraszki, ale haiku jeszcze nie 🙂
Witaj, Tetryku:)
Więc pora to nadrobić:)
Mam nadzieję, że to nie będzie jedyne haiku w tym wpisie i Wyspiarze dołączą ze swoimi ulubionymi.
Dobry wieczór, ja już po przerwie, ale w takim razie dobranockę przed rowerowaniem zamieszczę jeszcze piętro niżej.
Dobry wieczór, Quacku:)
Oczywiście:)
Niech dobranockowej tradycji stanie się zadość.
No i jestem. Odkryłem, że fabuła drugiej powieści nie ze wszystkim się rozjeżdża z pierwszą, raczej przypomina rzekę, która dzieli się na dwa nurty, opływa wyspę, po czym nurty się z powrotem łączą – i znów rozdzielają
przy czym to, że nastąpiło pierwsze rozdzielenie, sprawia, że potem nastąpiło drugie: w pierwszej wersji podróżnicy załadowali na pokład coś, czego NIE załadowali w drugiej (bo byli w ogóle gdzie indziej), i dlatego w pierwszej musieli potem uciekać z pewnej sytuacji, a w drugiej – nie.
O tak, harmonogram wycieczki jest bardzo ważny;)
A haiku w głównym wpisie prześliczne, faktycznie impresja, a przy tym poetyckie przeoczenie. Mnie się zdarzają wyłącznie mniej poetyckie.
Dziękuję, Quacku.
Jedno z moich ulubionych.
Bardzo lubię też to:
„Pada
w każdym
oknie.”
(Con Van Den Heuvel,
tł. Cz. Miłosz)
Tutaj bym pokręcił nosem, tylko dwie sylaby w każdym wersie?
Przecież drugi powinien być dłuższy, nie tylko optycznie?
Ultra już Ci odpowiedziała, Quacku:)
Ja nie jestem aż taką purystką, jeśli chodzi o innych. Sama lubię się pomęczyć, ale zawsze jednak uważam sens za ważniejszy od formy:
za ćmą
ćma
zaćma
😉
Co lubię w starojapońskim haiku? Minimalizm, czyli 5-7-5 sylab, dodatkowo obarczony regułami: aluzją do przyrody, konkretem wydarzeń i czasem teraźniejszym. To jakby widzieć świat w małej kropli wody.
Haiku R. Krynickiego:
„Rusałka, pawik?!
Kruche piękno w żałobie
Stulonych skrzydeł”
Chyba nie potrafiłbym się zmieścić w tak treściwej, skondensowanej formie. A w każdym razie nieczęsto.
Cóż, przypuszczam, że nawet gdybym zaczął trening od razu, nie zdążyłbym nawet ustalić kierunku ku doskonałości…
Ech, to niesprawiedliwe, że w wieku, kiedy się powinno zaczynać trening, człowiek nawet nie wiedział, że jest coś takiego jak haiku.
Myślałam, że odniosłam się do Waszych rozterek, ale chyba tylko miałam się odnieść:)
Powiedziałabym, że jest jednak nieco inaczej:)
By tworzyć haiku, potrzeba doświadczenia życiowego, przeżyć, wielu przemyśleń… Haiku, według mnie, to sztuka ubierania refleksji w słowa. Lekkość, błahość, to tylko pozór, za nimi kryje się umiejętność obserwowania świata z pewnego dystansu, który obcy jest „wiekowi bezrefleksyjnemu”:)
A forma…:)
Mamy haiku klasyczne, o którym wspomina Ultra, czyli 5+7+5.
Jest też tak zwane haiku senryu, w którym mieści się cała nieprzyrodnicza tematyka oraz haiku nowoczesne, i właśnie w tych dwóch ostatnich dopuszczalny jest sylabiczny luz: jeśli wypowiadana myśl warta jest złamania zasad – owa złota zgłoskowa siedemnastka nie jest aż tak istotna:)
Słowem – nigdy nie jest za późno, by zacząć tworzyć haiku:)
Umberto Eco w wieku 77 lat wydał książkę zatytułowaną „Wyznania młodego pisarza” – uzasadniał to tym, że skoro pierwszą powieść wydał tuż przed pięćdziesiątką, to pisarzem jest jeszcze młodym…
W wieku, kiedy jeszcze się nie ma głębi refleksji można już opanować warsztat — gdybym jako młodzieniec próbował myśleć haiku, z czasem, być może, myśli te stałyby się godne utrwalenia nie tracąc formy.
Mówiąc „forma”, masz na myśli tę klasyczną 5+7+5, czy raczej ogólną zwięzłość sformułowania?
Pytam, bo nie zauważyłam, byś miał problemy ze zwięzłością. Haiku, podobnie jak fraszka bądź limeryk, opiera się na koncepcie. Tylko koncept jest z gatunku „zauważeń”, pewnego rodzaju skojarzeń porównawczych:
„Błyskawica!
Dźwięk kropli
Spadających z bambusu.”
(Buson)
„Wypożyczyłem mój dom
Od owadów
I zasnąłem.”
(Issa)
ale też, choćby, ironicznych:
Grób Basho
„Grób naszego mistrza!
Po co tyle wrzawy,
Przydrożne wróble?”
(Issa)
Ponoć wiele zależy od nastawienia:)
Poza tym, póki się nie spróbuje, nie można wiedzieć, czy się coś umie robić, czy trzeba się jednak trochę poduczyć;)
O! to jest dobry przykład:
„Idę z rzeką.
Woda myśli za mnie.”
(Bob Boldman)
Witaj, Ultro:)
Haiku to trudna forma, o czym już kiedyś rozmawiałyśmy.
To może jeszcze takie autorstwa Basho:
„Krople rosy –
czym lepiej obmyć
pył świata?”
Leno, M. Basho, Pierwszy Filar Haiku:
„Przemawiać do irysów:
To także jedna z przyjemności
Wędrowania”
A to moje ulubione haiku J. Stańczakowej:
„W dłoni biedronka
w kropeczki brajla
więc ją wyczuwam”
Witaj ponownie, Ultro:)
O tak, Basho jest niekwestionowanym mistrzem haiku:)
Lubię też haiku senryu. Basho się nim parał, ale jednym z moich ulubionych jest to autorstwa Joso:
„Cyranka
Patrzy jakby mówiła:
'Byłam na dnie’.”
Jadwiga Stańczakowa miała niezwykłą wrażliwość, zważywszy, że nie wszystkimi zmysłami dane jej było się posługiwać:):
„Popatrz klucz ptaków
odpływa na południe
podróż dla silnych”
Jakaś Ewa
Poszła do łóżka
To Makówka
Spokojnej (w ostatnim wersie można spokojnie pominąć czasownik i będzie jeszcze lepiej
)
Sie robi.
Śpij dobrze, Ewo.
Idź do łóżka, a jutro wróć
Jako Makówka.
😉
Tak jest!
Kochani, odhaikowuję się w takim razie do łóżeczka. Dobranoc!
Śpij dobrze, Quacku, a na miły sen haiku w nieco innej formie:):
odszedł północek
seledynem pokropił
fiołkowe grządki
rozkwitły z zachwytu ćmy
uchyliły mgieł tiule
Miłej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Nowy dzień, nowe pięterko…
Witaj, Bożenko:)
Witajcie!
Rozkwitłe z zachwytu ćmy tak skutecznie czuwały nad moim snem, że dopiero budzik go przerwał, i to tak ledwo w połowie 😉
🙂
„Po śnie
Jak rzeczywisty
Jest irys.”
(Sushiki)
Witaj, Tetryku:)
Dzień dobry, idę się dobudzać.
Witaj, Quacku:)
Nie jest to może klasyczne powitanie, ale mam nadzieję, że się jednak uśmiechniesz:
„Deszcz wiosenny –
I kaczki, których nie zjedzono,
Chwalą go kwakaniem.”
(Issa)
🙂
O, deszcz (najlepiej na kark) skutecznie dobudza!
Zwłaszcza gdy w perspektywie mogłoby nas czekać zjedzenie…
Na kark? To najprędzej taki ze słuchawki, Quacku;)
To chyba wszyscy tak mamy…
Słonecznie witam!
Dobry wieczór, Makówko:)
Mam nadzieję, że choć odrobinę wyczułam nastrój:):
„Odbite
W oku ważki
Góry.”
(Issa)
Cisza dzisiaj, pewnie dlatego, że ciśnienie leci w dół. Ostrzegają też przed huraganem…
U nas już się zaczęło. Huczy na całego.
Cieszę się, że zdążyłam wrócić do domu:)
W trakcie ciszy czas podpisać petycję
Nie dla muru – podpisuję petycję
Podpisałam. Dziękuję za umożliwienie.
„Imbryk
Wisi w powietrzu
Ku niebu.”
(Hakuin)
Powrócone dobry wieczór, Wyspo:)
i nie ma to jak
filiżanka herbaty
po burzliwym dniu
kłąbki zmierzchu perkocą
spokój mruczy w imbryku
🙂
Spokój mruczy w imbryku… o, to, to!
🙂
Zwłaszcza gdy na zewnątrz hurga wietrzysko…
Do nas już też dohurgało…
Dzień dobry, po pracy, na przerwę
I po przerwie, czyli że dobranocka.
A na dobranoc dzisiaj blues, bo dawno nie było.
Klasyka.
Snów o byciu małym. Albo małą. Bo małe jest piękne.
Mój ojciec mawiał: Małe to nawet prosię ładne…
Kiedy byłeś małym chłopcem, hej!, Tetryku;)?
Mój wtedy mawiał, że „młodemu we wszystkim do twarzy”:)
Aj, jak to było dawno….
Kuknęłam, poczytałam.
Dziś nie wyszłam z domu nawet na zakupy, ani załatwić to co planowałam.
Ale nie przeziębiłaś się wczoraj?
Zmarzłam wczoraj, ale to nie przeziębienie było powodem, ale proza życia w podłej swej odsłonie.
Dobranoc
Dobrych snów, Bożenko!
Spokojnej!
Miłych snów, Bożenko:)
Jestem po-kręcony. A tymczasem fabuła rozwidliła się ponownie, z jednej strony ją śledzę, z drugiej się zastanawiam, czy na koniec się znowu zwidli i zakończenie będzie takie jak poprzednio.
A ja jestem pointegrowana z rodziną:)
Dla każdego coś miłego
🙂
Fajna lektura!
Na mnie czas! Odpływam w sny o czasach, kiedy byłem małym chłopcem 😉

Cóż, ja nigdy nie byłam małym chłopcem…
To nie stanowi żadnej przeszkody, żeby śnić o dzieciństwie
piosenka jest o chłopcu, ale na Wyspie nie ograniczamy się w ten sposób, prawda?
Absolutnie się nie ograniczamy, Quacku:)
Często mówię: „kiedy byłam małym chłopcem…”:) Tyle, że w moim przypadku owo „hej” jest niezbędne, więc zawsze je dodaję:)
Tak, to tak jak z sokołami, gdzie trzeba koniecznie powtórzyć „hej” trzy razy z coraz większym naciskiem (chociaż akurat tę piosenkę trudno zamieścić jako dobranockę).
W oryginalnej wersji początek by się nawet nadał:
„V dobrom aj v zlom budeš moja
Rany tie sa s tebou zhoja
Keď je slnko, keď je zima
Ty si moja domovina”
Dopiero końcówka czwartego wersu psuje wszystko, bo ta „domovina” to Ojczyzna:)
W bardzo wolnym tłumaczeniu:
„W złym i w dobrym, zawsze-ś moja.
Ty cierpienia moje koisz,
Zaraz wszystko się zabliźnia,
Boś Ty moja jest… i klops… ojczyzna;)”
Może i wolne, ale b.ładne, bo śpiewalne!
A mogło być tak pięknie:
Wnet się goi każda rana,
Boś Ty moja ukochana…
😉
Dzięki wielkie:)
Pisałam kiedyś, że mam słabość do melodyki tłumaczonych tekstów:)
Nieskromnie podlinkuję jeden swój starszy wpis: http://madagaskar08.pl/blog/2017/10/09/nuty-w-kawie/
Zerknęłam:)
Na pierwszy rzut oka (i ucha) bardzo fajnie to wyszło.
Zwłaszcza to fonetyczne cup, cup… to znaczy – kap, kap…:)
Jutro jeszcze wrócę, bo dziś też już ledwo siedzę:)
Witaj, Quacku:)
Zgodnie z obietnicą, jeszcze sobie posłuchałam.
Fajnie to brzmi, bo utworek lekki, miło swingujący, w sam raz na zaćmuchany (ja wiem, że oficjalna wersja tego czasownika to „czmuchać”, ale u nas zamiast „cz” mówi się „ć”:)) poranek. Tłumaczenie bardzo mi się podoba – dowcipne i równie lotne jak oryginał. Zabrakło mi może paru wykrzykników w nagłosie (typu: oh!, je! chm!), bo taka chyba była specyfika wymowy tamtych czasów, czy może specyfika artykulacji tych konkretnych artystów, i dałabym więcej „pstryków” w wygłosie, żeby się ilościowo sylaby zgadzały, ale to są niuanse, które absolutnie nie wpływają na jakość bardzo dobrego przekładu, są raczej idee fixe sadystki-szczególistki:)
Bardzo też przypadły mi do gustu te przeskoki rytmiczne w:
„Lecz mina ma marna, gdy widzę ziarna…”
i
„Oj, panie kelner…”
Słowem – odwaliłeś tam kawał dobrej roboty, gratuluję:)
Pięknie dziękuję. Czy dobrze rozumiem, że Tobie też się zdarza tłumaczyć piosenki? Może wrzucisz kiedyś na pięterko?
Tłumaczę raczej wiersze. Piosenek mam na swoim koncie niewiele. Chyba że tłumaczonych tak jak wczoraj – na potrzebę chwili (nawet coś chyba tłumaczyłam jakiś czas temu w komentarzach na Wyspie):) I nie są to teksty anglojęzyczne. Tłumaczyliśmy wprawdzie kiedyś z kolegą J. Morrisona, ale wyglądało to tak, że on świetnie znał angielski, a ja miałam łatwość w wersyfikowaniu:)
Mam gdzieś te teksty, ale czy się do nich dokopię…
Nie wiem, Quacku, czy to jest dobry pomysł, by zanudzać Wyspiarzy swoją poetycką twórczością, nawet taką w postaci piosenek:)
Lena, nie kryguj się!
Proszę Cię, Tetryku:)
Ja i krygowanie się?
Wiesz przecież, że zawsze mówię to, co myślę, choć forma tych wypowiedzi może nieco zwodzić:)
dziurką od klucza
przekrada się zmęczenie
lampki wygląda
pora odetchnąć światłem
poprószyć dróżkę do snów
Dobranoc, Tetryku:)
O, to kolejny dowód, że małe jest piękne
Merci:)
Dobranoc!
Dobrej nocki, Makówko:)
Spokojnej. Już po północy, będę również umykał.
Miłych snów, Quacku:)
„Jaka cisza –
Terkotanie konika polnego
Świdruje skałę.”
(Basho)
I tym, bardzo wiosennym haiku, też się pożegnam:
dobranoc, Wyspo:)
Dzień dobry
Ciepło, ale wietrznie.
Witajcie!
Ależ pięknym haikowaniem kołysaliście mnie do snu!
🙂
Dzień dobry, wieje za oknem jak gupie. Nieco zaspałem, ale wszystko pod kontrolą.
PS. Media społecznościowe donoszą, że dzisiaj Dzień Kota.
Bardzo lubię koty…
„Wyspał się kot,
Wstaje i, ziewając,
Idzie na amory.”
(Issa)
🙂
Dzień dobry!
Rozpaczliwie wieje i pada.
Witaj, Makówko:)
U nas podobnie. Rozbłociło się na całego…
„Śnieg zaczyna topnieć,
Kijem wykopałem wielką rzekę
U mojej furtki.”
(Issa)
Takie zatem przedwiośniane, nieco błotne, bardzo wietrzne dzień dobry, Wyspo:)
No to po pracy, bardzom kontent, bo udało się nawet zrobić trochę więcej.
Jednocześnie muszę ogłosić pewną wiadomość, otóż w sobotę, czyli pojutrze, wybywamy do Egiptu (o ile pan demia i pan Putin pozwolą), w to samo miejsce, co 2 lata temu, więc nie wiem, czy będę robił osobną relację, skoro jest cały czas ta: http://madagaskar08.pl/blog/2020/01/26/w-srodku-niczego/
Tym razem biorę Nikona, więc mam nadzieję, że zdjęcia różnych fruwających stworów wyjdą lepiej niż tutaj http://madagaskar08.pl/blog/2020/01/27/ptahy-z-egiptu/ Marzę, że któregoś dnia przyleci rybołów, a i ibisy będzie łatwiej fotografować, o ile się zjawią.
A teraz już na przerwę.
Światowy Quacku!
Oby nikt z panów wam nie przeszkodził wyjechać i wrócić! Udanego wypoczynku!
Na długo?
Tydzień, bo tyle jeszcze zostało ferii małżonce.
To przyjemny czas Wam się kroi:)
Oby nic nie pomieszało szyków.
Brawa dla Was!
A ja właśnie dziś w południe zrezygnowałam z tygodniowego wyjazdu na narty do Sappady (Dolomity) tracąc wpłaconą zaliczkę.
Trochę szkoda, ale po podjęciu tej decyzji poczułam się lepiej niż miotając się od wczoraj rano między „jechać?”, „nie jechać?”.
Witaj, Makówko:)
Przykro mi. To musiała być trudna decyzja.
I dalej nie wiem, czy słuszna, ale już za późno.
Może udałoby mi się odreagować, a może podwójnie bym się denerwowała?
Może to nie jest Twój czas na wyjazdy i intuicja Ci to podpowiedziała, skoro podjęłaś taką decyzję.
Zamiauczał kocur
a uśmiech jego pani
był mu nagrodą
🙂
przyczajony psiak
nie spuszcza ze mnie wzroku
pora na spacer
kończy frajdę brutalnie
wichrzyciel rozszalały
😉
Dobranocka.
Tanita Tikaram, zaczyna się nad morzem i kończy takoż.
Snów ukołysanych falami.
A ja jeszcze idę pokręcić.
Ładna dobranocka, zachęca do snu. Nie będę więc się opierać i się pożegnam.
Dobranoc
Śpij słodko i mrucząco! 😉
Dobrej nocki, Bożenko:)
Spokojnej!
Jechałem, jechałem i dojechałem na Wyspę. Może to stacjonarny rower… wodny?
A może stacjonarna żółta łódź podwodna? 😉
Otóż podczas pedałowania słucham zgoła innej muzyki (album „Extreme II: Pornografitti” grupy Extreme, hardrock, bardzo dobrze nadaje rytm), ale całkiem niewykluczone!
Dotarłem do końca drugiej/komplementarnej powieści Heinleina i mam mieszane uczucia. Bo tak, jest to niewątpliwie kawał dobrej, heinleinowskiej SF, i nawet logiczniejszej niż tamta poprzednia, ale brakuje w niej tej nuty szaleństwa, która była w pierwszej wersji, zwłaszcza w zakończeniu, które jest po prostu fajerwerkiem słowotwórstwa, środków literackich, intertekstualności i aluzji do kolegów po piórze. Poza tym fabuła raz się zbiega, raz rozbiega, żeby na końcu się rozbiec ostatecznie. Tak jak na tym rysunku (wykonanym, co dość zabawne, na generatorze map komunikacyjnych metra, ale akurat tak mi pasowało
)
„The Number of the Beast” jest z 1980, „The Pursuit of the Pankera” z 2020.
Wygląda trochę jak trasa peletonu po jakimś miasteczku-kurorcie;)
A będziesz jeszcze do tej książki wracał?
Czy jedno przeczytanie wystarczy:)?
Najciekawiej by się czytało, wymieniając książki w punktach zgodnych 😉
No to właśnie też nie bardzo możliwe, jak już pisałem, decyzje podjęte przez bohaterów w pierwszym rozwidleniu, skutkują rozwidleniem nr 2 i potem nr 3. Czyli z punktu widzenia czytelnika czytającego najpierw powieść z 2020 bieg akcji podczas rozwidlenia nr 2 nie miałby sensu.
To zawiłe, no trudno, muszę użyć spoilera (=zdradzić część akcji):
W „The Number of the Beast” bohaterowie na pierwszym rozwidleniu trafiają na alternatywnego Marsa, skolonizowanego w połowie przez Imperium Brytyjskie, a w połowie – przez carską Rosję. Zaopatrują się tam w większy zapas marihuany. Dlatego później, trafiając na galaktyczny patrol z powieści E.E. Smitha o Lensmanach (taka intertekstualna sztuczka), obawiają się odkrycia tego narkotyku i uciekają do innego wszechświata.
Tymczasem w „The Pursuit of the Pankera” trafiają na zupełnie innego Marsa, Barsoom z powieści E.R. Burroughsa (pierwsze rozwidlenie), nie wywożą z niego żadnych narkotyków, więc kiedy potem, tak samo jak w poprzedniej powieści, natykają się w kosmosie na Lensmanów, nie mają nic do ukrycia i zostają z nimi na dłużej (drugie rozwidlenie).
Dlatego wymienianie książek niekoniecznie dałoby dobre rezultaty.
Na jakiś czas wystarczy, ta nowsza powieść trochę mnie zdetonowała, ale mam świadomość, że to bardziej kwestia moich oczekiwań niż czegokolwiek innego. Od strony formalnej to całkiem ciekawy zabieg, idący w stronę gier fabularnych, gdzie na każdej(?) stronie wybiera się opcję kierującą na kolejną stronę, gdzie jest opisany nowy element przygody z możliwościami, tylko że w takiej grze po jednej rozgrywce wiele stron pozostaje niewykorzystanych, a tutaj jednak czyta się to linearnie – chociaż w treści każda z nich zawiera zaprzeczenie linearności, choćby dlatego, że zakłada obok trzech wymiarów przestrzeni istnienie trzech wymiarów czasu, prostopadłych wobec siebie nawzajem, a pojazd bohaterów umożliwia dość swobodne skakanie pomiędzy nimi, więc można przeżyć pewien czas pod kątem prostym i wrócić milisekundę później do poprzedniego czasu… Powiedzmy że pamięć każdego z bohaterów JEST linearna, ale ponieważ w każdej powieści mamy 4 przeplatające się narracje z punktu widzenia 2 pań i 2 panów, to ta linearność „ogólnopowieściowa” niekoniecznie musi się zgadzać
Jasne:) Rzeczywistość konfrontowana z oczekiwaniami bywa rozczarowująca…
Z linearnością jak w życiu – to samo wydarzenie widziane w tym samym czasie przez kilka różnych osób często okazuje się nie być jednak tym samym wydarzeniem:)
To dlatego zbiera się zeznania od wielu świadków. By odnaleźć punkty styczne i ustalić jak najbardziej prawdopodobny przebieg opisywanej sytuacji:)
Tutaj bohaterowie dyskutując o swojej sytuacji używają pojęcia „wieloosobowy solipsyzm” – ponieważ odwiedzają w innych wszechświatach postacie i światy znane im z literatury, zupełnie na poważnie rozważają możliwość, że sami również są postaciami literackimi. Trudno tu mówić o najbardziej prawdopodobnym przebiegu, skoro wszystko zależy od Autora (nie zawsze tego samego, jak widać z innego komentarza, ale jednak zawsze wszechmocnego stwórcy, który może rządzić stworzonym światem kapryśnie i niekonsekwentnie – wprowadzam ten element czasem do opowiadań o panu Lajkoniku
)
Wspomniałam o tym prawdopodobnym przebiegu tak na marginesie:)
Wiesz, trudno rozmawiać, gdy nie zna się przedmiotu rozmowy:)
A w związku z solipsyzmem, istnieje też taka teoria, że wszystko, co dzieje się w „Lalce” B. Prusa, jest wyłącznie projekcją umysłu Wokulskiego:)
A! I zapomniałam napisać, że „wieloosobowy solipsyzm” jest pięknym oksymoronem, zważywszy etymologię: „solus” to jedyny po łacinie:)
Nie słyszałem o tej teorii dotyczącej „Lalki” – bardzo ciekawe!
Co do wieloosobowego solipsyzmu u Heinleina, to tak, w tej powieści jest sporo takich oksymoronów i paradoksów.
Zmykam!
Dobrej nocki, Quacku:)
Na dobranoc zdrobniale od słowa „szczęśliwy”-siusiamulenki
Maksiu, to brzmi jak coś z fińskiego?
Dobranoc, oczywiście, spokojnych, zdrowych snów.
Dobranoc, Maksiu.
Spokojnej!
Dobrej nocy, Wyspiarze!

Spokojnej!
Miłych snów, Tetryku:)
DOBRANOC!
Miłej nocki, Makówko:)
„O nocy cicha, nocy błękitna,
u stóp Twych leżę, całując Cię –
warkoczy Twoich gąszcz aksamitna
po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.”
T. Miciński)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
To znów piątek, weekendu początek…
Witaj, Bożenko:)
Chociaż raz udało mi się z Tobą przywitać, nim pożyczę Ci miłych snów:)
Witajcie!
Piątek się zaczął leniwie – uciekł mi autobus 🙂
Witaj, Tetryku:)
Autobus Ci uciekł? To jeszcze nie tragedia. Gorzej, gdyby uciekł piątek;):
„Uciekł piątek z kalendarza –
To się nieraz piątkom zdarza.
Poszedł z nudów między ludzi
I wciąż stękał: „Mnie się nudzi!”
Chciał go kowal wziąć do kuźni:
„Piątek w piątek się nie spóźni,
W piątek dobry jest początek,
Taki piątek to majątek!”.
Wziął się piątek do roboty,
Nic nie robił do soboty,
Aż się kowal zaczął złościć:
„Cóż ty umiesz?!” „Umiem pościć!”.
Kowal na to rzekł po prostu:
„Idź gdzie indziej szukać postu!”
Poszedł piątek do masarza:
„Jestem, panie, z kalendarza,
Jako postny, jem niewiele,
Dość mi śledzia na niedzielę,
Gdybym dostał jakąś pracę,
Chętnie kilka godzin stracę.”.
Odrzekł masarz: „Mam kiełbasy,
Na kiełbasy każdy łasy,
Więc to chyba całkiem proste,
Że nie dla mnie piątek z postem.”.
Poszedł piątek do stelmacha:
„Pan tak ładnie młotkiem macha,
Ja bym też się zajął pracą,
Może tutaj zdam się na co?”
Ale stelmach zawsze w piątki
Miał z żołądkiem nieporządki,
Więc mu kazał się wynosić:
„I bez ciebie poszczę dosyć!”
Zdun go nie chciał, nie chciał rymarz:
„Długo z takim nie wytrzymasz!”.
Idzie piątek i rozważa:
„Wrócę znów do kalendarza…”.
Poszedł, zerwał kilka kartek:
„Proszę państwa, dziś jest czwartek,
Jutro piątek. Jutro wszędzie
Niechaj postny obiad będzie”.”
(„Piątek” – J. Brzechwa)
Wierszyk na tyle uroczy, że nie mogłam sobie darować:)
Dzień dobry, troszkę dłużej pospałem, ale minimalnie.
Dzień dobry, Quacku:)
„Witaj Śpiochu o poranku,
kawa z mleczkiem czeka w dzbanku,
i śniadanie też już czeka,
otwórz oczy więc, nie zwlekaj!”
Nie wiem, kto jest autorem, ale to była standardowa pobudka w moim domu. Nazywana, zresztą „kogutką”:)
A to jest na jakąś melodię?
My uskutecznialiśmy raczej melorecytację:)
No tak, przy odpowiedniej sile głosu, to wystarczy
🙂
Słoneczne dzień dobry!
„Co ja bym robił bez słońca?
(to coś dla dzieci)
słońce, słońce, słońce!
niechaj przyjdzie, niech świeci!”
(„Słońce” – W. Broniewski)
Dzień dobry, Makówko:)
„Na mokrych liściach
Jarzenie się
Świateł wioski.”
(Ryota)
Podeszczowe, słoneczne dzień dobry, Wyspo:)
I tu rano słońce było,
Ale prędko się skończyło.
Teraz tylko deszcz i chmury,
Piątek zrobił się ponury…
🙂
Po pracy, po pakowaniu (w większości), a teraz na przerwę.
Cisza dzisiaj, jakby wszystkich wywiało… A wichura ma wrócić jutro.
Dziś też wiało i było piękne słońce.
Mnie nie wywiało, jestem, ale jakoś nawet na Wyspę nie mam ani czasu, ani nastroju zaglądać.
Quacku miłego pakowania i wspaniałego wypoczynku!
Trzymajcie kciuki, żeby wiatr się uspokoił koło 12.10 jutro w Gdańsku, a potem może by tak osłabł koło 14:50…
Idę po dobranockę.
Tego Wam życzę, ale czy to możliwe…?
Niech się Wam spełni to pogodowe życzenie:)
U nas też było słonecznie i ciepło.
Chyba wiosna idzie, bo Psiułka strasznie się sierści.
Miałyśmy małą sesję fryzjerską – pół reklamówki włosia wyczesałam:)
Jeszcze ze dwie takie akcje i na dywanach i kapach znowu będzie widać wzorki nie tylko bezpośrednio po odkurzaniu:)
Dobranocka.
Ponieważ reisefieber (również w związku z wietrznymi prognozami na jutro) trwa, coś kojącego. Czyli może taka wersja „Come As You Are” Nirvany w pogodnej tonacji, w wykonaniu Kasi Nosowskiej i zespołu Tymon & the Transistors.
Snów również w pogodnej tonacji.
Edit: a ja idę jeszcze dzisiaj popedałować.
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dobranoc
Miłych snów, Bożenko:)
Wesołych snów!
Spokojnej!
Byłem dziś na bardzo ciekawym wykładzie o testach antycovidowych — wkrótce będzie do odtworzenia.
Bardzo ciekawe miejsce, animowane przez rodzinę prof. Fryderyka Zolla, warto zaglądać. Wykłady są otwarte.
Jak będzie do odtworzenia to spróbuję wysłuchać jak będę w lepszej formie. Dzięki za informację.
„Cicho! oto już księżyc srebrne bajki plecie
I majaczy tam dziwy niebywałe w świecie;
Rozbudza duchy białe, co w szczelinach drzemią
I rade o północy hasają nad ziemią;
Zroszonym mchom rozplata brylantowe włosy
I, jako dziwożona, łechce senne wrzosy…”
(„Noc” – M. Konopnicka)
Dobranoc, Wyspo:)
Spokojnej. Również zmykam.
Dobrej nocki Wyspo!
Dobrych snów, Wyspiarze! Lampka czuwa!

Dzień dobry

Trochę problemów znowu się na mnie nawaliło… ale ponieważ „jestem twarda jak stonka”, na pewno sobie z nimi poradzę
Zdaje mi się, że „mysnęłam” urocze pięterko Makóweczki, z całym mnóstwem ciekawych zdjęć, a też i obecne pięterko jakoś pominęłam. Też fakt, że mój ścisły umysł nie ogarnia haiku… to dla mnie za trudne
Witaj, Miralko:)
Oj, tam – „za trudne”. Nie przesadzaj:)
Oczywiście życzę Mistrzowi Q jak najlepszej pogody na wyjeździe



A także miłej i bezproblemowej podróży
Szkoda, że mieszkam tak daleko, bo na ten „reisefieber” miałabym dobry sposób – „szyszeczki” babki zwyczajnej. Niwelują każdy żołądkowy problem… to jeszcze sposób mojej babci. Zawsze gdy mieliśmy jakiś żołądkowy problem, miała ususzone zioła i tym nas zawsze ratowała
Na jej wzór mam w zapasie różne ziółka, które pomagają nam w różnych przypadłościach
Dzięki. Samolot już leci (z Egiptu), jak wyląduje i się ogarnie, pewnie będę już na lotnisku.
My też na dolegliwości żołądkowe parzymy szyszeczki ale – olszynowe:)
Ohydne są. W kolorze i w smaku. Ale pomagają:)
Szyszeczki olszynowe są dobre, ale zawierają związki halucynogenne i jeśli zrobi się za mocny wywar, można się poczuć jak po narkotykach
A przynajmniej tak twierdziła moja babcia…

Babka zwyczajna tego nie ma i jest bezpieczna nawet dla dzieci.
Pamiętam, że jako dzieci używaliśmy liści tej babki do tamowania wszelkich krwawień z zadrapań…
W smaku też nie jest taka zła… chociaż nie przepadam… trochę pachnie jak siano (ten napar)… da się wypić
A jakbyś chciała dowiedzieć się czegoś więcej, to tu jest stronka o babce
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Babka_zwyczajna
Pierwsze słyszę z tymi substancjami halucynogennymi. A efekt „jak po narkotykach” czyli jaki – ma się odlot czy raczej się od tego ohydztwa da uzależnić:)?
I my przykładaliśmy liście babki na rany, a naparu używało się m.in do płukania jamy ustnej…
Też miałam taką Ciotkę Zielachę w rodzinie, więc właściwości ziół nie są mi tak całkiem obce:)
Może coś pokręciłam… nie wiem. O szyszeczkach olszynowych słyszałam gdy byłam dzieckiem, a to już trochę czasu minęło. Faktem jest, że babcia nigdy nam naparu z nich nie dawała…
Z tym efektem to jest tak, że ma się „odlot”…
Witajcie!
Witaj

Kolejna wycieczka? Mam nadzieję, że pogoda dopisze… i to nie tylko aura na zewnątrz, ale i ta „bliższa ciału”
Witaj, Makówko:)
Dziś w końcu zadzwoniła do mnie Kay. To ta, która mieszkała z Ro, moją zmarłą amerykańską przyjaciółką…
Chcą zabrać Kay dom, zapisany jej testamentem. A gdzie się biedna podzieje? Związała swój los z Ro… nie ma nic. Musiała zatrudnić adwokata… a przecież nie ma pieniędzy!!! Coś mnie trafia na taką ludzką pazerność. Skąd się to w ludziach bierze?!!! 

Próbowałam się do niej dodzwonić, ale zmieniła numer telefonu, a nowego nie znałam.
I muszę przyznać, że jestem oburzona
Rodzina zabrała ciało zmarłej Ro, ale nie raczyła powiadomić Kay, gdzie, ani kiedy odbył się pogrzeb. Nie zaprosili też jej na stypę. Potraktowali jak zupełnie obcą osobę… a przecież od ponad 20 lat Kay mieszkała z Ro. Trochę od niej młodsza, była jak czuła matka. Zajmowała się Ro 24 godziny na dobę. Rodziny nie było, gdy dzwoniła do mnie, żebym ze dwa razy w tygodniu, choć na godzinę przyjeżdżała popilnować Ro. Bała się zostawić ją samą, bo nigdy nie wiadomo, co może się stać.
A teraz kochająca rodzina
I tak jak nie życzę nikomu niczego złego, tak tej rodzinie nie życzę najlepiej. Ro była panienką. Nie miała dzieci, więc też bez problemu mogła zostawić co chciała i komu chciała. A teraz rodzina kwestionuje jej rozporządzenia… nawet dokładnie nie wiem kto… Ro miała tylko siostrę, a ta siostra 4 synów. Z tym, że najmłodszy (w moim wieku) kilka lat temu zmarł na raka krtani (bodajże w 2017 roku, w kwietniu).
Jestem rozgoryczona i zniesmaczona… jak można tak potraktować kobietę, która zajmowała się Ro do ostatniej chwili… i to zajmowała się jak własna matka swoim dzieckiem… nie rozumiem tego… nie jestem w stanie pojąć…
Za nieboszczki PRL często mawiało się, że najbardziej prawdopodobnym — i przez to wymarzonym — sposobem szybkiego wzbogacenia się jest spadek po wujku z Ameryki. I nikt wtedy nie myślał o abstrakcyjnym człowieku, który miałby gdzieś tam, daleko, umrzeć, tylko o przypływie gotówki. Wygląda na to, ze rodzina właśnie w ten sposób podeszła do Ro…
A jak zwykle, zarobią prawnicy.
Prawnicy zarabiają tu krocie, bo w zasadzie niewiele jest spraw sądowych, na których bez prawnika się obejdzie


A co do rodziny Ro… brak mi słów. Przecież ten dom jest stary i już trochę zaniedbany. Żeby doprowadzić go do porządku, trzeba sporo kasy wyłożyć. Na prawdę, nie ma się o co bić… a tym bardziej, że zawładnięcie tym domem, będzie z krzywdą niewinnej osoby. Za żadne skarby nie chciałabym go… nawet gdyby mi ktoś dopłacał
Gdy nie widzimy czyjejś śmierci, wydaje się ona tak nierealna, że taki „wujek z Ameryki” przestaje być osobą – liczy się tylko jego gotówka
Co oczywiście wcale nie oznacza, że popieram taki sposób myślenia…
Nawet czytać o tym przykro, a co dopiero być osobiście zaangażowanym…
Szkoda mi Kay, chociaż nigdy moją faworytką nie była. Tak się przejęłam jej problemami, że niemal zapomniałam o własnych
I od razu przypomniało mi się, że kiedy moja siostra chciała przenieść własność domu z dziadka na siebie, bez wahania podpisałam zrzeczenie się praw do tego domu. Doszłam do wniosku, że nie łożyłam na ten dom, nic tam mojego w zasadzie nie ma, więc i praw nie powinnam mieć żadnych. Uznałam prawo mojej siostry… bezinteresownie. Czy tak nie powinno być? Czy to nie powinno być normą? To przecież logiczne…
To prawda, z tym że przypomina mi się taka historia o mędrcu, który poprowadził ucznia najpierw do okna – i pokazał mu ludzi na ulicy – a potem do lustra. I powiedział: – Widzisz, to samo życie, przez okno widzisz ludzi, ale dodaj do szyby trochę srebra, i natychmiast zaczynasz widzieć tylko siebie.
Fakt. Przez to srebro, ludzie widzą tylko siebie…
Dzień dobry
Dzisiaj niebezpiecznie wychodzić z domu…
Ja jednak wyszłam.
Oby ten wicher nie popsuł Wam wycieczki. Baw się dobrze, podziwiam Twoją odwagę.
Witaj, Bożenko:)
Bardzo wieje, wyje niemiłosiernie i z prądem znowu są kłopoty…
Dzień dobry, jeszcze chwilę pobędę dzisiaj
Miłego dnia życzę
…i spokojnego
🙂
Witajcie!
Po zakupach, już z domu kibicuję Quackowi et familias oraz Makówce w ich podróżach. W Krakowie wiatr narusza dachy, przewraca stragany… Uważajcie na siebie!
Tak, z całej Polski widzę doniesienia, prywatne i medialne, Wielkopolska, Warszawa, łódzkie…
Witaj, Tetryku:)
Tu nie jest aż tak tragicznie, ale też bardzo nieprzyjemnie. I jeszcze ma nam do kompletu pośnieżyć…
To ja tylko zapowiem, że jakby ktoś miał ochotę, to można śledzić ten lot
W tym celu należy po godzinie 14:55 (albo i później, bo już widzę, że samolot ma opóźnienie w przylocie, więc pewnie i odleci nieco później) wejść na stronę http://www.flightradar24.com, w okienku po prawej u góry oznaczonym „search” wpisać numer lotu ENT7165, rozwinąć link z numerem lotu oznaczony napisem „LIVE” na żółtym tle i kliknąć „Show on map” (a potem ew. na panelu ze zdjęciem samolotu po lewej kliknąć u dołu na „Follow”, wtedy mapa będzie się przesuwać razem z sylwetką samolotu). Po pół godzinie mapa się wyłączy (chyba że ktoś ma płatną subskrypcję), wtedy można odświeżyć stronę i powtórzyć operację
Dobra, do zobaczenia, jak się będzie dało, napiszę z Egiptu chociaż parę słów, a jak się nie uda, to mam nadzieję za tydzień (z okładem) być.
Miejmy nadzieję, że się uda.
Czekamy zatem, Quacku. Oby się udało wcześniej skomunikować:)
„Jam cały jest z gwiazd roztopionych,
jam krwią nieskończoności.
Odkrywam kolory ocierając się o rzeczy,
budzę głębie uśpione.
To ja smutki wieczoru wykuwam,
melancholijne i chłodne.
Jestem wieczystą harmonią Ziemi,
lasem niepoliczonym.
Ku nieznanemu na swoich falach,
snów karawele niosę.
W głębi mej skryta samotna gorycz,
bo nie znam mego kresu i losu.”
(„Rytm jesieni” – F.G. Lorca)
Dzień dobry, Wyspo:)
Biegnę pod Teatr…
Powodzenia…
Ja myślałam, że też pobiegnę, ale wróciłam z wycieczki zbyt zmęczona, ubłocona itd.
W każdym razie jestem! Mocno wiało i było bardzo błotniście, ale i słonecznie.
Za Quacka trzymam kciuki, aby doleciał bez opóźnienia lub z opóźnieniem minimalnym.
Też za niego trzymam kciuki. Ciekawe czy będzie się mógł do nas odezwać jak doleci…
Tradycyjnie skomunikuje się z Tetrykiem, a on nam przekaże informację?
Tetryku opowiedz jak było pod teatrem
O tak, powiedz!
Pewnie jeszcze nie wrócił, może się dowiem jutro. Teraz idę spać.
Dobranoc
Dobranoc, Bożenko:)
Tradycyjnie dobrych snów!
Dobry wieczór, Wyspo.
Witaj Lordzie!
Dobry wieczór, Lordzie:)
Miło, że się zjawiłeś.
Dziękuję za dobranockę.
*Szkoda pana Paszta:(
Dzięki, Lordzie!
Na Lorda zawsze można liczyć…
Też wróciłem.
Pod teatrem wystąpili ludzie teatru, a wokół zgromadziło się mnóstwo ludzi z karteczkami Teatr jest nasz!. Odczytano listy poparcia od bardzo wielu zespołów teatralnych z całego kraju, z wyrazami wsparcia dla dyrekcji i załogi Teatru im J. Słowackiego oraz wezwaniami do marszałka województwa o zaniechanie procedury odwołania. Duża różnorodność publiczności: od starszych ode mnie po licznie reprezentowaną młodzież, a nawet gdzieniegdzie dzieci „na barana”. Było parę kamer, zapewne videoKOD wkrótce opublikuje nagranie.
Na fb widziałam fragment relacji na żywo. Również zdjęcia (był i nasz Tetryk). Dusza mi się wtedy rwała, że mnie tam nie ma, ale byłam zbyt zmęczona i niedospana, aby zaraz po wycieczce pojechać.
No i musiałam „odbłocić” buty, kijki, spodnie na jutro.
Gdzie te czasy kiedy nie wracając do domu chodziłam gdzieś na coś prosto z plecakiem!?
Teraz już padam, zaraz umknę, dobranoc.
Tetryku jak będzie nagranie podeślij linka, proszę.
„Dziady” nigdy nie były utworem „wygodnym”. Po to powstały, by budzić kontrowersje. By rozprawiać się z tyranią legalnej władzy. Były głosem opozycji…
Aż się nie chce tej całej żenady komentować:(
Dobrej nocki, Makówko:)
Dobrej nocki! 🙂

„Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce,
Odgłos izanu w cichym gubi się wieczorze,
Zawstydziło się licem rubinowém zorze,
Srébrny król nocy dąży spocząć przy kochance.
Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce,
Śród nich po safirowym żegluje przestworze
Jeden obłok, jak senny łabędź na jeziorze,
Pierś ma białą, a złotem malowane krańce.
Tu cień pada z ménaru i wierzchu cyprysa,
Dalej czernią się kołem olbrzymy granitu,
Jak szatany, siedzące w dywanie Eblisa
Pod namiotem ciemności; niekiedy z ich szczytu
Budzi się błyskawica i pędem Farysa
Przelatuje milczące pustynie błękitu.”
(„Bakczysaraj w nocy” – A. Mickiewicz)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witam już z przystanku.
Witaj Makówko, podziwiam Cię… Udanej wycieczki
Dzień dobry
Będzie lepszy od wczorajszego, bo chyba wichury już minęły…
Witaj, Bożenko:)
Obyś miała rację:)
Teraz już z pociągu.
Dzień dobry, Maczku-Wędrowniczku:)
I my powłóczyłyśmy się dziś po okolicy, szukając śladów pani Wiosny:)
Witajcie!
Słońce się zdarza, choć chmury przebiegają rączo i nisko. Pogoda dla twardzieli! 🙂
A tu słońca nawet na lekarstwo… Szaro, buro i ponuro
„chmury pękały czarne
coraz czarniejsze
jakby koni frygijskich groźne tabuny”
(„Metamorfozy” – E. Stachura)
😉
Dzień dobry, Tetryku:)
„Koronkę w gaju utkała chmura,
Zadymiły pachnące mgły w krąg.
Błotną drogą jadę z dworca furą,
Daleko od rodzimych łąk.
Las zastygnął bez smutku i szmeru,
Ciemność zwisa za sosną jak płaszcz.
Żałobliwa myśl sercu doskwiera…
Niewesołyś ty, kraju nasz.”
(„Koronkę w gaju…” – S. Jesienin
tł. Zb. Dmitroca)
Melancholijne nieco, międzyspacerkowe dzień dobry, Wyspo:)
Nieśmiało nieco zagaję: ktoś? coś?
Bo moje mezzanino bardziej już przypomina drapacz (nomen omen) chmur:):
„To nie mezanin, to ciężar
wywodów wydźwigniętych
od oczu do lazuru –
Błysk wielosiecznych kolorami mieczy
odciął wnętrze od murów.
Czyżby prawa ciążenia
zwyciężał
i przestrzenie zmieniał?”
(parafraza z: „Widzenie katedry w Chartres” – J. Przyboś)
🙂
Nie trzeba w lesie kląć,
kapelusz trzeba zdjąć,
Mogłyby listki leszczyny
pozwijać się bez przyczyny.
Mogłaby lipa bez powodu
odmówić pszczołom miodu.
Mogłaby osika
ze strachu dostać bzika.
A zając, ten maleńki, zbudzony w środku snów,
mógłby się jeszcze zgorszyć –
nauczyć brzydkich słów.
Nie trzeba w lesie kląć,
kapelusz trzeba zdjąć
jak najuroczyściej
i posłuchać, co też mówią liście…
Jan Sztaudynger.
🙂
My w lesie jesteśmy bardzo grzeczne.
Kapeluszy wprawdzie nie zdejmujemy, zostawiamy to grzybom, ale nie klniemy. Przynajmniej – ja…
I to Ci się chwali. Ja też nie klnę… nigdzie
I ja wróciłem ze spaceru. Tym razem był to spacer po uliczkach starego Krakowa, w licznym towarzystwie ludzi wykrzykujących poparcie dla zagrożonej Ukrainy.
Oby to coś pomogło…
Kochani, dolecieliśmy bezpiecznie, poza tym, że samolot wylądował z opóźnieniem, jakimś cudem mimo wiatru, i wystartował ok, 1,5 h później. Dzisiaj tutaj potężny wiatr, więc morze wzburzone, na rafie byliśmy symbolicznie, ciężko się snurkowało. Natomiast całkiem ładne foty ptaszków, w tym jeden naprawdę fajny rybołów (ale bez ryby, mimo że próbował). Będę się odzywał w miarę możności.
Witaj, Quacku:)
Fajnie, że dałeś znak.
Wypoczywajcie. Niech pogoda Wam dopisuje, a Tobie, dodatkowo, trafiają się fotograficzne gratki, ale – z umiarem, żebyś miał też czas na inne przyjemności:)
Świetnie, że dolecieliście bezpiecznie. Wiatrem się nie martw – w domu miałbyś sztorm za sztormem, ponoć do 11 st. B., więc tu byś nie posnurkował 😉
Witaj nam Quacku
Cieszę się, że się odezwałeś.
Dużo przyjemności życzę
Quacku super,że jesteś już na miejscu.Wypoczywaj!
Ja już w Krakowie.W domu,ale nie moim.
Wyprowadziłaś się?
Tak na chwileczkę tylko.Na gołąbki.
Smacznego
Dobranoc
Dobrych snów, Bożenko!
Miłych snów, Bożenko:)
Na dobranoc proponuje coś dopasowanego do głównego tematu wątku 😉
Przyjemniutkie:) Relaksuje, wycisza, wprawia w stan wewnętrznej harmonii…
Niczym reiki:)
No to czas wracać do domu…
Makówko, nie boisz się wiatrów, by wracać o godz. 23?
Moje haiku na poniedziałek, gdy trzeba rano wstać i budzik dzwoni:
o, nie, chwileczkę
właśnie śnię o wiośnie teraz
o, jeszcze… zaraz…
Faktycznie jak czekałam na autobus trochę wiało.
Witaj, Ultro:)
Niech więc wiosna z Twojego haiku stanie się rzeczywistością:)
Lampka do snu … i na drogę 😉

Już po lampce melduję, że jestem w domu. Moim własnym, ale jeszcze nie w łóżku.
Cieszę się, że już dotarłaś do domu, Makówko:)
Cieszę się, że się cieszysz Leno!
Teraz już dotarłam do łóżka i padam na nos.
Dobranoc!
„Gdy noc głęboka wszystko uśpi i oniemi,
Ja ku niebu podniósłszy ducha i słuchanie,
Z rękami wzniesionymi – na słońca spotkanie
Lecę – bym był oświeceń ogniami złotemi.”
(„Gdy noc…” – J. Słowacki)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Mąż jest z tego bardzo zadowolony, bo te problemy w pewien sposób oddziaływały i na niego, a teraz ma to z głowy 
Odkładałam ile się dało, ale już luty się kończy, więc czas najwyższy. Co prawda nie mam bałaganu w papierach, ale muszę oddzielić ten rok od poprzedniego, zapakować, podpisać… a to trochę czasu zajmuje 
Tak jak było do przewidzenia, poradziłam sobie z problemami, bo czasami bywam uparta i zawzięta
Muszę jeszcze zrobić porządek w papierach, a tego nie znoszę tak samo jak zakupów
Nie zaniedbujemy też naszych spacerków po okolicy… tej bliższej i dalszej. Dziś byliśmy na spacerku wzdłuż Fox River. Zaczęliśmy od Batavia, potem Geneva, przez St. Charles do Elgin… trochę nam to zajęło
Ani jednej chmurki, dość ciepło (jak na tę porę roku) tylko ten wiatr tak silny, że czasami trudno było ustać na nogach. Gdy jechałam, spychał mi samochód to na środek drogi, to w odkos, a nie chciałam nigdzie zjechać…
W Batavia na górce stoi stary wiatrak. Pełno przy nim było dzieci z rodzicami. Śnieg jeszcze leży, więc zjeżdżali z tej górki na czym się dało… jakoś typowych naszych sanek nie zauważyłam
Tylko mało kto zdaje sobie z tego sprawę… niektórzy uważają, że skoro im chleb nie szkodzi, to i ptaki będą zadowolone, gdy się im posypie. A właśnie chleb (i wszelkiego rodzaju pieczywo) są bardzo szkodliwe dla ptaków. Te wszystkie „ulepszacze”, „poprawiacze smaku” i te inne chemiczne dodatki wywołują u ptaków chorobę zwaną „anielskie skrzydło”. Z czasem te ptaki stają się „nielotami” i stają się łatwym łupem wszelakiego rodzaju drapieżników. Może to i dobry sposób na dokarmianie „drapoli”, ale chyba nie o to chodzi tym wszystkim „dokarmiaczom” 
Na ścieżce, przy samej rzece pasło się kilka bernikli kanadyjskich. Mąż się śmiał, że są jak psiaki – podchodziły do nas na pół kroku i zaglądały w ręce. Nic dla nich nie mieliśmy, więc odchodziły obrażone. Wszystkie, które podeszły, miały uszkodzone skrzydła (i to w sposób widoczny). To są skutki karmienia chlebem
W ubiegłym tygodniu dostałam wezwanie do sądu – miałam być ławnikiem w kryminalnej sprawie. Nie bardzo wiedziałam jak się z tego wyplątać. Może to i zaszczytna funkcja, ale mój angielski nie jest doskonały. A w sądzie trzeba rozumieć wszystko. Sprawę pogarsza fakt, że prawnicy mają swój język, trochę odbiegający od typowego angielskiego (tak jak i w polskim, wiem, bo miałam ojca prawnika). Zadzwoniłam, pogadałam i mam nadzieję, że ze mnie zrezygnują
Oni wysyłają te wezwania do wielu osób, a jak się odpowie w miarę szybko, to mają czas na uzupełnienie składu. W mowie potocznej, gdy rozmawiam z Amerykańcami, a czegoś nie zrozumiem, mogę poprosić o powtórzenie, użycie innych wyrazów, czy wytłumaczenie o co im tak właściwie chodzi. Jako ławnik nie mam takiej możliwości. Podpisując się pod jakimś wyrokiem, można kogoś skrzywdzić, a tego bym nie chciała…
I nie chodzi tu tylko o akcent…
Mark, który już kiedyś był ławnikiem (i to w kryminalnych sprawach), pochwalił moją decyzję. On wie, że mój angielski doskonały nie jest
Masz rację. Sąd powinien to uwzględnić, w Ameryce takich jak Ty jest bardzo dużo, ale myślę, że niektórzy podchodzą do tego mniej odpowiedzialnie.
Nie wiem czy to odpowiedzialność, czy strach, że mogę czegoś nie zrozumieć… czegoś co jest istotne dla sprawy. Wyrok wydać łatwo, ale może on zaważyć na czyimś życiu…
To jest właśnie odpowiedzialność.
Witaj, Miralko:)
Też uważam, że jeśli ma się jakieś obiekcje, to lepiej sobie odpuścić niż kogoś skrzywdzić.
🙂
Szacun!
Dziękuję Wam
Chociaż uważam, że to nic wielkiego – ta rezygnacja…
Dzień dobry
Ostatni tydzień miesiąca…
Dzień dobry, Bożenko:)
Witajcie!
Przeżyjemy i ostatni tydzień srogiego miesiąca 😉
Witaj, Tetryku:)
Zwłaszcza że ostatnio jakby złagodniał…
Witam!
Dalej wieje…
Tu też…Kiedy wreszcie przestanie
Witaj, Makówko:)
U nas słonko nieśmiało wygląda. Bardzo nieśmiało…
To jest 287 komentarz…tak tylko przypominam…
„Gdzie ten luty, groźny, zły,
który szczerzył mrozu kły…”
Przelotne dzień dobry, Wyspo:)
Jeszcze raz nieśmiało zapytam: czy my może bijemy jakiś komentarzowy rekord:)?
Czy jednak ktoś… coś…
🙂
Próbowałam, ale ostatnio zaszły tu jakieś zmiany i nie mogę się w tym połapać. Niestety…
Udało się! Zapraszam na nowe pięterko
🙂
Dziękuję, Bożenko:)
Pora więc pożegnać się i opuścić nieznany zakątek:)
Dziękuję wszystkim za obecność.
Kończę pięknym, pełnym nadziei haiku Basho:
„Zbudź się, motylu –
Późno, całe mile
Są przed nami.”
i biegnę na spotkanie z Janem Kasprowiczem:)
Mignęła skrzydłem

i odpłynęła z ulgą
w stronę poezji…
🙂
uchyla furtki
cichutko cichuteńko
myśl w świat wypuszcza
jak miło choć przez chwilę
być motylem? aniołem?
😉