– Patrz pan, dalej nie zagłuszają! – powiedział kapral Modliszka do wchodzącego właśnie sierżanta Miziaka.
– I dobrze robią! – odrzekł Miziak, odpinając pas z kaburą zawierającą wysłużony pistolet P-64, na którego rękojeści widniały nacięcia, upamiętniające ilość schwytanych przestępców.
– Musicie wiedzieć, mój kapralu – kontynuował – że nasz naród nie jest taki spolegliwy, jak na przykład enerdowski, gdzie jak już coś zabronione, to verboten i nima gadania. U nas wprost przeciwnie, wszelkie zakazy wywołują ciekawe czy uda się je przezwyciężyć. Jak już coś zagłuszają, to Polak stanie na głowie, a wysłucha. Pamiętam jak swego czasu, w Ustrzykach bodajże, był niekonwencjonalny sekretarz, który kazał zagłuszać radio Iwanofrankowsk, i patrz pan, wszyscy rzucili się słuchać, a przyjaźń polsko-radziecka ogromnie się umocniła! Ale co wy mnie zagadujecie, Modliszka, o jakieś zagłuszanie? Pewnie żeście nie odgadli tajemnicy tego dzika, który spustoszył spółdzielnię produkcyjną imieniem najstarszego spośród braci Marx!
– Melduję, że prawie-że odgadłem!
– Co to znaczy „prawie-że”?
– To znaczy, że informacja wyjściowa, której mi pan udzielił, nie była kompletna. Muszę wiedzieć, jak się nazywali członkowie zarządu tej spółdzielni.
– Mówiłem, że Krwionośny, Ubermantel i Mantejski…
– Ale imiona, szefie, imiona!
– No dobra – westchnął z rezygnacją Miziak. – Widzę, że jesteście na właściwym tropie. Więc Zenon Krwionośny, Stanisław Ubermantel i Eryk Mantejski.
– W takim razie przestępcą był księgowy Eryk Mantejski. To on okradł spółdzielnię, a następnie zakopał łup na kartoflisku, dodajmy że po pijanemu, skutkiem czego nazajutrz, na trzeźwo, nie mógł go odnaleźć i dlatego w przebraniu dzika zrył całe pole.
– Czy to właśnie imię księgowego skierowało was na właściwy trop?
– Oczywiście. Zakładając, że pański życiorys jest współczesną kopią dziejów Herkulesa, zacząłem rozglądać się za dzikiem z góry Erymantos w Arkadii, a więc dzikiem erymantejskim. Eryk Mantejski od razu mi się z nim skojarzył. Niech mi pan jeszcze powie, sierżancie, czy te skradzione pieniądze odnaleziono?
– Owszem, i to na buraczysku. Macie rację, że Mantejski był pijany i po trzeźwemu zapomniał, gdzie co zakopał, ale gdyby miał trochę oleju w głowie, to nazajutrz upiłby się ponownie, aby odtworzyć swój stan psychiczny z momentu dokonywania zbrodni, a wtedy od razu by trafił do schowka ze skarbem.
– Święta prawda! – powiedział kapral. – Pamiętam, jak kiedyś sądzono u nas jednego Zdobylaka, który po pijanemu zgwałcił niejaką Bobek Jolantę, która nie mogła się bronić, trzymając oburącz niemowlę pochodzące z poprzedniego gwałtu. Otóż ten Zdobylak podczas wizji lokalnej, kiedy kazano mu odtworzyć wszystkie okoliczności, to w żaden sposób nie mógł sobie przypomnieć, co wtedy robił. Dopiero po wypiciu pół litra wróciła mu jasność i na oczach całej komisji zgwałcił dokładnie pozorantkę Dziwisz Zofię, w randze zresztą plutonowego.
– Tak, tak – kiwnął głową sierżant. – Kryminologia czyni u nas zadziwiające postępy, ale teraz posłuchajcie, kapralu, o mojej następnej herkulesowej pracy.
– To już chyba będzie stajnia Augiasza?
– Słusznie. Nie musiałem zresztą tej stajni daleko szukać. Spółdzielnia produkcyjna, w której spotkałem dzika erymantejskiego, okazała się istną stajnią Augiasza. Po aresztowaniu księgowego reszta zarządu usiłowała jakoś uporządkować papiery, zorientować się w wierzytelnościach, płatnościach i kontraktach – na próżno. Mantejski wprowadził własny system księgowania, będący czymś pośrednim między zapiskami wariata a mongolską stenografią. Gdy tylko na biurku narosła mu kolejna sterta korespondencji, rachunków, listów z obelgami i wezwań na rozprawy – natychmiast wynosił ją do starej stajni i maskował sianem. Przegniłe, zlepione ze sobą dokumenty były nie do odcyfrowania. Nie nadawały się nawet na makulaturę. Rozpacz biednych spółdzielców była straszna.
– Panie sierżancie – mówił do mnie ze łzami prezes Krwionośny. – Nie wybrniemy z tego bajzlu nawet i za sto lat! Hej – dodał marzycielsko – Żeby tak tę całą dokumentację jakiś szlag trafił, wtedy zwalilibyśmy wszystko na klęskę żywiołową i moglibyśmy z czystym kontem zaczynać od zera…
– A nie mogli podpalić? – spytał logicznie kapral.
– Ja nie mogłem do czegoś takiego dopuścić. Ostatecznie to mnie powierzono tę sprawę i byłem za nią odpowiedzialny. Co innego, gdyby rzeczywiście jakaś siła wyższa… Niestety, z siłami wyższymi, poza Komendą Główną, nie miałem kontaktu, a zresztą nie pozwoliłby mi na to mój marksistowski światopogląd.
– I co pan zrobił?
– Pogadałem z księdzem Chudzielakiem. Bądź co bądź sprawy nadprzyrodzone to jego domena. Sam widziałem, jak kiedyś wypędzał diabła z przewodniczącego GS-u i to tak skutecznie że szatan uciekając przewrócił na polu starej Wróblewskiej ciągnik Ferguson z przedpłużkiem.
– I ksiądz załatwił sprawę?
– Załatwił, a w jaki sposób, to już musicie, kapralu, sami odgadnąć. Gdyby natomiast ktoś z państwa odgadł wcześniej, to proszę…
– Tak, tak – pochwycił Modliszka – Na adres redakcji, Warszawa, ulica Mysia dwa!
– Ot to! – potwierdził sierżant, a po krótkiej chwili dodał: – Wiecie, kapralu, tak się czasem zastanawiam, kto to był ten towarzysz Mysio i czym się tak zasłużył, że ma w Warszawie swoją ulicę? – tu w zamyśleniu otoczył się kłębami dymu z fajki, nabitej tradycyjnie jednym carmenem i dwoma popularnymi.

| « DO SIEGO ROKU! | Majeczka w USA cz. 10 » |
01
sty 2013




Dawno nie było Miziaka, mam nadzieję, że kontynuacja jego historii Was zadowoli. Przepraszam, że druk nie jest jak powinien, ale mam kłopoty z kompem i zrobiłam co mogłam. Jeśli ktoś może poprawić, to bardzo proszę.
Dziękuję Tetryku
Erymantejski …… Eryk Mantejski; proszę jakie ładne…. a ja podejrzewałam pana przewodniczącego, że o dopłaty mu idzie :). Dobrze, że nie na 100 % !
E, to chyba jeszcze przedunijne czasy były! 🙂
dzicze dopłaty Tetryku, od kółek łowieckich za spyskane pyry 🙂
O Boziu, jaki ja niedokształcony!
iiii Tetryku; w tej materii dokształcony jest tylko Senator, nasz Nemrod 🙂
Witam: )))
Zależność jest prosta jak konstrukcja cepa!!
Dzik żre, chłop, o pardon – polski postępowy rolnik – płacze, myśliwi płacą!
Chłop, mimo zagarniętej do kabzy mamony, rozpacza dalej bo do swoich siedmiu zeżartych przez dziki kartofli był niezwykle mocno przywiązany uczuciowo!
Następny rok – chłop sadzi kartofle w tym samym miejscu, choć jako rolnik postępowy doskonale wie, że na tym samym polu w kolejnym roku kartofli sadzić nie powinien, bo ziemniaki należy sadzić na polach zajętych uprzednio przez zboża. To się nazywa płodozmian, ale rolnik niegłupio kalkuluje: pod lasem znowu dzik wylizie, znowu zeżre parę kartofli, a koło znowu zapłaci!
Kolejny rok niczego nie zmienia – polski rolnik postępowy nadal darzy nieustającą gorącą miłością każdy mizerny krzaczek solanum tuberosum i z należytą zawziętością sadzi je w tym samym miejscu. Dzik żre, chłop płacze, koło płaci
Kolejny rok…da capo ad fine!!
Kolejny rok…!!
Ale to koło biedne nie jest? 😀
Witam Pana 🙂
Witam Panią!: )))
Koło?? Bidne jak mysz kościelna!: )
Przez te wszelkiego rodzaju opłaty 3/4 myśliwych abstynentami zostało! Jak już taki jeden z drugim bidaka ostatniutką składkę wpłacił do kasy, to nawet ze szklanki pięćdziesiątki wypić nie dał rady, bo tak mu się przez parę dni z nerw ręce trzęśli!, że wszystko rozchlapał!!: )))
Swoją drogą, chciałbym zobaczyć egzorcyzmowanie przewodniczącego GS-u…
Ja też…. duży musiał być ten dyjaboł, co ciągnik przewrócił 🙂
Tajfun go obalił 😀
No, ja też się nie znam na funkcjonowaniu myślistwa w Polsce. Dopłaty za dziki? Słyszałem o opłatach za owce, pożarte przez wilki. Ale widocznie pyrki też podlegają temu prawu, co zresztą dobrze w sumie.
Ale dla zwierząt to prawdziwy socjal: Rolnik uprawia (hoduje), zwierzyna żre, państwo płaci?
Dobranoc!
Przepraszam, że Was zaniedbałam i się nie odzywałam, ale miałam rozmowę na skype ze znajomym z Kanady, a że z racji różnicy czasu rzadko rozmawiamy, to nie wypadało mi skracać tej rozmowy.
Z treści opowiadania wynika, że to było w czasach słusznie minionych, bo np. teraz już chyba nie ma spółdzielni produkcyjnych?
Dobranoc.
Błogosławiony Skype 😀 Jak se przypomnę ile pieniędzy wydawałam
na rozmowy tel. z małżonkiem, to mi skóra cierpnie…
A teraz nawet kom. są w przyzwoitej cenie, że o necie nie wspomnę 😀
Spółdzielnie Produkcyjne istnieją i mają się dobrze te,które są dobrze zarządzane.W drodze na Mazury są dwie i przyjemnie popatrzec na to, co rośnie na polu.Zadbane są rownież obejścia,ot po prostu kultura przez duże K.Na ul.Mysiej znajdował Urząd kontroli Prasy i Widowisk,znienawidzony przez dziennikarzy.Mnie to nie przeszkadzało.Witam poświątecznie Wyspiarzy i znikam na parę godzin,bo chyba jest juz normalny dziań pracy,a nie balowania.Pa,pa….
Cześć, Maxiu!: ))
Potwierdzam w całej rozciągłości – są spółdzielnie, że miło patrzeć jak gospodarzą!
Państwo?? Quackie, bo kupię sobie parę arów piachu pod lasem, wysieję na nich kukurydzę (taka do pasa jakoś wyrośnie) i rozedrę gębę żeby mi z Twoich podatków moje w tysiące złotych idące straty państwo pokryło!!
Tę figę, co ją od państwa dostanę, przywiozę Ci ciężarówką, do osobowego nie wejdzie!!
Zapłaci koło, które akurat ma pecha i dany obwód dzierżawi. Żeby Ci nieco przybliżyć – obwód, w którym lasy zajmują mniej niż 40% powierzchni to obwód polny, a leśny obwód ma co najmniej 40% lasów.
Weź se suwmiarkę!!
Dla jasności wywodu dodam jedynie, że w granicach obwodów mamy różne łowiska – leśne, polne, górskie, wodne.
Ażeby już wszystko było jasne jak ta gromnica, panie, to obwód w swoich granicach może mieć kilka łowisk, a łowisko leśne może być podzielone na kilka obwodów!
Może jeszcze cóś?
Aha. Dubeltówka ma dwie niegwintowane (gładkie) lufy!
Mogą być ustawione horyzontalnie lub jedna nad drugą. Mogą być bez czoków, z czokami lub półóczokami. Te też jeszcze można na różne typy podzielić.
Dla jasności – broń ta jest gładkolufowa (bez gwintu), ale (dla jasności również) może posiadać tzw. paradoks, czyli częściowo gwintowany półczok, ale wymaga stosowania innych kul niż te przeznaczone do strzelania z gładkiej zupełnie lufy..
To, na logikę biorąc, ona gładkolufowa, czy nie??: ))))
Tak….O baskili innym może razem?: )))
PS Proszę nie mylić dwulufowego sztucera o lufach gwintowanych ze zwykłą dubeltówką. Z boku wygląda prawie identycznie, ino od strony wylotów luf widać różnice. No, jest też różnica w konstrukcji zamka, ale na pierwszy rzut oka dla laika niezauważalna: )))
Witaj Senatorze… już wcześniej pisałeś, że myślistwo to kosztowne hobby…. przy okazji sprzedaży trofeów. Ach, cóż za urok ma polowanko :)… atawizm czy co?
Witam: )))
Ino same umartwienia, straty, ból a mizantropię wywołuje!!
To robota jedynie dla świętych!
Jedynym powodem dla którego myśliwy strzela do zwierzyny jest to, że oczyma wyobraźni na jej miejscu widzi swego ukochanego wroga i wtedy „spust naciska!” Normalnie mówiąc – pociąga za cyngiel!: )))
Dobranoc. Lampka…. piętro niżej 🙂
Dzień dobry 🙂 No to zaczyna się normalność…
Wstawać, kawa stygnie
Dzień dobry Bożenko 🙂 Do pracy gonisz Towarzystwo?? 😀

Dzień dobry 🙂 I kim był tow. Mysio?? 😀
Witaj Skowronku! Nie gonię do pracy tylko do wstania. Szkoda dnia. A kim był tow. Mysio? Oto jest pytanie…
Dzień dobry: ))
A ja na Mysiej kiedyś byłem!!
I to w tym gmaszysku!!
Ale cenzorów już nie było!
I komu to przeszkadzało?
Mnie nie!
Czyli, że ul. Mysia i instytucja na tej ulicy nie jest wymysłem autora?
Ul.Mysia biegnie między Nowym Światem i ul.Bracką.
Znakomity znawca warszawskich ulic Eugeniusz Szwankowski uważał, że w tak strategicznym położeniu Mysia mogłaby odegrać niemałą rolę w warszawskim systemie komunikacji. Tymczasem niedługa uliczka nie dość, że nie parła przed siebie na zachód, to z biegiem lat zaczęła się przekształcać w mysią – nomen omen – dziurę. W okresie swojej pierwszej świetności liczyła tylko 135 metrów i ledwie mieściła się między tutejszymi budynkami ze swoimi sześcioma metrami szerokości. Szwankowski zaprzecza, że jednym z tych domów miał być wówczas Pałac Mnischa, od którego niektórzy wywodzili nazwę dla całej ulicy według klucza: Mnischowa, Mnisza, Mysza, Mysia. W rzeczywistości wzięła się ona od niewielkiej rangi tego zaułka..
Na Mysiej (1946-1990) znajdował się Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.
Ależ skąd!! Ulica Mysia w Warszawie istnieje do dziś, a swego czasu mieścił się przy niej pod nr 2 Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, czyli mówiąc wprost – cenzura.
Później miały tam siedzibę PSE (Polskie Sieci Energetyczne) i do nich służbowo raz zawitałem, a w tej chwili – jeśli się nie mylę, ma tam siedzibę część PGE (Polska Grupa Energetyczna) największego przedsiębiorstwa w Polsce!
Witam w nowym roku. 🙂
Wczoraj zrezygnowałam z wejścia na Wyspę, jak dla mnie zbyt wielkie obciążenie było. 🙂
Uprzejmie przypominam, że zagadkę z dzikiem rozwiązałam. Jak się księgowy nazywa Mantejski to MUSI mieć na imię Eryk. Samo nazwisko wystarczyło żeby odgadnąć. 😆
Dziś trudniej będzie. A może za wcześnie jeszcze na myślenie ❓ 😆
Witaj Jasminko ;-)) Wiem, pamiętam, że Ty tę zagadkę rozwiązałaś. Brawo

Co się tyczy ul. Mysiej, nie wiem czy o tę w Warszawie autorowi chodziło, bo on pochodzi z Wrocławia. Nie wiem czy we Wrocławiu jest ulica o takiej nazwie.
Witaj Bożenko 🙂 nie wiem dlaczego ulica nazywa się Mysia, tak, jak nie wiem, dlaczego Żurawia …. ale Mysia była synonimem cenzury. Każdy legalny twórca musiał się z cenzurą zetknąć, chciał czy nie. Waligórski też….
Jak to szło ? W piosence ” Okularnicy” Osieckiej pierwotny tekst brzmiał :” .. i nie zwiążą końca z końcema za te polskie dwa tysiące…”. Po wizycie na Mysiej już inaczej ” potem wiążą koniec z końcem ze te polskie dwa tysiące …”
Wygląda na to, że Waligórski musiał jechać do Warszawy w sprawie cenzury. Tylko według jego opowiadania, mieścił się tam komisariat MO. Ale przecież to wszystko fikcja literacka i autor mógł pofantazjować.
Wujek Google mówi na temat tej ulicy:”Jedyna przecznica Nowego Światu na odcinku za rondem de Gaulle’a to bardzo krótka uliczka, istniejąca od XVIII w., z racji swoich niewielkich rozmiarów zwana najpierw Myszą, potem Mysią. Podczas odbudowy około 1948 r. wytyczono ją w zupełnie bezkształtnej postaci, zamieniając w plac parkingowy. Zabytków nie ma tu żadnych, ale nazwa ulicy była dobrze znana w epoce PRL-u.”
Dzień dobry… chyba słoneczko chce mi się pokazać… Nareszcie! Więc chwilo trwaj….
U mnie jeszcze za ciemno na podwórku, żebym mogła wiedzieć, czy słoneczko pokaże dziś swoje oblicze, czy nie. Okaże się później. Mam nadzieję, że będzie
Dzień dobry. Rozumiem, że w przypadku broni myśliwskiej nie-do-końca-gładkolufowej chodziło o to, że przepisy nie nadążają za rzeczywistością podobnie jak w przypadku obwodów i łowisk?
Poza tym pogoda piękna 🙂
Witaj Mistrzu: ))
Dokładnie to chodzi o to, że w łowiectwie wszystko jest bardzo dokładnie uregulowane. Jeno istnieje tyle wyjątków, że mogą swobodnie regulację zastąpić i nikt tego nie zauważy!!
Podstawowe zasady są jasne i proste, ale później zaczynają się „czoki” i już sam diabeł szczegółów nie rozpozna!: ))
Ponoć język angielski nie na zasadach, a na wyjątkach od nich się opiera. To prawda??
Hmm, powiedziałbym raczej, że to francuski, przynajmniej tak twierdziły niezależnie od siebie dwie nauczycielki w dwóch różnych okresach w moim życiu. Ale w angielskim też się zdarzają pewne nieregularności. Z zasadami w języku (dowolnym) jest trochę jak z rozkładem jazdy na PKP – istnieje po to, żeby na jego podstawie ustalać nieregularności 🙂
We francuskim lekki bałaganik?? Nie zauważyłem, ilość czasów mnie tak zaabsorbowała, że na nic innego czasu już nie stało!:)))
Jak już jesteśmy przy francuskim no to sobie zaśpiewajmy!
Розпрягайте, хлопцi, коней,
Тай лягайте спочивать,
А я пiду в сад зелений,
В сад криниченьку копать.
Маруся раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Маруся раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Копав, копав криниченьку
У зеленому саду,
Чи не вийде дiвчинонька
Рано вранцi по воду.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Вийшла, вийшла дiвчинонька
Рано вранцi воду брать,
А за нею козаченько
Выйде коня напувать.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Знаю, знаю, дiвчинонька,
Чим я тебе огорчив,
Що я вчора из вечора
Кращу дiвоньку любив.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Вона ростом невеличка,
Ще годами молода,
Руса коса до пояса,
В косi лента голуба.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Розпрягайте, хлопцi, коней,
Тай лягайте спочивать,
А я пiду в сад зелений,
В сад криниченьку копать.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Маруся, раз, два, три, калина,
Чорнявая дiвчина
В саду ягоди рвала.
Rozsiodłajcie chłopcy konie
Na spoczynek dla nich czas,
A ja pójdę w sad wiśniowy
Tam studzienkę kopać mam.
Marusia raz, dwa, trzy kalina
Smagła smukła dziewczyna,
W sadzie wisienki rwała! 2x
Kopie, kopię, kopię studzieneczkę
Wśród wiśniowych jasnych drzew
Może przyjdzie jakieś dziewczę
Rankiem wody nabrać z niej.
Marusia..2x
Wyszła, wyszła, po tę wodę
Wczesnym rankiem w jasny sad,
A tuż za nią kozak młody
Poić swą bułaną klacz.
Marusia…2x
Prosi, prosi, prosi wiadereczko,
Ale ona nie chce dać.
Wciska jej do ręki pierścień,
Ale ona nie chce brać!
Marusia..2x
Wiem ja, wiem ja moja miła
Czemu na mnie jesteś zła,
To dlatego, że wieczorem
Inną upatrzyłem ja.
Marusia…2x
Wzrostem ona nie wysoka,
Ale młodsza niźli ty,
Az do kolan jasna kosa
W niej błękitna wstążka lśni….
Marusia…2x
Incitatus
Dzień dobry

Czytałam wszystkie części Miziaka, więc się nie będę wypowiadała temacie. Po co mam uchodzić za mądrzejszą niż jestem
Dzień dobry: ))
Nie możesz spać??: )))
Przecież u mnie już 6 !!! Czyli nie jest już aż tak strasznie wcześnie
Ostatnio jakoś śpię dłużej
Kiedyś wstawałam (bez budzika)o 5 rano. Chyba się starzeję 
6, znaczy 18??: )))
6 znaczy 6
Gdyby chodziło o 18, mogłabym napisać 6 PM, albo normalnie 18. Nie wiem co by się musiało stać, żebym spała do 18
Chyba bym sobie boki na dobre odleżała 
Coś Ty sobie za miejsce, dziewczyno, wybrała!! Zamiast 6 po południu pisać PM (pistolet maszynowy!!)
Dziki mocno ten kraj, że bez peemu ani rusz??: ))
Nie wiem na ile ten kraj jest dziki
Ruszam z domu o AM, wracam PM
Czy jest jakaś broń AM? 
A poza tym dobrze jest uzbroić się… w cierpliwość
Chyba tylko Armata Maszynowa, jeśli takowa istniała kiedykolwiek
Katiusza z okresu II Wśw. była automatyczną armatą,lub jak kto woli,automatyczną wyrzutnią rakiet Pozdrowionka.
Ps.Róznica między armatą,a wyrzutnia w skrócie polegała na tym,że w armacie zostawała luska po materiale napędowym pocisku,a z wyrzutni schodził pocisk z własnym napędem,az do uderzenia w cel.
Ze skrótem AM nie przypominam sobie, natomiast jest AN – Awtomat Nikonowa!
Są różne modele o nazwie zaczynającej się na AM:
Węgierski AMD – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wikipedia.org/wiki/AMD_65
Chiński AMR (jakby klon Barretta M82? Ale to i tak angielska nazwa) – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/world.guns.ru/sniper/large-caliber-sniper-rifles/ch/amr-2-r.html
I cała seria pistoletów i karabinów z Arcadia Machine & Tool z Kalifornii, sygnowanych wspólnym skrótem AMT – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wikipedia.org/wiki/Arcadia_Machine_and_Tool (często kopii broni innych producentów).
No proszę!! Jeszcze parę miesięcy i zrobimy z Quackie uzbrojonego po trzonowe zęby miłośnika militariów!: ))
Hm hm, ale ja już jestem miłośnikiem, tyle że nie uzbrojonym. Troszeczkę jak tasiemiec.
Zaraz zbieram się do pracy. Jakieś śniadanko dobrze by było wciągnąć i trochę się rozruszać
A jak nikt nic nie planuje na dzisiaj, to w końcu może wieczorkiem wkleję kolejną Majeczkę
Oczywiście u mnie wieczorkiem…
Bez budzika, sam z siebie, wstaję między 8:30 a 9:00. Z budzikiem ponad 1,5 h wcześniej, za to regularnie. Czy to charakterystyczne dla jakiegoś wieku?
Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem. Słyszałam tylko, że młodzi takie mniej dospane noce regenerują szybciej i bezboleśnie. W starszym wieku potrzebują się w nocy wyspać.
Dla mnie wystarczy 5 godzin snu, czasem 4.
Jak i mnie. Pięć godzin to akurat!
Ja liczę, że 7-8 godzin dla mnie jest OK, ale i przy sześciu nie narzekam. A Juniorzy (zwłaszcza starszy) się przestawili całkowicie w trakcie Świąt – wstawać późno i kłaść się nad ranem. I teraz cierpią, bo szkoła nijak nie chce się przestawić do nich.
Przestawią się. Przymuszeni bo przymuszeni, ale jakoś się zbiorą:)
No, już się zebrali dzisiaj. A jutro ciąg dalszy zbierania się. Dobrze, że jeszcze tylko dwa dni do weekendu, bo jakby tak zaczynali Nowy Rok od poniedziałku… Coś czuję, że wtedy koło czwartku byłby bunt na całego.
Och, Pani Q. chyba potrafi spacyfikować nastroje?: )
No cóż, muszę powiedzieć, Senatorze, że już coraz słabiej potrafi pacyfikować, zwłaszcza starszego, co już pół głowy od niej wyższy…
U mnie z tym spaniem jest różnie. Zwykle chodzę spać około północy, także śpię 6 godzin. I to mi wystarczy. Czasami, gdy jestem chora, śpię po 25 godzin na dobę
Wstaję tylko do łazienki, no i jeszcze żeby się czegoś napić, łyknąć jakieś lekarstwa i oczywiście zapalić
Jeść wtedy nie muszę 
Jeść nie musisz, ale palić tak? Ciekawe… Jak wiesz, ja też kiedyś paliłam i to dużo, ale jak byłam chora, to mi papierosy nie smakowały.
Najgorzej, że w święta też nie mogę dłużej spać. Oczywiście mogłabym, ale jak poleżę do 8 rano, wstaję jak połamana. Moje dzieci uważają, że wstajemy z mężem w środku nocy
Syn może spać do południa
Inna sprawa, że czasami wstaję, kiedy on się kładzie. 
Ja już to mam za sobą!: ))
Uff!! Dziś nareszcie zasnę spokojnie. Praca zaliczeniowa zaliczona. 😆
Temat „Kobiety, ogień i rzeczy niebezpieczne. Co kategorie mówią nam o umyśle”, z naciskiem na „Kategorie i modele poznawcze”. Temat wdzięczny, nowatorskie podejście George`a Lakoff`a. To na jego dziele głównie się opierałam. Żeby przybliżyć wspomnę tylko, że kategorie poznawcze można scharakteryzować odnosząc się do czterech typów modeli: propozycjonalnych, schematyczno-wyobrażeniowych, metafizycznych i metonimicznych.
Dobry zestaw: „Kobiety, ogień i rzeczy niebezpieczne”…
Tytuł, jak przyznał sam autor, miał właśnie takie skojarzenia budzić. 😆 Zarówno feministki, jak i wręcz przeciwnie, jednogłośnie wyraziły oburzenie. 😆
Coś w rodzaju „dzieci + zapałki = pożar”? 😉 Co nawiasem mówiąc jest nieprawdą, ponieważ w takim razie prawdziwe musiałoby być również „dzieci = pożar – zapałki”, a, jak wiadomo, dzieci biorą się całkiem skądinąd 🙂
Żarty żartami, ale coraz częściej przekonuję się jak szybko wyparowuje mi z głowy nabyta wcześniej wiedza. Organ nie używany… Nie do końca jest to zła wiadomość. Mogę zaczynać wszytko od nowa. Sporo książek na półkach stoi które już kiedyś czytałam. 😆
Dzieło polecam, nie tylko studentom psychologii. 🙂
Znalazło mi recenzję. Może kogoś zachęci do przeczytania całości:?: 😉
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.konserwatyzm.pl/artykul/7871/kobiety-ogien-i-rzeczy-niebezpieczne-co-kategorie-mowia-nam
Hm, nie wiem, czy na taki kaliber metawiedzy starczyłoby mi podstaw, żeby ogarnąć
Strasznie śliczny ten Lakoff…..a ilu słow nie znam i wcale nie chcę poznać !
taka ” polisemia” na ten przykład…. 🙂
Prawda? Bo jakby ktoś napisał „wieloznaczność” to by mu chyba korona z głowy spadła.
Wiedziałam, że będziecie zachwyceni. 😆 Poczułam lekką ulgę, że już „nie muszę”, męczyłam się miesiąc z pisaniem, jak nigdy wcześniej. 😆
O tak, Jaśminko, wprost uwielbiam ten naukawy bełkot 🙂
Dzień dobry wieczór Państwu!
Miło rozpoczynać rok z Miziakiem – czy oznacza to, że weszliśmy w Rok Wzajemnego Miziania?
Tak jest, dlatego skrót TWA (Towarzystwo Wzajemnej Adoracji) w tym roku zmieniamy na TWM.
Świetnie, będziem się miziać
Jako urodzona altruistka odmawiam miziania kogokolwiek w najbliższym czasie…..
zaraźliwa jestem i mam przykazany antybiotyk, bo zwykłe przeciwgrypowe nie pomogły 🙁 błeee…
Dobrze, jest obywatelka zwolniona z miziania, oczywiście za okazaniem stosownego zaświadczenia lekarskiego.
hihi… system sprawdzania czy pacjent jest ubezpieczony w moim przypadku zadziałał bezbłędnie…. Podobno szpitale mają jakiś cyrk z tym programam:)
.. a bez zaświadczenie mogę Was narażać na choróbska ? 🙂
Trudno, dura lex, sed lex. Bez zaświadczenia nie ma odwołania od miziania.
.. no trudno, założę maseczkę i rękawiczki chirurgiczne 🙂
Przestałam lubić zdrobnienie swojego imienia. 🙁 Proszę zatem nie zwracać się do mnie, od dziś obowiązuje, eWUŚ.
No coś Ty! Kto by Cię pomylił z systemem w przychodniach!
Się nie obawiam Wiedźminko i Cię wymisiam na własną odpowiedzialność.

Zdrowiej szybciutko urodzona altruistko.
dziękuję….też bym chciała, bo to strasznie męczące tak ciągle mierzyć temperaturę:)
„Ostatnie wydanie papierowego „Newsweeka” ukarze się w kioskach 31 grudnia 2012 roku.”
Czy ktoś wie co złego zrobił „Newsweek”, że zasłużył na karę i dlaczego w kioskach ❓
bo to amerykańskie wydanie, więc kara jest należna, Jaśminko
A tak serio, bo pewnie nikt tego papierzanego „Newsweeka” nie kupował 🙂
Za karę będą go palić czy tylko biczować w kioskach ❓ Popatrzyłabym. Fajerwerki mnie ominęły a jakaś rozrywka by mi się przydała. Za granatkę dziękuję, nie chcę rozrywać się aż tak dokładnie.
… i poszumią sobie „jodły na gór szczycie …”
Bo pręgierzy i innych miejsc kaźni już nie ma, a jeżeli są, to tylko jako zabytki prawem chronione, a więc nie da się ich wykorzystać zgodnie z przeznaczeniem. Co złego zrobił „Newsweek”? Nie wiem, ale wynika z tego, że ma to coś wspólnego z papierem, najwyraźniej wydania elektronicznego karać się nie będzie. A może i będzie, ale nie w kioskach?
.. a w święta w dyzurnych aptekach zabrakło leków ….. bo też na całe miasto, nie takie znów małe, były czynne dwie ( słownie dwie) apteki…
Myślę, że jakbyśmy tak wszyscy wypili dzisiaj twoje zdrowie, to może by pomogło?
Dziękuję Panom. 🙂
na pewno pomoże !
Witam wieczorową porą:-))) Swiat się zmienia Wiedżminko.Kiedyś jeszcze nie tak dawno,medycyna znała trzy obszary chorób człowieka.Na głowę ,na brzuch i na plecy.Na głowę,były proszki z kogutkiem,kupowane w kiosku Ruchu,na brzuch-była lewatywa,a na plecy-bańki.A teraz ? Od byle pryszcza jest inny specjalista,do któreg mozna dostać się raz na dwa,lub trzy lata. Nie można wrócic do tego co było ??
Taaa, a jak kogutki/lewatywa/bańki nie pomogły, to zostawał jeszcze specjalista od życia wiecznego, który wytłumaczył ci , że „Pan tak chciał”…
No własnie, „Pan tak chciał” i kłopot z głowy.Po zawale,jestem pod stałą kontrolą kardiologa.Jeszcze parę lat temu planowane wizyty miałem co trzy miesiące.Teraz,przerwa miedzy wizytami wynosi półtora roku.Nie ma rady,trzeba iśc prywatnie i chyba o to chodzi kolejnym reformatorom.
Maxiu, ja leczę się u trzech!! I dzięki temu zawsze jakiś termin mam tuż tuż!!: )))
Miałem już dwie prywatne wizyty i jestem zadowolony.Sto dwadzieścia PLN,ale w tym EKG i inne badania,a nie tylko pytanie,czy panu coś dolega i wypisanie recepty.Temat rzeka Senatorze,zaraz podskoczy ciśnienie.
To jest przyzwyczajenie Maxiu…. że leczenie mamy ” za darmo”. Jak zachoruje domowe zwierzątko, to leci się do pana wet. i płaci, ile trzeba, bez szemrania 🙂
Maxiu… Ty i tak mówisz o skomplikowanych metodach leczenia.. Wojskowa brzmiała tak : od pasa w górę aspiryna, od pasa w dół sulfaquanidyna 🙂
A teraz dobranocka:)))
Dobranoc, Wyspo! I Wyspiarze!
Dobranoc, do jutra
Rrrany boskie, to skowroństwo jakieś taki zaraźliwe! Tuż po 20-tej wszyscy idą spać? Toż biedny Misiek już tylko z Mirką pogadać będzie w stanie!
Niemniej, tym co muszą – dobrych snów!
Zaczekać coby dotrzymać towarzystwa ❓ 🙂
Ty, z tego czego się domyślam, też nie chorujesz na skowroństwo. Poczekasz na Miśka, na ochotnika. 😆
nooo, ja też zaraz zapalę lampkę, łóżko mnie wabi do siebie 🙂
Nic to… Nie chce mi się tu samotnie „wisieć”, zatem też się pożegnam. 🙂
Dobranoc Kochani i do jutra. 🙂
Aria Nadira na fletni Pana ? niech Ci się śnią morza błękitne !
Dobranoc…
cichutko dobraaanoocc,żeby lampka nie zgasła
Nie wiem, czy mam powiedzieć doby wieczór, czy dzień dobry? Bo już mi się myli. Na paluszkach, po cichutku zapraszam piętro wyżej tych, którzy już wstali