Już liście zieloną wyzionęły duszę
i pachnie nią teraz ten park,
gorzko, fiołkowo-parmeńsko,
grzybami, dębami i miętą,
oczekując przybycia zakochanych par…
Odurzający to zapach,
właściwy jesiennym fermentom –
ma równocześnie siłę kobiecą
i słodycz męską…
tajemniczo brzmi szelest bezwładu,
uroczy i martwy szmer…
w tej alei,
w tej chwili, rozumiem,
że istnieje Śmierć…
Może i ludzkie serce
pachnie równie jesiennie,
parmeńsko, dębowo,
na cmentarzach
w śmiertelnej swojej poniewierce?
| « Na Zaduszki... | Palma de Mallorca. » |
05
lis 2019




Wybaczcie, ale ostatnio coś się zmieniło i nie potrafię dodawać wpisów. Zrobiłam jak umiałam.
Wiersz MPJ na czasie, trochę nawiązujący do poprzedniego.
Bożenko, bardzo ładnie wybrałaś wiersz MPJ.
Taki nawiązujący do poprzedniego, do nastroju zadumy, ale i też wnoszący trochę radości życia.
Brawa dla Ciebie!
Dziękuję,
właśnie o to mi chodziło.
Miłość, śmierć …życie.
Duży buziak dla Ciebie Bożenko
Odwzajemniam Maczku
Piękny wiersz wybrałaś, Bożenko!
Dziękuję. Również za poprawienie, bo to chyba Twoja rota ?
Rota w tym wypadku to chyba coś pośredniego między rolą i robotą? I jedno i drugie pasuje!
Przepraszam, miało być „rola”.
Dobry wieczór

Śliczny wiersz – odurzający zapachem właściwym jesiennym fermentom z siłą kobiecą i męską słodyczą.
I wcale nie brzmi przewrotnie
Też mi się spodobał, dlatego go wybrałam. MPJ, to wspaniała i wrażliwa poetka.
Dobry wieczór na nowym pięterku, jeszcze-nie-fajrant, ale chyba zaraz przerwa. A kończyć będę po przerwie, równolegle zerkając na Wyspę
No to jestem, przynajmniej jedną nogą.
A wiersz jest obłędny, przede wszystkim dlatego, że odwołuje się do węchu, który jest obok smaku najstarszym i właściwie pod wieloma względami atawistycznym zmysłem, więc wrażenia węchowe są odbierane przez inną część mózgu niż wizja i fonia. I jak się to czyta, to włączają się te inne części, i to wrażenie właśnie stąd.
Tak, to trafna opinia, w zupełności się z nią zgadzam.
A ja znów nie na temat (Bożenko wybaczysz?)
Dziś byłam w ” De Revolutionibus”.
Tematem spotkania była odpowiedź na pytanie „czym jest rozumienie?”.
Odpowiedzi na to pytanie starali się udzielić trzej profesorowie ( autorzy książki „Spór o rozumienie”)
Michał Heller – kosmolog, filozof i teolog
Jerzy Stelmach -prawnik i filozof.
Bartosz Brożek -filozof, prawnik, kognitywista.
Rozmowa była ciekawa, momentami bardzo dowcipna.
Niby takie proste pytanie -czym jest rozumienie? No właśnie -czym Waszym zdaniem?
Rozumienie jest modelowaniem w umyśle stanów, rzeczy i abstrakcyjnych pojęć (o ile to możliwe), które umożliwia ich przekształcanie i stawianie na ich temat hipotez, których można dowieść na gruncie samego umysłu (jeżeli nie, trzeba przeprowadzić empiryczne doświadczenie poza umysłem). Tak bym to widział na pierwszy rzut myśli.
A kognitywiści to są mądrzy ludzie, kto wie, czy nie najpotrzebniejsi w naszych czasach, kiedy właściwie z każdej strony umysł może zostać oszukany! W sensie takim, że potrafią odpowiedzieć, dlaczego myśli się w jakiś sposób, a więc rozpoznać manipulację na różnych poziomach.
Dziękuję Q !
Pozwoliłam sobie odbiec od tematu wiersza i podzielić się informacją o tym spotkaniu. Jestem pewna, że byłbyś nim zachwycony, bo panowie profesorowie prowadzili bardzo ciekawą dyskusję. Mówili mądrze, ale jednak w taki sposób, że nawet zwykła Makówka rozumiała co mają na myśli.
Kognitywiści to bardzo mądrzy ludzie, w każdym razie Bartosz Brożek -na pewno.
Miałem do czynienia z jednym z nich w Warszawie, na branżowym wyjeździe pod koniec września, i mogę tylko potwierdzić.
Wszyscy trzej panowie biorący udział w spotkaniu to mądrzy i wszechstronni naukowcy. Dlatego z wielką przyjemnością słuchałam jak wymieniają się poglądami przerywając je inteligentnymi anegdotkami.
Czym innym jest rozumienie w matematyce, a czym innym w sztuce -to taki jeden przykład „sporu” między panami.
Z profesorami spierać się nie będę, nie ta głowa. A rozumienie, to rzecz bardzo rozległa i nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem.
Tobie też nie mam czego wybaczać, bo odskocznia od głównego tematu jest czasem pożądana.
Dziękuję Bożenko, że nie masz mi za złe.
Czas na mnie, idę spać

Spokojnej!
Śpij dobrze Bożenko!
Dobranocka.
Skoro wpis zapachowy, to takaż i dobranoc. „Smells Like Teen Spirit” Nirvany, ale w wykonaniu tercetu Możdżer-Danielsson-Fresco. Jedno z moich ulubionych wykonań.
Snów w ulubionym wykonaniu!
Zapachniało! 🙂
Jesiennie czy fiołkowo-parmeńsko ?
Jesiennie, obawiam się!
Miałeś na myśli Tetryku taki zapach?
Odurzający to zapach,
właściwy jesiennym fermentom
No właśnie. I od razu włącza się film z jesiennego parku, stosy liści, od spodu mokre, ten kwaśny zapach, a do tego może czasem jeszcze jakiś zabłąkany kasztan, ludzie z parasolami gotowymi do otwarcia w każdej chwili, przemoczone wrony i kawki… A wszystko od zapachu.
Mistrzowski opis MJK od razu uruchamia wyobraźnię, prawda?
Tak. I wystarczy niby słowo, a od razu włączają się inne obszary.
To, co napisałeś panie Q o innych obszarach jest doskonałym uzupełnieniem dzisiejszego spotkania na temat czym jest rozumienie.
O emocjach też było na nim mówione.
Czasem żałuję, że nie jestem lekarzem, bo to doprawdy fascynujące, jak fizjologia mózgu wiąże się z odbieraniem różnych rzeczy w różny sposób.
O, taki cytat mam z książki Gavina Francisa „Przemiany ludzkiego ciała”, gdzie wyłożono to dość przystępnie:
„Thalamus oznacza „wewnętrzną komnatę”. Nosząca tę nazwę część mózgu, po polsku zwana wzgórzem, znajduje się pod grzybokształtnymi fałdami kory mózgowej, pod dnem komór mózgowych. Badałem je podczas sekcji: bliźniacze obszary istoty szarej o kolorze i konsystencji aluwialnej gliny. Ich zadanie polega na przekazywaniu informacji o wrażeniach zmysłowych do kory mózgowej, a przy tym filtrowaniu tego, co widzimy, słyszymy i dotykamy. Informacja o świecie dopływa do nas przez sieci neuronalne wzgórza, a kiedy środki nasenne zaczynają działać, to dzieje się tak częściowo dlatego, że wpływają one na funkcje wzgórza.
Każdy ze zmysłów ma przydzielone we wzgórzu „jądro”, a w każdym z jąder buczą i klikają miliony połączeń nerwowych, komunikujące się z korą mózgową i ze sobą nawzajem. Sygnały z oczu przechodzą przez tylną część mózgu, i są odbierane kilka centymetrów ponad kręgami szyjnymi. Informacja o dźwięku jest przekazywana i przetwarzana przez części mózgu położone tuż poniżej uszu . Wrażenia dotykowe są odbierane przez wstęgę nerwów owiniętą niczym pałąk słuchawek poprzecznie wokół mózgu. Doznania zapachu i smaku – naszych pierwotnych, najbardziej prymitywnych zmysłów – to inna sprawa: wędrują one bezpośrednio do dolnej części mózgu, gdzie mieszają się z sygnałami przekazującymi emocje, pozwalającymi odczuwać nam głód i pożądanie, strach i wspomnienia. Tkanka nerwowa pozwalająca nam czuć zapach i smak jest również prymitywniejsza – ma cztery warstwy zamiast sześciu, jak przy pozostałych zmysłach, co stanowi gadzi spadek po naszych ewolucyjnych przodkach. To właśnie prymitywny sposób, w jaki odbieramy zapachy i smaki, czyni je tak sugestywnymi nośnikami wspomnień z przeszłości, tak blisko związanymi z uczuciami takimi jak nostalgia czy obrzydzenie.”
Kognitywistą panie Q najlepiej.
Też mnie takie rzeczy interesowały. W szkole średniej marzyła mi się medycyna albo psychologia, ale bałam się tzw. „pamięciówy” na egzaminie, na studiach itd.
A nie, mnie niespecjalnie, dopiero teraz poznaję w ujęciu popularnym zwykle, i odkrywam, jakie to interesujące. Ale nie chciałbym się tym zajmować zawodowo, chyba nie miałbym takiej przyjemności, jak laik czy amator.
Coś mnie dzisiaj ciągnie do spania… Chyba jeszcze za wcześnie na lampkę, czy ktoś może ją zapalić?

Ja też za długo nie posiedzę, już kończę zaległości, ale po 23:00 mogę zapalić.
Tetryku, śpij dobrze i niech Ci się przyśni park oczekujący przybycia zakochanych par…
To jeszcze przed lampką zostawię tutaj taką skrótową relację z wręczenia nagrody Angelusa i wywiad z jej zdobywcą, Georgijem Gospodinowem, dyskretnie zwracając uwagę, że przy okazji doceniono również jego tłumaczkę, Magdę Pytlak, którą miałem przyjemność poznać osobiście już jakiś czas temu
Niestety samego filmiku nie umiem wstawić, ale chociaż link…
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/xiegarnia.pl/wideo/program-tv/xiegarnia-odcinek-317-georgi-gospodinow/
„Się bywa w wielkim świecie” panie Q prawda?
Z twoich wcześniejszych relacji wynika, że tłumacze to taka jedna rodzina.
Ale jak to jest? Wspieranie się bez elementów rywalizacji?
No niekoniecznie jedna rodzina, ale jest sporo wspólnych interesów, które bardziej łączą, niż dzielą (widoczność lub jej brak, uprawnienia emerytalne [których jeszcze nie ma], stawki za przekład, warunki umów z wydawnictwami…) Być może ktoś komuś podkłada świnię, ale na razie jeszcze się nie spotkałem.
W dzisiejszym świecie to bardzo rzadkie zjawisko. Tylko się cieszyć.
Jest dla mnie zadziwiające, jak przy obecnych możliwościach zrzeszania się i wymiany informacji (rzecz jasna internet, Facebook etc.) ludzie nie chcą dbać o własne (wspólne, branżowe) interesy. No ale co branża, to pewnie specyfika…
Bo więcej myślą o rywalizacji niż współpracy.
Bo nie potrafią zapomnieć o zawiści, gdy ktoś awansuje, dostaje podwyżkę, zyskuje popularność itd.
Choć istnieje też coś takiego jak lojalność zawodowa w pewnych środowiskach.
No, może to rzeczywiście ma znaczenie, kiedy ktoś pracuje w firmie. Nawet w najmniejszej firmie, w której pracowałem, z paroma ludźmi na krzyż, nie obywało się bez podkopów, podstępów i podkładania świń. Jakby ta polityka rzeczywiście była warta takich zabiegów.
A tłumacze to w znakomitej większości freelancerzy, wolni strzelcy, którzy nawet jak gdzieś pracują na etat, to zwykle nie w branży tłumaczeniowej.
Może to dlatego?
Kochani, latarenka na sen. Dobranoc…
Panie Q dziękuję za ciekawą rozmowę.
Skoro lampka powiem grzecznie
Spokojnej. I ja zmykam!
Dzień dobry
Jeszcze ciemno za oknami i chociaż już dobiega pierwszy tydzień listopada, mrozów nie widać. Ale dziś w radio słyszałam, że zbliża się zima stulecia. Czy to możliwe?
Witajcie!
Stulecie się dopiero co zaczęło, będzie jeszcze sporo okazji do bicia rekordów…
Tylko jakich rekordów i w czym, kochany Ukratku

Czy miałeś na myśli, tylko i wyłącznie, zbliżającą się nieuchronnie zimę?
To prawda 🙂
Dzień dobry. Wcale nie zaspałem, ale od rana okazało się być parę pilnych spraw do załatwienia, więc dopiero teraz się witam.
I od razu lecę dalej…
Ale wpierw napij się kawy
Nie ma chętnych? Więc sama się napiję
Witam i zgłaszam się po herbatę.
Ależ ja proszę, Poranna Pani Bożenko
Gienia ma wszystko, kawę i herbatę. Każdego chętnie zadowoli.
Miłego dnia wszystkim życzę
Dzień dobry, czy ja już przeszłam w stan spoczynku

Przecież pracując miałam więcej czasu wolnego! Hmm, a może byłam bardziej zorganizowana?
I nie lubię zapachu jesieni!! Mogę, mogę!
Z przyjemnością poczytałam dialog Pani M z Panem Q, dziękuję SzanPaństwu , po kwiatku się Państwu należy
A tera lecę dalej..
PS Czy mój Szan. małżonek posprzątał taras, w czasie gdy ja stukam w klawiaturę?
TAK – NIE
Oj, myślę że TAK! Uwierz w męża
Skowronku nie bij!
Pasuje! Tylko siedlisko niezbyt wygodne
…bo to, pani somsiadko, ludziom się różnie układa w życiu. Najważniejsze, żeby na dobrego człowieka trafić! Na przykład moja córka, ta to świetnie trafiła! Chłop robotny, złego słowa nie powiem – sprząta, zakupy zrobi, ugotuje nawet, a jak trzeba to i jej bluzki poprasuje. I dzieckiem się zajmie, jak ona nie ma czasu! Ona przecież stale zajęta…
U syna, to co innego. Skaranie boskie z tą jego flądrą! Sam musi gotować, sprzątać, zakupy robić! Nawet się jej, flei jednej, koszul mężowi poprasować nie chce – sam musi!
Kawał znany, ale zawsze śmieszy, gdyż jest w nim wiele …prawdy.
Po spotkaniu z prof. Bralczykiem mam na końcu języka coś o relatywizmie prawdy.
Podziel się! uwolnij ten koniec 😉
Ja nie pan Hawranek panie T.!
Przykład na relatywizm prawdy, który zapamiętałam -prawda smoleńska czy kłamstwo smoleńskie.
Proszę mnie znów nie bić! To nie ja, to pan prof. Bralczyk podał taki przykład.
Z innymi wrażeniami ze spotkania podzieliłam się już wcześniej parę schodków niżej.
To nie relatywizm prawdy, tylko jej zakłamywanie. Każdy kłamca swoje wymysły głosi jako prawdę.
Dam ci inny przykład:
2 + 2 = 11
prawdziwość lub nieprawdziwość powyższego zależy właśnie od przyjętego systemu opisu świata (tu: systemu zapisu liczb). W zazwyczaj stosowanych systemach dziesiętnym, ósemkowym, dwójkowym czy szesnastkowym nie jest to prawdą. Ale gdy posłużymy się systemem o podstawie 3…
Taki matematyczny przykład Tetryku prof. Bralczyk też dziś omawiał.
Nie stosował jednak innych systemów matematycznych tylko manipulację słowem.
Hm trochę przewrotnie prof. Bralczyk nazwał to relatywizmem prawdy, a potem wspominał o dochodzeniu do prawdy. Niby nic nie powiedział wprost, ale sala pękała ze śmiechu tak to mówił.
Dziękuję A/S za kwiatka. Długo się zastanawiałam czy powinnam, czy mogę napisać o tym filozoficznym spotkaniu tak zupełnie nie na temat wpisu.
Panie Q jeszcze raz dziękuję, że tak ładnie podjąłeś rozmowę na ten temat.
Skowronku, ja też nie lubię zapachu jesieni. Wolę wiosny, lata…
A ja lubię zapach jesieni, chociaż przyznam, ze wolę wiosenny.
Yyy, no przecież po to tu przychodzimy. Tylko czasem nie ma czasu albo człek zmęczony. Ale cieszę się, że tak wyszło.
Ja też, bardzo. Rozmowa z Tobą panie Q to czysta przyjemność.
Wiosna pachnie świeżą trawą i kwitnącymi wiśniami czy jabłoniami, wczesnym latem dominują lipy, a jesień pachnie nostalgią…
Od jakiegoś czasu jesień pachnie dla mnie jesienią życia. Może dlatego wolę zapach wiosny lub lata?
Dla Ciebie Maczku
Dziękuję Skowroneczku!
Maczek to faktycznie taki kwiat, który usycha, gdy czuje się niepotrzebny innym ludziom.
Cóż maczki to dość delikatne kwiaty…
Jak odkryłaś moje nocne przemyślenia ostatnich nocy? Hm ?
Zapach skoszonej trawy… uffff.. Lubię, bardzo.
Na sianeczku sianie…albo w kopce w środku..eh to były czasy…
Tak, to prawda. Jechałam kiedyś taką furą z sianem, kierowałam wozem…
Ach. Też mi się parę razy w życiu zdarzyło jechać na i bawić się w sianie (to już w szopie do jego przechowywania) i nawet moja alergia nie miała nic przeciwko.
A w podstawówce naprzeciwko bloku (i osiedla) Rodziców były regularne pola, a po tych polach jeździł kombajn Bizon, kosząc zboże, a tym kombajnem kierował wujek znajomego z podstawówki, a ten znajomy jeździł z nim i mnie zaprosił NA KOMBAJN. W wieku, bo ja wiem, może 9-10 lat byliśmy. I potem ziarno zostało przesypane na przyczepę, a myśmy z Boguszem poleźli się w nim „kąpać”. I oczywiście zapach zboża, na tej przyczepie bardziej intensywny niż na polu, pomieszany z dieslowskim smrodem z silnika kombajnu i innymi technicznymi aromatami (smar chyba?) pamiętam do dziś.
A potem pola zlikwidowano (kupiono? Uwłaszczono?) i w tym miejscu zrobiono działki pracownicze.
A teraz już od lat jest tam centrum handlowe Galeria Echo.
Gah. Fajrant i przerwa. A po drodze jeszcze wycieczka na wymianę opon w aucie…
Nie lepiej mieć całoroczne?
Eee, nie, jednak poniżej 8 stopni lepiej się sprawdzają zimowe. Poza tym zmiany pogody są u nas tak gwałtowne, że wolę nie liczyć na łut szczęścia i gdyby np. kiedykolwiek od jesieni do wiosny miała spaść szybko temperatura, a my byśmy byli w trasie – wolę mieć pod sobą zimowe laczki.
Szanowne Panie Marzycielki 🙂 Z siankiem związany jest nie tylko zapach , ale również scenariusz romantycznych przygód . Warto przypomnieć scenkę z filmu Niebo i Piekło , gdzie w przydrożnej kopie siana figlowała młoda dziewczyna z żołnierzem . A na sądzie powszechnym decydującym o skierowaniu grzeszników do Nieba ,lub Piekła, nic nie mówiono o zapachu siana , tylko o marzeniach tych osób . A marzeniem figlarzy była w przyszłości gromadka dzieciaków i to zadecydowało o przepustce do Nieba . Pokrętne jest to wszystko , ale aby zgodnie z powiedzeniem : wilk syty i owca cała , warto do naszych romantycznych spotkań wplatać marzenia akceptowane przez Sądy Niebiańskie (?)
Ileż to razy spałam w stodole na sianie. Albo na obozach harcerskich na siennikach wypchanych sianem przyniesionym ze wsi.Eh…kiedy to było?
Dobry wieczór:)
A mnie, nieco „na kontrze” do szaleństwa zapachów, przypomniała się nostalgiczna „Litwa jesienna” K. Wierzyńskiego, więc fragmencik:
„Chyba tu razem zeszły się wszystkie jesienie,
Sosny w mgle jak w burzanach stanęły faliście
I za ręce się wzięły gałęzie i liście,
Głogi ostre, czerwone i lśniące derenie.
I jest w bladej przestrzeni i w pustce tej dzikiej
Czarodziejstwo, co nagle dojmuje, zachwyca –
Ile tu duchów błądzi przy świetle księżyca,
Jak tu musi być wiosną, gdy dzwonią słowiki!”
Pozdrawiam:)
Ładny wiersz…
Czyli byle do wiosny?
Otóż i jestem, być może z niewielkimi, naturalnymi przerywnikami (bo już nie przerwami).
A ja się odmeldowuję i idę pod kordełkę… Dobranoc
Spokojnej!
Dobranoc Bożenko!
Dziś byłam w PAU na kolejnym spotkaniu z cyklu „Rozmowy o człowieku”
Na temat „Prawda i kłamstwo w języku ” wypowiadał się prof. Jerzy Bralczyk.
Rozmowa była na tematy poważne, ale i też dawno się tak nie uśmiałam. Prof. Bralczyk to przecież mistrz słowa.
Panie Q myślę, że by Ci się spodobało!
Brzmi zacnie! W sensie tematu i prelegenta.
Nie potrafię tego opowiedzieć. Mogę tylko zasygnalizować parę poruszanych tematów.
Jak dalece język tworzy rzeczywistość, wpływa na nią? Czy też tylko opisuje?
Czy nastąpiła dewaluacja takich słów jak prawda, honor, godność? Czy stało się tak z powodu nadużywania tych słów przez populistów i używania bogoojczyźnianej frazeologii?
Dlaczego słowo prawda nie ma zdrobnień? Podczas gdy jest kłamstwo i kłamstewka.
Dlaczego jest czasownik na mówienie kłamst -kłamanie, a nie ma czasownika na mówienie prawdy?
Dlaczego mówimy gorzka prawda, a nie mówimy słodka prawda?
Oooo. Tworzenie rzeczywistości przez język, to lubię. Chociaż de facto chodzi o przefiltrowanie naszego postrzegania tej rzeczywistości przez nasze wybory i zasoby języka („to, czego nie potrafimy nazwać, nie istnieje” czy jakoś tak).
Profesor Bralczyk upierał się, że zasadniczo język powinien tylko nazywać rzeczywistość.
W kontrze do takiego stwierdzenia było jednak rozmawianie o czymś co stanowi znak dzisiejszych czasów -hejt,fake news …
No powinien, ale jak widać, również ją tworzy.
To trochę tak jak w tym opowiadaniu o Lajkoniku, który zaczął się dowiadywać, czy nad jeziorem nie powstanie ośrodek, no i tak się dowiadywał, dowiadywał, aż ośrodek powstał. A gdyby trzymał język za zębami, to może nie? Albo później?
Otóż to. Dzisiejsze spotkanie z prof. Bralczykiem w PAU przypadkowo stanowiło jakby uzupełnienie wczorajszego w „De Revolutionibus”.
W każdym razie mnie ułożyło się to w całość uzupełnioną potem rozmową na Wyspie.
Dobrej nocy SzanPaństwu
Spokojnych snów A/S !
Spokojnej. A ja tuptam po dobranockę (w międzyczasie mniej więcej pół świata coś ode mnie chciało).
Dobranocka.
Lepiej późno niż wcale. Dzisiaj Antonina Krzysztoń, której CHYBA jeszcze nigdy nie grałem na dobranoc na Wyspie, a błąd! „Perłowa łódź”, przepiękna, spokojna melodia, no i głos!
Snów o łodzi, która zabiera tam, gdzie chcemy.
Czy Perłową Łodzią można dopłynąć na Wyspę? Chyba można…
Tak. W każdą środę i piątek, rejs zaczyna się przy Dworcu Morskim w Gdyni o 14.50.
Stwórzmy słowami i obrazem odrobinę magicznej rzeczywistości, dla sprawdzenia możliwości i lepszego snu…

Spokojnej, i ja też powoli zmykam.
Bardzo bym chciała, aby dziś magia na mnie zadziałała, bo te rozmyślania nocne, gdy nie mogę zasnąć kiepsko wpływają na moje i tak już mocno nadwątlone ego.
A łódź poproszę, aby zabrała mnie do miejsca, gdzie poczuję się szczęśliwa…
Taaa szczęście (prawie jak prawda) pojęcie, które też jest relatywne.
I znów za dużo gadam.
Dobranoc!
Dzień dobry
Dzisiaj „Dzień Kotleta Schabowego”.
Witajcie!
Może być i schabowy, choć w dzisiejszych, przyjaznych czasach nie jest to świąteczne danie!
To prawda, ale ktoś tak wymyślił i nie jest to Święto, tylko Dzień.
Dzień dobry. Budzę się powoli i z trudem. Mam nadzieję, że w końcu się uda.
To co, dzisiaj schabowy zamiast kawusi?
O, nie! Kawusia obowiązkowa!
Witajcie!
Poproszę schabowego z listkami czerwonej herbaty.
Mogę Ci podrzucić listki zielonej, poznasz??
Cześć Maczku
Witaj Skowronku!
Poproszę. Może być schabowy kolorowy -panierowany listkami czerwonej i zielonej herbaty, a do tego zielona herbata do popicia.
Schabowy panierowany grubo mieloną kawą!
Dobry pomysł, trzeba wypróbować
Łeee, nie brzmi apetycznie…
Dlaczego? Jedno i drugie dobre, a w połączeniu może być doskonała
Dzień niech będzie dobry, z schabowym czy na przykład z golonką bez kości
Mam zamiar taką upiec w rękawie z ziemniaczkami. Są chętni?? Uprzedzam! Gotować nie lubię! Golonka sama się będzie piekła. Dla zdrowotności! Trza podnieść LDL 
Z Tobą wszystko i zawsze !
Mogę powiedzieć to samo. Już do Ciebie jadę…
Bożenko spotkamy się na dworcu?

Oczywiście!
Nie widzę przeszkód, dawajcie dziewczyny na południowy zachód
Bożenko, wolisz ten pociąg?
Czy ten?
Bo przecież nie będziemy jechać do Skowronka byle czym !
Tak bez kosteczek do obgryzania?
Kosteczki zamawiam ja!
Uwielbiam obgryzać kości i wyjadać szpik!
No to już wiadomo dla czego tygrysy były głodne . Jeśli mają taką konkurencję , to aż dziw , że tylko jeden tygrys wyzionął ducha . Podobno pozostałe 9 sztuk już są najedzone , napojone i wylegują się na sianku w poznańskim ZOO . A wokół sprawy tygrysów , takie zamieszanie , ze jeszcze tylko pan Prezydent nie zabrał w tej sprawie głosu . Trzy osoby aresztowane , z zarzutami znęcania się nad zwierzętami ,a w poznańskim ZOO działa specjalna rządowa komisja , aby dopilnować procedur należnych tygrysom w procesie rehabilitacji . Cholera , jak patrzę na przeciągającego się z lenistwa pana tygrysa w poznańskim ozdrowieńcu , to tak naprawdę mu zazdroszczę , że nie musi budzić się o szóstej rano , aby stanąć w kolejce po numerek do pana doktora od homo-sapiens …
Maxiu, ale jednym z tych tygrysów nie chciałbyś być?
Tak na trochę , na sianku z goloneczką i naleweczką , czemu nie ??
A dzie miejsce na płeć piękną?? Hę?? Że tak dyplomatycznie zapytam
Allu, czyżbyś czułą się tygrysicą?
Jak widać z relacji , to tygrys jest w klatce , a decydentka o losie tygrysa poza klatką i to Ona powinna zdecydować , czy wpadnie na pogawędkę do środka . Jak widać , to Panie decydują o problemie szekspirowskim : Bić czy nie bić ,oto jest pytanie . Tak czy siak , marny jest los tygrysa …
Wszystkie dania pieczone w rękawie są wyjątkowe ,wiem o tym od paru lat :Delicious ale golonki nie próbowałam – może będzie niedługo okazja

Ta odp ,była do ALLY
I wylądowała pode mną

Też lubię z rękawa mięsko bo: soczyste, smaczne i niewymagające podlewania, no i zawsze można coś do rękawa dołożyć, mniam!!
Wcale jeszcze nie fajrant, ale prawie, a na razie zmiana planów i pewne obowiązkowe towarzysko-rodzinne wyjście… Dam znać, jak to wszystko minie, bo robi się istny kocioł.
Przyjemności…
Nie daj się skotłować panie Q!
Uff! Nareszcie w domu, choć nieco skotłowany! 🙁
Czyżbyś Tetryku też został obowiązkowo towarzysko-rodzinnie podpojony i skotłowany?
Ja też już w domu. Podpojona (jakąś grecką wódką), ale nie obowiązkowo i nie rodzinnie.
Towarzysko i z własnej woli. I bez kotłowania.
A w nastroju jakim??
Nie lubię wódki. Ostatnio szklaneczka piwa, z dużą pianką, za mną chodzi. Chodzi, chodzi tylko jej dopaść nie mogę
Też nie lubię wódki. Ale lepiej się przy niej rozmawia i nastrój poprawia (na chwilę).
Mówią, że rozwiązuje język…
I odświeża pamięć, gdy rozmowa dotyczy wspomnień.
Nie dałem, ale mnie nieco podpojono.
Jak ja teraz będę pracował?
Jeszcze dzisiaj chcesz pracować? Daj sobie spokój, jutro nadgonisz.
Quacku, w stanie wskazującym na spożycie, BHP i insze PIP-y, pracy zabraniają! Szef Cię wyleje, obaczysz!
A jak szef też w stanie ? Wskazującym.
To oba dwa – długo nie popracują
Jeszcze pracuję, trochę się odchwyciłem i działam, ale niewiele zostało. To może ja dobranockę jakąś znajdę, potem dokończę prackę i jeszcze tu zajrzę? Tym bardziej, że dzisiaj bez przerwy…
Jak dokonuje się aktu odchwycenia?
U Wańkowicza (w „Od Stołpców po Kair”) był taki fragment:
„Nieboszczka babunia Zygmuntowa Wańkowiczowa ze Ślepianki opowiadała mi, że jej syn, nieboszczyk stryj Piotr, zwykł był umieszczać po jednym kupcu w każdym z czterech pokoi sąsiadujących z jadalnym, a potem, dzierżąc klucz pozycji strategicznej w jadalnym (…), chodził od drzwi do drzwi, wsuwał głowę i pytał: „A ty ile dajesz?” Po kilku godzinach tej zbożnej pruty przynoszono mu do jadalnego obiad. Litosierna babunia, jeszcze kiedy nie zdążyła przeznać tych praktyk, spytała pewnego razu: – Piotrze, może im choć herbaty posłać?
Stryj Piotr aż zachłysnął się zupą: — Broń Boże! — odchwycą się…”
I jeszcze masz na dole tej strony https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wiktionary.org/wiki/dropiaty cytat, również z Wańkowicza.
Przprszm, że tak to długo trwało, ale miałem kłopot ze znalezieniem źródla.
Wańkowicza lubię (szczególnie „Ziele na kraterze”), więc z przyjemnością poczytałam. Określenie znałam, ale nie znałam źródła.
Jednak ja nie pytałam co znaczy odchwycić się lecz jak się tego dokonuje. Tak szybko.
Tak hm na wszelki wypadek mogłoby się przydać. Brutalne akty typu zimny prysznic pomijam. Takie najbardziej typowe w ogóle nie wymieniam.
Ide se z lekturą pod kordełkę, bo nowa dostawa w drodze, a na tapecie mam „BASIA Szczęśliwą się bywa” autorkami są Beata Nowicka i

Barbara Stuhr.
Pani B.Stuhr opowiada o swoich korzeniach, trudnym dzieciństwie, niełatwych relacjach z matką i wybijaniu się na niezależność.
Polecam
Spokojnej nocki
Ciepłej lektury!
Basię Stuhr miałam okazję spotkać w Unicornie. Zapamiętałam ją jako ciepłą i empatyczną osobę. Tak też mówili o niej ci co chodzili na zajęcia Klubu, który prowadziła. Dzięki własnym trudnym doświadczeniom Stuhrów powstało Stowarzyszenie, które naprawdę bardzo pomagało osobom chorym na raka i ich rodzinom, wiem, bo sama korzystałam. Trudne dzieciństwo ukształtowało osobę wrażliwą i empatyczną?
Zaciekawiła mnie ta książka.
Matka p.Basi, była osobą despotyczną nadużywającą przemocy wobec córek. Ojciec natomiast spokojny, cichy, pracowity i zakochany w swojej żonie. Nigdy nie wstawił się za córkami, od których matka tylko wymagała, nie chwaląc, nie okazując matczynych uczuć. Kary cielesne, za najmniejsze przewinienie (w matki mniemaniu) były na porządku dziennym.
Już jako mała dziewczynka przyrzekła sobie, że nigdy własnego dziecka nie uderzy. Odrzucała postawę matki, myślała o tym, że nie chce i nie będzie taka jak ona i nie da się stłamsić. Wszystko budowała na kontrze, nie wiedziała jaka ma być, ale na pewno nie taka jak matka.
Maciek tylko raz od niej oberwał za znęcanie się nad kanarkiem, któremu urządził, w woreczku foliowym, karuzelę. Doszedł do wniosku, że kanarek w klatce się nudzi, zatem postanowił mu urządzić wesołe miasteczko. Zapakował go do powyższego wywijając nim w kółko. Niestety kanarek nie przeżył.
Wszystkie trzy siostry są ciepłe, subtelne, delikatne. Niesamowite, że na żadnej z nich nie odbiły się cechy surowości i despotyzmu matki.
To tak w wielkim skrócie ze stron, które przeczytałam.
Dzieci często albo powielają wzorce rodziców (dobre lub złe) albo wręcz odwrotnie.
Alla, to bardzo ciekawe co piszesz -napisz coś jeszcze o Basi.
Ja też się zwijam do spania. Dobranoc
Dobranocka.
Sting. „Kształt mego serca”. Tego w klatce piersiowej, czy tego w kartach?
Snów delikatnych.
„Leon zawodowiec” i w oczach stanęła mi scena z kwiatkiem w doniczce. Czy coś pomyliłam?
Wszystko się zgadza.
Wybaczcie, idę już spać. Coś jakby padam…

Tetryku! Delikatnych snów (powtórzę za panem Q )!
Może jednak nie graj w karty w czasie snu!
Bo będzie jak w dowcipie: on nie umie grać (przez sen), a on gra!
Będę zmykał. Dobranoc!
Skoro tak to i ja…

Dzień dobry

W końcu dotarłam na Wyspę i nawet mogę coś napisać
U mnie zimno… co prawda to jeszcze nie zima i śniegu nie ma (nie wiadomo jak długo), ale temperatury spadają w sposób widoczny

Na ten przykład, dziś w dzień było 20F, czyli mniej więcej 7C na minusie. Niby to jeszcze nie prawdziwy mróz, ale zawsze zimno…
Jak tak dalej pójdzie, to nie wiem kiedy skończymy ten nasz składzik i będę miała bajzel w ogródku do wiosny
A co do gotowania… nie znoszę tego mniej więcej tak samo jak zakupów (łażenia po sklepach). Ale gotuję… i nawet niektórzy mówią, że dobrze
Po tylu latach doświadczeń, trudno gotować źle… 

Golonkę robię na kilka sposobów, ale chyba najlepiej mi smakuje z kapusty. I to kiszonej. Kwas z niej powoduje, że golonka jest miękka i soczysta. Mój małżonek ją uwielbia
U niego mięso musi być bardzo miękkie, wręcz rozłazić się pod zębami. Pewnie dlatego, gdy pieczemy steki, on woli takie na pół surowe. Krwiste…
Dzień dobry
Na razie zimno, ale w dzień ma być powyżej 10 C, więc jeszcze złota polska jesień trwa 
Zbliżamy się do 200, czy może ktoś coś… Tyle stopni, to nogi bolą.
Eee Bożenko, a windy to przy pięterku nie zbudowałaś??
Dzień dobry, Poranna Pani
Oj, przydałaby się winda, ale to nie w mojej mocy
Racja, już jest 195 komentarzy.
Pospadamy jak nikt się nie zlituje!
Dzień dobry

No fakt, przewijania trochę jest, żeby się na wyżyny wznieść
Witajcie!
Udało się nie zaginąć we mgle! I biurko, i Wyspę znalazłem!
Mgła opadnie, będzie ładnie
Znowu rymem odpowiadasz Bożenko?
Dzień dobry, jaka znowu mgła? Niebo bezchmurne
Tak jak u mnie
Witajcie!
Gienia zagubiła się we mgle?
Krzyknę więc na nią -Gieniaaaaaaa!
No widzisz, poszłam pdo sklepu i zapomniałam. Teraz chętnie skorzystam
Dziękuję.
Dostałam teraz na Messenger taki cytat:
„Jeżeli zobaczysz, że jesteś w dołku, pierwszą rzeczą, którą należy zrobić to przestać kopać„.
Hm…zamyśliła się Makówka…czy przestać kopać wystarczy, aby wyjść z dołka? I jeszcze mieć siły wyciągać innych?
Myślę, że człowiek w dołku, wpierw sam się musi wygrzebać. Dopiero później nabierze sił i możliwości wyciągać innych.
A gdy ci inni o tym nie wiedzą ? Dają się nabierać na maskę?
Zapach , nie tylko jesienny jest trudny do określenia i zależy od wrażliwości odbiorcy tego fenomenu . Ale powszechnie jest opiniowany jako przyjemny . Dziwnych rzeczy wokół nas jest wiele , jak np. występowanie ciekawych nazwisk . Oto zestawienie kilku nazwisk polskich sportowców w okresie II RP. : Walasiewiczówna , Napierała , Niedbała . Kopała , Wierzgała , Noji , Szydło , Wlazło . Ne ma to nic wspólnego z jesiennym zapachem , ale jest taką jesienną ciekawostką z dawnych lat … Dzień dobry 🙂
Witaj Maksiu!
Żyjemy w ciekawych czasach…
Ale dziwne nazwiska, czasem śmieszne, występowały zawsze i będą występować.
Chodziłam kiedyś do jednej klasy z chłopcem o nazwisku Tylek. Złośliwe dzieci dopisywały mu malutki wężyk.
Koleżanka z pracy wyszła za mąż za chłopaka o nazwisku Klepka. Ku oburzeniu jego rodziny na ślubie zachowała swoje nazwisko i takie też ma ich córka. Póki mieszkali w Krakowie w przedszkolu nie było problemu, ale gdy los rzucił ich do małej miejscowości zaczęły się dopytywania dzieciaka, czy aby rodzice na pewno są po ślubie.
To musiało być dla dziecka przykre. Czy ta kobieta pomyślała o tym? Przecież mogła mieć dwa nazwiska, jeśli do swojego była tak przywiązana.
Ja z kolei słyszałam o kimś,kto się nazywał Tumidaj…
Koło Sieradza są trzy wioski ; Zaloty , Próba i Tumidaj . Nazwy tych wiosek ustalił były posiadacz tych gruntów , w czasach , kiedy szlachta rządziła krajem .
Miał chłop poczucie humoru
208, poproszę o ruchome schody…
Masz wędkę, nie wołaj o rybę…
Znów coś nie rozumiem.
Mozesz jaśniej panie T?

Nie proś o nowe pięterko, tylko je wystaw…
Przejechałam przez zamglone,zakorkowane miasto i po drodze szukałam wędki i …dalej nie rozumiem.Czy ktoś może mi wytłumaczyć gdzie ta wędka i o co chodzi?
Dzień dobry Makówko 🙂
Masz możliwość publikacji (w tym wypadku wędki) więc po cóż szukać kogoś kto coś opublikuje (w tym wypadku ryby). To tylko takie moje małe domniemanie 🙂
Pięknie to wytłumaczyłeś, Lordzie W. Myślałam że Makówka jest bardziej domyślna
Lord W. faktycznie pięknie to wytłumaczył. Jestem bardzo wzruszona, że wyszedł z krzaków, aby mi to powiedzieć.

Bożenko, widać tam w tym dole, w którym tak bardzo nie lubi się siebie traci się również domyślność.
Jak reszta nie ma nic przeciwko coś tam szybko zbuduję.
Buduj Maczku, bo jeszcze trochę, a zbliżymy się do 300.
Dziękuję Lordzie W.
Masz niezwykłą intuicję,ktora 3 minuty po Tobie potwierdził Tetryk.
Nie śmiałam o tym myśleć, gdyż wydawało mi się, że za dużo gadam, publikuję itd.
Wracam teraz od mamy, dziś szczególnie opanowana bezsilnym smutkiem.Jak wrócę chętnie oderwę myśli przeglądając zdjęcia z Majorki.Jak nikt nic lepszego nie wymyśli mogę coś zbudować.
Dobry wieczór. Fajrant i przerwa, aczkolwiek jestem trochę poirytowany, bo niewiele brakowało do skończenia pewnej części, która by mi się przydała (a w sumie nie mnie, ale mniejsza o to). No nic, trudno, dobre i to. Przerwa, przerwa, jako się rzekło.
Nie złość się, bo złość piękności szkodzi, buzia z fasonu wychodzi…
Nie zawsze wszystko musi się udać.
Złość i tak jest lepsza od przygnębienia i zniechęcenia…
„Człowieku nie irytuj się” -pamiętacie taką grę?
Pamiętam nazwę, ale nie pamiętam samej gry
Różne gry tak nazywali w różnym czasie. Obecnie Google pokazuje pod tą nazwą głównie „Chińczyka” i inne podobne planszówki, a ja w dzieciństwie miałem pod tą nazwą taką zręcznościówkę – jak to opisać? Przezroczysta plastikowa kula o średnicy może 10 cm, pusta w środku, podzielona na dwie połowy płaskim kołem „na równiku”, to koło miało w środku niewielką dziurkę, a w jednej połowie zawsze była taka kapsułka jak od lekarstw z małą kulką w środku, którą trzeba było przeprowadzić przez dziurkę do drugiej połowy kuli. To dopiero było irytujące!
(Mam nadzieję, że opis zrozumiały)
I po przerwie. To mam tu pisać, czy poczekać na nowe piętro Makówki?
Tu pisać. Makówka buduje, ale dopiero zbiera cegły. I rozmawia ze sobą odnośnie projektu tzn.planu.
Dobra!
A tu dobranocka.
Dzisiaj japoński kompozytor Ryuichi Sakamoto we własnej kompozycji. Bardzo to piękne i poważne, chociaż zupełnie „europejskie”.
Snów dalekich, a jednocześnie bliskich.
Muzyka akurat do snu…
Tak, dzisiaj się wyjątkowo udało.
A na mnie czas. Mam nadzieję, że jutro obudzę się na nowym piętrze. Dobranoc
Dobranoc Bożenko!
Ja też mam taką nadzieję.
A tak serio -wędka Tetryka zupełnie mnie zaskoczyła. Zgodziłam się chętnie, bo wydawało mi się, że bez trudu znajdę zdjęcia, przyjdę do domu i zbuduję.
Teraz jednak coś, ktoś mnie stale odrywa.
Postanowiłam więc, że zbuduję ile zbuduję opublikuję, a czego nie zdążę to opiszę jeszcze w jakimś kolejnym pięterku o Majorce.
Dziś będzie 1.4, a potem kiedyś 1.5.
Zgadzacie się?
Nie mam absolutnie nic przeciwko!
Dziękuję. Najpierw wydaje się, że na dany temat nic nie ma, a potem nagle okazuje się, że problemem jest segregacja i brak pamięci.
Też tak macie?
To jest ponoć związane ze strukturą pamiętania – jedno wspomnienie prowadzi do następnych powiązanych, a te do jeszcze dalszych – i tak w miarę przypominania się okazuje, że wspomnień, których jeszcze przed chwilą się wcale nie pamiętało, nagle przybywa kaskadowo.
Wróciłem do domu, zjadłem nadmuchaną bułkę i za chwilę idę spać 🙂
To nie miałeś co dmuchać tylko bułkę?
Kochani, jutro od rana wybywam, będę w niedzielę po południu.
Bez związku z wyjazdem, bez związku z Wyspą, bez związku z robotą i w ogóle wydarzeniami po tej stronie ekranu nastrój mi jakoś klapł, więc dzisiaj zmykam.
Czyżbyś wpadł do tego samego doła co ja panie Q?
A ja cały klapię, więc cicho szepnę: Dobranoc!

Dobranoc, ja kończę budować …
Skoro Tetryk napisał, że mam wędkę, a Lord W. tak pięknie niedomyślnej Makówce wytłumaczył o co chodzi nie miałam wyboru -zbudowałam pięterko, na które zapraszam.
Dobrej nocy Wszystkim życzę!