« Urodziny są jak dzida... Zimowe Zion »

List Magdaleny Samozwaniec do Zofii Kossak – Szczuckiej

Kraków, 16 czerwca 1960 roku 

Najmilsza moja Zosiu! 

Jadwiga Witkiewiczowa i Witkacy

Twój list bardzo mnie wzruszył. Nie składam Ci kondolencji z powodu śmierci Twojego zięcia, tak podobno pod każdym względem udanego. To za bolesna sprawa. Natomiast nie wiem, czy wiesz o śmierci biednej Ninki [Jadwigi Witkiewiczowej, żony Witkacego], telefonował do mnie wczoraj Zygmuś z Warszawy. Kucharcia odebrała telefon. Podobno się OTRUŁA!!! Możesz sobie wyobrazić, Zosiuniu, jakie mnie dręczą wyrzuty sumienia. Nie zdajemy sobie sprawy, że ci nieznośni też umierają. Była biedaczka niemożliwa, a ja wobec niej okrutna, ale wiesz, jaka ona była, nie można jej było wpuścić do domu, bo zaraz zaczynała robić porządki i rządzić się.

Czy pamiętasz? Jako małe dziewczynki nazywałyśmy ją „królową dzieci” i ten kompleks królowej pozostał jej do końca życia. Dwa lata temu chciała koniecznie zamieszkać na Kossakówce podczas mojej nieobecności, ale Kucharcia, domowy cerber i opiekun, nie wpuściła jej. Można by rzec, że charakter człowieka jest kowalem jego losu, Kucharcia zakosztowała już tego jej pobożnego egoizmu, gdy mieszkała u nas po wojnie i za nic nie chciała mieć za lokatora po raz drugi tego rodzaju przedziwnej istoty. Poza tym od razu zaczęła robić intrygi między mną a moim mężem. Pocieszam się, jak mogę, ale mnie ta wiadomość dotknęła boleśnie.

Pisałaś w swoim czarującym liście, że tylko ona i ja pozostałyśmy jako twoje siostrzyczki, czy przypuszczałaś wtedy, że czarna płachta, ostatnia żelazna kurtyna, zasłoni ją nam na zawsze! Dobrze, że pozostała nam jeszcze kochana Hania Kruczkiewicz, dobra, mądra, pogodna – byłam u niej niedawno we Wrocławiu. Pomyśl, jakie to dziwne, że każda z tych sióstr ciotecznych i stryjecznych, takie do siebie niepodobne, jak gdyby odrębne rasy!

Zosiu kochana, cieszę się niezmiernie, że tak dużo piszesz, tylko nie opowiadaj, że niewiele lat ci już pozostało! Isia mówiła, że jesteś w doskonałej formie!

Wiesz, wracając do biednej Ninki, jest dla mnie trochę pociechą, że tak dobrowolnie poszła w zaświaty, a nie, że Bóg ją do siebie powołał. Sądzę, że była psychopatką w ostatnim stadium depresji. A przecież nie była ani bezdomna, bo w Krakowie miała ten pokoik u Literatów i z dzieł Witkacego też jej coś kapało. Wszystkiego dowiem się od p. Flukowskiej, w Warszawie, dokąd dziś jadę. Proszę, Zosiu, zatelefonuj do mnie zaraz, jak przyjedziesz do Warszawy. Trzeba się koniecznie widywać. Ściskam Was oboje mocno.

Madzia

Magdalena Samozwaniec, Moich listów nie pal! Listy do rodziny i przyjaciół, oprac. Rafał Podraza, WAB 2014, s. 69–71.

218 komentarzy

  1. Alla pisze:

    Dobry wieczór Delighted
    No to plotkujemy o rodzinie Kossaków, bo przecież list jest „przesłodki”
    Wink

    • Wiedźma pisze:

      Te damy były bliskimi kuzynkami : Zofia byłą córką brata -bliźniaka Wojciecha Kossaka, Nina była córka ich siostry.
      Wydaje się, że panowała między nimi swoista rywalizacja… a Nina była zdecydowanie mniej twórcza od kuzynek Lilki, Madzi i Zofii.

  2. Alla pisze:

    Jakże Madzia miała kochać Ninkę, skoro ta próbowała uwieść jej męża Zygmusia Niewidowskiego.
    Miał być to, ponoć, odwet za romans Marii Pawlikowskiej z Witkacym, który trwał około 2 lat. Wink

    • Wiedźma pisze:

      Jakoś trudno mi w ten romans uwierzyć…. choć portret Lilki jest praktycznie pewnym dowodem, że ” się działo”.
      Nie podoba mi się ten maminsynek i szalony artysta, zwłaszcza, że kolekcjonował sobie Metafizyczny Harem; było wiele kobiet wokół niego.
      I zrywał z nimi brzydko. Pleasure

      • Wiedźma pisze:

        A podrywanie męża osoby niewinnej romansu ? Pomysł przedziwny.

        • Alla pisze:

          Jadwiga nie akceptowała męża Magdaleny i uważała, że kuzynka, wychodząc za Zygmunta, zdeklasowała się.
          Finał był taki, że Madzia wyrzuciła Jadwigę ze swojego domu.

          • Wiedźma pisze:

            Nooo…. jak się pochodziło z arystokratycznych Unrugów ( a co, że bez pieniędzy ), to jakiś trzeba było nadrabiać miną… Worry

            • ajw pisze:

              Przepraszam, ze się wtrącam w Wasz dyskurs, ale czytam Was Allu i Wiedźminko i mam wrażenie, że trafiłam do innej epoki i jest to takie miłe. Szalenie miłe w dzisiejszych czasach nastawionych na inne wartości, władających innym językiem. Buziaki 🙂

      • Alla pisze:

        Przecież sam siebie nazywał zakopiańskim Casanovą. Jednym z listów żali się żonie, że pozwolę sobie zacytować: ” krążą o mnie plotki wyssane z wielkiego palca czyjejś brudnej nogi. Przyjechała Halpernowa i twierdzi na podstawie tychże (kichże?), że ja rozpowiadam wszystko o moich kochankach i „uwieczniam” to w powieściach. Nie jest to dobra rekomendacja dla zakopiańskiego Casanovy, który niespecjalnie przepada za plotkami deformującymi stan
        rzeczywisty.” Delighted

        • Wiedźma pisze:

          Niewiniątko ! Hihihi! Przecież robił wszystko, bo go zauważali ! Matce kazał uszyć piżamę z pasiaków łowickich i tak odziany poszedł do knajpy. A Boyowa wyciągała go spod stołu…
          Szalony, kontrowersyjny i zapewne urzekający Casanova… Happy-Grin

  3. Bożena pisze:

    Ciekawy ten list, chociaż zrobił na mnie wrażenie plotkarskiego i zgryźliwego. Wink1

    • Alla pisze:

      Happy-Grin Na mnie też!
      Ale… jak to w życiu bywa, Madzia bardzo pomogła Jadwidze. Magdalena wystarała się dla niej o rentę, później o jej podwyżkę. Mimo to nie utrzymywały bliższych kontaktów.
      U Cyrankiewicza, z którym się przyjaźniła, wyprosiła dla niej kolejną podwyżkę renty i mieszkanie.

      • Bożena pisze:

        Przyznaję, że o tym nie wiedziałam.

      • Wiedźma pisze:

        Rodzice Magdaleny wspierali osieroconą Ninę, ale posagu nie mogli jej zapewnić. A panna bez posagu raczej nie mogła liczyć na dobry mariaż. Pleasure Madzia poszła ich śladem.

        • ajw pisze:

          Prawdę powiedziawszy nie fascynowałam się nigdy cudzym życiem, ale czasem warto wiedzieć, że nie tylko w naszych rodzinach są tak różne osoby, mimo, że płynie w nas częściowo ta sama krew 🙂

  4. Tetryk56 pisze:

    Brawo, Alla!
    Ninka zapewne była jedną z wielu kobiet, szukających przyczyn problemów małżeńskich wyłącznie na zewnątrz, w istnieniu i działaniach innych kobiet. Artyści zawsze mają skomplikowane charaktery i wiara w „zbrojne” utrzymanie ich przy sobie skazana jest na niepowodzenie…
    Ze wspomnień Madzi (niestety cytuję z pamięci) utkwił mi w głowie pewien fragment:
    Ostatni jej małżonek był czuły i kochający, ale gdy wyjeżdżała na kilka dni, zawsze sprowadzał sobie jakieś zastępstwo, o czym Madzia wiedziała. Gdy więc pewnego dnia usłużna sąsiadka zaczęła jej o tym (w pełnej tajemnicy) opowiadać, odpowiedź Madzi brzmiała mniej więcej tak:
    – Oj pani somsiadko, dziękuję, że pani mi to powiedziała. Widzę teraz, że jak będę następny raz wyjeżdżać, muszę mu mniej pieniędzy zostawiać, to go nie będzie stać…
    Sąsiadka została z głupią miną i więcej się już nie wtrącała…

    • Alla pisze:

      I to jest wskazówka dla wszystkich wyjeżdżających pań! Pozostawiających mężów samych w domu! Opróżnić lub zablokować konta! Wink

    • Wiedźma pisze:

      Tak naprawdę, to Magdalena miała w domu trójkąt. A z ta trzecią, jakby pomocą domową, Niewidowski ożenił się po śmierci Madzi.
      Przyjaciele Madzi uważali go za interesownego, bo to Madzia dobrze zarabiała.
      Samo życie ? Wink1

      • Makówka pisze:

        Michalina Wisłocka też żyła w trójkącie.
        O tych znanych się dowiadujemy, a ile takich skrzętnie skrywanych sytuacji bywa w mniej znanych domach?

        • Wiedźma pisze:

          Michalina nie lubiła seksu i wcale się z tym nie kryła… podobnie jak pani Witkacowa. Ale czy ten trójkąt to gorzej niż ” skok w bok” ? Nie wiem.

          • Makówka pisze:

            Michalina z tego, co pamiętam z książki i filmu nie lubiła seksu dopóki… nie poznała kogoś kto jej pokazał na czym polega przyjemnośc z seksu. Ale cóż…był żonaty.
            Dlatego nikt tak dobrze, jak ona nie wiedział jak ważny jest udany seks w małżeństwie i tego uczyła swoje pacjentki.

    • Wiedźma pisze:

      Ninka była wampem tylko z urody…. a Witkacy był erotomanem. Nigdy się nie dogadali w tych sprawach.
      Zresztą, panna Unrug miała lat 30, zero posagu i to małżeństwo jakoś ją ustawiało.

  5. Alla pisze:

    Wiadomość o śmierci Jadwigi była nieprawdziwa, bo ta zmarła 1967 roku po krótkim pobycie w szpitalu. To tak gwoli uzupełnienia.

    • Alla pisze:

      W 1960 roku już nic nie kapało, prawa autorskie wygasły w 1959 roku i Jadwiga została pozbawiona jakiegokolwiek dochodu.
      Nawet z maleńkiego pokoiku w Krakowie wyrzucono ją na bruk.

  6. Alla pisze:

    Muszę się zwinąć, no to do jutra Heart

  7. Quackie pisze:

    Kochani, to miał być dobry wieczór i nagle przestał. Niestety nie mogę nic więcej napisać, ale w tej sytuacji raczej się pożegnam na dzisiaj.

    Dobranockę za chwilę zostawię jeszcze piętro niżej.

    PS. Tetryku, wbrew pozorom to bez związku z naszą dzisiejszą rozmową!

  8. Makówka pisze:

    Wróciłam do domu i od razu wdrapałam się na pięterko i znalazłam w salonie. Ach ci artyści!

    Jak słusznie Tetryk zauważył mają bardzo skomplikowane charaktery.
    Tak, list jest „przesłodki”, również i to zdanie, że ci nieznośni też umierają.

    • Wiedźma pisze:

      Relacje były różne. Żona Boya przez lata była ” kochannicą ” Witkacego, ale żywo angażowała się w sprawy twórczości ślubnego. Zona Witkacego robiła to samo i ocaliła wiele z jego twórczości podczas wojny. Małżeństwo było rodzajem przedsiębiorstwa ?
      Listy Witkacego są W Szczecinie

      • Alla pisze:

        A na tablicy nagrobkowej na Pęksowym Brzyzku, gdzie pochowana jest wdowa po Witkacym, znajduje się napis:
        „Ta, co ocaliła spuściznę Witkiewicza z wojennej pożogi”

  9. Makówka pisze:

    Dziś zachęcona przez Zoe poszłam do kina na Green Book.

    I się uśmiałam i wzruszyłam i zadumałam.
    Zgadzam się z Zoe „Po obejrzeniu tego filmu możemy powiedzieć, że świat może być lepszy bo ludzie mimo dzielących ich różnic mogą się dogadać, a nawet zaprzyjaźnić.
    Jednak dodałabym do tego moją łyżkę dziegciu -jednak przykro, że w życiu nie zawsze tak bywa, jak na filmie. I jednak przykro, że stale, nadal film ten jest aktualny w dzisiejszej rzeczywistości.

    Zoe! Dziękuję za zachętę. Co jeszcze polecasz? Oprócz Romy -bo to jeszcze mam w planie z tych filmów co polecałeś.

    • Zoe pisze:

      Cześć. Idę dzisiaj z synem na „Kapitan Marvel”. Wydaje mi się, że będą będą latać w kosmosie i się strzelać z różnych takich. Podejrzewam, że nie jest to film dla Ciebie Wink

      • Makówka pisze:

        Zoe!
        Bardzo dobrze podejrzewasz. Zastanawiam się skąd to wiesz, hm?
        Poproszę o inne „zachęty”. Please

        • Zoe pisze:

          No to jakoś nie mam teraz niczego ciekawego na oku. Wbrew pozorom to niewiele w ciągu roku oglądam dobrych produkcji. Na pewno bardzo dobrym filmem jest „Faworyta”. Ale jako, że nie oglądałem go to nie mogę polecić z czystym sercem.

  10. Tetryk56 pisze:

    Ploteczki, ploteczki… a ja już muszę iść spać…
    Dobranoc!

    • Makówka pisze:

      Tetryku, jak na kogoś, kto rano wstaje do pracy mówić Dobranoc po północy to i tak późno.
      Dobranocka i lampka były na tamtym pięterku, ale pożegnam się już tu.

      Dobranoc Państwu! Spanko

  11. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Przeczytałam wszystko, łącznie z komentarzami Pleasure
    I mam mieszane uczucia…
    Jakoś nigdy nie byłam zainteresowana życiem prywatnym artystów. Może dlatego tak mało o tym wiem… Thinking
    W sumie co mnie obchodzi kto z kim i po co? To są ich sprawy i niech oni się martwią (jeśli mają czym). Ja mam dość, jak na mnie jedną, w swoim własnym życiu. Worry
    Z drugiej strony… list, jako taki jest ciekawy. Chociaż, jak to wspomniała Bożenka – plotkarski i zgryźliwy.

    • Alla pisze:

      Noo taki magielek rodzinny Delighted
      Bliskie krewne wymieniają się uwagami o innej krewnej. Kto nigdy nie oplotkowywał żadnej ciotki ?? Happy-Grin

      • miral59 pisze:

        Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek oplotkowała jakąś ciotkę listownie Wink Na pewno poruszało się takie rodzinne tematy, ale tylko w bezpośredniej rozmowie Pleasure

        • Alla pisze:

          Ha! Jeśli takie teksty szły listownie (zauważ mamy rok 1960 ), to jak wyglądała konwersacja na żywo ?? Wink

        • Wiedźma pisze:

          Za to ciotka oplotkowała mnie do swego brata, a mojego ojca ! Wink Bardzo mnie nie lubiła z sobie wiadomych powodów. Na szczęście tylko jedna taka mi się trafiła Happy-Grin

          • Alla pisze:

            Dotarło do Ciebie i pewnie zabolało.
            Skąd możemy wiedzieć co o nas inni plotkują jeśli nikt nam nie powtórzy?? Dla zdrowia psychicznego nie jestem ciekawa, byleby mi krosty na języku nie dokuczały Happy-Grin

            • miral59 pisze:

              Prawdę mówiąc, ja też nie jestem ciekawa co kto o mnie mówi, właśnie dla tego psychicznego zdrowia. Overjoy
              Pamiętam taką rodzinną historyjkę…
              Pewnego dnia do mojej mamy zadzwoniła jakaś kobieta. Nie przedstawiła się. Zaczęła konspiracyjnym szeptem, że mój ojciec ma kochankę. Mama nie dosłuchała nawet do końca. Powiedziała „Tak? To dobrze!”… usłyszała tylko „Głupia baba” i „informatorka” się rozłączyła. Nigdy więcej nie zadzwoniła Overjoy
              Kto znał mego ojca wiedział, że żadna kochanka nie wchodziła w rachubę. Nie wiem też co chciała osiągnąć ta kobieta dzwoniąc do mamy. Nie osiągnęła nic… Delighted

              • Wiedźma pisze:

                Mirelko, ” głupota Happy-Grin jest darem boskim, lecz nie należy go nadużywać ” . Szkoda, że ludzie rzadko o tym pamiętają.

    • Wiedźma pisze:

      Mirelko, te rodzinne historie często wiążą się z wątkami w twórczości artystów i może dlatego ich życie bywa tak prześwietlane i publiczne. Happy

      • miral59 pisze:

        Wydaje mi się Wiedźminko, że głównie dlatego się „prześwietla” prywatne życie artystów, że zawsze jest cała masa chętnych do poczytania, czy obejrzenia. Co i rusz słyszę o osobach piszących pamiętniki. Im bardziej pikantne, im więcej jest obmowy innych znanych osób, tym lepiej się sprzedają. To dodatkowa kasa… często ogromna.
        Dotyczy to nie tylko pisarzy, czy malarzy, ale też całej rzeszy aktorów, piosenkarzy, czy po prostu celebrytów, którzy są znani z tego, że są znani Wink Niektórzy specjalnie wywołują skandale, żeby o sobie przypomnieć.
        Mnie jakoś to nie bawi, ani interesuje. I jak mi się wydaje, mam do tego prawo Wink
        Bardziej niż te wszystkie koligacje i romanse interesuje mnie, czy szynki nasolą się do soboty wystarczająco (do wędzenia), czy kiedy będę mogła robić wiosenne porządki w ogródku… bo to jest bliskie i znajome Happy-Grin

        • Wiedźma pisze:

          Masz pełne prawo nie zajmować się cudzymi skandalami ! To nie zawsze bywa zabawne, często jest formą ekshibicjonizmu i może wywołać Happy niesmak.
          Ale są pamiętniki warte czytania.

          • miral59 pisze:

            Ja nie mam nic przeciwko pamiętnikom. Sama piszę wspomnienia z naszych wycieczek, bo z czasem różne szczegóły umykają z pamięci. A to przecież też pewna forma pamiętników Happy-Grin
            To że nie lubię grzebać w czyimś życiu wcale nie oznacza, że przeszkadza mi, jeśli ktoś lubi. Szczególnie jeśli chodzi o osoby znane i w jakiś sposób zasłużone. Nie jest ważne czy jako pisarz, generał, czy malarz. Rozumiem, że w tych pamiętnikach można szukać inspiracji, recepty na swoje własne problemy… można też się pocieszyć, że moje własne sprawy są prościutkie w porównaniu z tym, co miały takie czy inne osoby, których pamiętniki się czyta Wink Pleasure

  12. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dziś jest dzień piekarzy i cukierników, słyszałam przez radio. Smaczny dzień Delicious

  13. Alla pisze:

    Dzień dobry, niech będzie Delighted
    Gienia wtarabani wózek z napojami?? Najlepsze pogaduchy bywają przy kawie lub innym ciepłym napoju!
    Noo dobra, może jeszcze ciekawsze przy zimnych z %. Oby tylko nie za dużo onych procentów znajdowało się w napoju Delicious

    • Bożena pisze:

      Już idzie Gienia… Koffie

      • Bożena pisze:

        A na procentowe jeszcze czas… Od rana nie wypada Wink

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Dzień dobry
        Chętnie się poczęstuję filiżanką porannej(?) kawy Kawa2
        Sam list bardzo ciekawy, chociaż mam trochę niedosytu…
        Bo to jest tylko fragment wyrwany z kontekstu… A co się działo PRZED i PO opisywanych wydarzeniach? Thinking
        Chętnie bym przeczytał np. o wojennych przeżyciach obu pań oraz wydarzeniach późniejszych (po napisaniu w/w listu).
        W ogóle warto prześledzić losy tak artystycznych dusz jak obie (obietrzy) panie I-got-an-idea

        • Krzysztof z Gdańska pisze:

          A co z Simoną, najlepszą biolożką wśród pisarek (a może odwrotnie)? Thinking

          • Alla pisze:

            O Czarownicy może następnym razem ? Jak o Zofii Kossak – Szczuckiej, o której W.Bartoszewski wspominał ” używała mnie do noszenia zeszytu z notatkami, który wiecznie gubiła. Ale ja czułem się zaszczycony ”
            Bardzo ciekawa postać.

          • Wiedźma pisze:

            ….a Simona była przecież córką Jerzego Kossaka, więc bohaterki listu były jej ciotkami ! W dodatku była trzecią córką Jerzego, który się wściekł, bo czekał na syna i z tego powodu postrzelił ryngraf z Matką Boską .
            Nieakceptowana przez rodziców weszła w świat zwierząt i do stołu siadała z wielką lochą. Bardzo smutna w sumie historia … Happy

        • Alla pisze:

          Dobry.. niech będzie Delighted
          Łoj Krzysztof, taż byśmy ten wątek mogli ciągnąć przez tydzień, może i dłużej.
          ” Moich listów nie pal ” listy Magdaleny Samozwaniec do rodziny i przyjaciół. Korespondowała z Jarosławem Iwaszkiewiczem, Janem Brzechwą, Kazimierą Iłłakowiczówną. Pisywała do najwybitniejszych artystów i pisarzy. Jest w nich osobisty ton, nieznane wydarzenia i anegdoty, codzienne kłopoty i troski. To tylko takie streszczenie w pigułce.
          Dlaczego wybrałam akurat ten? Bo jest kontrowersyjny Happy

          • Makówka pisze:

            I bardzo życiowo prawdziwy w tej kontrowersji.

          • Wiedźma pisze:

            I są jej książki… „Maria i Magdalena”, „Zalotnica niebieska” i tam też jest sporo faktów przepięknie koloryzowanych.
            jakieś światło rzuca też „30 lat z Madzią” Niewidowskiego.

  14. Zoe pisze:

    Cześć Wyspa. Mamy piątek i jakieś mocne, wręcz chwilami gwałtowne opady za oknem. Weekend blisko.

  15. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Rankiem się jeszcze odbija po wieczorze, ale jest już trochę lepiej. Wspinam się kilka szczebelków wzwyż na kawę!

    • Zoe pisze:

      Odbija psychicznie czy fizycznie.
      Bo jeśli fizycznie to wódka, a jeśli psychicznie to dwie wódki. Jeśli nie pomoże to przynajmniej napijesz się wódki. Wink

      • Makówka pisze:

        Zoe, a gdy odbija się i fizycznie i psychicznie !

          • Makówka pisze:

            Cheers
            Cheers
            Cheers
            Wypijmy, więc za Alberta Einsteina,gdyż wczoraj była 140 rocznica jego urodzin.

            Postać dość barwna nadająca się jako temat do ploteczek podobnie jak panie i ich rodzina z listu powyżej.

            Spojrzałam dziś na moje biurko i przypomniało mi się pytanie, które kiedyś zadał pan Albert.

            Jeżeli za­bałaga­nione biur­ko jest oz­naką za­bałaga­nione­go umysłu, oz­naką cze­go jest pus­te biurko?

            • miral59 pisze:

              Overjoy
              Muszę na swoim biurku zrobić bałagan Hihihi!
              Chociaż w zasadzie puste nie jest… Wink

              • Makówka pisze:

                U mnie porządek jest tylko wtedy gdy wyjeżdżam na dłużej.

                • miral59 pisze:

                  Od czasu jak sobie urządziłam biuro na piętrze, mam porządek, bo nikt mi niczego nie podrzuca. Mam to, co sama położę Happy-Grin
                  A że lubię mieć wszystko posegregowane (leniwa z natury jestem), bo nie lubię niczego szukać, więc choć puste nie jest, to jednak…

            • Alla pisze:

              Przesympatyczny indywidualista, dziwak i wielki uczony z ogromnym poczuciem humoru Delighted
              Puste biurko jest oznaką, że kogoś w pracy nie ma Crazy-Tounge

              • max pisze:

                Może przesympatyczny , ale uczony czczony przez Braci Starszych w wierze i może im się nie podobać zamieszczona fotografia . Pokazuje język , widać , że jest niezadowolony , może wypada napisać , co uczonego tak zdenerwowało …Trochę żartuję , ale lepiej dmuchać na zimne , niż udowadniać ,co mieliśmy na myśli zamieszczając podobiznę Einsteina … Thinking

                • miral59 pisze:

                  Ależ Maksiu!!! Ta podobizna jest znana od lat. Happy

                • Wiedźma pisze:

                  Ejże, Maxiu, to jest bardzo znana fotografia ! Proponujemy toast za wielkiego uczonego, który nie wahał sie zachować jak niezbyt grzeczne dziecko Delighted Cheers

                • Makówka pisze:

                  Max! Odpowiem cytatem z samego Einsteina.

                  Jestem głęboko religijnym niewierzącym. (…) Idea osobowego Boga jest mi raczej obca, a nawet wydaje mi się naiwna.

                  i jeszcze inny cytat

                  Jestem głęboko wierzącym ateistą. (…) Jest to poniekąd zupełnie nowy rodzaj religii.

                  Więc ten portret tak bardzo znany chyba dość dokładnie pokazuje osobowość pana Alberta?

              • miral59 pisze:

                A co jeśli to biurko stoi w domu? Ja w pracy biurka nie mam… Girl-Teasing

                • Wiedźma pisze:

                  Biurko nie zmienia przeznaczenia ! W domu czy w pracy na ogół służy do przewracania papierów Wink

                • miral59 pisze:

                  Overjoy

                • Makówka pisze:

                  Gdybym zaczęła wymieniać co aktualnie znajduje się na moim biurku…
                  Bo biurko stoi, bo skoro przyjechało aż ze Lwowa to grzechem byłoby wyrzucić. Papiery na nim RÓWNIEŻ się znajdują.
                  A jeszcze oprócz tego jest ława. Tam też MIĘDZY INNYMI są papiery…

  16. Makówka pisze:

    Plotkarskie Dzień Dobry!

    Kawka

  17. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Z rana byłem wyjechany służbowo i nawet z komórki nie było czasu się przywitać…

    • Wiedźma pisze:

      No to witaj nam Ukratku Kawa1

    • Makówka pisze:

      Ale już jesteś przyjechany Tetryku?
      Dalej jednak tylko z komórki w pracy?
      Tylko jak będziesz spał w pracy nie chrap głośno, bo dziś DZIEŃ WALKI Z CHRAPANIEM.
      Również DZIEŃ PIEKARZY I CUKIERNIKÓW, więc kupując ciasteczka lub bułeczki pamiętajmy o tym.

  18. miral59 pisze:

    W końcu się trochę wietrzysko uspokoiło. Wczoraj wiało, padało, błyskało i grzmiało Weary Siła wiatru przekraczała 88km/godz. i urywało łeb z płucami Worry
    Dziś jest znacznie spokojniej, ale wietrzysko nawiało chłodne powietrze Disapproval Znowu zrobiło się zimno…
    Pojawia się coraz więcej ptaków, powracających z zimowisk. Wygląda na to, że wiosna tuż tuż Happy-Grin

  19. Ultra pisze:

    Jak dobrze, że tym fragmentem listu mogłam sobie przypomnieć rodzinę Kossaków. Książki pani Magdaleny bez kontekstu listów, wspomnień i klimatu artystycznego tracą urok.Trzeba wiedzieć, że miała język cięty jak brzytwa, była humorzasta, złośliwa, krytyczna, co widać w liście, ale gdy komuś stała się krzywda – pomagała.
    Artystyczne rodziny, więc zachowania nietypowe, W. Kossak podarował córce wibrator, gdy widział, że pierwszy mąż nie może. Z kolei do drugiego, 20 lat młodszego ona miała pretensje, że za mało ją zdradzał, bo przydałyby się jej nowe kapelusze (taki układ?).
    Ale powiedzonka pisarki miały swój charakter i wiele przetrwało: „Co jest największym marzeniem mężczyzny? Utrzymać żonę za jej własne pieniądze”.

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Ultro ! „Zdolne te Kossaki” wołał Makuszyński po występie Magdaleny, która przecież była w tamtym czasie jedyną kobietą – satyryczką. Lilka kiedyś nie pozwoliła jej wysłać kiepskiego tekstu i jako pocieszenie kupiła Madzi śliczne pantofelki. Approve
      Rzeczywiście, rodzina poczynając od Juliusza była malarsko i pisarsko świetna. A MPJ do tego przecież była uzdolnioną pianistką…
      No cóz, był Kraków pani Dulskiej i był Kraków bohemy… Approve . A czy dziś jest inaczej ?

      • Makówka pisze:

        Wiedźminko!
        Trochę tak, trochę mniej.
        Ciekawe to pięterko, bo takie fajne ploteczki prowokuje.

      • Ultra pisze:

        Kiedyś było tak, że nad ranem krakowian budził pojedynczy głos wracających z Jamy Michalikowej, że bydełko śpi, a ktoś za nich musiał czuwać. Współcześnie nad ranem słychać śpiewy i krzyki anglojęzycznych

    • Alla pisze:

      Aż mi się wstydno zrobiło.. Ja się spoufaliłam i zasuwam Madzia, Madzia, a Ty Ultro tak pięknie z szacunkiem napisałaś ” pani Magdalena ” zkwiatkiem

      • Ultra pisze:

        Napisałam u siebie „Maryśka Konopnicka” i dostałam e’mail zoburzającym wpisem, więc w gościnie jestem ostrożniejsza. Kiedyś byłam na spotkaniu z W. Szymborską i kazała mi do siebie mówić Wisia. Wielcy nie muszą być pompatyczni. A gdzie w Krakowie się umawiamy? Pod Adasiem, a nie Mickiewiczem.

        • Ultra pisze:

          Przepraszam „z oburzającym”! Mam problemy z widzeniem.Taaka zaćma.

          • Wiedźma pisze:

            Zaćmę najlepiej leczy się u braci Czechów. Niestety, choć pono u nas też coś drgnęło.
            A panią Magdalenę widziałam na spotkaniu w naszym klubie Trzynastu Muz ( KIG, a jakże za to odpowiada) i wyglądała jak prawdziwa dama….omalże jak pensjonarka ! kto by uwierzył w jej cięty ozorek? Delighted

  20. max pisze:

    Ploteczki ? A gzie jest powaga Urzędu Madagaskaru ? Bo rozumicie Towarzyszki , że każda plotka , nawet ta prawdziwa – jest szkodliwa !!! Tak mówi doświadczenie z Okresu słusznie minionego proszę Szanownych Pań … Thinking

    • Makówka pisze:

      Szczególnie szkodliwe są te prawdziwe Towarzyszu Maksymilianie!
      Doświadczenie z okresu słusznie minionego tak jakby aktualne zawsze.
      À propos Urzędu Madagaskaru Gospodyni wybaczy, że do oplotkowanych obiektów dołączyłam Wisłocką, Einsteina itd.?
      Po łapach Makówkę za to wypowiadanie się nie na temat!

      • Wiedźma pisze:

        Makóweczko miła… wszak mówimy co nam w duszy gra. Ale… ku przestrodze :” nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu” mawiała moja przyjaciółka z lat wczesnoszkolnych Delighted

    • Alla pisze:

      W każdej plotce jest ziarno prawdy – tak mówili i mówią!! Nie dotyczy to tylko jednej zakłamanej, której nazwy, przez szacunek do Szan.Państwa Wyspiarskiego, nie podam Wink
      Witaj, Maxiu Happy-Grin

      • Makówka pisze:

        Bardzo mnie ciekawi ta jedna zakłamana. Jakoś tak bez wymieniania nazwy mogłabyś Alla opisać?

        • Alla pisze:

          Lubisz ciągnąć za język Wink
          Nie domyślasz się?? No to będzie po premii, ani stołka w spółce skarbu państwa! Kara musi być!!! Happy-Grin

          • makowka9 pisze:

            Widzę, że moje przypuszczenia nie mijały sie z prawdą…Ale ja nic takiego nie miałam na myśli… Ssshh Ja czekam na nagrodę…taki malutki stołeczek

  21. max pisze:

    Na wszystko potrzebny jest czas , na ploteczki , na miłość , na ciężką pracę i na zwykłą głupotę . Temat rzeka … Wezmy dla przykładu młodego żołnierza , który dostał przepustkę zwykle na parę godzin do wieczornego apelu o 22 00 . Przez parę godzin , wojak musi poznać dziewczynę , rozkochać ją w sobie , przekonać do romansu , odprowadzić czasami do domu i zdążyć do koszar na Apel . Czy przy takim pospiechu , obowiązują zasady dobrego wychowania opisywane w książkach wspomnianych Autorek ? Oto jest pytanie do dyskusji Thinking

    • Makówka pisze:

      Max!Może próbować rozłożyć to na parę przepustek.
      Tak jak ja badania w Przychodni. Od tygodnia usiłowałam się dodzwonić do mojej Przychodni. Wykombinowałam, że pójdę do mojego internisty, poproszę go o skierowanie na te badania co potrzebne pilnie i przy okazji za jednym kłuciem zrobię inne (ale kaprys!) tak kontrolnie.
      „Pierwszy wolny termin do lekarza pierwszego kontaktu poproszę!”
      „Oczywiście -2 kwiecień. Może pani wybrać godzinę, bo mam dwie wolne”
      Więc bez skierowania, płatnie zrobię to, co pilne. Potem wizyta, potem dalsze badania, potem wizyta (bo wyniki, gdy na NFZ tylko u lekarza).

      • max pisze:

        Nie da rady . Trzeba szukać dziewczyn o skróconym czasie refleksji … Ja ostatnio zostałem przez pana doktora wyrzucony z Gabinetu . Pan doktor , nie mógł znależć w mojej karcie wpisu , że Szpital zaraził mnie bakterią Klebsielli , a byłem leczony tam trzykrotnie i mamrotał , że on tu nic nie widzi . Zapytałem , to co ja mam zrobić ? Proszę wyjść ! Niemal wrzasnął łachmyta w czerwonym sweterku , zamiast białego kitla . Wyszedłem , ale powiedziałem co o nim myślę ,a w Dyrekcji przydzielono mi innego medyka . Współczuję wszystkim , których czeka wizyta u lekarza Tears

    • Alla pisze:

      Znaczy się, na pewno złamał konwenanse Happy-Grin

  22. Quackie pisze:

    Fajrant i przerwa. Udało się zrobić normę, mimo ciągu dalszego z wczorajszego wieczoru (wszakże bez takich emocji).

  23. Makówka pisze:

    Znalazłam w tej chwili w sieci i tak się uśmiałam, że pozwolę się z Wami podzielić:

    Rozmowa ze ślusarzem Julian Tuwim

    W łazience coś się zatkało, rura chrapała przeraźliwie aż do przeciągłego wycia, woda zaś kapała ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku domowych środków zaradczych (dłubanie w rurze szczoteczką do zębów, dmuchanie w otwór, ustna perswazja itp.) – sprowadziłem ślusarza.

    Ślusarz był chudy, wysoki, z siwą szczeciną na twarzy, w okularach na ostrym nosie. Patrzył spode łba wielkimi niebieskimi oczyma, jakimś załzawionym wzrokiem. Wszedł do łazienki, pokręcił krany na wszystkie strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział – Ferszlus trzeba roztrajbować.

    Szybka ta diagnoza zaimponowała mi wprawdzie, nie mrugnąłem jednak i zapytałem – A dlaczego?

    Ślusarz był zaskoczony moją ciekawością, ale po pierwszym odruchu zdziwienia, które wyraziło się w spojrzeniu sponad okularów, chrząknął i rzekł – Bo droselklapa tandetnie blindowana i ryksztosuje.

    – Aha – powiedziałem – rozumiem. Więc gdyby droselklapa była w swoim czasie solidnie zablindowana, nie ryksztosowałaby teraz i roztrajbowanie ferszlusu byłoby zbyteczne.

    – Ano, chyba… A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc, żeby śtender udychtować.

    Trzy razy stuknąłem w kran młotkiem, pokiwałem głową i stwierdziłem – Nawet słychać.

    Ślusarz spojrzał dość zdumiony – Co słychać?

    – Słychać, że śtender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, że gdy pan mu da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie zablindowana, nie będzie już więcej ryksztzosować i co za tym idzie, ferszlus będzie roztrajbowany. I zmierzyłem ślusarza zimnym, bezczelnym spojrzeniem.

    Moja fachowa wymowa oraz nonszalancja, z jaką sypałem zasłyszanymi po raz pierwszy w życiu terminami, zbiła z tropu ascetycznego ślusarza. Poczuł, że musi mi czymś zaimponować. Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem. A kosztować będzie reperacja – wyczekał chwilę, by zmiażdżyć mnie efektem ceny – kosztować będzie… 7 złotych i 85 groszy.

    – To niedużo – odrzekłem spokojnie. – Myślałem, że co najmniej dwa razy tyle. Co zaś dotyczy holajzy, to doprawdy nie widzę potrzeby, aby pan miał fatygować się po nią do domu. Spróbujemy bez holajzy.

    Ślusarz był blady i nienawidził mnie, uśmiechnął się drwiąco i powiedział – Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel krypować? Żeby trychter był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy zulajtungu nie ma, to na sam abszwerwentyl nie zrobię.

    – No, wie pan – zawołałem rozkładając ręce – czegoś podobnego nie spodziewałem się po panu. Więc ten trychter według pana nie jest robiony na schoner? Cha, cha, cha! Pusty śmiech mnie bierze. Gdzież on na litość Boga jest krajcowany?

    – Jak to, gdzie? – warknął ślusarz – Przecież ma kajlę na iberlaufie.

    Zarumieniłem się po uszy i szepnąłem wstydliwie – Rzeczywiście. Nie zauważyłem, że na iberlaufie jest kajla. W takim razie zwracam honor: bez holajzy ani rusz.

    I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na iberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakrypować lochbajtel w celu udychtowania pufra i danie mu szprajcy przez lochowanie śtendra, by roztrajbować ferszlus, który dlatego źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje.

    • miral59 pisze:

      Ten Tuwim był już na Wyspie (i to chyba ze dwa razy), ale zawsze śmieszy Overjoy

      • makowka9 pisze:

        Widać był jak mnie jeszcze nie bylo

        • Quackie pisze:

          To możliwe.

          To jest evergreen, śmieszy za każdym razem. Ciekawy jestem, co by Tuwim powiedział, jakby mu ktoś przekazał, że tyle lat później oprócz wierszy dla dzieci i dorosłych będą sobie ludzie jeszcze opowiadać o droselklapie tandetnie blindowanej, co ryksztosuje. Happy-Grin

          • Wiedźma pisze:

            Z pewnością byłby rad ! Bo pisał nie tylko dlatego, żeby Stefci piękne futerko kupić Wink

            • Quackie pisze:

              Co to była swoją drogą za załoga, ci Skamandryci, Tuwim, Słonimski, Lechoń, Wierzyński, Iwaszkiewicz. Owszem, niektórzy sławniejsi niż inni, ale jak się weźmie ich twórczość dzisiaj, po 100 latach (albo prawie 100, jeżeli wziąć pod uwagę okres rozkwitu), to tam nie było słabych twórców.

              • Wiedźma pisze:

                Ano nie, nie było i czasem sobie myślę, że wojna i jej konsekwencje jakoś nas wyjałowiła. Rozumiem, że całe buty i pełna miska są ważne i że trzeba lat na piękne duchy…

                • Quackie pisze:

                  Tak, klimat już potem jakoś nie sprzyjał, chyba że poetom zaangażowanym w te czy we w te.

  24. Alla pisze:

    Na wszelki.. mówię: spokojnej Szan.Państwu I-m-in-love
    Mistrzu Q, Tobie przede wszystkim.
    Dobranoc.

  25. Quackie pisze:

    Bardzo dziękuję, po przerwie, a jeszcze chwila do dobrejnocki.

  26. miral59 pisze:

    Tak właściwie, to szkic jest gotowy. Teraz faktycznie dużo łatwiej wpisuje się nowe pięterko. Wystarczy skopiować gotowca, wkleić i nie martwić się o żadne zdjęcia, bo też się kopiują Happy-Grin
    Może to trochę większe wyszło, niż z galerią, ale opowiadanko przecięłam na pół i też jest dobrze Pleasure
    Chyba powinnam jeszcze odczekać z publikowaniem. To pięterko nie jest jeszcze wystarczająco „stare” Thinking

  27. Bożena pisze:

    A ja właśnie wróciłam do domu. Teraz jeszcze przejdę się po pięterku przed dobranocką…

  28. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Troszkę kontynuując klimat z wczoraj, ale jednak inaczej. Balladka na dwa głosy, dwoje pięknych młodych ludzi, melodia urocza, tempo spokojne. Na końcu co prawda pani zwraca się do wielbicieli jej talentu, ale wtedy można już nie oglądać.

    Snów, no.

  29. makowka9 pisze:

    Między Dobranocka a lampką to ja dopiero będę wracać do domu.Dobrze, że zdążyłam na ostatni autobus. Dziś łatałam dziury w kabarecie.

  30. Tetryk56 pisze:

    A ja już w domu i po kolacji… Fala

  31. Tetryk56 pisze:

    A ja zgrałem już piosenki z kabareciku i pozostaje mi już tyko(!) zmontować film… Ale teraz spać!!! Mam braki…

  32. Wiedźma pisze:

    No, moje gadułki, pora na ciszę nocną i lampkę. Dziś nowy dzień !

  33. Makówka pisze:

    Dobranoc

    lulu

    Wiedźminki trzeba słuchać…

  34. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Sobota ma być słoneczna, chociaż raczej za ciepło nie będzie Sad
    Ale i tak z samego rana wybieramy się na wycieczkę. Trzeba sprawdzić, czy ścieżka ptasich migracji już jest czynna.
    Czyli znowu do Zion Overjoy

  35. Bożena pisze:

    Dzień dobry, Delighted chociaż pochmurny i nadal wietrzny.

  36. Bożena pisze:

    Jeszcze śpią? Może Gienia z kawą ich obudzi… Koffie

  37. Alla pisze:

    Dzień dobry… Patrzę na to pięterko… i stwierdzam, że Kossaki się gdzieś rozmyły, więc tak na zakończenie wątku zacytuję słowa Madzi:
    „Dziękuję za wszystko, co dało mi życie, za Tatkę, Lilusię i Mamidło, za Zygmusia i Was, bo jeśli czytacie … Do zobaczenia gdzieś tam na chmurce… A teraz nie płakać, tylko głowa do góry!” – Magdalena Samozwaniec
    Mam jeszcze duużo do poczytania. Fascynująca rodzina. Czy Kossakówka się już wyremontowała? Pleasure

    • Makówka pisze:

      Witajcie!

      Piękny cytat, a Kossaki to tak fascynująca rodzina, że chyba mogą się doczekać niejednego pięterka?
      Ze wstydem przyznaję, że nie wiem, czy remont już zakończony. Przejeżdżam blisko autobusami nieraz parę razy dziennie, ale zawsze jadę gdzieś albo wracam.

      Pewnie inne wyspowe Krakusy będą lepiej zorientowane?

      Znalazłam taki wpis na fb z 2018 roku. Pozwoliłam sobie skopiować.
      Swoja drogą zastanawiające – Kossakowie z linii krakowskiej Rodu są doceniani w zasadzie wszędzie, poza Krakowem. Nie pamietam kiedy miasto Kraków lub instytucje kultury w moim mieście zorganizowały wystawę lub prezentację dzieł Juliusza czy Wojciecha. Dodając do tego katastrofalny stan Kossakówki, można faktycznie utwierdzić się w przekonaniu, które krzewiła Magdalena Samozwaniec, że Kossaki są w Krakowie przeklęte .

  38. Zocha pisze:

    Witajcie! Dobrze, że dzisiaj sobota Fala
    Odwiedzam czasem Dwór Kossaków, a obecnie Centrum Kultury i Sztuki w Górkach Wielkich. W 1922 roku rodzice Zofii Kossak-Szczuckiej wydzierżawili ten malowniczo położony dwór, po czym stali się jego właścicielami. Do gościnnych właścicieli zjeżdżali ludzie kultury z całego kraju. Bywali tutaj Parandowski, Dąbrowska, Witkiewicz i co oczywiste W. Kossak, M. Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena. W momencie wybuchu wojny Kossakowie musieli opuścić dwór i nigdy do niego nie wrócili, gdyż spłonął w 1945 r. Zofia Kossak zamieszkała w domku ogrodnika, marząc o odbudowaniu dworu.
    Dopiero fundacja założona przez spadkobierców doprowadziła do rewitalizacji dworu, kontynuując zamysł właścicieli. Poza ciekawą wystawą historii rodziny Kossaków odbywają się w nim i przestrzeni parkowej różnorakie wydarzenia kulturalne np. Artystyczne Lato u Kossaków.

  39. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry Happy Kawa? Jakiś szatan chyba, bo jestem” cała z mgły i galarety „… ( czyje to, odpowiecie ?)

  40. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Zdaje się, że pospałem Pleasure

  41. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Po zakupach i śniadaniu niespodziewany gość, i dopiero teraz mogę się przywitać! Wstydzik

  42. makowka9 pisze:

    A ja pozdrawiam z Tyńca

  43. miral59 pisze:

    Wróciłam Happy-Grin Było cudnie, choć trochę mroźnie. Ale co tam, grunt, że się przewietrzyliśmy i z nowymi siłami możemy przystąpić do pracy Delighted
    Mogę też już zainstalować nowe pięterko. Będąc w domu jak nic mogę naglądać na Wyspę Pleasure

  44. miral59 pisze:

    Zapraszam na nowe pięterko Delighted
    Będziecie mieli trochę mniej wspinaczki po szczebelkach Happy-Grin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)