Jesień idzie
Raz staruszek, spacerując w lesie,
Ujrzał listek przywiędły i blady
I pomyślał: – Znowu idzie jesień,
Jesień idzie, nie ma na to rady!
I podreptał do chaty po dróżce,
I oznajmił, stanąwszy przed chatą,
Swojej żonie, tak samo staruszce:
– Jesień idzie, nie ma rady na to!
A staruszka zmartwiła się szczerze,
Zamachnęła rękami obiema:
– Musisz zacząć chodzić w pulowerze.
Jesień idzie, rady na to nie ma!
Może zrobić się chłodno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!
A był sierpień. Pogoda prześliczna.
Wszystko w złocie trwało i w zieleni,
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.
Ale cóż, oni żyli najdłużej.
Mieli swoje staruszkowie zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.
Andrzej Waligórski




Dawno nie było Waligórskiego na Wyspie, więc pomyślałam, że jeśli poprzednie pięterko już jest takie wysokie…
Nie mam wspomnień z wakacji, bo nigdzie nie wyjechałam. Wracam więc do mojego ulubionego satyryka.
Dziękuję za piękne pięterko.Siedzę właśnie pod brzozami,pod nogami mam pełno żółtych liści..jesień niestety choć słońce przygrzewa jeszcze letnio.Ja w tym roku wyjechałam tylko na tydzień, ale były to super wakacje.
Naprzeciw mojego balkonu stoi duży klon. Coraz więcej żółtych liści jest na nim. Dozorczyni ma już co sprzątać. Choć jeszcze są ciepłe dni, ale coraz chłodniejsze noce i coraz krótsze dni.
żeby przetrzymać noc w chatce musieliśmy napalić w kozie
Jesień idzie…
Tak właśnie dziś rano pomyślałam, patrząc na to, co za oknem. U mnie jeszcze zielono i pelargonie kwitną jak szalone, ale ten rok był wyjątkowo trudny. Chociaż w moim przypadku to chyba norma.
Wczoraj po kolacji zbieraliśmy się z psem do wyjścia, a za drzwiami… ciemna noc. O ósmej! I wszędzie dynie na straganach… A ja tyle rzeczy zawaliłam. Tylu nie zrobiłam, co to je miałam zrobić w tym roku… I nawet nie wiem, kiedy wakacje minęły, bo walczyliśmy od maja o szkoły dla chłopców…
Jakoś smętnie mi.
Jo, uśmiechnij się!
Ciepła jesień to piękna pora!
Jo. Nie myśl czego nie zrobiłaś. Pomyśl o tym co zrobiłaś, a z tego co czytam stale robisz bardzo dużo.Ja niestety myślę czego nie zrobiłam w życiu albo co zrobiłam źle.
Za dużo myślimy?
Chyba tak.
Dzień dobry 🙂
Dzięki Lordzie W za wstawienie tej piosenki. Myślałam to zrobić na początku pięterka, ale miałam przeszkody 🙁
Dzień dobry, jestem z powrotem, aczkolwiek nie żeby tak od razu freibaron. Mimo niedzieli parę tematów mam do ogarnięcia, więc pewnie chwilę mi to zajmie – ale przynajmniej teraz w jednym miejscu, przy komputerze.
Ja też wróciłam i zostanę już do wieczora.
O, fajnie
A ja nie wróciłam (do laptopa),ale zaglądam z komórki i piszę z błędami jak np do Jo.jest niepotrzebne „i”,ale nie wiem jak mogę zmienić coś co napisałam i dałam publikuj?I z „ogonkami”mam problem.Czyli „jaja od baby w komórce „.
Ojej. Ogólnie można edytować swoje komentarze, ale trzeba w tym celu być zalogowanym/aną; nie wiem, czy na komórce jesteś zalogowana. Wtedy obok daty i godziny wpisania komentarza wyświetla się w nawiasach link (Edytuj). Po jego kliknięciu można poprawić komentarz albo coś dopisać.
Poza tym jest to szalenie niewygodne, u mnie na ekranie komórki wszystkie okna do pisania komentarza (z tekstem, z miejscem na wpisanie adresu e-maila, nicka, strony www) są tak ściupione, że na siebie zachodzą.
U mnie też. Mam stara komórkę z małymi literkami.Co chwile ekran się wygasza..dlatego tak się męczę i robie błędy
Aby móc edytować komentarze, trzeba się zalogować. Aby się zalogować, trzeba się zarejestrować. Aby się zarejestrować. trzeba – na początek – wyrazić taką wolę 😉
Och. Do głowy mi nie przyszło!
I wszystko jasne
A jeśli wyrazę swoją wolę to…?
To dostaniesz link do rejestracji 🙂 I będziesz mogła sama dokładać pięterka…
Jakie to proste wydawałoby się.
Teraz chodzi mi o to, abym mogła poprawić błąd, który zauważę już po „dodaj komentarz” albo np wstawić ogonek do „a” lub „e” albo kropkę nad „z” gdy już będę przy laptopie.Z komórki mam z tym problemy. Oczywiście najprościej byłoby powstrzymać gadulstwo gdy jestem poza domem, ale z drugiej strony właśnie wtedy mam często czas. Np gdy jestem w chatce, czekam w kolejce do lekarza albo jestem w autobusie, busie, tramwaju.
Pięterko to już zupełnie inna „szkoła jazdy”.Mało biegła jestem w te „komputerowe klocki”.
Uprawnienia do stawiania pięterek to prawo, nie obowiązek
a razem z nimi idą uprawnienia do poprawiania sobie ogonków.
Jeśli zechcecie, a ja podołam technicznie…
Oczywiście, służę wszelką pomocą techniczną – taka tutejsza tradycja…
Skoro pomoc techniczną mam zapewnioną bardzo poproszę o te no…uprawnienia. Czyli innymi słowy „wyrażam swoją wolę”, aby je posiadać.Coś jeszcze mam zrobić, aby móc „poprawiać ogonki”?
No i koniec niedzieli. Jutro ciąg dalszy.
Ale że ciąg dalszy niedzieli?!?
Oby nie.
Och
Też nie przepadam za niedzielą
Dobranoc.
Spokojnej!
To i ja się pożegnam, dobranoc.
Spokojnej!
Grają w tenisa:-)
Znowu?
O, nie. Dzisiaj już nie…
5 minut proponuję:-)
Grr. Może za chwilę, bo najpierw dobranocka.
A jutro i tak wstaję, skoro świt, bo jeszcze coś do załatwienia, a potem – po załatwieniu – praca, praca, praca…
Wiem, wiem. 1 set i do spania,
Dobranocka.
Sam nie wiem, skąd mi się takie dziwne rzeczy biorą. Piosenka z filmu „Willy Wonka i fabryka czekolady”, ale tego z Gene’em Wilderem, z 1971. „Czysta wyobraźnia”. Tyle że instrumentalna i w wykonaniu funkowej kapeli, z jednym panem na leżąco.
Snów też na leżąco!
A teraz ten tam jeden set.
BTW najkrótsze podsumowanie wczorajszego finału pań: gem, foch i mecz!
Gem, foch, płacz.
Och. Też ładne, tego nie widziałem.
Obie wczoraj płakały przy końcowej ceremonii. No nic zamykam kompa, trochę pooglądam i kończę niedzielę w łóżku. Dobranoc.
Pierwszy gem II seta też był niezły, już już się zapowiadało przełamanie, ale nie.
No nic, jeżeli Djokoviciowi się forma nie załamie w którymś momencie, to raczej serbsko widzę ten finał.
Dobranoc.
No i się nie załamała. Bez straty seta Djoković.
Cześć. Jak wczoraj napisałem, po pierwszym secie poszedłem spać. Chyba dobrze zrobiłem..
Ja zobaczyłem jeszcze 2 pierwsze gemy z II seta i też lulu. Bo dzisiaj wstałem sporo wcześniej niż zwykle.
Idę spać, więc zapalam lampkę, a państwo sobie jeszcze gwarzcie…

Ino po cichutku
Już po Dobranocce , lampka zapalona , a ja dopiero wróciłam do domu… To był miły i pracowity weekend.
To równie miłej, ale relaksującej nocy życzę!
Quackie dziękuję bardzo. Właśnie zaczął się nowy tydzień -już po północy.
Życzę więc , aby cały tydzień był dla Wszystkich miły.
Tetryk wstał jak już mgły opadły a teraz lampkę zapalił przed 23 i towarzystwo grzecznie poszło spać . Żaden Nocny Marek się nie ostał. Auuu!
Jest jeden, który przychodzi grubo po północy i nie ma z kim rozmawiać… Takie życie…
Dzień dobry

Miłego tygodnia życzę
Muszę się w końcu wziąć za robotę. Narobiłam trochę zdjęć u Margaret w ogródku. Naciska mnie coraz bardziej, bo chce mieć z tego album. Ciągle odkładam, ale chyba czas najwyższy…

Walgreens zrobi to za mnie. Powyżej 70 sztuk drukowanie zdjęć jest niemal za darmo… a wyjdzie mi przynajmniej z 200 

Czeka mnie przeglądanie wszystkiego (kilka setek zdjęć), wybieranie, obróbka i drukowanie… Najgorzej z tą obróbką, bo nie umiem
Przy okazji chciałam przejrzeć zdjęcia nowych gatunków ptaków (jeszcze ich nie mam w swojej „kolekcji”) i wybrać coś do swojego „ptasiego albumu”. Nie ma tego za dużo, ale z dziesięć gatunków się znajdzie. Ale to kolejnych parę setek do przejrzenia, wybrania, obróbki i drukowania. Całe szczęście sama nie drukuję
Wolę pstrykać, niż potem się nimi zajmować… ale takie życie
Dziś miałam dość tej domowej pracy i wybraliśmy się do „nowego parku”. To znaczy… dla nas nowy. I wcale nie tak daleko od naszego domu. Tak ok. pół godziny jazdy




Potem pojechaliśmy już prawidłowo (mąż dokładniej sprawdził mapę
). Za nami jechał jakiś samochód. Gdy wjeżdżaliśmy na parking, zniknął mi z oczu. Ja, jak ten kretyn, pojechałam zgodnie z przepisami. Ten za mną posunął pod prąd i zajął ostatnie wolne miejsce.
Powiedziałam mężowi, że jeśli ten wodospad jest taki sam jak jezioro, to nie mam zamiaru dygować od ulicy (widzieliśmy tam zaparkowane samochody), tym bardziej, że tyle luda poszło tam przed nami.
Tych kilka mil, ok. 10 minut jazdy…

Po drodze mało na serce nie zeszłam, gdy jakaś baba usiłowała wjechać mi w bok samochodu. Dobrze, że miałam gdzie odskoczyć, bo trzasnęłaby mnie jak nic. Jechałam prawym pasem (z trzech możliwych)…
To się działo w błyskawicznym tempie… ostrzegawczy krzyk męża siedzącego obok… widok samochodu zmieniającego pas prosto na mnie (a właściwie obok mnie)… szybki rzut oka na prawo i odbicie na pobocze… sama nie wiedziałam, czy mam hamować, czy przyśpieszać
O klaksonie zapomniałam
Dobrze, że chyba mnie zobaczyła i wróciła na środkowy pas (z połowy mojego). Dalej nie miałabym gdzie uciekać…
Nie wiem po groma się pchała na mnie, skoro na następnym skrzyżowaniu skręcała w lewo
Dodam jeszcze, że tam ograniczenie prędkości jest do 55mph (czyli 88km/godz)… no to wolno się nie jedzie… a przy takiej prędkości puknięcie w bok… no właśnie…
Sam park nas nieco rozczarował. Ludzi – tłumy. Na parkingach trudno o wolne miejsce. Znalazłam. Jezioro egzystujące na mapie w rzeczywistości zarosło kompletnie i tylko gdzieniegdzie kępy szuwarów mówiły, że kiedyś tu było i że nadal teren jest podmokły.
Nie chciało mi się leźć 9 mil (trochę ponad 14 km) do wodospadu. Postanowiliśmy pojechać tam samochodem (trochę naokoło). Najpierw zajechaliśmy pod teren zamknięty (mąż sprawdzał na mapie jak jechać). Do szlabanów się nie pchałam i zawróciłam wcześniej
Jeszcze raz sprawdziliśmy mapę (razem i dokładnie)
W oko mi wpadło Bullfrog Lake… „żaba-byk”? Po powrocie do domu znalazłam, że to żaba rycząca, albo żaba byk. „Swą nazwę zawdzięcza wydawanym przez nią odgłosom, podobnym do ryczenia byka.” No to musiałam zobaczyć jak to wygląda
Ludzi znacznie mniej, wolne miejsca na parkingu… ale też w zasadzie nic nadzwyczajnego… jeziorko jak trochę większy staw.
Mąż doszedł do jednego wniosku. Objechać wszystkie parki, jakie mamy w pobliżu… to nam życia nie starczy. Po drodze mijaliśmy ich kilka…
To tak w skrócie o naszej wycieczce
Dzień dobry. No cóż, to też jest jakieś doświadczenie…
Dzień dobry

Zawsze zdobywamy jakieś doświadczenie… nawet jak nie wiąże się to z żadnymi silnymi wrażeniami
Naukowcy powiadają, że wynik negatywny też jest ważnym wynikiem i posuwa pracę do przodu.
Co prawda naukowcem nie jestem, ale z taką teorią mogę się zgodzić
Jeżdżąc po różnych parkach, część już wyeliminowaliśmy z naszych „grafików”. Nie ma tam niczego ciekawego, a są zbyt „ludne”. A jak całe tłumy się przewalają, to i wszelakie ptaki wieję daleko i żadnego się nie uświadczy. To po co tam jechać? Szkoda czasu… 
Dzień dobry
Widzę, że najlepsze rozmowy odbywają się po dobranocce 
Dzień dobry, ja przelotem porannym.
Ciaooo…

Ja to za stara jestem na te wszystkie szkolne pobudki…
To co, Gienia?
Gienia z kawą jak najbardziej
O, to ja też poproszę kawusię jak zwykle.
Witajcie!
W nowy tydzień wszedłem nawet dość wyspany…
Więc chyba będzie udany…
Taaa ja też. Najpierw zasnąć nie mogłam, potem w nocy się budziłam i znów spać nie mogłam (nie wiem czemu? miałam przecież za sobą bardzo miły weekend; zakochana jakaś czy” cuś”, że spać nie może?)
Ale za to rano jak zasnęłam to spałam do 10! Tylko dnia trochę szkoda…
Jestem z powrotem, czyli teraz do pracy. Idealny timing, póki co.
Poniedziałkowe dzień dobry. Tydzień pełen wrażeń się szykuje. Tych dobrych i tych trudniejszych. I piękna pogoda za oknem. Ostatecznie da się żyć.
Pogoda piękna i jeszcze przynajmniej przez dwa tygodnie taka będzie. Jeszcze mamy lato…
Poniedziałkowe dzień dobry . Mnie szykuje się spokojny tydzień. Spokojny, bo bez pakowania.Okropnie nie lubię się pakować; miewam nieraz sny, że jestem już spóźniona a jeszcze nie spakowana.Bo w tamtym tygodniu stale się pakowałam, wyjeżdżałam , wracałam i znów wyjeżdżałam.
We wtorek z miasta A na wieś B -busem.W środę ze wsi B do miasta C autem i powrót na wieś B (pozdrawiałam Was z domu z ogrodem , basenem, 3 psami i 3 kotami).W czwartek powrót ze wsi B do miasta A busem, a w piątek wyjazd autem z A na wieś D (chatka w lesie). W sobotę z D do E (termy), po drodze F (kościółek drewniany) i powrót na wieś D. W niedzielę z D wróciłam do miasta A.
W tym tygodniu na odmianę imprezy towarzyskie. Dziś szykują się plotki i śpiewy przy gitarze.Pewnie lekko zakrapiane. W piątek -spotkanie ze studiów. A przed chwilą dostałam wiadomość, że kolega z Finlandii jest chwilowo w mieście A;szykuje się spotkanie z LO pewnie.
Te wrażenia 'trudniejsze” zazwyczaj pojawiają się niespodziewanie i lepiej aby ich nie było…
Czyli masz bogate życie towarzyskie i się dużo ruszasz. Przynajmniej nie zardzewiejesz.
Staram się, bo jak się nic nie dzieje wpadam w depresyjny smuteczek. Teraz montujemy na szybko ekipę na spotkanie z kolegą z Finlandii, bo właśnie się odezwał , że będzie przez tydzień w Polsce.Jak ja kocham moją klasę z LO!
Dodatkowo w niedzielę przyjechała moja przyjaciółka z którą byłam w jednej klasie w SP i LO.Mieszka w Polsce, ale dzieli nas „trochę” kilometrów. A w piątek -spotkanie ze studiów . Taki tydzień!
.
Dobry wieczór, zgłaszam się po pracy, fajrant. I dzisiaj zdecydowanie przerwa, bo spędziłem dzień na łapaniu paru srok za ogon…
To już Ci mewy nie wystarczają???

Pora na dobranoc, bo już księżyc świeci
Masz rację, też na mnie pora.Dobranoc
Och. Spokojnej x 2. Z tym że ja też dzisiaj długo nie posiedzę w związku z porannym wstawaniem. Trzeba nieco odespać.
Dobranocka.
Dzisiaj przydługo, bo jazz to do siebie ma, że jak zacznie, to czasem nie może skończyć. Jarosław Śmietana (RIP) i jego wersja (w związku z kłopotami technicznymi) „I Want You”. Nieco żwawiej, niż planowałem, ale wciąż nadające się na dobranoc.
Snów o tym samym, co zwykle, ale w lepszej wersji.
Po tak intymnym wyznaniu (sam nie wiem – Quackiego czy Śmietany?) nie pozostaje nic innego, niż jak najszybsze zapalenie kojącej wszystko magicznej lampki… 😉

Już teraz?Ja dopiero na etapie szukania ostatniego autobusu do domu.EH!Wszystko po to,aby nie zardzewieć
Genia! Kefirek! Teraz ! Szybko! A rano -drugi! Ale super było!
Dzień dobry
Wyspani?
Chyba jednak niewyspani. Może Gienia obudzi Wyspiarzy…
No, do tego wózeczka prawie zawsze podejdę. I tak, poproszę kawusię jak zwykle, czarną i bez cukru.
Dzień dobry. Poproszę.
Dzień dobry. Umiarkowanie wyspany
Dzień dobry hm…w ogóle nie wyspany.Wcale, a wcale.Nie wiedzieć czemu taka jakaś padnięta jestem? Życie towarzyskie jak widać bywa męczące…)
A tu zaraz dentysta na przebudzenie!
Jeżeli ze znieczuleniem, to tak sobie na przebudzenie. Mnie się zdarzyło zdrzemnąć na fotelu podczas zabiegu (po znieczuleniu właśnie).
Z otwartą buzią? Chciałabym to widzieć
Ponoć chrapnąłem kilka razy… Zaprzyjaźniony doktor był nieco zaskoczony.
Wcale mu się nie dziwię
Witajcie! Mniej-więcej 😉
Półgębkiem i ukradkiem?
Dzień dobry!
Półgębkiem i trochę ciszej poproszę…)
Już
chodzę
na
paluszkach.
Kolejny kefirek podać? 🙂
aż tak źle nie jest.Siedzę juz u dentysty,a prosto od dentysty jadę na zaprzyjaźniona działkę.
Szalejesz!
Tak.Uciekam przed czarnymi myślami i strachem.
Dzień dobry. Zrobiłem dzisiaj już (z różnych powodów) 150km (samochodem), a teraz usiadłem za biurkiem i biuruję. Najchętniej to drzemnąłbym sobie gdzieś w kąciku.
Po zwykłych drogach, przy polskiej średniej prędkości, to wychodzi od 2 do 3 godzin. Po autostradzie może trochę krócej.
Współczuję i życzę przerwy na dojście do siebie.
No dobra. Nie rozczulajmy się tak (podeślij kurierem flaszkę czegoś dobrego i będę szczęśliwy)
Ps. Mogło być gorzej z tą jazdą samochodem.
Ps.2. Odstawiłem małżonkę do sanatorium i będę mógł robić co chcę. Na obiad.
Co za zaspane towarzystwo!!! Niedługo południa!
Budziłam się w nocy tyle razy, że dziwne, że w ogóle wstałam. Jestem wykończona.
Kot? Chłopaki? Roboty obwodnicowe? Bez powodu?
No właśnie wyjątkowo NIE kot.
Moi panowie, przy czym prymat należy do męża, który po nocy postanowił posprzątać kuchnię. Znaczy dla mnie po nocy, dla niego nie wiem. Ale tłukł się na dole i dwa razy mnie obudził, a potem to już normalka – jak się wybudzę, to koniec.
Trochę „poszkicowałam”. Przeniosłam weroneskie wspominki do kartki z wakacji ( http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pocztowka-z-wakacji.blogspot.com/ ) i robię, co mogę, żeby nie iść do garów. Bo mi się wyjątkowo dzisiaj nie chce…
Wierzę. Ja też nieraz mam takie dni, ale ja mogę sobie pozwolić na niegotowanie… A gdybyś zamówiła pizzę?
Jakąś pastę zrobię, jak wszyscy wrócą.
Niestety moje gary nazywają się Pomidory Które Kupiłam W Sobotę I Na Śmierć (ich, tych pomidorów) O Nich Zapomniałam.
Mam dzisiaj alkoholowe skojarzenia. Robisz z tych pomidorów przecier i serwujesz Krwawą Mary. Nota bene – nie pamiętam kiedy piłem tego drinka – chyba z 15 lat.
Mówią, że głodnemu chleb na myśli…
Widać, że żona wyjechała…
Ale dzieci zostały…
Udawaj, że ich nie widzisz.
A ja dziś nie muszę(gotować).
Na zaprzyjaźnionej działce dostanę sznycelki i ziemniaki z ogniska.
Ooo, fajnie masz… Też bym tak chciała…
Tak.Fajnie mam.Teraz leżaczek, herbatka i ciasteczko. Słońce świeci.
Od lipca nie pracuję i teraz z tego korzystam. Zanim może coś wymyślę nowego.
Dzień dobry Wyspiarze! Wróciłam – nie ma na to rady
Bardzo dobrze, że wróciłaś. Witamy Powróconą
Witaj!
Dzień dobry. Fajrant. I zaraz przerwa. Ale zanim – czy widzieliście, że Charles Bronson ma sobowtóra, też aktora? Tyle że na Węgrzech?
I raczej nikt się tu nie bawił grafiką komputerową!
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.imdb.com/name/nm8459909/?ref_=tt_cl_t1
No właśnie. Ja sobie pozwoliłem nawet na mocniejsze słowo.
Zapakowani. Zobiadowani. Zubraniowani na tumoroł.
Mam dość.
Dobranoc.
Ja też już się pożegnam.
Dobranoc
Spokojnej wszystkim spaćidącym.
No co Wy? Tak wcześnie? Ja przymulona i zakręcona równocześnie, ale jak to ze mną bywa teraz dopiero zaczynam „dochodzić do siebie” i OCZYWIŚCIE przestało mi się chcieć spać
Och, bo na Wyspie są skowronki (i Skowronek!) i sowy.
Sowy informuję, a skowronki dowiedzą się jutro -MOGĘ JUŻ POPRAWIAĆ OGONKI!
Ale kochani moi nie spodziewajcie się po mnie, że teraz zacznę hurtem poprawiać stare komentarze, bo przecież byłaby to „sztuka dla sztuki”, gdyż nikt nie czyta starych komentarzy.
Ale, ale jak napiszę coś z komórki (a nie zapomnę!) mogę potem w domu na laptopie poprawić.Korzystać to jedno, ale mieć możliwość to drugie.
Otóż mam możliwość i cieszę się z tego!
Jakby co to dobranoc. Wiem, wiem dopiero jest wczesny wieczór…:-)
Gratulujemy i cieszymy się razem z Tobą wespół w zespół!
Cieszę się, że się cieszycie. Jestem już teraz jak ten baca ze znanego kawału -„aparaturę mam!”
Dobranocka.
Jak się mnie uczepiły te inne wersje, to nie chcą puścić. Annie Lennox i piosenka grupy Procol Harum „Whiter Shade of Pale”. Bielszy odcień… jasności?
Spokojne, mimo że niby tradycyjny rock.
Snów nie za jasnych jednak.
Gdzie ty znajdujesz te stare perełki?;-)
No wiesz, człowiek tak się szlaja po sieci…
Zanurzmy się w te klasyczne odcienie pościeli…

Tetryku jak wywołałeś „klasyczne odcienie pościeli” przypomniała mi się piosenka śpiewana przez Maję i Andrzeja Sikorowskich:
„..On:
Ta dziewczyna była piękna jak zjawisko.
A dokoła mało światła, dużo wina.
Więc podszedłem do niej blisko, bardzo blisko…
Ona:
Jak na razie całkiem nieźle się zaczyna.
On:
Na początek przywitałem się niewiastą
i zagajam, że dziś moje imieniny,
i że mogę jej pokazać nocą miasto.
Ona:
Fakt. Na miasto nabierają się dziewczyny.
Razem:
I co, i co, i co, i co?
Co się jeszcze w tej historii wydarzyło?
Ile trunków się wypiło, jakie miejsca odwiedziło?
Czy w pościeli kolorowej się skończyło.
I nic, i nic, i nic, i nic.
Nic, kochani, więcej z nas nie wyciągniecie.
Dżentelmeni oraz damy, a o takich dziś śpiewamy,
o szczegółach nie powiedzą za nic w świecie… ”
takie skojarzenie…
I nic, i nic…
Dziękuję Tetryku!
Bardzo lubię tę piosenkę. Jak również inne śpiewane przez Maję i Andrzeja. Mam do nich szczególny sentyment. Podwójny.Kojarzą mi się z moim pierwszym wyjazdem do Ameryki. Miałam je nagrane do słuchania w samolocie a potem w czasie samotnych spacerów po St. Louis.Akurat te m.in.wtedy wybrałam, bo wiązały się z nimi miłe wspomnienia.Wysłuchałam więc teraz na dzień dobry…)
Dzień dobry
Ciepła nocka za nami, za ciepła jak na wrzesień. Źle się spało 
W ogóle się nie spało! Jak dobrze , że nie tylko mnie, bo już się zastanawiałam co się ze mną dzieje?!
I jak ja przetrwam dzisiejszy dzień? Gienia! Jakiś kop potężny poproszę!
Dziś będzie gorąco, nawet do 29C. Jak żyć?
A tu całkiem przyjemnie, kiedy niebo nie było ZA BARDZO zachmurzone.
Ziew.

Bry.
Gienia.
O, w samą porę. Poproszę o kawę bez cukru, z mleczkiem
To i ja poproszę kawusię. Może dzisiaj podwójną?
Słoneczne dzień dobry. Znaczy się malutkie zachmurzenie za oknem. Ale słońce się przebija.
Witajcie!
Słońce już się przebiło!
Słońce od samego rana świeci na całym bezchmurnym niebie
U nas błysnęło w okno dokładnie w chwili, kiedy przeczytałem powyższe komentarze
Dzień dobry. Kolejny dzień maratonu pracowego się zapowiada. A jeszcze przyszły wytyczne od klienta, według których trzeba będzie przerobić to, co do tej pory już mam.
Ktoś musi pracować „Ku chwale Ojczyzny”. Nie mogą wszyscy wypoczywać!
Tydzień byłem na Kaszubach i wystarczy. Na razie nawet weekend pracujący się kroi (wbrew moim zwykłym zasadom – 5 dni pracy/ 2 dni odpoczynku).
Czyli w tygodniu 5 dni odpoczynku a w weekend 2dni pracy???
Całkiem dobry układ
Pozwolę się nie zgodzić. Bo reszta „normalnych ludzi” pracuje w tygodniu, a w weekendy odpoczywa (zazwyczaj),a co to za wypoczywanie w samotności?
No i od nadmiaru wypoczynku może się w głowie przewrócić -to mówię ja (Jarząbek), która od lipca „póki co” wypoczywa , ha, ha!
No nie, to ja jednak jestem na ogół po stronie tych normalnych, te pracujące weekendy to wyjątek raczej niż reguła. Albo w weekendy robię tylko drobne fuchy (Boże broń, żeby mi w tym miesiącu jeszcze jakaś wpadła!)
A ja sobie właśnie zwaliłam na łeb pakiecik blach do pieczenia…
To ja zamawiam szarlotkę. Moja małolata jedzie do Warszawy jutro, to tam podskoczy. Dobrze zapakuj, aby w podróży powrotnej się nie rozleciało. Nie musisz posypywać cukrem pudrem bo się niefajnie zbryli w trakcie transportu
Ps. Inni wyspiarze mogą mieć inne preferencje – myślę, że się odezwą.

No tak. Jak już blachy same wyskoczyły, wypada ich użyć. Zoe, czy córka nie wraca aby przez Kraków?
No słuchaj. Możemy pogadać. Weźmie od Ciebie te nalewki albo jakieś inne precle (w końcu Krakusi znani są ze szczodrości) i może zostawić to co sobie zamówisz u Jo.
Słowo daję, że was szurnę…
Zrobiłam tartę dyniową.
Żebyśmy byli jeszcze bardziej szurnięci???
Dobra dobra.
Ja nie będę grymasić.Uwielbiam słodycze w każdej ilości (a d…rośnie).
Kochani Wyspiarze-słońce grzeje jak w lecie;właśnie pływałam w „wodach otwartych”.
Cudnie!
Jutro już nie będzie tak ciepło…
Wzrosną moje szanse na przeżycie.
Moje też.
Będę się powoli żegnać, bo jednak walnięcie w łeb nie działa na mnie korzystnie i chyba powinnam się położyć.
Pa Pa
Spokojnej (ale o cieście to Ty jednak pamiętaj, żeby zrobić).
A ja właśnie skończyłem i jednak muszę zrobić przerwę. Dość ambitnie to wygląda, ale jakby mi się udało w tym tygodniu skończyć to, co sobie zaplanowałem, w przyszłym i pozaprzyszłym zająć się czymś innym, co mam w planach, ale jest to zależne od osób trzecich, to potem mógłbym w pierwszym tygodniu października dokończyć ostatecznie to, co robię teraz, zmieścić się we wszystkich terminach i wyjść na prostą z całkiem już następnym zleceniem.
Dasz radę, życzę Ci tego…
Dzięki piękne.
No to ja też już powiem dobranoc i się odmeldowuję

Spokojnej! (w przelocie
)
Dlaczego tylko przelot miałby być spokojny?
To ja przelatywałem
Ale już doleciałem i wylądowałem na Wyspie.
Wyszukiwanie dobranocki w toku.
Dobranocka.
Zoe spytał, skąd się bierze takie perełki, otóż ja jak w piosence pana Maleńczuka – „I wreszcie wpada na pomysł niekiepski: w duecik złączy gwiazdy dwie”. To znaczy wymyślam sobie coś, co pamiętam i lubię, ale w wersji ostrej, a potem łączę z dobranockowymi klimatami.
I tak się znajduje na przykład „Rage Against the Machine” w dynamicznej, lecz dość grzecznej wersji jazzowej. Posłuchajcie i dęciaków, i marimby, a ci, co znają wersję oryginalną, niech rozkoszują się dodatkowo porównaniem z jazzowymi harmoniami. Uśmiałem się setnie.
Snów wesołych dla odmiany.
Jaka dobranocka?Ja dopiero czekam na pojazd do domu.Taki duży z kierowcą. Jest niesamowicie ciepła noc…
Ależ dobranocka jest taka uśredniona, skoro np. Jo i Bożenka już się pożegnały, a inni dopiero za chwilę, a jeszcze inni całkiem późno (nie wspominam już o Wyspiarzach z innych stref czasowych), to tak orientacyjnie można ją zamieścić teraz.
Lubię grzeczne wersje jazzowe! Pora więc na lampkę…

Grzeczne dobranoc…
Uśrednione i grzeczne dobranoc!
Nareszcie widzimy jak wygląda Makówka
Trochę faktycznie tak wyglądam. To jest portrecik namalowany pastelami na podstawie zdjęcia przez osobę, która mnie nigdy nie widziała w realu i zrobiła mi na Dzień Dziecka taki prezencik wysyłając mailem to zdjęcie.
Znajomość była tylko wirtualna, przypadkowa. Byłam przekonana , że to obróbka graficzna mojego zdjęcia.Potem się dowiedziałam, że to zostało namalowane akwarelkami.
W końcu doszło do spotkania „w realu” i wtedy ku mojej wielkiej radości dostałam do ręki kartkę papieru z „kolorową Makówką”.To było bardzo miłe spotkanie dwóch osób, które poznały się „w sieci”,a rozmawiały tak jakby się znały wieki.
Wiem coś o tym, z osobami poznanymi w sieci, naprawdę można się zaprzyjaźnić.
A ta Twoja znajoma jest bardzo zdolna, podziwiam
Zdolna faktycznie -maluje, projektuje ogrody.Potem dowiedziałam się, że żyje m.in. z tego, że sprzedaje swoje obrazy. Często na zamówienie np jako wystrój firmy. A ja dostałam w prezencie tylko dlatego, że zainteresowało ją moje zdjęcie z ogrodów Kapias. Nawiązała kontakt mailowy, bo pomyślała, że ja również (jak ona) zajmuję się projektowaniem ogrodów. A ja w tych ogrodach byłam tylko jako turystka!
Po rozmowie wirtualnej wyczuła we mnie pokrewną duszę (najpierw myślała, że również artystyczną).A tymczasem -nic bardziej błędnego, bo ja przecież po Uczelni Technicznej , ani nie śpiewam, ani nie maluję, ani zdolności manualnych żadnych.
Bożena! Wirtualne znajomości nieraz potrafią być bardzo miłe. Już tak miałam, że „wirtualne podtrzymywanie na duchu” dodawało mi siły do walki. Bo o północy nie zawsze można się wyżalać ze swojego strachu telefonując do realnych przyjaciół.Choć w ogóle bez przyjaciół nie wyobrażam sobie życia.Tych realnych PRAWDZIWYCH PRZYJACIÓŁ.Takich , którzy stanęli na wysokości zadania w momentach gdy byli potrzebni.
Co ja tak poważnie dzisiaj?
Miałam na myśli, że osoby poznane w sieci mogą być prawdziwymi przyjaciółmi, gdy się ich pozna osobiście. Telefon czy mail, to za mało na prawdziwą przyjaźń. Coś wiem na ten temat…
No i ja też tak poważnie dzisiaj…
„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Miałam zawsze trochę znajomych, tych bliższych i dalszych. Sytuacje krytyczne (choroba) weryfikuje.Moi PRZYJACIELE weryfikację przeszli tak, że nawet wcześniej nie przyszłoby mi do głowy.W pewnym sensie bardzo mnie to dowartościowało; czuję się dzięki temu mocniejsza. To temat rzeka …
Tak w Internecie też można poznać kogoś z kim można się zaprzyjaźnić już nie tylko wirtualnie.
Dzień dobry
Jak nie mrówki (różnych rozmiarów i gatunków), z którymi już chyba sobie poradziliśmy, bo ich nie widać, to mysz się nam przyplątała 

Włączyłam na najkrótsze (czyli na 2 godziny). Drzwi od piekarnika się zablokowały. Mąż patrzył z niedowierzaniem… zapytał, co będzie jak mysz nie ucieknie, a się upiecze? Tego nie chciałam. I zaczęłam mieć obawy. A jeśli on ma rację? Upiekę żywą mysz? 

Nie lubię zabijać… 
Nie miała jak zwiać. Wyniosłam na podwórko i wycięłam z tacki ogon. Z resztką tego białego uciekła pod składzik. 
I już od kilku lat nie miałam z nimi kłopotu. Nie właziły mi do domu… Nie wiem czemu ta wlazła? 
Mysia mama założyła sobie gniazdo w moim składziku. Wczesną wiosną widziałam takie maluchy pożywiające się ziarnem dla ptaków. 

Ależ mnie te zwierzaki lubią
Usłyszałam, że coś „skrabie się” w kuchence. Otworzyłam dolną szufladę, nic. Odsunęłam kuchenkę. Też nic. A za moment znowu ten znajomy dźwięk
Jestem wredna stara du… kobieta. Wpadłam na pomysł, że trzeba włączyć kuchenkę na samoczyszczenie
Te kilka minut, zanim piekarnik rozgrzał się na maksa, były bardzo denerwujące… wyskoczyła spod szuflady pod piekarnikiem jak z procy i niemal natychmiast znikła pod lodówką. Odetchnęłam z ulgą. Nie upiecze się żywcem
Mąż kupił jakąś trutkę, ale ja znalazłam takie specjalne lepkie tacki. Wolę złapać ją żywą. Wyniosę na podwórko i wypuszczę
Pamiętam kilka lat temu u Margaret złapała się taka w lepką tackę. Przykleiła się ogonem
Mnie takie drobne gryzonie nie przeszkadzają, byle nie próbowały zamieszkać w moim domu. Na podwórku, zimą, je dokarmiam
Chyba ze dwa lata temu, doczekałam się nawet mysiego potomstwa
To było miłe, a co najważniejsze, nie w moim domu
Może nietutejsza i nie wiedziała, że nie wolno do domu się pchać?
Z myszkami, nornicami itd też miałam parę przygód w chatce w lesie.
No to wiesz co to znaczy
We wiejskiej…eee… posiadłości mojego ojca mieszkały myszy. Były głównym powodem naszej niechęci korzystania z wakacji pod gruszą. Jak ja z moimi chłopakami, siedząc całe upalne lato w mieście, odmawiałam wyjazdu na tydzień na wieś, to sobie wyobraźcie…
Oczywiście myszy były jednym z powodów, chociaż śmierdziało nimi strasznie, a jak zrywali podłogę do remontu, to odkryli… nawet wam nie napiszę co. Drugim powodem był brak rozrywek, w postaci akcesoriów, co to się je zawsze ma na letnisku. Ale akcesoria musiałabym kupić, zawieźć, zamontować i po wakacjach zostawić w prezencie, to mi się od razu odechciewało.
Pamiętam z dzieciństwa, że w naszym domu (chociaż to miasto) też były myszy. Mnożyły się niesamowicie i wszędzie było ich pełno. Ojciec, który kotów nie znosił, nawet słyszeć o żadnym nie chciał.
Jednym susem, bez pomocy krzesła, czy czegokolwiek, wskoczyła na stół. Do końca życia tego nie zapomnę…
Dobrze, że stół był robiony na zamówienie… dębowy, przedwojenny… i solidny. Nawet nie drgnął, gdy 100 kilo żywej wagi na niego wskoczyło
Z buta wyskoczyła przerażona myszka…
Potem zobaczyliśmy, że samica gupika ma rozorany bok…
Mogła niemal godzinami się wpatrywać w pływające rybki…
Pomógł przypadek, o którym już nieraz tutaj pisałam.
Mama, która bała się myszy jak zarazy, któregoś poranka wkładała buty, bo miała iść do pracy. Coś jej się zaruszało pod nogą. Wrzask, którego narobiła słychać było chyba na całej ulicy
Rodzice pozwolili nam zatrzymać kociaka, którego trochę wcześniej przynieśliśmy niby na przechowanie dla koleżanki. Kotka, zanim dorosła, bardzo szybko zrobiła z myszami porządek. Gdy rano budziłyśmy się z siostrą, na poduszkach leżały zagryzione myszki. Po kilka sztuk. Była to danina kotki za opiekę i dom. Nie można było jej od tego odzwyczaić, a nie jest przyjemnie budzić się rano w takim towarzystwie…
Skończyło się to dopiero, gdy wyłapała niemal wszystkie… ale zaczęła się dobierać do naszego akwarium. Najpierw zaczęły znikać nam rybki. Nie wiedzieliśmy dlaczego…
No i w końcu przyłapaliśmy naszą kotkę, jak siedziała w rogu akwarium i czatowała na ryby. Gdy jedna podpłynęła za blisko, kotka tylko machnęła łapą i już rybka leżała na dywanie
Przykryliśmy akwarium szybą… a i tak był to najlepszy telewizor dla kota, jaki można sobie tylko wymarzyć
Miłego dnia Wyspiarzom życzę

To już prawie weekend
Dzień dobry. Dzisiaj od szóstej wyjątkowo jestem w pracy. Jakaś masakra…
Dzień dobry
Dobudzić się nie mogłam, idziepewnie zmiana pogody.
Witajcie!
Dziś musiałem wziąć auto, zatem wystartować wcześniej do wyścigu o miejsce parkingowe. :Ziew:
Dzień słońcem się zaczyna,znowu lato?
Kawę proszę i… dobrego 13-tego wszystkim
Gienia się spóźniła, bo zaspała…
Zaspała.
Dzięki.
Gienia zaspała a sowa Makówka znów nie mogła spać. I tak leżała, leżała i „się denerwowała” , że jest niewyspana, zmęczona i „chce jej się spać”, a (tu padają przekleństwa) SPAĆ NIE MOŻE!. Ileż można tak leżeć i przeklinać? Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co chodzi?
A przecież dziś spotkanie z MOJĄ KOCHANĄ KLASĄ Z LO , a tu Makówka z podkrążonymi oczami i zasypiająca „na stojąco”!
Zanim zaśniesz na stojąco, lepiej się profilaktycznie wcześniej połóż… 😉
Wiem, że już nie zasnę DZIŚ , bo nie wcześniej jak po północy, znam swój organizm od…hm …(mniejsza o to ilu) lat.
A spotkanie ma być w knajpie. Ale, ale tam są również kanapy.
Albo ?-kolana któregoś z kolegów?
I nic Ci nie pomaga?
Nigdy nie sypiałam dobrze.Jestem na podwójnych prochach choć to nie takie typowe tabletki nasenne, lecz przeciw depresyjne i uspokajające (Trittico, Pramolan) Natomiast nad ranem spało mi się zawsze najlepiej i potrafiłam się budzić o 9.30, nawet 10, a teraz (nadmiar emocji ?) nawet rano nie mogę.Żebym potrafiła zasnąć np o 24 to byłoby super -dłuższy dzień jest wtedy, ale…
Jo. kiedyś pisałaś, że u Ciebie też różnie bywa z sypianiem, tak? To rozumiesz na czym to polega?
Bardzo rozumiem. Zwłaszcza, że antydepresanty i inne takie też przerabiałam. Mało co działało, a ja działało, to byłam non stop przymulona, mając dwóch autystów pod stałą opieką. Więc w którymś momencie wywaliłam to wszystko, bo wolałam być niewyspana, niż nieprzytomna.
Teraz mam sposób, ale cholernie drogi, więc jak mi się fundusze kończą, to do następnych znowu słabo śpię. Ech… Najlepiej być i bogatym, i zdrowym, ale to rzadkość…
Dzisiaj bardzo szybka kawka będzie, a poza tym taka jak zwykle. Dziękuję.
Dzień dobry. A ja nie zaspałem, ale dostałem jeszcze parę zadań z gatunku niecierpiących zwłoki, więc zaledwie się przywitam, podskoczę do Gieni i zmykam
Ej, no ale znowu zwłoki??? Dawno zwłok nie było???
Rysio łomem zdzielił Fredzia.
Gdzie są zwłoki, nikt nie wiedział –
bo Ryś, jak coś robić pocznie
kończy całą rzecz bezzwłocznie…
(A. Marianowicz – „Poematołki”)
Bardzo inspirujące.
Świetny wierszyk
A tu rozpadało się solidnie… nareszcie
A u mnie jeszcze lato.Kolejny raz „ostatni raz”pływałam w „wodach otwartych”.Ale dziś było wesoło!
Dobry wieczór, to ja, właśnie skończyłem. Trochę odpływam, mam nadzieję, że przerwa pomoże, chociaż chwilowa.
Otwarłem piwo. Tak ciągle coś wrzucam o alkoholu, a właściwie to nie piłem nic od 10 dni. Ale, że dzisiaj jest czwartek to czujemy już nadchodzący weekend. Czwartek jest dzisiaj??? Jak ten czas leci..
Jesteś strasznie niekonsekwentny. DOPIERO TERAZ??? To piwo???
Brak konsekwencji to moja główna zaleta! Zaraz po lenistwie
Świadomość własnych zalet jest strasznie ważna dla utrzymania równowagi psychicznej…
A wad Tetryku tez?
Też, ale znacznie mniej
Nieświadomość własnych wad jest jeszcze ważniejsza do utrzymania psychiki w równowadze.
Jak RÓWNOWAGA to równowaga.Najlepiej byłoby mieć poczucie własnej wartości ze świadomością swoich wad. Ba!
Jak szukałam pracy najtrudniejszym dla mnie pytaniem było zawsze
” proszę wymienić swoje wady i zalety” -a bywały takie głupie pytania.
Wady to nie miałabym problemu, ale znów nie należało się tym „chwalić”. Zalety ? -miałam z tym duży problem zanim się nie nauczyłam jak na takie pytania odpowiadać. To był bardzo trudny okres w moim życiu kiedy z powodu choroby nie mogłam pracować w zawodzie i szukałam rozpaczliwie „coś innego”. Z perspektywy czasu teraz uważam, że było to bardzo przydatne życiowo doświadczenie.
No cóż… kiedyś nasza psiapsiółka, która jest tak samo Rakiem jak mój mąż, powiedziała, że ten znak zodiaku ma tak mało wad, że powinien je pielęgnować

Bez zbędnych papierzydeł, które nadają się tylko do kosza. A zawsze mąż i syn mi je dokładali, bo nie wiedzieli biedaczki co z tym zrobić… wiadomo, mama zadecyduje 
Koniec z bałaganem na biurku!!! Wszystko posegregowane i poskładane 

Do kompletu dodam, że to co dla jednych jest zaletą, dla innych może być wadą. Wszystko zależy od punktu widzenia.
Nie czuję się pedantką, ale bałagan w każdej postaci mnie razi. Jestem przeszczęśliwa, że przeniosłam swoje biurko na piętro, bo teraz nikt mi niczego nie dokłada i mam na nim tak jak lubię
Syn się wyprowadził, a mężowi się nie chce leźć na górę. Tak więc sam decyduje i wyrzuca. Rachunki kładzie mi na schodach, żebym zabrała, jak będę szła na górę
To w sumie zaleta, czy wada? Dla osób lubiących porządek, to zaleta, ale dla bałaganiarzy, to wada i taka osoba może być dla nich za bardzo upierdliwa
Miral! (Odpowiadam Miral, ale nie widzę tam „odpowiedz,jeszcze nie połapałam się jak działa „Wasze drzewko”)
Gdy brałam zasiłek dla bezrobotnych warunkiem , aby go pobierać był udział w szkoleniu „jak szukać pracy?”. Najpierw uznałam to za idiotyczną stratę czasu, a potem przekonałam się jak bardzo było pożyteczne. Tam właśnie nauczono mnie jak na pytanie o wady odpowiadać tak, aby „wypaść jak najlepiej”np „jestem gadułą, ale dzięki temu łatwo nawiązuję kontakt z ludźmi”. Oczywiście nie w każdej pracy jest to zaletą, ale gdy pracowałam z niepełnosprawnymi studentami np niewidomymi to było zaletą.
W kwestii pedantów następnym razem „się wypowiem”
Czyli to, co napisałam, Makóweczko


W zależności z kim się rozmawia, takie „wady” się podaje. Chociaż w sumie, pytanie uważam za głupie. Bo na ten przykład, jeśli moją wadą jest mijanie się z prawdą, to mając w tym wprawę, mogę nałgać ile dusza zapragnie.
Korekta prawdomówności i tak będzie podczas pracy. Więc po groma to pytać?
Cholera, znaczy mamy więcej wspólnego, niż mi się wydawało
Też bym se, ale jakbym, tobym chyba padł.
No dobra. Trzeba wywietrzyć piwo. Idę z psem na spacer.
I słusznie, piwo dobrze jest odparować…
Pies też dostał (piwo)?
nie
Ja to sobie chyba spać pójdę…

Spokojnej, znaczy?
Oby.
(powiedział głos spod kołdry)
(znaczy KORDŁY)
Nie wnikam, spod czego.
Idę w Twoje ślady. Dobranoc
Spokojnej tu również.
Dobranocka.
Dzisiaj nie cover, oryginał. Ale za to zamierzchły. Ale za to żwawy.
XVI, najdalej XVII wiek i Johannes Hieronymus Kapsberger (prawda, że ta zbitka spółgłoskowa w nazwisku nieco irytująca?). „Canario Chitarrone”, czyli kawałek na gitarę barokową. Instrumentalny.
Snów takich niespodziewanie przyjemnych, jak ten utwór.
Podobno codziennie należy przeczytać dobry wiersz, obejrzeć piękny obraz, posłuchać lekkiej piosenki lub porozmawiać serdecznie z przyjacielem.
Może ten listopad w tym roku nie przyjdzie?
To by było zaiste pięknie, niestety, nie zawsze się udaje.
Osobiście trzymam się raczej innej zasady – nulla dies sine linea.
Nulla dies sine cogito! Jak się zagadnienie dostatecznie przemyśli, linijki płyną same…
Zrobiło mi się bardzo przyjemnie i mądrze. Tak, to prawda.
W dobie Internetu dość łatwo zrobić to wszystko nie wychodząc z domu-wiersz, obraz, muzyka i rozmowa. W zasadzie wystarczy zajrzeć na Wyspę.
Może będzie lato, lato, lato , potem trochę ładnej , lekko mroźnej zimy ze śniegiem (chodzi o narty!), a potem znów kwitnąca wiosna szybko przechodząca w lato. Między latem a zimą trochę babiego lata z kolorowymi liśćmi. Nie mogło by tak być?
Cóż, po tak szacownej gitarze pora już chyba na lampkę?

Uhmu…
Wyjątkowo się zgodzę -nieprzespana noc + hm… % na spotkaniu = padam na pysk.
Ja też zaczynam dziobać klawiaturę, a najbliższe dni jeszcze równie intensywne…
No to dobranoc.
Dobranoc .Już po północy, więc może jednak?
Dzień dobry, witam również wszystkie Sowy
Witaj, Bożenko



Sama nie wiem, czy do tych sów się zaliczam…
Ale już grzecznie idę spać, bo u mnie po 23, czyli dość późno
Miłego dnia życzę
Ty masz inny przelicznik, więc sama oceń
Dzień dobry
W dzień w granicach 30C, ale noce niecałe 20C. Można otworzyć okna, tak jak lubię 
U mnie nadal lato, chociaż noce są już chłodniejsze
Witajcie, Sowy i Przyjaciele!
Niby dopiero początek dnia, a mnie nadal spać się chce. Efekt osowienia?
Kawa by się przydała…
Yes.
Lało w nocy. Spać nie mogłam.
Ty też? Znowu spać nie mogłam, ale przecież nic nie lało.
U mnie była burza. Obudziłam się i zanim zasnęłam pomyślałam nierozważnie „Gdzie ta łajza jest?”. Znaczy mój arystokratyczny kot. No i nie spałam do rana. A rano jakiś wychowywany bezstresowo nieletni sąsiad pysk wydarł mi pod oknem, więc mało przyjemny mam poranek.
Sowy i Przyjaciele? Tzn Sowy nie zaliczają się do Przyjaciół?
Taaa to może to jest wytłumaczenie, że Makówka całe życie Sowa nagle teraz „skowronkowieje” nad ranem?
„I” nie jest spójnikiem wykluczającym…
Ależ oczywiście, że nie jest. Próbowałam podejść do tego „na zbiorach” jak uczono jeszcze w SP. Zabrakło mi „zbioru Skowronków”. Wszyscy Wyspiarze to Przyjaciele (może o różnym stopniu nasilenia przyjaźni), a w tym zbiorze są Sowy i Skowronki.
Wiem , że się czepiam, ale M9 niewyspane=M9 upierdliwe, niestety!(chyba dlatego, że znalazłam się w części wspólnej zbiorów Sów i Skowronków ostatnio).
Nie chcesz chyba powiedzieć, że odżegnujesz się od zbioru „Przyjaciele”?
Nigdy!Cała Wyspa to zbiór Przyjaciele,a w nim są różne podzbiory..np Sowy i Skowronki i pewnie jakieś inne też. Niektóre się zazębiają …
Dzień dobry prawie weekendowo.
Ale deszczowo.
Dzień dobry. Wielka Stopa niestety wróciła, więc będę musiał znaleźć lekarza jakoś na dniach. Poza tym chyba do przodu, jakkolwiek intensywnie?
Wielka Stopa? Wyspiarze pewnie wiedzą co masz na myśli? Możesz wyjaśnić M9 ,no chyba , że nie chcesz, zrozumiem…
Nie, dlaczego. Nawet kiedyś miałem o tym wpis (i o nartach)…
http://madagaskar08.pl/blog/2016/12/12/z-wielka-stopa-na-pol-gwizdl/
Quackie!Przeczytałam z przyjemnością . Ubawiłam się OCZYWIŚCIE.
I taka mnie naszła refleksja, że nie tylko ja dla nart potrafię postępować wbrew swemu organizmowi.Dla pływania -również.Dla spotkania towarzyskiego -tym bardziej!
Nie umiem tego tak barwnie i zabawnie opisać jak Ty, ale ja również przekonuję stale różne części mego ciała, że nie będą mną rządziły. Ze skutkiem wielokrotnie mizernym, ale…Moje stawy stale mi tłumaczą, że mogłabym sobie już darować pływanie w „wodach otwartych”. Jak kucnę kolana odmawiają posłuszeństwa , ale i tak wczoraj pływałam w wodzie dość hm chłodnej.
Na nartach daję radę jeździć, ale (ostatnio) jak się wywrócę samodzielnie się nie podniosę (kolanka „nie trzymają”). Więc leżę na śniegu i czekam aż ktoś podjedzie „coś się stało?””pomóc?” -„nic, ale pomóc wstać!”
No ale już jako nastolatka wsiadałam na żaglówkę lub do kajaku z kolankami posmarowanymi maścią ze żmijii…
Nieśmiało zapytam -jaka jest przyczyna WS?
Otóż to jest taka historia, że przez 2 lata reumatolog (prywatny!) twierdził, że to podagra, więc brałem coraz silniejsze leki na podagrę, mimo że WS wydawała się atakować (i ustępować) jakby bez związku z tymi lekami. W końcu zrobiłem RTG i poszedłem do ortopedy, który spojrzał na zdjęcie i po minucie powiedział, że to hallux rigidus (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Hallux_rigidus), po trzech dał mi zastrzyk, który w ciągu pół dnia zlikwidował WS, a po tygodniu czy dwóch – serię innych zastrzyków, po których miałem spokój przez półtora roku. Teraz muszę powtórzyć tę serię (3 zastrzyki, 3-6 tygodni).
Uuu… współczuję bardzo.
W sumie w dość nieodpowiednim momencie. Dobrze, że mam prochy, które pozwolą mi to opanować – mam nadzieję, że do wizyty u lekarza.
A ta wizyta prędko?
Właśnie patrzyłem. Poniedziałek albo wtorek?
Jak na specjalistę, to prędko…
Bo prywatnie
raz na rok-półtora, więc do zniesienia.
Uważam, że to skandal. Człowiek całe życie opłaca ubezpieczenie, a jak potrzebuje pomocy, musi leczyć się prywatnie.
Podobnie jest z moją siostrą, która jest zmuszona korzystać z lekarza prywatnie. Gdyby tego nie zrobiła, prawdopodobnie już by wąchała kwiatki od spodu.
Przerabiamy non stop. Na przykład jak trzeba na cito uzupełnić dokumentację dla któregoś orzecznika a najbliższy termin w przychodni jest za 18 miesięcy.
Bożenko, a opodatkowanie emerytury, która przecież już raz była opodatkowana?
Ja wiem, że utrzymanie państwa kosztuje, ale jak widzę na co idą pieniądze z podatków, to marzy mi się sprawny kałasznikow.
Też bym pewnie wąchała, gdybym się nie uparła, że chcę JESZCZE żyć. I na dodatek (taki kaprys!) nie jako roślina, ale z tego życia jakoś korzystać.Kosztowało to dużo wysiłku, ale i pieniędzy, choć właściwe leczenie to już na NFZ.
Na jak długo ? -dowiem się w przyszły czwartek ( auuuu!)
Wiele niesprawiedliwości obserwujemy, a ludzie narzekają na „czasy komuny”…
Nie było lepiej tylko zamiast pieniędzy bardziej liczyły się „znajomości”.
A teraz się nie liczą?
Wim tylko, że jak miałam skierowanie do szpitala, to zostałam przyjęta natychmiast. Do specjalisty szłam bez wcześniejszego zapisywania się… bez znajomości.
BB dostał skierowanie do kliniki kardiologii. Na cito!
Właśnie Piter wrócił z Anina. Ponieważ skierowanie jest na już, to już w ciągu trzech miesięcy powinien zobaczyć się z lekarzem.
Znaczy, że aby dostać się faktycznie na cito! trzeba stracić przytomność na ulicy i zostać zabranym karetką na SOR.
No to tak w skrócie.
Lepszy jest autobus MPK -wtedy karetka przyjeżdża natychmiast , bo autobus wypada z kursu , gdyż musi czekać na przyjazd Pogotowia. Wypróbowane. W samolocie gdy zemdlałam jednak lecieliśmy dalej. Za to ja za friko -I klasą!
Ale rozumiem, że na razie wszystko pod kontrolą (w sensie stanu BB)?
Nie do końca. Kardiolog (ten łódzki jeszcze, ku mojemu zdziwieniu) obejrzał wyniki holtera i zaordynował leki na noc. Bo się dziecku za bardzo spowalnia rytm serca w nocy.
Polecieliśmy do mojego kardiologa w Warszawie i on wystawił to skierowanie do kliniki. No i czekamy. Pewnie pójdzie na oddział, ale przynajmniej w tym samym mieście.
Nie podoba mi się to cholernie. Znaczy nie, że do Anina, tylko że w ogóle jest problem. Bo przecież po operacji nie miało być żadnych problemów…
No, może to, wiesz, trochę dmuchanie na zimne. Czy też te różnice rytmu są rzeczywiście bardzo znaczące?
To może trochę tak, jak znajomi, u których syna w niemowlęctwie wykryto neuroblastomę (wyleczono, teraz młody człowiek ma już naście lat i jest mojego wzrostu, chociaż na szczęście nie tuszy), więc teraz raz na rok do kontroli i z każdą najmniejszą nieprawidłowością latają na onkologię, czemu oczywiście trudno się dziwić, jednak dotychczas wszystkie alarmy okazały się fałszywe.
Jo będzie dobrze,musi!
Chwila przerwy, muszę jeszcze zaraz nakarmić Juniorów.
Kochani Wyspiarze!
Widzieliście kiedyś różową makowkę?Ja też nigdy nie widziałam.Hm…sama jestem ciekawa.Ale bodaj nie będzie widać podkrazonych z niewyspania oczu
Jakieś, eee, zdjęcie?
Pisałam od fryzjera sama bardzo zaskoczona własną decyzją i nie znająca efektu. Bywałam rudy jeż (włosy na 1 cm), ostatnio blondi, ale różu nie przerabiałam.
Zdjęcie ? hm nie umiem dodawać zdjęć, choć (chyba?) „aparaturę ” jak ten baca z kawału -mam skoro dostałam te tzw „uprawnienia”.
Ale teraz wpadłam do domu i zaraz muszę pędzić na spotkanie byłych studentów tzn tych co znają mnie jako szatynkę.
Okej, to przy okazji. Jak już są uprawnienia, to i instrukcja się znajdzie…
Uhmu wymruczała M9 . Chyba Tetryk obiecał wsparcie techniczne?
Peroponuję tak:
Żeby najpierw wgrać zdjęcie na Wyspę, żeby tu było i nie przepadło na obcym serwerze to tak:
1. Z czarnego paska u góry wybrać z menu „Madagaskar08” – Kokpit.
2. Z kolumny po lewej wybrać „Media” – Dodaj nowe (i dalej za instrukcją, która się pokaże)
3. Z tejże kolumny po lewej wybrać pozycję „Biblioteka”. Pojawią się wgrane zdjęcia. Kliknąć zdjęcie pożądane. Pojawi się strona „Edytuj medium” (dla danego zdjęcia)
4. Skopiować adres z okienka „URL pliku”.
5. Zajrzeć na Tablicę Ogłoszeń – http://madagaskar08.pl/advert/ i zapoznać się z instrukcją „Osadzanie obrazków”, wykorzystując adres z punktu 4.
6. Parametr „width” zależy od miejsca na „schodkach” komentarzy, w którym się wkleja obrazek – od „540” co schodek należy odjąć 40.
[7. Potrenować sobie, nie przejmując się skutkami, to wszystko można usunąć, jak będzie nie takie.]
A teraz już naprawdę dobranoc.
Dzięki, dzięki. Popróbuję jak będę miała dłuższą chwilkę przy laptopie.
Bo teraz „się waham” jak ten baca po weselu ze znanego kawału -jechać? nie jechać? -do chatki w lesie. Iść do kina? Spotkać się z kolegą, który „wyraził taką chęć”?
Ale Q…jesteś bardzo miły, że mnie tak zachęcasz.
A ja zaraz codzienną kawkę nr 2, popołudniową, i dalej do pracy!
Dzień dobry
To znaczy tej zawodowej, bo znowu mam „napięty grafik” 
). Zawsze tysiące rzeczy do załatwienia i zrobienia 


Dobry, bo wolny od pracy
I tak się zastanawiam… czy ja nie mogę na wolnym się trochę „pobyczyć” (jakoś forma żeńska tego stwierdzenia nie przypadła mi do gustu
Ale dość narzekania! Mankiety do góry i do roboty!
Miłego dnia Wam życzę
Quackie sugeruje synonim „obzieleniać się”…
To by nawet kolorystycznie pasowało, bo momentami robię się zielona ze złości


Szczególnie jak mi nie wychodzi to zaplanowane…
… a przynajmniej nie tak jak bym chciała
A to z domu, chyba bardziej gdzieś z Wielkopolski niż z Żywca…
Uprzejmie donoszę, że wkrótce opuszczam Wyspę i Kraków i udaję się na Kartoflisko
Wracam w niedzielę. Bawcie się dobrze!
Przyjemności!
Dużo miłych wrażeń życzę
Zresetowania.
A ja idę jeść placki kartoflane! Mój mąż robi GENIALNE placki kartoflane…
To macie własne Kartoflisko dzisiaj. Mój Papo również robi niezłe, własnoręcznie ucierając ziemniaczki, czasem dla delikatności z dodatkiem cukini.
oj ja to w ogóle ziemniaczki w każdej postaci
Jutro mamy gościa na obiedzie, który tak jak Ty, Jo, uwielbia ziemniaki. W każdej postaci i ilości
Jeszcze nie wiemy na co będzie miał ochotę. Małżonek, nie gość. Gościowi jest wszystko jedno, byle z ziemniakami 
Z tej okazji małżonek będzie robił albo placki, albo babkę ziemniaczaną
Ja go rozumiem. Tego gościa.
Kiedyś towarzystwo z koła PTTK wymyśliło imprezę na działce koleżanki . Składkową. Każdy miał przynieść dowolną potrawę z ziemniaków. Takie Święto Ziemniaka.
Czy ktoś mi wyjaśni co to jest to Kartoflisko ?
Mniej więcej to samo, w gronie przyjaciół, na skalę ogólnopolską.
Przyjemności i dobrego apetytu


Bo że będzie smakowicie, to pewne
Do tej pory bywało…
No to kuniec na dzisiaj, a jutro dla odmiany sobota pracująca, aczkolwiek może się uda skończyć tak jak sklepy – do 14.00, najdalej 15.00. Przerwa.
Ale rano na kawę przyjdziesz?
Nie no, jasne!
A ja w połowie (może nawet mniej) z tego zaplanowanego na dziś



Pozałatwiałam to co było do oblecenia, a teraz domowe. Obiad się piecze (papryka nadziewana).
Muszę trochę posiedzieć, bo nogi mi zaczynają wrastać tam, skąd sterczą
Mąż wrócił z pracy wcześniej, to może on skosi trawę? Będę miała mniej na głowie…
Och. Papryka nadziewana
Czy w USA też się wykorzystuje taką bladozielonożółtawą paprykę?
A ja nie cierpię papryki, ani czosnku. Te dwie rzeczy są dla mnie
niejadalne
Ojej, szkoda.
Właściwie nie wiem, czy jest coś, czego zdecydowanie nie lubię i bym nie zjadł.
To znaczy jedne rzeczy lubię bardziej, inne mniej.
Aha, jest taka rzecz – lukrecja, wszelkie słodycze z tego czarnego #$%#$#$^ No i może cukierki anyżowe (ale już ciastka-anyżki z bezą pasjami uwielbiam). Ale poza tym to chyba nie.
Nie każdy musi lubić to samo.
Od dziecka nie jadam gotowanej cebuli (każdą inną zjem i lubię) i mam wstręt do krewetek. Próbowałam, ale to nie moja bajka.
Pozostałe rzeczy, tak jak Mistrz Q. Zjem, gdy muszę, ale jedne lubię bardziej inne mniej…
Mam swoją zieloną, z ogródka. O tej porze roku nie kupuję ani papryki, ani pomidorów.


Małżonek nie uznaje innej niż zielona. W sklepach są różne kolory. Różne odmiany czerwonej, żółtej, pomarańczowej i zielonej. Oczywiście mówię o tej „słodkiej” papryce, bo są jeszcze o różnym stopniu ostrości, a co za tym idzie również wielkości.
Kiedyś posadziłam niesamowicie „ostrą” paprykę i potem nie wiedziałam co z nią zrobić. Owocowała pięknie… ale do potraw się nie nadawała. A przynajmniej dla mnie nie. Chłopcy jedli i chwalili, ale oni lubią aż tak pikantne. Wystarczyło na garnek dodać pół papryczki i już miałam problemy z jedzeniem. Paliło niesamowicie. Te wszystkie pieprze cayenne, to miodzio w porównaniu do tego świństwa. Nigdy więcej nie posadziłam, bo szkoda miejsca w ogródku
A dodam jeszcze, że to habanero… myślałam, że jest łagodniejsza od jalapeno…
Junior pasjami lubi takie ostrości. Ja raczej nie. Lubię umiarkowane smaki.
Ale zielona taka, jasna?
Czy taka ciemniejsza/ mniej żółtawa?
Zielona.
Żółta, to inna odmiana. Nie wyświetla mi się drugi obrazek, więc nie mam porównania… ale na pewno nie taka jak na pierwszym zdjęciu.
Wyświetlił się

Tak. Taka zielona jak na obrazku
Już zmieniłem. Aha. Właśnie widzę, że ta, o której myślę, ma nazwę „papryka Zorza – słodka”. A tamta zielona jest w gruncie rzeczy taka sama, jak klasyczna czerwona i żółta, różni się tylko kolorem.
Ale i tak chętnie bym Twojej spróbował. Co dajesz do nadzienia (=czy bardziej „po polsku”, czy masz jakiś miejscowy, amerykański przepis)?
Robię mięsko jak na gołąbki. Czyli 1/3 ryżu (w stosunku do całości), sól, pieprz, majeranek, odrobina czosnku i jajko (którego do gołąbków nie dodaję).

Jak się kiedyś wybierzesz, to zrobię i poczęstuję
Masz to jak w banku
A, no to tak jak tutaj. Ależ mi smaka narobiłaś. Chyba będę musiał zrobić w wolniejszej chwili.
Przynajmniej dopóki się nie wybieram do Was
Bo one różnią się przecież nie tylko kolorem i smakiem, ale też konsystencją, ta żółtawa (co to na nią mówią u nas „do faszerowania”) po upieczeniu jest dużo bardziej delikatna, a ta klasyczna zielona, co to z niej np. sałatkę można zrobić, jest bardziej mięsista i twardsza, mimo pieczenia. No i zewnętrzną, gładką warstwę ma bardziej trwałą (=po upieczeniu nadal twardawą).
Gdyby różniły się tylko kolorem, mężowi byłoby wszystko jedno jaką paprykę przyrządzam. On lubi tylko zieloną. Próbowałam faszerować niemal wszystkie kolory i żaden nie smakował mu tak jak zielona. Mnie tam wszystko jedno…
Coś podobnego! W życiu bym nie powiedział, że się różnią. No, może czerwona i żółta są NIECO słodsze, ale różnica na moje kubki smakowe jest BARDZO ulotna. Co człek, to smak.
Powtórzę za Tobą – „Coś podobnego!” Myślałam, że wszyscy mężczyźni mają bardziej wyostrzony smak i czują więcej różnic, niż kobiety. Według różnego rodzaju specjalistów panowie mają więcej kubków smakowych… i to właśnie dlatego najsławniejsi i najlepsi kucharze to mężczyźni…
No tak, tylko wydawało mi się, że różnica w tym przypadku jest tak minimalna, że w pieczeniu w ogóle znika.
Jak wspominałam, mnie wszystko jedno. Nie widzę specjalnej różnicy. Ale skoro małżonkowi robi… no to niech ma co lubi
Ja to już spać idę. Czego i Wam w odpowiedniej chwili życzę.

Spokojnej!
Dobranocka, nieco wcześniej.
Było i pewnie będzie, bo jest w tym utworze jakiś magnetyzm. „Making Water” ze ścieżki dźwiękowej do „Marsjanina”. Może i lanie wody, ale z pięknym tematem i przenikającymi się liniami. Muzyka filmowa najwyższej próby.
Snów z daleka, mogą być z Marsa.
Faktycznie, muzyka nieziemska.
Dobranoc.
Więc wsłuchana kładę się pod kordełkę.
Spokojnej!
Prawie się upiekło i czas mi brać się za obiadek, a potem do roboty


U mnie dochodzi 15, więc godzina jeszcze młoda
Spokojnej nocy życzę
Dzięki!
Różowa makówka właśnie wróciła ze spotkania z koleżankami i kolegami ze studiów. Jedni jeszcze pracują, inni już na emeryturze, jedni piękni i uśmiechnięci, a inni tylko pozdrawiają, bo stan zdrowia uniemożliwia przyjazd. Wspominaliśmy tych co już nie żyją, wspominaliśmy jak to było gdy byliśmy młodzi …
Nie wiem czy popijanie wódki piwem to był dobry pomysł?
Na jutro zamawiam Gienię z kefirkiem tylko, żeby wózkiem nie szurała zbyt głośno!
Lampka już była? To bardzo proszę tak cichutko ją zapalać…
Zgubiłam w autobusie moje okulary korekcyjne, bo mi się zachciało na Wyspę wchodzić jak jechałam…
Czy stukanie w klawisze zawsze wydaje taki głośny dźwięk?
Dobranoc Państwu! wyszemrała różowa M9
No to faktycznie – namieszałaś

Łepetyna trzeszczała, było mi niedobrze i ciągnęło mnie na wymioty. Dobrze, że pojechałam do wujostwa na wieś… wujek stwierdził, że „cym się skalecy, tym się wylecy” i nalał mi pełen kieliszek. Nie dawałam rady wypić i aż mnie strząchało
Wujek poradził, żeby zatkać nos. Nie wąchać, a wypić… o dziwo pomogło
Ale od tamtej pory już nigdy nie mieszam żadnych alkoholi. Nie chcę znowu chorować, ani później się leczyć 
Nie wiem, bo nie miałam okazji wypróbować 
Nigdy nie mieszam alkoholi. Jak wino, to tylko wino, kolorowa wódka, to tylko taka… można po mieszance nieźle się pochorować
Gdy byłam młodziutka, na jednej z imprez, nasi chłopcy doszli do wniosku, że wino, które mamy jest za słodkie. Rozcieńczyli je wódką. Nie wypiłam za dużo, ale trzy dni „chodziłam do tyłu”
A na ten typ bólu głowy, na który tylko zimne piwo pomaga, to dostałam przepis (bez piwa, bo go nie znoszę). Trzeba wypić trzy wódki z pieprzem, trzy bez pieprzu i trzy zwykłe (mogą być kieliszki nawet małe – 25 gramowe). Prawdopodobnie pomaga niemal od razu
Im jestem starszy, tym większą uwagę zwracam, żeby NIE mieszać, bo skala efektów z wiekiem rośnie. Tupot białych mew to jeszcze, ale jak zamiast mew przylatują kondory albo wręcz pterodaktyle?
A swoją drogą, takie spotkania po latach są na pewno bardzo miłe. Parę wspólnie spędzonych lat, cała masa wspomnień… nasza młodość…


Na pewno żal tych co odeszli, współczucie tym, którym stan zdrowia nie pozwolił dotrzeć na spotkanie, ale i radość ze spotkania tych, których się od dawna nie widziało… zazdraszczam
Wiem o jednym „spotkaniu po latach”. Koleżanka odwiedziła wiele lat temu moją mamę i pytała o mnie. Nie wiedziała jak złapać ze mną kontakt. Organizowali takie właśnie spotkanie. Nie zostawiła numeru telefonu i nie wiem dlaczego? Przynajmniej złapałabym jakiś kontakt. A może zostawiła, tylko mama tego nie pamiętała? Miała już początki Alzheimera (oczywiście mama, nie koleżanka). Nie wiem czy byłabym w stanie przyjechać, ale chętnie bym zobaczyła koleżanki, powspominała. Cóż… takie życie
Też normalnie nie mieszam. W ogóle ja z tymi moimi trzema dziurami w głowie teraz już muszę bardzo uważać.
To się „zrobiło samo”. Zamówiłam sobie grzecznie Portera; nie spodziewałam się ,że co chwilę będzie podchodził jakiś kolega z wódką (koleżanki na spotkaniu też były, ale z wódką chodzili koledzy ; w mojej grupie było więcej chłopaków tak nawiasem). No przecież nie mogłam nie napić się z kolegą! A jak już zamówiłam i zapłaciłam za piwo to tak sobie popijałam a wszyscy myśleli,że to Pepsi.
Pstryk, taka pora więc światełko gaśnie, jeżeli rozmowy to tylko półgłosem proszę. Dobranoc 🙂
Dzień dobry
Okropna noc… budziłam się dosłownie co godzinę. 
Potrzebna kawa na obudzenie, nie tylko dla mnie…
Codziennie potrzebna, ale dzisiaj potrzeba jest, rzekłbym, paląca.
Dzień dobry, niby dobrze spałem, a jakoś jestem słabo wyspany.
Szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany?
Coś w tym guście. Żebym jeszcze rzeczywiście wczoraj pił COKOLWIEK wysokokowego!
No i Ty nie Hiszpan
I nie doktor
…bry
Nic mi się nie chce
O, dobrze, że wspomniałaś. Zmykam do pracy.
Dzień dobry 🙂
No dobrze, jesień już (chyba ?) przyszła. A więc teraz idzie Wiesiek… i nie ma rady na to !
To mi piosenka Z TEKSTEM, w który się trzeba wsłuchać, żeby docenić.
Tego mi było trzeba, Lordzie, trafiłeś w sedno, dziesiątkę i byczeoko
Coś fajnego! Nie słyszałam tego jeszcze. Andrus jest niesamowity…
Dziękuję
Cieszę się więc, że udało mi się trafić w sedno i że się podobało 🙂
Sam „z rana” potrzebowałem uśmiechu, ponieważ po tej nocy jestem niczym ta kobra a raczej zaskroniec z przydeptaną głową… i że w okularach 🙂
Ale się podsumowałeś… Kobra, to raczej ja, bo też sama. Ty możesz być zaskrońcem – rodzaj męski 🙂
Głownie podsumowałem swoje samopoczucie Bożenko, nie samego siebie 🙂 A że owa kobra okazała się zaskrońcem to i rodzaj się zgodził 🙂
DZIEŃ DOBRY! Wykrzyczała WYSPANA Makówka! Pierwszy raz od wielu dni spało mi się dobrze i DŁUGO! Widać wódka+ Porter + dobre towarzystwo z lat studenckich = dobra noc.
Tak to jest gdy budzisz się „ŚWITEM” zdziwiona , że za oknem zamiast mgły przebija słońce ,zerkasz na zegarek , a tu -10.30!
Tylko te okulary (korekcyjne , nie jakieś tam „dla ozdoby”) zgubione w autobusie trochę psują humor.Gdybym jadąc w autobusie nie zerkała na Wyspę to i okularów bym nie wyciągała. Nagle zobaczyłam, że czas się przesiadać -tu okulary, tu komórka , tu parasolka. To wszystko WASZA wina, no!
Dzień dobry.
O nie! Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że to Nasza wina, to wszystko to „wina Tuska”. Przepraszam, tu ma być „bez-politycznie”, tylko mnie się tak odruchowo skojarzyło
Nie masz za co przepraszać, apolityczność już raczej nieaktualna.
A to, że wszystko wina Tuska, nadal aktualne
Apolityczność faktycznie zaczyna być coraz trudniejsza.
„Wina Tuska” to takie niezmiennie aktualne.I w ten sposób powyżej zasadniczo nikt nie napisał jakie ma poglądy polityczne a i tak wiadomo „który sort”.
Tak samo było na wczorajszym spotkaniu koleżeństwa ze studiów. Nie było żadnych dyskusji politycznych, wymiany poglądów, ale gdy ktoś powiedział „o k…!” nie kończąc odpowiedział mu chórek „no tylko uważaj, bo jak nie kończysz ktoś może ZASYGNALIZOWAĆ ,że miałeś na myśli to słowo na K za które teraz jest się wzywanym na Komisariat”
Ale było pięknie, bo BEZ PODZIAŁÓW wśród nas. Byliśmy koleżankami i kolegami ze studiów , a nie Rektorem, Dyrektorem, burmistrzem, właścicielem firmy, wykładowcą na polskich i zagranicznych Uniwersytetach, czy też zwykłym szarym człowiekiem. Liczyło się czy nadal potrafimy się razem śmiać i wspominać dawne czasy.
Co do samej apolityczności, zdaję sobie z tego sprawę iż coraz więcej ludzi angażuje się w te rozgrywki obierając jedną ze stron konfliktu politycznego jako swoją, niemniej same wybory weryfikują tą teorię, patrząc na procentowość wręcz jej zaprzeczają. Pójdę w duże uproszczenie (choćby z tej racji iż nie chcę na te tematy tu się rozwodzić) i nie obierając strony pozwolę sobie stwierdzić o czym wbrew pozorom nie każdy wie, że cała ta polityka to jedno wielkie bagienko. Nieświadomość tę niestety potwierdzają widoki z naszych ulic a możemy na nich zaobserwować fakt ocierający się o śmieszność (O zgrozo!) jak każda ze stron rozgrywa swoich wyborców w imię „lepszości czasów” po tym jak to oni zasiądą na tronie. A co najlepsze, ludzie w to wierzą, tak jakby polityka i politykierzy mieli coś wspólnego z altruizmem. Ha ha ha !
A co do mojego nawiązania odnośnie „bez-polityczności”, miałem tylko i wyłącznie na myśli Wyspę, tutaj (nie licząc jednostkowych wpisów i komentarzy) polityka nie gości i mi osobiście niezmiernie ten fakt odpowiada, nie dlatego iż zdaję sobie sprawę z tego, że mogę różnić się poglądami z innymi Wyspiarzami lecz dlatego, że ta cała polityka niemalże wylewa mi się z lodówki powodując efekt wymiotny. Świadomość miejsca w które mogę przyjść i coś poczytać nie naznaczonego jej obecnością ma charakter niezwykle kojący w przypadku w/w efektu 🙂 Eh, wyrobiłem normę znaków na najbliższe 2 może 3 lata
PS. O matko, tak się uzewnętrzniać? To nie podobne do mnie! Muszę uskutecznić jakiś kompleksowy pakiet badań na cito, może coś zaczęło mi dolegać…
Chyba wszyscy już zaczynają mieć ten „efekt wymiotny” i dlatego chętnie zaglądają na Wyspę , gdzie jest miło i przyjaźnie i wesoło…
To prawda, polityki mamy dość poza Wyspą. Tu jeśli jest na ten temat coś, to tak mimochodem. Pod tym względem jesteśmy zgodni i nic nas nie dzieli. Wszyscy jesteśmy PRZYJACIÓŁMI
Och przestań. Przecież Wyspa to antidotum. To gdzie, jak nie tu, się uzewnętrznić i oczyścić?
Każdemu czasem musi się ulać.
No to na dzisiaj i jutro po pracy. Uf. Teraz oby w poniedziałek jak najszybciej wróciło do mnie poprzednie zlecenie do poprawek, to wtedy za 2 tygodnie dokończę ostatecznie to, co w 5/6 mam skończone dzisiaj, i będę mógł płynnie przejść do następnego zlecenia, co oby stało się jak najszybciej, howgh.
Czy jest pomysł na nowe pięterko? Już dostałam zadyszki od biegania po tych schodach
Gdybym technicznie umiała sobie poradzić to mogłabym zrobić malutkie pięterko hm? Bo już te no …uprawnienia mam.
Q… coś tłumaczył, Tetryk napisał, że służy pomocą, więc może spróbuję skoro tu wszyscy tacy cierpliwi i dobrotliwi są ?
Dzień dobry.
Na pasku u góry jest opcja „Dodaj”. Po najechaniu na nią kursorem pojawią się opcje, należy wybrać „Wpis”. A potem wpisać tytuł i treść wpisu, pamiętając o zaznaczeniu kategorii z kolumny po prawej, a jak się już wpisze (ja np. przygotowuję sobie treść na komputerze, w Wordzie albo WordPadzie, a potem przeklejam), kliknąć niebieski przycisk „Opublikuj”. Chyba wszystko?
Dzięki Ci dzięki DOBRY CZŁOWIEKU! Już Ci całkiem wybaczyłam fakt, że „ukradłeś” mi moje ranne spanie. Ale …słońce świeci i chyba za chwilę pognam „nad wody otwarte”,a taki wpis to już nie z komórki.Ale jak mi nie zamarzną paluszki po pływaniu w zimnej wodzie wieczorem spróbuję.
Dobrhrrrrr…
Spokohhh…
[zaraz jeszcze dobranocka]
Ja też idę spać. Mam nadzieję, że po nieprzespanej nocy, ta będzie lepsza. Dobranoc
Spokojnej (posłuchasz jeszcze dobranocki?)
Posłucham 😉
Dobranocka.
Dzisiaj z półki ze znanymi przebojami. Norah Jones i jeden z jej pierwszych wielkich hitów – „Don’t Know Why”. Trochę jak Leonard Cohen, tylko z damskim (i nie tak niskim) głosem? W tym klimacie?
Snów z niewiadomą w roli głównej.
W sam raz do usypiania…
Piękna Dobranocka.
Jestem dziś po porcji zawsze aktualnych piosenek Młynarskiego poprzeplatanych wypowiedziami o nim jego rodziny, znajomych i przyjaciół oraz wywiadem z samym Młynarskim.
Jak już pisałam około 14 wahałam się jak ten baca ze znanego kawału co powinnam zrobić z dzisiejszym dniem.
W końcu wybrałam Kino Letnie i film „Młynarski Piosenka Finałowa”w reżyserii Alicji Albrecht.
Jak ktoś nie oglądał -polecam. Nie tylko miłośnikom tekstów autora „Róbmy swoje”. Również tym , którzy chcą obejrzeć archiwalne zdjęcia z czasów „słusznie minionych” albo zrozumieć kogoś(lub rodzinę chorego) kto boryka się z chorobą dwubiegunową.
Kino Letnie daje dodatkową atmosferę -na leżakach, pod gołym niebem popijając piwo ogląda się dużo lepiej.
Z dachu, rekordowej wysokości (o ile się nie mylę ?) wieżowca, który nam tu wyrósł mówię wszystkim dobranoc !
Lampka zapalona więc ja ciuchutko, szeptem zapytam -czemu czasami jestem jako makowka 9 a czasami Makówka? Tak sobie pomyślałam (no dobra proszę mi nie przypominać, że ja i myślenie?) czy może być tak, że to dlatego że w laptopie już nie muszę się logować, a w komórce -tak.Ale jak napiszę w komórce, ale potem w laptopie edytuję i np „poprawię ogonki” jestem jako Makówka. Tak?
Podejrzewam, że jako niezalogowana występujesz jako makowka9, a zalogowana – Makówka. Więcej pewnie powie Mistrz Tetryk po powrocie.
Czyli tak jak „sama wymyśliłam”? (oklaski!)
Dzień dobry
To już druga połowa września się zaczyna… jak pędzi ten czas 
Wszyscy jeszcze śpią? Niech ich Gienia obudzi
Herb… proszsz… .dybry…
Jo.! Ale takiej mocnej z kopem ? To ja też szybciutko poproszę to razem wypijemy ?
Otóż właśnie WCALE nie śpią! Poprzedniej nocy Makówka wróciła do swoich „sowich” zwyczajów i wstała wyspana i wypoczęta. A dziś po dwóch godzinach tłumaczenia sobie „śpij, to jeszcze wcześnie!” zdenerwowała się i wstała.A przecież poszłam spać około 2 w nocy!
Po sowiemu.
No właśnie.Już myślałam, że poszłam wcześniej , ale widzę mój wpis o 1:59, a przecież nie było to „tuż przed zaśnięciem”. Żebym to ja umiała bodaj na chwilkę zdrzemnąć się w ciągu dnia! Chyba Gienię o drugą herbatę poproszę?
Nie ma to, jak mocna kawa
Kawuuusia. Mimo że nie tak rano, jak zwykle, potrzebna.
Dzień dobry ogólne również, dzisiaj pospałem na zasadzie – „jak się wyśpię, to wstanę”. Od czasu do czasu można.
Q…! Teraz już wiem kto mi „ukradł” moje ranne spanie! Ale niech Ci na zdrowie idzie!
Ależ wodzu, co wódz?
„Się nie przejmuj to i tak „wina Tuska”!
Dzień dobry. W Ustroniu teraz jest czas na kawę. Podobno polecana cukiernia Bajka.
Bajka w Ustroniu? Brzmi nierzeczywiście.
Brzmi nierzeczywiście ale kawę i ciastko podano jak najbardziej realne…
I to jest w tym najpiękniejsze, kiedy nierzeczywistość i realność tak dobrze się uzupełniają
jak skonsumujesz, napisz, czy słusznie polecane miejsce.
Dzień dobry

Warsztat był niejako po drodze…
W samochodzie mam zawsze spray odstraszający, ale nie chciało się nam wracać. 

Nie wiem czemu nazwali to wodospadem? To jakiś próg rzeczny, na metr wysoki
No, może na trochę więcej niż metr, ale niedużo więcej.
Normalnie, to we wrześniu już nie ma za dużo komarów…
Wczoraj nie miałam czasu na pisanie… mąż zarządził wycieczkę
Wymieniał olej w samochodzie i doszedł do wniosku, że warsztatowi da trochę czasu, bo jest niedziela. Samochód odstawiliśmy o 7 i od razu pojechaliśmy na wycieczkę. Małżonkowi nie dawał spokoju wodospad, do którego nie doszliśmy ostatnim razem. MUSIAŁ go zobaczyć…
Przed 7:30 byliśmy na miejscu. Na parkingu pełno, ale jeszcze kilka pojedynczych miejsc się znalazło. Rzut oka na mapkę i w drogę. Nie zaszliśmy daleko, gdy opadły nas komary. Chmary komarów
Muszę przyznać, że poranne mgły w lesie wyglądają cudnie
Szliśmy kawałek, gdy usłyszałam szum wody. Zza kolejnego zakrętu wyszliśmy na polanę w lesie i wodospad. Jedno pewne – Niagara to to nie jest
Tydzień temu miałam nosa, że nie chciałam parkować na ulicy i iść. To ok. kilometr więcej do przejścia. A dla takiego wodospadu, to szkoda nóg
Jedno pewne. Wróciłam pogryziona przez komary dokładnie. Ręce, nogi, kark, a nawet dwa ucięły mnie w ucho… chyba trzeba było pokonać lenistwo i wrócić po ten spray
To może jeszcze pokażę pajęczynę, którą wypatrzyłam w krzaczorach. Pająka na niej zobaczyłam dopiero w domu, na zdjęciach.
On chyba dopiero budował swoją pajęczynę i dlatego tak dziwnie wyglądała…
Świetne! Zrobiłem zdjęcie dużo mniejszej (na oko) pajęczynki, tyle że ładnie podświetlonej, podczas jednego z wieczornych spacerów z psem (jak jeszcze był/a), ale komórką i wyszło niestety dość nieostro, więc nie ma nawet co pokazywać.
Oraz: z tego, co pamiętam z absolutnie fascynującej przyrodniczej książeczki o pająkach (z głębokiego PRLu), to te nitki konstrukcyjne, które się krzyżują na środku, są normalne (i pewnie jeszcze parę innych), natomiast te owijane w „kółko” są jak najbardziej lepkie i to właśnie w nie mają łapać sie owady. Tutaj na tym zdjęciu doskonale widać, które tworzą konstrukcję, po której pająk łazi, a które są „myśliwskie”.
No i oczywiście po raz kolejny refleksja nad naturą i ewolucją, która wyprodukowała pająki, które są w stanie produkować nitkę zwykłą i lepką, potem tworzyć z niej pajęczynę właściwie chyba w dowolnych warunkach, a potem jeszcze dodatkowo poruszać się po niej tak, żeby się samemu nie przylepić.
I już ostatnie, co mi się przypomniało – w ramach eksperymentu podano pająkom różne narkotyki i sprawdzano, jak się to objawi we wzorze pajęczyny (zobaczcie, jak wygląda sieć po kofeinie – Gienia!
)
Takie małe, niepozorne zwierzątka, a jakie piękne rzeczy potrafią robić. Artyści!
A ja zaraz wychodzę i wrócę pod wieczór
A może w tym czasie ktoś wybuduje nowe piętro? Bo obecne pobiło wszelkie rekordy wysokości…!
Makówko, czy coś działasz (lub w najbliższym czasie będziesz działać) w kierunku postawienia nowego pięterka?
Skończyłam pobyt nad „wodami otwartymi”i teraz jadę na proszony obiad.Zanim nowe pięterko się nadbuduje i urośnie za bardzo obiecuję powalczyć z problemami technicznymi.Akurat zdążymy nacieszyć się tym dziś zbudowanym z pięknymi zdjęciami,więc mam parę dni czasu tak myślę?
Przyjemności!
To ciekawe, jak różnego rodzaju używki i narkotyki mogą działać na pająki
To chyba zależy od gatunku pająka, ten kształt pajęczyny. Ale ogólnie wszystkie są do siebie podobne.
Z tego co zauważyłam, to nielepkie nici są nie tylko ustawione promiennie, ale niektóre z nich są po spirali dokoła pajęczyny. Jak się przyjrzeć, to je widać na zdjęciu.
I zgadzam się z Bożenką. Pająki to artyści
Chociaż nie wszystkie budują sieci…
Po powrocie z wycieczki odebraliśmy samochód męża. A wieczorkiem goście.
Trzeba było coś niecoś przygotować do jedzenia, a także zrobić ostatnie „szlify”, żeby dom był też gotów do przyjęcia tych miłych i oczekiwanych 
Najpierw rozbolała go głowa. Ledwo siedział… Po wyjściu gości „pociągnęło” go „na dwa końce”
I sami nie wiemy od czego. Jadł to co wszyscy, wypił niewiele (tylko piwo, może ze trzy butelki). Trzeba było ratować i dzięki temu spać poszłam ok. północy. 



Oczywiście było miło, chociaż nie do końca… mąż źle się poczuł
Na dziś umówieni jesteśmy z synem i jego dziewczyną na wycieczkę do Zion, a potem do sklepu w Kenosha. I nie wiem, czy mąż będzie się czuł wystarczająco dobrze, żeby z nami pojechać. Niby jest lepiej i zaparzyłam mu herbatki z babki, ale czy da radę? Nie wiem.
Nie lubię jeździć bez męża… podejrzewam, że gdyby nie to, że mamy jechać z asystą, to oboje zostalibyśmy w domu.
Młodzi mają być o 9, czyli za 1,5 godziny…
Zobaczymy jak to wyjdzie
A dlaczego miałoby wyjść jakoś inaczej niż co najmniej przyjemnie?
Trzymam kciuki.
Mieliśmy jechać dziś do Łodzi, ale wyszło tak, że nie pojechaliśmy. No i nie ma rosołu, ani schabowego… A rodzina, że obiad by chciała…
Pojechali na rowery, ja zostałam w domu, bo strasznie dziś zdycham. I mam „coś wymyślić”. No bardzo ciekawe.
Jezu, co ja piszę… „pojechali na rowery”… Zupełnie jakby kraść je mieli albo zbierać…
Oczywiście pojechali rowerami. Albo poszli na rower. Sami widzicie, w jakiej ja dzisiaj kondycji…
Czy jajecznica jest tolerowalnym daniem? Bo można ja przyrządzić w setkach odmian i kombinacji, poza tym jak jesteś w nieszczególnej formie, to w sam raz danie.
Pod warunkiem, że masz dostateczną liczbę jajek w domu.
Na niedzielny obiad?
Przypuszczam, że wątpię.
Przejrzałam szafki i zamrażarkę. Stanęło na szczawiowej z jajkiem, gołąbkach w sosie pomidorowym i resztkach ziemniaków oraz paju jabłkowym.
Chyba zacznę się podziwiać…
Zacnie stanęło.
Znaczy ja mam nadal kawalerskie złogi w mózgu, bo mimo 23 lat małżeństwa całkiem by mnie kontentowała, nawet w niedzielę, jajecznica z jakimiś pysznymi dodatkami (cebula, kiełbasa w kosteczkę, pewnie jeszcze parę innych by się znalazło).
Nie jesteś autystyczny…
Ajaj. Faktycznie
Nam starym to by wystarczyło trochę sera i jakiś zacny napój z winogron, ale potomstwo musi mieć w niedzielę „normalny obiad”, a ja jestem zbyt nie-na-chodzie żeby się jeszcze dodatkowo denerwować…
Poza tym przebrnęłam jakoś przez odzyskanie niepodległości i teraz (za przeproszeniem) czeka mnie popychanie Sofoklesa…
Trzeba mu było, cholera, zawodówkę znaleźć… Oj gupia ja gupia…
Poobiednio, przy niedzielnym podwieczorku zapraszam na nowe pięterko. To już nieco urosło ;).
Wróciłam. Miło było, ale się skończyło