Jakiś czas temu wrzuciłem na dobranockę piosenkę zespołu Manhattan Transfer o kawie, zatytułowaną Java Jive (jako pierwsi śpiewali ją The Ink Spots w 1940 roku). Na tym się nie skończyło, bo wybór podyktował mi Tata Quackie, przypomniawszy sobie utwór ze względów sentymentalnych. Po pewnym, niedługim czasie zaproponował zaś, żebym piosenkę przełożył. Co też uczyniłem. Posłuchajmy jeszcze raz oryginału i przyjrzyjmy się tekstowi:
I love coffee, I love tea
I love the java jive and it loves me
Coffee and tea and the java and me
A cup, a cup, a cup, a cup, a cup (boy!)
[Java to odmiana kawy. Użycie tego słowa daje fajny efekt aliteracyjny i – jak słychać – brzmieniowy]
I love java, sweet and hot
Whoops Mr. Moto, I’m a coffee pot
Shoot me the pot and pour me a shot
A cup, a cup, a cup, a cup, a cup
[Pan Moto z tej zwrotki to wg. angielskiej Wikipedii japoński detektyw z serii filmów z lat 1937-39 Nie wiem, co ma do kawy.]
Oh slip me a slug from the wonderful mug
And Ill cut a rug just snug in a jug
A sliced up onion and a raw one
Draw one –
Waiter, waiter, percolator
[tu pojawia się cebula, pokrojona w plasterki lub w całości. Znalazłem parę przepisów na cebulę w kawie, ale jednak obsmażaną, nie surową. Nie wiem, czy w latach 30′ i 40′ był to jakiś biedaprzepis na kawę, czy to idiom albo inne slangowe wyrażenie. Natomiast perkolator to kawiarka do ciśnieniowego zaparzania, taki metalowy dzbanuszek, stawiany na palniku]
I love coffee, I love tea
I love the java jive and it loves me
Coffee and tea and the java and me
A cup, a cup, a cup, a cup, a cup
Boston bean (soy beans)
Green bean (cabbage and greens)
I’m not keen about a bean
Unless it is a chili chili bean (boy!)
[Z kolei tutaj śpiewający wymieniają różne gatunki fasoli i innych warzyw. Związki fasoli z kawą wzięły się chyba tylko stąd, że po angielsku „beans” może oznaczać zarówno fasolowe ziarna, jak i ziarna kawy. Przypuszczam, że fasola z podwójnym chili (danie meksykańskie), czyli bardzo ostra, może kojarzyć się z kawą dodającą energii.]
I love java sweet and hot
Whoops Mr. Moto I’m a coffee pot (yeah)
Shoot me the pot and Ill pour me a shot
A cup, a cup, a cup (yeah)
Slip me a slug of the wonderful mug
an Ill cut a rug just as snug in a jug
Drop a nickel in the pot joe
Takin it slow
Waiter, waiter, percolator
I love coffee, I love tea
I love the java jive and it loves me
Coffee and tea and the java and me
A cup, a cup, a cup, a cup, boy!
No i tutaj wkroczył tłumacz. Pozbyłem się pana Moto i cebuli, do fasoli dodałem inne strączkowe oraz nieco przesunąłem kelnera. Poza tym całość wygląda tak, że da się śpiewać, do czego zachęcam wszystkich Wyspiarzy, szczególnie mających predyspozycje wokalne, ale nie tylko 🙂

________
Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na madagaskar08.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.




Niestety ostatnie zajęcia nie pozostawiają mi wiele czasu na budowanie pięterek, ale jak znajdzie się coś godnego uwagi, to pokazuję. Tylko że późno. Zarówno w sensie pory dnia, jak i dystansu czasowego od stworzenia.
Dzień dobry

Ja też kocham kawę, ale czaj jest mi raczej obojętny.
Próbowałam to śpiewać, ale się nie udało. Widocznie nie mam predyspozycji.

Lepiej napiję się kawy…
Dzień dobry. No gratulacje dla autora. Trochę się trzeba było napracować aby z polotem przetłumaczyć oryginał i zrobić własną wersję. Szacun, ale
teraz czekam wersję audio w wykonaniu Mr.Q.
Popieram!!!
No nie, nie po to wklejałem wersję w wykonaniu wokalnych fachowców z Manhattan Transfer, żeby teraz psuć dobre wrażenie!
Witajcie!
A może zebralibyśmy się i zaśpiewali chórem? Zespołowi im. Aleksandrowa nie dorównamy, ale ile radości przy okazji by było…
Niezły pomysł
No ale żeby zwykłą mokę perkolatorem?!
A trudno. Ja i tak imbryczek wstawiam herbaciany.
Bardzo smaczna pobudka
Dzień dobry, cieszę się, że się ogólnie podobało
Osobiście nie korzystam z perkolatora, tylko, jak już nieraz mówiłem, z kapsułek. Natomiast Rodzice – i owszem, perkolują. Albo jakoś tak.
Doceniam trud tłumaczenia, trzeba mieć obrazowanie językowe i poetyckie w genach zakodowane, by wiernie oddać nie tylko treść, ale barwę, rym, rytm i cały urok wiersza zanim stanie się piosenką.
Och. W genach, powiadasz? Przekażę Odpowiednim Czynnikom Sprawczym
Złośliwi twierdzą, że przekład jest jak kochanka: albo wierny, albo piękny…
No to po drugiej kawie udało się dzisiaj zakończyć pracę wcześniej. Nastąpi niewielka przerwa, po czym powrót, ale ponieważ w komputerze i okolicach przewidywane są dzisiaj dalsze działania konserwacyjno-ulepszeniowe, mogą nastąpić również dalsze przerwy.
Lepsze jest wrogiem dobrego?
Właśnie dostałem wiadomość, że nie wiadomo, czy w ogóle dzisiaj się odbędą te działania (fachowcowi coś wypadło), więc na razie pobędę 🙂
Niech się dobrze pozapina, to mu nie będzie wypadać 🙂
Przekażę mu, jak się pojawi. Ale na razie wygląda, że raczej już nie dzisiaj.
Nigdy więcej nie będę narzekać na nudę. Słowo.
Ja nigdy nie narzekam na nudę…
Zazdroszczę Ci.
Chociaż ja też od jakiegoś czasu wpadam raczej w stupor, niż się nudzę. Albo w stan relaksu bezdźwiękowego.
Och. No właśnie widziałem. Niestety nie mam pod ręką fachowca od prawa jazdy.
Mamy trochę czasu. Może ochłonę. Jak mu się uda, to będzie woził mamusię, gdzie tylko będzie potrzebowała. Obawiam się, że ta deklaracja ma jakiś związek z zakupem samochodu… Potencjalnym…
Ja już się boję bać, prawdę mówiąc.
Ekhm. Weź go może uświadom, że rejestracja kosztuje, coroczne ubezpieczenie kosztuje, a sam samochód też na wodę ani powietrze nie jeździ. Jak się zepsuje, to tez sam nie wyzdrowieje. Może on nie jest świadom?
Siostrzeniec mojej Kumy (skądinąd neurotypowy) zaraz po rozpoczęciu studiów bardzo buńczucznie zapowiedział, że się wyprowadza od mamusi. I się zdziwił, jak go mama zapytała, z czego zamierza płacić czynsz za wynajęcie samodzielnego lokum. „A co to jest czynsz?!?”
tia…
pożyjemy – zobaczymy
na razie nie ma 18 lat skończonych
Ja się powoli żegnam na dziś. Poczułam nieodpartą potrzebę zakopania się pod kordełką. Z termoforkiem. I może jakąś książeczką.
Spokojnej!
To i ja się pożegnam…

Spokojnej!
Rozumiem, że BB popadł w niejaką euforię załatwiania spraw? Generalnie żadna skrajność nie jest dobra
Trudno mi odpowiadać za Jo, ale jeżeli już poszła pod kołderkę…
Może nie popadł w euforię, ale z tego, co zrozumiałem, niebezpiecznie zafiksował się na pomyśle.
On jest upiornie upierdliwy. Jak sobie coś wymyśli, to do skutku.
Kuba ma tak samo.
Dobranocka.
Dzisiaj bardziej dobranockowa.
Pani gra na instrumentach, które nazywają się hangi. Takie gongi, tylko odpowiednio wyprofilowane i pozwalające na uzyskiwanie dźwięków o różnej wysokości, w zależności od tego, w którym miejscu się uderzy. Utwór na jesienne chłody, bo o lecie i w letnim anturażu.
Snów ciepłych i przytulnych!
ZzźŻyje, żeby nie było. Co prawda usiłowałam już coś pod „Szczęściem” napisacć ale mi się nie udało na nowym tablecie. Kawa jest niezwykle interesująca , i taka doooobra. Hmm co prawda śpiewam po pierwszej ćwiartce…Fajnie tu dzisiaj było. Jutro podobno mam mieć moje zabawki to się odezwę
Śpiewasz? Świetnie, o to mi chodziło
Czekamy na Ciebie i zabawki.
Nareszcie!
Bardzo ciekawe brzmienie tych gongów! Aż niewiarygodnie bogate!

A teraz niech nas utuli nasza magiczna lampka 😉
Pssst.
Tylko przyszłam powiedzieć że wróciłam.
Dobrej nocy….
Witaj, powrócona!
Dzień dobry
Gongi jeszcze brzmią, dobrze się przy nich budzić…
Dzień dobry. Widział ktoś słońce???
Niestety, u mnie go nie było 🙁
Na zdjęciu…
Ziew.

Obiad robię. Dla BB do szkoły. I nawet napić się niczego nie mogę, bo dopiero się lekowałam
Ale jak kto ma życzenie (i może), to zapraszam.

Dzień dobry. To ja ten e tego jak to się nazywa – herbata:-)
A ja chętnie kawy
Się podłączam z filiżanką.
Witajcie!
Słońce, słońce… a mżymżawka to nie łaska? Świat nabiera miękkości, cera się wygładza, ba! nawet grzyby rosną!
A robactwo pcha się do mieszkania. Dziś spałam z pająkiem, co odkryłam po podniesieniu poduszki… Duży, czarny brrr…
Ja się przyzwyczaiłam. Chociaż nie lubię. Od 14 lat mieszkam przy ogrodzie i w garażu zawsze mi zimują pająki. Wypasione, bo chemii nie używam do roślin.
Wolę pająki niż muchy i komary.
Ale chyba Ci do łóżka nie włażą?
Bywa
Ale żeby grzyby rosły, to potrzebne jest ciepełko, a nie tylko mżawka… Czyż nie Ukratku?
A nawet się trochę ociepla – dziś ma dojść do 18 st. C 🙂
Dzień dobry. Zdaje się że deficyt słońca dzisiaj jest wszędzie…
Dobrego dnia;-)
Dzień dobry. Nareszcie mam inernet i tv. Na telefon jeszcze czekam ale to mały pryszcz. Trwały negocjajcje pół dnia. Z moją telewizornią Teraz zbieram siły do walki z NFZ i UWV. Musze zeskanowac , wydrukować taką ilość papierów,że mi się niedobrze robi. Trzy dni już walczę z papierami. Wybaczcie to narzekanie ale cóz. Ja jestem uparta czasami ,oficjalne „autorytety” upierdliwe jak diabli a do tego jeszcze różne maszynki nie chcą pracować tak ,jak powinny. Dlaczego ja się właściwie pcham do ich posiadania jak użytkowanie ich sprawia mi tyle kłopotów
Właśnie się zastanawiam..
Jak Ty to wszystko wytrzymałaś???
Poczytaj na blogu… Ja nie wytrzymuje!!!!
Lecę!
Współczuję Reno

Syn mnie uspakaja, że jak jest duży plik, to musi trwać zanim się wgra. A mnie aż nosi
O innych takich już nie wspominam. Mam o tyle dobrze, że syn jeszcze z nami mieszka i w razie czego wyprostuje moje klikanie bez opamiętania 
Wiem co to walka z papierami (czyt. instytucjami), a o drukowaniu różnych takich wolę się nie wypowiadać… gdyby nie syn, już dawno lądowałoby toto w ogródku… na kopach… z samego dachu
Czasami mi się śpieszy, a toto namyśla się z 15 minut, czy warto drukować
Dobry wieczór. Po robocie. Przerwa.
I po przerwie. Robota.
No dobrze, żartowałem z tą robotą
Ja jeszcze piekę na rano bułeczki cynamonowe dla chłopaków i idę spać.
Jakoś wyczerpana jestem.
Znowu.
Czyli jednak jest ktoś, kto ma robotę.
Coś słychać na froncie motoryzacji?
Kazał mi zbierać kasę.
No to szykuje się wydatek
Zawsze można zrobić zrzutkę w rodzinie na osiemnastkę. Żebym tylko wiedziała, że to ma sens…
Otóż to…
No wiesz, nawet jak nie na samochód, to jakiś sensowny cel zawsze się znajdzie. Prędzej czy później. Byle tego nie przejeść – w sensie niekoniecznie potraw, ale zużycia na jakieś bieżące potrzeby.
Dobrej nocy Wyspiarzom…

Ja też dobrej nocy.

Bułeczki upieczone. Mam nadzieję, że nikt mnie rano nie obudzi.
Spokojnej x 2
Dobranocka.
Dzisiaj po polsku i… w stylu reggae. Przynajmniej tak mi się wydaje. Raz Dwa Trzy i „Już”. Melancholijne conieco. Jak zwykle nie wiadomo, czy Adam Nowak śpiewa, czy raczej recytuje.
Snów wygładzonych i spokojnych.
Dobranoc. Jutro zobaczymy słońce
Raz, dwa, trzy, już! – idziemy spać 😉

To ja na rano zostawiam jeszcze dzieńdoberkę, mocną, rytmiczną, na przebudzenie. Zwłaszcza dla wielbicieli ręcznego zmywania. Zmywacze są szaleni!
Dzień dobry




Wielkie gratulacje Autorowi (czy może Tłumaczowi?)!!!
Próbowałam śpiewać, ale nie powiem, żeby to było zbyt kunsztowne
Raz. Jak się nie zna melodii…
A dwa. Ten angielski tekst wyraźnie przeszkadza
A jak się skupiałam na polskim tekście, to gubiłam melodię… i wracamy do punktu pierwszego…
Dzień dobry. Jak najbardziej tłumaczowi.
Masz rację, powinienem był znaleźć samą melodię do karaoke… ale najbliższe, co można znaleźć, to to:
Dzień dobry

Ale w tym wypadku, tłumacz jest również autorem, bo nie jest to wierne odtworzenie tekstu
U mnie się ochłodziło i nie jestem pewna czy mi się to podoba

Jeszcze tylko jutro chłód, a w piątek wraca ciepełko
Zaczyna się huśtawka pogodowa. To zimno, to gorąco… na południu zaczyna się sezon tornad. Już zaczynają latać. To przez te fronty atmosferyczne. 
Co prawda mamy te 17C, ale jakoś chłodno? No i się rozpadało. Dziś padało cały dzień. Chociaż może „padało” to za duże słowo? Taka mżymżawka
Wyszłam dziś sobie na papieroska, a że mżyło, to otworzyłam samochód (tylne drzwi) i stałam jak pod parasolem
Usiadł na najbliższym drzewie, ale tylko na momencik i poleciał dalej. Jak zauważyłam, to był samczyk dzięciura czerwonobrzuchego. Wracałam pełna wrażeń, gdy kolejny dzięcioł przeleciał mi przed nosem. Samiczka dzięcioła kosmatego! Ale ta była ze dwa kroki ode mnie, także wrażenie mniejsze
To chyba przez pogodę te ptaki tak się dziwnie zachowują… normalnie unikają bliskich spotkań z ludźmi…
Z boku usłyszałam „śmiech” dzięcioła. Wychyliłam się trochę, bo chciałam go zobaczyć… przeleciał mi pod nosem zanim zdążyłam się rozejrzeć. Musnął skrzydłem po twarzy… nie wiem kto się bardziej wystraszył. On czy ja
Sezon na dzięcioły:-)
Coś w tym rodzaju

Jak napisałaś „śmiech”, to skojarzyło mi się z australijską kukaburrą. O, taką.
Ten dzięcioł też tak brzmiał?
No nie! Dzięciur brzmi inaczej
A kukabury są świetne!!! Piórka na ich głowach wyglądają jak sierść
I też fakt, że nie chciałabym mieć takiej w domu, bo są pierońsko głośne. Rano, nie tylko nas, ale i wszystkich sąsiadów dokoła stawiałaby na nogi 
Dzień dobry czwartkowo.
Dzień dobry
Dzieńdoberka wspaniała 
Witajcie!
Szaleni pomywacze są niesamowici! Miły początek dnia!
A Gienia dzie? Gienia, kawyyy…
Poproszę! I lecę sprawdzić, czy mi jakąś bułeczkę chłopaki zostawili.
Lepiej było zawczasu schować…
Po nocy piekłam. Za ciepłe były, żeby chować.
Herbata śniadaniowa. Jeden kubek poproszę.
Dobry. Poproszę kawusię, czarną, gorzką, lungo.
Dzień dobry ogólne również! Pogoda wydaje się dawać do zrozumienia, że jest jakaś szansa na słońce, ale nie wiadomo, jak wielka.
U mnie właśnie się pojawiło słoneczko, ale nie wiem na jak długo…
Cieszę się, że panowie ze zlewami się podobali. Pasjami uwielbiam grupę Stomp (czy też ich stylistykę, bo w tej chwili to kilka zespołów, podróżujących po całym świecie z podobnymi przedstawieniami pod jedną marką). Jedyny problem (?), że tej muzyki nie da się tylko słuchać, trzeba patrzeć, co oni przy tym robią, więc np. słuchanie podczas innych aktywności odpada.
O i widzisz: ćwiczymy zen!
Tak jest. Jeszcze w liceum przeczytałem „Wprowadzenie do buddyzmu Zen” Daisetz Teitaro Suzukiego i bardzo mi się spodobało. Co niestety nie znaczy, że potrafię stosować te zasady w praktyce, zwłaszcza w świecie wymagającym wielokanałowości i multitaskingu.
Teoretycznie tak.
Ale jak obieram marchewkę, to po prostu obieram marchewkę.
No widzisz – gdybyś się wdrożyła, to obierając marchewkę po prostu byłabyś obieraniem marchewki… 😉
Mówisz?
Coś w tym rodzaju. Nie wiem, jak można się wcielić w obieranie marchewki, ale faktycznie – praktykując zen powinno się poświęcać danej czynności całego siebie. I przy tym nie analizować zbytnio. Analizowanie jest bardzo nie-zen.
No właśnie, teoretycznie. Suzuki cytował innych mędrców zen i sam też twierdził, że Europejczycy potrafią sobie stworzyć przepiękny intelektualny obraz zen – który jednak nie jest samym zenem.
Trudno ich nie lubić, są naprawdę dobrzy. Nie znałam tego zespołu.
Rozumiem, że jeżeli kogoś nie pociąga taka muzyka, oparta przecież w dużej mierze na samym rytmie, to niekoniecznie musi ich lubić, ale mnie to nie przeszkadza. Znam różne grupy, tradycyjne i nie, gdzie rytm pełni pierwszoplanową rolę (Japończycy z bębnami daiko, Francuzi z industrialnych Tambours du Bronx) i w pewnym wieku trudno tego słuchać dłużej niż kilka-kilkanaście minut. Ale ludzie ze Stomp dokładają do tego świetne widowisko!
Bez słów potrafią rozbawić publiczność. To jest sztuka
I nie jest to wcale pantomima!
Jestem marchewką.
Marchewką z zapaleniem pęcherza.
Idę cierpieć w ciszy i spokoju.
Tak, też się uśmiałam.
Współczuję, wiem co znaczy zapalenie pęcherza.
Wygrzej się skutecznie!
Ale… w tym stanie… uważaj na osły!
Dobry wieczór coraz bardziej. Koniec pracy na dziś. Fajrant.
Niemożliwe, już koniec pracy? Jak Ty wytrzymasz do jutra?!
Będę siedział w pobliżu komputera i się trząsł.
Może jednak jakiegoś klina na uspokojenie przynajmniej rąk?
Właśnie praktykuję. Tego klina 🙂
To ja też się przyłączę
i idę spać.

Spokojnej!
Dobranocka.
Przypomniała mi się dzisiaj płyta Mike’a Oldfielda „Tubular Bells”, czyli dzwony rurowe. Z tej płyty utwór „Weightless” czyli „Nieważki”. Faktycznie, leciutkie, prawie niematerialne granie.
Snów o nieważkości, bez niemiłych następstw.
Wróciłam na dobranockę.
Niczego nie analizuję.
Jestem marchewką z zapalonym pęcherzem.
I unikam królików, czy czegoś tam. Nie jestem pewna. Chyba lekko przedawkowałam przeciwbólowo-moczopędne eee lekarstwo.
A, miało być: osły.
Osłu się wiesza marchewkę na wędce przed pyskiem, żeby zasuwał. Coś tu się nie zgadza.
Tak czy owak, zdrowia życzę.
Dzięki.
Ale taka marchewka nie ma nic do powiedzenia! Jak ma unikać osła, jak ją przyczepią? To jest tortura!
Powinna roztopić się w nirwanie, wtedy nikt jej do niczego nie przyczepi.
A nie, to chyba inny buddyzm?!?
Pomińmy marchewki i nirwany.

Rozpłyńmy się we śnie!
Dzień dobry
Znów piątek, piąteczek, ma być ciepły i pogodny.
Dzień dobry w piątek (13). Pochmurno i stosunkowo ciepło za oknem. Trochę powiewa wiatr. Zobaczymy co przyniesie.
Witajcie!
Trzynastego nawet w grudniu jest wiosna!
trzynastego każda sprawa jest prosta!(…)
„Trzynastego, od morza do Tatr.
Trzynastego piękniejszy jest świat”.
Klasycznie pijemy herbatkę o tej porze.
Się zgłaszam po kawusię jak zwykle, pani Gieniu, bardzo dziękuję.
Biegnę z kubkiem…!!!
Dla mnie napar z żurawiny proszę
Żem nie wiedział, że się taki robi wogle.
Ale jestem przekonany, że Gienia i to będzie miała.
Się robi. Każda wiedźma o tym wie.
Ewentualnie można łykać kapsułki, ale pomyślałam, że marchewka może mieć z tym problem.
Zdecydowanie marchewkę lepiej podlewać niż wtykać w nią jakieś kapsułki.
Dzień dobry. Wieje jak jasny pieron, po otwarciu okna w sypialni na przewietrzanie ledwie mogłem drzwi otworzyć (otwierają się do wewnątrz pokoju). Dla mnie piątek trzynastego to pikuś. Natomiast pierwsza środa po takim piatku, ooo.
Ale się wstrzeliliśmy do Gienki:-)
No faktycznie. Zajrzyj-no do kubka, czy się nie pomyliła z przydziałem. Przychodzi dwóch takich, a potem kłopoty.
Dziś w robocie koszmarnie mulił internet. Przez chwilę nawet się obawiałem, że Wyspa znów siadła…
Może to w związku z dzisiejszą datą?
Myślisz? A może…
Chociaż prawdę mówiąc, nie jestem przesądna
Dobry wieczór. Tradycyjnie w piątek rzutem na taśmę – fajrant. I oczywiście przerwa, ale jaka długa, to nie wiem, bo jestem zdyndolony.
Podobno weekend się zaczyna. Dla mnie jednak kończy się dość trudny piątek, żeby o całym tygodniu nie mówić. I idę pod kordełkę z książką i termoforkiem.
paaa-paa
Skończona robota, a jutro sobota. Idę w ślady Jo.
Dobranoc…
Spokojnej obu Paniom. To ja zaraz dobranockę…
Dobranocka.
Dzisiaj Turnau Grzegorz. Z nihilistyczna piosenką. I melancholijną takoż.
Snów w parku wypitych.
Tymczasem piątek trzynasty okazał się pechowy dla dwóch kierowców, którzy zderzyli się niedaleko nas. Od godziny mamy spektakl, bo wszystkie służby się zjechały. Bez ofiar w ludziach, o ile dobrze widzę, ale samochody nieźle stuknięte.
Na koniec dnia, a w zasadzie technicznie już następny – lampka. Żeby mi nikt w nią nie wjechał!
No to już mamy 14-ty! 🙂 Spokojnych snów!

Się złożyło. Ale może przy 2 lampkach będzie się spokojniej zasypiać.
Dzień dobry
Od kilku miesięcy mi przypominał o tej dacie… tak na wszelki wypadek, żebym nie zapomniała
Skończył 70 lat, ale jego mózg pracuje jak u 10 latka, a może jeszcze mniej, bo ma kłopoty z czytaniem, a dziesięciolatki czytać już umieją…
Marzył mu się nowy telewizor, ale to trochę za droga impreza (przynajmniej jak dla mnie). Niech mu rodzina kupuje
Poszłam po najmniejszej linii oporu. Wybrałam zdjęcie, na którym jest on z siostrą i jego ukochane psy (jeden miał raka kości, drugi raka wątroby i obydwa trzeba było uśpić). Carl bardzo za nimi tęskni i bardzo często wspomina…
Dziś 13, w piątek, jeden z moich znajomych miał urodziny
To przypominanie miało jeden zasadniczy cel – prezent. Uwielbia je dostawać, chociaż sam nikomu nie daje. Miałam z tym ogromny problem. Co można mu podarować, żeby nie zrujnować domowego budżetu?
Przez internet wysłałam zdjęcie do sklepu i zmówiłam odbitkę na drewnie. Syn znalazł kupon (też na internecie) i zapłaciłam tylko połowę ceny.
Carl mało się nie popłakał, gdy zobaczył swój prezent. Powiedział mi, że będzie z nim spał, bo to tak, jakby jego pieski były z nim…
I tak sobie pomyślałam… jak niewiele niektórym do szczęścia potrzeba
Zapraszam na nowe pięterko. Myślę, że przy sobocie dobrze jest się uśmiechnąć z rana
Przepraszam, nie zauważyłam nowego pięterka…
Dzieńdoberek
Sobota, piękny dzionek wstaje 