Wpadłem w depresję. No może nie do końca depresję bo to może urazić osoby naprawdę chore na tę przypadłość. Dopadło mnie ogólne zniechęcenie do wszystkiego ze szczególnym uwzględnieniem pracy. Wszelkiej pracy praktycznie. Nie chce mi się nic robić. Każde, nawet błahe zadanie, urasta do problemu co najmniej tak skomplikowanego jak budowa promu kosmicznego albo napisania drugiej teorii względności. Gdzieś się doczytałem, że w takich przypadkach takie prace, zadania do wykonania dzielimy na maksymalnie dużą ilość drobnych czynności, które są łatwe do wykonania i które to czynności poskładane w całość dają nam w wyniku potrzebny rezultat. Przykładowo przeraża mnie zaparzenie herbaty. Wydaje się, że nie zrobię tej herbaty – za skomplikowane. No ale jeśli podzielimy to na:
1. Wstać z fotela
2. Pójść do kuchni
3. Nalać wody do czajnika
4. Włączyć czajnik
5. Wyciągnąć kubek
6. Wsypać herbatę do kubka (albo włożyć saszetkę z herbatą)
7. Zalać herbatę wrzątkiem
8. Posłodzić (ci, którzy słodzą)
9. Wrócić na fotel z herbatą
… to zadanie staje się łatwe do wykonania.
– Córeczko jak robisz herbatę to mi też zaparz bo mnie nogi bolą!
Chyba to nie był dobry przykład..




Taki króciutki wpis aby nie popaść z marazm
– A nie prosilibyście się, ociec, ino sami se zrobili! A przy okazji to i mnie zalejcie!
Dokładnie.. Powraca sakramentalne – jak tu żyć:-)
Trzeba to koniecznie zwalczyć robiąc kawę czy herbatę dla całej rodziny i dla wyspiarze. Zaraz poczujesz się lepiej. Jak mi się nie chce do Maximiny.!!!! Bo pada i jest bee..
Dzień dobry. Metoda wydaje się słuszna, będę musiał zastosować.
Witam po raz drugi 🙂 Ciekawe pięterko, rada może mi się przydać, bo często ogarnia mnie taki leń…
Bęc. Wybiła dziewiąta. Jak to było? Podzielić na najdrobniejsze czynności składowe?
1. Zamknąć zakładkę z Wyspą…
No i już jest problem.
Ale pewnie jakoś sobie z nim dam radę.
Dzień dobry,
wydaje mi się, że do depresji to jeszcze bardzo daleko, raczej to jakieś początki snu zimowego;-)
Na takiego zimowego lenia mnie pomaga jakaś elektryzująca piosenka (dziś np https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=eE9tV1WGTgE ) na początek, jak już złapiesz rytm to ulubiona herbata/kawa z imbirem/cynamonem/gorąca czekolada. Na mnie działa;-)
A tak z innej beczki to twój znak zodiaku uwielbia:

Jaki znak? Nie wyświetla się!
A teraz?
Teraz widzę. Dziękuję.
Mój znak, to baran. Ale czy to prawda?
a u mnie w sumie chyba prawda;-)
Mnie śmiech pasuje…
Mnie też, ale żeby aż do bólu?
deszczowa noc i słoneczny dzień … na odwrót też być może
Znaczy będzie okazja pobyć wśród jakichś obcych dla odmiany? Ale jak życzliwi, to nie powinienem się niepokoić.
No a mnie się sprawdziło. Całą noc padało a teraz nawet troszkę słońca jest.
Ludzie – u mnie wiosna!!! Plus siedem i trawniki zielone jakby Breżniew miał przyjechać…no jak pomalowane
ooooo – to z nas bliźniaki
Jestem spod wagi , ale polskiej , nie brytyjskiej w funtach . A przy okazji :spryt jest darem- rozsądek zaletą , a mądrość cnota ,tak powiedział – Karel Ćapek , sąsiad Zoe , a Winston Churchill twierdzi , że w życiu najważniejsze jest zrozumienie faktu , że głupcy także mają czasem rację .I bądz tu człowieku mądry i oceń to co się wokół ciebie dzieje….
noo – jak gdybym spod wagi była , to by była waga ciężka …
szczęściem los znaku mi oszczędził …
a co do brytyjskiego akcentu to u mnie rozpacz czarna, ani be ani me, a właśnie rodzinka do mnie przyjeżdża, z Brazylii, rodzinka po polsku cieniutko, to co ja mam zrobić, wie kto???
a pomysł na prezent ktoś mi podrzuci ?
Co do prezentu to cynicznie rzecz biorąc zostaje tylko przysłowiowa flaszka 0,5l (co prawda 0,5l to prawie nic, ale prawie nic to lepiej niż zupełnie nic;-)
opanować portugalski szybciutko. fajny język. Znam jedno słowo – obligada…reszty zapomniałam.
Przykro mi bardzo, ja tylko angielski, bardzo ograniczony niemiecki, francuski i rosyjskiego tyle, co ze szkoły. Portugalskiego ani w ząb.
Ja też z językami tak trochę cieniutko. Oczywiście polski, po tylu latach – angielski (tyle o ile), niemieckiego prawie zapomniałam, rosyjski… no, tyle co w szkole. Znam parę słów po hiszpańsku (co mało dziwne, bo tu „Meksyków” jak w Moskwie rakiet), ale po portugalsku ani słowa.
Chociaż te 0,5 l (w zależności od ilości osób odwiedzających) wydaje się trochę mało na pełne zrozumienie 

Pomysł Zoe wydaje mi się świetny, bo po flaszce, to nawet po chińsku każdy zrozumie
A co do prezentu… nie bardzo rozumiem. To oni przyjeżdżają do Ciebie, a Ty masz im jeszcze prezenty kupować? To chyba odwiedzający powinien czymś się wykazać… A jeśli się upierasz, to zależy na ile ich znasz. Jeśli nie za bardzo, to najpierw się im przyjrzyj. Na pewno wydedukujesz, co im się w Polsce najbardziej podoba i jaką pamiątkę chcieliby ze sobą zabrać. Tak w ciemno, to nie ma jak radzić. Co innego zabrałaby moja mama (po odwiedzinach u mnie), a co innego moi bratankowie…
Fajrant, dzisiaj wcześniej, ale dla odmiany czeka mnie jeszcze trochę biegania. Przy okazji odsapnę od komputera.
na wyspie jak mnie pamięć nie myli więcej bliżniąt jest..
Nooo
Ja też bliźniak
I czasami wydaje mi się, że to najpaskudniejszy charakterek
Dwie natury w jednym ciele. Trudno powiedzieć, która w danym momencie wygra 


Od lat nie pijam i nie zamierzam… 
Roślinki potrzebują wody, więc niech leje wtedy, kiedy śpię, ale jak już wstanę, to chcę mieć słoneczko
I to całym niebem…
Mam taki kubek ze znakiem bliźniaków i jest na nim wierszyk, z którym się nie zgadzam.
„Bliźniak zawsze się bliźniaczy
Każde słowo przeinaczy
Kiedy kocha – kocha krótko
Lubi gdy częstują wódką”
Nie wiem jak jest z tym „bliźniaczeniem”, ani przeinaczaniem słów, ale z mężem jesteśmy już prawie 40 lat i jeśli komuś jest to krótko, to co będzie długo? Ludzie tak długo nie żyją
A co do wódki… nie przepadam, a przynajmniej za czystą pitą z kieliszków. Jakoś mnie dziwnie otrzącha
A co do deszczowej nocy i słonecznego dnia, to się zgadzam
Informacja o warszawskim smogu . Od trzech dni , w moim mieszkaniu zaczęło coś popiskiwać podobne do świerszcza . Poczytałem o tym zwierzęciu, czy jest to możliwe zimą. Wiki napisała , że jest . Szukając gada , przy okazji sprawdziłem lodówkę , pralkę , domofon i wreszcie dotarłem do czujnika gazu , który wyłączony z sieci nie powinien piskać .A jednak … Okazuje się ,że czujnik zaopatrzony również w baterię podtrzymującą napięcie , mimo odłączenia od sieci ,uruchamiany był przez zasysany przez kanał wentylacyjny warszawski smog . Zaczęło na dworze trochę wiać i czujnik zamknął buzię . To o czym napisałem dowodzi , że smog nie był wymysłem nawiedzonych ekologów .
Rany, niechby wreszcie przewiało ten smog, nie dość, że Ciebie podtruwa, to jeszcze Junior zaraz obok!
Wczoraj wieczorem, gdy chciałam przewietrzyć mieszkanie, też poczułam smog. Prędko okno zamknęłam, ale byłam tym faktem zdziwiona. Przecież o smogu w Poznaniu nie było mowy. Ten smog czułam nie tylko ja, więc jestem przekonana, że się nie myliłam.
Jest jest. Znajomi z Poznania alarmują na FB, niestety.
Zgadza się, oto co znalazłam w sieci: W Poznaniu od jakiegoś czasu wyraźnie pogarsza się jakość i czystość powietrza. Szczególnie ciężka sytuacja ma miejsce nad ranem i wieczorem, kiedy smog przeszkadza szczególnie dotkliwie. Z tego powodu mieszkańcy napisali list otwarty do prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka.
No więc właśnie. Z tego, co mi wiadomo, do kitu jest w całej Polsce, i na Śląsku, i w Kielcach.
Jest nadzieja! Właśnie odsłuchałam prognozy pogody i zapowiadają silny wiatr od nocy. Najpierw do zachodu, później w całym kraju.
Nareszcie przewieje ten smog…
Kciuki trzymam!
I to jest to, dlaczego nasze czujniki mają wyjęte baterie
Nie ma możliwości, żeby zawyły…

A w sumie, to współczuję
I tak się zastanawiam… Chicago jest ogromne, kilka razy większe od Warszawy. Jakoś nie słyszałam o smogu u nas
Czy my jeździmy na innej benzynie? Bo przecież w Chicago jest cała masa zakładów przemysłowych i nie wszyscy mają założone odpowiednie filtry. To dlaczego u nas nie ma smogu? Nie to, żebym tęskniła… ale tak z ciekawości…
Podstawową przyczyną obecnego smogu nie są samochody, lecz niska emisja produktów spalania byle czego w byle jakich piecach. W lecie takich stężeń nie notujemy… A u was ogrzewanie domów jest chyba lepiej rozwiązane i kontrolowane niż w Polsce.
No tak. U nas ogrzewanie albo gazowe, albo elektryczne. W zasadzie innego nie ma. Nie ma też osiedlowych kotłowni (co pamiętam z Polski). Każdy ma własne. To znaczy czasami w blokach jest piec podłączony do wszystkich mieszkań na klatce, ale to tylko w małych bloczkach. Bo nasi polscy znajomi mieszkają w ogromnym bloku i każdy ma swoje i ogrzewanie i chłodzenie.
W sumie, to nie wiem jak jest na farmach. Gdzieś daleko poza miastem. Czy też mają podłączony gaz, czy używają prądu, a może jeszcze węgla, czy koksu?
Odnośnie smogu:
Wczoraj rozmowa z pewną osobą (taką z lepszego sortu) sprawiła że zgłupiałam kompletnie. Niechcący a może i chcący, wiadomo jak się rozmowa nie klei to się przechodzi do pogody, padło z mojej strony stwierdzenie: niechby ten wiatr trochę powiał, to by ten smog rozpędził. To co usłyszałam wprawiło mnie w kompletne osłupienie:
-I ty w to wierzysz? W te bajki? Żadnego smogu nie ma, to jest wymysł żeby ludzi ogłupiać. Wcale w te bzdury nie wierz, nie mają co podawać tylko takie głupoty. Smog?! w głowę się puknij, nie ma czegoś takiego, ogłupianie ludzi i tyle.
Zgłupiałam kompletnie.
Nie ważne, że Warszawa tonie w brudnej mgle (byłam, widziałam, czułam), Kraków czy Katowice pewnie maja znacznie gorzej, ale jak telewizja narodowa mówi, że nie ma to nie ma i już.
Toć już dawno Adam Nowak śpiewał: Trudno nie wierzyć w nic…
Ja w Poznaniu też czułam, chociaż o moim mieście mało się o smogu mówi, bo inne miasta są w gorszej sytuacji. Więc niech ta pani nie mydli oczu, że to tylko ogłupianie ludzi.
Problem w tym, że za nic nie wytłumaczysz, że czarne jest czarne a białe jest białe…
powstrzymam się od wstawienia linku, wiadomo o co chodzi
Wiadomo… 😉
Niektórym nie warto tłumaczyć. Szkoda czasu i nerwów. Oni i tak wiedzą najlepiej



Oczywiście, że te wszystkie smogi, to wymysł ekoterrorystów i nie ma o czym mówić!!! Takie coś może być w Tokio, czy Pekinie, ale nie w Polsce, gdy jest tak dobra zmiana!!!
Oni rozwieją każdy smog…
A tak mówiąc poważnie… kilka razy próbowałam coś tam tłumaczyć… po prostu się nie da. Są ludzie, którzy mają klapki jak konie dorożkarskie i niczego nie widzą. Niczego poza tym co zobaczą i usłyszą w jedynie słusznej telewizji, czy radiu. Już kiedyś to przerabialiśmy… jakieś 50 lat temu. Tylko na tych, którzy wierzyli kiedyś tej propagandzie, wiesza się psy, a nie widzi się analogii… historia zatacza koło… i to wcale nie takie duże. Aż strach pomyśleć co może jeszcze nastąpić.
Nic nie trwa wiecznie, zatem postanowiłem zrezygnować z numerowania komentarzy ale nic za darmo 🙂 Otóż, nadal trwam w zadumaniu nad Leśmianem i nie zrezygnuję z linku:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=TsLcAVmz-B8
A wracając do wpisu traktującego o depresji, herbacie i przeciwnościach losu zalecałbym zmianę herbaty na piwo, co z pewnością podziała terapeutycznie.
Ukłony 🙂
Otóż muzyka z pewnością podnosi na duchu, natomiast co do piwa, to mógłby być problem – Zoe pija herbatę o poranku, a to jeszcze nie pora na piwo…
Fakt, zaproponowana terapia nie ujmując w niczym skuteczności, narusza dobre obyczaje pozostawiając dylemat, czy przywiązywać wagę do wielce znaczącego wielokropka, czy też poprzestać na konstatacji związanej z brakiem poczucia humoru. Szczęśliwie jest to dylemat pozorny, bowiem – z wyłączeniem przypadków bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia – również poprzestałbym na herbacie 🙂
A także łagodzi obyczaje, kochany Panie…
No to ja dobranockę nieco wcześniej.
Było? Nie było? Nie pamiętam. Ale będzie. Egzotyczny duet, Youssou N’Dour i Neneh Cherry w piosence sprzed ładnych paru lat – „7 Seconds”. Wyraźna linia rytmiczna, ale miękka, i przenikające się głosy. Siedem sekund. No chyba tak szybko Wyspa nie zasypia?
Snów miękkich pod ciepłą kordełką w ten zimowy czas.
To i ja już idę spać, dobranoc
Spokojnej!
No i N’Dour utulił Bożenkę. Fajnie…
Mnie też utulił….idę spac, bo znowu pada co żle jednak na mnie działa…
Spokojnej również!
Cały mój wpis tak naprawdę dotyczył tego, że nie chciało mi się malować klatki schodowej…:-). Właśnie skończyłem na dziś. Mniej więcej jedna trzecia roboty za mną. Może na tym poprzestanę bo czymże jest klatka schodowa wobec wieczności i naszego przemijania w czasie???;-)
Skrawkiem rzeczywistości li i jedynie!
Ale trzeba też zadać sobie pytanie, jak wyglądałaby wieczność bez tej klatki schodowej. No bo rozumie Pan – wchodzić na piętro po drabinie? I tak przez całą wieczność?
Mieszkałbym tylko parterze (co nie jest takie głupie na starość) a piętra to sobie budowałbym na Madagaskarze bez malowania na dodatek.
Przewaga pięter na Wyspie nad innymi piętrami nie podlega dyskusji. A w tej chwili ktoś na Pana piętrze przebywa? Bo jakby tak, to mógłby mieć kłopot, żeby zejść na dół niepomalowaną klatką. I co zostawiłby Pan tak sprawę?
Ściany proszę Pana są pomalowane. Nie schody. Taki jeden kolega od trzech miesięcy klei drewniane schody (remontuje dla jasności) w swoim domu. Codziennie pół stopnia pewnie mu wychodzi. Jak oni się nie pomylą, że dzisiaj omijamy stopień numer 6 na trzecim zakręcie to ja nie wiem:-)
Aaa, ściany!
To zasadniczo aspekt estetyki wchodzi w grę.
To ja nie mogę na ten temat dyskutować, bo się nie znam, a nawet przyznam się do lekkiej abnegacji.
Wiesz co, Zoe? Zabiłabym męża, żeby mi się grzebał po pół stopnia dziennie




Toż od trzech miesięcy nie ma jak w domu posprzątać!!!
A ja myślałam, że to mój mąż tak wolno pracuje (fakt, że bardzo dokładnie). Nasze schody do piwnicy zrobił w jeden weekend… też przycinał i kleił…
A co pomalowania klatki schodowej… to jeśli malujesz na taki sam kolor i pomalowałeś już to, co najbardziej wymagało pomalowania, to nie ma co się spieszyć
Możesz skończyć wiosną
Tylko posprzątaj, żeby żona nie miała pretensji
Był kolor ciemnobordowy teraz jest (będzie) kolor, który nazywa się „garść muszelek” (kto to wymyślił???). Niestety wiąże się to z podwójnym malowaniem aby przykryć poprzedni mocny kolor. Tak więc widzisz człowiek ma zawsze pod górkę – zwłaszcza na klatce schodowej
No to faktycznie nie ma jak zostawić do wiosny. Takie niedomalowane głupio by wyglądało… Chociaż teraz…
Odparłam jej (zgodnie z prawdą), że na ich widok aż mnie zamurowało


Byłam trochę czasu temu u znajomej. Pochwaliła się odmalowanym pokojem. Myślałam, że coś mi się czasy pomyliły (w angielskim wszystko możliwe), bo sufit miała co prawda bardzo jasno-niebieski, ale z białymi plamami. Myślałam, że zasmarowała dziury, czy zacieki i będzie to jeszcze malować… dobrze, że nie zdążyłam się odezwać, kiedy zapytała mnie jak mi się te chmurki podobają.
Skoro w pokoju mogą być chmurki, to czemu klatka schodowa nie może być co nieco łaciata
A i jeszcze jedno. Pojawiła się spora konkurencja dla naszej wyspy. San Escobar.
Mam wszakże całkiem zarozumiałe wrażenie, że tam się jednak zbiera mniej doborowe towarzystwo…
Ale jak się cieszą
Czyżby śmiali się do słynnego saneskobarskiego sera pleśniowego???
Śmieją się bo marszałek ten co zaginął podobno na wczasy tam przyjechał.
Aaach, El Marechallo? To ci dopiero rozentuzjazmowany tłum!
Ok. Koniec poważnych rozmów na dzisiaj. Dobranoc.
Spokojnej.
Chciałem tylko przypomnieć półgębkiem, że jutro wybywam i wracam dopiero w piątek wieczorem lub w nocy (co w praktyce równać się będzie sobocie rano).
Dobrej podróży zatem!
Udanego wyjazdu, Mistrzu Q. I przede wszystkim bezpiecznego
Rozmowy zakończone, można zapalić lampkę…

To jeszcze na koniec ja




Nie dzieliłabym parzenia herbaty na tyle różnych czynności, bo dopiero wtedy poczułabym się zmęczona
Stwierdzenie „zrobię herbaty” brzmi krótko i jakoś nie wydaje się aż tak męczące. Po rozbiciu na kolejne etapy wydaje się tasiemcem
Także przy daleko posuniętym leniu, lepiej nie rozdrabniać
A tak w ogóle, to dzień dobry
Dzień dobry
idzie odwilż…
Wiatr się rusza, smog przepędzi 🙂
Jaka odwilż. 16 stopni mrozu to odwilż???
A tak w ogóle to dzień dobry.
Przed wschodem zawsze jest najzimniej.
Idę spać
Nawet w telewizorni podają ostrzeżenia o silnym wietrze. Wiem, bo małżonek oglądał hokej i co jakiś czas pikało to ostrzeżenie. To znaczy… ostrzeżenia pojawiało się na pasku, ale jakby ktoś przegapił, to dodatkowo pikało, żeby zwrócić baczniejszą uwagę na TV. 
Wieje u nas tak, że łeb z płucami urywa
A to dobranoc. Ale żeby o siódmej rano iść spać?
Witajcie!
Ciekawe, czy sposób Zoe’go parzenia herbaty zyska popularność, przynajmniej po tej stronie wody… No bo co zrobić, gdy córeczka daleko?
Dzień dobry.

No cóż. Podstaw filiżankę:
Podstawiam swoją, ale pod kawę
No dobra. Z prawej strony kolejka dla tych po kawę, z lewej chętni na herbatę
stoję z lewej
Dzień dobry. Jeszcze przed wyjazdem zdążę wypić kawę na Wyspie…
a potem hajda.
Szczęśliwej podróży
Nie wiem jak to zrobisz ale tu widzę jakąś fotkę z trasy. W mojej nieskończonej dobroci niekoniecznie musi być dzisiaj
I ja filiżankę podstawiam
Dzień dobry!
Dobry, dobry.
Wszyscy jeszcze na demonstracjach?
No pięknie. Sama nie wiem, jak mi się ta strona kliknęła, ale chyba nie wypada wypaść bez dzień dobry? Albo chociaż dobry wieczór…
Już se idę, żeby nie zajmować miejsca.
No tylko bez fałszywej skromności. Jesteś u siebie…
Nie wiem o co chodzi, Jo. Obraziłaś się na nas, czy co? Nie ma Cię od dawna, a jak wpadłaś, to jakoś tak dziwnie mówisz… Chyba jestem z czymś do tyłu…
Bo to, że zablokowałaś swój blog, to wiem od dawna. Pisałaś, że to zrobisz…
Melduję posłusznie, że wróciłam do domu. Śnieg sypie jak za dawnych, dobrych zim. Ale teraz już się pożegnam, bom zmęczona.

Dawno nie było dobranocki w stylu country. Na mroźną noc odrobina whiskey chyba nie zaszkodzi pod ciepłą kordełką? Zatem „Kołysanka wódczana”, czyli Whiskey Lullaby.
Byle nie za często! 😉
Chyba już wszyscy śpią, dzieci śpią, matka śpi, ojciec śpi!

Ustabilizujmy spokój tego snu. Georginia może poczekać.
Ta ballada dobra także na depresję. Byle nie za często.
Ja mam ciąg dalszy artystycznych prac malarskich tzn. drugie malowanie klatki. Przed chwilą skończyłem. Uff. Jutro poprawki. Dbrnc
Dzień dobry
Wczoraj też nie. Zasnęłam utuptana przy komputerze i obudziłam się o północy… pewnie mnie jaki duch wystraszył, czy co…
Kliknęłam w to, co miałam napisane, nawet nie wiedząc, czy skończyłam zdanie
Tak to bywa, gdy się człowiek obudzi w środku nocy i sam nie wie co dokoła się dzieje… 


Dziś nie pójdę spać o 7 rano
A że tym razem spałam „na dzięcioła”, to mięśnie karku mnie bolały cały dzień.
Dziś mam w planach normalny sen w normalnym łóżeczku
Dziś wieczorkiem była burza. Błyskało i grzmiało prawie jak wiosną
Dodatkowo lało jak z cebra. Do końca zmyje te resztki śniegu… Co prawda już go dawno nie ma, ale w miejscach gdzie był składowany (obrzeża parkingów sklepowych, czy przydomowych, pobocza niektórych dróg…) jeszcze go trochę leżało. Prognozy pogody na najbliższe dwa tygodnie nie są zachęcające. Na zmianę deszcz i śnieg. Temperatura plus (w dzień) i minus (w nocy)… kołomyja jak się patrzy
Najgorzej jak popada i weźmie się mróz. Nawet najlepsze opony nie wyrabiają i zaczynają się ślizgać
Po „szklance” bardzo źle się jeździ…
Trudno też kontrolować poślizgi… samochód jedzie gdzie chce, a kierowca nie ma nic do gadania
Jak chce, może się najwyżej pomodlić…
Dzień dobry. Widzę, że na drugiej półkuli szału z pogodą nie ma. No cóż dlaczego inni mają mieć lepiej
Na południu Polski ociepliło się. Ledwie dwa stopnie poniżej zera. Spadł śnieg. Zobaczymy jak to się rozwinie.
Witajcie!
Wczoraj wieczorem wymarzłem, dziś zaskakująco ciepło… ile jeszcze zmian mnie zaskoczy?
Dzień dobry
Ale wstyd, dopiero o ósmej wchodzić na Wyspę… Ale pół nocy nie spałam, a później system mi się konfigurował… 
Wstyd to kraść i… coś tam..
Witaj
Też prawda, ale jeszcze mi się nie zdarzyło spać do 7,30…
Leniwe… dzień dobry / hmmm.. uśmiechnąć się???/
Aha, sypie, też leniwie.
U mnie wieczorem nasypało wcale nie leniwie, a teraz ten śnieg czeka na zapowiedziany deszcz. Chyba trzeba wynająć jakąś łódkę…
Pewnie, że się uśmiechnij!
No to uśmiechajmy się!
Dzień dobry;)

Czyli dziś widzę na przekór wszystkiemu się uśmiechamy?
I dobrze;-)
Bardzo dobrze!

Depresji mówimy nasze zdecydowane NIE!
Ma się rozumieć, pomimo tytułu pięterka
Dzień dobry
A co? Na pogodę nie mamy wpływu, to chociaż się uśmiechajmy 
Ja też się uśmiechnę
Depresja stan beznadziei . Podobno w stanie depresji człowiekowi głodnemu , nie chce się nawet gryzć pokarmu , a nawet łykać . Jedynie napoje mają szansę wejść do wnętrza osoby z depresją i ją rozweselić . Nie kończę tematu , bo mogę oberwać za reklamę . Zatem lepiej popatrzmy na pewną regułę dziwnych , sportowych nazwisk : Walasiewiczówna , Niedbała , Kopała , Mrugała , Wierzgała , Noji , Szydło , Wlazło . Jak widać , przodek pani BS ,był znanym , polskim sportowcem….
Zapomniałeś Maxiu o Ruchale.
Jej narzeczonym jest Piotr Bosko. Małgorzata oświadczyła, że nie będzie nosić podwójnego nazwiska.
Masz rację . Dopasowałem jednak świadomie tylko panów , aby nie być posądzonym o wprowadzenie zamieszania w tej samej płci . Miałem bardzo mądrego nauczyciela matematyki , który przestrzegał aby nie zapominać o przecinku nad S przy nazwisku Kutaś
W uzupełnieniu trzeba przyznać , że połączenie nazwisk które podałaś czytane wprost , czy wspak ,tworzy coś , co nie może być przyczyna depresji , a terapią na depresję np: Bosko- Ruchała .
Mimo poczucia humoru, to nie wiem czy chciałabym łączyć te dwa nazwiska
Bo czy to nie brzmi jak publiczne wyjawianie tajemnic alkowy?
Szczególnie jak tak „boska” nie jest

To przypomniało mi, że na UW był profesor (czy docent, bo już nie pamiętam) Kotas i też nie życzył sobie by jego nazwisko ktoś wymawiał przez „u”
Zemściło się to na nim, bo kiedyś student szukał go w pokoju asystentów i zapytał o profesora/docenta Choja 
Jednym z filarów krakowskiej polonistyki jest autor powszechnie cenionego podręcznika, powszechnie szanowany profesor A. Fiut. Zwłaszcza studentki lubią się przyznawać, że noce przed egzaminem spędzają z Fiutem w dłoni.
Ciekawe skąd się biorą takie nazwiska
Chyba komuś narazili się przodkowie 
Wydaje mi się, że po prostu zmieniło się znaczenie wyrazów i to co kiedyś było normalne, teraz stało się wulgarne. Tak jak wyraz „kutas”. Tak się nazywały frędzle przy firankach, a „kutasikiem” był pomponik (frędzel) przy szlafmycy. Dopiero od niedawna ten wyraz jest uważany za coś wulgarnego i niewielu pamięta co tak na prawdę oznacza… może i z innymi nazwami (nazwiskami) jest podobnie?

Nie znam się na tym…
Pana Fiuta poznałam osobiście, chociaż nie tego o którym piszesz, Ukratku
Ależ to głupio brzmi… przeczytałam co napisałam…
Fiut był konsultantem od pożyczek i stypendiów dla studentów. Zjawił się kiedyś w mojej klasie i gdy Amerykanka go przedstawiała, to jakoś inaczej to brzmiało. Ale gdy po lekcji poszłam do niego (córka akurat kończyła szkołę średnią i chciałam zasięgnąć informacji) i dostałam wizytówkę, to mało się nie przewróciłam.
Czasami jest też tak, że rodzice krzywdzą dziecko dając mu imię zupełnie nie pasujące do nazwiska (albo za bardzo pasujące 😉 )


Mój ojciec miał kumpla, którego rodzice właśnie tak go skrzywdzili. Dali mu na imię Alfons, co w połączeniu z nazwiskiem – Wojewódzki, nie zawsze śmieszyło… a przynajmniej nie wszystkich
Teraz już chyba nikt nie daje takiego imienia swojemu dziecku i całe szczęście
Cicho wszędzie, głucho wszędzie…
Co to będzie, co to będzie?!
Ano, spanko będzie. Dobranoc Wyspiarze, idę pod kordełkę
Przytulnej kordełki! 🙂
Na dobranoc dziś proponuję lekki jazz i odrobinę poezji. Z „Księgi olśnień” „To jedno”: Zaryan, Turnau i Miłosz. Czyż może być lepszy zestaw?
Mam nadzieję, że i Zoe skończył już malowanie (przynajmniej na dzisiaj). Spokojnych i bezpiecznych snów!

Rano trzeba wstać. Chyba jutro zaśpię. Dobranoc.
Dzień dobry
Przesądni niech lepiej dzisiaj nie patrzą na kalendarz 
Dzień dobry. Wg kalendarza juliańskiego mamy dzisiaj 31 grudzień 2016 roku. Hurra będzie impreza
Witaj! Zamieniamy kalendarz?
Witajcie!

Zachowujmy się jak dorośli!
Czy naprawdę potrzebny nam pretekst, żeby zrobić imprezę?
Tetryku nie bądź tetrykiem w ostatnim dniu roku wg kalendarza juliańskiego
Żeby zrobić imprezę, pretekst potrzebny nie jest, ale jak jest, to śmieszniej, weselej
Nie trzeba okazji, wystarczą dobre chęci i nastrój.
Co taka cisza dzisiaj? Wiem, że pogoda pod zdechłym Azorkiem, ciśnienie bardzo niskie, ale żeby przez pół dnia nikogo tu nie było? To się chyba jeszcze nie zdarzyło. Czyżby data dzisiejsza miała na to wpływ?

Ale jak on sam sobie miałby przebiec drogę? Może ten problem go tak osłupił…
A może obawia się, że innym pecha przyniesie?
Dzień dobry



Pecha 13 w piątek mają ci, którzy w to wierzą
Czyli mnie nie grozi
W pechowego czarnego kota też nie wierzę, bo co ma zrobić właściciel takowego? Jemu taki kot po kilka razy dziennie przebiega drogę i jakoś nic
Oczywiście ja w te bzdury też nie wierzę
Z wiarą bywa różnie . Czy wierzysz w to ,że Mojżesz przeprowadził Żydów przez Morze Czerwone ? Pytał Rabin polskiego Żyda . W to ja wierzę , ale żeby tam było głęboko-to ja nie wierzę . A wiesz Dawidzie , że Twoją Rachelę to całe miasto nawiedza ? Ech tam , co za miasto , pięć tysięcy ludzi …Zdarzają się w życiu różne , trudne do wyjaśnienia sytuacje , ale to nie data w kalendarzu o tym decyduje . Wszak na planecie Ziemia , różne plemiona posługują się różnymi kalendarzami i mają różne szczęśliwe , lub nie , liczby . Dobry wieczór 🙂 Depresja jak widać jeszcze trwa .
Może wzorem Holendrów trzeba by jakieś wiatraki postawić?
Na trasie między Pułtuskiem , a Przasnyszem , naliczyłem wiatraków kilkanaście . Powoli mielą powietrze , ale czy one wiedzą coś o naszej depresji ??
W Wielkopolsce też stoi niejeden wiatrak, ale czy one jeszcze coś mielą, tego nie wiem.
Nikogo nie ma, idę spać.

Dobry wieczór! Zgłaszam powrót na Wyspy łono.
Przy okazji okazało się, że od dzisiaj mam nieważny dowód osobisty, więc w najbliższym terminie czeka mnie wycieczka do urzędu. Że trzynastego stanie się nieważny, to mogłem wywnioskować po dacie ważności (do 12.01), ale że w piątek, to już pech!
A teraz bardzo przepraszam, uciekam, bo parę ostatnich dni było mocno pracowitych.
Jakbym jeszcze dzisiaj mógł prosić o zastępstwo przy dobranocce…
Zrobi się! 🙂 Dobrych snów!
Zatem obiecana dobranocka: Santana + Sade. Mam nadzieję, że się spodoba…
Pora spać. Jutro walne zebranie Spółdzielni Mieszkaniowej. Buuu…

Dziś mi Virginia opowiedziała (i pokazała na YouTube) historię, która zdarzyła się jej znajomemu. Jest on wykładowcą na Northwestern University w Evanston. Kilka dni temu wracał po pracy do domu. Coś tam poprawiał na dachu swojego samochodu. Potem trochę przymarzł mu zamek w drzwiach i miał kłopoty z otwarciem. W końcu otworzył, wsiadł i jechał do domu…


Wracał spokojnie po pracy do domu, a tu takie kwiatki… 
Jego zmagania z samochodem zobaczyła jakaś kobieta. Od razu zadzwoniła na policję, że widzi faceta włamującego się do czyjegoś samochodu. Gdy ruszył, pojechała za nim. Słychać jak jadąc udziela kolejnych informacji. Numer rejestracyjny, marka i model samochodu, a także po kolei całą trasę przejazdu. Policjanci dogonili ich. Zamigali facetowi swoją „błyskoteką”. Ten posłusznie zjechał na bok. Nie wiem dokładnie ilu tych policjantów było, ale przynajmniej cztery spluwy były wycelowane w kierowcę. Darli się też jeden przez drugiego, żeby kierowca wysiadł. Wysiadł przerażony, z rękami podniesionymi wysoko do góry. Zrobił kroczek do tyłu (chciał, żeby go objęła kamerka w jego samochodzie). Policjanci krzycząc rzucili się na niego, powalili na ziemię i przynajmniej czterech przygniotło go kolanami do ziemi. Kolejnych trzech świeciło do wnętrza samochodu latarkami i oglądało co tam jest w środku. Stwierdzili tylko, że w samochodzie jest bałagan. Ale to przecież karalne nie jest!!!
Na filmiku widać tylko, jak po tłumaczeniach podnoszą gościa z ziemi i potem słychać tylko głosy, bo ktoś wyłączył kamerkę. Sprawdzili dokumenty tego wykładowcy i słychać jak przepraszają (chociaż jedno co prawidłowo). Słychać też, jak kobieta podaje swoje dane i niemal płacze, że to na prawdę wyglądało jak włamanie… Chyba już nigdy więcej na policję w takiej sprawie nie zadzwoni.
I tak w sumie, to facet może na nich nieźle zarobić. Może podać kobietę do sądu o fałszywe oskarżenie, a policjantów o naruszenie nietykalności osobistej. Wcale nie musieli walić go na ziemię. Mogli oprzeć o samochód i sprawdzić czy ma broń, a potem po prostu sprawdzić dokumenty. Tym bardziej, że na filmie widać te pistolety wymierzone w gościa i trzeba być kompletnym idiotą, żeby próbować wyciągać swoją broń i strzelać.
Z drugiej strony, to jak sobie pomyślę co ten wykładowca przeżył!!!
Zapomniałam napisać, że ten wykładowca to Murzyn. Prawdopodobnie to było główną przyczyną telefonu tej kobiety i reakcji policjantów… Ale nie każdy Murzyn to przestępca. Są i tacy jak ten… wykształcony i pracujący uczciwie na swoje utrzymanie.
Współczuję temu wykładowcy… Policjanci, którzy go tak potraktowali, to debile.
Dzień dobry
Czy to już wiosna? 
Witajcie!
Do wiosny jeszcze trochę… ale coraz bliżej!
Ważne, że mrozy minęły, oby bezpowrotnie tej zimy
Do popołudnia!
Dzień dobry! Dzisiaj już lepiej. Bardzo dziękuję za dobranockę, sam bym lepiej nie wybrał. Generalnie mam zamiar być – w domu i na Wyspie. Pewnie będę zaglądał co jakiś czas.
Ja też, bo dzień mam pracowity
Ja jeszcze nie wiem, czy pracowity, ale zapewne zaraz się dowiem
Pewnie jednak pracowity i nie tylko Twój 🙂 A może nikomu nie chce się wchodzić na to pięterko bo za wysokie?
Zaraz coś temu zaradzę, jeszcze chwilkę…
No to zapraszam piętro wyżej