Nad tym wyjazdem od początku wisiało jakieś fatum. Najpierw organizatorzy zgłaszali niewielkie problemy związane z zakwaterowaniem w jednym miejscu osób zainteresowanych wspólnym pobytem, a niedługo po przelaniu całości wpłaty za wyjazd coś mi się porobiło z prawą stopą. Z powodów, które dla niniejszego wpisu nie mają większego znaczenia, zaczęła puchnąć i boleć. Owszem, przeszedłem się do lekarza, zacząłem leczenie, problemy udało się opanować do pewnego stopnia, ale nie do końca. Dlatego powiedziałem swojej Wielkiej Stopie: „A co tam, jakoś to będzie” i wsiadłem do autobusu.
Nie będę Was zanudzał po raz kolejny opisem tej samej trasy, co rok temu i pięć lat temu… Impreza na pokładzie autobusu oczywiście zaczęła się jeszcze przed opuszczeniem granic Trójmiasta i wszystko byłoby cacy, gdyby nie jeden ze współpasażerów. Czy pamiętacie głos Tadeusza Włodarskiego (w Trójce czytał m.in. utwory Marcina Wolskiego: „…ale był to tylko nasz ulubiony Ciąg Dalszy”)? No to wyobraźcie sobie tenże głos, nieco bardziej przepity, perorujący niezmordowanie na rozmaite tematy, ale koncentrujący się głównie na odwrotnej części Maryni. I tak przez bite kilkanaście godzin z przerwami (Alleluja!) na sen. Czy to czasem nie początki mizantropii? Na szczęście stopniowo zagłębialiśmy się w Alpy i można było poświęcić uwagę obrazkom za oknem autobusu…

…a także co ciekawszym wnętrzom. Tutaj – piwniczka z wędzonym mięsiwem w jednym z gościńców przy autostradach.

Przyjechaliśmy na miejsce. Na dzień dobry okazało się, że lwia część grupy zakwaterowana jest w centrum miasta, a mniejszość (11 osób, w tym ja i moi znajomi współlokatorzy) w innym miejscu, niestety nieco dalej, jakiś kwadrans piechotą od owego centrum. Żeby było sprawiedliwie, warunki w naszych kwaterach różniły się znacznie na korzyść od tych pozostałych: wielkie sypialnie, doskonale wyposażona łazienka i kąt kuchenny, mnóstwo szaf i szuflad na ubrania… to nie zawsze jest standard. A poranny widok z okna!

W niedzielę rano okazało się wszakże, że mimo najszczerszych wysiłków moja Wielka Stopa stanowczo odmawia wejścia do buta narciarskiego. Ponieważ na jednej narcie jeździć się nie da, stwierdziłem, że póki co, odpuszczę sobie białe szaleństwo, a skoncentruję na byczeniu. Dzięki temu przeczytałem całą jedną powieść i pół tomu opowiadań, wyleniuchowałem się za wszystkie czasy, a dopiero wieczorem wybrałem na spacer. Świąteczne dekoracje w Livigno wyglądały przepięknie, a na ulicach spotkać można było nie tylko Polaków, Czechów czy Włochów, ale także stosownie wyposażonego bernardyna.


Nadszedł wszakże poniedziałek, kiedy miałem już dość leżakowania („Po jednym dniu?” zapytacie – no właśnie, mnie samego to zdziwiło) i po zasięgnięciu opinii od pewnego instruktora narciarskiego z uprawnieniami medycznymi udałem się do wypożyczalni sprzętu. Pewien przemiły Brazylijczyk imieniem Cristiano, wcale nie celebryta, lecz profesjonalista w każdym calu, dobrał mi buty numer większe, w które Wielka Stopa mimo walki mieściła się idealnie, i nawet dało się je zapiąć i w nich jeździć, mimo że pasowała dopiero dziesiąta (!) para. A skoro się dało, to poszedłem najpierw na oślą łączkę… potem na trochę dłuższy stok… A potem już na całkiem przyzwoity! I jeździłem przez większość poniedziałku i wtorku, kipiąc w środku z radości, że jednak się da. Właśnie tam:

W środę rano Wielka Stopa dała mi do zrozumienia, że wystarczy tego dobrego. To znaczy spuchła jeszcze trochę bardziej, uniemożliwiając założenie buta narciarskiego w ogóle. Dlatego też spędziłem ten dzień na luzie, za pomocą zestawu leków przekonując WS, że należy mi się jeszcze co najmniej jeden dzień jeżdżenia. A żeby nie siedzieć już tylko na czterech literach (chociaż w towarzystwie pana Waltariego i pewnego Egipcjanina jest to całkiem znośne), wybrałem się z jednym ze współlokatorów bez sprzętu narciarskiego, natomiast w normalnych butach – tutaj, czyli na prawie 3000 m.

Żeby zaś uprzyjemnić sobie jeszcze bardziej warunki pogodowe, jak widać – idealne, zamówiliśmy sobie po porcji bombardino – słodkiego drinka na ciepło, mieszanego z ajerkoniaku, brandy i paru innych alkoholi, z bitą śmietaną – w wersji calimero, czyli z kawą. Ależ miał Quackie używanie! I nawet Wielka Stopa przestała dokuczać.

Dzięki wszystkim środowym zabiegom Wielka Stopa łaskawie dała się w czwartek rano przekonać do założenia buta, dzięki czemu spędziłem ten dzień znów na nartach. Tu muszę wtrącić, że przez całe 6 dni pobytu pogoda była wzorowa, czyli niezmiennie słoneczna, w narciarskiej gwarze tzw. „lampa”. W związku z tym w czwartek widoki miałem cudne, a jeden z nich na zdjęciu poniżej (ten przyrząd na pierwszym planie to dysza do sztucznego zaśnieżania, aktualnie nieczynna):

Tak się złożyło, że w czwartek przypadało święto Niepokalanego Poczęcia, które jest we Włoszech dniem wolnym od pracy. Najwyraźniej sporo Włochów – miejscowych i przyjezdnych – postanowiło przy tej okazji przedłużyć sobie weekend, bo w mieście i na stokach zrobiło się tłoczno. Co ciekawe, na ulicach pojawiło się mnóstwo ludzi, takoż na stoku, z tą różnicą, że na ulicach paradowali właściciele z psami (bernardyn z wcześniejszego zdjęcia był wyjątkiem). W pewnej kawiarni tuż koło stoku, w której zakończyłem dzień na nartach, pojawił się na przykład taki oto amerykański pitbull, mimo stereotypowego wizerunku rasy – radosny i przyjazny całemu światu, aczkolwiek najbardziej – elementom jadalnym i wypitecznym 😉 [Jak się okazało po konsultacji u zwłoszczonej Cioci Quackie, powód tak licznego pojawienia się psów był nie kulturowy, lecz ekonomiczny – właściciele pensjonatów oferowali właścicielom 20% zniżki na zachętę!]

W piątek postanowiłem nie nadużywać szczęścia, za to załatwić zakupy i zwiedzanie. Wielka Stopa łaskawie się na to zgodziła, odwiedziłem więc kilka sklepów, czego efektem będą podchoinkowe paczki. Po drodze w oko wpadła mi reklama pewnej restauracji, wykonana ze śniegu, a nieco później – rozświetlone świątecznie drzewo, które wyglądało, jakby kwitło światłami!


Podsumowanie: z sześciu dni na nartach jeździłem przez trzy, więc na pół gwizdka, ale i tak jestem zadowolony z tego tygodnia – poczytałem, odpocząłem, a i pojeździłem bez specjalnej napinki. Nie ukrywam, że przed wyjazdem nie liczyłem nawet na taką – pięćdziesięcioprocentową – skuteczność. Po tych sześciu dniach, w sobotę rano błyskawicznie zapakowaliśmy się w autobus i ruszyliśmy do Polski. Sama podróż może byłaby niewarta wzmianki, gdyby nie przepiękne widoki, zwłaszcza na szwajcarskim odcinku drogi, biegnącej w sporej części wzdłuż rzeki Inn. Tak, tej samej, od której nazwę wziął wiele kilometrów dalej austriacki Innsbruck. Mimo że zdjęcie ruszone i robione przez szybę – biało-błękitno-zielonkawe widoki wydały mi się jednymi z piękniejszych tej zimy.





Dzień dobry na nowym pięterku. Jak widać na zdjęciach, śnieg niekoniecznie dominował podczas tego wyjazdu. Było również sporo lodu. Na przykład w szklankach (chociaż akurat tym razem nie robiłem im zdjęć
)
Witam na nowym pięterku! 🙂 Piękna relacja(jakże by mogło być inaczej), dobrze, że chociaż na pół gwizdka udało Ci się pojeździć. Zdjęcia oczywiście też urocze… Mnie (psiarę) zainteresował ten pitbul. Identyczny mieszka nade mną. Też bardzo łagodny, chociaż niektórzy uważają, że to groźne psy. Ja wychodzę z założenia, że każdy pies zachowuje się tak, jak jest wychowany.
Oj tak. Bulterierka Brata Q, jak już wielokrotnie wspominałem, była najłagodniejszą znaną mi przedstawicielką gatunku. No chyba że ktoś spróbowałby się z nią drażnić, dając i zabierając jedzenie…
Drażnienie psa, to największa głupota.
Jeśli ktoś jest smaczny i skłonny do poświęceń…
Otóż Włoch, pan tego psa ze zdjęcia, brał psiego snacka w zęby, nachylał się nad psem, który stawał na tylnych łapach (przednie opierając o ławę przy stole) i delikatnie wyciągał łakoć. W sumie chyba nawet nie dotykając pana, chociaż wyglądało to summa summarum mało higienicznie.
Na pewno nie było to higieniczne. Nawet jak nie dotykał pana. Fuj!!!
Zgadzam się z Bożenką. Największa głupota i straszliwe chamstwo!!! Mało dziwne, że pies może dziabnąć. Sama bym ugryzła, gdybym była głodna, a ktoś mi zabierał jedzonko sprzed nosa, podstawiał i zabierał znowu.
Cóż, ryzykant z Waści, ale – jak powiadają Anglosasi – no risk, no fun! Zdjęcia przednie, a przyznam że to znad Inn-u jest dla mnie najciekawsze – wydaje się być ilustracją jakiejś tajemniczej baśni.
A swoją drogą, sądziłem że Wielką Stopę można spotkać tylko w Górach Skalistych w Ameryce…
Myślisz, Mości Tetryku, że to ryzyko w związku z Wielką Stopą? No więc właśnie dobrze je skalkulowałem, bo raz że ustaliłem, co i gdzie mnie boli, dwa, że dopytałem fachowca (od nart, ale i od medycyny poniekąd – niestety ortopedy nie było pod ręką), a trzy, że na najlżejszy sygnał „dość” robiłem sobie przerwę albo wręcz kończyłem na dany dzień. Myślę, że w sumie wyszło to nieźle, oby mnie lekarz nie zganił…
Też bym chciał, żeby Wielka Stopa została sobie gdzieś daleko, jak najdalej ode mnie!
A co do zamarzniętego Innu, to mnie zaczarował, bo skojarzył mi się natychmiast kolorystyką i nastrojem z ilustracjami Jana Marcina Szancera do baśni Andersena, osobliwie do tej z „Królowej Śniegu”:
Moje ukochane wydanie Andersena!!!
Ba – Jan Marcin Szancer!
I jeszcze ta do „Dziewczynki z zapałkami”:
Piękne rysunki, wiadomo czyje…
Powtórzę za Bożenką (bo tu nie da się nic innego powiedzieć) Piękne rysunki!!!
Żeby nie było, że tylko Szancerem się zachwycam (chociaż wiadomo: miłość z czasów dzieciństwa jest wieczna), relacja z wyprawy także niczego sobie. Tak się właśnie zastanawiałam, czyś gdzie nie przepadł, wyleciawszy z za dużych butów…
No więc podczas mierzenia, które trwało gdzieś dobrze ponad pół godziny (z ceremonialnym zastanawianiem się, przynoszeniem, rozdziawianiem cholew, próbami założenia, kręceniem głową, cmokaniem etc.) Cristiano przyniósł mi, ale tylko dla porównania, buty o TRZY numery większe od mojego standardu – wielkie i oczywiście niebywale wygodne. Oko mi się zaświeciło, mówię mu: „O! Te byłyby świetne!”, a on na to kręci głową i mówi: „Nie, przyjacielu, tych ci nie dam, bo noga nie będzie w nich w ogóle usztywniona i mi się zabijesz na stoku!”. I faktycznie, z takich wielkich bym przy hamowaniu może i wyleciał.
Znad tego Innu jeszcze dwa zdjęcia, bo jechaliśmy wzdłuż niego dłuższą chwilę, mapa pokazuje, że nawet ponad 90 km, chociaż oczywiście nie przez cały czas było równie czarodziejsko, jak na zdjęciach.
Ale sądzę, że na dłuższą metę byłoby to jednak nudne. Cały urok w chwilowości i ulotności tego widoku.
Aaa… to ten Holiday Inn?
Tak jest, ale Holiday jest tylko w sobotę, niedzielę, ewentualnie INNe święto. Poza tym jest to zwykły Inn. Zresztą rzeka płynąca przez Livigno i spiętrzona w jezioro, czyli Spöl (włoska nazwa Aqua Grande – Edit: Aqua Granda, chociaż wydaje się całkiem uczciwą rzeką) wpada właśnie do Innu.
Chyba nie do końca masz rację, Mistrzu Q… Kolorystyka (i nie tylko) bajkowa
Tym bardziej, że układ drzew i zmarzliny nie jest jednakowy. To tak jakby na każdym kolejnym zdjęciu odkrywało się kawałek nowego świata… cudne!!!

A to, co mi przyszło do głowy, tak na pierwszy rzut oka…
Na pierwszym zdjęciu… taki nierealny las… z niebieskim odcieniem, błękitna woda, błękitny lód i to kamieniste wybrzeże, jakby linia oddzielająca dwa światy…
Na drugim skałki, las, niewielki próg na rzece, wartki strumień… ale tu już nie ma tej wyraźnej granicy… brzeg łączy się z wodą, jakby stanowiły jedność, jeden świat…
Na trzecim, pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to te drzewa bez liści, ale jakby otoczone mgiełką… jakby dobra wróżka owinęła je swoim welonem i starała utulić, przechować do wiosny. Brzeg odciął się od wody nie tylko kamieniami, ale i lodową warstwą… jakby ostrzem, blaszaną peleryną…
Także każde z tych zdjęć jest inne i każde piękne…
Zawsze będę powtarzał, że piękno jest w oku patrzącego!
Ja bym to ujęła inaczej, Mistrzu Q. Piękno jest wszędzie, bo Matka Natura jest jednym wielkim pięknem, tylko nie każdy jest w stanie to zobaczyć
Zaganiani, zabiegani ludzie nie mają ani czasu, ani ochoty, żeby się zatrzymać w tym pędzie i po prostu popatrzeć dokoła… Popatrzeć szeroko otwartymi oczami i sercem…
I często nie zdają sobie nawet sprawy, że żyją jak ślepcy…
Nic nie widząc i nie słysząc…
Kochani, ja jednak nie nadaję się do towarzyskich konwersacji, więc wybaczcie, jeśli gdzieś coś pominę, albo gadam od rzeczy.
Idę sobie cierpieć w milczeniu. Może dokończę czytać Głowę?
Jak już cierpisz, to chociaż przy okazji może zdrowiej, co?
Znam takie zaklęcie z Livigno, które chociaż tymczasowo pomaga: Prosecco-Aperol-Spritz!
A ja mówię dobranoc
Spokojnej!
A my ci: wzajem!
Ależ pięknie;)
Bajkowo!
Może i na pól gwizdka, choć z drugiej strony i wypoczęty i wynartowany i zakupy zrobione i książki przeczytane… to jakby chyba nawet więcej niż od wyjazdu zazwyczaj się oczekuje.
Ale bym utuliła ten pysk bernardyński:-)
Szkoda, że nie było właściciela, bo też bym potarmosił (zgodę wpierw uzyskawszy). Ale nadrobiłem przy pitbullu.
o nie nie, pitbulla bym nie dotknęła, boję się go na zdjęciu, a co dopiero na żywo! i niech tam nawet będzie milusi i wesoły!
Nie boję się żadnych psów, najwyżej niektóre lubię trochę mniej niż inne. Wolę takie od wilczura w górę
Także bernardyn byłby w sam raz
Pitbull też do przyjęcia… nie za bardzo lubię ratlerki, czy jorki. Małe to, wrzaskliwe i nigdy nie wiadomo czy po cichaczu nie dziabnie za kostkę. Co prawda krzywdy raczej nie zrobi (najwyżej zadrapie), ale może wystraszyć, jeśli zrobi to znienacka 
Najczęściej są to psy zabrane ludziom, którzy organizują walki psów. To jest prawnie zakazane, ale że można na tym zrobić wielkie pieniądze, ludzie to robią. Szkoda mi tych usypianych psów, bo to nie ich wina, że człowiek nauczył ich agresji
Tak właściwie, to tych ludzi powinno się uśpić… 
Uważam też, że nie ma ras wybitnie agresywnych, są tylko nieodpowiedzialni właściciele. Wiem coś o tym, bo brat Johna(jednego z moich znajomych) ma „dom opieki” dla agresywnych psów. Odzwyczaja je od agresji i uczy miłości do ludzi i innych zwierząt. Uspakaja i wycisza. Co prawda nie wiem jak to robi, ale ma efekty i co jakiś czas przywożą mu nowego, A te już „wyciszone” zabierają do adopcji. Z tego co wiem, szczególnie starsze psy, jest niezwykle trudno uspokoić i czasami jest to porażka… psa trzeba uśpić, bo nie nadaje się do życia z ludźmi
Coś strasznego z tymi walkami…
w ostatniej czytanej książce Mroza było o walkach psów, podobno rzeczywiście bardzo dochodowy interes, ale nie wiem jak można mieć przyjemność z tak strasznych rzeczy, choć jak tak spojrzeć kilka wieków wstecz to ludzie od zawsze chyba zachwycali się okrucieństwem:(
Dziwnym jesteśmy gatunkiem:(
Ja się psów raczej boję, zwłaszcza tych większych, pitbull, rottweiler to chyba dwa gatunki, które budzą we mnie największe przerażenie, choć kiedyś maż był właścicielem rottweilerki która miała na imię Gumiśka, i była bardzo łagodna- ja jej nigdy nie potrafiłam zaufać, zdecydowanie wolę małe wrzaskliwe yorki;-)
Jeśli chodzi o mnie, to nie boję się żadnej rasy. Najwyżej podchodzę do takich groźnych z mniejszym zaufaniem. Z rottweilerem miałam bliski kontakt, bo był własnością moich szefów. Najwięcej zaufania mam jednak do bokserów. One pomimo groźnego wyglądu, są bardzo łagodne. Pewnego razu przechodząc ulicą, dopadł mnie jeden bokser i chwycił za palec. Byłam tak zdumiona, że podeszłam do jego właściciela i powiedziałam co ten pies zrobił. Facet kazał psu mnie przeprosić, więc pies mnie zaczął gonić. Przystanęłam, a ten kretyn zawołał psa i powiedział do niego, że kazał mu przeprosić a nie straszyć. Później się dowiedziałam, że właściciel go szkolił jako psa obronnego. Kretyn uczył boksera agresji.
Dla mnie też te walki psów to jedno wielkie skurczysyństwo
I też nie rozumiem jak można na to patrzeć i jeszcze za to płacić. Widzów, na równi z organizatorami, pakowałabym do paki
A poza tym na resocjalizację. Co prawda empatii raczej się nauczyć nie można, ale… 

A ludzie sami uczą psy agresji, a potem usypiają biedaki, bo kogoś pogryzły. I to nie tego co trzeba. A zwierzak, nawet najbardziej inteligentny, myśli innymi kategoriami, niż my, ludzie. Tylko wielu tego nie jest w stanie zrozumieć…
Dobranocka
Ten utwór też się dało słyszeć w Livigno – „niech śnieży, niech śnieży, niech śnieży”, powtarzali sobie miejscowi, tymczasem na razie prognozy są umiarkowane, co dla narciarzy, owszem, wróży dobrze, ale dla śniegu pod nartami już tak sobie. No a jak się zużyje (bo sztucznym się tego nie nadrobi), to przyjdzie stopniowo zamykać stoki. Niestety.
Dlatego zawczasu zaśpiewajmy z Frankiem Sinatrą – „Let It Snow”. Dobrze znane, klasyczne.
Snów o śniegu – najchętniej TAM.
No proszę, nie tylko na kawę ale i na dobranockę się załapałam;)
Śnieżnych snów a rano czarnych ulic!
Dobrej nocy;)
Dobrej i spokojnej!
Spokojnej!

Dobry wieczór. Dopiero teraz przeczytałem relację. Zazdroszczę pięknych widoków i wspaniałej pogody (mimo, iż zazdrość to taka nie za bardzo dobra cecha). Super opracowanie – trochę nad tym musiałeś posiedzieć. Ale przynajmniej przypomniałeś sobie jak się korzysta z klawiatury komputera po powrocie z wypoczynku:-)
Dobranoc.
Powiadasz, że to rozgrzewka przed dzisiejszą pracą?
Dzień dobry

A taki „spieszony” wyjazd tylko by Cię zmęczył 


Piękna relacja z wyjazdu
Cieszy, że chociaż na te pół gwizdka pojeździłeś. Wszyscy wiemy jak to lubisz
Widoczki miałeś cudne, a skoro i pogoda dopisała, to miałeś super
Psiaczki też bym wyściskała, bo się ich nie boję.
Masz rację, że pogoda grała ważną rolę.
Pies, to przyjaciel człowieka. Czy można bać się przyjaciela?
Dzień dobry. Taką pogodę nazywam zimka. Mrozik 6 stopni, bezwietrznie. Może przejdzie mi dwudniowy ból głowy. Bolała mnie w niedzielę i poniedziałek i to nie od alkoholu
Witajcie!
Lekki mrozik i sucho – taka zimka może być!
No hej, hej. Mieszkasz trochę na wschód ode mnie. Pewnie pokazało się tam już słońce…
Mistrzu T, u Was to raczej Mrozek;-P
Dzień dobry
U mnie jeszcze ciemno, mrozik i sucho.
Dzień dobry.
Ale teraz już chyba pojaśniało…:-)
Już świeci słońce
Dzień dobry wszystkim! U nas zima jakby niezdecydowana, co dalej.
PS. Nie wspominałem, że przez ten tydzień w ogóle nie piłem kawy. Poza tym jednym razem w bombardino.
Łączymy się w bólu (tym związanym z niepiciem kawy)
Ale mnie z tym było całkiem dobrze! Poza tym, że chodziłem spać koło 22:00 (a wstawałem koło 8:00).
A tego to zazdrościmy. My tutaj zap… znaczy ciężko pracujemy dla dobra narodu, partii panującej (ups) a Pan sobie wypoczynki robi…
To faktycznie długo spałeś
Mój mąż też codziennie chodzi spać o 22, ale wstaje o 5… Ja chyba potrzebuję mniej snu, bo idę zwykle spać ok. północy i wstaję między 5 a 6. Oczywiście mówię o wstawaniu bez budzika, kiedy oczki stają w słup i nie da się dłużej leżeć, bo jak to mówi Bożenka, kordełka parzy

Ja się nie łączę w bólu

Nie ma obowiązku picia kawy. Mój mąż nigdy nie pił i nie pije kawy. To samo moje dzieci. Jeszcze córka czasami od święta sobie zrobi, ale syn, to nawet jej nie dotyka. Po prostu nie lubi…
Po dziewiątej, więc udaję się dostojnym krokiem na stanowisko pracy.
A propos dzisiejszej daty. Doskonale pamiętam co robiłem dokładnie 35lat temu dokładnie o tej porze.
Wstałem przed dziewiątą na przesławny Teleranek. Byłem akurat w wieku odpowiednim do oglądania tego programu. Włączyłem telewizor. Nic nie było, żadnego sygnału. Zdziwiłem się trochę, nie pamiętam co pomyślałem – może antena się wypięła albo coś innego stało. Nie zaniepokoiło mnie to. Za oknem widzę napadało dużo śniegu. Piękna zima (chociaż nie było słońca – zachmurzone niebo). 9.15 dalej nie ma Teleranka. Ubieram łyżwy idę się poślizgać na tych łyżwach NA DRODZE. Mieszkaliśmy na wsi. Normalna asfaltowa droga, nieodśnieżana, bardzo mocno ubity śnieg (właściwie zlodowaciały) przez rzadko przejeżdżające samochody. Bardzo dobrze mi się ślizgało na tych łyżwach. Zero ruchu na drodze. W pewnym momencie idzie wujek (chyba szedł do kościoła) i woła do mnie abym poszedł do domu bo stan wojenny wprowadzono. Ten wujek bardzo często żartował toteż go wyśmiałem. No ale w końcu zmarzłem, wróciłem po 10tej do domu a tam towarzysz z wojska wygłasza przemówienie w TV. Jak ten czas leci…
A my wieczorem 12-go byliśmy u znajomych w Skawinie – wróciliśmy przed północą, ostatnim autobusem – rano kac i wstrząs – nie ma „60 minut na godzinę” czy też ITR-u – już nie pamiętam, który wtedy miał być…
Ja pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Rano włączam telewizor, a tu słyszę, że jest stan wojenny i zwracają się do członków OC, żeby wstawili się do swoich zakładów pracy. Ja należałam, a mieszkałam przez płot z moim zakładem, więc poszłam. Na portierni usłyszałam, że na razie nic się nie dzieje, więc wróciłam do domu.
Dzień dobry




U mnie mrozik od kilku dni, a że i śnieg leży sobie cichutko, to mam zimę pełną gębą
Nie pamiętam dokładnie co robiłam 13 grudnia, te 35 lat temu. Pamiętam tylko, że w nocy do ojca przyleciał jego brat. Próbowali go aresztować, ale się nie dał. Rozebrał pół komina, tak z dachu praskał cegłami w agresorów (w finale, bo wcześniej była walka w domu)
Bali się, że w domu rodziców też nie jest bezpieczny, więc ojciec zaprowadził go do kumpla. W poniedziałek rano ojciec poszedł do prokuratora porozmawiać, a że był prawnikiem… wynegocjował, że stryjka nie internowali i po rozmowie puścili do domu.
Nie mieszkałam już z rodzicami tylko z mężem i pamiętam że byłam w ciąży z córeczką… jak to dawno temu było…
Dobre, dobre.
Trzynastego grudnia roku pamiętnego byłem w kopalni Julian w Bytomiu . Tak jak w innych kopalniach i w Julianie szykowano się do starcia z władzą Dzięki mądrości dyrektora pana Filipka udało się dojść do porozumienia z grupą strajkujących pod ziemią (brałem w tym udział ) i nocą po kilka osób wyjeżdżało na powierzchnię , gdzie były podstawione auta rozwożące ludzi do domów . Po Świętach , kiedy już się trochę uspokoiło , zrobiliśmy pokaz sprzętu przygotowanego przez tzw. druzyny samoobrony do walki . Wtedy dopiero doceniono postawę Dyrektora i dziękowano , że uniknięto sytuacji podobnej jak w Wujku . Z perspektywy czasu wiem ,że te wszystkie nieszczęsne wydarzenia w Polsce to skutek przemówienia Gomułki z roku 1967 nt. Syjonizmu . Temat rzeka .
Dzień mija, a tu cisza… Za godzinę wychodzę i zjawię się wieczorem, żeby się pożegnać.
A to jak i ja 🙂
Uff, fajrant. Teraz zmiana warty przy komputerze, tak że ten…
Mam skojarzenie z filmem: Tajemniczy blondyn w czarnym bucie ale to pewnie dlatego, że to trzynasty komentarz
Dobry wieczór. Czy to zmiana z sokoła na szczura i z Malty na Szkocję? A co się stało?
Poza tym zgadza się, buty były czarne, ale nie tylko: Cristiano dobrał mi je znakomicie pod kolor kurtki i polarowej chusty pod szyję (odblaskowa zieleń, granicząca z żółcią), spodni, kasku i rękawic (czerń).
Przykro mi skoro namieszałem zatem wyjaśniam i zarazem kajam się w komentarzu czternastym. Szczur z Loch Ness to nazwa niszowego bloga, który piszę w ramach platformy Onet podpisując się Maltese Falcon i stąd to wszystko 🙁
Czy to początek rozdwojenia jaźni?
Jo, w komentarzu 15-tym napiszę Ci tak. Nie każdy z zaglądających na Wyspę jest niespełna rozumu, chociaż i takich przypadków wykluczyć niepodobna. W każdym razie gdybyś zechciała ustalić jakich nicków mam używać w sieci to daj znać.
Serdeczności z Krainy Loch Ness, w której mieszka Falcon
🙂
Ja? Mam ustalać?
No też coś…
Droga Jo, jo mam taką wadę, że nie wdaję się w awanturki, zatem rozczaruję 🙂 Rzecz jasna w komentarzu szesnastym, rozczaruję
🙂
Chore.
Teraz tylko zgadnij, który to dr Jekyll, a który Mr Hyde…
No i wróciłam żeby się pożegnać. Dobranoc
Spokojnej!
Staram się nie komentować bieżącej sytuacji w Polsce z tego względu, że wyspa to miejsce relaksu ale krew mnie zalewa jak czytam takie coś o Mannie:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wyborcza.pl/7,75398,21114599,andrus-mann-i-niedzwiecki-u-prezes-polskiego-radia-mann-dowiedzial.html#BoxGWImg
Tak, czytałem. Bezczelność to jedna sprawa, ale szczytem wszystkiego jest stwierdzenie o „programie zawłaszczonym przez osobowości”. Chyba raczej STWORZONYM! Gdzie by była dzisiaj Trójka bez Manna (działającego tam dłużej, niż ja żyję), Niedźwiedzkiego (i LP3), czy Andrusa (całokształt w ogóle, kabarety i „Karp” w szczególe)?
Brak słów. Ręce opadają. Normalnie jak dojeżdżam do pracy – słucham PRIII. W pracy PRIII coraz częściej przełączam na muzykę. Wracając z pracy coraz rzadziej słucham tej stacji bo włączają o porze powrotu nachalną indoktrynację. Źle, bardzo źle.
I najgorsze, że nie ma specjalnie nic w zamian, może poza własną muzyką z płyt albo innego odtwarzacza. Poważnie zastanawiam się nad zakupem radia internetowego (dla domu, bo przecież w samochodzie to zeżre każdy limit netu via GSM).
Radio internetowe?
Podłączasz do domowej sieci bezprzewodowej i słuchasz przez Internet dowolnej stacji nadającej w necie. Na przykład mojej macierzystej stacji z Poznania http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.afera.com.pl/player
Mam ten sam ból. Bo jednak lubię słowo mówione. Lubię jak redaktor prowadzący powie coś o wykonawcy, utworze, znajdzie coś czego nie znam. W tym Mann jest mistrzem. I jak czytam, że Mann ma braki…Ech. A przy okazji fajny link, możesz sobie wybrać stację:)
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/radio.garden/live/
O, tego nie znałem, a bardzo fajne! Globalny interfejs!
BTW ciekawe, czy Miral słucha tam u siebie jakiegoś radia w domu albo samochodzie – pod Twoim linkiem można znaleźć 14 stacji z samego Chicago plus całe mnóstwo z okolic.
A najgorsze jest to, że ostatnio nie mam dźwwięku na kompie. Pies zeżarł kable..
A nie dowierzaliście zapewne jaki to potwór..
Uuu, szybko pisać o głośniki bezprzewodowe do Gwiazdora!
W zasadzie nie słucham. Ani w domu, ani w samochodzie. Tylko okresowo. Teraz (od połowy listopada) słucham stacji 93.9, bo na okrągło lecą piosenki świąteczne (tzw. christmas song), a bardzo je lubię. Szczególnie te w wykonaniu Sinatry i Grobana
Tym bardziej, że tutejsze polskie radia są jakoś dziwnie za PiS, a że ich też nie trawię, więc… Mam nadzieję, że mnie rozumiecie 
Polskich stacji nie słucham w ogóle. Kilka razy udało mi się trafić na transmisję z Radia Maryja, a że nie trawię, więc nie słucham w ogóle. Szczególnie za kierownicą nie powinnam się wkur… denerwować
Ależ oczywiście.
Ja tak jak jedna ze słuchaczek dawno już nie słucham audycji politycznych w Trójce. Ani zresztą w innych stacjach – nie mam zdrowia.
Dokładnie. Ale wkurzające jest ciągłe przełączanie albo na muzykę z odtwarzacza albo na inną stację.
W (godzinach) pracy słucham muzyki bez komentarzy, z własnych zasobów, w samochodzie – z pendrajwa, wedle życzenia kierowcy, tylko o pełnych godzinach przełączam na serwisy Trójki.
Dobranocka.
Pewnie było i pewnie też zimową porą. „White Winds” Andreasa Vollenweidera, z płyty pod tym samym tytułem (w sumie cała pasuje, ale 36 minut z groszami na dobranoc to by było przegięcie). Instrumentalnie, zimowo, chłodno, chociaż rytm wcale nie taki chłodny.
Snów pod ciepłą kordełką!
To ja posłucham kiedy(ś) za parę dni. Jak dojdą głośniki…
Zimowe zdjęcia, ale się rozmarzyłam.

Zaciekawiona bombardino, pewnie szybko nie zasnę. Z kawą i śmietaną?
Otóż samo bombardino jest żółte lub pomarańczowawe i wygląda z grubsza tak:
A zawiera ajerkoniak i całą paletę innych alkoholi. Na butelce, przywiezionej stamtąd kilka lat temu, widniał skład: ajerkoniak, brandy, whisky, rum i to chyba jeszcze nie wszystko. Po wlaniu do zwykłego bombardino naparstka espresso otrzymujemy zaś calimero (na pierwszym planie):
Można również rozmieszać kawę w bombardino, wówczas całość przypomina kolorem kakao.
I jedna ważna rzecz – nigdzie nie smakuje tak jak na stoku we włoskich Alpach albo Dolomitach. Tę butelkę, co przywiozłem, w końcu wylaliśmy, bo mimo najszczerszych chęci i wielu prób smak w domowych pieleszach był zupełnie nie ten sam.
Dostałam butelkę tego bombacośtam w prezencie i nie wiem, jak użyć
Podłóż pod stosowną ambasadą…
No coś Ty, jeszcze nie doczytają „RDINO” i będzie incydent na skalę międzynarodową.
Musi być ambasada?
Trzeba podgrzać, ale broń Boże nie zagotowywać, może jakoś w mikrofali? A jak nie, to w kąpieli wodnej. Rozlać do podajników mniej więcej takich jak na zdjęciach, udekorować z wierzchu bitą śmietaną. W wersji calimero przed bitą śmietaną wlać jeszcze porcję espresso. Pić ostrożnie (bo gorące), można przez słomkę, jak już będzie tylko ciepłe, na mrozie smakuje znakomicie, w domu – pewnie też, ale już niekoniecznie tak świetnie.
Poczekam na mróz i wyjdę na taras na 2 piętrze.
Co o tym myślisz?
W zupełności wystarczy. Tylko się dobrze opatul i wszyscy ewentualni współkoneserzy tyż.
To ja odpływam. Dobranoc.
Dobranoc. Ja też zmykam.
To i ja zmykam. Spokojnej nocy!

Dzień dobry
Dzień dobry
Niech będzie dobry.
Witajcie!
Rozumiemy, Miralko, i to jeszcze jak!!!
Oczywiście, że rozumiemy, też bym inaczej nie robiła. Wolałabym puścić sobie ładną muzyczkę, to nie wkur… nie denerwuje, a relaksuje.
Cieszę się, że rozumiecie i popieracie
Jak słucham te pochwalne hymny na temat „jedynie słusznej partii” i jakże „wspaniałego” prezydenta, to ręka sama leci, żeby paskudztwo wyłączyć
Że o tych apelach o kasę na radio, które propaguje tylko „prawdę i wartości chrześcijańskie”, nie wspominając. 
A często się zdarza, że jadąc do pracy w ogóle się na nie nie załapię 
A stacja 93.9 ma specyficzną metodę reklamową. Przez 90 minut lecą same piosenki i potem jest ładnych kilka minut reklam i znowu 90 minut muzyki. To te reklamy można jakoś przeczekać
Takiej stacji można słuchać
I dlatego to robię
Dzień dobry, aczkolwiek nieco… depresyjny? Chmury nisko, temperatura na plusie, ciemnawo i w sumie paskudnie.
To już po dziewiątej? Czas leci jak zwariowany, albo to ja jestem jakiś spowolniony… Powoli udaję się popracować.
Miłej pracy
Dzień dobry.
Prąd mi wyłączyli. Znaczy nie mam światła, kuchni, prasowanie i pranie odpada, kompa się nie uruchomi, no i generalnie bajka. Dla niegrzecznych dzieci.
Dzień dobry
Temperatura -13C, ale z tego co piszą, odczuwalna jest -22C
A ma być jeszcze zimniej… Nie chce mi się iść do pracy jak nie wiadomo co, ale mus, to mus 
U mnie też ciemno, trochę jakby mroźno
U Ciebie to zwariować można z tymi skokami temperatury! Jak Ty to wytrzymujesz?
Ja też się dziwię jak można to wytrzymać – zimą siarczyste mrozy, a latem upały i parne powietrze. Ja bym chyba nogi tam prędko wyciągnęła
Nic by Wam nie było, tak jak mnie
Na 100% można się przyzwyczaić
Przynajmniej nie mogą się pomylić pory roku. I wiadomo, że jak upał, to lato, a jak mróz, to zima


Na początku nie mogłam uwierzyć w to co widzę i słyszę, teraz to normalka…
Niektórzy śmieją się, że tutaj są tylko dwie pory roku – zima i roboty drogowe
Ale tak na prawdę, to faktycznie są jakby dwie. Jest ciepło, ciepło, a potem raptownie pada śnieg i ściska mróz. Kalendarzową wiosną jest zimno, zimno i potem raptem robi się bardzo ciepło, a śnieg momentalnie ginie.
No i jeszcze coś, czego w Polsce nie widziałam, a przynajmniej nie pamiętam. To burze śnieżne z piorunami. Błyska i grzmi jak latem, tylko zamiast deszczu pada śnieg
Prąd włączyli. Całe szczęście, bo raz, że ogrzewanie u mnie też na prąd, a dwa – szarówka się robi. A przecież ledwo po pierwszej jest!!!
U mnie też szaro, buro i ponuro. Dobrze, że nie pada…
Tu zaczyna sypać. A mąż właśnie z Poznania wraca…
Krótkie te dni, już musiałam włączyć światło… jak ja tego nie cierpię
No ja też nie…
Zaganiany dzień, dzień dobry, a właściwie Dobry wieczór Wszystkim i chyba od razu dobranoc, bo dziś zamierzmy popełnić ciasteczka, więc raczej wyjście na Wyspę nie będzie już możliwe 🙁
Udanych wypieków i miłego wieczoru 🙂
Dobry wieczór. Po robocie przegonili z kompa, nawet nie zdążyłem odtrąbić fajrantu… a teraz wcale nie lepiej. Zobaczymy, co się da zrobić i ile pobyć na Wyspie.
Może jak się zmęczą, to Ci kompa oddadzą?
Właśnie oddali, ale fajrant był ok. 18:00, a oddali dopiero koło 20:00.
Czyli dwie godziny okupacji? Nieładnie
A ja niestety, muszę na dzisiaj pożegnać się z Wyspą. Życzę wszystkim dobrego nocnego wypoczynku i idę od kordełkę. Miałam dzisiaj ciężki dzień
Spokojnej!
To może dobranocka.
Dzisiaj instrumentalna rzecz, która kojarzy mi się bardzo dobranocnie. Jazz w wykonaniu basisty-multiinstrumentalisty Richarda Bony i gitarzysty Pata Metheny’ego, zatytułowany „Reverence” – „Szacunek” (z albumu o tym samym tytule). I rzeczywiście szacunek dla obu panów (i ponad 20 innych muzyków grających na tej płycie) – obie gitary współpracują, harmonizują, przenikają się, uzupełniają.
Ciepłych i spokojnych snów z tej bajki.
Zaczynam rozumieć wyspiarskie odpływy.
Cóż – taka widać kolej losu.
Dobranoc państwu.
Spokojnej!
To może ja jeszcze przed pójściem spać dorzucę komentarz całkiem nienumerowany, bo zdaje się, że to moje zdumienie zmianą nicka wywołało nieporozumienie (?) parę szczebelków wyżej.
Uważam, że na Wyspie awantury w dowolnym rozmiarze zdarzają się nader rzadko, żeby nie rzec – sporadycznie. O wiele częściej (chociaż może też rzadziej niż kiedyś, ale – jak zauważyła Jo – taka kolej losu, ja tylko dodam, że to wszak zależy od możliwości i zgrania czasoprzestrzennego Wyspiarzy) występują dyskusje. Wymiana poglądów i informacji. Również żartów.
A że część Wyspiarzy bywa ekscentryczna, choć zawsze kulturalna? I ta ekscentryczność bywa niezrozumiana? Trudno, szkoda. Może czasem warto troszkę odpuścić z ekscentrycznością, może czasem warto ową ekscentryczność potraktować z pobłażaniem – żeby wyjaśnić sytuację, a potem nadal cieszyć się różnorodnością?
Powoli kieruję się ku ablucjom, a potem dostojnie w objęcia Morfeusza.
Uśmiechniętych snów w objęciach! Może być Morfeusz…

Witajcie!
Ale dzisiaj jestem wcześnie w pracy! 😉
Dzień dobry. Ależ ponuro na zewnątrz. No nieważne. Jutro piątek i zaczyna się powoli gorączka. Przedświąteczna.
Dzień dobry! Piszę z telefonu, bo komputer od rana się aktualizuje.
To za piętnaście godzin jak już się zaktualizuje daj znać
Nie wyrobiłam, wciąż było 3 z 9, więc go zresetowałam wyciągając baterię.
Ale włożyłaś z powrotem tę beatrię
Inaczej bym nie pisała
Dzień dobry, tu też szaroburo. Aż się nie chce wstawać, a przecież dzisiaj przedpiątek!
Dzień dobry i mówię Ci po dobroci – wracaj do łóżka…
Nic z tego, już wstałem i jestem po kawie.
U mnie prześwituje słońce, może będzie ładny dzień…
A co to słońce?
Ta panie chce nas zdenerwować, by nie powiedzieć gorzej
Lepiej nie mówić.
Słońce, to coś bardzo jasnego na niebie, co właśnie chyba na długo się tu schowało 🙁
Bożenko jesteś pewna, że to słońce? Może to UFO? Dziś to w UFO chyba łatwiej uwierzyć niż w słońce:-P
Mam nadzieję, że się nie mylę…
To przez nas. Zazdrościliśmy…
No właśnie zazdrośnicy, ale jeszcze nie tracę nadziei…
Dzień dobry.
Ciastka skończyłam po północy, wrrrr! I sukces odniosłam, bo ani kawałeczka nie spróbowałam, O! Z jednej strony ryzyko bo ciasteczka pojechały do przedszkola na poczęstunek po jasełkach, ale z drugiej strony, sądząc po ilości pochłoniętych przez dzieci były dobre, dzieci przetrwały noc, wie i nie trujące-ryzyko zatem małe;-)
Jak to było? 4 minuty do kawy?
No i nie umiem wstawić zdjęcia;-(
Już tylko jedna, ale do herbaty
wszystko zatem pomieszałam, ale przed 9 jeszcze piłam kawę, więc prawidłowo;)
No, żeby to było ostatni raz.
Zmykam, bo późno się robi…
A ja właśnie zasiadam do kawy, czy ktoś jeszcze ma ochotę?
Dzień dobry
Ale u mnie 5:20
Także trochę wcześnie…
Ja też zaraz siadam do kawy
Za oknem ciemno i mróz się wziął całkiem spory (-17C, ale podają, że odczuwalna temp. to -27C). Jutro ma być cieplej (-5C), ale pojutrze znowu mróz (-19C). Śnieg sobie leży, a gdzieniegdzie z roztopionego śniegu zrobił się lód. Ślisko…
Ty chyba mieszkasz na biegunie…
Chyba na biegunach

Mam nadzieję, że przynajmniej wymrozi trochę te różne paskudztwa
Chociaż większość tych różnych robali i szkodników, niby nie mają rozwiniętych mózgów, a jak ma być duży mróz, to się chowają w ziemię głębiej i zmarzlina ich nie czepia
Jedynie maruderów, którzy za wolno się chowali. Ale dobre i te kilka sztuk mniej 
A takie temperatury to nic nowego… w Polsce też.
Wczoraj padłam jak kawka
I sama nie wiem, czy to praca, czy przesilenie. Słoneczko wstaje późno zamglone i potem albo wyłazi zza chmur, albo zasłania się jeszcze większymi… częściej to drugie
Taka depresyjna pogoda…


Ale to nic. Trzeba się ratować wewnętrznym słoneczkiem i cieszyć się, że już niedługo wiosna
Miłego dnia Wyspiarze!!!
Dzięki
Co prawda już południe .Rzadko się odzywam ostatnio bo zwyczajnie nie mam nic do powiedzenia. Chociaż to pięterko niezwykle mi się podoba. Zdjęcia są cudne. Nie wiem co się dzieje ze mną – nawet wiadomości z Polski mnie nie pasjonują.
Może zapadłam w sen zimowy? Co dziwne bo u mnie jest +10 stopni.
Nie tylko Tobie polskie wiadomości nie pasują.
Podoba się, bo wieści z Włoch, nie z Polski 😉
Właśnie – a jak WIelka Stopa?
No tak – kraj w rozsypce, a co poniektórym stopa rośnie!!!

a jeszcze innym tyłek za przeproszeniem rośnie i to mimo diety:( o!
…a jak jedno i drugie?
a wydawać się może, że niby człowiek powinien się cieszy jak mu przybywa a nie ubywa…
Że rośnie, to na szczęście niekoniecznie, ale nie maleje, i to już wydaje się być problemem.
A dziękuję, ma się nieźle. Niestety. Jutro, najdalej w poniedziałek planuję iść do lekarza na kompleksowe badanie.
Jak widać, jestem na pokładzie. Fajrant. Dzisiaj chyba nie będzie prób zamachu na komputer…
Chyba.
Ja też wracam na pokład i żadnych zamachów na kompa nie przewiduję…
Postawiłaś naokoło poczet smutnych panów ze słuchawkami w uszach?
Coś w tym rodzaju
Pokład moim zdaniem jest poza Wyspą , to pogubiłem się w tej dobrej zmianie i nie wiem w którą stronę mam zmierzać, aby nie wpaść na jakieś rafy koralowe . Wszystko dookoła jest dwuznaczne , na dobre mówi się be , na be -cacy , mały znaczy duży , duży to dług publiczny , generał to szeregowiec , szpieg to generał , zdrajca to ten co doszedł do Berlina , bohater to ten co z polskim złotem wyjechał na Zachód , a tak ogólnie to z okazji budowy Metra 2 mieli dodać jeden tramwaj , zabrali jeden . Rachunek się zgadza tylko nie w dobrą , a złą stronę . I jak tu żyć prr..Państwa , no jak ??
To ja miałem na myśli pokład tego statku, co właśnie dopływał do Wyspy.
A dwuznaczności są nieuchronne, niestety. Nie wszystko w życiu jest czarno-białe, mimo że czasem by się chciało.
Co do Metra 2 zaś, to kiepsko z tym tramwajem. Nie dali może jakiegoś autobusu w zamian?
Ten zabrany 13 jęzdzi Wolską , to dla latorośli NJ może nawet lepiej , a nie gorzej ? Mówiłem , ze trzeba trochę poczekać i jak widać miałem rację
Ach, ale on się przemieszcza zwykle w kierunku Banacha i z powrotem, prostopadle do Wolskiej. Czyli raczej autobusami. Tramwaje są może mniej zależne od korków, ale jeżdżą okrężną drogą, niestety.
A mówiłam, na studia do Poznania. Tu metra nie budują…
No niby tak, ale o ile dobrze pamiętam, gros zajęć miałby na Morasku, a to jednak odległe miejsce od centrum i ewentualnych kwater, jakie wtedy wchodziły w grę.
Moja wnuczka na Morasku studiowała i codziennie dojeżdżała do domu. Połączenia były bardzo wygodne.
Do domu tam koło Ciebie? To zaiste musiało być wygodne połączenie!
Tak, oni mieszkają za ścianą.
Masz rację , ale prawdopodobnie Młodzian kawałek drogi jedzie trasą Prymasa , która często jest nieprzejezdna i nie ma nic gorszego jak bimbanie w stojącym autobusie . Przy okazji przekaz mu pozdrowionka .
Przekażę, jutro przyjeżdża. I faktycznie jeździ przez Prymasa.
Ale jak inaczej się dostać na Banacha? Tramwajem z Wolskiej to z przesiadką na Rondzie Daszyńskiego, a reszta możliwości i tak z przesiadką na autobus prędzej czy później.
Mimo że biorę rutinoscorbin, czuję się dzisiaj dość niewyraźnie.
Dlatego dobranocka będzie już.
A na dobranoc – znów jazz (poproszę o sygnał, jak uznacie, że czas zmienić genre 😉 ). Mimo że po angielsku – polski. Krystyna Stańko i „Sometime Ago” – przedziwny, połamany rytm, chociaż żwawy zupełnie nie jak na dobranoc, chórki i wibrafon – bardzo do posłuchania.
Snów sprzed jakiegoś czasu.
Więc się wygrzej pod kordełką i wypoczywaj. Spokojnej nocy
Ooo! Raz to mnie pożyczono spokojnej!
Chociaż raz mogłam się zrewanżować
Ale na mnie też już czas. Dobrej nocy życzę
A ja życzę nawet bardzo dobrej nocy i bajecznych snów o przyjemnościach bez których żyć nie sposób
Wszyscy śpią? A ja właśnie wróciłam z imprezy w Maximinie. Były tańce i swawole, dobre przekąseczki. Bezcenne było patrzeć jak holenderki tańczyły taniec brzucha i trzęsły piersiami. Nie wiem dlaczego mnie teraz w krzyżu łupież..
I w związku teź udaje się pod kordełkę 
Ładnie śpiewa pani Stańko. Niech nasza lampka i ją oświetla…

Nie wiem jak reszta wyspiarzy ale ja idę spać. Dobranoc.
Dzień dobry
No i już połowa grudnia minęła, do Wielkanocy coraz bliżej 
Dzień dobry. Wczoraj zostały kupione ryby. Są już zasolone i zasypane cebulą. Powoli nadchodzą ….
A kto je mordował?
Sprzedawca – hodowca. Mieszkam w Dolinie Karpia. Przy mnie gość wyciąga ryby z dołka i mówię mu, że małżonka się brzydzi mordowaniem karpi (ja się w ogóle brzydzę mordem bo mieszkam na madagaskarze:-) i proszę faceta o wypatroszenie. Dopłacam mu za to 5pln za całość…
Witajcie!
Znaczy, gdybym kiedyś szukał płatnego mordercy dysponując niskim budżetem, trzeba się udać w stronę Doliny?
No witaj.
Tylko nożyki mają krótkie. Takie na oko 8 cm.
Dzień dobry. Badania związane z Wielką Stopą w trakcie, stąd spóźnienie. W ogóle dzisiaj dzień pracy będzie trochę inny niż zwykle.
To może jutro masz wolną sobotę?
A nie, właśnie jutro – również w związku z przyjazdem Juniora – będzie trochę biegania.
No witaj na słonecznej dzisiaj wyspie.
Wszystko się zgadza, u Ciebie słońce, tu chmury. Dzień dobry.
A tu też pełnia słońca
Beskidy ślą pozdrowienia:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/zwardon-ski.webcamera.pl
Ożesz ty!
ale pięknie!
Cud, miód, palce lizać…
Dzień dobry, trochę spóźniona ale dziś kolejny dzień na wysokich obrotach.
Zapraszam po cichutku na prywatne mini pięterko.
Uśmiechniętego dnia:)
Zmykam zaraz do dentysty, wiec na szybko ostatnia kawa na minimum 3 godziny:(
Biegania ciąg dalszy już za chwileczkę, chociaż nie ws. Wielkiej S.
Wróciłem, załatwiwszy to i owo. Czyli z tarczą 🙂
Uwierzylibyście, że do załatwienia miałem na przykład to:
„Odejdź ode mnie. Wiem, odtąd przebywać
I tak będę w twym cieniu. I już nigdy więcej
Nie stanę sama w samotniczej wnęce
Drzwi mego życia, aby rozkazywać
Mocom mej duszy. A jeśli szczęśliwa
W słońcu jak niegdyś lekko wzniosę ręce,
Uczuję wtedy to, co dziś poświęcę:
Dotyk twej dłoni. Kraina dotkliwa,
Los nas rozdziela. Zostawia jedynie
Podwójne tętno: twego serca w moim.
Jesteś we wszystkim, co śnię i co czynię.
Tak smak gron winnych pozostaje w winie.
Gdy zwracam się do Boga, słyszy imię twoje,
A w moich oczach widzi podwójnych łez zdroje.”
bo nigdzie w necie tego nie było i musiałem znaleźć w wersji analogowej?
Tłumaczysz to na angielski?
Przeciwnie wręcz, powiedział Tweedledee.
Miałem wersję angielską i nie mogłem znaleźć polskiej (a wiedziałem, że takowa istnieje).
A możesz zdradzić autora?
Autorem jest p. Elizabeth Barrett Browning (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Elizabeth_Barrett_Browning) angielska poetka z wczesnej epoki wiktoriańskiej, a sonet (VI) przełożyła Ludmiła Marjańska.
Ja się już pożegnam, dobranoc
Spokojnej!
A ja popracowałem trochę, a teraz odebrałem Juniora z dworca i jestem już w domu. Ale pewnie specjalnie nie posiedzę (patrz: Junior i obowiązki rodzinne).
Dobranocka. Mimo że w realu tyle się dzieje.
Dzisiaj trafiłem na taką piosenkę – po gruzińsku. Ale posłuchajcie tylko, ile tu się dzieje, przede wszystkim w harmoniach i głosie (bo też niczego poza tym tu nie ma). Do tego całość jest na tyle spokojna, żeby zapuścić na dobranoc.
Mam nadzieję, że Senator też może posłuchać, bo tamten zakątek kuli ziemskiej darzył ogromnym sentymentem.
Snów z dalekich krajów.
Ja znów darłem gardło pro publico bono, więc wróciłem dopiero na dobranockę. W sam raz, żeby zapalić lampkę….

I co? Znowu jestem na końcu? No to dobranoc.
Dzień dobry!
Ale mgła 
Dzień dobry. A u mnie „tylko” zachmurzenie, ale za to na całego.
Zaraz się zacznie przedświąteczne bieganie.
Halo, Miral, czy wszystko w porządku? Właśnie w radiu mówią o mrozach rzędu -30 w północnej części USA.

Ja to widziałam w TV. Podobno 3 ofiary śmiertelne z powodu gołoledzi, jaka panuje na drogach.
W porządku
Przynajmniej u mnie
Dziękuję Wam za troskę 



Dziś już jest cieplej (a przynajmniej ma być). Zapowiadają temperaturę rzędu -5C. Na jutro -15C
„Uwielbiam” te temperaturowe skoki. To mróz, że gile w nosie zamarzają, to gwałtowne ocieplenie i potem znowu mróz… huśtaweczka jak się patrzy
Ale czas się było przyzwyczaić, może za następne 20 lat nawet to polubię
Obyście tylko zdrowi byli przy takich skokach!
Witajcie!
Jak co sobota – zakupy, śniadanko, i tradycyjnie chęć powrotu do spania…
Dzień dobry.
Wczoraj noce przejścia rodzinne a od rana jak zawsze: sklep, bułeczki, jajecznica… i jak nigdy przy śniadanku zajrzeliśmy do informacji z kraju i dalej czytamy z niedowierzaniem, że to się dzieje naprawdę i to u nas:(
Człowiek idzie spać i nie wie w jakim kraju się obudzi:(
Miłej soboty.
Dzień dobry – zaraz idę do pracy ,jeszcze tylko listę koniecznych zakupów,żebym nie zapomniała.
Galareta już się zsiadła i została napoczęta przeze mnie.
Jeszcze do Bozenki na poprawę chumoru bo przecież od wczoraj strach otworzyc jakikolwiek komunikator …
W ciekawych czasach żyjemy…
Dzień dobry. Kawka w południe.
Chętnie
W samo południe… 😉
Właśnie…
O matko i córko!
Zakupy zrobione, w tym choinka, oprawiona i ustawiona, czeka, aż reszta rodziny zajmie się dekoracją, ziemniaki obrane i wstawione…
I nie żebym tylko się chwalił – dzisiaj wszyscy coś robią, pomagają, zasuwają.
Czyli dzień pracowity. Jak wiadomo, do tego służy weekend.
Dzień dobry
I to pomimo paskudnych warunków atmosferycznych
Wczoraj znowu wróciłam z pracy umordowana i to nie tyle pracą, ile powrotem z niej. Dosypało śniegu i tak jak do pracy dojechałam w 40 minut, tak wracałam ponad dwie godziny
Wypadków drogowych nie policzę, tyle ich po drodze było.
Niby drogowcy jeżdżą i odśnieżają, ale nie są w stanie zgarnąć wszystkiego, przy tak dużym „dosypie”. No i ci kierowcy… ręce opadają. Albo wloką się tak wolno, że trudno w takim „kopnym śniegu” utrzymać linię prostą podczas jazdy, albo gnają, jakby droga była sucha i czysta. Oczywiście zapominają, jak ciężko jest zahamować, gdy koła się ślizgają.
I co się dziwić, że potem jest bum
Przy takiej ślizgawicy odpowiedni dystans między samochodami jest konieczny. Ale nie wszyscy o tym pamiętają…
Ale wróciłam taka utuptana, że nie dałam rady. Musze pojechać dziś z samego rana. Nie mogę zawieść swoich pierzastych. Przylecą, jak co rano do stołówki, a tu pusto? Nie może tak być!
Chciałam tylko zameldować, że żyję
Planowałam pojechać po pracy do sklepu, bo muszę kupić ptaszkom ziarenka. Zjadły już wszystko
Wiesz co, podziwiam! Przy takich warunkach jeszcze myśleć nt. ziarenek dla ptaszków!
Właśnie przy takich warunkach nie wolno o pierzastych zapomnieć!!! Przyzwyczaiłam je do tego, że zawsze coś u mnie znajdą do jedzenia. Będą więc czekały i nie polecą gdzie indziej na poszukiwania. My nagrzejemy się w ciepłym domu, a one jak głodne, to pozamarzają
Takie głodne i zmarznięte są też łatwym łupem dla różnego rodzaju drapieżników. Szkoda mi ich…
Większość ptaków nie umie „napić się” śniegiem i potrzebuje wody. Do tej pory wynosiłam im często wodę, ale bardzo szybko zamarzała. Teraz muszę tylko dolewać wody. Część wypiją, a część wyparuje. W każdym bądź razie znika dość szybko 

Cieszy mnie, że poidełko z podgrzewaczem zdaje egzamin i woda, nawet w największe mrozy nie zamarza
A poza tym… ja je na prawdę lubię. Czyż można nie dbać o swoich ulubieńców?
Aha, a na temat odśnieżania, zawsze mi się przypominają te ciężkie amerykańskie pługi, jeżdżące skosem, ze skrętnymi tylnymi kołami:
A jak widzę te drogowe, to od razu przypominają mi się również kolejowe:
Prawdę mówiąc, to tych drogowych (ani kolejowych) jeszcze tu nie widziałam. Małżonek popatrzył na filmiki i mówi, że też nie widział. Może takie pługi jeżdżą w innych stanach? A nie u mnie?
A kolejowym pługiem (tylko nie takim), to mój małżonek czasami jeździł w Polsce. Pracował przecież na kolei
I jak mi powiedział, nie da się jechać czymś takim za szybko, bo przy dużym śniegu może wywalić z szyn. Nawet najcięższa lokomotywa „odfrunie” na ciężkim, mokrym i zbitym śniegu
Ja się nie znam… ale przyznam, że takie lokomotywy z fontannami śniegu wyglądają bajkowo 
Dopiero teraz doczytałam, że te drogowe pługi do z Missouri, czyli na południowy zachód ode mnie
I to spory kawał…
A i owszem, to w Missouri. A w komentarzach pod filmem o pługach kolejowych piszą, że ciężar czy też masa dwóch lokomotyw plus rozpęd całego składu wystarczą, żeby się nie wykoleiły, chociaż oczywiście ja w przeciwieństwie do małżonka nigdy nie jeździłem zawodowo koleją i nie wiem na pewno, jak to jest.
Ja też specjalistą od lokomotyw nie jestem, ale wydaje mi się, że to zależy od grubości pokrywy śnieżnej. Jak się dokładnie przypatrzysz, to niektóre z tych pociągów jadą szybciej, a inne bardzo wolno. Bo tych ciężkich lokomotyw może być nawet kilka, ale jak pierwsza wyleci, to i inne za sobą pociągnie. Ich masa ogólna nie ma znaczenia, bo przecież nie stoją jedna na drugiej, a jedna ZA drugą. Poza tym, widać wyraźnie, że te pługi kolejowe, to nie tylko sam pług, ale ma i specjalne ogromne śruby, które wywalają śnieg w powietrze (na boki). Pociąg jedzie wolno, a fontanna taka, jakby pędził nie wiadomo ile
Mam nadzieję, że tak odśnieżana droga jest jednokierunkowa…
No, to jest autostrada, więc każda nitka z osobna faktycznie leci w jednym kierunku.
U mnie choinka czeka jeszcze na ogrodzie. Jak dobrze pójdzie to wieczorem będzie w domu.
Yyy, cięta? W doniczce? Rosnąca w ogrodzie – do ścięcia?
Nie za wcześnie na choinki? Największy jej urok jest gdy w wigilię się ją ubiera. Gdy byłam dzieckiem, to my z ojcem od rana ubieraliśmy choinkę, a mama zajęta była kuchnią. Wieczorem, po kolacji ojciec grał na akordeonie i wszyscy śpiewaliśmy kolędy. Wtedy czuło się święta.
U nas też pewnie poczekałaby do Wigilii, gdyby nie to, że święta spędzamy poza domem. Już od piątku rano.
Tak jak zapowiadałem w temacie biegania – zaraz wybywamy większością rodziny na Łotra gwiezdnowojennego.
Dobranoc
Spokojnej!