Kiedy pogoda robi się taka jak dzisiaj – słońce rozgrzewa ulice i domy, ale od czasu do czasu od morza czuć wiaterek i właściwie nic nie chce się robić – fajnie jest wsiąść na rower i pojeździć po mieście, tym bardziej, że w Gdyni oprócz terenów portowych, kolejowych i industrialnych jest na szczęście również sporo zieleni. Czasem trzeba przejechać przez te pierwsze, żeby dotrzeć do tych drugich. Tak też zrobiłem dzisiaj. Wystartowałem z ulicy króla Władysława IV, by przez ul. Tadeusza Wendy dojechać do ulicy Węglowej (zdjęcie poniżej) i międzytorza. Mianem tym określa się w Gdyni przemysłową część miasta, leżącą, jak sama nazwa wskazuje, między torami kolejowymi łączącymi dworzec i główną linię PKP z portem. Od lat miasto usiłuje rozwinąć ten raczej zaniedbany rejon, co pewien czas pojawiają się triumfalne komunikaty, że już, już znaleziono inwestora, który wszystko zmieni… po czym nic się nie zmienia.
Węglową dojechałem do ronda Karlskrona, nazwanego tak na cześć miasta, z którym łączy Gdynię linia promowa (o czym za chwilę). Tuż przy tym rondzie znajduje się strzelnica sportowa, urządzona w starym niemieckim schronie przeciwlotniczym T-750 (na zdjęciu poniżej), w którym chowało się przed nalotami właśnie 750 osób z załogi stacjonującego tu krążownika „Prinz Eugen” (w latach 1943-44). Ściany, jak głosi Wiki, mają około 2,5 m grubości, a strop – niecałe 4 m. W sumie nie wygląda specjalnie efektownie, ot, wielka betonowa kostka, ale historię ma ciekawą.
Od tego ronda prowadzi z grubsza na zachód ulica Polska. Rowerem jedzie się nią raczej nudno – po jednej stronie tory kolejowe, po drugiej – magazyny i urządzenia portowe, a przy niesprzyjających wiatrach – smrody z nabrzeży, takie jak np. woń przeładowywanej śruty sojowej, czy też śmierdzące hałdy łupin olejowca gwinejskiego, używanego jako biopaliwo w elektrowniach. Mimo że egzotyczny to smród, to nadal nieprzyjemny. Polską dojeżdżamy do ulicy Janka Wiśniewskiego, który padł i na drzwiach ponieśli go Świętojańską. Jeśli to możliwe, jest jeszcze nudniejsza od Polskiej, tym bardziej, że ruch samochodowy jest tu o wiele większy i do smrodów portowych dochodzą spaliny. Dojeżdżamy nią pod Estakadę Kwiatkowskiego (na zdjęciu poniżej), dłuższy fragment drogi posadowiony na betonowym pomoście, dzięki czemu można przejechać samochodem do północnych dzielnic Gdyni – Obłuża i Oksywia (i dalej).
Pod Estakadą, równolegle do niej prowadzi ścieżka rowerowa, z której widoki są już trochę ciekawsze – widać terminale kontenerowe, no i port w perspektywicznym skrócie, z promem Stena Line, pływającym do wcześniej wspomnianej Karlskrony. Tu akurat prom Stena Baltica, w sumie na tej trasie pływają dwa albo nawet trzy statki tej linii.
Ścieżka biegnie wzdłuż Estakady, by po chwili odbić od niej (ze względu m.in. na terminal promowy) i wznieść się kładką tylko-dla-rowerów, z której najwyższego punktu rozciąga się taki oto widok na wspomnianą Estakadę, a za nią żurawie portowe. Industrialny krajobraz, pejzaż horyzontalny, triumf stali i betonu etc.
W ten sposób, kładką, dostajemy się na ulicę Unruga, w dzielnicy Obłuże Dolne. Tutaj zajeżdżamy na jedną ze stacji benzynowych celem podpompowania kół, i po chwili postoju docieramy do ul. Bosmańskiej. Teraz czeka nas najdłuższy podjazd na tej trasie. Może nie wygląda, ale wystarczy, żeby się solidnie spocić.
Ten sam fragment trasy widziany z góry na dół. Na szczęście to żadna Sodoma ani Gomora, więc można się oglądać za siebie.
Przejeżdżamy przez rondo, od którego odchodzi ulica Zielona i kontynuujemy jazdę Bosmańską, wśród nowszych i starszych bloków, ale także domów jednorodzinnych otoczonych mnóstwem zieleni. Co i raz zza płotu na rowerzystę łypie lokalny kot albo drze pysk lokalny pies (zdjęć brak). Dojeżdżamy do ulicy pułkownika Stanisława Dąbka i zatrzymujemy się na popas (półlitrowa butelka wody mineralnej) na skrzyżowaniu z ul. Arciszewskich, w pobliżu najstarszego w Gdyni kościoła Michała Archanioła (pierwszy budynek kościoła powstał w 1224 r.), na którego cmentarzu spoczywa m.in. aktorka Anna Przybylska. Właśnie z kościoła wychodzą po mszy ludzie (zdjęcie poniżej) i ustawiają się w kolejce po świeże truskawki. Chyba już kaszubskie? A mogłem zapytać (zdjęcia wszakże brak).
Z tym miejscem mam problem – otóż, jak wynika ze wszystkich map, w tym również Wikimapii, na wschód stąd, w kierunku morza, znajduje się na klifie zabytkowa bateria nabrzeżna artylerii stałej, ale zdaje się, że nie można do niej legalnie i bezpiecznie dojść – większość terenów naokoło należy do Marynarki Wojennej i jest ogrodzona. I to nie byle jakim płotkiem, a wojskowymi ogrodzeniami, z drutem kolczastym od góry. A jeżeli nawet są jakieś dzikie ścieżki do klifu i tejże baterii, to na pewno nie da się tam przejść z rowerem (stromo). No trudno, czas się zbierać – z powrotem ulicą Dąbka, ale tym razem nie odbijam na rozgałęzieniu w Bosmańską, tylko jadę przez Dąbka (por. mapę na końcu tekstu), aż do skrzyżowania z Kwiatkowskiego. Mnóstwo tu zieleni, po prawej ciągną się rzędy domków jednorodzinnych, dalej ogródków działkowych (a za nimi lotnisko eks-wojskowe na Babich Dołach), po lewej zaś – głównie blokowiska. Skręcamy w lewo i oddychamy z ulgą – ulicą Kwiatkowskiego (dalej przechodzącą we wspomnianą Estakadę) czeka nas wygodny zjazd (na zdjęciu poniżej), gdzie operuje się głównie hamulcem.
Zaczynamy płaską część trasy, niemal bez podjazdów i zjazdów. Ulicą Podgórską robimy sobie skrót i znów docieramy do ul. Unruga, chociaż już na innym odcinku. Przejeżdżamy pod starym wiaduktem linii kolejowej, prowadzącej do wojskowej bazy paliw (zdjęcie poniżej)…
…i ciśniemy na zachód, aż dobijamy do ul. Puckiej… Halo, halo, jeszcze jedna rzecz: przy Unruga znajduje się zakład pogrzebowy „Droga do niebios”, którego siedziba nieodmiennie wzbudza we mnie zachwyt, a to dzięki huśtawce, ustawionej na tarasie – na dachu. Wyobrażam sobie, jak rozochocony użytkownik huśtawki w pewnym momencie huśta się pod niebiosa, wyskakuje z siedzenia i… trafia właśnie tam, gdzie głosi szyld. Zdjęcia poniżej – plan ogólny i detale – szyld i wystająca nad balustradą huśtawka 🙂
Ulica Pucka jest znów nudna: przekracza liczne torowiska, a jadąc nią mija się magazyny, zakłady produkcyjne i takie tam. Po pewnym czasie docieramy do jednego ze strzeżonych przejazdów kolejowych – mimo niedzieli zapory są opuszczone, a od Gdyni Głównej jedzie pociąg (na zdjęciu poniżej). A drugi w przeciwnym kierunku. A po nim jeszcze jeden. I towarowy. Czekając tu na otwarcie zapór, podróżnik – wszystko jedno, pieszy, rowerzysta czy kierowca lub pasażer samochodu – rozumie, po co te wszystkie wiadukty, estakady etc. w innych miejscach miasta.
Przekraczamy ulicę Chylońską i opłotkami docieramy do Morskiej (na zdjęciu poniżej). Tu znów będzie długo, prosto i nudno. Po bokach zostają osiedla, domy, parki… Przynajmniej jest tu sporo zieleni, ale też nie wszędzie.
Po pewnym czasie, mniej więcej 20-30 minutach docieramy do dworca Gdynia Główna (na zdjęciu poniżej). Jeszcze tylko w dół, ulicą Podjazd, i zaczynamy kluczyć po uliczkach centrum Gdyni.
Po chwili docieramy do punktu startu, kończąc pętelkę, która – jak widać z mapy – miała ponad 24 km. Ktoś ma chętkę jeszcze raz? Na szczęście tu wystarczy przewinąć do góry strony!





W sumie jak teraz patrzę, po napisaniu i opublikowaniu, to dość długawe to wyszło. Ale czyta się nienajgorzej, mam nadzieję.
Mam sentyment do morza . Mogę godzinami siedzieć na piachu i słuchać muzyki szumiących fal . Nasze wybrzeże przejechałem od Krynicy Morskiej do Świnoujścia , a w Mielnie na stałe zakotwiczony jest bratanek . W Gdyni przed laty korzystałem z uprzejmości Marynarki Wojennej , ale wszystko tak się pioruńsko szybko zmienia , że kiedy jechałem już obwodnicą Trójmiasta ,to wiedziałem , że to jest już inny świat niż przed laty . Miło jest powspominać , czytając i oglądając Twój materiał i przyznaję , że trochę Ci zazdroszczę Gdyni . Stolica jest dobra, bo łatwo można dostać pracę , ale mieszkać ,nie bardzo…Jutro zwijam manatki i jadę trochę zdziczeć na mazurskich jeziorach . Zatem do popotem w końcu czerwca…
Och, mazurskie jeziora! Dopóki sam nie odwiedziłem tamtych miejsc (na raty: Mamry, Giżycko, Ruciane-Nida, Pranie, Mikołajki…), miałem w głowie tylko mazurską mitologię panasamochodzikową od Nienackiego, ale tak jakby pustą, bez treści. Dopiero tam ją poczułem i zrozumiałem. W sumie to zazdroszczę, jako że żeglarz ze mnie raczej śródlądowy, najlepiej się czuję, kiedy cały czas ląd jest w zasięgu wzroku, a jak jeszcze się coś dzieje na wodzie i na lądzie…
Prawda.
Tylko morza… Tylko morza… Tylko morza brak…

Chciałam napisać, ale przewinęłam, sprawdziłam.
I jest.
Na szczęście.
Uffff.
Bo przecież 7 godzin wcześniej zaczynało się wyglądać przez okno w pociągu, żeby je zobaczyć.
Teraz, gdyby jeszcze kiedyś, będę wyglądać huśtawki…
To prawda, jak 22 czy 23 lata temu jeździłem tu z Poznania, to już od Tczewa stałem przy oknie, wypatrując, aż w końcu dotarło do mnie, że tak naprawdę jedyne miejsce, z którego widać morze, jest między Sopotem a Gdynią-Orłowem.
A w mojej relacji morze jest, hmm, portowe. Ale fakt, że to ta sama woda. Może tylko trochę brudniejsza.
DzieńDobry:)) Bardzo dawno nie byłem w Gdyni, bodajże ostatni raz w 1986 byłem na wczasach we Władysławowie i wpadłem na dzień do Gdyni. Wpatrywałem się w te fotografie i za wyjątkiem Gdyni Głównej nie kojarzę niczego.
Ps. Czytało się znakomicie :))
Przeczesując pamięć, wpadłem na to, że ja też byłem kiedyś w Gdyni przejazdem, ale nie tak, że tylko w pociągu albo na dworcu. Jechaliśmy gdzieś nad morze z poznańską Babcią (obecnie już od dawna nieżyjącą) i mieliśmy sporo czasu na przesiadkę, rzędu paru godzin, no i Babcia mnie zabrała na Skwer Kościuszki, gdzie jeszcze nie stała „Błyskawica”, tylko inny niszczyciel („Grom”???). Niedługo jednak miną 22 albo nawet 23 lata, odkąd tu mieszkam (a mimo to tamtą część Gdyni, z Obłużem i Oksywiem, zaczęliśmy zwiedzać dopiero w tym roku!).
Świetnie się czyta i patrzy!
Dziękuję, Mistrzu. Pewnie dlatego, że opis przejazdów przez te długie, nieciekawe ulice skróciłem do minimum.
Piękne zdjęcia, ale mam mało czasu na czytanie, zrobię to jutro.
Jasne, nie ma problemu.
O, błogosławione powtórne czytanie! Właśnie się zorientowałem, że udało mi się jakimś cudem pominąć jedno zdjęcie.
Edytuję i dodaję.
Uff. Już.
Ej no co jest? Wszyscy spać poszli?
No nie. Ale Junior mnie odciągnął od komputera na trochę.
wszystkie rybki śpią w jeziorze…
Skąąąd wieeesz?
Wcale nie. JA śpię pod kordełką!
TAK TRZYMAĆ!
Jesteś pewna? A skąd te drobne falki na kordełce?
Ale sucho! Nic nie chlupie!
Czyta się super. Ogląda też.
Ja właściwie Gdyni nie znam, poza hotelem Gdynia, CWM i Zjawą IV. Zawsze był snobistyczny Sopot i Gdańsk z ks. Filipiakiem (tym od Ormian).
Może kiedyś? Kto wie…
No więc właśnie doszedłem do wniosku, że ja też jeszcze nie znam. Chociaż próbuję poznać i na tym polu odnoszę pomniejsze sukcesy.
A może ja bym jednak spać poszła?

Eee. To spokojnej. Jakby co.
Miralce podsuwam parę pierzastych uchwyconych przez Time. 🙂
Cudne!!!
Nie bardzo wiem co za ptak na drugim zdjęciu… ale i tak mogę podziwiać 
Dobranocka.
Dzisiaj nowocześnie. Luke Graham, z mocnym bitem, ale całkiem na noc.
Snów jak najdalszych od rzeczywistości.
Gdynia to jest miasto „wzdłuż”. Takie było moje pierwsze wrażenie i tak już pozostanie, choć to wrażenie niezupełnie odpowiada rzeczywistości
Całe Trójmiasto jest „wzdłuż”. To moje pierwsze wrażenie po sprowadzeniu się tutaj. W Poznaniu niemal zawsze jest jakaś alternatywa przejazdu naokoło, tutaj – rzadko. Główna arteria komunikacyjna jest wzdłuż – kolejka SKM i cała reszta środków komunikacji, a w poprzek często gęsto zaczynają się problemy.
Zabawny tytuł Kwaku ! Zanim dotarło do mnie co napisałeś – gotowa byłam przerobić tę „chętkę” na znajomą „hetkę”. To jest siłą nawyku i skojarzeń ?
Jam Ci to jest – szalbierz, żonglujący znaczeniami i skojarzeniami.
Żongler niezgorszy! Ale żeby szalbierz?
Jak czasem wprowadzam PT Czytelników w błąd, żeby uzyskać na koniec większe zaskoczenie, to szalbierstwo jest, nieprawdaż?
A co byście powiedzieli na szalbierczego żonglera?
Hmm, to taki, co udaje, że żongluje, mimo że nie ma żadnych przedmiotów w dłoniach ani w powietrzu? Coś jak mim?
Raczej prestidigitator… Żongluje i zmyla.
Dzień dobry!
Poczytałam (a było co), pooglądałam sobie Gdynię… też było co. Mogę tylko Ci pozazdrościć bliskości morza i pięknych wycieczek rowerowych… ech… Poznań też jest ładny, ale ani gór, ani morza
Najbliższa woda, to jezioro Maltańskie. Ale czy można je porównać z Bałtykiem? 
No, Malta ładna, ale nie słona…
I fale na niej nie szumią…
No, czasem jak są zawody wioślarskie, jak taka kilkuosobowa obsada dobrze zawiosłuje, to pewnie i fale bywają. Ale czy szumiące?
Jakieś tam fale są, ale nie szumiące. Słychać raczej pokrzykiwania.
Przypomniała mi się aria z operetki „Panna wodna”. Czyż nie piękna?
Nie znałem, operetki w całości też nie!
Ja też nie znałam tej operetki. Pamiętałam jedynie słowa i szukając ich na YT, dowiedziałam się skąd pochodzą.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Lawina-%C5%9Awi%C4%99tochowski
Witam poniedziałkowo. Tyle razy podczas wycieczki się zatrzymywałeś żeby strzelić fotkę? Szacun:-). No chyba, że to był preteskt aby wolniej pedałować;-).
Ps. Po wczorajszej, upalnej niedzieli tęsknię za nadbałtyckim klimatem.
Fakt, że wolniej szło to jechanie, Google przewiduje, że tę trasę można zrobić w półtorej godziny, ale chyba nie uwzględnia świateł i tego zamkniętego przejazdu na Puckiej, dość, że ze zdjęciami i wszystkim zajęło mi to 2,5 h.
Czyli bonus czasowy dostałeś 🙂
Handicap to się nazywa?
😀
Witajcie!
Poniedziałkowy zawrót głowy (praca, znaczy się! 🙁 )
Dzień dobry Państwu.
Ja już nie wiem – teraz śpię do 8.30. Odsypiam te zarwane miesiące, czy co?
To trochę to potrwa…
Mój młodszy syn wczoraj: „Hurraaa! Za miesiąc wakacjeee! Cieszysz się, prawda? Jak to: NIE?! CIESZ SIĘ Mamo!”.
No jakoś nie teges…
Ciesz się, bo jak nie, to!
Kojarzy mi się Stuhr w „Kingsajzie”: „Polokoktowcy nas nie kochają, ale my ich będziemy kochać tak długo, aż nas pokochają!”
O rany… Jakbym mojego męża słyszała…
I obu synów.
Machulski jest ponadczasowy, trochę jak Bareja, ale inaczej. „Seksmisja”, „Kingsajz”…
Prawda.
Dzień dobry. Kawa musowo.
Ja już po kawie, właśnie wróciłam z zakupami… ufff, już się spociłam
Straszne są te nagłe upały.
Nie, że te późniejsze łatwiej znosić, ale nie wypada narzekać. A teraz jeszcze można 😀
A ja zainaugurowałem sandały! Oczywiście bez skarpetek.
Bez skarpetek się nie liczy. Nie jesteś Patriotą.
Jakoś będę musiał z tym żyć…
Włóż czerwono-białe rękawiczki…
A mogą być niebiesko-czarne bez palców? Takie zakładam, wybierając się na rower.
Serdecznie współczuję. Jest nas więcej. Powinniśmy się wspierać. Jakiś klub założyć, czy co.
Hm, chyba jest już KOD, który wspiera?
Cisza jak w rodzinnym grobowcu…
Ważne, że rodzinnym
Też prawda
Znów było trochę załatwiania, biegania… Ale już jestem.
Całe szczęście! Może dołączą inni…?
Z tym że jeszcze chcę się pobawić w balwierza dzisiaj, a konkretnie muszę zrobić porządek z brodą – doprowadzić ją do stanu, w jakim będzie się można z nią pokazać u teściowej.
No, do teściowej musisz być elegancki
Postałam sobie troszkę na balkonie i obserwowałam ptaki. O tym czasie latają jerzyki z wielkim piskiem, goniąc owady. Ptaszki muszą mieć tu swoje gniazda, bo są ich całe gromady.
Dzisiaj skosiłem trawę na tym skrawku podwórka i w trakcie nie widziałem ani jednego ptaka w zasięgu wzroku. Ta kosiarka nie jest aż tak głośna, więc nie wiem, co je tak spłoszyło. Jerzyków ani jaskółek nie mamy, ale nie było ani wróbli, ani srok, ani kawek, ani mew. Może coś je odciągnęło, w sensie bardziej interesujących obiektów?
Smutne jest niebo bez ptaków. U nas są jerzyki, gołębie, sroki, rybitwy, wrony i wróbelki. Czasem znad Malty przylatuje parka kaczek.
Tutaj mewy bywa że gniazdują na dachach domów, co ma różne konsekwencje: po pierwsze, w maju i czerwcu czasem nie idzie spać wczesnym rankiem, bo wszystkie mewie rodziny drą dzioby na wschód słońca, a po drugie, czasem na chodniku spotyka się martwe mewie pisklaki, które za wcześnie próbowały latać. A może je ktoś lub coś wypłoszyło z gniazda, w każdym razie upadek z wysokości 5 czy 6 pięter jest dla takiego nielota śmiertelny.
Rozumiem, że mewy nie cieszą się Waszą sympatią, ale z drugiej strony żal tych piskląt. To przykry widok 🙁
Oj nie. Oj tak.
Chyba niekoniecznie próbowały latać… Czasami rodzice sami wyrzucają z gniazda młode, jeśli jest chore i słabe. U ludzi to niemożliwe, ale ptaki kierują się instynktem i nie mają czasu na czułości
Przeżywają tylko te najsilniejsze pisklaki… reszta musi zginąć…
Smutne, ale prawdziwe.
Czasami wrony, sroki, czy kawki wyciągają z gniazd pisklaki, jako pokarm dla nich. Jeden musi zginąć, żeby inny mógł dorosnąć.
A to nie wiedziałem. Zawsze mijając takie ptasie truchełko myślałem, że coś pisklaka wypłoszyło z gniazda na dachu – człowiek albo kot. Myśmy też kiedyś mieli mewy na dachu, każda próba wyjścia na dach kończyła się wtedy potwornym wrzaskiem rodziców (na szczęście nie próbowali atakować), a pisklaki najpierw się przyczajały w gnieździe („nie ma mnie tutaj”), a potem, kiedy już się podeszło trochę bliżej, pyrgały po dachu na piechotę, kryjąc się za kominami, toteż – wracając do tych nieszczęsnych zwłok – myślałem, że właśnie taki pieszy pisklak został zmuszony do skoku z krawędzi.
Dobranoc
Spokojnej!
To i ja.

Spokojnej zatem i, tego, zaplastrowanej ku pożytkowi.
Trochę sobie poknułem i wróciłem do domku. Pora reraksu – jak zapodawał s. Tym
Ten wiersz Tuwima o knuciu mi się przypomniał, z nieprzyzwoitą końcówką.
Edyta: tytuł to „Mój dzionek”.
Ładne! A końcówka – jak na Tuwima – wcale owinięta w bawełnę!
To prawda, zwłaszcza po słynnej pieśni „Całujcie mnie wszyscy w dupę”. Ale na dobranoc będzie coś innego.
Dobranocka.
Czasem fajnie jest wrócić do klasyki, a w tym wypadku do Andreasa Vollenweidera. Jakby mi ktoś kazał wybrać jeden jego ulubiony utwór, to bym wymiękł. Chyba nie ma kawałków tego pana, których bym nie lubił.
Dlatego dzisiaj zagram „The Glass Hall” z „mroźnej” płyty „White Winds”. Tam jeszcze jest mnóstwo podtytułów-części po tytule głównym utworu, ale je sobie daruję. Charakterystyczny motyw, harfa tutaj głównie w tle, bo na pierwszym planie instrumenty dęte i wiatr w wykonaniu Joerga-Petera Buedi Sieberta. Tempo w sam raz na dobranoc, nie szybkie, ale i nie nudne.
Aha, no i jeszcze tytułowe szkło na wizji.
Snów klimatycznych, a może i klimatyzujących przy tej pogodzie.
Na dobranoc zdążyłam ! Mam jedną nóżkę bardziej, więc Vollenweider mnie pocieszy.
Dzień dobry


Nie było mnie tylko trochę, a takie piękne pięterko wyrosło
świetnie się czyta i ogląda
Dziękuję
To jeszcze tak w skrócie. W sobotę rozstawiliśmy nasz nowy namiot w parku. Wcale nie jest aż tak duży jak myśleliśmy
Wydaje się nawet trochę mniejszy niż nasz stary…
Wśród tych wrzasków, słyszeliśmy język polski stąd wiemy, że i rodacy się wydzierali
Koliberków nie spotkaliśmy, co mnie wcale nie dziwi. W tym hałasie?!!!
Zawiodłam się też na dzięciurach krasnogłowych. Co roku miały swoje gniazda (dziuple) w Buffalo State Park, ale w tym roku ich dziuple są puste
Nie spotkaliśmy ani jednego dzięciura!!! Spotkaliśmy za to kacyka północnego. Ale skubaniec siedział w gęstych liściach i ciężko było go „wyłuskać”
Poza tym, po drugiej stronie Dee Bennett Rd. jest strzelnica. Chyba w całym Buffalo Rock State Park słychać te strzały
I nawet słychać, że niektórzy strzelali z broni wielostrzałowej (proszę mnie nie pytać z jakiej 😉 ), bo leciały nie tylko pojedyncze strzały, ale i całe serie 
Zostało coś ok. 10 doniczek, czyli pełen sukces 
W niedzielę pojechaliśmy do Starved Rock State Park, a potem do Buffalo State Park. Tłumy jakie się przewalały, wywołały w nas przerażenie. Amerykanie to głośny naród… Polacy w Ameryce też
Ale jest i sukces! Dziś „wyprowadziłam” z domu swoje kwiatki i od razu zrobiło się luźniej. Małżonek z synkiem ochoczo pomagali mi wynosić
Wyprowadziłaś do ogródka?
Co roku, po „zagrożeniu przymrozkowym”, wynoszę co się da do ogródka. Na świeżym powietrzu kwiatki lepiej rosną i łatwiej je podlewać (czasami robi to deszcz)
A tak w ogóle, to się zawzięłam
Od dawna planuję zrobienie sobie albumu ze zdjęciami swoich ptaków. W końcu je policzyłam (mam 105 gatunków) i wybrałam te, które bym chciała mieć na papierze. Wyszło mi „tylko” 870 zdjęć
Chyba wyjdzie z tego gruba książka

DzieńDobry:)) Zamawiam jeden autorski egzemplarz z dedykacją i niekoniecznie w półskórku:))
Ba! Na wyspie znajdziesz z pewnością wielu chętnych.
Drugiii!
Trzeci, jeśli można.
Ja chętnie bym wysłała, ale nie będzie to album wydany (jak książka Jo), tylko zdjęcia naklejone na kartki i włożone w przeźroczyste „koszulki”
Hmmm, a nie ma tam w Twojej okolicy takich usług, co to drukują właśnie książkę z powierzonych zdjęć? Jakby się nas paru chętnych znalazło, to nawet przesyłka całości do Polski (w jedno miejsce, a potem rozsyłanie już Pocztą Polską) mogłaby wyjść sensownie?
Prawdę mówiąc, nigdy się tym nie interesowałam i nie sprawdzałam. Chociaż wydaje mi się, że na pewno takie usługi są. Dla mnie taka „koszulkowa książka” jest o tyle lepsza, że cały czas mogę dokładać zdjęcia i to w dowolnym miejscu. Jeszcze pomyślę jak to rozwiązać…

Na razie lecę do pracy
A tak w ogóle, to brat przysłał mi dwa linki…
Ja to wiem od dawna, ale dla niektórych może to być zaskoczeniem 
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/za-15-lat-ziemie-czeka-globalne-oziebienie/mx20eb9
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/prawy.pl/11298-czeka-nas-globalne-oziebienie-wbrew-lewackim-ideologom/
Poczytajcie sami
Dzień dobry
Następny gorący dzień 
…bry

Nienawidzę śmieciary o 6.30.
Komuś kawy? Herbaty?
Chętnie. Dam łyczka i zmykam…
Kawa koniecznie. Przysiadam się do stoliczka, proszę Pań(stwa).
Witajcie!
Lato, lato wszędzie…
Dzień dobry! W związku z latem wybywamy już dzisiaj, tam, gdzie Internet… sięga, ale zobaczymy, jak mocno. No i dzisiaj, ale dopiero po południu.
Fajnie Wam…
No więc tu zdania mogą być podzielone. Zaczynamy od teściowej…
Mistrzu, nie rób jej krzywdy. Teściowa to również człowiek, podobnie jak i teść :))
Ja – jej? Palcem nie tknę, a nawet swego czasu wezwałem pogotowie, jak miała zawał, nie chwalący się.
Co nie zmienia faktu, że im dalej, tym zdrowiej.
Jak to mówią:”Przyjaźń bliska, zwykle śliska”.
Wybacz zatem, źle zrozumiałem. „Zaczynam od teściowej” sugerowało że zrobisz jej kęsim :)))
A ja miałem na myśli, że długi weekend zaczynamy wyjazdem do teściowej.
Udanego wyjazdu, Mistrzu Q
Dzień dobry. Trochę późno no ale dzień dobry.
Dopóki dobry, nie ma znaczenia, czy późno
Dzień dobry
W pracy szykuje mi się dłuuugi dzień, a w połączeniu z temperaturą (ok. 30C), to wcale miło nie jest 
Chociaż nie wiem, czy będzie aż taki dobry
Ha, to prawie jak u nas z tą temperaturą.
U mnie 27’C w cieniu.
Wlazłam pod prysznic, ulżyło.
No cóż, jakieś 2 h po południu spędzimy w klimatyzowanym wnętrzu. Jakby jeszcze samo jechało…
U mnie sytuację ratują rolety zewnętrzne i odwrócona pompa ciepła 😀
Da się przeżyć. Ale już wyjście na zewnątrz jest problemem.
Dzień dobry 🙂 Świetna wycieczka i zdjęcia super, troszkę swojskiego betonu, a nawet opisowe doznania zapachowe 🙂

W tym wypadku chyba dobrze, że standardowo przez sieć nie przesyła się zapachów. Właśnie dzisiaj w mieście poczułem znów tego olejowca gwinejskiego, nie wiem, czy znów nie przypłynęła większa partia plus wiatr od portu.
Za uznanie dziękuję. Ciekawe, jak by się po Szczecinie jeździło, w sensie doznań wszelakich, niekoniecznie złowonnych.
Oo, znalazłem mapę ścieżek rowerowych w Szczecinie. Wygląda, że sporo ich (chociaż tego nigdy dość).
W Poznaniu też jest dużo ścieżek rowerowych, a nawet punkty, gdzie można rower wypożyczyć.https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.google.pl/?ion=1&espv=2#q=pozna%C5%84%20%C5%9Bcie%C5%BCki%20rowerowe
Dobrze, że w wielu miastach powstają takie ścieżki, bo to i zdrowiej, taniej i czystsze powietrze.
Szanowni, zaraz wybywamy. Zgłoszę się, jak będą warunki.
Szerokiej drogi
Spaaać!

Czego i Państwu życzę.
Ja za Tobą
Dobrej nocy Państwu życzę 
Wy to pomału w nałóg wpadacie…
(Tam zaraz nałóg)
Mistrz Quackie w podróży, więc proponuję dobranockę – może trochę zbyt energiczna, ale w temacie wątku 😉
Jakoś chyba ominął mnie Janerka? niespecjalnie go kojarzę . Dlaczego ?
trochę posłuchać o czym śpiewa .
chyba muszę
Dobranoc Kochani. Lampka jak zwykle!

Dzień dobry
chyba będzie padać…
Dzień dobry. Chyba NIE będzie padać;-)
Zależy gdzie.
Witajcie!

Proponuję kompromis:
Być może będzie padać, gdzieniegdzie nawet z góry na dół…
A dlaczego nie odwrotnie?
Nie pójdę na żadne ustępstwa. To byłaby kapitulacja;-)
Witaj;-)
Twardziel… Ja jestem ustępliwa, nie będę się bić o deszcz
Ale, jeśli ustąpisz w tak drobnej sprawie jak deszcz, to przeciwna strona pomyśli, że w większych (np. słońce) też będziesz ustępliwa…

Nikt nam nie wmówi, że słońce wschodzi na (niesłusznym) wschodzie!
Rzecz warta zastanowienia…
Dzieńbry.
bry.
Dzień dobry.


Nikt jeszcze nie zaproponował kawy na dobry początek dnia?
Trzeba to szybko nadrobić
Tak półprzytomnie zajrzałam na onet i nie mogę zrozumieć: 98% komentujących wchodzi tam, żeby sobie ulżyć z powodu życiowej niestrawności? Nie ma tematu, pod którym ktoś by kogoś nie obrażał… Bez względu na to, czy artykuł dotyczy polityki, celebrytów, czy zupy dnia.
Skąd to się bierze?
Dlatego ja tam nie zaglądam.
Ja też staram się nie, ale dziś z rana nieprzytomna byłam, bo pies całą noc chorował i tak jakoś rączka mi poszła w kierunku telefonu, niby zobaczyć, która godzina. A potem tak jakoś wyszło…
Natomiast męczy mnie kwestia natury ludzkiej. Coś się porobiło, czy ludzie zawsze tacy byli, tylko w epoce przedinternetowej nie mieli możliwości zaprezentowania swojej życzliwości wobec świata i bliźnich?
Przypomniałaś mi jedną znajomą z Onetu… Kilka osób z Wyspy też ją zna. „Zielonooka”. Swego czasu czepiała się naszej Bożenki, z Miśkiem też nie żyła w przyjaźni. Do mnie zapałała wielką miłością (na początku), bo też mieszka w USA. Najpierw pisała, że w Nowym Jorku, potem, że w New Jersey, by w końcu „wylądować” na Long Island
Gdy jeszcze pisała, że mieszka w Nowym Jorku, napisałam jej, że się wybieram tam na wycieczkę i chętnie się z nią spotkam. Nie to, że chciałabym się wprosić do jej domu. Chciałam spotkać się gdzieś na mieście. Wywaliła mnie ze znajomych i przestała lubić
Potem przepraszała i mówiła, że była chora… co ma wspólnego jedno z drugim? Nie mam pojęcia
Ale straciłam do niej zaufanie. Dużo później dowiedziałam się, że mieszka ona na polskiej wsi (nie to, że mam coś przeciwko ludziom ze wsi) i Amerykę oglądała tylko na obrazkach
I czy ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego podawała, że mieszka w USA? Czy to jakaś nobilitacja? Mam rodzinę na wsi i wcale nie uważam, że są gorsi, czy głupsi od kogokolwiek. Normalni ludzie. Czy to wstyd? A czy ja jestem lepsza, czy mądrzejsza, bo mieszkam w USA? Co to ma do rzeczy? Każdy mieszka tam, gdzie mu wypadło żyć… bez względu na stan umysłu
Jedynie to, że mogę pokazywać Wam ptaszki, których w Polsce nie ma

I w sumie, to współczuję tej kobiecie. Ma o sobie niskie mniemanie i stara się za wszelką cenę to podnieść. Marzy jej się nie wiadomo co, ale nie jest w stanie tego osiągnąć… Chyba tylko dobry psychiatra byłby w stanie coś zaradzić…
W pobliżu Śniardw na Mazurach jest wieś o nazwie Ameryka…
M. in. dlatego wyemigrowaliśmy 🙂
Czytałam kiedyś, że to poczucie bezkarności wyzwala w ludziach takie instynkty. Pomału zamierają kontakty międzyludzkie, a internet staje się czymś niezbędnym. W epoce przedinternetowej swoje frustracje wywalało się na podwórku 🙂 Czasami kłóciliśmy się, czasami nawet bili między sobą. To pozwalało pozbyć się agresji… a także nie nabawiać się depresji 🙂 A dziś? Nawet na wycieczki, na wyjazdy zabiera się jakiegoś tableta, czy innego smartfona, bo bez internetu ani rusz. Często patrzę z przerażeniem, jak na plaży prawie każda osoba coś tam klika w swoim telefonie, to samo w kanionach, czy nad jeziorem. Ci ludzie nic nie widzą i nic nie słyszą, bo są zajęci pisaniem… A człowiek jest tak skonstruowany, że potrzebuje innego człowieka. Nie przez internet, ale w rzeczywistości…
Tylko oni mu nawet do pięt nie dorastają
I z tego co wiem, niektórzy boją się go jak ognia
Bo Misiek nie musi udowadniać, że jest inteligentny. To widać 
I jak się tak przyjrzysz, to ludzie w internecie oszukują jak mogą. Starają się być kimś innym… lepszym, mądrzejszym, bogatszym… A to znaczy, że nie mają o sobie najlepszego zdania. Rzucają się na każdego, kogo uważają za łatwą zdobycz. Chcą w ten sposób się wykazać, udowodnić czyjąś małość, żeby samemu wyrosnąć. A że nie mogą błysnąć intelektem, to chociaż błysną znajomością wyzwisk i chamstwem. W ich pojęciu są świetni, bo komuś „dowalili”.
W sumie… to chyba nasz Misiek mógłby Ci sporo o tym napisać, bo z tego co wiem, często z tymi półgłówkami walczy
Dzień dobry. Wczoraj dojechaliśmy bez szwanku, chociaż ze dwa razy niewiele brakowało. Po co jechać autostradą 200 km/h, jak i tak dzięki ciężarówkom, światłom i innym utrudnieniom po zjechaniu na zwykłą drogę w i tak wyprzedzi się tych jadących przepisowo bardzo nieznacznie?
Dzień dobry mistrzu Q
więc okolice ul. Dąbka i Unruga przemierzyłem wielokrotnie…
Nie miałem wcześniej okazji pogratulować ciekawej wycieczki.
Dużą część trasy znam z „autopsji” bowiem do Bałtyckiego Terminala Kontenerowego (BCT) jeżdżę (zawodowo) średnio raz w miesiącu, ponadto na Obłużu mieszkała kiedyś pewna panienka, w której się podkochiwałem,
Ech… jaki człowiek był wtedy młody… łza się w oku kręci
No cóż, na temat mijanych pań, osobliwie w legginsach do biegania, zmilczę raczej 🙂 ale łza też się w oku kręci 😀
Ej, młodość, wolność, beztroska i wszystko co się z tym wiąże… Rzeczywiście łza się w oku kręci
Bożenko, pamiętaj również o poobijanych kolanach, bo na rowerze bywa różnie 😉
Zgadza się, ale to było wliczone w koszty 🙂
Żeby ci się tylko szyja nie wykręciła… 😉
Bez obawy, zresztą teraz już nie jeżdżę.
Ostrzegałem raczej Quacka!
A dziękuję za troskę, mam lusterko wsteczne w razie potrzeby.
A, to pardąsik, myślałam że to do mnie było. Przecież Quacku jest wytrawnym kolarzem
Pozwolę sobie zilustrować ostrzeżenie:
Przypomniałeś mi polski kabaret i skecz „Kakakask”
Może trochę długowate, ale ubawiłam się na tym setnie
Wywołaliście mi i deszcz, i burzę, i coś-jakby-gradobicie.
Nie bawię się tak.
Na mnie nie patrz! Mnie tam nie było!!!
Pewnie. Nie było. Każdy tak się tłumaczy.
Właśnie czekam na takie coś w Bydgoszczy, ale utknęło przed Płockiem. Tu może wieczorem przywali?
U mnie chyba jeszcze później, ale dojdzie.
Właśnie patrzę, że drugi, mniejszy froncik kędyś nad Piłą się buduje.
Już jest pod Obornikami. Chyba idzie w moim kierunku.
A ja mam wrażenie, że w moim.
Pożyjemy, zobaczymy 🙂
Burze się już wyburzyły i do nikogo z nas nie trafiły.
DzieńDobry:)) „To był idealny poranek, piękna zapowiedź paskudnego dnia”, gdzieś to wyczytałem i ……..
Dzień dobry 🙂 Czyżby czyżyk Stateczku, czyli baronostwo Liber Dominus von Dudem vom und zum Wmiech de domo Maliniak? No czyż, nie jest cudny w tych okolicznościach przyrody, obwieszony orderami jak ruski kombatant wojny ojczyźnianej, toż turlałem się ze śmiechu, zaiste idealny poranek 🙂 🙂 🙂

Przepiękna para, dostałem na ten widok hercklekotów :))))
Idę sobie precz.
Znowu tory?
Nie. Tym razem kordełka. Pies nam zdycha od wczoraj i nie wiadomo: przejściowo, czy zejściowo. Selawi.
Niedobrze, pies też człowiek

Współczuję Jo.

A teraz też się pożegnam
Ano
Współczuję Jo
Też kiedyś to przechodziłam i wiem co to znaczy…
Dziś na dobranoc wprawdzie prawie bez związku z tematem (jest wszakże i tu morze w tle…), ale znacznie spokojniejsza Enya.
…and on the road are you and me…
Jutro ruszam w drogę i do niedzieli wieczorem będę zaglądał sporadycznie.
Dobranoc!
Dobranoc z nastrojowa Enyą 🙂
Enya akurat nudzi kobyłę okrutnie, za przeproszeniem Pana Starszego, ale jej utwory to 10 kilometrów tej samej melodii, pociętej na różnej długości odcinki. Andreas Vollenweider, Isao Tomita, Tangerine Dream, czy z tych ludycznych, Massive Attack, Adrian von Ziegler, Sidartha, czy Fluke, to grali muzykę zaś, ale Enya… Nie znoszę baby jak zarazy, więc jestem troszkę, odrobinę tylko nieobiektywny, co mi się NIGDY nie zdarza broń boże! Ten nieobiektywizm sfokusowany na. Amen 🙂 🙂

Nie ma obowiązku lubić kogokolwiek, Misiaczku
Nawet obiektywnie rzecz biorąc. Musisz jednak przyznać, że na dobranockę nadaje się świetnie. Bo skoro nudzi, to i usypia…

Dzień dobry
A lało tak, że świata nie było widać. I dobrze, bo się przynajmniej ochłodziło i jest przyjemnie 
U mnie dziś przeszła burza z takimi cudnymi piorunami
Czy ktoś byłby tak łaskaw i zmienił pięterko? Straszni długie się zrobiło…
Od razu dodam, że na mnie nie ma co liczyć. Jutro ostatni dzień przed wyjazdem, czyli szykowanie sprzętu, zakupy żywnościowe i takie inne duperele. No i oczywiście rano do pracy
Dzień dobry
Pochmurno za oknami, chyba będzie padać…
Witajcie!
Strzemiennego – i w drogę!
Szczęśliwej podróży!
Dzień dobry
! Podróżnikom – szerokiej drogi, nam wszystkiem – zaproszenie na nowe pięterko 