W zimne poranki różne rzeczy przyciągają wzrok. A to wschód słońca, a to nisko przelatujący samolot a to poziom wody w rzece albo odblaskowe legginsy kobiet biegających po parku. Jest grudzień, więc najmocniej wzrok przyciągają dekoracje świąteczne. Kolorowe iluminacje są już wszędzie, nawet posterunek policji ozdobiono kilkoma świecącymi diodami. Ciekawostką wśród dekoracji są mocowane do bagażników samochodów mechate rogi reniferów plus czerwony pomponik, jako nos Rudolfa. Tak przystrojone auta mają udawać sanie świętego Mikołaja. Sanie z zaprzęgiem. Swojego samochodu nie ozdobiłem (nie mam bagażnika), ale pomysł od początku wydał mi się sympatyczny.
Nie pisałbym o tym, gdyby nie fakt, że wczoraj takim samochodem przyjechał do mnie wiadomy święty w czerwonym płaszczu i wysokiej czapce na głowie. Broda i okulary też były, ale Mikołaj zdjął je zaraz po wejściu do mieszkania.
Kiedy zasiadł w kuchni za stołem, popatrzył na mnie takim wzrokiem, że od razu wiedziałem co mu podać, a właściwie, czego mu nalać.
– Uff… męczące zajęcie. Nawet sobie nie wyobrażasz jak te dzieci wysysają energię z człowieka.
– Rzeczywiście nie wyobrażam. Poza tym spodziewałem się wizyty kilka dni temu, nawet kupiłem jabłek dla Rudolfa.
– Rudolf został w domu, bo w tym waszym parku za dużo danieli. Bliskość samic czyni Rudolfa niespokojnym, poza tym tu i tak śniegu nie ma, samochód lepiej się sprawdza. Nalejesz mi jeszcze? Tym razem bez lodu.
– Naleję, specjalnie nabyłem największa butelkę. Ale, jeśli można zapytać… co z tym prezentem dla mnie? Miał mi Mikołaj przynieść Muzę i Wenę, albo chociaż jedną z nich.
– A po co ci one? – podejrzliwie zapytał święty.
– Bo piszę bloga, a właściwie pisałem bloga. Ostatnio żaden tekst nie powstał, bo zabrakło Muzy i Weny. Liczyłem…
– Ty sobie chyba jaja robisz! Zamiast wyskakiwać z pretensjami i czekać na jakieś pogańskie lafiryndy, lepiej przyznaj, że ci się pisać nie chciało. Jeśli zamiast pisać wolałeś pić wino i oglądać w komputerze gołe…
– Dobra, już dobra…Czego się unosisz? Nie spodziewałem się, że święty może być tak arogancki.
– Zanim zostałem świętym, byłem biskupem.
– A to wiele wyjaśnia.
– Ej, a dlaczego właściwie mówisz mi na TY?
– Anglosaski zwyczaj, tu wszyscy mówią sobie na TY.
– Kuchnię też masz anglosaską?- zapytał Mikołaj otwierając lodówkę.
– Nie, raczej jest to kuchnia polska wzbogacana elementami kuchni włoskiej.
– A coś bardziej wschodniego? – gość zaglądał już do garnka z zupą fasolową.
– Chodzi ci o kałduny albo pierogi ruskie?
– Jakie pierogi? Zjadłbym ostro przyprawionej baraniny z rusztu. Takiej jaką jadałem, gdy byłem biskupem w Mirze. Pachniała jałowcowym dymem.
– Najbliższa jatka z baraniną znajduje się przy głównej ulicy miasta, jakieś osiem kilometrów stąd. Sklep rozpoznasz po napisie GYROS and KEBAB.
– Teraz ty się robisz arogancki. Przełammy się chlebem na zgodę. Przecież nie będę po nocy jeździł. Skąd taki dobry chleb?
– Z Lidla.
– A ser?
– Francuski, też z Lidla.
– A wino, które pijesz?
– Wino portugalskie. Dolina rzeki Douro, światowa klasa.
– Pozostanę przy whisky. Dolejesz? O, tak. dziękuję. A zabawki żadnej nie chcesz? Zostało mi parę w worku. Chińczycy dali.
– Nie potrzebuję zabawek. Czekałem na Wenę, ale widzę że na próżno. Znowu moi czytelnicy będą zawiedzeni…
– O i tu cię mam!
– Że niby co?
– A to, że najpierw wymyśliłeś sobie jakieś istoty, przypisałeś im zdolność wpływania na twoje umiejętności a potem od tej myśli uzależniłeś swoją aktywność twórczą. Wiemy obaj że żadnych wszechmocnych istot nie ma, a jeśli ktoś coś potrafi – zawdzięcza to wyłącznie sobie.
Przez chwile stałem jak zamurowany. Kiedy osoba istniejąca tylko w legendach sama zaprzecza swojemu istnieniu, to psiakrew, pogubić się można. Nie ustępowałem jednak.
– Ale Mikołaju, tradycja antyczna mówi, że one są. Czytałem o nich w wierszach, widziałem na obrazach.
– Kogo?
– Muzę i Wenę. One są. Bardzo mądre i ponętne…
– No, jak są, to po co ci je przynosić w worku? Chcesz je mieć tylko dla siebie, co? Oj, ty lubieżniku…
– Nie o to chodzi, zupełnie nie o to. Muzie i Wenie przypisywana jest konkretna moc. Ich bliska obecność powoduje przypływ możliwości twórczych, wyostrza widzenie, pobudza wyobraźnię i tak dalej.
– A nie lepiej zapalić skręta? Podobno też wyostrza i pobudza.
– Trudno się z tobą dyskutuje.
– A ty nie chrzań głupot. Chcesz pisać, to pisz, nie chcesz, to nie pisz. Daj sobie spokój z jakimiś zewnętrznymi mocami. Powiedz no, o czym ważnym miałeś ostatnio pisać?
– Ech, sporo tego było, ale nic już nie aktualne. Zanim skończę jeden tekst, w głowie pojawia się pomysł na następny, potem przychodzi wątpliwość, czy to jest dobre – w efekcie nic nie zostaje ukończone.
– To może zajmij się czymś jednym, ale na serio. I sam, nie z pomocą Weny wyciągniętej z zakładki z zabobonami.
– Hm… Przyznam, że jeszcze nie spotkałem Mikołaja o tak radykalnych sądach. Mówisz żeby wystrzegać się wiary w zewnętrzne moce?
– Tak mówię! Twoje zdrowie!
– Zdrowie Mikołaju! A wiesz co? Przyszedł mi do głowy pomysł, aby opisać nasze spotkanie.
– Odradzałbym tę konwencję.
– A to dlaczego? Żart literacki w końcu.
– Wiesz dlaczego się spóźniłem o ponad tydzień i dlaczego tyle piję tej waszej rudej na myszach?
– Dlaczego?
– Wracam z Polski….
Milczenie trwało dobrych kilka chwil. Wreszcie po kolejnym hauście dobroczynnej substancji Mikołaj wypuszczając z płuc powietrze powiedział:
– Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, w co oni tam wierzą!
Gdybyś dla, jak mówisz, żartu napisał, że tupolew roztrzaskał się wskutek zderzenia w powietrzu z moim zaprzęgiem – też by uwierzyli. Mimo, że ja w kwietniu nie podróżuję. Nigdy! Tak więc odradzam, stanowczo odradzam tę konwencję. Pisz tak, aby dla rozumnym sprawiało radość a idioci nie mieli czego się uchwycić.
– Wena z Muzą lepszej rady by ci nie udzieliły, ale to między nami. Zdrowie, chłopcze!




Ponieważ Wyspiarze to bardzo wdzięczni czytelnicy, postanowiłem odkurzyć oraz nieco przerobić swój tekst sprzed dwóch lat. Śmiem twierdzić, że wciąż pozostaje aktualny. Pozdrawiam ( już jako tubylec) 🙂
Dzień dobry! To w końcu pojawiły się u Ciebie Muza z Weną??? Gdyby tak, szepnij im proszę, po wszystkim, żeby i do mnie zajrzały!
A tekst absolutnie się broni, bo też i Mikołaja – Santa Clausa nam zinfaktylizowano, ho ho ho, do pohohania. Dobrze mu zrobiło zbliżenie do ludzi dorosłych, nie bierze nikogo na kolana tylko szkocką (irlandzką?) na klatę… I zbiskupiał nieco. Ciekawe, czy słyszał o jednym arcybiskupie, co to i kapelanował wojsku polskiemu, i w kręgach zbliżonych do… znany jest pod ksywą „Flaszka”?
Pytałem. Mikołaj, jakkolwiek sam za kołnierz nie wylewa – od „Flaszki” stanowczo się odcina. Zresztą, gdyby kto z polskiego episkopatu poznał poglądy pana Mikołaja – też by się odciął i to w podskokach.
No tak, biskup w Mirze na przełomie III i IV w. n.e. zapewne by pogonił to towarzystwo pastorałem (którego nb. zaczęto używać jakieś 200-300 lat później, więc przedstawianie Mikołaja jako biskupa z pastorałem jest pewnym nadużyciem).
Ej tam, zinfantylizowano – skomercjalizowano do imentu
No tak, ale ten Mikołaj, co to w centrach handlowych sadza sobie dzieci na kolanie, raczej na nie dorosłych nie zaprasza, o to mnie się rozchodziło.
Bo on jest dla dzieci…. a te biedne panny same muszą sobie radzić, żaden biskup ich nie wywianuje:)
Zinfaktylizowano – dobre 🙂
Witaj, Laudate, w skromnych brzegach naszej Wyspy!
A mówią, że Wyspa z Wyspą się nie zejdzie… 🙂
Jakieś gwałtowne ruchy tektoniczne nastały ?:)
Półgębkiem szepnę tylko, że idę zaraz kręcić…
Witaj Laudate
Też bym potrzebowała tych Dam – Muzę i Wenę. Może i ja bym nareszcie coś wystukała na klawiaturze, bo te niewdzięczne istoty mnie dawno opuściły 
Lepiej zamiast nich niech Cię odwiedzi Mikołaj – „wujek dobra rada” .
A z Weną i Muzą to jest tak, że nie można odpowiedzialnie stwierdzić, że one są.
One bywają…
… i dlatego poetą się bywa…..
Też prawda…
Witaj Laudate
! Jesteś chwilowym Tubylcem ? Tekst, nadal aktualny a Wena z Muzą są paskudne babsztyle i już !
.. ja też mam coś na sumieniu, ale się poprawię !
Już sie nie katuj Wiedźminko, szkoda Twojej głowy
Wiedzminko, Twoja opinia O Wenie i Muzie jest w sposób naturalny stronnicza . Nie mogą One być paskudnymi babsztylami , One są po prostu chwilowo zle ubrane i stąd takie wrażenie . Kiedyś Wena powiedziała : Nawet kołek ubrać modnie , dać kapelusz mu i spodnie i postawić go przy ścianie – a kolejka pań wnet stanie . …
Maxiu – jesteś cudny !
I otóż jestem z powrotem 🙂
Jak co dzień zmiana warty. Teraz ja siępożegnam. Dobranoc
Putin ogłosił embargo na Wenę z Muzą razem;)
Tak na dobrą sprawę, ten niby turecki Mikołaj to tak pod zakamuflowanego Dziadka Mroza mi podpada…
Że niby ten z wpisu? Niee, raz, że na czerwono (Died Maroz, jeśli dobrze pamiętam, wbrew oficjalnym kolorom ustrojowym występował w bieli i srebrze – być może żeby nie być kojarzonym z Coca-colą), a dwa, że bez Śnieżynki…
Dziadek Mróz na czerwono tez się nosił, a i w niebieskim, i przez drzwi, po ziemi zamiast po niebie 🙂
Apetyt trunkowy, ta „arogancja”… 🙂
Snieżynek zaś się nie bierze, gdy się idzie… spożywać
Ha, to widocznie za rzadko się z nim widywałem. Jako że po kądzieli jestem z Poznania, o wiele częściej bywał u nas w domu Gwiazdor 😉
No to i obecnie chyba masz Gwiazdora? bo przynajmniej do mnie chodził w dzieciństwie zamiast Mikołaja, a Gdynia też dość kaszubska… bardziej od Gdańska na pewno 🙂
Nie wiem, święta spędzamy zazwyczaj albo na Kujawach, albo w Żywcu 🙂
Sugerujesz, że nasza ewentualna wena ma jedyne możliwe źródło w Moskwie?
Jedyne możliwe nie, ale to dobra wylęgarnia 🙂
DobryWieczór:)) Gdzieś przeczytałem podobną historię, jednak z tragiczną puentą. Mikołaj odwiedził chwilowo samotnego pana i po kilku kielichach na usilną prośbę stęsknionego, postanowił spełnić jego prośbę i zmienił się w uroczą, drapieżną i seksowną brunetkę. Kiedy znaleźli się w łóżku, weszła żona. Nie pomogły żadne tłumaczenia, nawet sztuczna broda, fajka i szpiczasty kapelusz nie przekonały żony o wizycie świętego :))
Te żony już takie są. Nie dadzą się przekonać nawet w obliczu stuprocentowych dowodów!
Znacie taki wiersz Marianowicza:
„Gdy raz wypiłem parę wódek
zjawił się u mnie krasnoludek…”
…
A żona, widząc takie skutki,
Dalej nie wierzy w krasnoludki!…
dla tego zakończenia właśnie cytowałem!
Oops… Załucki, nie Marianowicz
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/zalucki.net/tworczosc/satyra/63-czy-pani-lubi-zaluckiego/pierwsze-wykroczenia-przed-kurtyne/330-krasnoludek
Ale blisko, bo Marian 😉
Laudate, skoro tekst sprzed dwóch lat, powiedz: przyszly panie innymi kanałami, czy da się bez nich? 🙂
Witaj Bezetko …. się wtrącę, cytując Ukratka :
” A z Weną i Muzą to jest tak, że nie można odpowiedzialnie stwierdzić, że one są.
One bywają…”
Witaj Bezetko, zastosowałem się do rady Mikołaja i jak mam co napisać, robię to bez oglądania się na pogańskie lafiryndy. I na efekty nie narzekam – co potwierdza, że rady udzielane w stanie wskazującym, są niezwykle trafne.
Ha, to może i pisać trzeba w stanie wskazującym???
Odmeldowuję się – coraz wcześniej mnie morzy
Skoro Mikołaj już wychyla tę szkocką, czas zagrać coś na dobranoc.
Unico Wilhelm van Wassenaer był holenderskim (wówczas może bardziej niderlandzkim?) arystokratą – dyplomatą, administratorem i kompozytorem. Urodził się na zamku Twickel, niedaleko Delden, a dzieciństwo i młodość spędził w Hadze, gdzie uczył się grać na klawesynie i skrzypcach. Na jego muzyczny rozwój ogromny wpływ miał dwuletni pobyt na dworze elektora Palatynatu w Duesseldorfie, gdzie van Wassenaer zapoznał się z muzyką włoskiego baroku. Studiował prawo na uniwersytecie w Lejdzie, a potem wyjeżdżał z misjami do Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii.
Komponował przede wszystkim koncerty, które wydał anonimowo w Londynie (jako „Concerti Armonici”). Ich charakter sprawił, że przez lata przypisywano je Pergolesiemu, ale ten nie zaczyna się przecież na „W”, więc nie powinien być brany pod uwagę 😉 Dość późno, bo w latach 90′ ubiegłego wieku, odkryto dalsze dzieła van Wassenaera, w tym trzy sonaty na flet prosty.
Dzisiaj właśnie jedna z nich, nr 2. Spokojna, mimo że melodyjna, bardzo precyzyjna i co tu dużo gadać, porządkująca myśli, podobnie jak muzyka Mistrza Jana Sebastiana.
Snów uporządkowanych w sam raz!
No to dobranoc. Idę jeszcze poszukać Weny w kąciku (oka) 😉
Flet, sonata… to lubię 🙂 Zastanawia mnie, że wydał swoje utwory anonimowo ! Utalentowany arystokrata to dziwactwo ? hmmmm…….
Dzień dobry
mam nadzieję, że będzie… wieczorem nie miałam netu, a dzisiaj muli tak, że niczego nie mogę otworzyć 
Komu kawy?
Nie ma chętnych, to piję sama bo mi się sklejają patrzałki
Dołączam z przyjemnością!
Cieszy mnie to niezmiernie
W towarzystwie lepiej smakuje 
Dzień dobry! Poproszę filiżankę!
Witam i służę uprzejmie
Witajcie!
Dni zakręcone, to i nas tu mało i rzadko
Dzień dobry. Powiedziałbym, że jak na prawdziwym Madagaskarze – są przypływy i odpływy… A u nas – tubylców 😉
To dobrze, że coś się dzieje 😉
No wiesz, odpływy nie są miłe, ale niestety się zdarzają, taka kolej rzeczy. Żeby się ze wszystkim wyrobić, włącznie z satysfakcjonującym pobytem na Wyspie, to byśmy musieli mieć dobę gdzieś 28-godzinną.
To prawda, wolę przypływy. A doba rzeczywiście jest za krótka. Czy by nie można jej jakoś wydłużyć? Trzeba by może zgłosić taki projekt w sejmie…
Przez Sejm nie przejdzie nic bez poparcia PSL, a nie wiem, czy mieliby jakikolwiek interes w wydłużeniu doby. To może prościej byłoby stopniowo spowolnić ruch obrotowy Ziemi?
To też dobry pomysł
Mistrzu :)) Do tego o czym piszesz, nie trzeba było angażować PSLu, wystarczyło 37 miliardów dolarów oraz chińscy budowniczowie.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wolnemedia.net/ekologia/zapora-trzech-przelomow-spowolnila-rotacje-ziemi/.
Wybaczcie :)) Ogólnopolskie DzińDybry :)))
Dzień dobry 🙂 Fajnie, tylko jeżeli 37 miliardów zielonych trzeba było wydać na spowolnienie o 0,6 mikrosekundy, to żeby spowolnić o 4 godziny… Tak na szybko, to jest 240 minut, 14.400 sekund, dzielone przez 0,6 mikrosekundy daje 24 miliony… jakieś 888 bilionów dolarów. Fistaszki 🙂
888 bilionów dolarów? Ciekawe ile by ważyły ? Czy składowane w jednym miejscu, też by spowolniły ruch kuli ziemskiej ? Może ruble lub rupie lepiej by się do tego nadawały ???
Z takimi sumami bezpieczniej byłoby przejść na walutę Zimbabwe. Oni mają sporą inflację i te 888 blionów (chyba dobrze policzyłem?) to byłby zapewne jeden plik banknotów. No, może walizeczka.
Dzień dobry 🙂 Dopłynąłem, przeczytałem zmagania z Weną i tą druga małpą [świetne!] i wiosłuję dalej 🙂 🙂
Dzień dobry, Miśku. Wyobraź sobie, że coś z tych zmagań dotarło i do mnie! 😀
Aż tak wieje wzdłuż wybrzeża?
Raczej z Irlandii 😉 tak myślę, że jeszcze w tym tygodniu zamieszczę coś nowego, a nawet Nowakowego…
Huhu ! Ogólny entuzjazm….. jakby tak jeszcze Miśka dogoniły te starożytne Damy !
Co prawda tą zapowiedzią popsułem już część (ewentualnej) przyjemności z czytania, ale może nie będzie najgorzej 🙂
Wcale nie popsułeś ….. oczekiwanie ma swój urok
Hurrraaaa!!! Wena Quacka wróciła
Niczego nie popsułeś, będziemy niecierpliwie czekać i tym bardziej nabierać apetytu na czytanie
No to… Może jutro? Porę jakoś ustalimy.
Myślę, że pora powinna zależeć od Ciebie
Dzień dobry


Poczytałam już wczoraj, ale nie znalazłam siły na pisanie.
Tekst świetny
Ten tydzień mam całkowicie „zarąbany”. Pracuję do soboty (włącznie) i na dokładkę jedynie dziś i jutro jako tako wcześnie będę w domu (a przynajmniej tak mi się wydaje). Od czwartku, w zasadzie, wracam do domu tylko na noc
Także moja bytność na Wyspie będzie w znacznym stopniu ograniczona 

No nic, Wielkanoc już blisko
Dzień dobry. No tak, przed świętami większość ludzi idrabia wszystkie zaległości.
Mireczko, mam nadzieję że odbijesz sobie w święta swoją nieobecność
Nie jestem tego taka pewna, Bożenko. Wy w tym roku macie 4 dni świąt, a ja tradycyjnie tylko jeden. W piątek znowu do pracy
Ale sobotę i niedzielę mam wolną i to jest pocieszające
Co prawda w sobotę mam gości… ale przecież nie będą siedzieli całego dnia

Dzień dobry !
Zab iegana jestem okrutnie…. ale dobrze, że mogę biegać 🙂 Komplet prezentów już jest,…. i niech się dzieje co chce 🙂
Zabiegana, to ja byłam w sanatorium i to dosłownie – od zabiegu, do zabiegu
Niestety zabieganie przedświąteczne nie wygląda jak w sanatorium. Raczej człowiek biega na styk – od jednego punktu planu do drugiego, a potem następnych 🙁
Wiem, znam ten ból
Dobry wieczór 🙂 Co to za znajomy ten ból ? Nie bardzo rozumiem skąd bierze się Wasze zmartwienie włącznie z bólem Drogie Panie .Przecież wystarczy otworzyć dowolny kanał TV ,a tam doradzą skąd wziąć pieniądze w 15 minut .Doradzą co trzeba kupić i gdzie , z dostawa do domu . Jesli nie ma telewizji , to idziemy do najbliższej drogerii i tam kupimy wszystkie znane i nieznane kosmetyki na świąteczne prezenty . A poza tym , nie trzeba zwalniać służby przed Świetami , powinni to zrozumieć , ze teraz są inne czasy i trzeba pracę szanować i jeszcze raz szanować , a nie drzeć mordę na pochodach . Zatem nie narzekajmy , bo gdzie jest powiedziane , ze musimy „komuś” w Świeta wręczyć prezent , no gdzie ?? ……
No niby nie jest, ale od czasu, kiedy szwagier śmiertelnie obraził się na (wysokiej jakości przeciwpotne, narciarskie) kalesony („bo to gacie!!!”), kombinujemy bardzo z prezentami, więc wszystkie znane i nieznane kosmetyki odpadają.
Żartowałem .W mojej rodzinie, doczekała się historii koszula , która będąc prezentem obleciała dorosłych panów , aby po paru latach wrócić do pierwszego ofiarodawcy .To jest dopiero wynalazek !! Tradycji stało sie zadość ,a jaka szkocka oszczędność w wydatkach !
U Tove Jansson w cyklu o Muminkach było coś podobnego do tej koszuli – zbytkowny, kompletnie niepotrzebny prezent, określany w powieści(ach?) jako „trzepaczka do szampana” 😀 😀 😀 Z kolei u Tolkiena między hobbitami też kursowały podobne rzeczy, zdaje się nazywane przez hobbitów „mathom”; kiedy już wyszły z obiegu, trafiały do pierwszego w Hobbitonie (albo i całym Shire) muzeum, zwanego „Domem Mathom” 🙂
Bardzo praktyczne są takie „prezenty przechodnie”. Nie trzeba się głowić ani wydawać pieniędzy
Ale, Bożenko, należy prowadzić dokładny rejestr, co, kto i kiedy od nas dostał! Prezenty ze szwagrostwem to też jest u nas osobna historia, owszem, my szwagrowi kiedyś gacie, ale oni nam wino, detalicznie to samo, które my im pół roku wcześniej przywieźliśmy z Francji
W takim wypadku, rejestr konieczny. Ale to i tak mniej problemu niż coroczne głowienie się co kupić na prezent. Dobrze, że tych gaci nie dostałeś od szwagra w prezencie 😆
Nie mam planu prac przedświątecznych, także nie latam od punktu do punktu
Biegam bez planu…

Koszula rodzinna była koloru intensywnej zieleni i ten kolor nie znalazł akceptacji panów . W oryginalnym opakowaniu powędrowała do pojemnika Czerwonego Krzyża . Może jakiś Arab dostał koszulę w prezencie ??
Niezły wynalazek, taka koszula
Ja tak pooddawałam zapachowe świeczki
Dostałam w ubiegłym roku od Amerykanki, a w tym roku oddałam drugiej. One lubią takie smrody, a ja chyba musiałabym tą świeczkę palić na podwórku, bo chłopcy wyrzuciliby mnie razem z nią za drzwi


A poza tym… jedna była o zapachu „pumpkin pie”, czyli ciasta z dyni, a druga o zapachu wanilii i cynamonu. Szczegół, że nie znoszę zapachu wanilii, a cynamon zaledwie toleruję w niektórych ciastach czy potrawach
Jeżeli ktoś chciałby odetchnąć od bieżączki, może warto zastanowić się, dlaczego Mieszko I nie został świętym?
Wykład ponad godzinny, ale wart wysłuchania. Brawa dla prelegenta!
Łe, Tetryku, toć to u nas w Gdyni!
Skąd ta mina, jakbyś się Gdynią brzydził?
Nie nie, to jest poznańskie „łe”, wyrażające zdumienie (również pozytywne) 🙂 Bożenka potwierdzi, że tego się tak używa w Poz 🙂
Potwierdzam
Wysłuchałem większości, już finiszuję, muszę powiedzieć, że mnóstwo ciekawych rzeczy usłyszałem, ale wokół głównego tematu prelegent krąży jak sęp wkoło padliny, pardo pour le mot. Nie jestem pewien, czy w końcu się dowiem, dlaczego Mieszko nie został świętym. Na razie niewiele wskazuje, żebym miał się dowiedzieć 😉
No i akurat tego się nie dowiedziałem. Co nie zmienia faktu, że wykład ciekawy.
IMHO wyjaśnił! Uzasadnił to brakiem uległości księcia względem kościoła, a raczej na odwrót – podporządkowaniem sobie kościoła na swoich ziemiach, czego jako żywo nie uznawał tenże za zasługę; wręcz przeciwnie – skuteczność w relacjach zniwelowała pozytyw chrystianizacji kraju.
Mnie przekonał 🙂
Trochę długie, więc wysłucham gdy będę miała więcej czasu. Na pewno ciekawe.
A ja obejrzałem i wysłuchałem!


Wykład jest rewelacyjny!
Gdyby wszyscy nauczyciele potrafili tak prowadzić zajęcia, to młodzież by waliła na wykłady drzwiami i oknami!
A widziałeś wykłady kasztelana Jędrka z zamku Chojnik? Powiedziałbym, że są równie atrakcyjne, a w dodatku prowadzone w zamkowym otoczeniu, nierzadko z użyciem autentycznych rekwizytów (broni i innych artefaktów) lub ich współczesnych rekonstrukcji. Co więcej, Jędrek lepiej trzyma się tematu 🙂 bo mimo atrakcyjności tego tu gdyńskiego wykładowcy chyba nie powiesz, że dowiedziałeś się, dlaczego Mieszko (w przeciwieństwie do innych królów, którzy ochrzcili siebie i swoje państwa) nie został świętym?
A masz kogoś prowadzącego wykłady na temat starożytnej Grecji?

Moja córeczka dzięki usilnej pracy nauczyciela znienawidziłą właśnie historię! :I-m-Bored:
Potrzebuję PILNIE ciakawych wykładów z historii Grecji (sam chyba nie dam rady 🙁 )
Dzień dobry, po długiej przerwie.
Przybyłem przeczytałem i jestem pod wrażeniem!
Ukłony dla autora!
A tak przy okazji… czy św. Mikołaj po wizycie wsiadł do swoich sań mechanicznych?

Bo po takiej dawce „rudej na myszach” to prawo jazdy na bank mu zabrali (co by wyjaśniało, dlaczego w tym roku nie przybył do mnie z prezentami)
Dzień dobry. Dobre pytanie ws. Mikołaja. Gdyby przyleciał (-jechał?) saniami w renifery, mógłby powierzyć powrót rozumnym zwierzętom, jak, nie przymierzając, furmani na wsi, drzemiący na koźle, podczas kiedy koniś sam kierował się stałą trasą do stajni, ale tak?
No chyba że jeszcze gdzieś po drodze przenocował 🙂
No i nie wiemy czy Autor jest Tubylcem tymczasowym…..
Nie zrozumiałem Twojej myśli – można prosić jaśniej?
Wiedźminko. Jestem tubylcem w takim sensie, że już nie będę podawał tekstów przez Tetryka jeno samodzielnie. Poza tym niewiele się zmienia: czytam Was z doskoku ale i z przyjemnością. Odzywam rzadko, bo jak większość z szacownego grona, nie nadążam za wypełnianiem obowiązków i zobowiązań. Do miłego!
To mnie cieszy ! Świetna wiadomość … jak prezent pod choinkę
Oznajmiam, że za chwilę dostojnym krokiem udaję się na seans kręcenia.
A ja dostojnym krokiem udaję się pod kordełkę.
Dobrej nocy wszystkim życzę i miłych snów
Wprawdzie to jeszcze wcześnie, ale nie chcę się dłużej wkurzać na net, bo muli i się zrywa
Dobranoc
Życzę (cichutko) miłych snów
A ja jestem z powrotem, cały wykręcony i wyżęty 😉
Pomaleńku robi się pora na dobranoc.
Literkę „W” zakończyliśmy wczoraj, na „X” nie znalazłem żadnego kompozytora, więc przechodzimy do króciuteńkiego „Y”.
Henry Youll (lub Youell) to słynny kompozytor i madrygalista angielski, wprawdzie z przełomu renesansu i baroku, ale zawsze. Niewiele o nim wiadomo, poza tym, że w Cambeidge pracował jako wychowawca i nauczyciel trzech synów Edwarda Bacona. Dedykował im tomik swoich kompozycji „Canzonetty na trzy głosy”. To z tego dzieła pochodzi popularny wśród młodzieżowych chórów trzygłosowy kanon „In the merry month of may” („W radosnym miesiącu maju”). I on właśnie zabrzmi dzisiaj na Wyspie, mimo że raczej rześki niż usypiający. Wszelakoż harmonia i następstwo głosów (w wykonaniu młodzieżowego chóru gimnazjum muzycznego z Salzburga) są tak ładne, że nie mogłem się powstrzymać.
Snów radosnych i majowych!
Kanon…. jak dawno tego nie słyszałam, nie mówiąc o tym, że nie śpiewałam w szkolnym chórze 🙂 Bardzo miła dobranocka Kwaku !
Pogodne : dobranoc ….
To jeszcze na dobry ranek trochę optymistycznej psoezji Bobika:
Gdy w smętku tkwisz i fiasku,
koniecznie miej ogródek –
poprawia lepiej nastrój,
niż kilka szybkich wódek.
A gdy ład i porządek
w swym życiu masz nad podziw,
też ci kwiatowych grządek
tak z hektar nie zaszkodzi.
Łyk kawy na tarasie,
stokrotek pęk na trawce
i już wytrzymać da się
zgiełk świata (w małej dawce).
Od biedy na balkonie
tę możesz wypić kawę,
smyrając pelargonie.
A gdy balkonu nawet
nie grzeszysz ani uncją?
Cóż, wobec tego faktu
doniczkę kup z opuncją
i czule ją potraktuj.
Opuncji brakło? Ręczę,
że nie masz co kląć w nerwach,
szczypiorku zdobądź pęczek –
to też ogródka ersatz.
Wierszyk super
Szczególnie podoba mi się
Dopiero pumeksem je „wyszorowałam”, ale zanim na to wpadłam, męczyłam się ładnych parę godzin 
„…doniczkę kup z opuncją
i czule ją potraktuj…”
Mam opuncję w ogródku (nie w doniczce) i nie wyobrażam sobie zbyt czułego jej traktowania. Jak ją sadziłam, to miałam całe ręce w drobniutkich igiełkach, których się pozbyć nie mogłam. Za małe, żeby wyskubać pincetą, a kłuły jak duże
Miłego dnia Wyspiarze

A ja się udaję na zasłużony odpoczynek
Dzień dobry
Ten chór młodzieżowy, dobry jest na pobudkę. Kiedyś też (kiedy to było…) śpiewałam w szkolnym chórze kanon. Do dziś pamiętam jego słowa 
Jeszcze śpią? A ja zgodnie z nową, świecką tradycją zaparzam kawę.
Ech, zajrzeć zdążyłem przed 8-ą, odezwać się – już nie…
Witajcie!
Witam i zapraszam na kawę
Spóźnione dzień dobry
Czy mogę się dołączyć?
Bardzo proszę, chociaż moja już wypita
Jeśli się nie skusisz na kolejną, to chociaż mentalnie 😀
Dzień dobry! Dopijam
i rzucam się w wir roboty, żeby zdążyć dzisiaj ze wszystkim, również z opowiadaniem 🙂
Bardzo ciekawa jestem tego opowiadania. Teraz jednak muszę też się wyłączyć, bo jestem zapisana do lekarza. Myślę że około południa się odezwę
Witam Wyspiarzy ciepło i słonecznie:)) Przybył na wyspę następny Mistrz słowa, bądźmy wdzięczni i Chwalmy Pana :)))
Dobry! Tak przedświątecznie i żeby się dało piżamowo? Mało realne, niestety.
Dobry!
Niestety da się. Piżamowy dzień znaczy.
Chętnie zamienię na bieganie
Aaa, bo jeżeli piżamowy z przymusu to „cała smaka precz”. Zdrowia!
Dzięki!
No to już wróciłam. Teraz trzeba zabrać się za robotę w domu. Pogoda piękna, słoneczko świeci…
Zapraszam przytomnych na piętro powyżej 🙂
Ba… czy ja się załapię?
Och, przytomnych w sensie wyłącznie staropolskim, „tych, którzy przy tem są” czyli „obecnych” 😀