We wtorek po południu podczas nieobecności męża pani Joanna Dreptakowa
Dostała nagle intensywnych duszności i rozbolała ją raptownie głowa,
Więc Zenon Dreptak wróciwszy i stwierdziwszy, że żona jego jest chora,
Wezwał telefonicznie pewnego znanego doktora.
A ten Dreptak był zazdrosny o żonę wprost niesłychanie,
Tak, że dość często zwalniał się z pracy,
Wpadał raptownie do domu i przeszukiwał mieszkanie,
Wołając: – Gadaj w tej chwili gdzie są ci łajdacy!
Gregory Peck, Łazuka i ten Toni Sailer?
Ja wiem że ty ich przyjmujesz, ja nie jestem taki frajer!
A ona, ta Dreptakowa, jeżeli mam być szczery,
Przypominała nie tyle Bardotkę, co dziwnego psa Huckelberry.
Więc nikt tam za nią nie szalał, tylko ten Dreptak Zenon
Sobie wmówił, że ona jest cizią, panterą i syreną…
A teraz na przykład lekarz, bo przyszedł już, drzwi otwiera
I powiada: – O, pani jest chora? To niech się pani rozbiera…
Zbladł Dreptak, się zdenerwował, aż mu się ręce pocą
I pyta drżącym głosem: – A to przepraszam, po co?
– Po to – powiada lekarz – że zbadać tę panią mamy!
Co rzekłszy, rozpiął Joannie jeden guzik u flanelowej piżamy.
– Przeziębi się! – pisnął Dreptak i zapiął ten guzik na brzuchu.
– Ależ skąd? – odparł lekarz i odpiął – Przecież tu jest ciepło jak w uchu.
O, proszę, nawet świece w lichtarzach z gorąca się topią…
Dreptak zapiął, lekarz odpiął, Dreptak zapiął, lekarz znowu odpiął.
– Do widzenia, wychodzę, nie mam na żarty ochoty!
– A ile należy się za fatygę? – A sto pięćdziesiąt tysięcy złotych!
Wyszedł lekarz z domu Dreptaka
I pomyślał „Ta Dreptakowa to wyjątkowa pokraka”.
A znów Dreptak myślał „Ot, lubieżnik”, ale mylili się oba,
Bo ostatecznie nie to jest ładne co ładne, ale co się komu podoba.
| « Przekład, którego (chyba) nie było | San Escobar: historia i obyczaje » |
11
lut 2017




To jest oczywiście tekst A. Waligórskiego. Można ten wpis traktować jako przerywnik, dopóki nie będzie innych pomysłów na nową wycieraczkę…
Dzień dobry na nowym pięterku. Mistrz Waligórski zawsze na propsie, jak mówi współczesna hipsterka!
Szkoda, że już go nie ma. Na dzisiejsze czasy przydałby się jego dowcip.
No nie wiem, jeszcze by się okazało, że wylądowałby na indeksie – z jego dosadnością i porównaniami.
Oj, to prawda
Ciekawe, czy Zenek Dreptak to skomentuje?
Może…
A i owszem i jeszcze Joannie Dreptakowej pokaże!!!

Hyhy Uwielbiam Waligórskiego
I jak ciebie nie uwielbiać?
Też uwielbiam Waligórskiego i Państwa Dreptaków
ja uwielbiam okrutnie
A też mnie ciekawość
pożera w kwestii komentarza??
Dzień dobry



Tekst jak zwykle u Waligórskiego…
Przypomniał mi powiedzenie starego Indianina, że gdyby wszyscy lubili to samo, to każdy chciałby jego żonę
Mnie też ciekawi co Zenek Dreptak miałby do powiedzenia
Może się dowiemy?
Dobry wieczór 🙂 Przykładem rozbieznych poglądów na sprawę, jest przykład zdziwionego męża który zapytał żonę : kochanie co ten pan wyprawia z tobą w łóżku ? Och skarbie , ty się nie pytaj co ten pan robi , tylko patrz i się ucz !! Świat jest tak pojeciowo pogmatwany , że nie ma prostych odpowiedzi . Dziwiłem się oglądając zdjęcia piękności murzyńskich ,z rozciągniętymi do karykatury ustami i przebitym ością nosem .Ale już dzisiaj w naszym swiecie kulturowym, spotykamy piękności wytatuowane od stóp do głów , z wyjątkiem gałek ocznych . Idą na te upiekszenia olbrzymie pieniądze . Widocznie komuś się to podoba , bo nikt w błoto forsy nie wyrzuca . A może w tym jest jakiś głębszy sens , którym ja nie wiem ?
Kiedyś tatuowali się więźniowie i marynarze. Dzisiaj tatuażami niektórzy pokrywają prawie całe ciało. Czy to się może podobać?
Ale o gustach się podobno nie dyskutuje…
Mnie tatuaże zdecydowanie drażnią. Ale bo ja stary jestem…
Ja też…
Za parę lat być może ukaże się informacja : Pan Iksiński za bajońska sumę sprzedał swoją skórę . Pieniądz ponad wszystko …
Takich skór jest na świecie multum, więc nie osiągną wielkiej ceny…
Dołączę do chóru, bo też tatuaże mi się nie podobają. To znaczy… gdyby to były obrazy malowane na płótnie, to na pewno ładniej by wyglądały.
Niszczenie sobie skóry uważam za szczyt głupoty. Ludzie już sami nie wiedzą co nowego wymyślić… 
Dodam jedynie, że swego czasu oglądałam kolekcję zdjęć męskich interesów wytatuowanych w różne wzory
Nie wiem jak ci panowie to wytrzymali, bo prawdopodobnie ból jest ogromny… a w takim miejscu! To musi boleć kilka razy bardziej. Ale jak ktoś lubi… jego sprawa 
Maxiu – durna moda, a nie żaden głębszy sens. Usunięcie tatuażu jest co najmniej równie bolesne i kosztowne, jak wykonanie tegoż.
Ale nasunęła mi się myśl, że taki wytatuowany nie powinien się myć, tylko smarować specjalnym mazidłem, żeby te ” cuda” na skórze nie wyblakły. Oszczędza wodę, tak ekologicznie ?
Ciekawe w imię czego tak się torturują i komu chcą swoje tatuaże na swych interesach pokazywać… Jednak to prawda, że głupota ludzka nie ma dna
Nie mam pojęcia po co to robią. I w sumie jestem zadowolona, że mój małżonek nie ma tak głupich pomysłów
On ma podobne zdanie do mojego na temat tatuaży w ogóle, nie tylko tych na „interesach” 

A co do pokazywania… na internecie można ich znaleźć, a to znaczy, że obcykali i opublikowali. Widać za chwilę „sławy” są gotowi się nawet okaleczyć
Moim zdaniem warto zwrócić uwagę , że malowanie obrazków na własnych ” klejnotach ” dotyczy panów i pań . Jeśli panom można zarzucić chłopięcą naiwność i chęć wyróżnienia się z tłumu identycznych kogutów – to zachowanie pań z malowidłami na tym , o zdobyciu czego marzą męscy koguci, nie ma żadnego sensu . Być może , że nie mam racji , ale w takim razie mój świat wartości odjechał juz bardzo , bardzo daleko i nie ma powodów do zadowolenia . Wszystko mija -nawet żmija , tak mówiła Jaśminka , trzeba zatem cierpliwie czekać …
Idę spać. Dobrej nocy Państwu
Dobrej, Bożenko!
Dobry wieczór
Co do tatuaży – dziwna zgoda panuje na Wyspie. 

Może łatwiej bym to ” przyswoiła”, gdyby człowiek miał skórę wymienną jak węże.
ponieważ jest śmiesznie to przesyłam Wam link:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/everysecondcounts.eu/
może się razem pobawimy?
Fajne to, ale czasochłonne…. no i dobrze byłoby władać angielskim
Przez chwilę myślałam o wybraniu najzabawniejszego wideo, ale podejrzewam, że zeszłoby mi do Wielkanocy !
Wiedźminka ma rację. To jest bardzo czasochłonne, a na razie nie mam tyle czasu

Ale to co obejrzałam jest świetne
Ech… idę sprawdzić, czy mnie nie ma w łóżku…
Dobranoc wszystkim!
Śpiochy wyspiarskie – dobrej nocy z moją ulubioną kołysanką.
Dobry wieczór. Pięknie dziękuję za dobranockę. Wróciłem właśnie i nie byłbym w stanie nic sensownego sklecić. Dobranoc.
Dzień dobry
To znów niedziela?
Dzień dobry.
Niedziela, niedziela.
Małż gofry robi. To ja może machnę kawę? I herbatę oczywiście.
PS. Nie napisałam „herbatkę”. Docenić proszę!
Ja i tak wolę kawkę, jeszcze dziś nie piłam. Dzięki…
Umarłam z obżarstwa 😉
Nie zjem już nic więcej. Aż do obiadu
Umarłaś, ale żyjesz? To dobrze, to bardzo dobrze
Coś jak „strajk głodowy rotacyjny”, tylko na odwrót?
Dzień dobry. Niedziela jak widać na obrazku. Specjalnie włączyłem kompa aby napisać dzień dobry. Czas na kawę. Godzinę wcześniej niż w tygodniu.
Potem spacer z małym wariatem (tym co szczeka)
Lecem
Dzisiaj będzie ładny dzień, słoneczko od rana świeci
Jestem pod wrażeniem dowcipnej parafrazy Waligórskiego.
Bożenko, jesteś wielka. Dreptakowie powinni być dumni, o nich to śpiewają pieśni.
Dziękuję Ultro, ale to nie ja jestem wielka, tylko Waligórski. No, a Dreptakowie na pewno są dumni, że o nich pisał Pan Andrzej W.
Bożenko, przepraszam, nie sprawdziłam, zmyliło mnie to imię Joanna, więc byłam przekonana, że musi to być Twoja parafraza Waligórskiego
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=YZ31fh2IihU
Taka zdolna to ja nie jestem
Witajcie!
Upojnego weekendu c.d. Ale przynajmniej pogoda jest ładna…
Dzień dobry ! Mój komunikat meteo wcale nie jest zachęcający.
Ale za to wieczorkiem będę sie wzruszała starą, dobrą Trav
iatą 🙂
Tego można Ci pozazdrościć
W temacie starych, dobrych dla kultury czasów…
Niezapomniana Krystyna Sienkiewicz…
Niech Jej ziemia lekką będzie

Dzień dobry. Na razie nie przychodzi mi do głowy nic ciekawszego/ bardziej inteligentnego.
Uff. To nie jestem sam
Jak napisał Zoe, to nie jestem sam(a)
Widać, że zbiera się nas tu gromadka (kiedyś się mówiło, że trzech to już banda 😉 ) 
Dzień dobry

Niedziela
Obiad zjedzony,
dzień zaliczony 
Zjadłam. Wróciłam. Bardzo ukontentowana.

Teraz będę trawić.
Ależ ta niedziela wykańczająca… Jakie szczęście, że jutro od rana wraca norma: pranie, prasowanie, obiad, kolacja. Bo najgorzej, jak człowiek z rytmu wypadnie!
Kochani, obawiam się, że to nie tylko pozostałość wczorajszych nadużyć (nie tak znów wielkich), tylko coś mnie dopadło, tak jakby grypowo-przeziębieniowego
Oby nie, ale…
W każdym razie już o tej porze, właściwie nic nie robiąc przez cały dzień, czuję się dość paskudnie. A jutro zapowiada się dość intensywnie.
Dlatego, dopóki na oczy widzę, dobranocka (tak, już teraz
)
Sięgnę do polskiej klasyki jazzowo-popularnej. Czyli big-band w tle, a na pierwszym planie Andrzej Zaucha, który prosi pewną panią, żeby była jego natchnieniem. W sumie piosenka niepoprawna politycznie
Snów całkowicie poprawnych, ale nie nudnych!
Nie daj się chorobie
Połóż się, wypocznij… Zażyj może antygrypinę w pół setkowej ampułce i wracaj jutro zdrowy 
A może czujesz się chory, bo cały dzień nic nie robiłeś? Do tego nie jesteś przyzwyczajony…
Wygląda na to, że zostałam sama na placu boju, idę więc pod kordełkę. Dobranoc
Ja też padam pod kordełkę – niestety słabuję nadal…
Przykro, ze jakiś wirus szaleje na Wyspie.
Zdrówka moi mili.
„Traviata ” w szczecińskiej wersji jest szefową Vouge’a więc na scenie rewia mody. Scenografia też nie z epoki, ale mi się podobało. Muzycznie i tanecznie całkiem dobrze…..
Dobranoc, bo nic innego mi nie pozostało !

dobranoc

Hej, Malinko! Skąd ten piękny rumieniec?
łojjjj, Tetryku – ja to powinnam czerwienić się od czubków palców, aż po koniuszki włosów … sam wiesz dlaczego


kto obiecuje i nie dotrzymuje ten się …
eeech – nawet nic mi się z tym nie rymuje, a powinno i to coś związanego z brakiem odwagi cywilnej … ech, malina czasem mocno przywiędła
Wróciłam i teraz mogę posiedzieć przy kompie
I chociaż zimno nie było i świeciło słońce całym niebem, ale trudno było wytrzymać. Ta walka z wiatrem, żeby ustać na nogach może człowieka wykończyć 

Umordowani doszliśmy w końcu na parking.
I do domu
A tam czekały na mnie żeberka na obiad… do upieczenia 
A byliśmy dziś na wycieczce nad Lake Michigan. Krótkiej wycieczce. To fakt. Wiał taki wiatr, że głowę z płucami urywało
Ptaków w zasadzie żadnych nie spotkaliśmy. Na niebie pojawiło się stado gęsi kanadyjskich. Trochę zmieniły kierunek lotu i usiłowały lecieć pod wiatr… Widać było ich wysiłek, ale stały w miejscu. Szyk im się zmieszał i w końcu któraś poleciała po linii wiatru, a reszta za nią. To już było łatwiejsze… odleciały
Na jeziorze fala była dość wysoka, chociaż wiatr wiał wzdłuż linii brzegu. Pusto… ani ptaków, ani ludzi…
Doszłam do wniosku, że powinniśmy pojechać na Marinę (bardziej na północ, pod granicę z Wisconsin). Tam powinno być spokojniej i może tam schowały się wodne ptaki. Pojechaliśmy. Na Marinie też pusto, chociaż kilku zapalonych wędkarzy łaziło w te i nazad. Jak zauważyliśmy, łazili pomiędzy pomostami, czyli w tym miejscu Lake Michigan zamarznięte jest na amen. Oczywiście żadnych pierzastych nie było. Ale tu wiatr wiał jeszcze mocniej. Gdy wracaliśmy do samochodu, momentami musiałam się zatrzymać, bo szłam w miejscu (jak te gęsi). Małżonek szedł tyłem, bo ciężko było oddychać. Wiatr tamował nam oddech i zatykał
Potem jeszcze do sklepu po cotygodniowe zakupy
Tak w formie wyjaśnienia. Jeszcze w grudniu kupiłam kalendarz (polski) z wyrywanymi kartkami
Kiedyś co roku mieliśmy podobny. W tym, na każdy dzień są przepisy kulinarne. Różne, różniste!!! Na zupy, drugie dania i desery. Mnie zaciekawił przepis na żeberka musztardowe. Byłam ciekawa jak smakują. No to wypróbowałam
Dobrze, że nie wszystkie wsadziłam w zalewę, bo nie wiem co małżonek jadłby na obiad

Cieszę się, że połowę zrobiłam tak jak zwykle…
Może to się komuś wydaje dobre, ale nam wybitnie nie smakowało
No cóż… nie zawsze nowe potrawy smakują, ale przynajmniej wiem, czego nie będę więcej gotować
Jutro (u mnie) poniedziałek i nowy tydzień
Jak ten czas leci… Weekendy są stanowczo za krótkie, a dni pracy za długie… Szkoda, że nie da się tego zmienić 
Od kilku tygodni planuję pojechać do Starved Rock State Park. Na pewno bieliki amerykańskie urzędują tam na całego, a my ciągle mamy jakieś przeszkody, żeby się tam wybrać. Jeszcze trochę i minie czas, kiedy zlatują się w to miejsce na zimowisko i będzie za późno… Może w następny weekend? Mam nadzieję
Miłego dnia życzę wszystkim Wyspiarzom i zdrowia tym, którzy niedomagają
Dzień dobry
Nowy dzień, nowy tydzień…
poniedziałek 13 …

Dzień dobry. Miejmy nadzieję, że ładny.
Dzień dobry. Koniec spania. Robota czeka!
co kto lubi.
Ale najpierw śniadanie:
Dziękuję, chętnie się poczęstują, bo już zgłodniałam

Ja też. Wczorajszy obiad był jednak siedemnaście godzin temu 😉
Ja do śniadania startuję o 8.30. Tak więc jeszcze chwila.
I w ogóle dzień dobry.
Dzień dobry
Czy mogę się dołączyć ze spóźnioną kawą?
Witajcie!
Siedzę w domu, bo wzrost gorączki nie pozwolił mi pójść do pracy. A myślałem, że będzie jak zwykle: weekend zdychania i ozdrowienie na dzień roboczy…
To nie jest tak,
żebym Ci życzył tygodnia zdychania ale ozdrowienia na przyszły weekend życzę:-)

To życzę zdrowia!
Dzień dobry. Hoży i świeży, z antypaństwowym okrzykiem. Zastanawiam się, czy ze względu na prochy, którymi się wczoraj nafaszerowałem przed pójściem do łóżka? Myślę, że dzisiejszy dzień da odpowiedź, czy to tylko chwilowa niedyspozycja, czy coś się dalej będzie dzieło.
Oby to była tylko chwilowa niedyspozycja obu Panów. Wracajcie do zdrowia, nie dajcie się chorobie.
Z tego, co pisze Tetryk, wynika, że chyba nie chwilowa. A u mnie – zobaczymy.
Dzisiaj to chyba w takim razie piszemy: chorzy:-)
L-4 nie mam, więc nie wiem, jak powinienem pisać.
Idź do lekarza, może Ci wystawi L-4 i będziesz wiedzieć.
Ja raz chciałam wziąć.
Dziecko mnie podsumowało: „A, i ja mam umrzeć z głodu, tak?”.
Ooo coś bojowo!
Od jakich to prochów nabywa się antypaństwowych okrzyków? Może i mnie by pomogły…
Dzień dobry

Prochów może nie, ale przez cały wczorajszy dzień „katowałem się” piosenkami z czasów rewolucji francuskiej.
Po którymś powtórzeniu pieśni Ça ira byłem już gotowy do palenia komitetów.
Warto posłuchać! (tym bardziej, że wykonawczyni – Edith Piaf – zacna)
No, mnie by nie było stać na takie katowanie… Edith Piaf nie znosiłam 🙁
Ale pieśni rewolucyjne w wykonaniu Edytki, to tak mnie zmobilizowały do pracy, że „zmogłem” cały (obszerny) materiał z którym nie dawałem sobie rady przez tydzień
zacznę rewolucyjnie od wyklętego ludu

ja chcę takie prochy

Jeśli chodzi o francuskie piosenkarki, to wolę tę…
Ta też śpiewała piosenki patriotyczne – polecam Marsyliankę w Jej wykonaniu
O,nie! Jeszcze Marsyliankę, jakbyśmy własnego hymnu nie mieli…
Oj… Żebym przypadkiem nie wykrakał!

Jeśli „u nas” pójdzie dalej w tym kierunku co obecnie, to hasło „do broni obywatele” (aux armes citoyens) stanie się do bólu aktualne!
Nie kracz!
Hasło „do obrony, obywatele” rozbrzmiewa w kraju już od ponad roku!
Hasło „do obrony”, może być. Byle nie „do broni”
No i wiele z tego nie wynika.
nie wynika, nie wynika … a tu nagle łuuuup – i wyniknie
Pożyjemy, zobaczymy
Ostatnio utrzymali się przy sterze tylko dwa lata. Perspektywa obiecująca 😉
Oby. Bo mi się resztki cierpliwości wyczerpują.
Nie tylko Tobie
Nawiązując do tytułu i powiązując to z ostatnim głośnym wypadkiem p. premier. Sprawa prawdopodobnie wyglądała tak:
Nie mogło mi się pomieścić w głowie jak ten młody człowiek celnął w środek kolumny.
Sprawa prawdopodobnie wyglądała tak:
100 metrów wcześniej na rondzie kierowca wiozący panią Premier gubi się i zjeżdża o jedno okrążenie później niż pierwszy samochód. W tym momencie chłopak w seicento widzi jeden samochód na sygnale. Przepuszcza go. Pozostałe dwa samochody przyspieszają aby dogonić czoło kolumny. Chłopak skręca w lewo bo przepuścił tego pierwszego (w momencie podjęcia decyzji pozostałych samochodów nie widział w lusterku. Skręca i bum. Przyspieszający samochód z panią Premier wycelował w drzewo.
Przesłanki:
1.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wpolityce.pl/polityka/327356-tylko-u-nas-dementujemy-11-klamstw-na-temat-wypadku-premier-beaty-szydlo-sprawdz-jak-bylo-naprawde
przeczytajcie pkt.3 „Sprawca wypadku zeznał, że nie widział limuzyny premier Szydło, gdyż zasłaniał mu widok samochód, który jechał bezpośrednio za nim. Mimo tego sprawca zaryzykował manewr skrętu.”
2.
BOR nie chce ujawnić z jaką prędkością poruszał się samochód szefowej rządu.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.rp.pl/Rzad-PiS/302129921-Wstydliwa-prawda-o-wypadku-premier-Beaty-Szydlo.html#ap-1
Prawda chyba wyjdzie na jaw, gdy się zmienią władze. PISuary są znani z matactwa.
Rewolucyjnie jakoś się zrobiło, co nie znaczy że zaraz trzeba na barykady.
Jakoś mi się skojarzył portugalski artysta, Afonso Zeca i jego Maria z goździkami – polecam, bo warto, chociażby ze wzgledu na muzykę. 🙂
Ładnie śpiewa. Jest czego posłuchać… 🙂
Owszem, ale niech to nikogo nie zmyli, bo to armaty (bynajmniej nie w krzakach) i to niezłego kalibru! 🙂

Mnie jakoś rewolucyjny nastrój dzisiaj omija. Może dlatego, że rodzina mnie nieco jakoś tak… dobija, czy cuś. To ja sobie może użeczko wyrychtuję i kordełkę poprawię… I wcześniej się położę…

Niech ci się przyśni nierodzina! 🙂
Spokojnej? Czy jednak jeszcze nie?
Jednym okiem odpowiadam: MA KTOŚ KNEDEL??? Do zaknedlowania BB?
Ech! Jak moja mama robiła knedle, to byliśmy zaknedlowani na dłuższy czas!
Tu by trzeba ustalić, co kto rozumie przez knedle, ponieważ zdarza się, że mylone są z pyzami.
Podstawowe rozróżnienie, jakie znam:
Knedle – z ciasta z ziemniaków, gotowane we wodzie, najczęściej nadziewane (np. ze śliwkami – mmm! – ale z mięsem też niczego sobie), podawane z cukrem lub skwarkami z cebulką.
Pyzy – z ciasta drożdżowego, gotowane na parze (ależ zawsze było zachodu z garnkiem i gazą, naciąganą nań), absolutnie nie nadziewane, podawane z sosem (np. mięsnym lub grzybowym).”
Jeżeli ktoś zna inną nomenklaturę, to poproszę.
Zgodne z moim stanem świadomości…
Ha, mogę spokojnie zaglądać na nowe pięterko!
Z moim też.
Zaknedlowanie jest czasami jedynym rozwiązaniem, jakie przychodzi mi do głowy. I torturą podwójną, jako że BB nie jada śliwek.
Twoje pyzy mają poznańską nazwę ” kluchy na łachu”. Ja znam wersję ze śliwką w środku, polane słodką śmietanką.Nie lubiłam tych pyz, bo za dużo ciasta ….
uUFF. Znaczy fajrant. To był dłuższy dystans, przerywany wiele razy niespodziewanymi wydarzeniami. Jakoś się jednak udało. Przerwa od kompa iii… może jeszcze zdążę.
A ja się też już pożegnam, idę w ślady Jo…

Robisz knedle? O tej porze?
Spokojnej.
A mnie odknedlowało od Wyspy na czas dłuższy, niż przewidywałem.
Trochę niespodziewanie zapraszam państwa na kilka ważnych informacji o ustroju Republiki San Escobar. Pięterko czeka 🙂
To ja dobranockę. Już nie antypaństwowo, tylko całkiem grzecznie, ale za to oryginalnie.
Ponieważ współczesna elektronika jest w stanie odtworzyć chyba każdy dźwięk, sztuką zaczyna być stworzyć muzykę BEZ elektroniki. Szwed Martin Molin wziął się na sposób i wykonał oraz zaprogramował całkowicie analogową (no, wzmacniacze dźwięku są na prąd, ale poza tym już nic) maszynę z dwoma tysiącami szklanych kulek, która gra cudną melodię. Projekt nazywa się Wintergatan, a maszyna wykonuje naprawdę fajny kawałek, mimo rytmicznego podkładu „dzwoniący” w sam raz na dobranoc.
Snów analogowych!
No i zauważmy, że maszyna wykonana jest ze sklejki – żaden tam plastik czy metal! Metalowa są tylko niektóre elementy wykonawcze: kulki, płytki cymbałków, przechwyty…
Trochę tworzywa sztucznego jest – rurki i lejki, którymi spadają kulki; łańcuch i kołki pozytywki (klocki Lego)… ale masz rację, że większość ze sklejki.
Troszkę dziwnie brzmi ten podkład pod kulki, ale wyobraźnia pana Martina zasługuje na uznane.
Dobranoc tutaj, choć nowa wycieraczka wzywa
