Babcia Włada była, nie! wróć! JEST osobą, wokół której wirowała cała rodzina. Mimo, że od prawie pół wieku nie żyje, nieustannie coś ją przypomina, albo ktoś się do niej odwołuje. Rządziła wszystkim i wszystkimi, każdy się z nią liczył i nie było odważnego, który by jej się sprzeciwił. Łącznie z proboszczem.
W ostatni weekend wybraliśmy się z Madre w podróż sentymentalną – głównie śladami Włady. Dziwne to uczucie oglądać miejsca, w których były domy należące do rodziny. Albo bloki, które zajęły miejsce Dziadka fabryczki. Ale najdziwniejsze spotkało mnie w kościele. Bo owszem – całe życie słyszałam o kościelnej ławce Prababci, wchodzącej wyłącznie przez zakrystię i rugającej po mszy księdza, jeśli uznała kazanie za niesatysfakcjonujące, ale myślałam, że określenie „przy ołtarzu” jest takie bardziej metaforyczne.
Nie jest.
Sami widzicie, że z takim obciążeniem genetycznym, nie mogę być całkiem normalna…




Zapraszam na szybkie rzucenie okiem na fragment historii rodzinnej. Zdjęć mało, bo jak napisałam, TAMTEN Żychlin prawie nie istnieje. Nie zostało wiele rzeczy do obfotografowania, poza nagrobkami na miejscowym cmentarzu.
Ale miała być nowa wycieraczka – to jest!
Piękna, ciekawa ta wycieraczka. A co się produkowało w tej fabryczce? Wygląda jakby parowozy, czy cóś…
Pradziadek miał fabryczkę, w której produkowano i naprawiano maszyny rolnicze. Z tego, co wiem, jedyną w powiecie.
Usprawiedliwienie przyjęte!!!

No właśnie, śmieszne autka powstawały?

Bardzo ciekawa historyjka, choć czuję lekki niedosyt…
Dzień dobry. Na telefonie kiepsko się ogląda zdjęcia, ale i opisowi nic nie brakuje. Żeby tak kto dzisiaj rugał proboszcza za niesatysfakcjonujące kazania! (towar niezgodny z opisem, czyli np. z Ewangelią)!
PS. Coś czuję, że tym razem będzie co opowiadać po wczasach 🙂 Ale wszystko w swoim czasie…
PPS. Ptactwa mnóstwo, ale nie daje podejść, żeby zrobić sensowne zdjęcie komórką. Trzeba będzie chyba uruchomić aparat…
Więc go uruchom i przywieź nam ładne zdjęcia. Będzie świetne pięterko, ala miral59
Ale właśnie zaczęło padać 😛
A tu burza idzie. Jednak większa jest w Szczecinie
Cisza zapadła jak drut, jak pisał „poeta”. Wszyscy chętnie poczytalibyśmy więcej anegdotek o niezależnej babci! Z pewnością krąży ich nieco w rodzinie.
Swoją drogą, Jo – czy masz jakieś muzyczne skojarzenia w temacie, które nadawałyby się na dobranockę?
Cisza, mnie nie było w domu, więc milczałam. O Babci też bym chętnie poczytała. Ale to później, teraz idę spać.
Nie, raczej muzycznie nie bardzo.
bo to była jednak artystka.
Mam o Pra kilka innych historyjek, nie wszystkie nadają się do upubliczniania
Może właściwą będzie „Kołysanka dla Babci”?
Spokojnych snów!
Nie odzywałam się dzisiaj, poza skleconą naprędce wycieraczką, bo mi mąż zafundował taki prezent na imieniny, że mimo plasterków z lekka mnie ścięło.
Pora spać. Podobno ranek jest mądrzejszy niż wieczór.

Niech ta noc będzie dla nas lżejsza niż miniony dzień!

Dzień dobry wieczór. Krótko. Dzisiaj uruchomiliśmy nogi. Spacerek z Łeby na wydmy i z powrotem. Około 15 km. Szybki bo straszyło deszczem. Ale tylko straszyło.
Ps. Autorce w niedzielę proponuję zająć miejsce w ławeczce i konstruktywnie skrytykować kapłana po mszy.
Niestety TAMTEJ ławeczki już nie ma, a na własną nie zasłużyłam.
I raczej się nie zapowiada.
Włada w ogóle miała… no swoje miejsce, że tak powiem. Na przykład nigdy nie stała w kolejce. Wchodziła do rzeźnika, składała zamówienie i wychodziła, a chłopak na posyłki (albo któraś z ciotek rezydentek) przynosił potem zakupy do domu.
Najciekawsze jest to, że ludzie ją szanowali i uważali takie zachowanie za oczywiste…
A z księdzem to pilnowała, żeby się homilii trzymał i nie wdawał w politykowanie. Oj jak by się taka Włada przydała czasami…
Dzień dobry
Słoneczko już wstało, ja też…
Witajcie!
Dołączam do Bożenki i słoneczka. Dodatkową wspólną ich cechą jest, że ani jej, ani jego nie widać…
Słoneczko widać i mnie też 🙂
Dzień dobry

Szukałem „kościelnej ławeczki” Babci Włady… ale nie znalazłem…
Może autorka przybliży niedokończone fragmenty
A na razie zapraszam na poranną kawę
Ławeczki już nie ma. Stała na tym podwyższeniu gdzie ołtarz. Przed remontem nie było schodów i ta ławeczka stała w miejscu stoliczka przy wejściu do zakrystii.
Pod zdjęciem jest informacja 🙂
Dzień dobry. Wczoraj byłam mocno zajęta i takie ciekawe pieterko mnie ominęło! Inna sprawa,że malizną mocno czuć. Mieć takie korzenie i tylko sobie o nich tak wspomnieć mimochodem. Jo -ja bym na Twoim miejscu sagę rodzinna napisała, nie oglądając się na nic.!!j
Dzisiaj teź remontów ciąg dalszy ,więc będę miała mało
czasu na zaglądnij tutaj. Podaję kawę bo i mnie potrzebna bardzo. U mnie piękna pogoda a ja w domu muszę siedzieć. Dlaczego ja sobie zawsze coś wymyślę w nieodpowiednim czasie 
Ja się tylko tłumaczyłam z genetycznych obciążeń własnego charakteru
O! Kawa od rana i to z dwóch źródeł 🙂 Oczywiście podstawiam kubek
Dzień-ziew-dobry.
Oby lepszy od wczoraj, to na nic narzekać nie będę.
Oby…
Przyłączam się z kawą do Was.

Też bym chętnie o tej Babci więcej poczytała;-)
Patrzę, gdzie ten Żychlin, bo nazwa dosyć znajoma, a to niemal rzut beretem.
Oj Pra była bardzo ciekawą osobą. Bardzo żałuję, że zmarła niedługo po moim narodzeniu i nie mogłam jej poznać.
Nie poznałaś swojej Pra, a ja nie znałam żadnej swojej babci ani dziadka.
Przykro. Dziadkowie są bardzo potrzebni. Babcie jeszcze bardziej.
Takie były czasy 🙁
ja też żadnej swojej Pra nie znałam, moja jedna babcia opowiadała piękne bajki, niestety już jej nie ma, druga ma się świetnie, opowiadać za bardzo nie lubi o niczym (zwłaszcza o przeszłości, nad czym ubolewam, bo wiek ma słuszny i zapewne dużo pamięta, ale rozumiem- jeszcze sama pamiętam jak się chowała na dźwięk lecącego samolotu mimo, że to tyle lat po wojnie-wiec rozumiem niechęć do opowiadania), ale jak strzeli focha to klękajcie narody;-P
Ooo… dawniej to się umiało strzelać focha! Nie to, co teraz.
Ach, co ta wojna z ludźmi zrobiła, ile nieszczęść i ofiar pozostawiła, zrozumie chyba tylko ten, kto ją przeżył osobiście.
Chyba tak. Żadne opowieści tego nie oddadzą.
Ja znałem jedną prababcię. Mieszkała ma wsi z dziadkami – po prawdzie,nawet nie wiem czy była matką babci czy dziadka – miała swoją osobną izbę, zwaną przez nią (a za nią przez wszystkich innych komorą), na lewo od kuchni. Pozostałe pokoje był po drugiej stronie budynku, na prawo.
Prababcia do ostatnich chwil była na chodzie, chodziła do obrządku – bywając tam tylko przez miesiąc w wakacje nie zauważyłem nawet, żeby dużo wolniej niż inni. Drobna, zasuszona, raczej energiczna – niewiele z niej pamiętam.
Kiedyś poszliśmy rano na grzyby i trafiliśmy na niebywały urodzaj. Po godzinie zbierania mama usiadła w lesie i zajmowała się tylko przeglądaniem i obieraniem, ojciec z dzieciakami donosiliśmy bez przerwy. Wszystkie koszyki i wiaderka były o wiele za małe – wróciliśmy z ogromną wojskową peleryną ojca, wypełnioną grzybami, takoż moje spodnie z zawiązanymi nogawkami, a jeszcze wszystkie koszyki i wiaderka… Grzyby były różne: najwięcej maślaków i podgrzybków, ale były i kozaki w obu gatunkach, niezbyt liczne borowiki, kanie i trochę kurek, i pewnie jeszcze parę innych, których nie pamiętam (na grzybach znał się świetnie ojciec). Gdy triumfalnie demonstrowaliśmy w domu efekty wyprawy, prababcia wyszła z komory, popatrzyła krytycznie i powiedziała:
– A cóżeście tyle psiaków nazbierali? toć tu tylko ten… i ten… i ten… – pracowicie wybrała borowiki – to grzyby prawdziwe, a reszta to psiaki! Wyrzucić!
Oczywiście nie posłuchaliśmy babci i pysznej wyżerki było na długo – ona jednak konsekwentnie ograniczyła się do konsumpcji borowików.
Któregoś wreszcie dnia – nas wtedy na wsi nie było – prababcia przy kolacji powiedziała coś w tym rodzaju:
– Zmęczona jestem, to już będzie czas na mnie. Chciałabym się z wami pożegnać.
Wszyscy zgodnie życzyli prababci dobrej nocy, nie zastanawiając się nad nietypowo uroczystą formą pożegnania. A rano drzwi komory długo się nie otwierały, wreszcie ktoś zdecydował się zajrzeć. Prababcia spokojnie umarła w nocy, leżała uśmiechnięta, najwyraźniej usatysfakcjonowana okolicznościami pożegnania.
Ech.
Tetryk- jak pięknie…
Piękne wspomnienia. Podobno człowiek czuje gdy nadchodzi śmierć. Mój wujek, brat mamy, mieszkał w Szklarskiej Porębie. Na wakacje jeździliśmy do niego. Pewnego roku przyjechał do Poznania i powiedział, że się widzimy ostatni raz. Przyjechał się pożegnać. Rzeczywiście, więcej go nie zobaczyliśmy.
Się żegnam na dzisiaj. Żeby nie było.

Już? No to miłych snów
No to ja też za Jo. Dobranoc
No i ja. Mój hobby pokój jest wykończony i ja też. Nie pozostaje mi nic innego jak się na dzisiaj pożegnać. Odezwę się pewnie jutro. Dobranoc zatem

Pracowity dzień miałaś 🙂
No to na citto dobranocka dla Pań (i Panów oczywiście też):
No i jeszcze lampka…

Dzień dobry
Udanego dzionka wszystkim życzę 
Bufecik?

Och jak miło


Już się przyłączam
Jeszcze „ciastka z dziurą” spróbuję
Ja bym tego bajgla z łososiem wędzonym chciała!
Coś w tym jest… Sądząc po posypce, ten „bajgel” chyba z kminkiem jest…
Albo i z czarnuszką…
Dziś wyjątkowo się cieszę, że nie mieszkam na łodzi. Tupot białych mew o pusty pokład by mnie zabił chyba. Ale to nie moja wina, tylko męża! Bo nie kupił podstawowego składnika kolacji i z konieczności skończyło się deską serów i winem!
Patrzcie: a ja nic! Nie zabiłam. Nie zagroziłam rozwodem! Nawet awantury nie było. Tylko ta głowa dzisiaj…
Ty wiesz, jakiego kaca byś miała, gdybyś jednak zabiła?
Oj chyba jeszcze bym trzeźwiała… Albo i nie.
Jesteś zupełnie jak moja (była) żona…

Nigdy w takich sytuacjach nie robiła awantur, ale POTEM patrzyła z takim wyrzutem, że człowiekowi odechciewało się wszystkiego (zwłaszcza libacji alkoholowych)
Nie, no coś ty? Jaka libacja? Dziś Piter normalnie pracuje. Ledwo jedno Martini Prosecco na dwie osoby. Ale coś mi się przestawiło kondycyjnie.
Opieprzam i koniec. A tym razem nawet opieprzyć mi się nie chciało. Bezproduktywny wysiłek. To po co?
Z wyrzutem nie patrzę. Nie chce mi się
Witajcie!
Dziś z przygodami, ale na stanowisku 🙂
Smok Cię zaczepił po drodze?
Nie, ze Smokiem dawno się nie widziałem…
Może uciekł z Krakowa na wakacje?
Nie uciekł, chyba nie dał by rady przez te tłumy….
Dzień dobry. Jakoś tak na szybko
i do roboty. Odyseja remontowo-innowacyjna trwa. Ja nie mogę takich rzeczy zaczynać,bo po drodze wpadają mi do głowy niebezpieczne dla lenistwa mi lubego różne głupie pomysły. 
Brzmi znajomo
Dzień dobry. Żyję, ale mokro tu okrutnie i z każdą chwilą coraz mokrzej. Słowem, leję i nic nie chce przestać, a prognozy są niełaskawe. Byle do soboty…
Ćwiczysz silną wolę? Czy to jakaś forma pokuty?
Jutro ma być poprawa i może nie będziesz musiał tak lać
No właśnie! Ty się tak nie angażuj z tym laniem! Może olej to, czy co?
Ha ha, ależ mi Autokorekta w telefonie spłatała psikusa, wciórności!
A w ogóle jest już lepiej, pogoda się powoli robi, a tymczasem my pojechaliśmy do jednej dobrej restauracji w pobliżu.
I to jest sposób na niepogodę!
Jakaś cisza dzisiaj…
Jedni przelani, inni widać przesuszeni… sezon ogórkowy w cieniu demolki trwa.
Dużo już mu nie zostało…
Robota…
Chyba mi zaczął działać restart, bo zdechła jestem strasznie. Tak miało być, więc w panikę nie wpadam, tylko w miarę spokojnie przeczekuję.

Ściskam dobranocnie i udaję się pod kordełkę, bo chłodno nieco.
To i ja się też pożegnam, bom zmęczona… Kolorowych snów życzę wszystkim.
Dzień był dzisiaj jakiś taki męczący, nie tylko w Wawie czy Poznaniu… zatem dobranocka dzisiaj wcześniej, łagodna, delikatna i z tekstem…
Dobranoc się z Państwem!

Dzień dobru się z Państwem
Edyta Geppert nadaje się też i na przywitanie, z przyjemnością jej posłuchałam 
Witajcie!
Może nawet Quackie wyschnie? 
Wraca lato
Przestanie lać?
I olewać?
Dziędobry.

Komu kawa? Komu herbata?
Dzień dobry

Z przyjemnością się przysiądę
Na „wejście” dokładam też czekoladki (dla uczczenia piątku przed weekendem)
Mogę się przyłączyć?

Ja też.
Wprawdzie mi taki pasztet na ten weekend przygotowali, że ręce opadają, ale w cholerę.
Grunt to filiżanka kawy w miłym towarzystwie
Też tak myślę.
O dzień dobry. Kawusia już jest to się przyłączam. Bardzo mi potrzebna
Wczoraj wpadłam tutaj, żeby się pożegnać a tu wszyscy już spali. Moja Odyseja trwa ale już bliżej niż dalej. 
Życzę prędkiego zakończenia
Ależ po dobranocce i pod lampką nadal można się odzywać!
He he to jest nie do opisania co się u mnie dzieje na zakończenie robót. Ja to opiszę ale najpierw chyba zaleje się w trupa
Nie.
ODWROTNIE proszę.
KONIECZNIE!
Przeżyłam.
Mąż też.
Nie wiem, kto tym bardziej zdziwiony.
Idę robić ratatuję. I pastę z ziarenkami.
Wyspa się wyludnia
Zostaną tylko pingwiny?
Aktywność na Wyspie zawsze miała swoje przypływy i odpływy…
Urlopy i wyjazdy się kończą u schyłku lata. Niedługo będzie przypływ… mam nadzieję
Wybaczcie, ale byłam zajęta. Teraz przyszłam żeby się pożegnać.

Nie ma mnie bo jestem na wakacjach. Mimo, że mam już 115 lat życia to używam terminu wakacje. Pozdrawiam tych, którzy są już po.
Zoe, tak na wygląd to jakiś rok sobie dodałeś…
(…) To były ładne słowa skierowane do ciebie. Dobranoc:)
Poszłam spać.

Obudziło mnie chińskie dziecko drące pysk pod oknem.
Moja tolerancja kulturowa przestała istnieć.
Dobranoc. Oby.
Straszny sen…
To NIE BYŁ sen. Tylko sąsiedzi.
No to na pocieszenie proponuję nietypową dobranockę, dziś nie muzyczną…
Uśmiechniętych snów!

Dzieńdoberek!
Sobota i kończy się druga dekada sierpnia. Trzeba pomyśleć o balu sylwestrowym…
Wstawać, kawa stygnie!
Ooo, kochana jesteś! Bo ja wprawdzie potem noc przespałam, ale męczyłam się jak głupia po tych Chińczykach, chyba z dwie godziny.
Więc siadaj do śniadanka, smacznego
Przede mną pracowita sobota. Dużo rzeczy do załatwiania, jeżdżenia i tak dalej. Ale jak wrócę to zajrzę!
Dzien doberek.Wypijam tak pięknie podaną kawe. Mam nadzieje,że za chwilę dojdę do siebie i rzuę się w wir pracwszelakich.Potrebna mi dziś energia a tu jakies obniżenie nastroju…A tam – śniadanko i do roboty – w trakcie się rozkręce..
Mam nadzieję, że po takim śniadanku, zaplanowane na dziś prace dobrze Wam pójdą. Powodzenia
Dzień dobry

Jakie fajne pięterko urosło, gdy mnie tu nie było
A swoją prababcię pamiętam jak przez mgłę. Tak jak Ukratkowa, mieszkała z dziadkami. To była mama babci…
Do żadnych domowych obowiązków się nie wtrącała, ale z zamiłowaniem pasła gęsi
Zmarła w przeddzień swoich setnych urodzin…
Piękny wiek…
Było sucho, a teraz pada prawie codziennie
W czwartek mąż pojechał do pracy dużo wcześniej niż ja (jak zwykle). Zaraz po jego wyjściu przeszła gwałtowna burza. Nie trwała długo, ale intensywnie… Wyjechałam do pracy jak tylko się skończyła… Ponad godzinę jeździłam niemal w kółko nie mogąc wyjechać ze swojej dzielnicy. Pozamykane drogi (zalane), wyłączone światła na skrzyżowaniach dużych ulic (pioruny waliły w słupy i nie było prądu). Już myślałam, że wrócę do domu i do pracy nie pojadę…
Dodam jedynie, że do autostrady mam ok. 10 minut jazdy…
Pokazywali w TV, co się działo w innych Stanach. Masakra!
Dzień dobry. Jestem już z powrotem w domowych pieleszach, niestety od rana złapał i trzyma jakiś taki zupełnie nie na miejscu ból głowy, niby migrena, bo na żadne przeciwbólowe nie reaguje, ale na szczęście nie aż tak mocny. Końcówka pobytu b. przyjemna, tylko żeby nie ten łeb…
Co do prababć, to pamiętam dwie dobrze, trzecią jak przez mgłę, żeby było smutniej, te dwie już pod koniec życia nieco niedomagały w sensie psychicznym (w jednym przypadku ostra mania prześladowcza, a w drugim „normalne” starcze przypadłości, początki demencji etc.), a trzecia właśnie była najbardziej przytomna (więc szkoda, że słabo pamiętam), ale z kolei z trudem w ogóle wstawała z łóżka.
Odezwę się, jak trochę odpuści, dobrze?
Wolę się nie domyślać, gdzie się objawia jakiś taki zupełnie nie na miejscu ból głowy… Na wszelki wypadek, poleż spokojnie i odpocznij.

Witajcie!
Sobotę spędziłem pod namiotem, na imprezie oświatowej w uroczym, sennym, niedużym miasteczku. Zainteresowanie było mierne, ale ogólne wrażenie – sympatyczne.
Pod namiotem? To coś dla mnie!
Mogę tylko pozazdrościć 
Doooobraaaanoooo….
Kolorowych snów, ja jeszcze trochę posiedzę
Ja też jestem. Chwilowo wyczerpana. Ponad przeciętna powiedziałabym.Jeszcze nie śpie ale prawie.Jednym oczkiem Lypię
To teraz usiądź wygodnie, odpręż się… adin…dwa… tri… Przeszło?
Kaszpirowskiego pamiętasz?
Zgubiłaś czietyrje… nie podziałało 😉
Szkoda, wszystko przez to moje lenistwo. Nie chciało mi się dłużej liczyć… 🙁
No to ja już też się żegnam, życząc wszystkim spokojnej nocy.
Spokojnej.
To ja może już dobranocnę, krótko a apropośnie.
Grzegorz Markowski z grupą Hazard, spokojnie i powoli. Miejmy nadzieję, że ból głowy mi przejdzie ostatecznie, bo na razie jest nieco mniejszy, ale stabilny.
Snów z głowy, a sio.
No to już chyba poświecę do spania… ale czy to z mojej ręki działa jak należy?

Dzień dobry!
Mam nadzieję, że ból głowy do rana minął, Quacku?
Pada już od nocy…
Witajcie!
U Bożenki pada, a u nas ma być piekarnik… już jest 22 oC!
Dzień dobry!

Jeszcze nie wiem, jaka dziś u mnie pogoda. Wczoraj było 30 stopni, ale przynajmniej potomstwo użyło basenu. Ja mam na dzisiaj plany ogrodowe, więc wolałabym, żeby mi tu nie grzmiało i nie padało…
No to będzie grzmiało i padało. Sorry, taki mamy klimat;-)
Dzień dobry. Jest już dużo, dużo lepiej (z głową), aż się boję zapeszyć. Zobaczę, może będzie się dało napisać małą relację z wczasów?
Z głową lepiej powiadasz?
Ale że w sensie bólu, czy w ogóle?
Ha, dobre pytanie, kluczowe, rzekłbym.
O ile potrafię rozpoznać, w sensie bólu
Nawet nie pomyślałam, żeby u Ciebie było coś niedobrze z głową inaczej jak w sensie bólu. Mnie rzadko boli głowa, ale gdy już, pomaga mi jeśli przez chwilę uciskam skronie.
Dzień dobry. Wpadłam na chwilę się przywitać. U nas pada i wieje . Zapowiada się , że chyba umrę w biegu. Coś ostatnio wrażeń mi nie brakuje
Dzień dobry! Byle to były wrażenia pozytywne!
Może być w biegu, byle nie za prędko! 🙂
Dzień dobry

No to jak można małżonkowi odmówić? 
Takie krótkie, bo chyba znowu gdzie się wybierzemy
Wczoraj co prawda byliśmy w nowym (dla nas) parku, ale już małżonek się pytał, czy dziś też gdzieś wybywamy
Dzień dobry. Ha, małżonek widać nie gorszy globtroter od Ciebie!
Dzień dobry

Wolę się przejść, nawet w deszczu, niż potem cały tydzień znosić jego humorki 
Nie tylko nie gorszy, ale i dużo lepszy
Jak się nie wybierzemy w weekend na jakiś spacerek, to potem cały tydzień zrzędzi. Robi się upierdliwy nie do wytrzymania
Może nieprzyjemna metoda, ale skuteczna!
Małżonek wie co robi
A wczoraj to był majstersztyk. Wyjechaliśmy zaraz po deszczu, obleźliśmy jeziorko i gdy byliśmy już na parkingu żeby wracać, rozpadało się od nowa

Nawet nie zdążyłam się przyjrzeć i nie wiem co to było. Nieduże… to jedno co zauważyliśmy 
Tegoroczna… jeszcze z białymi plamkami maskującymi… cudo!!! 
Fajnie było tak sobie połazić…
Trochę nam było przykro, bo jakiś drapol wyskoczył zza drzew, śmignął nam nad głowami i zniknął za drzewami
Nie pierwszy i nie ostatni, który nam takie świństwo zrobił. Nie mógł na trochę przysiąść na gałązce? Żebyśmy zdążyli go obcykać?
Ale za to młodziutka sarenka nam „przypozowała”
Pięknookie… ulubiony gatunek Skowronka
A, te co się wcinają na piękne oczy i tzw. krzywy ryj (nawet jeżeli ostatecznie bardzo urodziwy)?
Ach, gdzie ten Skowronek…
…
Czemu to takie wielkie wyszło? Nie umiem zmniejszyć 🙁
Proszę bardzo, się robi.
Baaardzo dziękuję
Aż tu wtem… goście!
W związku z czym wrócę na Wyspę, jak już ich nie będzie.
Jak mili, to warto im poświęcić czas. Przyjemności
Do mnie zaraz przyjdzie ekipa karciana. Jarmark u nas jest. Tu na Masnel. Znaczy się w mojej dzielnicy. Szybciutko z zamkniętymi oczami przeleciałam obok kramów, bo a nuż mogę się skusić na jakąś okazję. Nie słuchałam zapiewajłów zachwalających : trzy melony za 2 euro i jeden gratis itp itd.. Harmoszki grają, zespół babski śpiewa francuskie piosenki ( i tu się zatrzymałam, pośpiewać razem z nimi,bo niektóre znałam). Karuzela dla dzieci jest i wata cukrowa. Pomimo wrednej pogody wesoło i gwarnie. Lubię takie klimaty..:
Ooo fajnie!
A u mnie właśnie leje.
U mnie też… kiedy to przestanie?!
Doszło i do mnie:
To jest Australia?
Dlaczego Australia? Nieco bliżej 😉
Bo podobno w Australii jest wszystko do góry nogami 😉
Hmmm…
Nie wiem, o co chodzi – u mnie nie staje na głowie…
Może obróć monitor?
Ja widzę drzewa chwiejące się na wietrze, wierzchołkami do dołu. Czyżbym się przewidziała?
Ciekawe, jak widzą inni…
Hm, ja widzę fragment daszku (?) od dołu, a drzewa zdecydowanie wyżej i chyba zorientowane czubkami w górę. Może w przeglądarce Bożenki jakaś wtyczka coś pokazuje nie tak? Spotykałem się z różnymi takimi siupami na różnych komputerach, zwykle była to kwestia niekompatybilnego kodeka albo czegoś w tym rodzaju, w każdym razie problem leżał w oprogramowaniu.
Powiększyłam obraz na cały ekran i widzę to samo. Nigdy czegoś takiego nie było!
Goście przedziwni, bo: przyszli wcześniej, niż się byli zapowiadali, a mimo to wyszło całkiem fajnie; przyszli z trójką dzieci (o czym nie mieliśmy pojęcia)
po czym okazało się, że dwie starsze dziewczynki zajęły się same sobą, a najmłodszy roczny pełzak towarzyszył dorosłym całkowicie bezkonfliktowo. Było przemiło.
Takich gości można przyjmować z przyjemnością.
No właśnie, mimo że pierwsze wrażenie dość mrożące (krew w żyłach).
Dużo zależy od wychowania dzieci.
Ale nie dziwię się, że Cię zmroziło na widok tej trójki 🙂
A to cenna pomyłka – że nie należy sądzić po pozorach. Po raz kolejny się przekonałem, mimo że swoje lata mam.
Oooojakmamdość…
Herbatkę z melissy?
Martini? Prosecco con aperol (spritz)?
Dzisiaj było Brut.
Już wypiłam.
Generalnie mam dość pogody, bo z resztą jakoś sobie radzę.
No i przegralam. Co prawda niewiele,inni byli lepsi ale jednak. A ja przecież taaakie straty ostatnio ponioslam
Spaaać
No właśnie, spaaać! Zasiedziałam się, trzeba się żegnać.

Spokojnej, lejdis.
Dobranoc
Dzisiaj dla odmiany będzie sentymentalny Alosza Awdiejew i „Ciemna noc”. Tak mnie jakoś pogoda nastraja i nastrój pogadza.
Snów sentymentalnych takoż.
Ja też się pożegnam . Film,siusiu i spać. Lubię szwedzkie kryminały. Dobranoc

O rany ja tej fali nie robilam
No to coś się klikło przypadkiem.
Spokojnej nocy.
Radośnie się żegnasz!
Równie radosnych snów!
Jeszcze magiczna lampka…

Dzień dobry Państwu.

Jakbyco to ja w gotowości bufetowej:
Dzień dobry
Chętnie z bufetu skorzystam. Kawka później, teraz poproszę herbatkę
i bułeczkę 
Ciekawe jak dziś będzie z pogodą?
U mnie niebo zachmurzone, chyba bez deszczu się nie obędzie.
Dzień dobry
Przyłączam się do kawy z ciasteczkiem.

Witajcie!
W Krakowie chłodno i mżymżaście…
Jak w Australii, nadal nie wiem 😉
Dzień dobry! Trójmiasto raczej słoneczne, podejrzewam, że to w związku z tym, że wracam (za chwilę) do pracy…
W Trójmieście krążą plotki o nadchodzących upałach
Tak przypuszczałem. Dziewiąta, czyli zmykam do pracy. A na upały, bo ja wiem? Woda z lodem?
Eeee z tymi upałami to plotkarze przesadzili…
Minęło pół dnia a pogoda taka sobie
Na upały? Woda z lodem ,cytryną i miętą. Albo świeżym ogórkiem . I troszką dzinu?? No, może nie z rana ,kawka jak najbardziej, przyłączam się. Do kawki rzecz jasna.
U mnie padliwie. Zapowiadają od środy powrót lata. Wolałabym od dzisiaj. Acha – dzień doberek
Zimno.
I pada deszcz.
A tu słońce i coraz cieplej…
Hej, Quacku! Co słychać u twojej Małej Relacji?
Też czekam!
Póki co pójdę zjeść sałatkę z tuńczykiem i kukurydzą. Panowie dziś w kuchni.
Oj, czeka cierpliwie na skończenie pracy. Zobaczę, jak tam możliwości i moce przerobowe dzisiaj…
W Gdyni policja goniła jakiegoś rowerzystę. Wydawało mi się, że widzę tam Ciebie, Quacku…
A nie, to nie mnie. Ja jeżdżę zazwyczaj zgodnie z przepisami, a jak nie, bo akurat mam kawałek chodnikiem, to bardzo powoli i dając pierwszeństwo pieszym. No i na pewno nie na czerwonym, jak ten pogoniony!
Nnnno! Też tak myślę…
Wygląda na to, że to co wczoraj filmowałem to był ledwo ogonek wichury demolującej Chorzów… A dzisiejszy wieczór jest zupełnie inny:

A parę minut później zmiana kolorystyki:

Jak ładnie 😉
Urocze zdjęcia… a Chorzów pokazywali w TV, coś strasznego.
Cześć. Dzisiaj kawa o 20ej. W dalszym ciągu jestem na wakacjach. Pozdrowienia dla Madagaskaru:)
Nie za późno na kawę? Baw się dobrze!
Na wakacjach wszystko dozwolone, rano nie trzeba wstawać.
Dużo przyjemności, Zoe
Dzięki
Się pożegnam. Do jutra.

Spokojnej.
To ja może spróbuję coś skrobnąć w temacie relacji.
WSPANIALE!
Ale dzisiaj się raczej nie doczekam, bo idę pod kordełkę.
Dobranoc!
Spokojnej.
Się pisze się.
Dobrej nocy w oczekiwaniu na pięterko 🙂
Aj, zacząłem pisać, a tu dobranocka jeszcze!
Ponieważ przez cały dzień do pracy akompaniował mi Mistrz Jan Sebastian, i na dobranoc drobnostka Jego pióra. Badinerie, jeden z najbardziej charakterystycznych utworów, dość żwawy jak na dobranoc, a przy okazji dobrze znany, a nie zawsze kojarzony z tytułem i autorem.
Snów dobrze znanych i pozytywnie kojarzonych!
Zapraszam od rana (albo i wcześniej, jak wola) na nowe piętro, a tutaj jeszcze lampka: