Typowa listopadowa słota, silny wiatr i deszcz na przemian od siąpawki do ulewy i z powrotem zastąpiły dziś złotą jesień w całym kraju. Do nas dotarły dopiero rankiem. Jeszcze droga do pracy była prawie sucha, jeszcze na wschodzie jasno świeciło niskie poranne słońce, gdy z zachodu nadleciały ciężkie, czarne chmury, przed wylaniem się powstrzymywane tylko przez unoszący je silny wiatr. Oto, co wynikło z tego spotkania:

Wysoki i wyraźny łuk tęczy u dołu poprzerywany jest strugami gęstszych chmur, atakującymi przestrzeń w miarę regularnie wypełnioną zawiesiną kropel. Zmieniało się to bardzo dynamicznie, 9 sekund później tęcza wyglądała tak:

Po chwili między nami a nią pojawiła się gęstniejąca kurtyna ulewy, skutecznie tłumiąca barwy. Ale to jeszcze nie koniec: pięć minut później słońce zdobyło się na ostatni dzisiaj, heroiczny zryw:

A dalej było już szaro…




Jesień, ta późniejsza, jest nieuchronnie porą szarości i słot. Ale ta bardziej optymistyczna strona jesieni nie poddaje się łatwo…
Dobry wieczór na nowym pięterku. Ciśnie się na usta pytanie, co za płanetnik tak ponadgryzał tę tęczę? Wygląda jak tort urodzinowy, którego nie upilnowano przed jakimś łakomczuchem!
Można by się dopatrzyć, jak z lewej strony chwyta ją wielka, czarna łapa ulewy, aby się za chwilę zacisnąć i zdławić wszelkie barwy…
Aaa, to też!
Poszarpana ta tęcza, ale widok piękny. Oczywiście zdjęcia też udane, brawo!
Dzięki! 🙂
Największa w tym zasługa modelki…
Dzisiaj wszędzie jedna wielka chmura. I ulewa. Chyba zajrzę do lodówki… może się jakieś prosecco uchowało, skoro ja na przeciwbólowych jadę od kilku dni?
DobryWieczór:)) Prosecco zmieszane z ćwiartką spirytusu i kropelką zielonego tabasco, ma rewelacyjne działanie przeciwbólowe :))
Tylko się nie denerwuj, gdy i tam ujrzysz szarość. To będzie oznaczać jedynie, iż przepaliła się żarówka…
Nie, spoko. Wprawdzie w lodówce nie było, ale małż wracając ze zdanego egzaminu certyfikacyjnego zakupił prosecco na toast. Kim ja jestem, żeby mężowi (certyfikowanemu) toastu odmawiać?
Nie uchodzi, nie uchodzi!
Prawda?

Jak ma być apropo, to może jakiś tęczowy drinek? Taki lany warstwami?
Nazywają to w Rosji „Biały niedźwiedź”, działa głównie na nogi. trudno wstać, natomiast umysł pracuje na piątym biegu:))
Coś takiego znalazłem w sieci, ale nie wygląda mi na „białego niedźwiedzia” (który w wersji Wyspiarskiej mógłby się nazywać np. „Panzerdrink” – nieprawdaż?
):
Piękny :)) Można robić zawody kto sięgnie głębiej, komu uda się nie zmącić kolorów, po takich zawodach można się ułożyć w równie kolorowe sny warstwowe :))
Co prawda z mojego doświadczenia wynika, że po paru takich następnego dnia rano wita nas prawdziwy rajski ptak, ale czego się nie robi dla sztuki.
W wersji – na oko – bezalkoholowej, za to kalorycznej niemożebnie, też wygląda nieźle!
To galaretki?
Bo Hipek bardzo lubi galaretki…
Chiba tak, przekładane (chociaż pewnie de facto „zalewane” na zmianę kolorową galaretką i taką pianką, jak do „śmietanowca”). Ale podejrzewam, że to by trzeba w jakichś hurtowych ilościach naprodukować, bo każdego koloru po te, bo ja wiem, pół litra, czy ile tam się tej galaretki z jednego opakowania wedle przepisu robi, to z każdego nalać tę troszeczkę na jedną warstwę do pucharka, to tych pucharków musiałabyś mieć multum, żeby nie zostać z sześcioma garnuszkami w połowie wypełnionymi galaretką. A już w ogóle to nie wiem, jak te białe przekładki są zalewane i z czego one. Bo de facto powinno się zalewać na związaną galaretkę/piankę i czekać, aż każda warstwa zastygnie… Chyba że to jednak nie galaretka.
No wiem, wiem… od czasu do czasu daję się się wrobi… znaczy namówić. Tylko bez pianki, bo pianki nie umiem 🙁 Ale kto wie? Może one day? Kiedyś tam w przyszłości…
Ale pucharki piękne, apetycznie wyglądają
Ta pianka jest bardzo łatwa do zrobienia
Ubijasz śmietanę z cukrem, dodajesz soku z cytryny (czy jak kto woli kwasku cytrynowego), do tego dolewasz przestudzonej, rozrobionej żelatyny (musi być w dużym stężeniu) i już masz piankę
Ja czasami robię takie galaretki z pianką, ale nie chce mi się układać tego warstwami. Za leniwa na to jestem 

Kiedyś robiłam jeszcze ptasie mleczko… Też z żelatyną, tylko zamiast śmietany ubijałam białka i do części dodawałam kakao, a do części sok z cytryny. Takie było dwukolorowe
No tak, ale jak można zrobić tyle warstw, żeby pianka (ta biała), która była płynna, kiedy wylewałaś jej pierwszą warstwę, nie ścięła się na sztywno jeszcze w garnku, przed wylaniem ostatniej?
Dlatego nie robię takich warstw, bo za każdym razem trzeba rozrobić malutką ilość. Tyle co na jedną warstwę. Przynajmniej żelatyny. Ubita śmietana może postać i nie zastygnie. Z żelatyną momentalnie 🙂
Chyba że ktoś ma bemara 
Można też próbować podgrzewać żelatynę i nie dopuścić do jej schłodzenia, wtedy też nie zastygnie. Tylko robienie takiej warstwowej galaretki zajmuję parę godzin, bo galaretka musi zastygnąć i nie wiem kto się będzie bawił w podgrzewania żelatyny przez ten czas. Tym bardziej, że trzeba pilnować, żeby się nie zagotowała, bo będzie do wyrzucenia
Aż musiałem sprawdzić, co to bemar.
Też kiedyś nie wiedziałam co to bemar, ale on często występuje w krzyżówkach, więc się dowiedziałam

Rozwiązywanie krzyżówek kształci…
Idę kręcić za chwilkę.
To ja się pożegnam, bo potem nie będzie mi miał kto odstawić laptopa. PA PA
ps
Bożenko – to Twój był ten z kordełką? A byś się podzieliła…
Ja też.O to Ci chodzi Jo?
Dobranoc.
Spokojnej obu Paniom, bo już wykręciłem, co było do wykręcenia na dziś.
Ooo… no bo bez kordełki to jakoś tak nie teges…
A to ja już zapuszczę dobranockę, bo dzisiaj nietypowa będzie.
Ponieważ Wyspiarze są życzliwi kotom, dzisiaj będzie kocia dobranocka.
Z musicalu „Koty”? Nie.
„Kocia aria”? Nie.
Muzyka z dobranocki o kocie Filemonie i Bonifacym? Też nie!
No to żeby już dłużej nie trzymać w niepewności, poniżej dobranocka na dzisiaj. Żart muzyczno-graficzny Moritza von Schwinda, wiedeńskiego malarza i rysownika, który na papierze nutowym narysował atramentem i ołówkiem poniższą kocią symfonię. Jak twierdzi książka „Poezja wzorów”, dzieło to nigdy nie zostało zorkiestrowane ani zagrane, natomiast mogło być mniej lub bardziej kąśliwym żartem w kierunku skrzypka Josepha Joachima, któremu zostało zadedykowane.
Snów przytulnych i zwiniętych w kłębuszek!
Miau
Śliczności aluzja do kociej muzyki ?
Quackie się wykpił kotami, to ja na dobranoc odeślę państwa gdzieś ponad tęczę…
A to też ładne i a propos!
Dobranoc!
Kotka moja przytula się do mnie, a gdybym jej pozwoliła – przszłoby mi spać na dywaniku i śnić o tęczy
Dobranoc
Dzień dobry
Dzisiaj pogoda nie powinna już tak szaleć jak wczoraj 
W nawiązaniu do wczorajszej kociej muzyki…
Dżem dobry:-)
Słodki… 😉
„Whisky, moja żono” i inne kawałki…
Wyobraź sobie…że nawet byłem kiedyś ich koncercie jeszcze za życia R.L.
R. Riedla?
Tak. Nie wiem dlaczego napisałem R.L.
Ryszard RiedeL
Hm, przypomniała mi się pewna reklama, która bardzo szybko zniknęła z ekranów…
Nie oglądam reklam. Nie kojarzę praktycznie żadnych reklam z ostatnich 5 lat.
Witajcie!
Wróciliśmy na tę stronę, otrząsnąwszy się ze snów i kocich futerek…
Kot mi pod drzwiami miauczy. Chyba powinnam go wypuścić.
Miauczy jak z nut?
On jak z nut i bez nut. Taki zdolniacha.
Dzień dobry. Zaczyna się całkiem ładnie, a co przyniesie…? Poza pracką, ma się rozumieć?
DzięDobry :)) Witam w imieniu młodej lekarki na rubieży :))
pacjęt już nadchodzi;-)
Nadchodzi :))
Ja też nie staram się nie oglądać reklam, ta z dżemem akurat narobiła koło siebie wrzawy. Ale i tak ją bardzo szybko zdjęto.
Zmykam do pracki, będę zaglądał wszakże.
Przypominam sobie, była taka reklama, ale widziałam ją tylko raz czy dwa…
A teraz biorę się do pracy, bo dziś mam gości.
Dzień dobry ! „Na zachodzie bez zmian”. Odczekałam 1,5 godz. na pobranie krwi, korytarzyk był ciasny i mało wentylowany, więc wiatr bywa pożyteczny
Współczuję, 1,5 godziny u wampirów…
Dzień dobry


Tęcza przecudna!!!
Nawet taka powygryzana
Dzień dobry Ci!
Dzień dobry
Witaj Lordzie W.
Nawet żyrafa ma apetyt na tęczę 🙂
Witam Bożenko
No ale, u nas przecież żyrafy nie żyją. więc kto tę Ukratkową ponadgryzał ?
Jak napisał Tetryk, czarna łapa ulewy ją poszarpała
Tylko czy w Krakowie doją żyrafy???
to by podstawić kubełek na te kolorowe cukierasy!
Otóż to.
Być może
Skądś się tam te M&M -sy wzięły 
Pardon, monsieur – Skittlesy.
Widać, że nie jadam, a takie podobne
Ja do tego stopnia nie jadam, że nawet nie wiem, o czym mówicie…
Ja też nie jadam, ale często odklejam BB od stoiska ze słodyczami.
nie ma czego żalować, smakują jak pokrojone wymię żyrafy
Rrrany, ale mi się nudzi… Ja już takie koszmarne pierdoły robię z tych nudów, że normalnie zaraz zejdę…
Nuda? A co to jest?
To jest jak siedzisz na tyłku i nie możesz nic robić.
Jak ja bym sobie poprasowała… Albo posiekała cebulę… Albo cokolwiek…
A krzyżówki Cię interesują? Ja bym mogła godzinami je rozwiązywać.
Mam nadzieję, że Twoje bóle miną i znów będziesz mogła siekać cebulę…
Interesują, ale z pisaniem mam problem. Klikać mogę, ale już mała motoryka odpada.

Szybkiej poprawy życzę.
dzięki
Mistrzu Tetryku, mówimy o cukierkach Skittles i ich reklamie 🙂
Dzięki!
Ty lepiej powiedz, gdzie tę żyrafę trzymasz!
Zatkało mnie. Czy wiecie, że w gimnazjum i liceum literaturę omawia się na… fragmentach z podręcznika?!?!
w podstawówce tez…
To teraz już w ogóle nie czyta się literatury tylko bryki?
Powiem więcej: istnieją pomysły, żeby literaturę, zwłaszcza staropolską, TŁUMACZYĆ na współczesną polszczyznę, ponieważ uczniowie odmawiają czytania średniowiecznych i renesansowych wierszy, ale także „średniowiecznej” polszczyzny z XIX/XX w. (w „Krzyżakach”). Co więcej, Brytyjczycy i Amerykanie robią to już od jakiegoś czasu ze swoimi klasykami, np. Szekspirem. Puryści dostają apopleksji, ale poloniści-praktycy są za.
A wszystko przez to, że żyjemy w wieku informacji, kiedy jej zalew jest tak potężny, że trudno wymagać od uczniów skupienia na kilkusetstronicowej powieści.
No, pomysły nie są nowe – ze szkół pamiętam wydania Mickiewicza w których słowo „kochanka” w „Świteziance” objaśniano dzieciom w przypisie jako odpowiednik słowa „ukochana”, a z kolei w „Dziadach” przypis pod rozważaniami co jest pod twardą skorupą narodu – motyl barwny czy ćma paskudna – entuzjastycznie głosił geniusz wizjonerski wieszcza, który „przewidział ćmę bolszewicką”…
A to dobre!!!
Akurat z tą kochanką to być może i racja, nie mam w tej chwili w głowie, jak to się zmieniało od początku XIX w.
Co do ćmy bolszewickiej natomiast, to przypomina mi się ten odcinek „Zmienników”, w którym pisarz cudownie antycypował kartki na mięso…
Ukratku, takie właśnie było znaczenie tego słowa!
Nie no błagam…
Sorry – to my mieliśmy inne mózgi, czy tylko komputery i konsole nie zabierały nam czasu???
Wszystko to razem, ale i sam SPOSÓB przyswajania informacji się zmienia. Momencik…
Chciałem podlinkować jeden własny tekst na ten temat, ale widzę, że na Wyspie go nie ma. Trudna rada – trzeba przekleić.
Edit: wedle rady Mistrza Tetryka umieściłem tekst pod oryginalną datą na Wyspie, teraz mogę podlinkować – http://madagaskar08.pl/blog/2010/09/15/homo-hypertextus-szkic-o-zmianach-w-swiadomosci/
Aha, małe PS. Tekst jest oryginalnie datowany na 15 września 2010 r.
Nie. Nie i jeszcze raz NIE.
Nie zgadzam się. To jest wtórny analfabetyzm kulturowy.
Znaczy nie zgadzam się z tendencją nie z opisem.
Ale na co się nie zgadzasz? Na hipertekstowe odczytywanie rzeczywistości? To się przecież już dzieje, czy nawet stało. Sama zauważasz u własnych dzieci, ja u swoich też, niezależnie od specyfiki Twoich synów (co też o czymś świadczy).
Natomiast co do kwestii lektur, czy też ich przekładu na współczesną polszczyznę, można się, owszem, upierać przy tekście możliwie bliskim oryginału, ale w tym momencie opór materii, a dokładnie uczniów, jest tak duży, że stawia to pod znakiem zapytania celowość nauki na podstawie takich tekstów. Jeżeli rozmawiam z koleżanką z roku, polonistką w szkole nie wybitnej, ale też i nie jakiejś ostatniej pod względem IQ (gimnazjum i technikum), i ona mówi, że żeby ZACZĄĆ omawiać np. wiersz (fragment?) Reja albo Kochanowskiego, to najpierw musi przeczytać go na głos, wyjaśniając dzieciakom, co właściwie znaczy to czy tamto słowo (tzn. zdefiniować słownikowo), a dopiero potem może zrobić normalną analizę i interpretację wiersza? Toć żaden autor programu ani podręcznika nie przewiduje czasu na takie ceregiele.
Brak czasu jest też najpewniej przyczyną, dla której uczniowie pracują tylko nad fragmentami z podręcznika.
Nie. No jednak nie. Nie przeczytać całej Antygony, Pana Tadeusza czy Ziemi Obiecanej, choćby po to, żeby mieć własne zdanie, i mieć po tym średnie wykształcenie OGÓLNE to jest poza moją akceptacją.
Przykro mi. Zdania nie zmieniam.
No cóż, ja TEŻ bym chciał, żeby tak było (mimo że każdy ma własny kanon – ja np. do dziś NIE przeczytałem „Popiołu i diamentu”, a polonistykę jakoś skończyłem), ale jeśli tego chcesz, wymyśl, jak to zrobić, żeby dzieciak PRZESTAWIŁ się na czas czytania lektury z trybu hipertekstowego na linearny. Trudna sprawa. Jeszcze filmy załatwiają sprawę, jak cię mogę.
Miałem jeszcze jedną koncepcję, ale ona załatwia sprawę tylko częściowo i też nie do końca tak, jak Ty być chciała. Więcej na priv, bo kwestia może być rozwojowa, jeżeli chcesz.
A nie mógłbyś
jednak tutaj?
Wolałbym nie, bo jeżeli ktokolwiek miałby kiedykolwiek ją wdrożyć, to nie chciałbym, żeby „to już kiedyś było w Internecie”.
Oki
ha, cos tam mi się w głowie nie do konca poddaje tej hipertekstualnosci – wprawdzie reaguję na bodźce i klikam hasełka skaczące w bok, ale czekają w tle, aż skończę główny tekst.
Za to tych otwartych po drodze zakładek w przeglądarce mam czasem tyle, że już się iksik do zamykania nawet nie pokazuje i przy ostatnich odechciewa mi się czytać
I faktycznie, o ile kiedyś uwielbiałam gruuuube książki, by za szybko się nie rozstawać z bohaterami, teraz sięgam po nie mniej chętnie. I nie do końca można to tłumaczyć brakiem czasu i zmęczeniem po pracy.
Co do niezrozumienia tekstów staropolskich, cóż, język ewoluował bardzo, uprościł się, ubyło ozdobników, przybyło słów (najczęściej wulgarnych) za pomocą których, przy użyciu zaledwie jednego, mozna opowiedzieć całą historię
i ten dawny stał się niemal językiem obcym. Jeszcze jako małolatka wychowana na wsi miałam łatwiej, gdyż tam dłużej się przechowały pewne formy, ale i na moim roku literaturę polską do baroku włącznie wykładowca tłumaczył z polskiego na nasze wers po wersie. I choć oczywiście czytaliśmy całość wcześniej, okazywało się, że poziom zrozumienia nagle wzrasta kolosalnie 
Hm, na UAMie tłumaczono tylko takie słowa, co do których istniały sprzeczności interpretacyjne, a co do reszty – wymagano uważnej lektury wydania z przypisami, najczęściej Biblioteki Narodowej.
Osoby, które się z takim wydaniem nie zetknęły, powinny przyjąć na wiarę (bo coś mi się nie gugla żaden skan na dowód), że przypisy potrafiły zająć na stronie więcej miejsca niż oryginalny tekst.
Nie potrzebuję dowodu, bo takie strony pamiętam
TY nie, dlatego piszę o osobach, które się nie zetknęły.
No o to mi chodzi właśnie!
No fajnie, to teraz jeszcze zapewnij we współczesnej szkole dodatkowy czas na takie odczytywanie z tłumaczeniem.
Wiesz, większość rzeczy już dawno zginęła w mrokach niepamięci, dokumentnie obrzydzona, jednak nadal z sentymentem wspominam tamte zajęcia – wykładowca był na tyle mądry, że wiedział z jakim „zaangażowaniem” czytaliśmy tych wszystkich Morsztynów, Pasków i pociotków i wolał poswięcić czas dokładnemu omówieniu jednego wiersza, tak byśmy POCZULI o co w nim chodzi, a nawet polubili i wciągnęli się w dalsze, już własne odkrywanie kolejnych dzieł. A gdy obserwowało się jego pasję, jego zamiłowanie i jego ZADOWOLENIE, gdy dochodziliśmy do właściwych znaczeń…
Czytanie z przypisami, nawet BN-ki, to tak trochę jak nauka obsługi komputera z podręcznika – da się, ale o ileż szybciej i wszechstronniej z kimś, kto ma to w paluszku
No tak, na studiach to można znaleźć na to czas. Ale na niższym poziomie…
DobryWieczór:)) Powaliłeś mnie Mistrzu Q. Zauważyłem u siebie przeskoki z tekstu na inny, potem szukanie znaczenia jakiegoś słowa i w końcu zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi? Przecież czytałem baśnie Andersena a kończę na Orędziu Do Braci Moskali :)))
Niestety, każdy, kto korzysta z Internetu, jest skazany albo, jak kto woli, skażony takim myśleniem. Ono się bierze z samego sposobu podążania przez sieć, przynajmniej moim zdaniem.
Znalazłem Twój komentarz na Forum , dopisałem do niego swoje trzy grosze i po paru minutach , nie mogłem znależć tego materiału . Co się dzieje z tym Onetem ? Dobry wieczór 🙂
Dobry!
Witaj Maksiu
. Onet ? ostatnio nie mógł mnie zidentyfikować, a później nie pokazał moich wpisów. Trafiłam na czarną listę ?
Mignął przez chwilkę również Misiek ,by po chwili zniknąć jak kamfora . Drukują natomiast takie teksty , które nawet w żargonie knajackim są wyjątkiem . Smutne to
To jest ” dobra zmiana „?
Uwaga techniczna:
W takiej sytuacji mogłeś tekst opublikować tutaj jako wpis, ale z oryginalną datą – nie pchałby się wtedy na czoło ostatnich wpisów, a mógłbyś go spokojnie linkować w komentarzu. Podobnie przenosiliśmy opowiadania z Wyspy Dnia poprzedniego.
Tekst jest interesujący i lepiej byłoby mieć go w zasobach głównych, niż w komentarzach – zwłaszcza, że nie pozwalamy indeksować komentarzy.
No wiem, ale chciałem szybciej. Z braku czasu. Wedle reguł hipertekstowego czytania rzeczywistości.
O – już jest. To może wywalę z komentarza i zostawię link zamiast.
Jest coś na rzeczy, Kwaku. I to budzi mój opór, bo skutecznie spłyca rozumienie rzeczy, zjawisk i ludzi. „Dużo, byle jak i prędko”, mówiąc słowami Boya.
To może jednak wrócę do czytania p. Ulickiej. 🙂
Prawda, że spłyca. Ale odkręcenie tego wydaje się mało prawdopodobne.
No to sobie wyhodujemy inny rodzaj analfabetów.
I jeszcze coś : córka moich znajomych kilka lat temu wyszła za mąż za Szweda i po pewnym czasie ubiegała się o szwedzkie obywatelstwo.Oprócz dobrej znajomości współczesnego jezka musiał również wykazać się umiejętnością przeczytania ze zrozumieniem staroszwedzkiego. Szacunek dla własnego języka mają tylko Szwedzi ?
Hmm, nie znam żadnego cudzoziemca, który ubiegał(by) się o polskie obywatelstwo, ale faktycznie raczej przeczytanie fragmentu staropolskiej literatury, choćby nawet barokowej (historycznie najbliższej) i prozą, bez lirycznych udziwnień i metafor, nie wchodzi chyba w grę.
Takie czasy Wiedzminko 🙂 Mieszkam w tzw . dzielnicy robotniczej , w której funkcjonowało (?) kilkanaście wielkich zakladów przemysłowych zatrudniających przeróżnych fachowców, od zwykłego ciecia, do profesora z najwyższej półki . Dzisiaj po tych obiektach nie ma śladu , wszystkie zostały zgruzowane . Powstały w ich miejsce nowoczesne budowle , cieszące oko , ale tylko dla przeróznych banków , które każdego dnia mogą zwinąć interes i zostaną tylko puste skorupy . Może właśnie o to chodzi,aby było jak najwięcej analfabetów ?
Pewnie tak. W zdumienie wprawił mnie dziś pan Petru.
Czym? Bo nie mam zdrowia do śledzenia…
Zdziwieniem, że PIS miał swój nieujawniany plan działania .To gdzie on żył wcześniej ?
A tego właśnie nie jestem taki pewien. To znaczy na pewno będzie to inny rodzaj, ale czy analfabetów? Oni po prostu inaczej rozumieją i rozumują, fakt, że płytko, ale odnajdywanie pewnych informacji mają w małym palcu.
A że nie mają często bogatego tła i kontekstu, to już inna sprawa. I niemal na pewno są podatni na manipulację :/
Chyba się z Tobą zgadzam 🙂
A mnie się wydaje, że jednak analfabetów. Może nie w takim rozumieniu jak kiedyś, ale jednak…

Nie wiem czy zauważyłeś jak ubogie jest teraz słownictwo młodych? Oprócz wulgaryzmów niewiele znają. Nie mają też zdolności czytania ze zrozumieniem, co widać na wszelakich internetowych forach. Nie umieją się wysłowić… to co to jest, jak nie analfabetyzm? To że potrafią znaleźć takie czy inne informacje bardzo szybko, nie jest aż takie ważne. Bo czy zawsze umieją je wykorzystać? Już nawet szkoda wspominać o gramatyce, czy ortografii. I nie mówię tu o literówce, bo ta może się zdarzyć każdemu… Niektórych wypowiedzi nie da się zrozumieć, takim „polskim” jest pisana. Czy to nie analfabetyzm?
Młodzi nie muszą czytać, nie muszą pisać wypracowań (testy są nawet na maturze)… czy to nie jest tworzenie pokolenia niedouków?
Kiedyś nie rozumiałam po co mam się uczyć roczników statystycznych na pamięć. Po co mi kto ile węgla, czy ropy naftowej wydobył. Przecież to i tak się zmienia!!! Teraz wiem. Nie chodziło o te wszystkie dane, ale o ćwiczenie pamięci. Uczenie się wierszyków… do dziś pamiętam Inwokację. Młodzi nie chcą tego robić, bo uważają to za bezsensowne… i nie robią. Oglądałam ostatnio jakiś odcinek „Matura to bzdura”. Aż trudno uwierzyć, że młodzi ludzie mogą pleść takie bzdury!!! Młody chłopak poproszony o króciutki fragment Inwokacji mówi „myślę więc jestem”. To by znaczyło, że go nie ma, bo nie myśli… U jeszcze innego Paryż leży we Włoszech… a najbardziej mnie rozśmieszył fragment teleturnieju (nie pytajcie jakiego, bo się nie znam). Prowadzący mówi, że wyróżniamy trzy stany skupienia: ciało stałe, ciecz i… galaretka – odpowiada uczestnik. Chyba był na niezłym gazie
Jak to mówił Jan Zamoyski? „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie… Nadto przekonany jestem, że tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli.” Tylko czy o taką edukację mu chodziło?
Heh. Z tą galaretką to jednak jest problem:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.deltami.edu.pl/temat/fizyka/struktura_materii/2011/05/16/Fermionowa_galaretka/
Spróbowałem przeczytać i wymiękłem mniej więcej w okolicach rozróżnienia między bozonami i fermionami
Sęk w tym, że ten, jak go nazywasz, analfabetyzm, to – biorąc pod uwagę większość – nowa norma. Owszem, zdarzają się jednostki godne pochwały, tak jak np. pewien młody człowiek, który swego czasu pobierał nauki u małżonki, a mamy z nim kontakt do dzisiaj, z różnych względów, ale norma jest taka właśnie.
Nasuwa się tu ogólniejsza refleksja, że BYĆ MOŻE oznacza to początek końca jakiejś cywilizacji (słowa pisanego?), ale z przewidywaniem na taką skalę w ogóle jest cienko, więc może lepiej nie przesadzać z takimi prognozami.
Idę kręcić.
A ja się odmeldowywuję.
Miłych snów

A ja spać. Jutro mamy komisję odwoławczą Kuby. Ech.
Trzymam kciuki Jo.
Też!
Kciuków ci u nas dostatek, ale i moje się przydadzą…
Powodzenia!
Już ich sporo, ale może i moje kciuki się przydadzą
Spokojnej nocy wszystkim. Jestem, dzisiaj dla odmiany odkręcony.
Zanim Kwak zagra muzykę ja już zapalę lampkę na dobranoc….
To ja dzisiaj tak:
Dzień jest nieco ponurawy (deszcz + wiatr za oknem), więc coś ładnego, miłego, melodyjnego… A, niechby była milusia piosenka o Finlandii w wykonaniu Michaela Palina i reszty grupy Monty Pythona. O kraju, nie o trunku. Słyszeliście kiedyś? To posłuchajcie.
Mimo że to nie żaden egzotyczny kraj, ale ponoć – wg naocznych świadków – dużo spokojniejszy od naszego.
Snów również spokojnych.
Dzień dobry

Do czwartku, czyli Thanksgiving Day (Dzień Dziękczynienia) już blisko
A od czwartku do niedzieli WOLNE!!! 
Jeszcze tylko jutro do pracy i łykend
Co prawda zaraz poniedziałek, wtorek i środa, czyli najpaskudniejsze dni w tym miesiącu, ale… cieszę się z dwóch dni wolnych
U mnie jak na razie koniec ciepła
Wieje lodowaty wiatr z północy i na sobotę zapowiadają opady śniegu (7-12cm). A że jest duża wilgotność, to śnieg będzie mokry i ciężki.
Ziemia ciepła, więc pewnie ten śnieg nie poleży za długo… ale zawsze będziemy mieli go już za sobą. Za tydzień znowu ma być „ciepło” (+12C)
Tyle zapowiedzi… a jak będzie na prawdę – zobaczymy 
Cały śnieg proszę przekierować nad Alpy!
Dzień dobry. Wieje i leje i po to jest listopad aby wiało i lało.
Dzień dobry. Kawa rrrraz (chyba że jeszcze ktoś reflektuje).
Dzień dobry
Ale dziś zaspałam! To tak, jak się człowiek obudzi ciut za wcześnie i nie chce się jeszcze wstawać… 
Dzień dobry. Regularnie ostatnio wciskam na budziku „drzemkę” zamiast „wyłącz”.
Ja śpię bez budzika, nie muszę go nastawiać. Sama się budzę wcześnie, ale dziś mi się nie chciało wstać i jeszcze usnęłam.
Ooo, a kociczka nie ma udziału w Twoim budzeniu?
Ona też lubi pospać
Dzieeeń dooobryyy (ziew).
Dobry, ale nie ziewaj tak, bo to zaraźliwe!
Pewnie ze zaraźliwe, też zaczęłam ziewać…
Dzień dobry!
Pod pretekstem wymiany opon zrobiłem sobie dzień wolnego. Ponad godzinę spania dłużej… baaaardzo miłe…
Oo, dłuższe spanie lepiej robi oponom?
Zwłaszcza mózgowym!
Tak właśnie myślałem. Nie wiem, którą częścią mózgu.
A którą masz sprawniejszą?
Chętnie bym sprawdził, ale nie wiem, jak.
No coś ty! Mistrz Q. ma wszystkie części najwyższej jakości – tylko nie wie, która zawiaduje jaką funkcją…
W to nie wątpię
Jak śmiałam nawet o to pytać?!
DzieńDobry:)))
Dzień dobry całkiem!
To ja lecę troszku popracować.
Trochę tu za długo jak na niezobowiązującą rozmowę o pogodzie. Wciąż trzymając kciuki za Jo zapraszam na pięterko.
Mistrzu T., nie chcę technikaliami mieszać na nowym pięterku – co to za dziwne linki się pojawiły po prawej stronie w kolumnie ostatnich komentarzy? Jakby JEDEN WPIS komentował INNY?
To tak zwane trackbacki – we wpisie zamieściłem odwołania do wcześniejszych wpisów, i skrypt wyciągnął z tego takie konsekwencje 🙂
Pierwsze widzę, ale jeżeli tak ma być i nie jest to błąd ani spam – OK. Następne komentarze już na nowym pięterku.
Zajrzyj w te komentarze – znajdziesz tam informację, że dany wpis został cytowany w…