Jakiego grzyba wypatrywali uczestnicy najsławniejszego grzybobrania w naszych dziejach ? Pamiętamy, że w “Panu Tadeuszu” Wojski zbierał muchomory, że wszyscy dybali na rydza,ale co zbierali chłopcy, a co panienki? No jasne, “chłopcy biorą krasnolice, tyle w pieśniach litewskich sławione lisice”, a panienki za wysmukłym gonią borowikiem, którego pieś nazywa grzybów pułkownikiem”. Tym sposobem regionalizm wileńskidostał sie do języka ogólnopolskiego, w którym poza Wileńszczyzną nie było żadnego “borowika”, tylko “prawdziwek”.Obecniue nazwy te funkcjonują równolegle i sa równoprawne.
Polszczyzna wileńska – wszystkie te rzeczowniki występujące w innym rodzaju niż wszędzie w Polsce jak np. “ ptaszka”,ta “ telegrama”, ten “ kieszeń”; imiesłowy na “-wszy”tworzone od czasowników niedokonanych, np. “ bywszy”, “czytawszy”, “ wiedziawszy”; brak “ joty” w takich postaciach wyrazowych jak “ pódź”, “, “ zdejmi”, “ dotkni” – odchodzi w przeszłość. Szkoda, bo kto nie słyszał poezji adama Mickiewiczarecytowanej z dawnym “e” pochylonym zamiast “i”, z nie dość miękkimi spółgłoskami (s’edzy i z’ima”, “ c’ichy”), z miękko wymawianym “L” także w takich wyrazach jak “ lato” czy “las” – ten nie ma pojęcia czym naprawdę sa te wiersze.
Ciekawe, ze w XVIII-XIX wieku wilniuki zdawali się wstydzić swego języka upodabniając go do języka “ koroniarskiego”. Stąd brała się hiperpoprawność i używanie no. “o” zamiast “O” nawet wtedy, gdy nie było to zgodne z normą, jak wyrazy “sol” czy “ miod”. Mickiewicz też w otwierającym “Ballady i romanse” wierszu “Pierwiosnek” poucza: “ Przyjaźń ma blasku niewiele/I cień lubi jak me ziołka “.
Cóż to za polszczyzna – obruszali się współcześni oecie puryści językowi wytykając mu i inne “kwiatki “Choćby w “Romantyczności” : “czasem usłyszy macocha” zamiast “ a nuż “.
A jakim językiem jest napisany mickiewiczowski arcypoemat ? Już na początku Inwokacji autor używa wyrażenia “ bo tęsknię po tobie” zamiast “ za tobą”. Czytamy Pana Tadeusza dalej i natrafiamy na “ smug”. (“I widać z liczby kopic, co wzdłuż i wszerz smugów/Świecą gęstojak gwiazdy, widać z liczby pługów”
Tak mówiono w rodzinnych stronach Mickiewicza , podobnie jak “dóm mieszkalny”, a nie “ dom”.A obok mamy jeszcze nieszczęsnego świerzopa. Nieszczęsnego, bo już ofiarą tego “ bursztynowego chwastu stał się Gałczyński z humorem użalający się nad sobą :” Jestem ofiarą świerzopa”.
Wszędzie – znów poza Wileńszczyzną – na to zielsko mawiano “ ognicha”. Ładniej ? Rzecz gustu.
Sam Mickiewicz w przedmowie do drugiego wydania “Poezyj”z 1829 roku zatytułowanej wymownie :”O krytykach i recenzentach warszawskich”postawił kropkę nad “i”.”Oskarżano mnie głównie o psucie stylu polskiego wprowadzaniem prowincjonalizmów i wyrazów obcych. Wyznaję, że nie tylko nie strzegę się prowincjonalizmów, ale może rozmyślnie ich używam”.
I chwała za to Pannie świętej, co w Ostrej świeci Bramie.
Krzysztof Masłoń
OFIARA ŚWIERZOPA
Jest w I Księdze „Pana Tadeusza”
taki ustęp, panie doktorze:
„Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała…”
I właśnie przez ten świerzop neurastenia cała…
O Boże, Boże…
Bo gdy spytałem Kridla, co to takiego świerzop,
Kridl odpowiedział: – Hm, może to jaki przyrząd?
Potem pytałem Pigonia,
a Pigoń podniósł ramiona.
Potem ryłem w cyklopediach,
w katalogach i słownikach,
i w staropolskich trajediach,
i w herbarzach, i w zielnikach…
Idzie jesień i zima.
Ale świerzopa ni ma.
Już szepczą naokół panie:
– Cóż się zrobiło z chłopa!
Dziękuje, panie Adamie!!!
Jestem ofiara świerzopa.




Dzień dobry 🙂
A przy okazji dowiedziałam się co to jest ów świerzop ! Kto wiedział, że to ognicha ???
… jeszcze i ” gorczyca ognicha”? Nigdy nie byłam dobra z botaniki.
Cyklopedie podają, że ognicha to gorczyca polna, a świerzopowi bliżej moze do rzodkwi świrzepy, też z kapustowatych?…
Moje łapy pamiętają roślinkę (gorczycę), nie raz właziła w paradę marchewce
Na mojej wsi u 'poniemców’ funkcjonował podobny „kieszonek” 🙂 i jeszcze spotkałam taką zlepkę u dawnej koleżanki ze wschodniej strony „powiedziałam dla mamy” zamiast mamie 🙂
Jakoś mi się wydają podobne, tak ognicha ze świrzepą !
też ma żółte kwiatki ! a prawdziwy botanik pewnie by się złamał … co też ja wypisuję
Hmmm, a tego cwietka to ja nie kojarzę
Dzień dobry
Ja tam specjalistą nie jestem ale on wszak nie „bursztynowy”?
To co z niego za świerzop?
Witaj Bezetko…. każdemu swoje, regionalizmów jest wiele, niektóre są fajne, ale… „żem był” doprowadzało mnie do furii w młodszych latach. Galicyjska „odrażka” jakoś nie, ale ” ta litra”…wrrrrr:)
A mnie bawią takie regionalizmy
Wszystko jest kwestią gustu, Wiedźminko
Mnie też niektóre regionalizmy doprowadzały do szału, chociaż to i tak był nie taki szał jak u mojego ojca. Potrafił nawet sąsiadowi zwrócić uwagę, że tak się nie mówi
A sąsiad często mówił „byśmy robiliśmy”…

Witaj Ptasia Pani
Niektóre regionalizmy sa rzeczywiście zabawne lub historycznie ” uzasadnione” czyli jakoś archaiczne…. „Myśmy są” mnie bawiło…. 🙂
Witaj Wiedźmineczko
Jednych doprowadza do szału, innych bawi 

Czyli to co napisałam – wszystko kwestia gustu
Słoneczka wesołego na weekend, oby mniej pracowity 🙂
Wzajemnie! Choć póki co… zapowiada się bardziej 😉
nnnooo.. po tej mało spanej nocy może być zabawnie
Współczuję…

Przypominają się utyskiwania Rumaka…
Szaro, buro i ponuro!!
Nie, nie… narzekać nie będę
Dzień dobry
Chociaż dla mnie niezbyt szczęśliwie się zaczyna. Pół nocy nie spałam, a teraz na dodatek net mi szaleje 
Witaj Poranna mnie też wymiotło z łóżka ! Świat nie widział mnie o TEJ porze przy kompie…a nie ś
pię od 3: nad ranem
Toteż się zdziwiłam, widząc Cię o tej porze. Co to było, że ja też o trzeciej się obudziłam i zasnąć nie mogłam…
Śpij…
Patrzałki mi się zamykają, chyba utnę sobie krótką drzemkę.
Nie ma co się męczyć… Wyłóż się wygodnie

i…. oczka zmruż
No i już drzemkę ucięłam. Teraz czas na spóźnioną kawkę na lepsze przebudzenie… Komu jeszcze?
Ale wszystkim życzę pięknego dnia
jest świerzop.
Wiedźminko, pięterko nader pouczające! Też nie wiedziałam co to
Stosujemy swoisty ” płodozmian” żeby nie było nudno
Jasne, urozmaicenie jest wskazane
Dzień dobry



Jak nic jestem ofiarą świerzopa! Neurastenia!! O!!
Świerzop czy ognicha, jak go/ją zwał jest częstym gościem w mym ogródeczku
Pożyteczne to to chyba nie jest
Dzień dobry Skowronku
! Chwaściska sobie rosną niepielęgnowane…. i dobrze im tak, a Tobie gorzej…
Wiedźminko, gołąbka do Ciebie puściłam
Zbieram się popracować na wysokościach. Bez entuzjazmu..
i Najjuniora, się rozumie 😀
PS
A to dla Mistrza Q
A może przede wszystkim??
Dzień dobry 🙂 Wojski muchomory zbierał pewnie na bimber, piłem taki pędzony na teściówkach, aczkolwiek z pewnym niepokojem, ciekawy smak 🙂 🙂
Ps. Doszedłem wreszcie dlaczego mi blogi blokowało, to Adblok + nowy antywirus gryźli się wzajemnie po kostkach, nagle przestali bo wyłączyłem Adbloka [program do blokowania reklam] 🙂
Wojskiemu muchomory najpewniej na trutkę muchom były potrzebne, bo znamy z xiąg poematu przecie inszych, że był na te stworzenia zajadły okrutnie:) Co się borowika tyczy, to potwierdzam, że go staropolszczyzna nie znała, pielęgnując za to „borowicy”, różnie po ziemiach szczególnych rozumianej, już to jako wrzos, już to jako w ogólności bagno czy trzęsawisko, a nader często tak i paproć wołano…
Kłaniam nisko:)
Bardzo ciekawy wywód, faktycznie jak sama nazwa wskazuje muchomor powinien być zabójczy dla much, ciekawe jak wygląda etymologia tej nazwy, Brzechwa w wierszyku „Grzyby” też zauważa muchobójcze zalety muchomorów 🙂
„Ledwo rzekł to, wtem patrzy, a z boru
Maszeruje pułk muchomorów:
„Przychodzimy z muchami wojować,
Ty nas, królu, na wojnę prowadź!”
Moja babcia robiła trutkę na muchy właśnie z muchomorów. Nie pamiętam dokładnie receptury, bo byłam za mała, żeby się tym dokładniej zainteresować, ale pamiętam malutkie spodeczki na oknach i zakaz nawet dotykania, nie mówiąc o próbowaniu
Dokoła tych spodeczków zawsze leżała cała masa padłych much. Babcia je codziennie zbierała i wyrzucała…

A mój wujaszek, mieszkający na wsi, zawsze powtarzał, że muchy to „przyjacieli”, bo zaczynają kąsać od 4 rano i budzą do porannego obrządku lepiej niż budzik
Twoja babcia prawdopodobnie była kolezanką mojej babci , która muchomory na spodeczku lub innej podstawce ,wpierw polewała gorącą wodą , a następnie polewała śmietanką z dodatkiem cukru .Muchy padały pokotem i był to bardzo skuteczny sposób na nie . Zdarzało się jednak , ze czasami ze spodeczka liznął parę kropli kot i ….. no właśnie nie nadaje się do druku .
Gdyby kot wyłapał muchy, nie byłoby potrzeby wykładać spodeczków. Albo się pracuje, albo się ponosi konsekwencje.
😉
Kot ma łapać myszy, a nie muchy!!!
Niby też na „m”, a jednak różnica duża

Dlatego napisałem ze zmrużeniem oka. A kot łapie to, co chce. U znajomych na działce np. owady latające, aczkolwiek być może z nudów.
To fakt
Niby kot jest „specjalistą” od gryzoni, ale (szczególnie młody) łapie wszystko co się rusza
A jeszcze jak to ruszające się wydaje „niepokojące dźwięki”, to tym większa atrakcja 
Witam Wachmistrzu !
Z podziwem, bo z Waćpana skarbnica wiedzy ogromna !
Dzień dobry późnawe! Dzień się zapowiada przyjemny (aczkolwiek nie pogodowo, ale to jakoś dzisiaj jestem w stanie zjeść), chociaż troszkę obowiązków mam, domowych i innych.
Jestem na Wyspie na stendbaju w takim razie 🙂 z wyjątkiem chwil, krótszych lub dłuższych.
DzieńDobry :)) Czytam, witam i podziwiam :))
Dzień dobry
chociaż za oknem szaro…
Na drzemkę niestety nie mogę sobie pozwolić, jak to przy sobocie … praca wre! 

Zdaje się, że właśnie zostałam ofiarą świerzopa . Od zawsze myślałam, że to rzepak
U mnie noc też była „ciężka”, zresztą ostatnio to już chyba norma
Wyspowiczom pięknego dnia życzę
Dzień dobry. Jeżeli wybierasz(-acie) się samochodem do Trójmiasta, to w tej chwili leje, więc może być ślisko, zwłaszcza na obwodnicy.
Witam 🙂 Miało być dzisiaj ale tak wyszło, że nie dzisiaj 🙁 Dwie współtowarzyszki się rozchorowały 🙁 W związku z powyższym musimy zaczekać na następny termin, a to dopiero za miesiąc

Niemniej jednak dziękuję pięknie Quackie za pamięć i ostrzeżenie
Ależ nie ma problemu. A rekomendacje knajpiane pozostają w mocy na dłuższy czas (no chyba żeby zamknęli dane miejsce, ale na razie nic na to nie wskazuje).
Mam nadzieję 🙂 Już wybrałyśmy (oczywiście z proponowanych) 🙂
Wzajemnie Kopciuszku miły ! Nie daj się
zaorać !
Już sfolgowałam Wiedźminko 🙂 Czas na kawę i relaks
Witajcie!

Nie będę narzekać, więc się pochwalę, że po zakupach i śniadaniu poszedłem się zdrzemnąć i dopiero zaczynam kawę!
Jakoś ani świerzop, ani ognicha mnie dotychczas nie absorbowały – ten pierwszy jawił mi się wręcz jako konstrukcja poetycka Mickiewicza! 😉
Co tam świerzop, dzięcielina to dopiero pała :)))
ba… i nawet nie do bejsbola 🙂 Dzień dobry Stateczku !
Witaj Czarodziejko :)) Wiosennie :))
Witaj Ukratku !
Ja też po zakupach i drzemce stwierdzam, że świerzopa mialam za rodzaj Konia (!!!), zabijcie mnie – nie wiem dlaczego. A dzięcielina do rymu z cielęciną, to chyba zwyczajna koniczyna ? 
Na chwilkę wybywam.
Wiedźma ma dzisiaj dzień gołąbków, widzę ;)))
Może na obiad zrobi?
Znalazłem u kolegów bardzo intrygującą filiżankę do kawy – myślę, że klub kawowy będzie zaintrygowany:

No ładnie. I niech ktoś jeszcze powie, że kofeina nie wciąga!
Urocza jest ta filiżanka 🙂 Jedynie trzeba uważać na macki, żeby sobie dzióbka nie pokaleczyć
Ośmiorniczka? czy co insze ?
z czymś mi się kojarzy… 🙂 Z duchem ?
Glaca faktycznie jak ducha, tylko te macki…


Czyżby to „postrzępiony duch”? Czy duch ośmiornicy?
Hmmm, małżonka niegdyś jeszcze jako moja narzeczona od własnego brata otrzymała kawę z mlekiem w podobnym naczyniu, z tym że zamiast ośmiorniczki ze środka wystawał mały męski wacuś. No cóż. Szwagier urolog i miewa takie zawodowe poczucie humoru.
Ostatnio znajoma opowiadała, że na wieczorze panieńskim jej córki pojawił się tort a wisienką był właśnie ….
Kojarzy mi się taki dowcip: na wieczorze kawalerskim dla prezesa wielkiej korporacji wjeżdża na salę olbrzymi dwumetrowy tort. Zapada ciemność, tylko punktowy reflektor świeci na tort. Werbel. Zaczyna grać zmysłowa muzyka. Goście czekają, czekają, czekają… i nic.
A na zapleczu szef restauracji opieprza kucharza:
– Ile razy ci mówiłem, że striptizerkę wkładamy do tortu PO JEGO UPIECZENIU!!!
Ha, ha … dobre !
Miral – Anglicy mają określenie na Twoją puentę: BULL’S EYE! A po naszemu: w dziesiątkę!
Jakoś tak mi to przyszło do głowy…

…chociaż to taka makabreska
Filiżanka wygląda rewelacyjnie!
Ale jak ją się myje po kawie (sypanej)?
Mycie to może nie taki wielki problem Krzysiu 🙂 Ja należę do tych „cukrujących”, zastanawiam się jak poradziłabym sobie z rozmieszaniem cukru
To faktycznie może być problem…
A ja sobie wyobrażam reakcję nieświadomego gościa, który podnosi do ust normalną filiżankę pełną kawy, przechyla, i…
Surprise …
Szczególnie jak najpierw wylezie z kawy ta łysa glaca

Dzień dobry

Ale to raczej rośliną nie jest

Nigdy nie byłam dobra z botaniki i uważam za sukces, że potrafię odróżnić różę od nasturcji
W szkole, gdy omawialiśmy „Pana Tadeusza”, nauczycielka wyjaśniła nam, że świerzop to taka roślina i to mi wystarczyło. Wcześniej nazwa ta kojarzyła mi się ze świerzbem
Jeżeli chodzi o botanikę, to staram się zawsze zasięgać opinii specjalisty, ale ponieważ mam ich daleko (kuzynka specjalistka od ogrodów na drugim końcu Polski, Kuma – mgr łąkarstwa – po Twojej stronie Wielkiej Wody, tyle że pod Waszyngtonem DC), to zazwyczaj oczekiwanie trwa i trwa, czasem tak długo, że rozpoznawana roślinka zwiędnie… 😉
Lecę powitać
gołąbki 🙂
Tak jest!
Z gołąbkami to cała historia . Młode małżeństwo umówiło się ,ze dopuszczalne są małe zdrady beż konsekwencji .Każde miało puszkę, do której wrzucano po zdradzie, ziarenko ryżu . Po latach otwarto puszki i okazało się że w puszce małżonki było tylko jedno ziarenko ! Mąż zdretwiał z wrażenia , bo wiedział ile tego towaru jest w jego naczynku .Rzucił się do stóp żony całując co się dało i wymamrotał : Kochanie , tylko raz ? Kobieta trochę się zmieszała i mówi : będę szczera , niezupełnie raz , czy pamietasz kochanie te gołąbki z ryżu , które jedliśmy wczoraj ??
Doskonałe. Nie słyszałem/ czytałem!
Znaczy się, „maleńkie” były te zdrady 😉
Może nie tyle „maleńkie”, co „rzadkie”
O! to, to
Szanowny kolego pancerny!
Uprzejmie proszę zajrzeć na pocztę!
Tort odpada, gołąbki też 🙂 Żeby się za dużo nie rozleniwiać, zmykam piec ciasto z cukinią
Czy może czekoladowe? Pamiętam, jak Junior u Kumy wcinał czekoladową babę, aż mu się uszy trzęsły, wsunął w sumie może z połowę bez mała, aż mnie Kuma wzięła na stronę i mówi: – Słuchaj, powiedzieć mu, że to ciasto z cukini? Ja na to: – Ależ broń Boże!
A trzeba Wam wiedzieć, że Junior reaguje obrzydzeniem na większość owoców i warzyw (lista wyjątków jest króciutka).
To dokładnie tak samo jak młodszy z moich bratanków.
Każde warzywko, to dla niego trucizna i nie jada. A na surową cebulę reaguje bardzo ostro. Nawet jak coś ma kroić na desce, to z przyzwyczajenia zawsze obwącha, czy przypadkiem nie śmierdzi cebulą
Deska i nóż… Z warzywek jada w zasadzie tylko ziemniaki, a i to w postaci frytek
A co najśmieszniejsze mój brat używa w kuchni wszelakich warzyw od zawsze, także dzieci powinny się do tego przyzwyczaić
Jeden się przyzwyczaił, drugi nie…
Junior jada (w charakterze warzywa do obiadu) wyłącznie
brokuły, kalafiora lub fasolkę szparagową, z tym że koniecznie z zasmażką z masła i tartej bułki. Surówek – żadnych. Z owoców wyłącznie jabłka, a i to pod warunkiem, że obrane i pocięte w dzwonka. Edit: ziemniaki tak, no ale to jako wypełniacz. Sos pomidorowy do spaghetti lub keczup – o ile w tym pierwszym nie ma wyraźnych kawałków pomidorów.
Najjunior nie ma takich problemów.
O to to. Czyli mają podobne gusty. Z tym, że bratanek nawet tych wymienionych warzyw nie jada. Spaghetti też nie, bo bywają w tym i pieczarki i różne warzywka.
Poprosiła, że może chociaż sosem poleje, bo jak tak na sucho te ziemniaki jeść. Dodała, że sos jest bezpłatny
I chyba do końca nie uwierzyła, że ten mały nic innego nie chce jeść 
W sumie to i tak lepiej, niż dawno temu młodszy syn mojej siostry. On jadał tylko chleb z masłem i z solą, albo gotowane ziemniaki. I to bez niczego. Żadnego sosu, czy mięska, że o surówce nie wspomnę. I nie zapomnę jak kiedyś byliśmy na wyjeździe w Wydminach i poszliśmy na obiad do restauracji. Szwagier zamówił mu same ziemniaki. Kelnerka patrzyła ze zgrozą na dorosłych i ze współczuciem na dziecko. Pewnie myślała, że to za karę
Wydawałoby się, że człowiek który tak je, będzie miał nadwagę: węglowodany, cukry (chociaż to zdaje się zbliżone związki), białka, tłuszcze i niewiele więcej tak naprawdę, do tego brak ruchu (bo komputer i gry). Tymczasem Junior jest wręcz chorobliwie chudy, nie da się patrzeć, jak zdejmie koszulkę, a ponieważ brakuje mu do mnie jeszcze 0,5-1 cm, to taki „strach na wróble”.
Chętnie bym się podzieliła…
Ba. Sam bym się podzielił.
Mnie to nie dziwi, że Junior jest taki chudziutki. Jest on na etapie rośnięcia, więc zużywa dużo kalorii i nie tylko, do budowy organizmu. Pamiętam jak moja córka jadła. Ziemniaków potrafiła wciągnąć tyle, ile pozostała trójka naszej rodziny razem wzięta
Potem ten apetyt jej minął i teraz musi dobrze się starać, żeby nie stracić linii. A była chuda jak szczapa i zdawało się, że może jeść wszystko i nie przytyje… do czasu 
) też jest bardzo zdrowy, a fasolka szparagowa zawiera całą masę różnych minerałów, czyli tego, czego Twój syn potrzebuje. Nie martw się, jeszcze przytyje (jak przestanie rosnąć) i zacznie mieć te same problemy z wagą jak… inni. 
Jeszcze trochę i Junior zacznie jeść więcej różnych rzeczy i smak mu się zmieni. W sumie jada akurat najzdrowsze warzywa. Z tego co czytałam brokuły działają antyrakowo, kalafiorek (mnniam
Bóg zapłać za dobre słowo. Oby.
To rzeczywiście problem, bo co jeść oprócz warzyw? Mięso, kasze, kluski… Ubogie by było nasze menu bez warzywek
Ten skład uwielbiam :)Brokuły, kalafior, fasolka przygotowane w parowarze ….
No ale gdybyś miała się ograniczyć TYLKO do nich?
Co to, to nie! Prócz tego, że zdecydowanie mączna, również mięsożerna jestem
Źle się wyraziłem: gdybyś miała ograniczyć warzywa (ziemniaki wyłączam) tylko do tych trzech? Mięso i produkty zbożowo-mączne pozostawiając na dawnym poziomie?
A mówią, że niewiedza szkodzi 🙂 Jak widać po przykładzie Najjuniorka nie zawsze 🙂 Może być i czekoladowe aczkolwiek jedynie kolor jaki zmienia po dodaniu cynamonu może je przypominać 🙂
na przez babcię 🙂 Ja z kolei jadłam czekoladową zupę, a była to czarnina z szarymi kluseczkami
Wówczas zajadałam się tą zupą, jak już poznałam skład – nigdy nie ruszyłam 
W dzieciństwie byłam podobnie oszukiwa
Czernina jako zupa czekoladowa! Mistrzostwo świata (w ściemnianiu dzieciom)!
Czernina bleeee
Ja z kolei jadłam jajecznicę z móżdżkiem
I też mi to nawet smakowało, dopóki nie dowiedziałam się dokładnie co to jest
Teraz tego nawet długim kijem nie dotknę i nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła do zjedzenia tego „smakołyku”
Za to kiedyś na flaki nawet patrzeć nie chciałam i sama nazwa mi wystarczyła, żeby obrzydzić jedzenie. A teraz sama je gotuję i z małżonkiem jemy to z wielką przyjemnością. Nasze dzieci do dziś flaków nie jedzą
Także gusty i smaki się zmieniają…
Pogadaliśmy o jedzeniu i jakoś zgłodniałam
Chyba odwiedzę kuchnię, a szczególnie lodówkę 
Ja dopiero wróciłam do domu, ale jeszcze czuję obiad, który zjadłam o 13:00.
To musiał być bardzo dobry obiad
U mnie nie ma jeszcze 11, to na obiad za wcześnie
A że śniadanie jadłam przed 7…
Pojadłam
Jeszcze tylko na deser zrobię sobie herbatkę z kwiatu hibiskusa i mogę się brać za robotę 
Co tu tak cicho? Czyżby już wszyscy poszli spać?
No to i ja się pożegnam.
Dobranoc 
Dobranoc Bożenko
Za chwilę zaczynam seans filmowy, więc też się pożegnam wraz z BrunuhVille, jeśli ktoś ma ochotę posłuchać 🙂 Jeden z moich ulubionych wykonawców 🙂
Spokojnej i pięknej nocy. Dobranoc
Nieco późnawo dobranocka.
Poniższy utwór grupy Bee Gees pochodzi z czasów zaraz po ich największym sukcesie – ścieżce dźwiękowej do „Gorączki sobotniej nocy”. Jeżeli wierzyć krytykom, utwór „Spirits (Having Flown) jest po prostu brazylijską bossanovą przefiltrowaną w Miami przez brzmienie Funky Nassau.” I oczywiście wyposażoną w głosowe harmonie braci Gibb.
Snów wysoko latających!
Chwilę mnie nie było, bo poszedłem do dziecków. Dyskusja smakowita mnie ominęła – zwłaszcza zupa czekoladowa…
Hyyhy. Tak, to wyjątkowa sprawa, ta zupa. Z bardziej oryginalnych zup dostawałem w dzieciństwie zupę „nic” z jajek, ale nikt mi nie wmawiał, że jest z czegoś innego niż była.
A zupę „nic” to i ja jadałem – słodka i z bitą pianką…
Podejrzewam, że bomba kaloryczna
No to Panowie – kwiatki w dłoń i życzenia a całuski dla Jubilatki, a tort z bitą śmietaną Was nie ominie
Tymczasem – lampka dla śpiochów i nie tylko