« "Kobieta z innej planety" (fragment) Kołysanka »

Ja tam w duchy nie wierzę – chociaż są!

To były dawne czasy… Wakacje między trzecią a czwartą klasą liceum zapowiadały się ciekawie – przynajmniej staraliśmy się wypełnić je w całości, bo po cóż siedzieć w domu? Miałem wtedy przyjaciela, z którym się bardzo dobrze rozumieliśmy. To był właściwie dziwny zestaw: Witek był fantastą, zafascynowanym (dość powierzchownie zresztą) filozofią i sztukami walki Wschodu; liznął co-nieco judo i pozował na „chłopca z ferajny”. Przy nim ja, sportem, a zwłaszcza walką zupełnie nie zainteresowany, znacznie więcej czytający. Fakt, że wyobraźni i fantazji mieliśmy obaj sporo, stosownie do wieku. Gadaliśmy na różne tematy dość dużo, i osiągnęliśmy taki stopień porozumienia, że Witek, który lubił od czasu do czasu postraszyć kogoś zamarkowanym albo i wymierzonym ciosem (takie bywały rozrywki młodzieży męskiej w owych czasach i miejscach), mnie jednego w żaden sposób zaskoczyć taką niespodzianką nie mógł – po prostu wcześniej wiedziałem, gdzie i kiedy zaatakuje i stosowałem w porę uniki. Żartowaliśmy czasem, że czytam w jego myślach – oczywiście dało się to wytłumaczyć dobrą znajomością sygnałów mowy ciała.

W wakacje trzy tygodnie, których nie zapełniały nam inne imprezy, postanowiliśmy spędzić razem, do kompletu z dwiema dziewczynami rzecz jasna, wędrując z namiotami. Niestety, okazało się, że jedna z dziewczyn, już pracująca, może mieć urlop dopiero trzy dni później. Mówi się trudno – pożegnaliśmy rodziny, wyruszyliśmy w góry – i zaraz za miastem zabiwakowaliśmy w lasku, w oczekiwaniu na Baśkę. W sobotę we dwóch wróciliśmy do miasta – w pełnej konspiracji, rodzice byli przekonani, że już jesteśmy daleko – poszliśmy skrajem osiedla pomóc jej się spakować i zabrać na szlak. Pechowo na skraju osiedla, obok Domu Kultury, była masa ludzi – jakieś pokazy lotnicze z okazji święta branżowego czy coś w tym rodzaju. Moi rodzice nie byli miłośnikami takich imprez, więc niespecjalnie obawiałem się ich spotkać, ale rozglądaliśmy się starannie – na wszelki wypadek. Głupio byłoby tłumaczyć się, dlaczego jesteśmy tu na luzaka, zamiast z plecakami za Zagórzem…

Gdy dochodziliśmy do wylotu ulicy, na drugim końcu której mieszkałem, zauważyłem w Witka wzmożenie czujności i postanowiłem sobie zażartować. Wskazując uliczkę, wyszeptałem dramatycznie:
– Popatrz, Witek, moi starzy idą!
Witek spojrzał nerwowo, zesztywniał, gdy ich ujrzał, i w tym momencie ja też ich ujrzałem – moment później daliśmy nura w tłum i opłotkami pognaliśmy po Baśkę.
Ja wiedziałem, że zacząłem od żartu; wiedziałem też, że wyobrazić sobie własnych rodziców nie jest żadnym problemem. Jak już potem na chłodno omawialiśmy sytuację, poprosiłem go o dokładne opisanie, co zobaczył. Opisał mi szczegółowo ubranie i ojca i mamy, miejsce, w którym ich widział, nawet gest podania mamie ramienia, gdy schodziła z krawężnika. A nie znał ich na tyle dobrze, żeby to wszystko zmyślić; zresztą obrazek zgadzał się co do joty z tym, co ja zobaczyłem. Uznaliśmy, że mój żart był proroczy i że bardzo dobrze, że nas nie zauważyli…

Wyjazd był bardzo udany. Wróciliśmy zgodnie z planem, opaleni i zadowoleni. Zapytałem oczywiście rodziców o wrażenia z imprezy, „która podobno odbywała się tutaj, jak nas nie było”. Nie mieli nic do opowiedzenia – w tamten weekend byli u rodziny na wsi, ok. 100 km od miejsca, gdzieśmy ich obaj widzieli.

Oczami wspólnej wyobraźni – jak się okazało.

159 komentarzy

  1. Tetryk56 pisze:

    W całej tej historii jedynie imiona są zmyślone – howgh!

  2. Tetryk56 pisze:

    Przy okazji wypraktykowałem wpisywanie do Biblioteki Mediów obrazków bezpośrednio z sieci. W trybie „zwykłego dodawania pliku (jak z dysku) wybieramy „Przegladaj” i w pole „Nazwa pliku” wklejamy adres sieciowy obrazka. I już go tam mamy i możemy wskazać ikonę wpisu z biblioteki. Delighted

  3. Wyimaginowany pisze:

    Słoneczne i bardzo gorące dzień dobry Happy

    Nie było kołysanki,za to na dzień dobry będzie coś „na ostro”

    Wink

    • Bożena pisze:

      Witaj Lordzie W Delighted A Ty wierzysz w duchy? Może też miałeś z nimi jakąś przygodę?

      • Wyimaginowany pisze:

        Dzień dobry Bożenko Delighted

        Osobiście nie doznałem bliskiego spotkania z żadnym z duchów,może była jedna taka sytuacja ale to być może była tylko kwestia chcenia i automanipulacji dotyczącej podświadomości.
        Jeżeli chodzi o wiarę to staram się mieć otwarty umysł i nigdy nie powiem,że one nie istnieją lecz tak samo podchodzę na przykład do alternatywnych metod leczenia i tak zwanych cudów nie tylko medycznych Wink

        • Bożena pisze:

          Masz rację. Jeśli czegoś nie można udowodnić, nie powinno się twierdzić że coś jest, czy czegoś nie ma. Z duchami nie miałam żadnych innych spotkań, więc nie wiem co myśleć o tym. Na razie nie wierzę, ale gdyby ktoś mi udowodnił że istnieją, to bym zmieniła zdanie bez oporu.

        • miral59 pisze:

          Szczególnie do tych niemedycznych cudów, podchodzę bardziej niż sceptycznie Pleasure Bo w medycynie, bardzo często silna wiara w wyzdrowienie, czy przedłużenie życia pomaga i to bardzo. Sami nie zdajemy sobie sprawy jak nasz mózg potrafi leczyć, albo zabijać. I to nas samych. Hipochondrycy wymyślają sobie choroby i nawet odczuwają ból… a czasami ludzie siłą woli wychodzą z najgorszych chorób i lekarze są zdumieni, bo się nie spodziewali…

          • Tetryk56 pisze:

            Mawia się, że jeżeli pacjent chce żyć, to medycyna jest bezsilna! Wink

            • Bożena pisze:

              To prawda. Wola życia może zdziałać cuda. Happy

            • Wyimaginowany pisze:

              Witam mistrzu T. Happy

              Niestety ten kij jak wszystkie ma dwie strony,jeżeli nie chce to medycyna również jest bezradna.

              • miral59 pisze:

                Masz rację, Lordzie W. Czytałam kiedyś o doświadczeniu. Skazanego na śmierć zapytano, czy zgodziłby się wziąć udział w eksperymencie w zamian z zmianę wyroku. Nie poszedłby na krzesło elektryczne, zostałby do końca życia w więzieniu. Zgodził się. Położyli go na stole i przywiązali w taki sposób, że nie mógł poruszać głową. Potem poinformowali, że przekłuwają mu tętnicę szyjną. Owszem, ukłuli go, ale nie tak jak to powiedzieli. Z małej rurki, która była zaczepiona przy łóżku, ciekła woda do małej menzurki i pacjent to słyszał i czuł na szyi ciurkającą „krew”. Chyba po pół godzinie zaczął na nich krzyczeć, że przecież obiecali mu zmianę wyroku, a spokojnie czekają, aż się wykrwawi!!! Nie reagowali. Czy możecie sobie wyobrazić, że po godzinie ten człowiek zmarł?!!! A przecież był zdrowy!!! Bo badali go przed eksperymentem. Podczas sekcji zwłok, nie znaleźli żadnej przyczyny jego zgonu… Po prostu serce przestało bić… Nie powtórzyli już tego eksperymentu. Bali się, że niechcący uśmiercą kolejną osobę. Oni spodziewali się, że ten człowiek z wrażenia zemdleje, ale nie że umrze!!!
                I sami nie wiedzą jak to wszystko dokładnie wytłumaczyć. Chyba tylko jako silne oddziaływanie psychiki na organizm. Silny stres, który może nawet zabić Pondering

          • Wyimaginowany pisze:

            Witam Miralko Happy

            Widzę,że skłaniasz się Miralko ku filozofii medycyny dalekiego wschodu, to tam przywiązują większą uwagę do samouzdrawiających sił naszego organizmu.Tylko czynisz to w takim przyjaznym dla naszej współczesnej medycyny wydaniu stawiając na strukturę anatomiczną wszech uznaną.U nas w medycynie postacią wiodącą jest Bóg,właściwie dwóch,często gęsto mam problem z odróżnieniem , który jest nad a który podrzędny Wink

            • miral59 pisze:

              Witaj Lordzie Delighted
              Wiem, że nie zawsze i nie wszystko zależy od nas samych, ale bardzo dużo…
              Przed wyjazdem pracowałam w szpitalu wystarczająco długo, żeby się napatrzeć. Pamiętam jak kiedyś rozmawiałam z panią profesor z onkologii dziecięcej. Zajmowała się białaczkami. Zapytałam ją, czy zdarzyło się jej wyleczyć jakieś dziecko. Powiedziała mi, że w zasadzie nie, ale miała jeden przypadek… Na oddziale leżała dziewczynka w ciężkim stanie. Na prośbę rodziców wypisali ją do domu. Oni chcieli, żeby ostatnie chwile spędziła w rodzinnym gronie. Pani profesor poradziła im, żeby nie zmuszali dziecka do przyjmowania leków, o ile nie będzie chciała ich brać. Skoro tyle różnych terapii nie pomogło…
              Po kilku latach, ta dziewczyna, już kobieta, przyszła do pani profesor pochwalić się swoją córeczką. Po chorobie nie zostało ani śladu. A przecież była umierająca!!! Zdumienie pani profesor było ogromne, ale też i radość wielka. Ona była przekonana, że to dziecko od dawna już nie żyje Pleasure
              I jak mi powiedziała, nie ma pojęcia dlaczego to dziecko wyzdrowiało. I bardzo tego żałuje. Bo gdyby wiedziała, mogłaby zastosować, a przynajmniej wypróbować u innych dzieci… może udałoby się uratować jeszcze kilka sztuk…
              To było wiele lat temu, może teraz więcej dzieci daje się z tej strasznej choroby uratować. Może niektórym przeszczep szpiku pomaga… ale nadal to tylko niewielki procent Sad

    • Alla pisze:

      A ja sobie wysłuchałam przed snem Pondering
      I co teraz?? Upiór???
      No!No!

  4. Bożena pisze:

    Ja tam też w duchy też nie wierzę, ale jednego przypadku nie mogę sobie wytłumaczyć. Nie wiem czy Wam to opowiadałam, ale nie szkodzi przypomnieć. Otóż zdarzyło się to dokładnie w rocznicę śmierci mojej córki, w nocy o godzinie kiedy umarła. Obudziło nas delikatne pukanie do drzwi. Pies nie szczekał jak zwykle na obcego, ale podbiegł do drzwi i machał ogonem. Spojrzałam przez wizjer, na klatce schodowej było ciemno. Uchyliłam je tak, jak pozwalał na to łańcuch i usłyszałam lekkie kroczki kogoś zbiegającego po schodach i na dole stuknięcie bramy. Dobiegłam do okna, później do balkonu… Nikogo nie było ani z jednej, ani z drugiej strony. Mąż powiedział:- To była Kasia. On w duchy wierzył, ja nie. Ale do dziś nie wiem co to było. Thinking

    • miral59 pisze:

      Na pewno córka przyszła Was odwiedzić. Bo przecież nie był to kawał sąsiada z dołu Pleasure

      • Bożena pisze:

        Nie był to sąsiad, bo słyszałam jak trzasnęła na dole brama. I skąd ktokolwiek mógł znać takie szczegóły? Zresztą pies by szczekał. Sad Ale córka? nie, nie wierzę do dziś.

        • miral59 pisze:

          Toż pisałam, że nie sąsiad Pleasure
          Niektórych spraw nie da się żadną miarą zmierzyć, ani wyjaśnić…

          • Bożena pisze:

            Kiedyś chyba się wszystkiego dowiemy. Na razie nikt stamtąd nie przyszedł i nie powiedział. Miałam układ z koleżanką jeszcze w dzieciństwie, że kto prędzej odejdzie z tego świata, to przyjdzie i opowie jak to jest. Niestety, choć krótko potem utopiła się w morzu, nie przyszła.

  5. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Jakie cudne opowiadanie Brawo!

  6. miral59 pisze:

    Kiedyś w duchy nie wierzyłam, ale teraz… Na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się nawet filozofom… wielu rzeczy nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Widocznie nasza wiedza o takich sprawach jest za skromna Pleasure

  7. Tetryk56 pisze:

    Termometr za oknem po słonecznej stronie bloku pokazuje 49 stopni!
    Zaglądałem do lodówki, żeby sobie z Miśkiem pogadać, ale go tam nie zastałem… Pondering

  8. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Już w domu, na dłuższą chwilę – tydzień z okładem.

    Telepatia mi się zdarzała, z różnymi osobami bliskimi w różnym czasie i na różne sposoby – czasem jedno z nas wiedziało, co drugie zaraz powie albo zrobi (to akurat można wytłumaczyć – może nawet podświadomą – znajomością zachowań i reakcji na bodźce), czasem wiedziało, że to drugie zaraz zadzwoni (to już trudniej wyjaśnić).

    Natomiast co do duchów (być może), przytrafiła mi się tylko jedna historia. Otóż ładnych kilka lat temu mieszkaliśmy przez tydzień (a może trochę dłużej) na zamku Czocha. Ponieważ zarządza nim Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, a owe kilka lat temu, mam wrażenie, osoby odpowiedzialne za zamek słabo się wyznawały na rynku hotelowym, za doprawdy śmieszną cenę zamieszkaliśmy w jednym z apartamentów. W pierwszym pokoju, przechodnim, umieściliśmy Juniorów, wówczas dość jeszcze niedorostków, a w drugim – sypialni z własną łazienką – siebie. Oba pokoje są udostępniane do zwiedzania, kiedy nie mieszkają w nich goście, więc pomyłkowo ze dwa razy zdarzyło się, że wparowała nam do apartamentu wycieczka 🙂 na szczęście w godzinach popołudniowych, a nie nocnych. Ale ja nie o tym. Jednej z pierwszych nocy obudził nas paniczny wrzask Juniorów – otóż jeden z nich przywiózł wówczas ze sobą elektroniczną grę, wtedy jeszcze nie Nintendo, coś prostszego, zdaje się typu „50 gier w 1”, jak tetris czy coś. I ta gra, o godzinie późnej, typu 23:00, a może nawet bliżej północy, sama się włączyła i za nic nie chciała wyłączyć, mimo że naciskałem wszystkie możliwe kombinacje guzików, począwszy od „On/Off” (które dotąd zawsze działało). Wyłączyła się dopiero, kiedy wyciągnąłem baterie. Resztę nocy Juniorzy spędzili, dzwoniąc zębami ze strachu, w naszej części apartamentu. Rzecz się potem już ani razu nie powtórzyła. Co to było, dlaczego akurat elektroniczna gra? Może to Juniorzy chcieli nas nabrać? W takim razie żart odbił się rykoszetem, bo przerażenie i dygot wyglądały na nader autentyczne.

    • miral59 pisze:

      Nie wiesz czemu akurat elektroniczna gra? To proste!!! Duchy chciały sobie pograć na nowince technicznej Wink A przynajmniej dla nich była to nowinka Overjoy Trzeba było zabrać Juniorów do siebie, a gierkę zostawić duchom do zabawy. Niech też miałyby jakąś rozrywkę Wink Overjoy Może wtedy, w ramach rewanżu przepłaszaliby wszystkie wycieczki, które chciałyby wparować do zajmowanego przez Was apartamentu Wink Happy-Grin

      • Bożena pisze:

        Myślę, że to było jakieś zwarcie. Ale co je spowodowało i dlaczego właśnie w nocy? Czort wie… Wink1

        • miral59 pisze:

          Nie czort, Bożenko, a duchy Wink
          A tak poważnie rzecz biorąc, czasami zwarcie następuje przy zwiększonej wilgotności powietrza, a czasami pod wpływem zbyt silnego wstrząsu. Nie znam się na tym i może są inne przyczyny takich zwarć. Ale i ingerencji duchów wykluczyć nie można Wink

    • Tetryk56 pisze:

      Hihi, nieraz już mi się elektronika zwieszała, ale nigdy nie wpadłem na pomysł, że winne mogą być duchy. Pluskwy (w programach) owszem, zdarzało się zaobserwować..

      • miral59 pisze:

        Wspomnienie pluskiew przypomniało mi, jak przez jakiś czas, zaraz po przyjeździe mieszkaliśmy u siostry męża, z ich bratem i synem brata. Ten syn uważał się za komputerowca. Któregoś dnia wymyślił, że ciocia ma w komputerze wirusa (ciekawe skąd go wzięła, skoro nie miała w domu internetu) i zaczął to naprawiać Overjoy Rozwalił cały system operacyjny i komputer zawieszał się co minutę. Bratanek powiedział mojemu małżonkowi, że z tym wirusem to poważniejsza sprawa i trzeba będzie coś z tym zrobić. Małżonek bez słowa wziął opakowanie aspiryny i postawił na komputerze. Potem poprosił bratanka, żeby zostawił komputer w spokoju, a ożywcze działanie aspiryny na pewno go uleczy Wink A gdy bratanek wyszedł z domu urażony, usiadł z naszym synem i zaczęli prostować to co tamten napaskudził. Trochę im zajęło, ale gdy bratanek wrócił, małżonek ostentacyjnie zdjął aspirynę i powiedział, że wystarczy tego leczenia Happy-Grin Bratanek był w szoku, bo komputer zaczął faktycznie działać. Małżonek zapowiedział mu tylko, żeby nigdy więcej nie grzebał w oprogramowaniu. Jak chce sobie pograć, to proszę, ale niech pazurów nie pcha Angry

        • Quackie pisze:

          Hmm, to mi przypomina, jak paręnaście lat temu, za czasów Windowsa 3.11, mój najmłodszy brat, wówczas lat może z 8, wrzucił jakąś systemową grę, zdaje się Sapera, do folderu Autostart, więc gra się uruchamiała przy każdym włączeniu/ restarcie komputera. Chwilę trwało, zanim doszliśmy, co nabroił 🙂

          • miral59 pisze:

            I tak to właśnie bywa, gdy ktoś próbuje coś robić, a nie zna się na tym zupełnie Overjoy Potem inni muszą stracić całą masę czasu, żeby dojść co jest i wyprostować…
            I dlatego sama niczego w komputerze nie instaluję, ani nie zmieniam. Nie znam się i zawsze boję się, że mogę coś tak namieszać, że moi chłopcy będą musieli długo to prostować. Szkoda czasu i nerwów Happy-Grin

  9. Tetryk56 pisze:

    Wybywam na jakiś czas… 🙂

  10. miral59 pisze:

    Na poprzednim wątku, Skowroneczek prosiła o pokazanie tej mojej „gołej baby”. Co prawda nie bardzo jest jeszcze co pokazywać, ale… skoro sobie zażyczyła Happy-Grin

    To jest na razie małe i nierozwinięte. Po liściach została już tylko goła ziemia. Szkoda, ze tylko jeden patyczek. Jak jest ich więcej, ładniej wyglądają Delighted

    • miral59 pisze:

      Chyba nigdy nie nauczę się tego wstawiać Mad Tounge-Out Są w takim razie dwie możliwości. Albo będziecie klikać na ten link, albo życzliwa dusz mi to poprawi Wink Z góry dziękuję Buziak

    • Alla pisze:

      To ja bardzo proszę pstryknąć gdy kwiat będzie rozwinięty, dobrze?? Delighted
      I dlaczego nazwa tego kwiecia brzmi właśnie tak, a nie patyczak na przykład 😀

      • miral59 pisze:

        Nie omieszkam pstryknąć Pleasure
        A nazwa pochodzi od tego, że wczesną wiosną rozwijają się liście, w lipcu schną, a na początku sierpnia wyłazi właśnie taki goły pręcik i kwitnie. Czemu zaś nazwali to gołą BABĄ, to nie wiem. Chyba z przewrotności, bo na pewno toto baby nie przypomina Wink Chyba że jestem bleściata na jedno oko, to i nie widzę podobieństwa Overjoy

  11. Bożena pisze:

    Ale tu tłok! Dopchać się nie można Pondering
    No i minął następny upalny dzień. Jutro ma być jeszcze cieplej… TooHot!

  12. Alla pisze:

    Dobry wieczór 😀 Spóźniona, bo pewnie net zbyt się zawilgocił i mnie odcięło. Nie wierzycie?? To uwierzcie! Na słowo 😀
    Ciekawe zdarzenie Tetryku. Tylko raz w życiu Ci się taka sytuacja przytrafiła??

  13. Quackie pisze:

    Czy jakaś dobra dusza mogłaby przypomnieć człekowi z łagodnie rozwijającą się amnezją, jakiego kompozytora prezentował przedostatnio na Wyspie?

  14. Alla pisze:

    Dobranoc Państwu…
    PS Idę neta suszyć, bo mnie nerwy dzisiaj mocno nadszarpnął 😉

  15. Bożena pisze:

    Miłych snów Wyspiarze…

    Też już zamykam oczy Pleasure

  16. miral59 pisze:

    Muszę przyznać, że zdarzył się cud!!! Wyciągam małżonka do sklepu Overjoy Chcę zbudować sobie szafki w małej łazience na parterze. Gotowe albo nie pasują, albo to taki szajs, że za moment się rozsypią. Szkoda na nie kasy. Oczętami wyobraźni zobaczyłam jak mają wyglądać i teraz ciągnę małżonka do sklepu, żeby kupić odpowiedni materiał, czyli deski, zawiaski i inne potrzebne do tego rzeczy. Pleasure Zbudować mogę sama, ale jak małżonek wyrazi chęć, to mu ustąpię, żeby nie robić przykrości Pleasure

    • Quackie pisze:

      Miral, bardzo przepraszam, jeszcze raz od początku, na czym polega cud???

      • miral59 pisze:

        Nie znoszę zakupów i łażenia po sklepach, a tu sama namawiałam małżonka na wizytę w takowym Wink Nie pamiętam takiego przypadku Delighted I to właśnie jest ten cud, że sama i z nieprzymuszonej woli… Pleasure

      • miral59 pisze:

        Dzień dobry Happy-Grin
        W niedzielę planujemy wycieczkę Happy-Grin Jeszcze nie wiem dokąd, ale to i tak nie ma znaczenia. Co prawda małżonek proponował, że może wybierzemy się na następne owoce (brzoskwinie i morele), ale ostatecznie zrezygnowaliśmy. Tych owoców nie da się zamrozić, a ja w poniedziałek do pracy i cały tydzień zasuwam jak dzika. Kto będzie te przetwory robił? A nawet gdyby dało się toto zamrozić, to ciekawa jestem gdzie Delighted Zamrażarka w piwnicy zawalona wiśniami i jagodami, a tej stojącej w kuchni nie dam założyć owocami, bo muszę gdzieś trzymać mięsko na obiady. W lodówce długo nie poleżą, a nie mam zamiaru codziennie latać do sklepu po nowe jedzonko. Ja to bym nawet pojechała, ale trzeba myśleć co potem z tym zrobić. Znowu obdzwaniać znajomych czy ktoś nie wziąłby chociaż trochę? Wink

  17. Quackie pisze:

    W związku z powrotem do domku wracam do swoich baranów, tzn. właściwie kompozytorów, nie ujmując tym ostatnim.

    Dzisiaj pan, który mieszkał i tworzył w Saragossie. Pablo Nassarre w wieku 22 lat wstąpił do zakonu franciszkanów, został organistą i kompozytorem i robił to do końca życia. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że był niewidomym uczniem niewidomego nauczyciela – Pabla Bruny.

    Z dzieł Pabla zachowała się do dzisiaj jedna kolęda i kilka toccat, z których posłuchamy sobie dzisiaj numeru 2. Być może to autosugestia, ale moim zdaniem można się dosłuchać w tej kompozycji czegoś zbliżonego do pasterskich rożków czy też flecików. A może i nie?

    Dobranoc, snów powrotnych!

    • Alla pisze:

      Moje ucho rożków nie wychwyciło, ale one mało odporne na różne takie dźwięki 😉 Natomiast uwielbia muzykę organową. Zapewne po mej patronce… 😀
      A dlaczego snów powrotnych??? Panie Q ? 😀

      • Quackie pisze:

        No, powrotnych z okazji powrotu. I o wracaniu. I takich, z których łatwo wrócić… do rzeczywistości. W odróżnieniu od zapętlonych, pogmatwanych i takich, co to człowiek nie jest pewien, czy się obudził.

  18. bezetka pisze:

    A nie było tak, ze Rodzice tez mieli swoje małe tajemnice? 😉

    • Tetryk56 pisze:

      A o to już nie mam kogo zapytać, niestety…

    • miral59 pisze:

      Prawdę mówiąc, też o tym pomyślałam, Bezetko Pleasure Być może rodzice widzieli Ukratka, ale żeby nie pytać co robił na osiedlu, skoro miał być daleko stąd… Albo jeszcze z innego powodu, którego nie znamy… Wink Byli, ale się nie przyznali Happy-Grin

      • Tetryk56 pisze:

        Nie, nie, kochane! To zupełnie nie w stylu mojego ojca! Żeby nie wiem jaką tajemnicę własną chronił, to moją wpadkę by mi rozliczył Conceited

  19. Tetryk56 pisze:

    Chyba już zdecydowana większość z nas poszła spać – niech ten kaganek tradycyjnie rozjaśni nam sny!

  20. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted niech będzie i nie zanadto męczący TooHot!

    • miral59 pisze:

      Witaj Bożenko Delighted
      U mnie na popołudnie zapowiadają deszcz, a nawet burzę. Ale czy będzie? Od tygodnia obiecują opady i burze, a jak na razie nie spadła u nas nawet kropla TooHot! Tylko smali, albo się chmurzy. Gdybym nie podlewała ogródka, to chyba byłby suchy jak pieprz i wszystko by padło. Ale to tylko u nas. Jak podawali, w Chicagoland, w niektórych rejonach lało jak z cebra Worry
      Kiedyś słyszałam, że te mniejsze burze rozganiane są jakimiś tajnymi urządzeniami przez nasze lotnisko O’Hare i może coś w tym jest. Wszędzie pada, tylko nie u nas…

      • Quackie pisze:

        To przeciekawe, jak rozganiają, dotychczas słyszałem tylko o rosyjskich (a wcześniej radzieckich) praktykach rozpylania w chmurach jodku srebra albo innej chemii, która powodowała, że chmury te błyskawicznie się skraplały i spadały w miejscu rozpylenia. Praktykowano to ponoć osobliwie przed stołeczną (moskiewską) defiladą z okazji Dnia Zwycięstwa, kiedy meteorologowie ostrzegali przed zbliżającymi się chmurami. Ale w USA?

  21. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Niech Sz. Wyspiarzy, to złociste z uśmiechniętym pyskiem nie smaży, przypieka i co tam jeszcze. Ale u mnie jak najbardziej, bo właśnie w stópki zmarzłam!! I to w mieszkaniu. Taż to się w głowie nie mieści Wink

  22. Quackie pisze:

    Dzień dobry i ponoć ma być najgorętszy w roku. Z tej okazji wybywam na dłuższą chwilę…

  23. Tetryk56 pisze:

    Witam gorąco w niedzielę!

  24. Bożena pisze:

    Wolałabym żebyś witał chłodno, może bym się trochę ochłodziła. Już jest 30’C, a to jeszcze nie koniec. Amazed

  25. Quackie pisze:

    Jestem z powrotem, przynajmniej na chwilę. Wróciłem z plaży, patrzę na termometr po zacienionej (!) stronie domu, a tam 32 stopnie Celsjusza. Lód i zimne okłady!

  26. Tetryk56 pisze:

    Byłem w sklepie, na drugim końcu osiedla . Wróciłem. Udało się! Wink

  27. Bożena pisze:

    Wrocław przeszedł (prawie) huragan i potężne gradobicie. Tu trochę popadało, chwilami mocniej powiało i cały czas mruczy. Czasami błyśnie, ale nawet nie zamknęłam balkonu. Czyżby też jakieś tajne urządzenia? Wink1

    • Quackie pisze:

      To chyba czary bardziej niż urządzenia 😉 w 3mieście upał, a nawet, jak mawia Tata Quackie – za przeproszeniem nadupał.

  28. Tetryk56 pisze:

    U nas grzmi i chmury niosą dużo wody. Czy upuszczą – zobaczymy…

  29. Alla pisze:

    Komu duszno?? Zapraszam! 😀
    Siedemnaście i nareszcie przestało lać 😀

  30. Alla pisze:

    Przeczytałam kolejną książkę i okazało się, że jest druga część, ale nie u mnie na półce Shout
    Się proszę nie obawiać, fragmentów żadnych publikować nie będę Wink

  31. Kopciuszek pisze:

    Dzień dobry 🙂 Właściwie niekoniecznie dla mnie, jako że czas powrotu do domu i koniec urlopu 🙁 Pogodowo doświadczam dzisiaj wszelakiej aury 🙂 Poranek w Dusznikach słoneczny… w Kudowie burza z gradem… aktualnie we Wrocławiu kropi. Wszystko zdaje się ciągnie od Skowroneczka ku górze 😉
    PS A w duchy wierzę i owszem . O!!! 🙂

  32. korab1 pisze:

    DobryWieczór :)) Ja tam w Duchy wierzę, choć ich nie ma :))

  33. Wyimaginowany pisze:

    Dzień dobry wieczór Happy

    Dzień,ten podobno najcieplejszy przeżyłem,dobrze iż przypadł on na niedzielę,nic robić nie trzeba było tylko bawić się ze słońcem w chowanego.Chyba wygrałem Wink

  34. Bożena pisze:

    Burza wraca Happy-Grin a ja powiem dobranoc. Słodkich snów Spanko

  35. Quackie pisze:

    Czas kończyć dzień na Wyspie. Chciałem podać na dobranoc napoje chłodzące, ale nie było – zamiast nich będzie muzyka.

    Dzisiaj kompozytor z Francji, Jacques-Christophe Naudot. Niewiele o nim wiadomo, poza tym, że był masonem, a cyklistą nie, prawdopodobnie dlatego, że rowerów jeszcze wówczas nie było, a loże masońskie tak. W związku z przynależnością spędził krótki czas w więzieniu, ale zdaje się w niczym mu to nie zaszkodziło. Monsieur Naudot komponował na flet, jeden lub dwa, z opcją wykonywania na dudach. Takowego nie znalazłem, ale jest śliczna suita – wiązanka utworów na dwa flety, w sam raz na dobranoc!

    Snów o tym, że jest trochę chłodniej, dla Miśka – że jest mroźno!

  36. Alla pisze:

    Dobranoc 😀

  37. Tetryk56 pisze:

    Północ się zbliża, kładą się spać i sowy, i Skowronki 😉
    Dobranoc!

  38. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Jaki rześki poranek po burzy Happy-Grin

  39. Tetryk56 pisze:

    A w ogóle to dzieńdobry i tym, co się jeszcze nie odezwali!

  40. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Dzisiaj będę jak Szkot – w kratkę, chociaż nie w spódniczce.

  41. Wyimaginowany pisze:

    Poniedzielne dzień dobry Happy

    Kolejny bezchmurny gorący dzionek,ruchu o wiele więcej więc już tak przyjemnie jak wczoraj nie będzie,o nie Wink

    • Bożena pisze:

      A u mnie niebo częściowo zachmurzone, temperatura 22’C, żyć nie umierać. Wykorzystując tę przyjazną aurę, wybrałam się na miasto i właśnie wróciłam. Happy

      • Wyimaginowany pisze:

        Dzień dobry Bożenko Happy

        U mnie na chwilę obecną 32 stopnie,wczoraj było 34 w szczytowym momencie.Pogoda więc typowa do leżakowania ale niestety nie ma tak dobrze.Obowiązki trzeba wykonać.Nic tylko czekać wieczora.

        • Bożena pisze:

          Dzień dobry Lordzie W. Serdecznie współczuję takiej temperatury, choć są tacy, którzy to lubią. Ale to przecież mózg się lasuje!!! Amazed

          • Wyimaginowany pisze:

            Nie jest najgorzej,organizm się troszkę się przyzwyczaił,już 4-5 dzień temperatura oscyluje w granicach 30 stopni.Gdzieniegdzie jest podobno jeszcze cieplej.Co oczywiście nie znaczy,że z człowieka się nie leje,tym bardziej w czasie dynamicznej pracy Wink

  42. Quackie pisze:

    Kochani Wyspiarze! Mam problem całkowicie realny i wręcz przyziemny: otóż swego czasu nakleiłem mocną taśmę klejącą, tzw. duct tape, potocznie u nas w domu zwaną „srebrną taśmą” na powierzchnię krytą syntetycznym kauczukiem. Po kilku latach muszę się pozbyć taśmy klejącej z w/w powierzchni, niestety po oderwaniu pozostały na niej resztki kleju wraz z siatką – osnową taśmy. Czy przychodzi Wam do głowy jakiś sposób (może rozpuszczalnik?) którym wyczyszczę klej, nie uszkadzając warstwy kauczuku pod spodem? Szorowanie z użyciem płynu do naczyń nic nie daje 🙁 Beznyna i wszelkie rozpuszczalniki uniwersalne odpadają 🙁 Pomocy!

    • Tetryk56 pisze:

      Z ciekawszych podpowiedzi wujka G:
      Preparat firmy Kontakt Chemie nr 50 (Label Off) służy do usuwania etykiet, ale używałam go już do usuwania śladów po różnych klejach – np z parkietu po taśmie malarskiej i po jakimś kleju, którego resztki zostawił stolarz na szafce kuchennej. Udało mi się nim usunąć także ślady po czarnej taśmie samoprzylepnej, którą jakiś bałwan-sprzedawca owinął mi jasny łazienkowy dywanik z gąbki (z tych sprzedawanych na metry). Preparat działa, nie uszkadza powierzchni – genialny wynalazek. W Warszawie do kupienia w sklepie z akcesoriami komputerowymi na Dzielnej. Gdzie jeszcze, nie mam pojęcia:(
      Anka

      albo
      Używałem sprayu Label jest bardzo dobry.Mozna go dostać w sklepach z częściami elektronicznymi.(dlatego ,że ten sam producent wytwarza preparaty min do czyszczenia potencjometrów itp). Oczywiście przed użyciem musisz musisz zrobic probke.
      Ja obsmarowałem cały parapet taśmą klejącą, nie pomagały zadne alkochole, acetony itp.Niestety Label jest dosyć drogi koszt ok 35 zł.

      albo
      Istnieje srodek do usuwania etykietek. Wystarczy popsikac i wytrzec sciereczka. „solvent 50” etiketten löser. Znajdziesz napewno w OBI.
      Oczywiście najpierw sprawdzisz nieagresywność 😉
      Można jeszcze pytać producentów, np http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.tasma.krakow.pl/str-kontakt.html

  43. Quackie pisze:

    Właśnie wróciłem z miasta, załatwiwszy kilka spraw. Ledwie żyję, dosłownie. Nigdy wcześniej w życiu tak się nie czułem podczas upału, a mam za sobą i lato w Mongolii, i Egipt, i Maryland w Stanach, całkiem już południowy stan. Nie mam co prawda dżungli ani sawanny, ale nie zdziwiłbym się, jakby niedługo w Polsce powstała np. sawanna. Pustynię Błędowską już z powrotem upustynniają, więc…

  44. Klarka Mrozek pisze:

    a co braliście?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)