To były dawne czasy… Wakacje między trzecią a czwartą klasą liceum zapowiadały się ciekawie – przynajmniej staraliśmy się wypełnić je w całości, bo po cóż siedzieć w domu? Miałem wtedy przyjaciela, z którym się bardzo dobrze rozumieliśmy. To był właściwie dziwny zestaw: Witek był fantastą, zafascynowanym (dość powierzchownie zresztą) filozofią i sztukami walki Wschodu; liznął co-nieco judo i pozował na „chłopca z ferajny”. Przy nim ja, sportem, a zwłaszcza walką zupełnie nie zainteresowany, znacznie więcej czytający. Fakt, że wyobraźni i fantazji mieliśmy obaj sporo, stosownie do wieku. Gadaliśmy na różne tematy dość dużo, i osiągnęliśmy taki stopień porozumienia, że Witek, który lubił od czasu do czasu postraszyć kogoś zamarkowanym albo i wymierzonym ciosem (takie bywały rozrywki młodzieży męskiej w owych czasach i miejscach), mnie jednego w żaden sposób zaskoczyć taką niespodzianką nie mógł – po prostu wcześniej wiedziałem, gdzie i kiedy zaatakuje i stosowałem w porę uniki. Żartowaliśmy czasem, że czytam w jego myślach – oczywiście dało się to wytłumaczyć dobrą znajomością sygnałów mowy ciała.
W wakacje trzy tygodnie, których nie zapełniały nam inne imprezy, postanowiliśmy spędzić razem, do kompletu z dwiema dziewczynami rzecz jasna, wędrując z namiotami. Niestety, okazało się, że jedna z dziewczyn, już pracująca, może mieć urlop dopiero trzy dni później. Mówi się trudno – pożegnaliśmy rodziny, wyruszyliśmy w góry – i zaraz za miastem zabiwakowaliśmy w lasku, w oczekiwaniu na Baśkę. W sobotę we dwóch wróciliśmy do miasta – w pełnej konspiracji, rodzice byli przekonani, że już jesteśmy daleko – poszliśmy skrajem osiedla pomóc jej się spakować i zabrać na szlak. Pechowo na skraju osiedla, obok Domu Kultury, była masa ludzi – jakieś pokazy lotnicze z okazji święta branżowego czy coś w tym rodzaju. Moi rodzice nie byli miłośnikami takich imprez, więc niespecjalnie obawiałem się ich spotkać, ale rozglądaliśmy się starannie – na wszelki wypadek. Głupio byłoby tłumaczyć się, dlaczego jesteśmy tu na luzaka, zamiast z plecakami za Zagórzem…
Gdy dochodziliśmy do wylotu ulicy, na drugim końcu której mieszkałem, zauważyłem w Witka wzmożenie czujności i postanowiłem sobie zażartować. Wskazując uliczkę, wyszeptałem dramatycznie:
– Popatrz, Witek, moi starzy idą!
Witek spojrzał nerwowo, zesztywniał, gdy ich ujrzał, i w tym momencie ja też ich ujrzałem – moment później daliśmy nura w tłum i opłotkami pognaliśmy po Baśkę.
Ja wiedziałem, że zacząłem od żartu; wiedziałem też, że wyobrazić sobie własnych rodziców nie jest żadnym problemem. Jak już potem na chłodno omawialiśmy sytuację, poprosiłem go o dokładne opisanie, co zobaczył. Opisał mi szczegółowo ubranie i ojca i mamy, miejsce, w którym ich widział, nawet gest podania mamie ramienia, gdy schodziła z krawężnika. A nie znał ich na tyle dobrze, żeby to wszystko zmyślić; zresztą obrazek zgadzał się co do joty z tym, co ja zobaczyłem. Uznaliśmy, że mój żart był proroczy i że bardzo dobrze, że nas nie zauważyli…
Wyjazd był bardzo udany. Wróciliśmy zgodnie z planem, opaleni i zadowoleni. Zapytałem oczywiście rodziców o wrażenia z imprezy, „która podobno odbywała się tutaj, jak nas nie było”. Nie mieli nic do opowiedzenia – w tamten weekend byli u rodziny na wsi, ok. 100 km od miejsca, gdzieśmy ich obaj widzieli.
Oczami wspólnej wyobraźni – jak się okazało.





W całej tej historii jedynie imiona są zmyślone – howgh!
Przy okazji wypraktykowałem wpisywanie do Biblioteki Mediów obrazków bezpośrednio z sieci. W trybie „zwykłego dodawania pliku (jak z dysku) wybieramy „Przegladaj” i w pole „Nazwa pliku” wklejamy adres sieciowy obrazka. I już go tam mamy i możemy wskazać ikonę wpisu z biblioteki.
Ciekawe… czyżbyście ujrzeli sobowtóry? Inaczej nie mogę sobie tego wytłumaczyć. Przecież widziałeś ich przez chwilkę
Nie… gdyby sobowtóry mieszkały na naszym osiedlu, znalibyśmy ich!
Witek uwierzył, że oni tam są, ja odebrałem informację o tym fakcie i wygenerowałem filmik, który mu przekazałem i to bez kabla!
Przecież ci ludzie nie musieli mieszkać na Waszym osiedlu, mogli do kogoś przyjechać.
Sprawdzimy

Słoneczne i bardzo gorące dzień dobry
Nie było kołysanki,za to na dzień dobry będzie coś „na ostro”
Witaj Lordzie W
A Ty wierzysz w duchy? Może też miałeś z nimi jakąś przygodę?
Dzień dobry Bożenko
Osobiście nie doznałem bliskiego spotkania z żadnym z duchów,może była jedna taka sytuacja ale to być może była tylko kwestia chcenia i automanipulacji dotyczącej podświadomości.
Jeżeli chodzi o wiarę to staram się mieć otwarty umysł i nigdy nie powiem,że one nie istnieją lecz tak samo podchodzę na przykład do alternatywnych metod leczenia i tak zwanych cudów nie tylko medycznych
Masz rację. Jeśli czegoś nie można udowodnić, nie powinno się twierdzić że coś jest, czy czegoś nie ma. Z duchami nie miałam żadnych innych spotkań, więc nie wiem co myśleć o tym. Na razie nie wierzę, ale gdyby ktoś mi udowodnił że istnieją, to bym zmieniła zdanie bez oporu.
Szczególnie do tych niemedycznych cudów, podchodzę bardziej niż sceptycznie
Bo w medycynie, bardzo często silna wiara w wyzdrowienie, czy przedłużenie życia pomaga i to bardzo. Sami nie zdajemy sobie sprawy jak nasz mózg potrafi leczyć, albo zabijać. I to nas samych. Hipochondrycy wymyślają sobie choroby i nawet odczuwają ból… a czasami ludzie siłą woli wychodzą z najgorszych chorób i lekarze są zdumieni, bo się nie spodziewali…
Mawia się, że jeżeli pacjent chce żyć, to medycyna jest bezsilna!
To prawda. Wola życia może zdziałać cuda.
Witam mistrzu T.
Niestety ten kij jak wszystkie ma dwie strony,jeżeli nie chce to medycyna również jest bezradna.
Masz rację, Lordzie W. Czytałam kiedyś o doświadczeniu. Skazanego na śmierć zapytano, czy zgodziłby się wziąć udział w eksperymencie w zamian z zmianę wyroku. Nie poszedłby na krzesło elektryczne, zostałby do końca życia w więzieniu. Zgodził się. Położyli go na stole i przywiązali w taki sposób, że nie mógł poruszać głową. Potem poinformowali, że przekłuwają mu tętnicę szyjną. Owszem, ukłuli go, ale nie tak jak to powiedzieli. Z małej rurki, która była zaczepiona przy łóżku, ciekła woda do małej menzurki i pacjent to słyszał i czuł na szyi ciurkającą „krew”. Chyba po pół godzinie zaczął na nich krzyczeć, że przecież obiecali mu zmianę wyroku, a spokojnie czekają, aż się wykrwawi!!! Nie reagowali. Czy możecie sobie wyobrazić, że po godzinie ten człowiek zmarł?!!! A przecież był zdrowy!!! Bo badali go przed eksperymentem. Podczas sekcji zwłok, nie znaleźli żadnej przyczyny jego zgonu… Po prostu serce przestało bić… Nie powtórzyli już tego eksperymentu. Bali się, że niechcący uśmiercą kolejną osobę. Oni spodziewali się, że ten człowiek z wrażenia zemdleje, ale nie że umrze!!!
I sami nie wiedzą jak to wszystko dokładnie wytłumaczyć. Chyba tylko jako silne oddziaływanie psychiki na organizm. Silny stres, który może nawet zabić
Witam Miralko
Widzę,że skłaniasz się Miralko ku filozofii medycyny dalekiego wschodu, to tam przywiązują większą uwagę do samouzdrawiających sił naszego organizmu.Tylko czynisz to w takim przyjaznym dla naszej współczesnej medycyny wydaniu stawiając na strukturę anatomiczną wszech uznaną.U nas w medycynie postacią wiodącą jest Bóg,właściwie dwóch,często gęsto mam problem z odróżnieniem , który jest nad a który podrzędny
Witaj Lordzie


Wiem, że nie zawsze i nie wszystko zależy od nas samych, ale bardzo dużo…
Przed wyjazdem pracowałam w szpitalu wystarczająco długo, żeby się napatrzeć. Pamiętam jak kiedyś rozmawiałam z panią profesor z onkologii dziecięcej. Zajmowała się białaczkami. Zapytałam ją, czy zdarzyło się jej wyleczyć jakieś dziecko. Powiedziała mi, że w zasadzie nie, ale miała jeden przypadek… Na oddziale leżała dziewczynka w ciężkim stanie. Na prośbę rodziców wypisali ją do domu. Oni chcieli, żeby ostatnie chwile spędziła w rodzinnym gronie. Pani profesor poradziła im, żeby nie zmuszali dziecka do przyjmowania leków, o ile nie będzie chciała ich brać. Skoro tyle różnych terapii nie pomogło…
Po kilku latach, ta dziewczyna, już kobieta, przyszła do pani profesor pochwalić się swoją córeczką. Po chorobie nie zostało ani śladu. A przecież była umierająca!!! Zdumienie pani profesor było ogromne, ale też i radość wielka. Ona była przekonana, że to dziecko od dawna już nie żyje
I jak mi powiedziała, nie ma pojęcia dlaczego to dziecko wyzdrowiało. I bardzo tego żałuje. Bo gdyby wiedziała, mogłaby zastosować, a przynajmniej wypróbować u innych dzieci… może udałoby się uratować jeszcze kilka sztuk…
To było wiele lat temu, może teraz więcej dzieci daje się z tej strasznej choroby uratować. Może niektórym przeszczep szpiku pomaga… ale nadal to tylko niewielki procent
A ja sobie wysłuchałam przed snem

I co teraz?? Upiór???
Ja tam też w duchy też nie wierzę, ale jednego przypadku nie mogę sobie wytłumaczyć. Nie wiem czy Wam to opowiadałam, ale nie szkodzi przypomnieć. Otóż zdarzyło się to dokładnie w rocznicę śmierci mojej córki, w nocy o godzinie kiedy umarła. Obudziło nas delikatne pukanie do drzwi. Pies nie szczekał jak zwykle na obcego, ale podbiegł do drzwi i machał ogonem. Spojrzałam przez wizjer, na klatce schodowej było ciemno. Uchyliłam je tak, jak pozwalał na to łańcuch i usłyszałam lekkie kroczki kogoś zbiegającego po schodach i na dole stuknięcie bramy. Dobiegłam do okna, później do balkonu… Nikogo nie było ani z jednej, ani z drugiej strony. Mąż powiedział:- To była Kasia. On w duchy wierzył, ja nie. Ale do dziś nie wiem co to było.
Na pewno córka przyszła Was odwiedzić. Bo przecież nie był to kawał sąsiada z dołu
Nie był to sąsiad, bo słyszałam jak trzasnęła na dole brama. I skąd ktokolwiek mógł znać takie szczegóły? Zresztą pies by szczekał.
Ale córka? nie, nie wierzę do dziś.
Toż pisałam, że nie sąsiad
Niektórych spraw nie da się żadną miarą zmierzyć, ani wyjaśnić…
Kiedyś chyba się wszystkiego dowiemy. Na razie nikt stamtąd nie przyszedł i nie powiedział. Miałam układ z koleżanką jeszcze w dzieciństwie, że kto prędzej odejdzie z tego świata, to przyjdzie i opowie jak to jest. Niestety, choć krótko potem utopiła się w morzu, nie przyszła.
Może nie miała Ci niczego ciekawego do powiedzenia

Albo doszła do wniosku, że jak przyjdzie na Ciebie ten moment, to będziesz miała większą niespodziankę…
Nie dotrzymałaby danej obietnicy? Ja jednak twierdzę, że po śmierci d… nie wierci.
Dzień dobry

Jakie cudne opowiadanie
Witaj
Już się wyspałaś? 
Witaj Bożenko
Wyspałam się
I już mnie mąż goni, żeby jechać do sklepu
Poszłam spać o 12:30, to do spanie 6:15 wystarczy…
Do sklepu… Ty to lubisz
Wręcz przepadam
Nic tylko bym po tych sklepach łaziła i łaziła, i łaziła… 
Wiem
Kiedyś w duchy nie wierzyłam, ale teraz… Na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się nawet filozofom… wielu rzeczy nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Widocznie nasza wiedza o takich sprawach jest za skromna
Może… ale jak nie zobaczę, to nie uwierzę
Tylko nie wszystko można zobaczyć. Czasami są to tylko odczucia, czy odgłosy… a czasami po prostu zwykły traf.
Muszę lecieć, ale jak wrócę, to coś opowiem
A czasami działa wyobraźnia
Wyobraźnia u kilku osób równocześnie? Mogę zrozumieć, że jeśli ktoś bardzo czegoś pragnie, to w końcu może to zobaczyć… ale takie z zaskoczenia, gdy się niczego nie spodziewasz? Nie wiem… nie jestem specjalistką w tej dziedzinie
Termometr za oknem po słonecznej stronie bloku pokazuje 49 stopni!
Zaglądałem do lodówki, żeby sobie z Miśkiem pogadać, ale go tam nie zastałem…
Może byś zastał, jakby lodówka była podłączona do Internetu? 😉
Fakt, to jeszcze pieśń przyszłości…
A Lord W. tam był?
Dzień dobry. Już w domu, na dłuższą chwilę – tydzień z okładem.
Telepatia mi się zdarzała, z różnymi osobami bliskimi w różnym czasie i na różne sposoby – czasem jedno z nas wiedziało, co drugie zaraz powie albo zrobi (to akurat można wytłumaczyć – może nawet podświadomą – znajomością zachowań i reakcji na bodźce), czasem wiedziało, że to drugie zaraz zadzwoni (to już trudniej wyjaśnić).
Natomiast co do duchów (być może), przytrafiła mi się tylko jedna historia. Otóż ładnych kilka lat temu mieszkaliśmy przez tydzień (a może trochę dłużej) na zamku Czocha. Ponieważ zarządza nim Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, a owe kilka lat temu, mam wrażenie, osoby odpowiedzialne za zamek słabo się wyznawały na rynku hotelowym, za doprawdy śmieszną cenę zamieszkaliśmy w jednym z apartamentów. W pierwszym pokoju, przechodnim, umieściliśmy Juniorów, wówczas dość jeszcze niedorostków, a w drugim – sypialni z własną łazienką – siebie. Oba pokoje są udostępniane do zwiedzania, kiedy nie mieszkają w nich goście, więc pomyłkowo ze dwa razy zdarzyło się, że wparowała nam do apartamentu wycieczka 🙂 na szczęście w godzinach popołudniowych, a nie nocnych. Ale ja nie o tym. Jednej z pierwszych nocy obudził nas paniczny wrzask Juniorów – otóż jeden z nich przywiózł wówczas ze sobą elektroniczną grę, wtedy jeszcze nie Nintendo, coś prostszego, zdaje się typu „50 gier w 1”, jak tetris czy coś. I ta gra, o godzinie późnej, typu 23:00, a może nawet bliżej północy, sama się włączyła i za nic nie chciała wyłączyć, mimo że naciskałem wszystkie możliwe kombinacje guzików, począwszy od „On/Off” (które dotąd zawsze działało). Wyłączyła się dopiero, kiedy wyciągnąłem baterie. Resztę nocy Juniorzy spędzili, dzwoniąc zębami ze strachu, w naszej części apartamentu. Rzecz się potem już ani razu nie powtórzyła. Co to było, dlaczego akurat elektroniczna gra? Może to Juniorzy chcieli nas nabrać? W takim razie żart odbił się rykoszetem, bo przerażenie i dygot wyglądały na nader autentyczne.
Nie wiesz czemu akurat elektroniczna gra? To proste!!! Duchy chciały sobie pograć na nowince technicznej
A przynajmniej dla nich była to nowinka
Trzeba było zabrać Juniorów do siebie, a gierkę zostawić duchom do zabawy. Niech też miałyby jakąś rozrywkę
Może wtedy, w ramach rewanżu przepłaszaliby wszystkie wycieczki, które chciałyby wparować do zajmowanego przez Was apartamentu

Myślę, że to było jakieś zwarcie. Ale co je spowodowało i dlaczego właśnie w nocy? Czort wie…
Nie czort, Bożenko, a duchy

A tak poważnie rzecz biorąc, czasami zwarcie następuje przy zwiększonej wilgotności powietrza, a czasami pod wpływem zbyt silnego wstrząsu. Nie znam się na tym i może są inne przyczyny takich zwarć. Ale i ingerencji duchów wykluczyć nie można
Mogło być i tak, że jeden z Juniorów grał po nocy, a drugi to usłyszał i się przestraszył… Tylko dlaczego gra się nie chciała wyłączyć?
Jak mówiłam, zwarcie.
Hihi, nieraz już mi się elektronika zwieszała, ale nigdy nie wpadłem na pomysł, że winne mogą być duchy. Pluskwy (w programach) owszem, zdarzało się zaobserwować..
Wspomnienie pluskiew przypomniało mi, jak przez jakiś czas, zaraz po przyjeździe mieszkaliśmy u siostry męża, z ich bratem i synem brata. Ten syn uważał się za komputerowca. Któregoś dnia wymyślił, że ciocia ma w komputerze wirusa (ciekawe skąd go wzięła, skoro nie miała w domu internetu) i zaczął to naprawiać
Rozwalił cały system operacyjny i komputer zawieszał się co minutę. Bratanek powiedział mojemu małżonkowi, że z tym wirusem to poważniejsza sprawa i trzeba będzie coś z tym zrobić. Małżonek bez słowa wziął opakowanie aspiryny i postawił na komputerze. Potem poprosił bratanka, żeby zostawił komputer w spokoju, a ożywcze działanie aspiryny na pewno go uleczy
A gdy bratanek wyszedł z domu urażony, usiadł z naszym synem i zaczęli prostować to co tamten napaskudził. Trochę im zajęło, ale gdy bratanek wrócił, małżonek ostentacyjnie zdjął aspirynę i powiedział, że wystarczy tego leczenia
Bratanek był w szoku, bo komputer zaczął faktycznie działać. Małżonek zapowiedział mu tylko, żeby nigdy więcej nie grzebał w oprogramowaniu. Jak chce sobie pograć, to proszę, ale niech pazurów nie pcha 
Hmm, to mi przypomina, jak paręnaście lat temu, za czasów Windowsa 3.11, mój najmłodszy brat, wówczas lat może z 8, wrzucił jakąś systemową grę, zdaje się Sapera, do folderu Autostart, więc gra się uruchamiała przy każdym włączeniu/ restarcie komputera. Chwilę trwało, zanim doszliśmy, co nabroił 🙂
I tak to właśnie bywa, gdy ktoś próbuje coś robić, a nie zna się na tym zupełnie
Potem inni muszą stracić całą masę czasu, żeby dojść co jest i wyprostować…
I dlatego sama niczego w komputerze nie instaluję, ani nie zmieniam. Nie znam się i zawsze boję się, że mogę coś tak namieszać, że moi chłopcy będą musieli długo to prostować. Szkoda czasu i nerwów
Wybywam na jakiś czas… 🙂
Na poprzednim wątku, Skowroneczek prosiła o pokazanie tej mojej „gołej baby”. Co prawda nie bardzo jest jeszcze co pokazywać, ale… skoro sobie zażyczyła


To jest na razie małe i nierozwinięte. Po liściach została już tylko goła ziemia. Szkoda, ze tylko jeden patyczek. Jak jest ich więcej, ładniej wyglądają
Chyba nigdy nie nauczę się tego wstawiać
Są w takim razie dwie możliwości. Albo będziecie klikać na ten link, albo życzliwa dusz mi to poprawi
Z góry dziękuję 
Jeszcze raz dziękuję za poprawienie, chociaż nie wiem komu

Jam to, nie chwalący się, uczynił. Nie żebym zaszczytów jakichś łasy był, ale byłem po prostu pod ręką.
To ja bardzo proszę pstryknąć gdy kwiat będzie rozwinięty, dobrze??
I dlaczego nazwa tego kwiecia brzmi właśnie tak, a nie patyczak na przykład 😀
Nie omieszkam pstryknąć
Chyba że jestem bleściata na jedno oko, to i nie widzę podobieństwa 
A nazwa pochodzi od tego, że wczesną wiosną rozwijają się liście, w lipcu schną, a na początku sierpnia wyłazi właśnie taki goły pręcik i kwitnie. Czemu zaś nazwali to gołą BABĄ, to nie wiem. Chyba z przewrotności, bo na pewno toto baby nie przypomina
To ja jestem bleściata na dwa oka
Bleściata… hi,hi… cóż za słówko 😀
Ale tu tłok! Dopchać się nie można

No i minął następny upalny dzień. Jutro ma być jeszcze cieplej…
Prognozy na jutro mówią „najcieplejszy dzień lata”. O_o
Naglądam co chwilę, ale jak nikogo nie ma, to co będę prowadziła monologi?


Teraz i ja wybywam na trochę
I tak chyba każdy myśli jak Ty, Mireczko… Dlatego przerwałam milczenie.
Możliwe, ale ja byłam też zajęta czym innym
Jaki upał?? Raptem 25°C 😀
Może u Ciebie, ale tu jeszcze teraz jest 28’C.
To tak jak u mnie. Też mam 28C
Jakoś to znoszę i nawet nie włączyliśmy klimatyzacji… Na wieczór ma się ochłodzić, to znowu chata się wyziębi
Najgorsze są te temperatury powyżej 30C, czy tak ok. 40C. Bez klimatyzacji chyba bym umarła 
Dobry wieczór 😀 Spóźniona, bo pewnie net zbyt się zawilgocił i mnie odcięło. Nie wierzycie?? To uwierzcie! Na słowo 😀
Ciekawe zdarzenie Tetryku. Tylko raz w życiu Ci się taka sytuacja przytrafiła??
Czy jakaś dobra dusza mogłaby przypomnieć człekowi z łagodnie rozwijającą się amnezją, jakiego kompozytora prezentował przedostatnio na Wyspie?
Tylko pewnie Lord W. może przypomnieć
Otóż ten biedny człowiek wysilił się, natężył i znalazł panią Franceskę Nascinbeni, prezentowaną przedostatnio na Wyspie. No to już jest pewien punkt wyjścia.
Znaczy; pogonił najlepszego i najwierniejszego kumpla? Leniuszka 😉
Dobranoc Państwu…
PS Idę neta suszyć, bo mnie nerwy dzisiaj mocno nadszarpnął 😉
Miłych snów Wyspiarze…

Też już zamykam oczy
Muszę przyznać, że zdarzył się cud!!! Wyciągam małżonka do sklepu
Chcę zbudować sobie szafki w małej łazience na parterze. Gotowe albo nie pasują, albo to taki szajs, że za moment się rozsypią. Szkoda na nie kasy. Oczętami wyobraźni zobaczyłam jak mają wyglądać i teraz ciągnę małżonka do sklepu, żeby kupić odpowiedni materiał, czyli deski, zawiaski i inne potrzebne do tego rzeczy.
Zbudować mogę sama, ale jak małżonek wyrazi chęć, to mu ustąpię, żeby nie robić przykrości 
Miral, bardzo przepraszam, jeszcze raz od początku, na czym polega cud???
Nie znoszę zakupów i łażenia po sklepach, a tu sama namawiałam małżonka na wizytę w takowym
Nie pamiętam takiego przypadku
I to właśnie jest ten cud, że sama i z nieprzymuszonej woli… 
Dzień dobry
Jeszcze nie wiem dokąd, ale to i tak nie ma znaczenia. Co prawda małżonek proponował, że może wybierzemy się na następne owoce (brzoskwinie i morele), ale ostatecznie zrezygnowaliśmy. Tych owoców nie da się zamrozić, a ja w poniedziałek do pracy i cały tydzień zasuwam jak dzika. Kto będzie te przetwory robił? A nawet gdyby dało się toto zamrozić, to ciekawa jestem gdzie
Zamrażarka w piwnicy zawalona wiśniami i jagodami, a tej stojącej w kuchni nie dam założyć owocami, bo muszę gdzieś trzymać mięsko na obiady. W lodówce długo nie poleżą, a nie mam zamiaru codziennie latać do sklepu po nowe jedzonko. Ja to bym nawet pojechała, ale trzeba myśleć co potem z tym zrobić. Znowu obdzwaniać znajomych czy ktoś nie wziąłby chociaż trochę? 
W niedzielę planujemy wycieczkę
Tak, tak… brzoskwinki i morele i w weki, i na marmoladkę… Mniaaaaammmm, pychotka
Do słoja… zalać spirytusem – i na długie zimowe wieczory jak znalazł!
W związku z powrotem do domku wracam do swoich baranów, tzn. właściwie kompozytorów, nie ujmując tym ostatnim.
Dzisiaj pan, który mieszkał i tworzył w Saragossie. Pablo Nassarre w wieku 22 lat wstąpił do zakonu franciszkanów, został organistą i kompozytorem i robił to do końca życia. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że był niewidomym uczniem niewidomego nauczyciela – Pabla Bruny.
Z dzieł Pabla zachowała się do dzisiaj jedna kolęda i kilka toccat, z których posłuchamy sobie dzisiaj numeru 2. Być może to autosugestia, ale moim zdaniem można się dosłuchać w tej kompozycji czegoś zbliżonego do pasterskich rożków czy też flecików. A może i nie?
Dobranoc, snów powrotnych!
Moje ucho rożków nie wychwyciło, ale one mało odporne na różne takie dźwięki 😉 Natomiast uwielbia muzykę organową. Zapewne po mej patronce… 😀
A dlaczego snów powrotnych??? Panie Q ? 😀
No, powrotnych z okazji powrotu. I o wracaniu. I takich, z których łatwo wrócić… do rzeczywistości. W odróżnieniu od zapętlonych, pogmatwanych i takich, co to człowiek nie jest pewien, czy się obudził.
A nie było tak, ze Rodzice tez mieli swoje małe tajemnice? 😉
A o to już nie mam kogo zapytać, niestety…
Prawdę mówiąc, też o tym pomyślałam, Bezetko
Być może rodzice widzieli Ukratka, ale żeby nie pytać co robił na osiedlu, skoro miał być daleko stąd… Albo jeszcze z innego powodu, którego nie znamy…
Byli, ale się nie przyznali 
Nie, nie, kochane! To zupełnie nie w stylu mojego ojca! Żeby nie wiem jaką tajemnicę własną chronił, to moją wpadkę by mi rozliczył
Chyba już zdecydowana większość z nas poszła spać – niech ten kaganek tradycyjnie rozjaśni nam sny!

Dzień dobry
niech będzie i nie zanadto męczący 
Witaj Bożenko
Tylko smali, albo się chmurzy. Gdybym nie podlewała ogródka, to chyba byłby suchy jak pieprz i wszystko by padło. Ale to tylko u nas. Jak podawali, w Chicagoland, w niektórych rejonach lało jak z cebra 
U mnie na popołudnie zapowiadają deszcz, a nawet burzę. Ale czy będzie? Od tygodnia obiecują opady i burze, a jak na razie nie spadła u nas nawet kropla
Kiedyś słyszałam, że te mniejsze burze rozganiane są jakimiś tajnymi urządzeniami przez nasze lotnisko O’Hare i może coś w tym jest. Wszędzie pada, tylko nie u nas…
To przeciekawe, jak rozganiają, dotychczas słyszałem tylko o rosyjskich (a wcześniej radzieckich) praktykach rozpylania w chmurach jodku srebra albo innej chemii, która powodowała, że chmury te błyskawicznie się skraplały i spadały w miejscu rozpylenia. Praktykowano to ponoć osobliwie przed stołeczną (moskiewską) defiladą z okazji Dnia Zwycięstwa, kiedy meteorologowie ostrzegali przed zbliżającymi się chmurami. Ale w USA?
Straszą je FBI…
Może nauczyli się od Rosji?
No, tylko że w wersji, w której to słyszałem (albo czytałem) mer Moskwy dogadywał się w tym celu nieformalnie z dowództwem lokalnego pułku myśliwskiego… W Stanach raczej mało prawdopodobne na tym poziomie, a jeszcze żeby cywilne lotnisko? No chyba że mają własne samoloty, służbowe?
W to wątpię, zresztą mało prawdopodobne żeby tę technologię wykorzystywano do błahych celów. Co innego w Moskwie na takie wielkie święto. Pochód musiał się udać.
Dlatego właśnie mnie to zaciekawiło, jak też Amerykanie sobie z tym radzą?
Pewnie ktoś rzucił plotkę.
I myślisz, że to plotka tak podziałała na te chmury? 😉
Nie plotka na chmury działa, tylko ludzie tę plotkę kojarzą z aurą. Poznań też długo burze omijały, ale nareszcie przyszła. Jednak nikt nie podejrzewał działanie lotnictwa w tej sprawie.
Dzień dobry

Niech Sz. Wyspiarzy, to złociste z uśmiechniętym pyskiem nie smaży, przypieka i co tam jeszcze. Ale u mnie jak najbardziej, bo właśnie w stópki zmarzłam!! I to w mieszkaniu. Taż to się w głowie nie mieści
Witaj Skowronku. Tu Wyspiarzy słońce smaży i co tam jeszcze, a u Ciebie zamiast słońca, ciągłe deszcze.
Nie ma sprawiedliwości na świecie, ani zimą ani w lecie… 🙁
Prawda, po trzykroć prawda
Dzień dobry i ponoć ma być najgorętszy w roku. Z tej okazji wybywam na dłuższą chwilę…
Witam gorąco w niedzielę!
Wolałabym żebyś witał chłodno, może bym się trochę ochłodziła. Już jest 30’C, a to jeszcze nie koniec.
Jestem z powrotem, przynajmniej na chwilę. Wróciłem z plaży, patrzę na termometr po zacienionej (!) stronie domu, a tam 32 stopnie Celsjusza. Lód i zimne okłady!
Ja nigdzie nie wychodzę, w domu jest znośnie.
Muszę tu zrobić przeciąg i dopiero wtedy jest znośnie.
Ja pozasłaniałam i uchyliłam wszystkie okna i włączyłam wentylator.
Byłem w sklepie, na drugim końcu osiedla . Wróciłem. Udało się!
Gratuluję
Nareszcie grzmi. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy
Wrocław przeszedł (prawie) huragan i potężne gradobicie. Tu trochę popadało, chwilami mocniej powiało i cały czas mruczy. Czasami błyśnie, ale nawet nie zamknęłam balkonu. Czyżby też jakieś tajne urządzenia?
To chyba czary bardziej niż urządzenia 😉 w 3mieście upał, a nawet, jak mawia Tata Quackie – za przeproszeniem nadupał.
U nas grzmi i chmury niosą dużo wody. Czy upuszczą – zobaczymy…
Komu duszno?? Zapraszam! 😀
Siedemnaście i nareszcie przestało lać 😀
Przeczytałam kolejną książkę i okazało się, że jest druga część, ale nie u mnie na półce

Się proszę nie obawiać, fragmentów żadnych publikować nie będę
Dzień dobry 🙂 Właściwie niekoniecznie dla mnie, jako że czas powrotu do domu i koniec urlopu 🙁 Pogodowo doświadczam dzisiaj wszelakiej aury 🙂 Poranek w Dusznikach słoneczny… w Kudowie burza z gradem… aktualnie we Wrocławiu kropi. Wszystko zdaje się ciągnie od Skowroneczka ku górze 😉
PS A w duchy wierzę i owszem . O!!! 🙂
No bo skoro są…
DobryWieczór :)) Ja tam w Duchy wierzę, choć ich nie ma :))
Dzień dobry wieczór
Dzień,ten podobno najcieplejszy przeżyłem,dobrze iż przypadł on na niedzielę,nic robić nie trzeba było tylko bawić się ze słońcem w chowanego.Chyba wygrałem
No i chwała mu za to, że się schowało. Po burzy zrobiło się całkiem miło. A komu zimno tam u dołu mapy, zapraszam do Poznania
Do Trójmiasta trochę dalej, ale zmarznięci też się tu ogrzeją 🙂
I przy okazji wykąpią?
Można. Małżonka to dzisiaj uskuteczniła i żyje, bez widocznych obrażeń, więc chyba można.
Widziałam, że chętnych do kąpieli nie brakuje.
Burza wraca
a ja powiem dobranoc. Słodkich snów 
Czas kończyć dzień na Wyspie. Chciałem podać na dobranoc napoje chłodzące, ale nie było – zamiast nich będzie muzyka.
Dzisiaj kompozytor z Francji, Jacques-Christophe Naudot. Niewiele o nim wiadomo, poza tym, że był masonem, a cyklistą nie, prawdopodobnie dlatego, że rowerów jeszcze wówczas nie było, a loże masońskie tak. W związku z przynależnością spędził krótki czas w więzieniu, ale zdaje się w niczym mu to nie zaszkodziło. Monsieur Naudot komponował na flet, jeden lub dwa, z opcją wykonywania na dudach. Takowego nie znalazłem, ale jest śliczna suita – wiązanka utworów na dwa flety, w sam raz na dobranoc!
Snów o tym, że jest trochę chłodniej, dla Miśka – że jest mroźno!
Dobranoc 😀
Skowronku! To naprawdę ty???
Północ się zbliża, kładą się spać i sowy, i Skowronki 😉

Dobranoc!
Dzień dobry
Jaki rześki poranek po burzy 
Witaj! Rześko, fakt 🙂
Witaj! Widać, że już po weekendzie…
DzieńDobry :)) Ducha nie gaście :))
A mnie to nie rusza! Jestem na urlopie!
I już nie śpisz? Czy może jeszcze się nie położyłeś???
Ile można spać, jeśli się nie musi wstawać?
A w ogóle to dzieńdobry i tym, co się jeszcze nie odezwali!
Dzień dobry. Dzisiaj będę jak Szkot – w kratkę, chociaż nie w spódniczce.
A co? Masz jakieś kompleksy w sprawie nóg??
To mógłby być ciekawy widok
Niee, żadnych. Czasami naszam nawet galabiję, gdzieś z Tunezji czy innego Egiptu rodem, chociaż faktem jest, że do kostek. Ale przy tej pogodzie noszenie czegokolwiek dłuższego niż do kolan jest wyrafinowaną torturą.
Poniedzielne dzień dobry
Kolejny bezchmurny gorący dzionek,ruchu o wiele więcej więc już tak przyjemnie jak wczoraj nie będzie,o nie
A u mnie niebo częściowo zachmurzone, temperatura 22’C, żyć nie umierać. Wykorzystując tę przyjazną aurę, wybrałam się na miasto i właśnie wróciłam.
Dzień dobry Bożenko
U mnie na chwilę obecną 32 stopnie,wczoraj było 34 w szczytowym momencie.Pogoda więc typowa do leżakowania ale niestety nie ma tak dobrze.Obowiązki trzeba wykonać.Nic tylko czekać wieczora.
Dzień dobry Lordzie W. Serdecznie współczuję takiej temperatury, choć są tacy, którzy to lubią. Ale to przecież mózg się lasuje!!!
Nie jest najgorzej,organizm się troszkę się przyzwyczaił,już 4-5 dzień temperatura oscyluje w granicach 30 stopni.Gdzieniegdzie jest podobno jeszcze cieplej.Co oczywiście nie znaczy,że z człowieka się nie leje,tym bardziej w czasie dynamicznej pracy
Kochani Wyspiarze! Mam problem całkowicie realny i wręcz przyziemny: otóż swego czasu nakleiłem mocną taśmę klejącą, tzw. duct tape, potocznie u nas w domu zwaną „srebrną taśmą” na powierzchnię krytą syntetycznym kauczukiem. Po kilku latach muszę się pozbyć taśmy klejącej z w/w powierzchni, niestety po oderwaniu pozostały na niej resztki kleju wraz z siatką – osnową taśmy. Czy przychodzi Wam do głowy jakiś sposób (może rozpuszczalnik?) którym wyczyszczę klej, nie uszkadzając warstwy kauczuku pod spodem? Szorowanie z użyciem płynu do naczyń nic nie daje 🙁 Beznyna i wszelkie rozpuszczalniki uniwersalne odpadają 🙁 Pomocy!
Z ciekawszych podpowiedzi wujka G:
Preparat firmy Kontakt Chemie nr 50 (Label Off) służy do usuwania etykiet, ale używałam go już do usuwania śladów po różnych klejach – np z parkietu po taśmie malarskiej i po jakimś kleju, którego resztki zostawił stolarz na szafce kuchennej. Udało mi się nim usunąć także ślady po czarnej taśmie samoprzylepnej, którą jakiś bałwan-sprzedawca owinął mi jasny łazienkowy dywanik z gąbki (z tych sprzedawanych na metry). Preparat działa, nie uszkadza powierzchni – genialny wynalazek. W Warszawie do kupienia w sklepie z akcesoriami komputerowymi na Dzielnej. Gdzie jeszcze, nie mam pojęcia:(
Anka
albo
Używałem sprayu Label jest bardzo dobry.Mozna go dostać w sklepach z częściami elektronicznymi.(dlatego ,że ten sam producent wytwarza preparaty min do czyszczenia potencjometrów itp). Oczywiście przed użyciem musisz musisz zrobic probke.
Ja obsmarowałem cały parapet taśmą klejącą, nie pomagały zadne alkochole, acetony itp.Niestety Label jest dosyć drogi koszt ok 35 zł.
albo
Istnieje srodek do usuwania etykietek. Wystarczy popsikac i wytrzec sciereczka. „solvent 50” etiketten löser. Znajdziesz napewno w OBI.
Oczywiście najpierw sprawdzisz nieagresywność 😉
Można jeszcze pytać producentów, np http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.tasma.krakow.pl/str-kontakt.html
Dziękuję, zaraz będę się wybierał w jedno miejsce!
Label off używaliśmy w księgarni do odklejania metek – nie uszkadzał książek 🙂
Właśnie wróciłem z miasta, załatwiwszy kilka spraw. Ledwie żyję, dosłownie. Nigdy wcześniej w życiu tak się nie czułem podczas upału, a mam za sobą i lato w Mongolii, i Egipt, i Maryland w Stanach, całkiem już południowy stan. Nie mam co prawda dżungli ani sawanny, ale nie zdziwiłbym się, jakby niedługo w Polsce powstała np. sawanna. Pustynię Błędowską już z powrotem upustynniają, więc…
A w Krakówku pada, pogrzmiewa i jest przyjemne 24 st.C…
Cierpliwości, dojdzie i do was 🙂
Tu też
się na deszcz zanosi i temperatura jak w Krakówku
Zapraszam na następne pięterko
a co braliście?
O! Witaj, Klarko! 🙂
Już pisałem – dwie dziewczyny!