21 sierpnia 1924 roku
Kochany Władziu!
Wczoraj przed wieczorem przybyłyśmy z Janką do Warsz[awy] dla załatwienia kilku sprawunków, dziś rano miałyśmy powrócić do Choszczów[ki] – tymczasem nieustanny deszcz zatrzymuje nas w domu, tak że może nawet wcale dziś nie wyjedziemy. List Twój pisany w wiedeńskiej kawiarni zastałam i widzę, iż tak Cię praca biurowa [w konsulacie w Pradze] zniechęciła i przygnębiła, że nawet tak piękne miasto, jakim jest Praga, nie podobało Ci się. Tak, mój kochany, nigdy nie pracowałeś systematycznie i nie możesz się do tej roboty wciągnąć, a jednak Twój kolega, p. D., jest już tam drugi rok, pracuje i nie ma zamiaru zmieniać. Przed chwilą był p. Mierzejews[ki] w sprawie swoich listów […].
Otóż wziął on Twój adres […]. Możliwe zatem jest, iż w Pradze otrzymasz list z Paryża z propozycją objęcia tam innego rodzaju zajęcia.
Prawdopodobnie praca dziennikarska bardziej odpowiadałaby Twemu usposobieniu i zamiłowaniu, ja jednak nie radziłabym Ci przyjmować takowej, gdyż przy Twoich wielkopańskich zachciankach i absolutnym braku zmysłu praktycznego stale klepałbyś biedę przysłowiowego literata.
Od bliskich i dalekich. Korespondencja do Władysława Broniewskiego 1915–1930, oprac. Feliksa Lichodziejewska






Dzień dobry … A tak o..(?) matkach ciąg dalszy 😀
Zważywszy, iż p. Władysław w roku 1924 miał latek 27, to mamcię miał troskliwą. Nie zaprzeczycie 😀
Mamcie są troskliwe z natury, to i nie dziwota – dziwić może wynikający z tego listu beztroski stosunek niespełna 30-latka do życia i spraw bytowych. Cóż, nie byłby poetą gdyby był inny…
Wydaje mi się, że jest w tym liście odrobina irytacji….. 🙂
A dziwi cię to?
A dziwi… bo pani matka robiła wszystko, by Władzia w domu zatrzymać..
Babcia Lubowidzka była zakochana w swoim
przyszywanym wnuku. Miała wielki wpływ na jego wychowanie i ukształtowanie jego osobowości.
A kto to Babcia Lubowidzka?
Jadwiga Lubowidzka, była trzecią żoną dziadka Antoniego Lubowidzkiego i stąd przyszywaną babcią Władysława Broniewskiego.
Pochodziła z rodziny o wielkich tradycjach
i patriotycznym rodowodzie. Jej dwaj bracia
zginęli w powstaniu styczniowym. Romuald padł
w boju, Walerian został wzięty do niewoli
i rozstrzelany. Jadwidze – nauczycielce – carscy
urzędnicy zakazali nauczania. Babka była
staroświecka i bardzo pobożna. Tal pisał o niej
w pamiętniku W.Broniewski. Ale to właśnie
ona była jego nauczycielką i to ona wyprawiła
go do walki w legionach Piłsudskiego.
Zmarła w 1941 roku.
Nie ukrywam, że p. Władek jest jednym z ulubionych poetów moich..
😀
… i wstydu nie robię..

Aaa z rewolucyjną pieśnią na ustach iść nie będę..
I tak za p.Władkiem „Mistrzyni życia, Historio,
zachciewa ci się psich figlów…
Opowiadasz mi stare kawały
i uśmiechasz się, na wpół drwiąca,
i tak kiblujemy pomału –
ty od wieków, ja od miesiąca” 😉
Owocnej pracy tym co muszą /bez wielkopańskich zachcianek ;)/ pracować!! 😀 Cześć!
I niebolesnego schowania zachcianek tym innym!
Powitać Szanownych. Owszem, zaraz się biorę do pracy. Pogoda jak wczoraj, zachmurzenie i chłodnawo, ale bez szaleństw, zresztą łowcy (burz) pokazują, że w północnej połowie kraju dzisiaj pod tym względem spokój.
Poeta. No cóż, tak bywa, że polegają na najbliższych osobach. Coś za coś. Chyba w porządku – dopóki najbliżsi zgadzają się na takie dociążenie…
Witam i na tym pięterku
Dzisiaj nieco spóźniona, bo jak tłumaczyłam piętro niżej, miałam kłopoty z netem. Może zawiniła burza? 
Dzień dobry bardzooo 🙂 Zimno brrrr ….


List przeczytam deczko później, jako że papierzyska mi z lekka ekran zasłoniły
Poza tym jakaś gorąca linia dzisiaj, od rana tylko telefony i wszyscy czegoś chcą, oczywiście na cito!
Milutkiego Kochani ….
Witam i ja nieśmiało w ten pochmurny , chłodny i mokry, całkiem mało przyjemny poranek.. Udało mi się , na razie bezboleśnie
zaspokoić moją dość wielkopańską zachciankę i kupiłam sobie parę dni temu piękną ( och jaką piękną !) torbę, bo torebką tego nazwać nie można.. A wracając do lubianego także przeze mnie poety i jego niejakiej beztroski – z doświadczenia wiem ,że tę beztroskę synów mamcie w dużym stopniu fundują sobie same, będąc nadopiekuńczymi , ale to oczywiście moje prywatne zdanie tylko
, nie chciałabym się Państwu narzucać z moimi poglądami…
Zapraszana parokrotnie przez Tetryczka wreszcie dojrzałam i się odważyłam…
Witaj!
Powiem tylko jedno: Nareszcie!
Witaj Maniu, mam nadzieję, że dobrze się poczujesz na naszej Wyspie
Witamy! Jestem skłonny całkowicie się zgodzić w kwestii nadopiekuńczości. Najśmieszniejsze, że z czasem samym nadzaopiekowanym wychodzi ona bokiem, chociaż z drugiej strony nie potrafią się uwolnić i wybić na samodzielność (bo przecież to tak wygodnie). I rosną sfrustrowani.
Tyz prowda…
Witaj Maniu… Wyspa jest otwarta i życzliwa 🙂
Witaj Maniu na Wyspie
Mamcie bywają nadopiekuńcze nie tylko w stosunku do synków, ale i córeczek
I nie tylko mamcie, ale i tatusiowie…
I od razu muszę się z Tobą zgodzić
Ps. Bardzo dobrze, że się odważyłaś…
No tak – na ogół dzieci mają skłonność do ” ja siam/siama”, choć z pewnością nie wszystkie…. a nadmiar troski skutecznie je od samodzielności oducza.
Mama Broniewska w tym liście przemawia do małego synka. a nie dorosłego mężczyzny, co dziwne, bo Władzio już miał za sobą chwalebny udział w wojnie 20-tego roku 🙂
Czyżby do udziału w wojnie nie trzeba było być dojrzałym??!?
Ano – nie. Można to traktować jak ” męską przygodę” plus nieodzowna wódeczność .
Śmiem podejrzewać, że jednak przy pierwszej poważniejszej okazji (ostrzał, bombardowanie, natarcie przeciwnika) męską przygodę szlag trafia. A gdyby jeszcze tak w trakcie wódeczności, należy przypuszczać, że niezbędna byłaby wymiana bielizny tudzież dolnych partii odzieży.
Wódeczność działa znieczulająco. Kwaku…..
Dla niektórych nadopiekuńczych rodziców, nawet czterdziestolatek jest jeszcze dzieckiem, za które trzeba decydować i mówić mu co ma robić
A to, że był na wojnie, niczego nie zmienia…
Dzień dobry
Witaj, o Zamorska!
Witaj Mistrzu Q
Ale nie będę się czepiać szczegółów 
Chyba bardziej by pasowało „zaoceanna” niż „zamorska”
Ha, ale mówi się „Terytoria zamorskie”.
Z oceanem to może być „transoceaniczna”, ale mi to nie brzmi.
Jak już powiedziałam, nie będę się czepiać szczegółów
Jak dla mnie, to może być i „zamorska”
I faktycznie, „transoceaniczna” jakoś dziwnie brzmi…
… aż dziw, jaka dziś jestem zgodliwa
A tak w ogóle, to jeszcze w Polsce, małżonek miał w pracy kolegę, który był nadopiekuńczym tatusiem. Jego córki nie miały prawa same niczego ukroić (bo mogłyby się skaleczyć) i były trzymane daleko od kuchenki (bo mogły się oparzyć)
Tatuś rano robił im kanapki i herbatę w termos. Także dziewoje po maturze, a w życiu nie widziały jak wygląda gotująca się woda
Nie mówiąc już o umiejętności ugotowania czegokolwiek… To dopiero materiał na żonę!!!
Ja raczej znałem takich starych kawalerów niż dziewczyny. Ale za to potrafili sobie wodę na herbatę przypalić.
I jajko nie chciało zmięknąć, mimo godzinnego gotowania
O, tego nie znałem! 😀
Jest trochę takich kawałów na temat nieumiejętności gotowania

Jak chociażby ten, gdy myśliwy przyniósł swojej młodej żonie ustrzelonego zająca. Poszedł do pracy, a gdy wrócił, obiadu jeszcze nie było, a żona siedziała w kuchni i płacząc skubała sierść…
Czy też to, jak młoda żona upiekła przyniesioną z polowania kaczkę. Małżonek pochwalił, że smaczna, tylko to nadzienie jakieś dziwne… A żona mu na to: Jakie nadzienie?!!! Tam już nic nie chciało wejść!!!
Trochę na innym poziomie przypomina mi się, jak Wańkowicz parodiował niedoświadczoną dziedziczkę, chodzącą po polu w sukni, której rąbek trzyma w dłoni, i pyta: „Franiu, czy nie czas już kosić buraki?”
Kaczkę z nadzieniem własnym upiekła Magdalena Samozwaniec, ale podobno nawet pies jej nie chciał 🙂
Wodę na herbatę nie sztuka przypalić
Wystarczy włączyć, nie założyć gwizdka i sobie pójść
Był czas, że moja córka spaliła w ciągu miesiąca dwa czajniki… a gotować umie i to całkiem nieźle…
Ej, to czajnik, ale żeby wodę?
😉
Wody, to faktycznie nie udało się nikomu z nas przypalić
To chyba wyższa szkoła jazdy 
Wciągnęłam już śniadanko i chyba zanim pobudzę młodych, zajmę się tymi zdjęciami z wyjazdu. Strasznie to marudna robota
Dużo przyjemniej się je cyka, niż potem obrabia 
Ale piękna burza przeszła nad Krakówkiem! Grzmiało, waliło, lało, słowem hydrowpiekłowstąpienie 😉
Z okien widziałem, jak samochody jadące jedną z przelotówek wzbijały fale powyżej dachu – tyle wody nie nadąża odpływać z jezdni!
Rany, to nieźle! Czyli wczoraj Wrocław, dzisiaj Kraków… Znajomi z Poznania przebąkują, że trzeba by się wziąć za budowę arki i zacząć selekcjonować zwierzęta parami…
To prawda, pada bez przerwy chyba od wczoraj, bo zasypiałam podczas burzy i ulewy i dziś gdy się przebudziłam też lało i leje do tej pory. Chwilami tak, że potoki jezdnią spływają.
Kaczmarski jest dobry na wszystko…
I jeszcze coś o Hydropiekłowstąpieniu:
Jak to o sobie mawiał p. Władysław?? ” Polak, katolik, alkoholik”..:)
Dobranoc Państwu 😀
PS Aaa witam serdecznie Manię 😀
Powoli kończymy kompozytorów na literę „G”, dzisiaj Anglik Maurice Greene, który poza tym, że komponował, to grywał na organach, i to nie byle gdzie, ale w londyńskiej katedrze św. Pawła i w kaplicy królewskiej, aż wreszcie dochrapał się tytułu Master of the King’s Musick, czyli mniej więcej nadwornego kompozytora. Na zdjęciu wygląda, jakby był w szlafroku, co jest nader odpowiednią wizją, biorąc pod uwagę, że to na dobranoc. A sama muzyka? Kameralna, trochę jak z pozytywki, w sam raz na zaśnięcie.
Snów wkradających się powoli i niezauważalnie, po angielsku.
Szlafroczek ozdobny, czemuś wygnieciony, a muzyczka istotnie nieco katarynkowa…
co z radością czynię 🙂
Niemniej niski pokłon Kwaku za ten muzyczny alfabet
Jeszcze lampka, by strzegła i koiła 🙂

Dobranoc….
Dzień dobry
niech będzie…
Dzień dobry.. Niech wreszcie przestanie lać, bo amfibię będę musiała kupić!! A tu kasa świeci pustkami
Melduję się posłusznie, panie oberlejtnant. Pogoda bez zmian, tyle że w nocy ewidentnie lało, na szczęście nie było to hydropiekłowstąpienie. Praca… nie zając, bom nie myśliwy. Ale kiedyś trzeba będzie zacząć.
PS. No i pochwaliłem… Leje jak z cebra.
Lista, lista…
Witajcie!
Od wczoraj mamy jesień. Ponoć bez złotej się obejdzie i pojutrze spadnie pierwszy śnieg…
Hm, a ja myślałem, że takie opady to od północy idą i najpierw by u nas posypało?
Witaj Panie T. i nie kracz! Mamy wiosenkę, a za tydzień przyjdzie lato. U mnie już padać przestało i gościówa wyjechała… wszystko wraca do normy
Dzień dobry

U mnie wczoraj miało padać i nie padało
Dziś ma być tylko zachmurzenie, ale kto wie, czy nie popada…
Dzień dobry ! Spóźniona jestem troszkę,ale taka praca… Tu gdzie jestem jest dzisiaj dzień wolny, świąteczny , ale pochmurny, zimny i nieprzyjemny.. Brrrr. Dobrze,że padać przestało , ale wilgoć mimo to czuć w powietrzu..
Chciałam Państwu wszystkim podziękować za serdeczne , miłe powitanie
przepraszam ,że nie wczoraj,ale byłam troszkę zaskoczona, po pierwsze moją śmiałością, a po drugie miłym przyjęciem ( nie żebym sobie myślała, że nie potraficie , tylko,że mnie to spotkało- no trochę zawile wyszło, ale w razie czego Mistrz rozwiązywania tajemnic i Celnego Wyrażania Myśli Jednym Słowem-Tetryk zwany Tu także Ukratkiem podpowie)

No i zabrakło konceptu wczoraj…
Lecę przygotować obiad i dokończyć ciasto na jutrzejsze urodziny. Nie, nie moje..
No hej, wpadaj, jak tylko możesz i chcesz!
Witaj Maniu
Miłe osoby zawsze są mile witane i mile widziane
Nie wiem też, dlaczego miłe powitanie akurat Ciebie nie miałoby spotkać?
Wczoraj przegoniłam trochę młodych po świeżym powietrzu
Zabrałam ich do Baha’i Temple, na plażę w Wilmette i jeszcze w kilka miejsc 
Sara jest u nas od tygodnia, a poza sklepem spożywczym (w niedzielę), nigdzie nie była
To co to za wyjazd?!!! Przyznała mi się, że jej mama domaga się zdjęć z wyjazdu… A co miała fotografować? Nasze pokoje? Czy może mój ogródek? W połowie wycieczki chcieli już wracać do domu, ale nie ze mną takie numery
Objechałam wszystko, co zaplanowałam
Wczoraj było dość chłodno (ok. 19C), czyli bardzo dobra pogoda na wędrówkę…
I ma co wysłać swojej mamie
Szkoda, że nie mam więcej tego wolnego, to bym ich więcej poganiała 
Wyrwałam z betów o 8, co nie jest przecież zbyt wczesną godziną i pojechaliśmy
Przynajmniej Sara zobaczyła jak wygląda Lake Michigan
A po tym śródmieściu Chicago, gdzie mosty, kanały, wieżowce, port, parki, planujesz ich przegonić? Tzn. tak sobie myślę, że a) gdybym ja przyjechał kiedyś, to tam bym najpierw pewnie chciał pojechać i zobaczyć, jak wygląda Wielkie Miasto, b) podejrzewam, że zdjęcia z tamtych okolic spełniałyby oczekiwania mamy Sary co do Fotografii Z Wyjazdu.
Na śródmieście potrzebuję więcej czasu i chyba raczej nie zdążę ich tam zagonić. Sara wraca w sobotę, a ja pracuję do piątku…
I nie dlatego, że mój dom jest jakoś tam paskudny
Ty masz podobnie jak ja – lubisz coś nowego zobaczyć. Sara nie ma tej żyłki podróżnika i najchętniej spędza czas w domu, przy komputerze 
No i obowiązkowa jazda kolejką nadziemną. Jakoś ta jazda po dachach bardzo się mojej mamie podobała 
Podejrzewam, że gdybyś się w końcu do mnie wybrał, to sam byś chciał pojechać w jak najwięcej miejsc i całodzienne siedzenie w moim domu by Ci wyjątkowo nie odpowiadało
Na pewno, gdybyś przyjechał, zaczęlibyśmy od Downtown Chicago, ale do Baha’i Temple też bym Cię zabrała, bo jest to miejsce z niepowtarzalnym urokiem… Moja mama za każdą wizytą u mnie musiała być właśnie w tej świątyni, na plaży w Wilmette i przy Buckingham Fountain
A mama Sary na pewno ucieszy się ze zdjęć Lake Michigan i Baha’i Temple. No i z tych pozostałych miejsc…
Wierzę, mnie by też się podobała taka jazda… Niestety, nie przyjadę do Ciebie. Mogę tylko oglądać to co pokażesz na zdjęciach
No właśnie, nikt nie chce do mnie przyjechać
Chociaż zapraszałam wszystkich i każdego z osobna
Cały czas mam jednak nadzieję, że ktoś się w końcu zdecyduje 
A że mam wiatr w butach i poznałam całą masę ciekawych miejsc, to taki miesięczny pobyt, jak Majeczki, to trochę krótko na obejrzenie wszystkiego (czy właściwie pokazanie) 
Lubię jeździć samochodem i chętnie, w miarę możliwości, obwiozę gdzie się da
Muszę niestety lecieć do pracy
Zajrzę tu jak wrócę 
Cieszę się Maniu, że do nas zawitałaś i dobrze się tu czujesz.
Byłoby świetnie gdybyś sobie jeszcze wstawiła jakiś awatar… Może znajdziesz tyle czasu? 
Bożenko ! To nie o czas chodzi w wypadku awatara- to brak umiejętności

Już ze trzy razy próbowałam i ….
Rozumiem, ale poproś najlepiej Ukratka. Jestem pewna, że On Ci pomoże.
Dzień dobry !
Widzę, że Mirelka juz zaplanowała Kwakowi zwiedzanie
a może jednak
, żeby nie zapeszyć ?:)
Może kiedyś… Nic nie wykluczam, o niczym nie przesądzam. Na razie jednak nic nie wskazuje, żeby w najbliższej przyszłości.
W każdym bądź razie, cały czas podtrzymuję zaproszenie i gdybyś odwiedzał tu rodzinę (albo i nawet nie), to zapraszam serdecznie
Dzień dobry, Wiedźminko
To zwiedzanie mam zaplanowane dla wszystkich 


Bo to moim zdaniem jest pewnego rodzaju atrakcją… Nie wiem, czy w Polsce można zobaczyć pokazy delfinów, jeśli nie, to w tym ZOO można tam też się wybrać…
Downtown Chicago jest ciekawe pod względem zabudowy i chociaż nie lubię miasta, każdego przybysza zawiozę. Poza tym jest tam parę miejsc, które lubię (nad samym Lake Michigan). Piękne jest Navy Pier, „Fasolka”, Millenium Park, Buckingham Fountain, czy Shedd Aquarium i Sears Tower. To są stałe miejsca, gdzie w ciemno mogę każdego zawieźć i na pewno będzie się podobało
W sumie, gdybym zaczęła wyliczać miejsca, które mi się w okolicy podobają, to wyszłoby całkiem niezłe pięterko
Chyba tylko do Lincoln Park ZOO bym nie zabierała, bo w Polsce też są takie ogrody i w sumie zwierzątka w nich są takie same. Ale w sezonie, do Brookfield ZOO, to bym zawiozła. Chociażby po to, żeby wejść do „motylkarni”, czy własnoręcznie pokarmić płaszczki
A w sumie, Mistrz Q, ma bardzo blisko do największego (terytorialnie) ZOO w Polsce. Kiedyś nawet byłam w ZOO w Gdańsku – Oliwie… Tak ze dwadzieścia lat temu
Niesssamowite
Nasza Wyspa się wyludnia 
Gdyby zajrzał tu Senator, to dopiero by się zmartwił
A mam nadzieję, że jeszcze tu przyjdzie…
Nie było mnie 5 godzin i nikt w tym czasie tu nie zajrzał? Ludzieee
W każdym razie ja teraz się pożegnam. Dobranoc
Nadrabiałem zaległości pracowe i tylko zerkałem od czasu do czasu. Faktycznie nikogo nie było.
Dzisiaj powiem dobranoc po boże(nkowe)mu, czyli nieco wcześniej. Niby jakoś strasznie się nie przepracowałem, ale dziwnie zmęczony-m. Może ta zmiana pogody i nagły przeskok od +28 do +12 stopni Celsjusza?
Dzisiaj przechodzimy w alfabecie kompozytorskim do literki „H”. Myślałem z początku, żeby zacząć od Georga Haendla, co byłoby sensownym przejściem (imię jeszcze na „G”, ale nazwisko już na „H”), ale jednocześnie zbyt oczywistym.
Dlatego będzie nietypowo – kompozytor zza naszej południowej granicy, Kryštof Harant z Polžic a Bezdružic. Muzyka majestatyczna, rzekłbyś, epicka, a broni się do dzisiaj – użyto jej do ilustracji serialu „Lekár umierajúceho času” z 1983.
Snów może mniej majestatycznych, ale refleksyjnych!
PS. A sam kompozytor to ciekawa postać, jeżeli ktoś łapie coś z czeskiego – polecam na ten temat film animowany, którego już nie będę zagnieżdżał na Wyspie, podlinkuję tylko: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=izOvZwAKKpU
Zupełnie zwyczajnie zapalę dobranockową lampkę, bo dostojeństwo tej muzyki nie wymaga dodatkowych słów……
dobranoc po długim dniu 🙂
Dzień dobry (u Was)
U mnie dopiero godz. 23 w czwartek 
Dzień dobry
Zaczynamy weekend, może Wyspa się nieco zaludni 
Dzień dobry, Bożenko
O ile mnie pamięć nie myli, to właśnie na weekendy Wyspa się wyludniała, bo każdy miał jakieś weekendowe zajęcia… Także nie jestem pewna, czy będzie nas więcej 
Niestety, jak zabrakło Senatora, to Wyspa pada…
Ale to od nas zależy, czy padnie, czy nie… Ja wiem, że Senator jest bardzo ważny i faktycznie brakuje Go na każdym kroku… ale nie on sam tą Wyspę tworzył… Wystarczy policzyć pomponiki… Ludzie odchodzą, a świat trwa nadal… Senator ma szansę na powrót… są tacy, którzy jej nie mają…
Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale… brak niektórych jest bardzo dotkliwy…
Masz rację, od nas zależy żeby Wyspa trwała. Nie wiem tylko czy wszystkim na tym zależy. Miśka też nie widać od dłuższego czasu…
To moje środowe „kopnięcie” młodych pomogło i dzisiaj sami wybrali się do Downtown Chicago
Jednak jak dwie mamy się zawezmą… Chociaż nie znam mamy Sary, ale mamy podobne zdanie na temat wyjazdów i zwiedzania 
Wrażenia z „balkoników” są niesamowite… I chociaż mój syn nie ma lęku wysokości, to na balkonik nie wylazł
Podszedł tylko do krawędzi, popatrzył na te 103 piętra w dół i zawrócił
To mnie pociesza, bo to znaczy, że nie tylko ja nie jestem w stanie wyjść na te balkoniki 
No i oczywiście nie mieliśmy żadnych w domu…
Pojechali do Sears Tower i wrócili zadowoleni
Też fakt, że jak jechaliśmy na tą „przymusową wycieczkę”, to trochę ich powstydziłam. No bo jak to? Tyle dni w obcym mieście i nigdzie nie byli? Cały weekend (i to długi weekend) mieli do dyspozycji samochód, a jedynie do sklepu po żarcie? Co prawda zostawiłam im jedzonko, ale oczywiście synek musiał kupić sobie te chińskie zupki, które lubi, a Sara bez chipsów żyć nie umie, a tego się u nas nie jada
No, ale w drodze do sklepu mogli gdzieś pojechać… albo odwrotnie – jadąc na wycieczkę, mogli po drodze zajechać do sklepu… Tylko się im nie chciało
To dobrze, że na tym 103 piętrze obeszło się bez atrakcji. W gazecie jak na zamówienie – fotoreportaż stamtąd właśnie: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/5,114871,16060739,412_metrow_nad_ziemia__Usiedli_na_szklanej_podlodze_.html
W naszej telewizorni mówili o tym przypadku, ale gdy młodzi wjechali na górę, to wszystko było naprawione i można było tam bez problemu wejść. Całe szczęście to nie jest jedna szyba, a kilka. Bo gdyby była tylko jedna… aż strach pomyśleć
Ja bym wolała tam nie wchodzić
No, to dość sensowne, żeby zrobić podłogę z warstw. Warstwy sprawdzają się w większości przypadków, od sklejki począwszy. Zresztą, jak skomentował rzecznik, zadziałało to dokładnie tak, jak miało, czyli pękła tylko pierwsza warstwa (swoją drogą widać na zdjęciach z wymiany, że 7,5 cm to ona nie ma; może ta kolejna jest grubsza, albo w sumie wszystkie tyle mają grubości?), reszta wytrzymała, tak że można było bezpiecznie wymienić. Zauważcie, że szklarze spokojnie włażą podczas wymiany na tę warstwę, co się ostała pod tą, co pękła.
Edit: PS. Ale wrażenie dla tych ludzi, co tam byli, jak zaczęło pękać – faktycznie piorunujące.
Oni tam porobili takie różne zabezpieczenia, nie tylko na podłodze. Widziałam kiedyś na filmie jak oni to konserwują i czyszczą
Chyba bym miała pełne gatki
Bo te balkoniki są na takich specjalnych szynach, których normalnie nie widać (są ukryte pod wykładziną dywanową) i do konserwacji i mycia wciąga się je na tych szynach do środka. Jak popatrzyłam na robotników, chodzących przy samej krawędzi, po zewnętrznej stronie… Tam nic nie było!!! Tylko dziura w ścianie 
Aż dziw, że żaden nie padł na serce… Po takich wrażeniach – można…
Ale fakt, że gdy toto pękało pod tyłkiem, to na pewno żaden nie pomyślał, że balkonik ma dodatkowe zabezpieczenia
I pomyśleć, że są i tacy, którzy pukają w boczne szyby, żeby sprawdzić wytrzymałość, a jeszcze inni podskakują i tupią w podłogę
Może po tym wypadku, ci tupiący i skaczący chociaż trochę będą się bali? Chociaż… kto wie?
Spadam na górę

Miłego dnia Wam życząc
I tak już na zakończenie – prognoza pogody na weekend:
Będzie 30 stopni ciepła: 15 w sobotę i 15 w niedzielę…
Coś jak u mnie 😀
Na targu, w pobliżu wschodniej granicy:
– Wiertarkę sprzedam, tanio wiertarkę!
– Panie, przecież to jest karabin maszynowy, kałach!!!
– Może i kałach, ale dziury robi świetne…
Czy wiecie, dlaczego panny są szczuplejsze od mężatek?
Bo panna wraca do domu wieczorem, patrzy co ma w lodówce i idzie do łóżka. Mężatka wraca wieczorem do domu, patrzy co ma w łóżku i idzie do lodówki…
Mama do synka:
– Zjedz chleb!
– Ale ja nie lubię chleba!
– Ale musisz jeść, żebyś był duży i silny…
– Ale po co?!!!
– Żebyś mógł w przyszłości na chleb zarobić.
– Ale ja nie lubię chleba!!!
Dobre! To i ja coś dołożę:
Dowcipny facet przychodzi do apteki i pyta:
– Czy ma pan mrożoną marchewkę?
– Mam.
– O, a peruki są?
– Są.
– Hm… A miedziane rondelki dostanę?
– Naturalnie.
– I to wszystko mogę kupić w aptece?
– Oczywiście. Poproszę o receptę…
Przychodzi facet do baru:
– Poproszę piwo bez soku.
– Jakiego soku??
– Może być bez malinowego.
…i wlali mu wszystkie pozostałe.
Dzień dobry. Ja będę wśród tych wyludnionych raczej dzisiaj, bo praca wrzeszczy, żebym się nią zajął. Wieczorem zaś prawdopodobnie dalszy ciąg spotkania z poniedziałku, jeno w luźniejszej atmosferze. Ale żeby nie było, że tak z pustymi rękami dzień zaczynam – znalazł mi się taki śliczny cover skądinąd ciężkiego utworu:
Stanowczo protestuję przeciwko demonizowaniu globalnego ocieplenia! Choćby poziom oceanu światowego podniósł się nawet o kilka metrów, nie to Wyspie zagraża!
Wyspa trwać będzie, dopóki mamy ochotę ze sobą gadać. Czy w tej materii coś się zmieniło?
Witam radośnie!
Z mojej strony nic się nie zmieniło, tylko głupio tak sama z sobą gadać…
Ale teraz idę po chlebek. Do zobaczenia za małą godzinkę
No niestety weekend się zacznie za jakieś cztery godziny najwcześniej… 🙁
Dzien dobry! Podpisuje liste! Rzekles Tetryku -z tego co zdazylam zobaczyc -Wyspie nic nie grozi!
Bozenko! Miralko! Uwielbiam gimnastyke nadzien dobry….ale tylko miesni smiechowych

Dziekuje!
P.S. Przepraszam,alekorzystam z cudzego komputera i nie mam polskiej klawiatury, a bardzo chcialam powiedziec dzien dobry
To miło z Twojej strony Maniu, że choć z przeszkodami, ale napisałaś żeby się przywitać.
Witam więc serdecznie 
Znaczy – leniwa?? Hę??
Witaj Maniu 😀
No, powiedzmy rozleniwiona… Kiedyś wcześniej wstawałaś…
Widzę, że jako kadrowa, muszę wystąpić o naganę co dla niektórych…
O wypraszam sobie, psze Pani!! Wstaję o tej samej godzinie od kilkudziesięciu lat

Tylko poranne zajęcia się co nieco zmieniły.. I powiedzmy więcej czasu zabierają
A, to pardąsik…
Dzień dobry 😀 Jak se człek obowiązków na głowę nabierze, a głowę ma tylko jedną, to tak właśnie wygląda jego aktywność na Wyspie. Na Wyspie o zróżnicowanym klimacie
Mówię za siebie!!
Witaj Skowroneczku 🙂
To ja się również podpiszę i dodam, że mam tylko dwie ręce, a bywa że przydałyby się co najmniej cztery
Niooo.. i energii mniej. Jakoś
Nie tylko energii, Skowroneczku… Często brak i chęci, a wtedy też ma się jakby piasek w rękawach i nogawkach
I sama nie wiem, czy to przemęczenie, czy ten „peselek” tak nasuwa…
A może wszystkiego po trochu?
Zgadza się, Kopciuszku
Czasami i cztery ręce, to jakby za mało… A tu dwoma trzeba nastarczyć 
Dzień dobry !
🙂 Gimnastyka o 9: rano a potem zajęcia różne… tak mam od jakiegoś czasu… Dowcipy mnie rozbawiły
a i słoneczko wyjrzało 🙂
O 9 rano gimnastyka? Moja zaczyna się przed 5! Oj, śpiochyyyy
Dzień dobry !


Wyjrzałam w przerwie, zza papierków, żeby się z Wami przywitać 🙂
Warmia dzisiaj zalana słońcem, chociaż temperatura niekoniecznie letnia 🙂
Gadać zacznę więcej jak już się w weekend wygadam, a raczej popiszę przed szanowną egzaminacyjną
Na chwilę obecną milutkiego życzę
PS Witam serdecznie Manię
Czyli powinniśmy trzymać za Ciebie kciuki, Kopciuszku
Witaj Kopciuszku! Trzymam kciuki!!!Tak
albo tak: Please:
Psiakosc! Emotka nie weszla , to jeszcze raz
Więc i ja trzymam kciuki, obydwa

Słoneczne dzień dobry
Obiad zjedzony, dzień zaliczony – mawiało się w wojsku 😉
Kopciuszku – połamania długopisów i wszystkiego co trzeba, a zarazem niczego, czego nie trzeba!
Oj, coś mi się widzi, że to będzie ostatni dzień polskich zawodników singlowych podczas tegorocznego French Open. Najpierw Agnieszce Radwańskiej nie wyszedł mecz z rywalką, 72. w rankingu WTA, a teraz Jerzy Janowicz się potyka z zawodnikiem gospodarzy, któremu nie tylko ściany pomagają, ale który równiez wydaje się zwyczajnie mocniejszy…
Raz się wygrywa, raz się przegrywa. Taki jest sport..
Noale żeby tak oboje jednego dnia? Idę oglądać, jeżeli jeszcze jest co…
No i przegrawszy. W takim sobie stylu. Podobnie jak Agnieszka…
Dobra passa Jerzyka opuściła… No cóż, ale nam przecież nic do tego 😉 Mimo, że dziennikarzami nie jesteśmy 😀
A jednak mi żal.
I trudno powiedzieć, czy bardziej w związku z grającą pod presją Radwańską (nobo „najwyżej rozstawiona pozostała w turnieju”), czy z Janowiczem, który – wydawało się – wreszcie się odbił po tych ostatnich porażkach.
Ja nie śledziłam gry obojga, ale mój małżonek i owszem…
I mówi, że Janowicz przeciwnika miał silnego, i oczywiście popełnił kilka szkolnych, niewybaczalnych błędów.
Od jakiegoś czasu nie śledzę tych wszystkich „openów”. Ale wiem, że Agnieszce czegoś brakuje. Jest świetna technicznie i co najważniejsze, umie myśleć na korcie. Ale jakoś z niektórymi ciężko jej wygrać… Też fakt, że nie ma zawodnika, który zawsze jest w świetnej formie…
I to jest najważniejsze 
A co do Jerzyka… On jest bardzo niedojrzały emocjonalnie. Jak mu coś nie wyjdzie, zaczyna się denerwować i popełnia kolejne błędy…
Oboje są jeszcze młodzi i mają szansę na kolejne wygrane
Dotarłem do domu, krótka drzemka, przegląd nowości – i do roboty…
Po pracy do roboty??? Oj Panie Ukratku…
No cóż – nie ślubowałem nie grzeszyć pracą po południu 😉
Pracuś z Pana, Panie Ukratku
Coś trzeba robić, żeby nie zardzewieć…
Mistrz Q kręci?? 😀
A ja się wyłożę, wygodnie.. Nie robiąc nic, po pracy.. 😉
Noo prawie, bo świeża dostawa książek przyszła 😀
Dobrej nocy…
PS Piątego czerwca minie miesiąc od pamiętnej rozmowy przez tel. 🙁
Powinienem, a wcale nie. Tylko bandzioch rośnie 🙁
Ale może to jest myśl na dziś wieczór?
Niezła. Kręcę gdy mnie wewnętrznie cosik rozsadza…
Tylko nie pękaj, mościa Pani
No i zrobiło się późno, więc dobrej nocy Państwu życzę 🙂
No to zakręciłem się, ale jakoś się czuję niedokręcony, jakbym za słabo kręcił, za mało spalił… Taki generalny niedosyt rowerowy. Noale ile można?
Uff .. Dobry wieczór. Walec urodzinowy mnię rozjechał… Do tego w mowie obcej więcej godzin niż normalnie z większą liczbą osób
, ale za to pochwalono moje uszytki w roli prezentów… Bardzo miłe było 
Zmykam dziś spać, bo jutro odsłona druga już przy śniadaniu…
Dobranoc wszystkim
(Pierwszy cały dzień na Wyspie ! Super! )
Pewnie, że super, Maniu
Rick dał mi materiał i prosił, żebym uszyła mu pokrowiec na siodełko motoru. Jak mi tłumaczył, nie zawsze może zaparkować w cieniu, a jak to czarne siodełko się nagrzeje… to spróbuj na nim usiąść
Można sobie zadek oparzyć
Kupił więc taki srebrny materiał (wygląda jak folia aluminiowa, ale jest mięciutkie i przytulne)… A że kiedyś żałując jego żony, uszyłam im ze swoich starych skrawków materiałów poszewki na takie małe okrągłe poduszeczki, to wydaje im się, że jestem krawcową. Tłumaczyłam co prawda, że żadna ze mnie krawcowa, ale Rick mi powiedział, że i tak na pewno zrobię to lepiej niż on… Zapomniałam o tym szyciu
A na środę muszę to skończyć
Maszynę do szycia mam zepsutą i muszę to robić ręcznie 
Ale przypomniałaś mi o zaległej pracy pisząc o uszytkach
A co do obcej mowy… Mam teraz gościa – Amerykankę. Jutro rano już wraca do siebie
Normalnie, to rozmawiamy w domu po polsku. Nie mam zamiaru wysilać się i w domu z tym angliczańskim 
Dobrze, że chociaż na Wyspie (czy z Bożenką na Skype) mam tylko polski 

Ale jak jest ta dziewczyna, to głupio mi rozmawiać z synem po polsku, bo ona stoi i nie wie o czym my gadamy. A tłumaczyć jej każde zdanie, to zupełnie bez sensu. Dużo prościej jest od razu mówić tak, żeby zrozumiała… I też mam już tego trochę dość. W pracy angliczański, w domu też…
Powodzenia przy śniadaniu (i nie tylko)
Ha, z tym angliczańskim mi się przypomniało – dowcip, a może anegdota oparta na autentycznym wydarzeniu?:
Stoi w kolejce do kasy w WalMarcie kobieta o rysach twarzy południowych, trochę latynoskich, i rozmawia przez telefon w jakimś nie-angielskim języku, kompletnie niezrozumiałym.
Starszy, biały mężczyzna, stojący za nią, marszczy brwi. Czeka, aż ona skończy rozmawiać, po czym delikatnie stuka ją w ramię i mówi: „Proszę pani, nie chciałem pani przerywać, ale tutaj jest USA i tu mówi się po angielsku. Jeżeli chce pani rozmawiać po meksykańsku, to może proszę zastanowić się nad powrotem do Meksyku?”
Kobieta odwraca się do niego i odpowiada: „Dziękuję, że pozwolił mi pan dokończyć rozmowę. Tak przy okazji, rozmawiałam w języku Navajo. Jeżeli chce pan rozmawiać po angielsku, to może proszę zastanowić się nad powrotem do Anglii?”
Dzień dobry Wiercipięto..Pracowita..:)
no i poszło….. gdzie chciało 🙁 a nie do Mirelki ….
No to ja na koniec dnia dzisiaj zaprezentuję pana Haendla, ale żeby nie było tak całkiem stereotypowo, to w nowoczesnej interpretacji i instrumentacji. Jak się pojawia gitara elektryczna, to jakbym słyszał Carlosa Santanę! A trąbka? Czysta i mocna, i całkiem nowoczesna. Na dobranoc – Arioso.
Snów czystych i mocnych, a przy tym wcale nie alkoholicznych. No chyba że ktoś sobie chce przy piąteczku pozwolić!
Panie Quackie! Nie przepadam za Haendlem , ale to było pięęęękne!
Dziękuję ! Dobranoc …
A kogo lubisz Maniu ? Bardzo mię to ciekawi 🙂 ta wersja Haendla brzmi zupełnie oryginalnie …. i dość mało haendlowsko…..
Och Wiedźminko – urodziny mnie wykończyły, nie tylko mnie ale i jubilatkę , bo niestety połowa rodziny nie przyjmuje do wiadomości ( chyba forma wyparcia ) ,że to już dobrze po 80-tce , a i choroba czyni postępy.. A uparciuch jubilatka zaciskała (a zarazem szczerzyła w uśmiechu) zęby i twardo świętowała…




Do tego pojutrze do domku,
więc pakowanie, sprzątanie ,załatwianie różnych spraw ,żeby nie zostawić po sobie bałaganu ….
Dopiero teraz nadrabiam i czytam , ale robię to dość skrupulatnie więc powoli mi idzie..
A do tego nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie… Bo to naprawdę zależy od wielu czynników, a gust mam raczej eklektyczny.. Lubię i fado, i Okudżawę, i Ravela i Gershwina, i Chopina ,i Ulę Dudziak i Magdę Umer… Dobre dźwięki i dobre teksty…A najbardziej ciszę u mnie na wsi i rozśpiewane ptaki…
Super…. 🙂 nie warto zamykać się na różne formy sztuki
Tuptam z lampką, niech świeci, jak zawsze 🙂
„…przeciw wróżbom złym przeciw magii kart…
Więc kiedy czasem jest ci źle – w tę baśń jak w lustro dobre spójrz…”
Witaj Skowronku
! och, jak chciałoby się…..
W prawdzie nie pedałami ale się nie lada zakręciłam przy notatkach 😉 Jakie to zdobywanie wiedzy bywa męczące… ale radość, że wie się więcej o wiele większa 🙂 Wdzięczność ogromna za wsparcie Kochani… bardzo się jutro przyda 🙂 Zmykam się prysznicować i spać 🙂 Raniutko wyjazd do Sopotu. Spokojnej i pięknej nocy Kochani
Jak wrócisz, Kopciuszku, to koniecznie napisz jak Ci poszło
Wierzę, że będzie nie tylko dobrze, ale i bardzo dobrze 

Połamania… czego tam Ci Ukratek życzył
Trzymam kciuki Kopciuszku ! na pewno będzie dobrze 🙂
Popisałem i teraz do zdjęć, bo może jutro, w przerwach w szyciu, uda mi się ten nasz wyjazd długoweekendowy opisać
Pisi, pisi
Dzień dobry
No i mamy sobotę 
Noo.. tak się jakoś głupio składa

Dzień dobry Poranna..
Witaj Skowronku
Właśnie rozmawiam z Mireczką 
Witaj Poranna…a zaraz potem mamy niedzielę i Dzień Dziecka
Ogólne dzień dobry bardzo.. z Jasminkowym
Piękny dzionek wstaje
Dzień dobry. Całkiem ładny, i ledwie siadłem, już mnie wołami od komputera odciągają 😛
Witaj i nie daj się! Zostań z nami!… Zostań z nami!… 😀
Póki się da, to zostanę! Rzucam kotwicę na Wyspie… Może „u brzegów” będzie lepiej?
Jak już, to wypłynąć na „pełne wody”
Jak wypłynę, to nie będzie mnie na Wyspie 🙁
Witaj Kwaku.
… ale czasem dobrze jest mieć wiatr w żagle….. a jak się ma Twoja pracka ?:)
W weekend się nie ma, na szczęście. Trochę zmieniłem system. Natomiast w ogóle ma się nieźle. Zleceniodawca wyprosił sobie dłuższy termin, co trochę martwi (bo pieniążki będą później), a trochę i cieszy (bo nie muszę się zarzynać z robotą w tygodniu). Poza tym intensywnie próbuję zdywersyfikować klientelę, co znów ma dwie strony: pozytywno-finansową (jeżeli się uda) i negatywno-czasową.
Uda Ci się ta dywersyfikacja i będzie dobrze Pracku nasz 🙂
Hihi, jedna życzliwa (bez najmniejszego przekąsu!) osoba prorokuje mi, że jak mi się uda zdywersyfikować, to wszyscy naraz się zwalą i będą czegoś chcieli i będę musiał albo wybrać, albo zachetać się na śmierć.
No cóż, trzeba brać się do roboty… Ale jednym okiem będę tu zerkać
Mam dzieckowe zamówienie na pierogi z truskawkami….
ale myślę, że dobry makaron z truskawkami tez byłby w sam raz 🙂 
Słowo „pierogi” i kubki smakowe już reagują
czy to nie żal gotować taką dorodną ?
i do tego w cieście ?????
Noo. W ogóle zjeść żal.
Tak się zastanawiam – czy jak się je taką ładną truskawkę, to oprócz wrażeń organoleptycznych można mówić o pozytywnych wrażeniach estetycznych???
No pewnie ! jedzonko oprócz smaku, musi mieć urodę 🙂
Aż mnie korci, żeby tak podzielić włos na czworo i zanalizować, bo przecież tylko metaforycznie „je się oczami”. Można powiedzieć, że estetyczny aspekt jedzenia tak się ma do samego jedzenia, jak gra wstępna do seksu, że se tak pozwolę odważnie.
jest coś na rzeczy, tylko jeszcze dorzuć zapach i będzie komplet… Jaka szkoda, ze trudno te rzeczy robić „bezkarnie”….
No cóż, odpowiedź godna tezy… 😉
Wszystko to prawda, jedzenie lepiej smakuje gdy pięknie wygląda. Lepiej jednak nie myśleć w co się ono przemieni…
że tak odważnie se pozwolę…
Odwrotnie ma się rzecz do seksu, czasem przyjemnie jest go wspomnieć…
Zwłąszcza, że wspomina się z reguły bezkarnie
Witajcie!
Jak dobrze, że zajrzałem tu już po śniadaniu!
Witaj Ukratku
Ja do Wyspy przypływam jeszcze przed śniadaniem, bo nie chcę się narażać na naganę za brak listy. 
No masz! Ja myślałem, że to sympatia – a to OBAWA!!!
Jedno nie wyklucza drugiego
Do wołów dodano nową parę. Odezwę się, jak wrócę…
Moje woły ustawiam jak chcę, ale i tak mnie ciągną. Real ma swoje prawa
Aaa. Co takiego jest w prasowaniu (na stojąco, przy desce wydawałoby się dostosowanej do wzrostu), że krzyże bolą? Jeszcze rozumiem, że górna część kręgosłupa albo barki, bo ja wiem, przedramiona, ale dlaczego krzyże?!?
Jeśli kręgosłup jest chory, to nie znosi dłuższego stania.
To byłaby pewna nowość. Nic nie wiem, żeby był chory, na rowerze (zwykłym lub stacjonarnym) mnie nie boli, a przecież też jest obciążany (plus np. wytrząsany czasem po bruku czy nierównej nawierzchni) i nie boli? Wydawało mi się, że to jednak coś w związku z postawą lub wykonywanymi ruchami?
Ja mam zwyrodnienie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Na rowerze mnie też nie bolał, pewnie dlatego że nie był jednostajnie obciążony. Jednakże kiedy stoję lub dłużej idę, muszę uważać na postawę bo pojawia się nieznośny ból. Najdłużej mogę chodzić z kijkami, bo automatycznie przybieram odpowiednią postawę.
Aha. No to do listy lekarzy, do których powinienem się udać, dopisuję ortopedę.
Oby nie był Ci potrzebny
Witam Quacku 🙂
Najkrócej i najprościej mówiąc rzecz tkwi w pracy, w przypadku prasowania czyli pracy statycznej,która wbrew pewnemu założeniu (przecież się nie ruszam)jest cięższa dla naszego organizmu niż praca dynamiczna.Forma pracy statycznej czyli pozycja stojąca jest dla nas najbardziej szkodliwa.Nasz kręgosłup jest wtedy obciążony przez cały tułów jak i działa nań przyciąganie ziemskie w osi długiej ciała.Poprzez to mięśnie pracują w napięciu izometrycznym (spróbuj napiąć biceps bez zginania ręki i wytrzymać w ten sposób kilka minut)co powoduje znaczne ich zmęczenie i ból (owe objawy są następstwem pojawiającego się długu tlenowego). Tak na marginesie,kręgosłup nas nigdy nie boli tylko mięśnie go okalające w tym wypadku w odcinku lędźwiowo – krzyżowym.Kość posiada zbyt mało zakończeń nerwowych aby wysyłać bodźce o charakterze bólowym.Przy takiej pracy zalecana jest zmiana pozycji,nigdy nie obciążamy obu kończyn dolnych !! a siłę nacisku przenosimy z jednej na drugą,czasem ową deskę można obejść dookoła przy dłuższym prasowaniu.Należy również popracować nad mięśniami w/w odcinku a mianowicie nad ich rozluźnieniem ponieważ można wnioskować iż są one mocno napięte,czego wyraz dają nawet przy krótkim prasowaniu. Mam nadzieję,że napisałem zrozumiale i w miarę uczyniłem tę kwestię przejrzystą 🙂
Co fachowiec, to fachowiec!
A dziękuję mistrzu T.
Ooo. Wróciłem po 19 z haczykiem kilometrach, ale trasa do Sopotu i z powrotem, więc bez przesadnych podjazdów i zjazdów, a tu znajduję taką fachową analizę, za którą pięknie dziękuję! Aczkolwiek właśnie nie wiem, co powinienem zrobić inaczej, bo też każdą wyprasowaną sztukę z osobna układałem na półce, więc też nie było tak, że stałem te 40-60 minut non stop przy desce… Chociaż ból (mięśni, oczywiście że mięśni, a być może również, albo właśnie tylko – korzonków) czuję tylko stojąc, względnie siedząc, natomiast ANI RAZU nie poczułem go, jadąc na rowerze, a zaręczam, że jechałem po różnej nawierzchni, równej i nierównej, skacząc po krawężnikach etc. No cóż, widocznie tak właśnie ma być. Jeszcze raz dziękuję i następnym razem spróbuję zmieniać pozycję i w ogóle robić wszystko, co zaleciłeś. Możliwe również – o czym wcześniej nie pomyślałem – że to korzonki plus lekki przeciąg od uchylonego okna. Tylko że zazwyczaj przy bolących korzonkach nie ma mowy, żeby jechać na rowerze, więc może jednak mięśnie… I tak bym pewnie długo się mógł jeszcze zastanawiać.
Specjalistą nie jestem (jak Wyimaginowany :D), ale wydaje mi się, że jadąc na rowerze używasz mięśni w trochę inny sposób, niż stojąc. Chociażby dlatego, że siedzisz na siodełku… Mięśnie pleców nie są tak napięte jak w pozycji stojącej i bardziej pracują mięśnie brzucha i nóg…
Chociaż bardziej profesjonalnie, to mógłby Ci to wyjaśnić specjalista
Nic co napisałeś Quacku nie jest zaprzeczeniem mojej tezy,wszak opisywałem pracę statyczną jaką jest prasowanie.Jazda na rowerze mimo wszystko jest pracą dynamiczną,nie ma nic ze statyki 🙂 Nie próbowałem też postawić diagnozy,wszak na odległość to niemożliwe.Diagnozę takową mógłbym wystawić i owszem wykonując testy oraz badanie palpacyjne mięśni.Dyskusja owa może być tylko teoretyzowaniem na temat przyczyny owego bólu.Jedyne co mogę sugerować to nadmierne napięcie mięśni w obrębie odcinka L – S (znając Twoje zajęcie to nie tylko) lub tez tworzenie się dyskopatii w owym odcinku.Lecz tak jak napisałem wróżyć z fusów nie chcę a próby diagnozowania mogły by potrwać dosyć długo więc jeżeli masz ochotę zapraszam na e-mail w celu ewentualnych konsultacji 🙂
Pięknie dziękuję, myślę, że to jest dokładnie tak, jak napisałeś, tzn. w sumie że to były mięśnie, ponieważ dzisiaj jest już PRAWIE w porządku; korzonki zazwyczaj trzymają mocno i nieustępliwie przez parę dni.
Leniwa raczej nie jestem, jednak na samą myśl o prasowaniu wszystko mnie boli
To tak jak ja… Dlatego unikam ciuchów które trzeba prasować
Czas na obiadek…
O to, to…
Smacznego!
Dziękuję, już po smacznym
No proszę!!! U Was już obiadek, a ja dopiero śniadanko wciągnęłam
Wczoraj kupiłam polędwicę surowo-wędzoną
Sara spróbowała plasterek, ale jakoś zachwycona nie była
Jak powiedziała, w smaku to jest niezłe, ale za bardzo surowe i chętnie by to odgotowała
Jak dla mnie, odgotowanie takiej polędwicy, to profanacja!!!!
To prawda, najlepsza właśnie surowa. Ale może ona takiej nie znała?
Nie znała i między innymi dlatego dałam jej spróbować… Niech poznaje polskie smaki, a nie tylko pizzę i te ichnie hamburgery
Powinna się nauczyć choć trochę polskiej kuchni
Trochę próbowała
Między innymi koperek do serka ze szczypiorkiem
Koperku, to nie tylko wcześniej nie próbowała, ale nawet nie widziała. Z pewną nieśmiałością brała pierwszy kęs… ale posmakowało
Polska kiełbasa grillowa też jej smakowała, że o kotletach schabowych nie wspomnę. Kalafior oczywiście już jadła, ale nigdy z podsmażoną na masełku tartą bułką
No i piersi kurze zapiekane z pieczarkami i tartym żółtym serem… Tylko się oblizywała
Sałatka jarzynowa, czy buraczki z cebulką też wprawiły ją w zachwyt
Trochę mniej jej smakowała sałatka z pieczarek, ale trudno żeby od razu polubiła wszystkie nasze potrawy 
Noo, z grzybami to chyba jest tak w USA i Wielkiej Brytanii, o ile mi wiadomo, że nie zbiera się ich prewencyjnie, ponieważ zarówno oficjalne czynniki jak i fama głoszą, że ryzyko zatrucia jest zbyt duże, w związku z czym a) jedynymi oficjalnie dostępnymi grzybami są hodowlane pieczarki, a i to niezazbyt, b) jak się wie, gdzie wolno, można kosić grzyby kombajnem, bo nikt z miejscowych nie zbiera (ale w prywatnych lasach np. niekoniecznie). Przepraszam, że się tak mądrzę, samemu nie mieszkając, ale kiedyś mnie to uderzyło.
W sklepach (i to amerykańskich) możesz też kupić inne grzyby, nie tylko pieczarki. Sprawdziłam na Google, te inne grzyby to też pieczarki portabella, widziałam też takie przypominające boczniaki i takie jak kanie… A z tym zbieraniem przez Amerykanów grzybów, to masz rację. Oni tego nie robią
Jednak o grzyby w lesie nie jest tak łatwo, bo przecież są tu tabuny Polaków i Rosjan, a ci żadnemu jadalnemu grzybkowi nie odpuszczą 
Ciekawa jestem Miralko, co Sara powiedziałaby na tradycyjny polski bigosik ?
Pewnie by się oblizała
Ona w ogóle była zdziwiona, że u nas aż tyle je się wieprzowiny, bo przecież u Amerykanów, to głównie kurczaki i wołowe. U nas w domu nie przepadają za wołowiną (chyba że w formie tatara). Jest ona dość sucha i potrawy z niej nie smakują nam tak jak prosiaczek 
Myślałam za to o gołąbkach… ale tylko myślałam 
Nie gotowałam bigosiku, bo jest on najlepszy na trzeci dzień, a przecież wyjeżdżałam, a potem też nie zawsze miałam czas na gotowanie… No i też fakt, że bigosik jakoś nie przyszedł mi do głowy
Wybywam dalej za wołami!
Dzień bardzo dobry wszystkim obecnym jak i nieobecnym z racji wszelakich obowiązków
Był obiadek i sjesta poobiednia. Mogę dalej działać.
Dzień dobry
Też fakt, że żeśmy sobie z Bożenką pogadały
i spać poszłam dopiero ok. 2. Jestem z siebie dumna, bo udało mi się położyć tak cichutko, że nie obudziłam męża
A to mi się bardzo rzadko zdarza, bo śpi on jak zając pod miedzą 
Dzisiaj wstałam późno (o zgrozo!!!), bo po 8 rano
I całe szczęście, bo nie byłby zadowolony, że tak późno się kładziesz
Raczej nie byłby zadowolony, bo dziś rano poszedł do pracy, a gdybym go obudziła, byłby wściekły, że się nie wyspał
I nawet jestem w stanie to zrozumieć
Dlatego do łóżka szłam na paluszkach 
No to jestem, po przejechaniu do Sopotu i z powrotem, w sumie 19,1 km wedle Google’a, ale bez przesadnego wysiłku.
Gratuluję kondycji
Na dobranoc piosenka…
Witam późnym wieczorkiem 🙂
Co prawda wyników jeszcze nie znam niemniej jednak mam nadzieję, że będzie dobrze 🙂 Na 40 pytań 35 jestem pewna, a 5 to już na chybił trafił 😉
Jak to mawia mój Przyjaciel „w sukience” (proszę nie kojarzyć inaczej 😉 ) „Praca, wytrwałość i wiara …i wszystko jest możliwe” 🙂
Bardzo dziękuję Wam za dobre życzenia, zapewne też się przyczyniły
Dobre życzenia najlepiej pomagają dobrze przygotowanym!
Podoba mi się ta prognoza!
Staram się, staram … a i wiek zobowiązuje
Mogę się tylko po Twoim zdaniem, Ukratku, podpisać
Co prawda nie Pavarotti mi śpiewał, ale….. aria jest piękna 🙂
Dobranoc….
To ja na koniec dnia – Francuza. Pan Louis de Caix d’Hervelois skomponował utwór pt. Motyl, który wydaje mi się – znów! – bardzo dojrzały, a wręcz jak współczesny, mimo opisowego charakteru. Wśród instrumentów – viola da gamba, czyli babcia wiolonczeli. I tak sobie momentami podfruwa ten kawałek…
Snów, żeby się piękne wykluły i kolorowe z szarych kokonów.
Zadziwiający jest świat muzyki,a może sztuki jako takiej – w żadnym stopniu nie przyczynia się do zachowania gatunku, a tak bez niej trudno
Hymm, z tego, co pamiętam, to muzyka działa na mózg na wiele sposobów. Działa nań zarówno na poziomie neurologicznym (rytm), jak i psychologicznym (powtarzanie lub zakłócanie wzorców melodii, harmoniczne współbrzmienia głosów i/lub instrumentów odbierane jako przyjemne/ nieprzyjemne, wesołe/ smutne etc.)
A jeszcze gdy dołożyć do muzyki słowa, może działać nostalgicznie, wzruszająco, pobudzająco… itd…
A oczywiście, ja mówię póki co tylko o instrumentalnej…
Domyślam się.
Dzień dobry
Piękna, słoneczna niedziela się zaczyna… 
Dzień dobry

Ptaszki śpiewają, żaba w stawie rechocze, kogut w oddali pieje, słoneczko świeci … piękny niedzielny poranek
Witaj Kopciuszku
Wszystko się zgadza oprócz żaby i koguta. U mnie jedynie słychać szczekanie piesków 
Witaj Bożenko
Za niedługo i u mnie to się skończy gdy zaczną ludziska autami podróżować 🙂 W niedzielę zazwyczaj to trochę później następuje, więc póki co delektuję się tymi odgłosami 🙂
Najważniejsze, że świeci 🙂
Witaj Kopciuszku z Poranną
– jak miło się tak napawać – póki mozna 🙂
Ooooo przepraszam za ten pusty komentarz, mała usterka 🙂
Nie szkodzi, łatwo go usunąć. Ale jeśli są do niego dalsze komentarze, to niech lepiej zostanie

A Eleni ładnie śpiewa
Zaczekam na Ukratka, sama zaraz coś nakickam
Jeśli jesteś zalogowana, masz przy komentarzu (Edytuj). Klikasz na to i masz po prawej „przenieś do kosza”. Klikasz i sprawa załatwiona. To proste, ale jak wcześniej pisałam, nie warto.
Dzień dobry 🙂
samochody, karetki…. taki zwyczajny odgłos miasta 🙂 … pieski też, ale z rzadka 🙂
Piesków chwilowo nie słychać, nawet ptaki się nie drą jak miały ostatnio w zwyczaju, z techniki tylko pociąg gdzieś w dali przejeżdża – przyznaję, jest pięknie!
Witam porannie i radośnie 🙂
Witam Nowoprzybyłych
U mnie pieski słychać często. Jest gdzie je wyprowadzać, więc w każdym wejściu jest po kilka.
W mojej klatce na 12 mieszkań są 4 pieski. Rano ludzie wychodzą z nimi na spacer, to i szczekanie często słychać. A piętro wyżej, tuż nade mną jest duży pies i gdy ktoś się zbliży do jego drzwi, to szczeka.
A tak wiwogóle, to jest słonecznie i miło
Dzień dobry. Z okazji Dnia Dziecka zaspałem sobie rozkosznie. U nas też słonecznie, ale jeżeli komuś się wydaje, że przy tej okazji Juniorzy dadzą się odspawać od komputerów, to jest w mylnym błędzie.
Dzień dobry
I u mnie słonecznie
I ciepło… może nawet trochę za ciepło, ale nie będę narzekać
Ptaszki śpiewają i jest to jedyny głośniejszy element
A słyszę głównie wróbelki, szpaki i drozdy wędrowne… co jakiś czas wrzaśnie przelatująca wysoko mewa…
Normalnie sielanka
Miralko, czy będziesz dziś wystawiać Dodge State Park?
Bo wątek ciężki się zrobił i jeżeli nie to trzeba by coś na przeczekanie zbudować…
Właśnie skończyłam pierwszą część
Może nie do końca dopracowana, ale mam nadzieję wybaczycie 
Ależ, jestem przekonany, że będzie miodzio! Idę na pięterko zatem…
Zapraszam na pięterko
Nogi od chodzenia nie zabolą, także nie ma się czego obawiać 