« Matka - najpiękniejsze słowo świata Governor Dodge State Park »

List Zofii Broniewskiej do syna, Władysława

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

21 sierpnia 1924 roku

Kochany Władziu!

 

Wczoraj przed wieczorem przybyłyśmy z Janką do Warsz[awy] dla załatwienia kilku sprawunków, dziś rano miałyśmy powrócić do Choszczów[ki] – tymczasem nieustanny deszcz zatrzymuje nas w domu, tak że może nawet wcale dziś nie wyjedziemy. List Twój pisany w wiedeńskiej kawiarni zastałam i widzę, iż tak Cię praca biurowa [w konsulacie w Pradze] zniechęciła i przygnębiła, że nawet tak piękne miasto, jakim jest Praga, nie podobało Ci się. Tak, mój kochany, nigdy nie pracowałeś systematycznie i nie możesz się do tej roboty wciągnąć, a jednak Twój kolega, p. D., jest już tam drugi rok, pracuje i nie ma zamiaru zmieniać. Przed chwilą był p. Mierzejews[ki] w sprawie swoich listów […].

Otóż wziął on Twój adres […]. Możliwe zatem jest, iż w Pradze otrzymasz list z Paryża z propozycją objęcia tam innego rodzaju zajęcia.

Prawdopodobnie praca dziennikarska bardziej odpo­wiadałaby Twemu usposobieniu i zamiłowaniu, ja jednak nie radziłabym Ci przyjmować takowej, gdyż przy Twoich wielkopańskich zachciankach i absolu­tnym braku zmysłu praktycznego stale klepałbyś biedę przysłowiowego literata.

Moja rada zatem jest taka, żebyś przynajmniej do października przesiedział w konsulacie; jeśli udałoby Ci się otrzymać posadę w poselstwie, to najpierw zbadaj, jakiego rodzaju i ilogodzinne zajęcie, żebyś tak sobie, jak i ludziom, nie zawracał głowy i nie robił zawodu, a gdy i z tym Ci się nie uda, wracaj od października na warszawski uniwerek. Co się tyczy Twoich spraw finansowych, to na drugi czy trzeci dzień po Twym wyjeździe przysłał krawiec ostrzeżenie, że weksel sprzeda, o ile do 9 bm. nie zostanie wykupiony. Toteż w sobotę dziewiątego odebrawszy emeryturę udałam się na Polną i wręczyłam krawcowi 50 złp., a weksel wycofałam. Zosia załatwiła Twą sprawę w czytelni, zdaje się bez kosztów, przez znajomość z p. Tosią. Zapytujesz w swym liście, czy odebrałam pieniądze za Virtuti; naturalnie, że nie, wszak nie zostawiłeś żadnego dowodu na odbiór, jak również nie wiem, w której kasie wypłacają. […]
Deszcz przestaje padać, zatem wracamy jeszcze dziś na wieś.
Nie rób mi wstydu i przynajmniej do października zostań w konsulacie, o Paryżu nie marz i nie wybieraj się przed skończeniem uniwersytetu w kraju.
Ściskam Cię serdecznie.
Twoja kochająca Cię
Matka
Czy kupiłeś sobie coś z bielizny?

Od bliskich i dalekich. Korespondencja do Władysława Broniewskiego 1915–1930, oprac. Feliksa Lichodziejewska

278 komentarzy

  1. Alla pisze:

    Dzień dobry … A tak o..(?) matkach ciąg dalszy 😀
    Zważywszy, iż p. Władysław w roku 1924 miał latek 27, to mamcię miał troskliwą. Nie zaprzeczycie 😀

    • Tetryk56 pisze:

      Mamcie są troskliwe z natury, to i nie dziwota – dziwić może wynikający z tego listu beztroski stosunek niespełna 30-latka do życia i spraw bytowych. Cóż, nie byłby poetą gdyby był inny…

    • Wiedźma pisze:

      Wydaje mi się, że jest w tym liście odrobina irytacji….. 🙂

      • Tetryk56 pisze:

        A dziwi cię to? Hihihi!

        • Wiedźma pisze:

          A dziwi… bo pani matka robiła wszystko, by Władzia w domu zatrzymać..

          • Alla pisze:

            Babcia Lubowidzka była zakochana w swoim
            przyszywanym wnuku. Miała wielki wpływ na jego wychowanie i ukształtowanie jego osobowości.

            • Tetryk56 pisze:

              A kto to Babcia Lubowidzka?

              • Alla pisze:

                Jadwiga Lubowidzka, była trzecią żoną dziadka Antoniego Lubowidzkiego i stąd przyszywaną babcią Władysława Broniewskiego.
                Pochodziła z rodziny o wielkich tradycjach
                i patriotycznym rodowodzie. Jej dwaj bracia
                zginęli w powstaniu styczniowym. Romuald padł
                w boju, Walerian został wzięty do niewoli
                i rozstrzelany. Jadwidze – nauczycielce – carscy
                urzędnicy zakazali nauczania. Babka była
                staroświecka i bardzo pobożna. Tal pisał o niej
                w pamiętniku W.Broniewski. Ale to właśnie
                ona była jego nauczycielką i to ona wyprawiła
                go do walki w legionach Piłsudskiego.
                Zmarła w 1941 roku.

  2. Alla pisze:

    Nie ukrywam, że p. Władek jest jednym z ulubionych poetów moich..
    😀

    • Alla pisze:

      … i wstydu nie robię.. Tounge-Out
      Aaa z rewolucyjną pieśnią na ustach iść nie będę.. Conceited
      I tak za p.Władkiem „Mistrzyni życia, Historio,
      zachciewa ci się psich figlów…
      Opowiadasz mi stare kawały
      i uśmiechasz się, na wpół drwiąca,
      i tak kiblujemy pomału –
      ty od wieków, ja od miesiąca” 😉

  3. Alla pisze:

    Owocnej pracy tym co muszą /bez wielkopańskich zachcianek ;)/ pracować!! 😀 Cześć! Wink

  4. Quackie pisze:

    Powitać Szanownych. Owszem, zaraz się biorę do pracy. Pogoda jak wczoraj, zachmurzenie i chłodnawo, ale bez szaleństw, zresztą łowcy (burz) pokazują, że w północnej połowie kraju dzisiaj pod tym względem spokój.

    Poeta. No cóż, tak bywa, że polegają na najbliższych osobach. Coś za coś. Chyba w porządku – dopóki najbliżsi zgadzają się na takie dociążenie…

    • Bożena pisze:

      Witam i na tym pięterku Delighted Dzisiaj nieco spóźniona, bo jak tłumaczyłam piętro niżej, miałam kłopoty z netem. Może zawiniła burza? Thinking

  5. Kopciuszek pisze:

    Dzień dobry bardzooo 🙂 Zimno brrrr ….
    List przeczytam deczko później, jako że papierzyska mi z lekka ekran zasłoniły Sad
    Poza tym jakaś gorąca linia dzisiaj, od rana tylko telefony i wszyscy czegoś chcą, oczywiście na cito! No!No!
    Milutkiego Kochani …. Buziaczki

  6. Mania pisze:

    Witam i ja nieśmiało w ten pochmurny , chłodny i mokry, całkiem mało przyjemny poranek.. Udało mi się , na razie bezboleśnie Wink1 zaspokoić moją dość wielkopańską zachciankę i kupiłam sobie parę dni temu piękną ( och jaką piękną !) torbę, bo torebką tego nazwać nie można.. A wracając do lubianego także przeze mnie poety i jego niejakiej beztroski – z doświadczenia wiem ,że tę beztroskę synów mamcie w dużym stopniu fundują sobie same, będąc nadopiekuńczymi , ale to oczywiście moje prywatne zdanie tylko Happy , nie chciałabym się Państwu narzucać z moimi poglądami…
    Zapraszana parokrotnie przez Tetryczka wreszcie dojrzałam i się odważyłam… Ashamed

  7. Wiedźma pisze:

    No tak – na ogół dzieci mają skłonność do ” ja siam/siama”, choć z pewnością nie wszystkie…. a nadmiar troski skutecznie je od samodzielności oducza.
    Mama Broniewska w tym liście przemawia do małego synka. a nie dorosłego mężczyzny, co dziwne, bo Władzio już miał za sobą chwalebny udział w wojnie 20-tego roku 🙂 Happy

    • Quackie pisze:

      Czyżby do udziału w wojnie nie trzeba było być dojrzałym??!?

      • Wiedźma pisze:

        Ano – nie. Można to traktować jak ” męską przygodę” plus nieodzowna wódeczność .

        • Quackie pisze:

          Śmiem podejrzewać, że jednak przy pierwszej poważniejszej okazji (ostrzał, bombardowanie, natarcie przeciwnika) męską przygodę szlag trafia. A gdyby jeszcze tak w trakcie wódeczności, należy przypuszczać, że niezbędna byłaby wymiana bielizny tudzież dolnych partii odzieży.

    • miral59 pisze:

      Dla niektórych nadopiekuńczych rodziców, nawet czterdziestolatek jest jeszcze dzieckiem, za które trzeba decydować i mówić mu co ma robić Wink A to, że był na wojnie, niczego nie zmienia…

  8. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Witaj, o Zamorska!

      • miral59 pisze:

        Witaj Mistrzu Q Happy-Grin
        Chyba bardziej by pasowało „zaoceanna” niż „zamorska” Wink Ale nie będę się czepiać szczegółów Wink

        • Quackie pisze:

          Ha, ale mówi się „Terytoria zamorskie”.

          Z oceanem to może być „transoceaniczna”, ale mi to nie brzmi.

          • miral59 pisze:

            Jak już powiedziałam, nie będę się czepiać szczegółów Happy-Grin Jak dla mnie, to może być i „zamorska” Pleasure I faktycznie, „transoceaniczna” jakoś dziwnie brzmi…
            … aż dziw, jaka dziś jestem zgodliwa Pleasure

  9. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to jeszcze w Polsce, małżonek miał w pracy kolegę, który był nadopiekuńczym tatusiem. Jego córki nie miały prawa same niczego ukroić (bo mogłyby się skaleczyć) i były trzymane daleko od kuchenki (bo mogły się oparzyć) Wink Tatuś rano robił im kanapki i herbatę w termos. Także dziewoje po maturze, a w życiu nie widziały jak wygląda gotująca się woda Amazed Nie mówiąc już o umiejętności ugotowania czegokolwiek… To dopiero materiał na żonę!!!

    • Quackie pisze:

      Ja raczej znałem takich starych kawalerów niż dziewczyny. Ale za to potrafili sobie wodę na herbatę przypalić.

      • miral59 pisze:

        I jajko nie chciało zmięknąć, mimo godzinnego gotowania Wink

        • Quackie pisze:

          O, tego nie znałem! 😀

          • miral59 pisze:

            Jest trochę takich kawałów na temat nieumiejętności gotowania Delighted
            Jak chociażby ten, gdy myśliwy przyniósł swojej młodej żonie ustrzelonego zająca. Poszedł do pracy, a gdy wrócił, obiadu jeszcze nie było, a żona siedziała w kuchni i płacząc skubała sierść…
            Czy też to, jak młoda żona upiekła przyniesioną z polowania kaczkę. Małżonek pochwalił, że smaczna, tylko to nadzienie jakieś dziwne… A żona mu na to: Jakie nadzienie?!!! Tam już nic nie chciało wejść!!! Amazed

            • Quackie pisze:

              Trochę na innym poziomie przypomina mi się, jak Wańkowicz parodiował niedoświadczoną dziedziczkę, chodzącą po polu w sukni, której rąbek trzyma w dłoni, i pyta: „Franiu, czy nie czas już kosić buraki?”

            • Wiedźma pisze:

              Kaczkę z nadzieniem własnym upiekła Magdalena Samozwaniec, ale podobno nawet pies jej nie chciał 🙂

      • miral59 pisze:

        Wodę na herbatę nie sztuka przypalić Wink Wystarczy włączyć, nie założyć gwizdka i sobie pójść Overjoy Był czas, że moja córka spaliła w ciągu miesiąca dwa czajniki… a gotować umie i to całkiem nieźle…

  10. miral59 pisze:

    Wciągnęłam już śniadanko i chyba zanim pobudzę młodych, zajmę się tymi zdjęciami z wyjazdu. Strasznie to marudna robota Tired Dużo przyjemniej się je cyka, niż potem obrabia Weary

  11. Tetryk56 pisze:

    Ale piękna burza przeszła nad Krakówkiem! Grzmiało, waliło, lało, słowem hydrowpiekłowstąpienie 😉
    Z okien widziałem, jak samochody jadące jedną z przelotówek wzbijały fale powyżej dachu – tyle wody nie nadąża odpływać z jezdni!

    • Quackie pisze:

      Rany, to nieźle! Czyli wczoraj Wrocław, dzisiaj Kraków… Znajomi z Poznania przebąkują, że trzeba by się wziąć za budowę arki i zacząć selekcjonować zwierzęta parami…

  12. Tetryk56 pisze:

    I jeszcze coś o Hydropiekłowstąpieniu:

  13. Alla pisze:

    Jak to o sobie mawiał p. Władysław?? ” Polak, katolik, alkoholik”..:)
    Dobranoc Państwu 😀
    PS Aaa witam serdecznie Manię 😀

  14. Quackie pisze:

    Powoli kończymy kompozytorów na literę „G”, dzisiaj Anglik Maurice Greene, który poza tym, że komponował, to grywał na organach, i to nie byle gdzie, ale w londyńskiej katedrze św. Pawła i w kaplicy królewskiej, aż wreszcie dochrapał się tytułu Master of the King’s Musick, czyli mniej więcej nadwornego kompozytora. Na zdjęciu wygląda, jakby był w szlafroku, co jest nader odpowiednią wizją, biorąc pod uwagę, że to na dobranoc. A sama muzyka? Kameralna, trochę jak z pozytywki, w sam raz na zaśnięcie.

    Snów wkradających się powoli i niezauważalnie, po angielsku.

    • Wiedźma pisze:

      Szlafroczek ozdobny, czemuś wygnieciony, a muzyczka istotnie nieco katarynkowa…
      Niemniej niski pokłon Kwaku za ten muzyczny alfabet Poklon co z radością czynię 🙂

  15. Wiedźma pisze:

    Jeszcze lampka, by strzegła i koiła 🙂

    Dobranoc….

  16. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted niech będzie…

  17. Alla pisze:

    Dzień dobry.. Niech wreszcie przestanie lać, bo amfibię będę musiała kupić!! A tu kasa świeci pustkami Wink

  18. Quackie pisze:

    Melduję się posłusznie, panie oberlejtnant. Pogoda bez zmian, tyle że w nocy ewidentnie lało, na szczęście nie było to hydropiekłowstąpienie. Praca… nie zając, bom nie myśliwy. Ale kiedyś trzeba będzie zacząć.

  19. Tetryk56 pisze:

    Lista, lista…
    Witajcie!
    Od wczoraj mamy jesień. Ponoć bez złotej się obejdzie i pojutrze spadnie pierwszy śnieg…

  20. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U mnie wczoraj miało padać i nie padało Delighted
    Dziś ma być tylko zachmurzenie, ale kto wie, czy nie popada…

  21. Mania pisze:

    Dzień dobry ! Spóźniona jestem troszkę,ale taka praca… Tu gdzie jestem jest dzisiaj dzień wolny, świąteczny , ale pochmurny, zimny i nieprzyjemny.. Brrrr. Dobrze,że padać przestało , ale wilgoć mimo to czuć w powietrzu..

    Chciałam Państwu wszystkim podziękować za serdeczne , miłe powitanie Smile przepraszam ,że nie wczoraj,ale byłam troszkę zaskoczona, po pierwsze moją śmiałością, a po drugie miłym przyjęciem ( nie żebym sobie myślała, że nie potraficie , tylko,że mnie to spotkało- no trochę zawile wyszło, ale w razie czego Mistrz rozwiązywania tajemnic i Celnego Wyrażania Myśli Jednym Słowem-Tetryk zwany Tu także Ukratkiem podpowie)
    No i zabrakło konceptu wczoraj… Buziaczki
    Lecę przygotować obiad i dokończyć ciasto na jutrzejsze urodziny. Nie, nie moje..
    Bye

  22. miral59 pisze:

    Wczoraj przegoniłam trochę młodych po świeżym powietrzu Happy-Grin Zabrałam ich do Baha’i Temple, na plażę w Wilmette i jeszcze w kilka miejsc Pleasure
    Wyrwałam z betów o 8, co nie jest przecież zbyt wczesną godziną i pojechaliśmy Happy-Grin Sara jest u nas od tygodnia, a poza sklepem spożywczym (w niedzielę), nigdzie nie była Amazed To co to za wyjazd?!!! Przyznała mi się, że jej mama domaga się zdjęć z wyjazdu… A co miała fotografować? Nasze pokoje? Czy może mój ogródek? W połowie wycieczki chcieli już wracać do domu, ale nie ze mną takie numery Wink Objechałam wszystko, co zaplanowałam Happy-Grin Wczoraj było dość chłodno (ok. 19C), czyli bardzo dobra pogoda na wędrówkę…
    Przynajmniej Sara zobaczyła jak wygląda Lake Michigan Happy-Grin I ma co wysłać swojej mamie Delighted Szkoda, że nie mam więcej tego wolnego, to bym ich więcej poganiała Wink

    • Quackie pisze:

      A po tym śródmieściu Chicago, gdzie mosty, kanały, wieżowce, port, parki, planujesz ich przegonić? Tzn. tak sobie myślę, że a) gdybym ja przyjechał kiedyś, to tam bym najpierw pewnie chciał pojechać i zobaczyć, jak wygląda Wielkie Miasto, b) podejrzewam, że zdjęcia z tamtych okolic spełniałyby oczekiwania mamy Sary co do Fotografii Z Wyjazdu.

      • miral59 pisze:

        Na śródmieście potrzebuję więcej czasu i chyba raczej nie zdążę ich tam zagonić. Sara wraca w sobotę, a ja pracuję do piątku…
        Podejrzewam, że gdybyś się w końcu do mnie wybrał, to sam byś chciał pojechać w jak najwięcej miejsc i całodzienne siedzenie w moim domu by Ci wyjątkowo nie odpowiadało Wink I nie dlatego, że mój dom jest jakoś tam paskudny Wink Ty masz podobnie jak ja – lubisz coś nowego zobaczyć. Sara nie ma tej żyłki podróżnika i najchętniej spędza czas w domu, przy komputerze Worry
        Na pewno, gdybyś przyjechał, zaczęlibyśmy od Downtown Chicago, ale do Baha’i Temple też bym Cię zabrała, bo jest to miejsce z niepowtarzalnym urokiem… Moja mama za każdą wizytą u mnie musiała być właśnie w tej świątyni, na plaży w Wilmette i przy Buckingham Fountain Pleasure No i obowiązkowa jazda kolejką nadziemną. Jakoś ta jazda po dachach bardzo się mojej mamie podobała Delighted
        A mama Sary na pewno ucieszy się ze zdjęć Lake Michigan i Baha’i Temple. No i z tych pozostałych miejsc…

        • Bożena pisze:

          Wierzę, mnie by też się podobała taka jazda… Niestety, nie przyjadę do Ciebie. Mogę tylko oglądać to co pokażesz na zdjęciach Worry

          • miral59 pisze:

            No właśnie, nikt nie chce do mnie przyjechać Conceited Chociaż zapraszałam wszystkich i każdego z osobna Sad Cały czas mam jednak nadzieję, że ktoś się w końcu zdecyduje Pleasure
            Lubię jeździć samochodem i chętnie, w miarę możliwości, obwiozę gdzie się da Delighted A że mam wiatr w butach i poznałam całą masę ciekawych miejsc, to taki miesięczny pobyt, jak Majeczki, to trochę krótko na obejrzenie wszystkiego (czy właściwie pokazanie) Wink

  23. miral59 pisze:

    Muszę niestety lecieć do pracy Worry Zajrzę tu jak wrócę Bye

  24. Bożena pisze:

    Cieszę się Maniu, że do nas zawitałaś i dobrze się tu czujesz. Buziaczki Byłoby świetnie gdybyś sobie jeszcze wstawiła jakiś awatar… Może znajdziesz tyle czasu? Happy

  25. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Hi Widzę, że Mirelka juz zaplanowała Kwakowi zwiedzanie Brawo! a może jednak Ssshh , żeby nie zapeszyć ?:)

    • Quackie pisze:

      Może kiedyś… Nic nie wykluczam, o niczym nie przesądzam. Na razie jednak nic nie wskazuje, żeby w najbliższej przyszłości.

      • miral59 pisze:

        W każdym bądź razie, cały czas podtrzymuję zaproszenie i gdybyś odwiedzał tu rodzinę (albo i nawet nie), to zapraszam serdecznie Pleasure

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry, Wiedźminko Delighted To zwiedzanie mam zaplanowane dla wszystkich Delighted
      Downtown Chicago jest ciekawe pod względem zabudowy i chociaż nie lubię miasta, każdego przybysza zawiozę. Poza tym jest tam parę miejsc, które lubię (nad samym Lake Michigan). Piękne jest Navy Pier, „Fasolka”, Millenium Park, Buckingham Fountain, czy Shedd Aquarium i Sears Tower. To są stałe miejsca, gdzie w ciemno mogę każdego zawieźć i na pewno będzie się podobało Happy-Grin
      W sumie, gdybym zaczęła wyliczać miejsca, które mi się w okolicy podobają, to wyszłoby całkiem niezłe pięterko Overjoy
      Chyba tylko do Lincoln Park ZOO bym nie zabierała, bo w Polsce też są takie ogrody i w sumie zwierzątka w nich są takie same. Ale w sezonie, do Brookfield ZOO, to bym zawiozła. Chociażby po to, żeby wejść do „motylkarni”, czy własnoręcznie pokarmić płaszczki Delighted Bo to moim zdaniem jest pewnego rodzaju atrakcją… Nie wiem, czy w Polsce można zobaczyć pokazy delfinów, jeśli nie, to w tym ZOO można tam też się wybrać…
      A w sumie, Mistrz Q, ma bardzo blisko do największego (terytorialnie) ZOO w Polsce. Kiedyś nawet byłam w ZOO w Gdańsku – Oliwie… Tak ze dwadzieścia lat temu Wink

  26. Bożena pisze:

    Niesssamowite Amazed Nasza Wyspa się wyludnia Cry-Out
    Nie było mnie 5 godzin i nikt w tym czasie tu nie zajrzał? Ludzieee Shout Gdyby zajrzał tu Senator, to dopiero by się zmartwił Tears A mam nadzieję, że jeszcze tu przyjdzie…
    W każdym razie ja teraz się pożegnam. Dobranoc Zzzzzz

  27. Quackie pisze:

    Nadrabiałem zaległości pracowe i tylko zerkałem od czasu do czasu. Faktycznie nikogo nie było.

    Dzisiaj powiem dobranoc po boże(nkowe)mu, czyli nieco wcześniej. Niby jakoś strasznie się nie przepracowałem, ale dziwnie zmęczony-m. Może ta zmiana pogody i nagły przeskok od +28 do +12 stopni Celsjusza?

    Dzisiaj przechodzimy w alfabecie kompozytorskim do literki „H”. Myślałem z początku, żeby zacząć od Georga Haendla, co byłoby sensownym przejściem (imię jeszcze na „G”, ale nazwisko już na „H”), ale jednocześnie zbyt oczywistym.

    Dlatego będzie nietypowo – kompozytor zza naszej południowej granicy, Kryštof Harant z Polžic a Bezdružic. Muzyka majestatyczna, rzekłbyś, epicka, a broni się do dzisiaj – użyto jej do ilustracji serialu „Lekár umierajúceho času” z 1983.

    Snów może mniej majestatycznych, ale refleksyjnych!

    PS. A sam kompozytor to ciekawa postać, jeżeli ktoś łapie coś z czeskiego – polecam na ten temat film animowany, którego już nie będę zagnieżdżał na Wyspie, podlinkuję tylko: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=izOvZwAKKpU

  28. Wiedźma pisze:

    Zupełnie zwyczajnie zapalę dobranockową lampkę, bo dostojeństwo tej muzyki nie wymaga dodatkowych słów……

    dobranoc po długim dniu 🙂

  29. miral59 pisze:

    Dzień dobry (u Was) Happy-Grin U mnie dopiero godz. 23 w czwartek Wink

  30. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Zaczynamy weekend, może Wyspa się nieco zaludni Thinking

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry, Bożenko Delighted O ile mnie pamięć nie myli, to właśnie na weekendy Wyspa się wyludniała, bo każdy miał jakieś weekendowe zajęcia… Także nie jestem pewna, czy będzie nas więcej Worry

      • Bożena pisze:

        Niestety, jak zabrakło Senatora, to Wyspa pada… Tears

        • miral59 pisze:

          Ale to od nas zależy, czy padnie, czy nie… Ja wiem, że Senator jest bardzo ważny i faktycznie brakuje Go na każdym kroku… ale nie on sam tą Wyspę tworzył… Wystarczy policzyć pomponiki… Ludzie odchodzą, a świat trwa nadal… Senator ma szansę na powrót… są tacy, którzy jej nie mają…
          Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale… brak niektórych jest bardzo dotkliwy…

          • Bożena pisze:

            Masz rację, od nas zależy żeby Wyspa trwała. Nie wiem tylko czy wszystkim na tym zależy. Miśka też nie widać od dłuższego czasu… Sad

  31. miral59 pisze:

    To moje środowe „kopnięcie” młodych pomogło i dzisiaj sami wybrali się do Downtown Chicago Happy-Grin Jednak jak dwie mamy się zawezmą… Chociaż nie znam mamy Sary, ale mamy podobne zdanie na temat wyjazdów i zwiedzania Pleasure
    Pojechali do Sears Tower i wrócili zadowoleni Delighted Wrażenia z „balkoników” są niesamowite… I chociaż mój syn nie ma lęku wysokości, to na balkonik nie wylazł Overjoy Podszedł tylko do krawędzi, popatrzył na te 103 piętra w dół i zawrócił Overjoy To mnie pociesza, bo to znaczy, że nie tylko ja nie jestem w stanie wyjść na te balkoniki Pleasure
    Też fakt, że jak jechaliśmy na tą „przymusową wycieczkę”, to trochę ich powstydziłam. No bo jak to? Tyle dni w obcym mieście i nigdzie nie byli? Cały weekend (i to długi weekend) mieli do dyspozycji samochód, a jedynie do sklepu po żarcie? Co prawda zostawiłam im jedzonko, ale oczywiście synek musiał kupić sobie te chińskie zupki, które lubi, a Sara bez chipsów żyć nie umie, a tego się u nas nie jada Worry No i oczywiście nie mieliśmy żadnych w domu…
    No, ale w drodze do sklepu mogli gdzieś pojechać… albo odwrotnie – jadąc na wycieczkę, mogli po drodze zajechać do sklepu… Tylko się im nie chciało Disapproval

    • Quackie pisze:

      To dobrze, że na tym 103 piętrze obeszło się bez atrakcji. W gazecie jak na zamówienie – fotoreportaż stamtąd właśnie: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/5,114871,16060739,412_metrow_nad_ziemia__Usiedli_na_szklanej_podlodze_.html

      • miral59 pisze:

        W naszej telewizorni mówili o tym przypadku, ale gdy młodzi wjechali na górę, to wszystko było naprawione i można było tam bez problemu wejść. Całe szczęście to nie jest jedna szyba, a kilka. Bo gdyby była tylko jedna… aż strach pomyśleć Amazed

        • Bożena pisze:

          Ja bym wolała tam nie wchodzić No!No!

        • Quackie pisze:

          No, to dość sensowne, żeby zrobić podłogę z warstw. Warstwy sprawdzają się w większości przypadków, od sklejki począwszy. Zresztą, jak skomentował rzecznik, zadziałało to dokładnie tak, jak miało, czyli pękła tylko pierwsza warstwa (swoją drogą widać na zdjęciach z wymiany, że 7,5 cm to ona nie ma; może ta kolejna jest grubsza, albo w sumie wszystkie tyle mają grubości?), reszta wytrzymała, tak że można było bezpiecznie wymienić. Zauważcie, że szklarze spokojnie włażą podczas wymiany na tę warstwę, co się ostała pod tą, co pękła.

          Edit: PS. Ale wrażenie dla tych ludzi, co tam byli, jak zaczęło pękać – faktycznie piorunujące.

          • miral59 pisze:

            Oni tam porobili takie różne zabezpieczenia, nie tylko na podłodze. Widziałam kiedyś na filmie jak oni to konserwują i czyszczą Delighted Chyba bym miała pełne gatki Ashamed Bo te balkoniki są na takich specjalnych szynach, których normalnie nie widać (są ukryte pod wykładziną dywanową) i do konserwacji i mycia wciąga się je na tych szynach do środka. Jak popatrzyłam na robotników, chodzących przy samej krawędzi, po zewnętrznej stronie… Tam nic nie było!!! Tylko dziura w ścianie Amazed
            Ale fakt, że gdy toto pękało pod tyłkiem, to na pewno żaden nie pomyślał, że balkonik ma dodatkowe zabezpieczenia Amazed Aż dziw, że żaden nie padł na serce… Po takich wrażeniach – można…

            • miral59 pisze:

              I pomyśleć, że są i tacy, którzy pukają w boczne szyby, żeby sprawdzić wytrzymałość, a jeszcze inni podskakują i tupią w podłogę Amazed Może po tym wypadku, ci tupiący i skaczący chociaż trochę będą się bali? Chociaż… kto wie?

  32. miral59 pisze:

    Spadam na górę Spanko
    Miłego dnia Wam życząc Buziaczki

  33. miral59 pisze:

    I tak już na zakończenie – prognoza pogody na weekend:
    Będzie 30 stopni ciepła: 15 w sobotę i 15 w niedzielę…

  34. miral59 pisze:

    Na targu, w pobliżu wschodniej granicy:
    – Wiertarkę sprzedam, tanio wiertarkę!
    – Panie, przecież to jest karabin maszynowy, kałach!!!
    – Może i kałach, ale dziury robi świetne…

  35. miral59 pisze:

    Czy wiecie, dlaczego panny są szczuplejsze od mężatek?
    Bo panna wraca do domu wieczorem, patrzy co ma w lodówce i idzie do łóżka. Mężatka wraca wieczorem do domu, patrzy co ma w łóżku i idzie do lodówki…

  36. miral59 pisze:

    Mama do synka:
    – Zjedz chleb!
    – Ale ja nie lubię chleba!
    – Ale musisz jeść, żebyś był duży i silny…
    – Ale po co?!!!
    – Żebyś mógł w przyszłości na chleb zarobić.
    – Ale ja nie lubię chleba!!!

    • Bożena pisze:

      Dobre! To i ja coś dołożę:
      Dowcipny facet przychodzi do apteki i pyta:
      – Czy ma pan mrożoną marchewkę?
      – Mam.
      – O, a peruki są?
      – Są.
      – Hm… A miedziane rondelki dostanę?
      – Naturalnie.
      – I to wszystko mogę kupić w aptece?
      – Oczywiście. Poproszę o receptę…

  37. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Ja będę wśród tych wyludnionych raczej dzisiaj, bo praca wrzeszczy, żebym się nią zajął. Wieczorem zaś prawdopodobnie dalszy ciąg spotkania z poniedziałku, jeno w luźniejszej atmosferze. Ale żeby nie było, że tak z pustymi rękami dzień zaczynam – znalazł mi się taki śliczny cover skądinąd ciężkiego utworu:

  38. Tetryk56 pisze:

    Stanowczo protestuję przeciwko demonizowaniu globalnego ocieplenia! Choćby poziom oceanu światowego podniósł się nawet o kilka metrów, nie to Wyspie zagraża!
    Wyspa trwać będzie, dopóki mamy ochotę ze sobą gadać. Czy w tej materii coś się zmieniło?
    Witam radośnie! French

  39. Mania pisze:

    Dzien dobry! Podpisuje liste! Rzekles Tetryku -z tego co zdazylam zobaczyc -Wyspie nic nie grozi! Angry

    Bozenko! Miralko! Uwielbiam gimnastyke nadzien dobry….ale tylko miesni smiechowych Buziaczki
    Dziekuje!
    P.S. Przepraszam,alekorzystam z cudzego komputera i nie mam polskiej klawiatury, a bardzo chcialam powiedziec dzien dobry Happy

  40. Alla pisze:

    Dzień dobry 😀 Jak se człek obowiązków na głowę nabierze, a głowę ma tylko jedną, to tak właśnie wygląda jego aktywność na Wyspie. Na Wyspie o zróżnicowanym klimacie Wink

  41. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Hi 🙂 Gimnastyka o 9: rano a potem zajęcia różne… tak mam od jakiegoś czasu… Dowcipy mnie rozbawiły Delighted a i słoneczko wyjrzało 🙂

  42. Kopciuszek pisze:

    Dzień dobry ! Delighted
    Wyjrzałam w przerwie, zza papierków, żeby się z Wami przywitać 🙂
    Warmia dzisiaj zalana słońcem, chociaż temperatura niekoniecznie letnia 🙂
    Gadać zacznę więcej jak już się w weekend wygadam, a raczej popiszę przed szanowną egzaminacyjną Worry
    Na chwilę obecną milutkiego życzę Happy
    PS Witam serdecznie Manię Roses-are-red

    Heart-Chocolate-Gift

  43. miral59 pisze:

    Słoneczne dzień dobry Happy-Grin

  44. Tetryk56 pisze:

    Obiad zjedzony, dzień zaliczony – mawiało się w wojsku 😉
    Kopciuszku – połamania długopisów i wszystkiego co trzeba, a zarazem niczego, czego nie trzeba! I-Wish

  45. Quackie pisze:

    Oj, coś mi się widzi, że to będzie ostatni dzień polskich zawodników singlowych podczas tegorocznego French Open. Najpierw Agnieszce Radwańskiej nie wyszedł mecz z rywalką, 72. w rankingu WTA, a teraz Jerzy Janowicz się potyka z zawodnikiem gospodarzy, któremu nie tylko ściany pomagają, ale który równiez wydaje się zwyczajnie mocniejszy…

    • Bożena pisze:

      Raz się wygrywa, raz się przegrywa. Taki jest sport.. Sad

      • Quackie pisze:

        Noale żeby tak oboje jednego dnia? Idę oglądać, jeżeli jeszcze jest co…

      • Quackie pisze:

        No i przegrawszy. W takim sobie stylu. Podobnie jak Agnieszka…

        • Alla pisze:

          Dobra passa Jerzyka opuściła… No cóż, ale nam przecież nic do tego 😉 Mimo, że dziennikarzami nie jesteśmy 😀

          • Quackie pisze:

            A jednak mi żal.
            I trudno powiedzieć, czy bardziej w związku z grającą pod presją Radwańską (nobo „najwyżej rozstawiona pozostała w turnieju”), czy z Janowiczem, który – wydawało się – wreszcie się odbił po tych ostatnich porażkach.

            • Alla pisze:

              Ja nie śledziłam gry obojga, ale mój małżonek i owszem…
              I mówi, że Janowicz przeciwnika miał silnego, i oczywiście popełnił kilka szkolnych, niewybaczalnych błędów.

            • miral59 pisze:

              Od jakiegoś czasu nie śledzę tych wszystkich „openów”. Ale wiem, że Agnieszce czegoś brakuje. Jest świetna technicznie i co najważniejsze, umie myśleć na korcie. Ale jakoś z niektórymi ciężko jej wygrać… Też fakt, że nie ma zawodnika, który zawsze jest w świetnej formie…
              A co do Jerzyka… On jest bardzo niedojrzały emocjonalnie. Jak mu coś nie wyjdzie, zaczyna się denerwować i popełnia kolejne błędy…
              Oboje są jeszcze młodzi i mają szansę na kolejne wygrane Delighted I to jest najważniejsze Happy-Grin

  46. Tetryk56 pisze:

    Dotarłem do domu, krótka drzemka, przegląd nowości – i do roboty…

  47. Alla pisze:

    Mistrz Q kręci?? 😀
    A ja się wyłożę, wygodnie.. Nie robiąc nic, po pracy.. 😉
    Noo prawie, bo świeża dostawa książek przyszła 😀
    Dobrej nocy…
    PS Piątego czerwca minie miesiąc od pamiętnej rozmowy przez tel. 🙁

  48. Quackie pisze:

    No to zakręciłem się, ale jakoś się czuję niedokręcony, jakbym za słabo kręcił, za mało spalił… Taki generalny niedosyt rowerowy. Noale ile można?

  49. Mania pisze:

    Uff .. Dobry wieczór. Walec urodzinowy mnię rozjechał… Do tego w mowie obcej więcej godzin niż normalnie z większą liczbą osób Daze , ale za to pochwalono moje uszytki w roli prezentów… Bardzo miłe było Ashamed
    Zmykam dziś spać, bo jutro odsłona druga już przy śniadaniu…
    Dobranoc wszystkim
    Bye

    (Pierwszy cały dzień na Wyspie ! Super! )

    • miral59 pisze:

      Pewnie, że super, Maniu Delighted
      Ale przypomniałaś mi o zaległej pracy pisząc o uszytkach Sad Rick dał mi materiał i prosił, żebym uszyła mu pokrowiec na siodełko motoru. Jak mi tłumaczył, nie zawsze może zaparkować w cieniu, a jak to czarne siodełko się nagrzeje… to spróbuj na nim usiąść Delighted Można sobie zadek oparzyć Amazed Kupił więc taki srebrny materiał (wygląda jak folia aluminiowa, ale jest mięciutkie i przytulne)… A że kiedyś żałując jego żony, uszyłam im ze swoich starych skrawków materiałów poszewki na takie małe okrągłe poduszeczki, to wydaje im się, że jestem krawcową. Tłumaczyłam co prawda, że żadna ze mnie krawcowa, ale Rick mi powiedział, że i tak na pewno zrobię to lepiej niż on… Zapomniałam o tym szyciu Amazed A na środę muszę to skończyć Distort Maszynę do szycia mam zepsutą i muszę to robić ręcznie Tired

    • miral59 pisze:

      A co do obcej mowy… Mam teraz gościa – Amerykankę. Jutro rano już wraca do siebie Happy-Grin Normalnie, to rozmawiamy w domu po polsku. Nie mam zamiaru wysilać się i w domu z tym angliczańskim Tounge-Out
      Ale jak jest ta dziewczyna, to głupio mi rozmawiać z synem po polsku, bo ona stoi i nie wie o czym my gadamy. A tłumaczyć jej każde zdanie, to zupełnie bez sensu. Dużo prościej jest od razu mówić tak, żeby zrozumiała… I też mam już tego trochę dość. W pracy angliczański, w domu też… Daze Dobrze, że chociaż na Wyspie (czy z Bożenką na Skype) mam tylko polski Happy-Grin
      Powodzenia przy śniadaniu (i nie tylko) Buziak

      • Quackie pisze:

        Ha, z tym angliczańskim mi się przypomniało – dowcip, a może anegdota oparta na autentycznym wydarzeniu?:

        Stoi w kolejce do kasy w WalMarcie kobieta o rysach twarzy południowych, trochę latynoskich, i rozmawia przez telefon w jakimś nie-angielskim języku, kompletnie niezrozumiałym.

        Starszy, biały mężczyzna, stojący za nią, marszczy brwi. Czeka, aż ona skończy rozmawiać, po czym delikatnie stuka ją w ramię i mówi: „Proszę pani, nie chciałem pani przerywać, ale tutaj jest USA i tu mówi się po angielsku. Jeżeli chce pani rozmawiać po meksykańsku, to może proszę zastanowić się nad powrotem do Meksyku?”

        Kobieta odwraca się do niego i odpowiada: „Dziękuję, że pozwolił mi pan dokończyć rozmowę. Tak przy okazji, rozmawiałam w języku Navajo. Jeżeli chce pan rozmawiać po angielsku, to może proszę zastanowić się nad powrotem do Anglii?”

  50. Quackie pisze:

    No to ja na koniec dnia dzisiaj zaprezentuję pana Haendla, ale żeby nie było tak całkiem stereotypowo, to w nowoczesnej interpretacji i instrumentacji. Jak się pojawia gitara elektryczna, to jakbym słyszał Carlosa Santanę! A trąbka? Czysta i mocna, i całkiem nowoczesna. Na dobranoc – Arioso.

    Snów czystych i mocnych, a przy tym wcale nie alkoholicznych. No chyba że ktoś sobie chce przy piąteczku pozwolić!

  51. Mania pisze:

    Panie Quackie! Nie przepadam za Haendlem , ale to było pięęęękne!

    Poklon

    Dziękuję ! Dobranoc …

    • Wiedźma pisze:

      A kogo lubisz Maniu ? Bardzo mię to ciekawi 🙂 ta wersja Haendla brzmi zupełnie oryginalnie …. i dość mało haendlowsko….. Wink

      • Mania pisze:

        Och Wiedźminko – urodziny mnie wykończyły, nie tylko mnie ale i jubilatkę , bo niestety połowa rodziny nie przyjmuje do wiadomości ( chyba forma wyparcia ) ,że to już dobrze po 80-tce , a i choroba czyni postępy.. A uparciuch jubilatka zaciskała (a zarazem szczerzyła w uśmiechu) zęby i twardo świętowała… Worry
        Do tego pojutrze do domku, Fala
        więc pakowanie, sprzątanie ,załatwianie różnych spraw ,żeby nie zostawić po sobie bałaganu …. Tired Tired
        Dopiero teraz nadrabiam i czytam , ale robię to dość skrupulatnie więc powoli mi idzie.. Beaten-up
        A do tego nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie… Bo to naprawdę zależy od wielu czynników, a gust mam raczej eklektyczny.. Lubię i fado, i Okudżawę, i Ravela i Gershwina, i Chopina ,i Ulę Dudziak i Magdę Umer… Dobre dźwięki i dobre teksty…A najbardziej ciszę u mnie na wsi i rozśpiewane ptaki… Beaten-up

  52. Wiedźma pisze:

    Tuptam z lampką, niech świeci, jak zawsze 🙂

  53. Kopciuszek pisze:

    W prawdzie nie pedałami ale się nie lada zakręciłam przy notatkach 😉 Jakie to zdobywanie wiedzy bywa męczące… ale radość, że wie się więcej o wiele większa 🙂 Wdzięczność ogromna za wsparcie Kochani… bardzo się jutro przyda 🙂 Zmykam się prysznicować i spać 🙂 Raniutko wyjazd do Sopotu. Spokojnej i pięknej nocy Kochani Buziaczki

    • miral59 pisze:

      Jak wrócisz, Kopciuszku, to koniecznie napisz jak Ci poszło Please Wierzę, że będzie nie tylko dobrze, ale i bardzo dobrze I-Wish
      Połamania… czego tam Ci Ukratek życzył Wink

    • Wiedźma pisze:

      Trzymam kciuki Kopciuszku ! na pewno będzie dobrze 🙂 In Love

  54. miral59 pisze:

    Popisałem i teraz do zdjęć, bo może jutro, w przerwach w szyciu, uda mi się ten nasz wyjazd długoweekendowy opisać Happy-Grin

  55. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted No i mamy sobotę Happy

  56. Alla pisze:

    Ogólne dzień dobry bardzo.. z Jasminkowym Hi

  57. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Całkiem ładny, i ledwie siadłem, już mnie wołami od komputera odciągają 😛

    • Bożena pisze:

      Witaj i nie daj się! Zostań z nami!… Zostań z nami!… 😀

      • Quackie pisze:

        Póki się da, to zostanę! Rzucam kotwicę na Wyspie… Może „u brzegów” będzie lepiej?

        • Bożena pisze:

          Jak już, to wypłynąć na „pełne wody”

          • Quackie pisze:

            Jak wypłynę, to nie będzie mnie na Wyspie 🙁

            • Wiedźma pisze:

              Witaj Kwaku. Hi … ale czasem dobrze jest mieć wiatr w żagle….. a jak się ma Twoja pracka ?:)

              • Quackie pisze:

                W weekend się nie ma, na szczęście. Trochę zmieniłem system. Natomiast w ogóle ma się nieźle. Zleceniodawca wyprosił sobie dłuższy termin, co trochę martwi (bo pieniążki będą później), a trochę i cieszy (bo nie muszę się zarzynać z robotą w tygodniu). Poza tym intensywnie próbuję zdywersyfikować klientelę, co znów ma dwie strony: pozytywno-finansową (jeżeli się uda) i negatywno-czasową.

                • Wiedźma pisze:

                  Uda Ci się ta dywersyfikacja i będzie dobrze Pracku nasz 🙂

                • Quackie pisze:

                  Hihi, jedna życzliwa (bez najmniejszego przekąsu!) osoba prorokuje mi, że jak mi się uda zdywersyfikować, to wszyscy naraz się zwalą i będą czegoś chcieli i będę musiał albo wybrać, albo zachetać się na śmierć.

  58. Bożena pisze:

    No cóż, trzeba brać się do roboty… Ale jednym okiem będę tu zerkać Wink1

  59. Wiedźma pisze:

    tDzień dobry ! Truskawkowy czas 🙂

  60. Wiedźma pisze:

    czy to nie żal gotować taką dorodną ?t

    i do tego w cieście ?????

    • Quackie pisze:

      Noo. W ogóle zjeść żal.

      Tak się zastanawiam – czy jak się je taką ładną truskawkę, to oprócz wrażeń organoleptycznych można mówić o pozytywnych wrażeniach estetycznych???

      • Wiedźma pisze:

        No pewnie ! jedzonko oprócz smaku, musi mieć urodę 🙂

        • Quackie pisze:

          Aż mnie korci, żeby tak podzielić włos na czworo i zanalizować, bo przecież tylko metaforycznie „je się oczami”. Można powiedzieć, że estetyczny aspekt jedzenia tak się ma do samego jedzenia, jak gra wstępna do seksu, że se tak pozwolę odważnie.

          • Wiedźma pisze:

            jest coś na rzeczy, tylko jeszcze dorzuć zapach i będzie komplet… Jaka szkoda, ze trudno te rzeczy robić „bezkarnie”…. Ssshh

            • Quackie pisze:

              No cóż, odpowiedź godna tezy… 😉

              • Bożena pisze:

                Wszystko to prawda, jedzenie lepiej smakuje gdy pięknie wygląda. Lepiej jednak nie myśleć w co się ono przemieni… Wink1
                Odwrotnie ma się rzecz do seksu, czasem przyjemnie jest go wspomnieć… In Love że tak odważnie se pozwolę…

  61. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jak dobrze, że zajrzałem tu już po śniadaniu! Wink

  62. Quackie pisze:

    Do wołów dodano nową parę. Odezwę się, jak wrócę…

  63. Quackie pisze:

    Aaa. Co takiego jest w prasowaniu (na stojąco, przy desce wydawałoby się dostosowanej do wzrostu), że krzyże bolą? Jeszcze rozumiem, że górna część kręgosłupa albo barki, bo ja wiem, przedramiona, ale dlaczego krzyże?!?

    • Bożena pisze:

      Jeśli kręgosłup jest chory, to nie znosi dłuższego stania.

      • Quackie pisze:

        To byłaby pewna nowość. Nic nie wiem, żeby był chory, na rowerze (zwykłym lub stacjonarnym) mnie nie boli, a przecież też jest obciążany (plus np. wytrząsany czasem po bruku czy nierównej nawierzchni) i nie boli? Wydawało mi się, że to jednak coś w związku z postawą lub wykonywanymi ruchami?

        • Bożena pisze:

          Ja mam zwyrodnienie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Na rowerze mnie też nie bolał, pewnie dlatego że nie był jednostajnie obciążony. Jednakże kiedy stoję lub dłużej idę, muszę uważać na postawę bo pojawia się nieznośny ból. Najdłużej mogę chodzić z kijkami, bo automatycznie przybieram odpowiednią postawę.

    • wyimaginowany pisze:

      Witam Quacku 🙂

      Najkrócej i najprościej mówiąc rzecz tkwi w pracy, w przypadku prasowania czyli pracy statycznej,która wbrew pewnemu założeniu (przecież się nie ruszam)jest cięższa dla naszego organizmu niż praca dynamiczna.Forma pracy statycznej czyli pozycja stojąca jest dla nas najbardziej szkodliwa.Nasz kręgosłup jest wtedy obciążony przez cały tułów jak i działa nań przyciąganie ziemskie w osi długiej ciała.Poprzez to mięśnie pracują w napięciu izometrycznym (spróbuj napiąć biceps bez zginania ręki i wytrzymać w ten sposób kilka minut)co powoduje znaczne ich zmęczenie i ból (owe objawy są następstwem pojawiającego się długu tlenowego). Tak na marginesie,kręgosłup nas nigdy nie boli tylko mięśnie go okalające w tym wypadku w odcinku lędźwiowo – krzyżowym.Kość posiada zbyt mało zakończeń nerwowych aby wysyłać bodźce o charakterze bólowym.Przy takiej pracy zalecana jest zmiana pozycji,nigdy nie obciążamy obu kończyn dolnych !! a siłę nacisku przenosimy z jednej na drugą,czasem ową deskę można obejść dookoła przy dłuższym prasowaniu.Należy również popracować nad mięśniami w/w odcinku a mianowicie nad ich rozluźnieniem ponieważ można wnioskować iż są one mocno napięte,czego wyraz dają nawet przy krótkim prasowaniu. Mam nadzieję,że napisałem zrozumiale i w miarę uczyniłem tę kwestię przejrzystą 🙂

      • Tetryk56 pisze:

        Co fachowiec, to fachowiec! Happy

      • Quackie pisze:

        Ooo. Wróciłem po 19 z haczykiem kilometrach, ale trasa do Sopotu i z powrotem, więc bez przesadnych podjazdów i zjazdów, a tu znajduję taką fachową analizę, za którą pięknie dziękuję! Aczkolwiek właśnie nie wiem, co powinienem zrobić inaczej, bo też każdą wyprasowaną sztukę z osobna układałem na półce, więc też nie było tak, że stałem te 40-60 minut non stop przy desce… Chociaż ból (mięśni, oczywiście że mięśni, a być może również, albo właśnie tylko – korzonków) czuję tylko stojąc, względnie siedząc, natomiast ANI RAZU nie poczułem go, jadąc na rowerze, a zaręczam, że jechałem po różnej nawierzchni, równej i nierównej, skacząc po krawężnikach etc. No cóż, widocznie tak właśnie ma być. Jeszcze raz dziękuję i następnym razem spróbuję zmieniać pozycję i w ogóle robić wszystko, co zaleciłeś. Możliwe również – o czym wcześniej nie pomyślałem – że to korzonki plus lekki przeciąg od uchylonego okna. Tylko że zazwyczaj przy bolących korzonkach nie ma mowy, żeby jechać na rowerze, więc może jednak mięśnie… I tak bym pewnie długo się mógł jeszcze zastanawiać.

        • miral59 pisze:

          Specjalistą nie jestem (jak Wyimaginowany :D), ale wydaje mi się, że jadąc na rowerze używasz mięśni w trochę inny sposób, niż stojąc. Chociażby dlatego, że siedzisz na siodełku… Mięśnie pleców nie są tak napięte jak w pozycji stojącej i bardziej pracują mięśnie brzucha i nóg…
          Chociaż bardziej profesjonalnie, to mógłby Ci to wyjaśnić specjalista Pleasure

        • Wyimaginowany pisze:

          Nic co napisałeś Quacku nie jest zaprzeczeniem mojej tezy,wszak opisywałem pracę statyczną jaką jest prasowanie.Jazda na rowerze mimo wszystko jest pracą dynamiczną,nie ma nic ze statyki 🙂 Nie próbowałem też postawić diagnozy,wszak na odległość to niemożliwe.Diagnozę takową mógłbym wystawić i owszem wykonując testy oraz badanie palpacyjne mięśni.Dyskusja owa może być tylko teoretyzowaniem na temat przyczyny owego bólu.Jedyne co mogę sugerować to nadmierne napięcie mięśni w obrębie odcinka L – S (znając Twoje zajęcie to nie tylko) lub tez tworzenie się dyskopatii w owym odcinku.Lecz tak jak napisałem wróżyć z fusów nie chcę a próby diagnozowania mogły by potrwać dosyć długo więc jeżeli masz ochotę zapraszam na e-mail w celu ewentualnych konsultacji 🙂

          • Quackie pisze:

            Pięknie dziękuję, myślę, że to jest dokładnie tak, jak napisałeś, tzn. w sumie że to były mięśnie, ponieważ dzisiaj jest już PRAWIE w porządku; korzonki zazwyczaj trzymają mocno i nieustępliwie przez parę dni.

    • Kopciuszek pisze:

      Leniwa raczej nie jestem, jednak na samą myśl o prasowaniu wszystko mnie boli Happy-Grin

  64. Bożena pisze:

    Czas na obiadek… Delicious

    • Quackie pisze:

      O to, to…

    • miral59 pisze:

      No proszę!!! U Was już obiadek, a ja dopiero śniadanko wciągnęłam Wink Wczoraj kupiłam polędwicę surowo-wędzoną Delicious Sara spróbowała plasterek, ale jakoś zachwycona nie była Wink Jak powiedziała, w smaku to jest niezłe, ale za bardzo surowe i chętnie by to odgotowała Amazed Jak dla mnie, odgotowanie takiej polędwicy, to profanacja!!!!

      • Bożena pisze:

        To prawda, najlepsza właśnie surowa. Ale może ona takiej nie znała? Wink1

        • miral59 pisze:

          Nie znała i między innymi dlatego dałam jej spróbować… Niech poznaje polskie smaki, a nie tylko pizzę i te ichnie hamburgery Wink

          • Bożena pisze:

            Powinna się nauczyć choć trochę polskiej kuchni Happy-Grin

            • miral59 pisze:

              Trochę próbowała Wink Między innymi koperek do serka ze szczypiorkiem Happy-Grin Koperku, to nie tylko wcześniej nie próbowała, ale nawet nie widziała. Z pewną nieśmiałością brała pierwszy kęs… ale posmakowało Delicious Polska kiełbasa grillowa też jej smakowała, że o kotletach schabowych nie wspomnę. Kalafior oczywiście już jadła, ale nigdy z podsmażoną na masełku tartą bułką Delicious No i piersi kurze zapiekane z pieczarkami i tartym żółtym serem… Tylko się oblizywała Delicious Sałatka jarzynowa, czy buraczki z cebulką też wprawiły ją w zachwyt Pleasure Trochę mniej jej smakowała sałatka z pieczarek, ale trudno żeby od razu polubiła wszystkie nasze potrawy Wink

              • Quackie pisze:

                Noo, z grzybami to chyba jest tak w USA i Wielkiej Brytanii, o ile mi wiadomo, że nie zbiera się ich prewencyjnie, ponieważ zarówno oficjalne czynniki jak i fama głoszą, że ryzyko zatrucia jest zbyt duże, w związku z czym a) jedynymi oficjalnie dostępnymi grzybami są hodowlane pieczarki, a i to niezazbyt, b) jak się wie, gdzie wolno, można kosić grzyby kombajnem, bo nikt z miejscowych nie zbiera (ale w prywatnych lasach np. niekoniecznie). Przepraszam, że się tak mądrzę, samemu nie mieszkając, ale kiedyś mnie to uderzyło.

                • miral59 pisze:

                  W sklepach (i to amerykańskich) możesz też kupić inne grzyby, nie tylko pieczarki. Sprawdziłam na Google, te inne grzyby to też pieczarki portabella, widziałam też takie przypominające boczniaki i takie jak kanie… A z tym zbieraniem przez Amerykanów grzybów, to masz rację. Oni tego nie robią Pleasure Jednak o grzyby w lesie nie jest tak łatwo, bo przecież są tu tabuny Polaków i Rosjan, a ci żadnemu jadalnemu grzybkowi nie odpuszczą Wink

              • Kopciuszek pisze:

                Ciekawa jestem Miralko, co Sara powiedziałaby na tradycyjny polski bigosik ? Delicious

                • miral59 pisze:

                  Pewnie by się oblizała Wink Ona w ogóle była zdziwiona, że u nas aż tyle je się wieprzowiny, bo przecież u Amerykanów, to głównie kurczaki i wołowe. U nas w domu nie przepadają za wołowiną (chyba że w formie tatara). Jest ona dość sucha i potrawy z niej nie smakują nam tak jak prosiaczek Wink
                  Nie gotowałam bigosiku, bo jest on najlepszy na trzeci dzień, a przecież wyjeżdżałam, a potem też nie zawsze miałam czas na gotowanie… No i też fakt, że bigosik jakoś nie przyszedł mi do głowy Wink Myślałam za to o gołąbkach… ale tylko myślałam Delighted

  65. Quackie pisze:

    Wybywam dalej za wołami!

  66. wyimaginowany pisze:

    Dzień bardzo dobry wszystkim obecnym jak i nieobecnym z racji wszelakich obowiązków Delighted

  67. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Dzisiaj wstałam późno (o zgrozo!!!), bo po 8 rano Amazed Też fakt, że żeśmy sobie z Bożenką pogadały Happy-Grin i spać poszłam dopiero ok. 2. Jestem z siebie dumna, bo udało mi się położyć tak cichutko, że nie obudziłam męża Pleasure A to mi się bardzo rzadko zdarza, bo śpi on jak zając pod miedzą Overjoy

    • Bożena pisze:

      I całe szczęście, bo nie byłby zadowolony, że tak późno się kładziesz Wink

      • miral59 pisze:

        Raczej nie byłby zadowolony, bo dziś rano poszedł do pracy, a gdybym go obudziła, byłby wściekły, że się nie wyspał Wink I nawet jestem w stanie to zrozumieć Pleasure Dlatego do łóżka szłam na paluszkach Wink

  68. Quackie pisze:

    No to jestem, po przejechaniu do Sopotu i z powrotem, w sumie 19,1 km wedle Google’a, ale bez przesadnego wysiłku.

  69. Bożena pisze:

    Na dobranoc piosenka…

  70. Kopciuszek pisze:

    Witam późnym wieczorkiem 🙂
    Co prawda wyników jeszcze nie znam niemniej jednak mam nadzieję, że będzie dobrze 🙂 Na 40 pytań 35 jestem pewna, a 5 to już na chybił trafił 😉
    Jak to mawia mój Przyjaciel „w sukience” (proszę nie kojarzyć inaczej 😉 ) „Praca, wytrwałość i wiara …i wszystko jest możliwe” 🙂
    Bardzo dziękuję Wam za dobre życzenia, zapewne też się przyczyniły Buziaczki

  71. Wiedźma pisze:

    Co prawda nie Pavarotti mi śpiewał, ale….. aria jest piękna 🙂

  72. Wiedźma pisze:

    Dobranoc….

  73. Quackie pisze:

    To ja na koniec dnia – Francuza. Pan Louis de Caix d’Hervelois skomponował utwór pt. Motyl, który wydaje mi się – znów! – bardzo dojrzały, a wręcz jak współczesny, mimo opisowego charakteru. Wśród instrumentów – viola da gamba, czyli babcia wiolonczeli. I tak sobie momentami podfruwa ten kawałek…

    Snów, żeby się piękne wykluły i kolorowe z szarych kokonów.

    • Wiedźma pisze:

      Zadziwiający jest świat muzyki,a może sztuki jako takiej – w żadnym stopniu nie przyczynia się do zachowania gatunku, a tak bez niej trudno Delighted

  74. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Piękna, słoneczna niedziela się zaczyna… Fala

  75. Kopciuszek pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Ptaszki śpiewają, żaba w stawie rechocze, kogut w oddali pieje, słoneczko świeci … piękny niedzielny poranek Happy

    • Bożena pisze:

      Witaj Kopciuszku Delighted Wszystko się zgadza oprócz żaby i koguta. U mnie jedynie słychać szczekanie piesków Happy

      • Kopciuszek pisze:

        Witaj Bożenko Buziak
        Za niedługo i u mnie to się skończy gdy zaczną ludziska autami podróżować 🙂 W niedzielę zazwyczaj to trochę później następuje, więc póki co delektuję się tymi odgłosami 🙂
        Najważniejsze, że świeci 🙂

  76. Kopciuszek pisze:

    Ooooo przepraszam za ten pusty komentarz, mała usterka 🙂

  77. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry 🙂 Delighted samochody, karetki…. taki zwyczajny odgłos miasta 🙂 … pieski też, ale z rzadka 🙂

  78. Tetryk56 pisze:

    Piesków chwilowo nie słychać, nawet ptaki się nie drą jak miały ostatnio w zwyczaju, z techniki tylko pociąg gdzieś w dali przejeżdża – przyznaję, jest pięknie! Pleasure
    Witam porannie i radośnie 🙂

    • Bożena pisze:

      Witam Nowoprzybyłych Delighted U mnie pieski słychać często. Jest gdzie je wyprowadzać, więc w każdym wejściu jest po kilka.
      W mojej klatce na 12 mieszkań są 4 pieski. Rano ludzie wychodzą z nimi na spacer, to i szczekanie często słychać. A piętro wyżej, tuż nade mną jest duży pies i gdy ktoś się zbliży do jego drzwi, to szczeka.

  79. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Z okazji Dnia Dziecka zaspałem sobie rozkosznie. U nas też słonecznie, ale jeżeli komuś się wydaje, że przy tej okazji Juniorzy dadzą się odspawać od komputerów, to jest w mylnym błędzie.

  80. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin I u mnie słonecznie Delighted I ciepło… może nawet trochę za ciepło, ale nie będę narzekać Delighted Ptaszki śpiewają i jest to jedyny głośniejszy element Delighted A słyszę głównie wróbelki, szpaki i drozdy wędrowne… co jakiś czas wrzaśnie przelatująca wysoko mewa…
    Normalnie sielanka Pleasure

  81. miral59 pisze:

    Zapraszam na pięterko Happy-Grin Nogi od chodzenia nie zabolą, także nie ma się czego obawiać Wink

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)