Pisałam już na Wyspie jak jechałam „najkrótszą drogą” z Krakowa do Gródka nad Dunajcem przez Zubrzycę albo z Kołobrzegu do Krakowa przez Wolsztyn.
Ta „Najkrótsza droga” z Kołobrzegu zaprowadziła mnie m.in. do Parowozowni, ale i również do Muzeum Roberta Kocha.
Robert Koch -odkrywca m.in. bakterii wywołujących wąglika, cholerę i gruźlicę.
Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny w 1905 r. za badania nad gruźlicą.
Wprowadził do praktyki pożywki zestalane żelatyną.
Był, obok Ludwika Pasteura, jednym z twórców mikrobiologii lekarskiej.
Skąd tytuł wpisu?
Gdy po zwiedzaniu Parowozowni dotarłam do Muzeum Kocha miły pan oświadczył, że właśnie zamyka.
„To ja tylko tak zerknę szybciutko, ja z daleka, z Krakowa” poprosiłam, uruchomiając uśmiech nr 3/5.
Pan dał się „zagadać”; przez ponad godzinę oprowadzał, ciekawie opowiadał, poświęcając swój prywatny czas.
Pasjonat, miłośnik historii.
Pokażę teraz parę pstryczków. Jednak nie eksponaty były najważniejsze, ale klimat tego miejsca wytwarzany przez opowiadającego miłego pana.




Ponieważ muzeum było już zamknięte mogłam trochę się zabawić, na co pan patrzył życzliwie, wręcz mu się to podobało, gdy powiedziałam, że muzeum powinno i uczyć i bawić; być miejscem, które się pamięta, a nie „odfajkowuje”.



Temat Muzeum Kocha wybrałam dziś nie przypadkowo.
Teraz gdy świat zmaga się z koronawirusem, chciałam przypomnieć, że z wieloma chorobami jakoś ludzkość nauczyła się sobie radzić.
Ludzie chorują, jednych udaje się wyleczyć, innym przedłużyć życie, inni mimo to umierają na różne choroby. Wierzę, chcę w to wierzyć, że wkrótce stanie się tak z tym paraliżującym nasze życie wirusem w koronie.
Obrazek wyróżniający – Robert Koch – zdjęcie gabloty w muzeum.




Ostatnio zapraszałam Was albo na wędrówki w góry, albo na wystawę. Tym razem dla odmiany -do muzeum w domu, w którym mieszkał jeden z ważniejszych naukowców, któremu ludzkość wiele zawdzięcza.
Chciałabym, aby ten wpis stał się pretekstem do rozmowy o…sama jestem ciekawa o czym, w jakim kierunku pójdą komentarze.
I co, znalazłaś podczas tej zabawy choć jednego prątka?
Jedynie bakterię wąglika z …odbitą na pstryczku lampą.
To przez ten mikroskop?
Pytasz to i masz odpowiedź!

Jeszcze jakieś pytania? Chętnie odpowiem.
Tak się zastanawiam czy dalsza rozmowa pójdzie w kierunku broni biologicznej?
Eee, myślałem, że to efekt obserwacji z ostatniego zdjęcia…
A kto powiedział, że nie?
A od czego wyobraźnia, fantazja itd.?
Ja staram się relacjonować fakty, Ty potrafisz wymyślać fabuły.
Aby było Ci łatwiej masz zdjęcie, na którym widać jak ze skupieniem notuję co widziałam pod mikroskopem.
A te zdjęcia robił Ci kustosz?
Osobisty kierowca i fotograf. Nie jechałam sama okrężną drogą z Kołobrzegu do Krakowa przez Wolsztyn. Po drodze były też inne miejsca, o których też kiedyś napiszę.
W tym wpisie i komentarzach pod nim jedne zdjęcia są pstryknięte przeze mnie, inne przez towarzyszącego mi fotografa, ale po uzyskaniu zgody na ich zamieszczenie.
Dobry wieczór, Makówko:)
Koralikowanie mi schnie, to pomyślałam, że zajrzę na Wyspę:)
I zostałam nagrodzona Makową niespodzianką:)
Odkrycie prątka było naprawdę ważne, bo gruźlica dziesiątkowała wówczas populację ludzką już od jakichś stu lat.
Dziś trudno w to uwierzyć, bo szczepimy się, ale przecież wielu artystów borykało się z tą chorobą. Choćby – Cat Stevens, Jerzy Jurandot, Stanisław Grzesiuk czy Vivien Leigh.
Ponoć zachorowalność wzrosła znowu w ostatnich latach, ale dziś przynajmniej wiadomo, jak z tą chorobą walczyć.
Pozdrawiam:)
Dobry wieczór Leno!
Miło, że nazwałaś mój wpis Makową niespodzianką.
Taki był mój cel, aby poruszyć temat wirusa, którego wszyscy się boimy, który utrudnia nam życie, ale zrobić to z odrobiną optymizmu i …humoru jednak.
Bo strachy najlepiej wyśmiać.
Tak, gruźlica pojawia się również w naszym kraju. Brak wystarczającego finansowania służby zdrowia spowodował zaniedbanie wielu programów zapobiegawczych gruźlicy u ludzi starszych w Polsce (w 2017 roku zarejestrowano 5787 przypadków gruźlicy).
Według szacunków WHO (2018) gruźlica jest w pierwszej dziesiątce przyczyn zgonów na świecie. W 2017 zostało oficjalnie zgłoszonych około 6,4 miliona nowych zachorowań na gruźlicę (szacuje się, że wszystkich nowych zachorowań było około 10,0 milionów), a około 1,3 miliona osób umarło z jej powodu.
🙂
Wiesz, Makówko, zawsze mieliśmy świetnych naukowców, którzy (co ważne) nie nauczyli się na szczęście kupczyć odkryciami.
Prędzej biurokracja i opieszałość „tępych” urzędników stawała u nas na przeszkodzie do ujawnienia światu odkrycia niż jarmarczne przepychanki i wyczekiwanie, kto da za nie więcej…
Trzeba mieć nadzieję, że tym razem zysk wielkich koncernów farmakologicznych nie okaże się priorytetem wagi wyższej niż konieczność walki z wirusem.
Znalazłam w necie taką informację. Nie dotyczy ani koronawirusa, ani gruźlicy, ale …coś na potwierdzenie tego co napisałaś Leno.
27 lat temu, zmarł lekarz, który postanowił nie opatentować swojej szczepionki, aby wszystkie firmy farmaceutyczne mogły ją wyprodukować i zaoferować wszystkim dzieciom na świecie.
Albert Bruce Sabin urodził się w 1906 roku w Białymstoku.
Żydowski lekarz i wirusolog, znany z odkrywania szczepionki przeciwko polio, zrezygnował z pieniędzy patentowych, umożliwiając jej rozprzestrzenienie się dla wszystkich, w tym na biednych.
W latach 1959–1961 miliony dzieci z krajów wschodnich, Azji i Europy zostały zaszczepione: szczepionka przeciw polio zahamowała epidemię.
Powiedział:
„Wielu nalegało na opatentowanie szczepionki, ale nie chciałem. Jest to mój dar dla wszystkich dzieci na świecie”.
I to był jego testament.
Warto wspomnieć, że był on jednym z twórców – sama idea szczepionki jak i sama szczepionka była autorstwa Jonasa Salka i to jego decyzja spowodowała brak wprowadzenia ochrony patentowej. Dr. Sabin był niewątpliwie skrajnie zaangażowany w to odkrycie, Polska może być z niego dumna. W/w cytat pochodzi z 1953 z rozmowy Dr. Jonasa Salka z dziennikarzem Edwardem R. Murrowem chwile po ogłoszeniu, że naukowcy z Uniwersytetu Pittsburskiego wygrali wyścig z tą śmiertelną chorobą.
Ano właśnie.
Ale to i tak o niebo lepiej, bo nosiciel to nie prątkujący, a tę pierwszą fazę można utrzymywać długo.
I jeszcze jedno -wirusy walczą z nami, ale i my z nimi.
Jak jest to ważne świadczy fakt, że laureatami Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny w 2020 r. są Harvey J. Alter, Michael Houghton i Charles M. Rice za odkrycie wirusa powodującego zapalenie wątroby typu C (HCV).
Zrobiło się poważnie, przedtem było śmiesznie; jak w życiu.
Życzę więc Wszystkim snów śmiesznych i optymistycznych!
DOBRANOC!
Miłej nocki:)
Miłej nocki i miłej niedzieli!
Optymizmu i dobrego nastroju !
Sama nie wiem co napisać…
Co tych nadzianych gości obchodzą ludzie i ich tragedie…
Może tylko to, że nie wierzę w żadne koncerny farmaceutyczne. Dla nich życie ludzkie nie ma żadnego znaczenia – liczy się tylko kasa… i to duża.
Gdy w Afryce szalała ebola, ludzie padali jak muchy… czy któryś koncern chociaż pisną, że mają na to lek? Nie, bo kraje afrykańskie, w których panoszyło się to choróbsko, są biedne. Ale gdy pracujący tam Amerykanie zachorowali, lek się od razu znalazł. Wyleczyli ich dość szybko. Dlaczego? Bo mieli kasę
To samo jest z lekiem na pewną odmianę białaczki. Masę ludzi na to umiera. W instytucie (bodajże) w Pensylwanii znaleźli na to sposób. Skuteczność 99% (na 100 testowanych osób jedna zmarła). Jakoś nie słychać, żeby ta metoda weszła w życie. Blokują ją koncerny farmaceutyczne, które sporo stracą na jej wprowadzeniu. Lepiej sprzedawać nieskuteczne chemioterapie, bo to daje zysk. Znam osobiście (a właściwie znałam) kilka osób chorych, które przeszły chemioterapię. Zmarły… i gdy pomyślę, że mogłyby żyć, gdyby metoda znaleziona przez naukowców weszła w życie, to mi się coś w środku przewraca.
To smutne co piszesz Mireczko. Znów się upewniamy, że światem rządzi pieniądz, a życie ludzkie niewiele znaczy.
Gruźlica jest głównie chorobą biednych, niedożywionych. Lena wspomniała o Stanisławie Grzesiuku. On biedny nie był, ale przeżył 6 lat kacetu, o czym wspomina w swojej książce (ciekawa, warto przeczytać). Wiadomo jakie warunki tam istniały.
Tak jest, Bożenko… światem rządzi pieniądz… i to już od dawna, tylko teraz bardziej to widać
To dopiero od czasów Fenicjan… Dawniej – w pewnych okolicach – rządziły krowy!
Gdy pisałam, że sama jestem ciekawa, w jakim kierunku pójdzie rozmowa na tym pięterku spodziewałam się różnych tematów, ale nie, że
będą to ŚWIĘTE KROWY!
Kreatywność Wyspiarzy nie zna granic!
Niewątpliwie jest w tym dużo smutnej prawdy Miralko!
Jednak pewne metody leczenia stają się coraz bardziej powszechne, a coraz więcej chorób wyleczalnych. Jeśli nawet nie całkowicie to chory przy stosowaniu leczenia żyje samodzielnie i korzysta z życia np. chory na cukrzycę bierze insulinę, bada poziom cukru, trochę ogranicza słodycze i …śmiga po górach; znam paru takich.
Och, niestety to prawda.
Z tym że koncerny też WSADZAJĄ sporo kasy w badania nad pewną liczbą leków/ szczepionek/ metod leczenia, z których sprawdza się niewielki procent, a potem chcą odzyskać te pieniądze.
Ale oczywiście tak, poza tym są to koncerny, które muszą z zasady przynosić zysk akcjonariuszom
Muszą przynosić zysk, ale i też mieć pieniądze na badania.
Jak inaczej to rozwiązać? Sami bogaci sponsorzy dla sławy to utopijne marzenia.
Miałem nie tak dawno na warsztacie taką książkę. Niestety, podobnie jak w wielu innych przypadkach, w kapitaliźmie idzie to w kierunku nacjonalizacji kosztów (Państwowy Instytut Zdrowia w USA pompuje miliony dolarów w badania nad lekarstwami/ szczepionkami, prowadzone przez konkretnych naukowców) i prywatyzacji zysków (zdarza się, aż za często, że naukowcy ci po uzyskaniu obiecujących wyników podkupowani są przez koncerny i ostatecznie lekarstwa powstają w prywatnych firmach).
Tutaj by trzeba coś zmienić systemowo, ale nie mam pojęcia, co.
Właśnie-SYSTEMOWO!
Samo oczekiwanie na szlachetność natury ludzkiej to utopia.
Niestety, Makóweczko… szlachetność natury ludzkiej najczęściej kończy się tam, gdzie zaczyna się kasa…
I jeszcze się głupio tłumaczy, że wszyscy bogaci tak robią…
Niby są systemy zabezpieczające przed machlojkami, ale te bez problemu można ominąć. Oczywiście jak się wie jak to zrobić…
Ale te wszystkie koncerny mają dobrych prawników, którzy znają luki w prawie i bez pardonu je wykorzystują…
Tak jak Trump, który niby taki bogaty, a przez 18 lat nie płacił podatków, bo jego prawnicy znaleźli lukę w prawie. Ze mnie ściągną nawet najmniejszą kwotę do zapłacenia, on (jako że stać go na dobrego prawnika) nie płaci nic…
Tak, ale duża część badań to fikcja. Najczęściej wygląda to tak, że jakiś mniej popularny lek zmienia swą nazwę i wygląd, a potem trafia do aptek ze zwiększoną ceną… niby to nowe i przebadane
A przecież taka reklama kosztuje!!! I to wcale nie tak mało…
Wypuszcza się też leki nie do końca przebadane, które zabijają, zamiast leczyć. Gdy jeszcze oglądałam telewizję, co rusz widziałam prawników, którzy zachęcali do zgłaszania się, bo składają grupowy pozew do sądu. Podają nazwę leku i nazwę firmy, która go wypuściła. Według tego co mówią, wiele osób zmarło po zażyciu specyfiku. Firmy płacą kary i dalej sprzedają swój lek. Skąd wiem? Bo nadal lecą reklamy ich produktu
Poza tym, te leki w większości leczą jedno uszkadzają drugie. Uszkodzeniu ulega przede wszystkim przewód pokarmowy. To znaczy żołądek, wątroba, nerki i jelita. Bardzo też często lek zmniejsza ciśnienie… dla osób z niskim, to zabójstwo. Oczywiście można też wziąć lek na podwyższenie ciśnienia… tylko to kolejny wydatek i dla osób o niezbyt wysokich dochodach, niemożliwy do wykonania.
Z tego co czytałam, wyprodukowanie leków to zaledwie 10% (czasami jeszcze mniej) ceny. Reszta to różnego rodzaju narzuty. Przecież taki pacjent musi zapłacić za reklamę w mediach, wszystkie odszkodowania wypłacone tym, którym leki danej firmy zaszkodziły, pokryć badania nad nowymi lekami (nawet jeśli te badania są fikcyjne), no i gros ceny, to zysk akcjonariuszy koncernu. Sami nie wiemy za co płacimy w tych aptekach…
Tak, badania to jedno, a takie machloje, o jakich piszesz, to drugie. No i kolejny problem – jeżeli taki koncern z jednej strony robi takie rzeczy, a z drugiej – opracowuje rzeczywiście wartościowe, nowe rzeczy, to jak go kontrolować? A jeżeli zysk z tych machloi finansuje (częściowo) tamte badania?
Na badania nad nowymi rozwiązaniami idą też pieniądze z naszych podatków. Bo przecież taki znany koncern trzeba dofinansować…
Duża część polityków i lekarzy „siedzi w kieszeniach” udziałowców. To oni pilnują, żeby takiej firmie nic złego się nie stało. Firmy nie mogą legalnie płacić, więc lekarzom funduje się bezpłatne kursy w atrakcyjnych miejscowościach turystycznych, gdzie mogą (bezpłatnie) zabrać swoje rodziny. Taki pan/pani doktor ma godzinę dziennie szkolenia, a resztę czasu poświęca na wypoczynek. Politycy mają dofinansowanie ich kampanii wyborczych, a także inne rodzaje łapówek. Oczywiście zgodnie z prawem… nawet tych machlojek tak wyraźnie nie widać.
Nie liczyłabym też na dofinansowanie kasą z machlojek nowych badań. Nie po to się je robi, żeby wspomóc społeczeństwo. Jedynie po to, żeby mieć więcej kasy. Jakie jest rozwiązanie tego problemu? Nie mam zielonego pojęcia. To „węzeł gordyjski”, którego nawet Aleksander nie jest w stanie przeciąć…
Kurde! Gdzieś mi wcięło jedną wypowiedź! A przecież jestem zalogowana…
O rany!!! Weszłam do spamu w poszukiwaniu swojego wpisu, a tam!!! Formalny obłęd
W dużej mierze seksualne zaproszenia, jakieś reklamy środków odchudzających… cuda-niewidy-wianki. Jeszcze nigdy nie odwiedzałam spamu. To był pierwszy raz i mam wrażenie, że ostatni… 

Jak to dobrze, że mamy filtr i nie musimy sami usuwać tego badziewia…
I to tylko ostatnie 2 tygodnie…
Nawet nie wiem gdzie mam spam, no jedynie na poczcie elektronicznej, ale tam nie pojawia się nic związanego z Wyspą.
WYSPA MA SPAM?
Ma spam, Makóweczko
Bez trudu można go znaleźć w kokpicie. Po lewej stronie są wpisy oczekujące na zatwierdzenie. W tej chwili jest 79 wpisów w kolejce do spamu… to tam szukałam swojego komentarza…
Nie wiedziałam, teraz zerknęłam z ciekawości, ale na wszelki wypadek nie próbowałam w nic klikać skoro nie znalazłam tam Makówki.
Cóż ja młody (stażem, nie wiekiem), niedoświadczony Wyspiarz jestem.
Wyspa nadal kryje dla mnie różne tajemnice…
Ja też nie wiedziałam dokładnie gdzie jest spam, ale wiesz… „kto szuka ten znajdzie”


I chociaż jestem starsza (stażem, nie wiekiem), to Wyspa też kryje przede mną wiele tajemnic
Pisałam już nieraz – z tematów komputerowych jestem matoł
Hm…ja „jestem matoł” nie tylko z tematów komputerowych, z wiekiem jest z tym coraz gorzej.
Dziewczyny, nie licytujcie się na depresję!

Prawdziwy matoł nie ma depresji, bo nawet nie wie co oznacza to słowo, jest za trudne.
Za moich młodzieńczych lat mawiało się „chandra egzystencjalna”.
Wszak”Dżuma” była lekturą szkolną. Tak mi się skojarzyło na hasło egzystencjalizm i pandemia.
Doktor Rieux w dzisiejszych czasach -koń by się uśmiał!
A na depresję najlepszym lekarstwem jest Wyspa!
Nawet nie mam zamiaru się licytować


Każda z nas jest inna i każda w swoim rodzaju, więc i porównanie nie ma sensu
A to, że się zgadzamy w nieznajomości zawiłości komputerowych do licytacji nie należy
Ale Twój obrazek, Ukratku, przypomniał mi, że ja nie mogę mieć żadnego „dołka”, bo jak się przyznam, mój jakże świetny małżonek od razu ma „doła”…
Oczywiście jego dół jest większy niż Twój Miralko?
Jest zapewne tak duuuuuży jak ten obrazek, który (u mnie) omal wyskakuje poza ekran.
Napiszę jeszcze raz



Pięterko mi się podoba, Makóweczko
Bo chociaż wolę Matkę Naturę, to zapoznawanie nas z historią (nawet jeśli ją znamy) też ma swoje znaczenie
Szczególnie teraz, gdy wirus w koronie panoszy się na całym świecie, przypomnienie badaczy, którzy zwalczyli swoimi odkryciami groźne choroby, działa optymistycznie – na tą też znajdą… a my odetchniemy z ulgą
Dziękuję Miralko i cieszę się, że Ci się podoba.
Zbudowałam to pięterko z myślą, aby zadziałało optymistycznie, że i na tego wirusa znajdą jakichś sposób. Oby jak najszybciej!
Ja też wolę być w górach, nad jeziorem, w lesie niż w muzeum.
Zwiedzania w grupie turystów snujących się za przewodnikiem nie lubię.
Co innego takie zwiedzanie, gdy mogłam sobie posiedzieć przy biurku kustosza, popatrzeć przez mikroskopy, indywidualnie pogadać z miłym panem o ogromnej wiedzy.
A gruźlica zaczyna się znowu panoszyć, bo ludzie otumanieni przez przeciwników szczepionek, zaprzestali szczepień.
W Polsce dodatkowo były obowiązkowe prześwietlenia płuc. To pozwalało na wykrycie choroby w początkowym jej stadium, a jak wiadomo z początku najłatwiej jest wyleczyć… im bardziej zaawansowana choroba – tym trudniej, a nawet staje się niemożliwym…
Zgadza się, kiedyś obowiązkowe były szczepienia, prześwietlenia… Dziś niczego nie musimy, mamy wolność pod tym względem. Niestety nie każdy odpowiednio z tej „wolności” potrafi korzystać.
Otóż to obowiązkowy rtg płuc, a teraz jedynie na zlecenie lekarza gdy jest jakieś podejrzenie. Chyba nadal przed wyjazdem do sanatorium?
Dzień dobry
Ciekawe pięterko! Pobieżnie obejrzałam, ale później zrobię to jeszcze raz i się wypowiem 
Dziękuję Bożenko, zapraszam do wędrówki po schodkach i „się wypowiadania”.
Kaaawyyy! Herbata też może być
Gienia już daje herbatę, a gospodyni śpi?
Już jestem, już jestem krzyczy wyspana Makówka.
WITAJCIE!
Witajcie!
Skoro Gospodyni wyspana, to będzie się działo!
Tak jest!
Teraz grzecznie czekam, w jakim kierunku pójdzie rozmowa i odpowiadam na Wasze komentarze.
A potem? Hm…sama jeszcze nie wiem.
Dzień dobry, dzisiaj też pospałem.
A ad rem: to w sumie bardzo pozytywne, że w takim miejscu jak nieduży w gruncie rzeczy Wolsztyn praktykował ktoś, komu się chciało i w tamtych czasach miał możliwości (techniczne) takich badań. A i mieszkańcom Wolsztyna chwała, że pamiętają i upamiętniają.
Chwała nie tylko mieszkańcom Wolsztyna.
Dzięki Q, że poruszyłeś ten temat. Za chwilę go rozwinę, ale teraz na chwilkę muszę się zająć prozą życia.
A, no proszę. Ale OK, niech pomagają.
Oprócz tabliczki o Fundacji Współpracy polsko-niemieckiej jest tam też taka tabliczka:
A więc dobrze napisałeś Q, że chwała mieszkańcom Wolsztyna.
Temat ten jak obiecałam jeszcze rozwinę. Powiem więc jak mówią nieraz osoby, którym się zada pytanie, które im pasuje „dziękuję za ten komentarz”.
Podobne „indywidualne zwiedzanie” zdarzyło nam się w Kozłówce, w Muzeum Zamoyskich (z Galerią Socrealizmu). Akurat dyżur w niezbyt licznie odwiedzanej placówce pełnił młody naukowiec, tematem przygotowywanej pracy doktorskiej którego był właśnie ten pałac i ten ród. Opowiadał i oprowadzał z pasją, zadowolony, że ma wdzięcznych słuchaczy. Nieporównywalne ze standardowym „przepędzeniem” przez sale, jakie najczęściej spotyka nas w muzeach.
O tak, takie zwiedzanie jest najfajniejsze!
Standardowego „przepędzania” nie toleruję. Zdarzało mi się wychodzić z takiego zwiedzania i spacerować np. po parku w pobliżu pałacyku zwiedzanego przez osoby, z którymi byłam.
Mimo to założyłam kategorię „W Muzeum„; to piąte pięterko z tej serii, a planuję jeszcze do paru muzeów Was zaprowadzić kiedyś w jakichś wpisach.
Bardzo mnie to cieszy, bo osobiście zwiedzać je jest mi bardzo trudno.
Super, już mam jedną chętną do zaglądania ze mną do muzeów i przypominania sobie co tam wiele lat temu widziałam.
Sądzę że nie jestem w tym sama
Nie jesteś, Bożenko


W zasadzie zwiedzanie mnie aż tak nie męczy i mogłabym to robić, ale jakoś nie pociąga… co innego na Wyspie. Obejrzę te fragmenty, które wydały się najciekawsze zwiedzającemu i już mam jakieś pojęcie co tam może być…
Tutaj też odwiedziłam kilka takich miejsc, ale już ze wszystkiego zdałam Wam relację
Mam rozumieć Miralko, że Ty też jesteś chętna zajrzeć w takie miejsca, które wydały się najciekawsze zwiedzającemu, w tym przypadku Makówce?
Cieszę się, gdyż w ten sposób będę miała tematy do budowania pięterek.
Wszyscy są ciekawi najciekawszych miejsc!
Nawet jeśli kryterium co jest ciekawe jest moim subiektywnym wyborem?
Cieszę się, teraz już macie zagwarantowaną kontynuację cyklu pt. „jak Makówka wygłupiała się w różnych muzeach”.
A dlaczego nie, Makóweczko? Lubię zaglądać w różne miejsca, a jeśli coś pokazujesz, to znaczy, że w jakiś sposób to Cię zachwyciło. To dlaczego my nie mielibyśmy też tego zobaczyć…

Może wydaję się monotematyczna ze swoimi ptaszkami, ale interesuje mnie wiele rzeczy i chętnie uczestniczę w różnych wycieczkach (przynajmniej tych wirtualnych)
Dzień dobry

Też wstałam wyspana, chociaż o 4
Najważniejsze, że wyspana!
Trochę informacji o samym muzeum celowo nie pisałam we wpisie, ale zostawiłam na komentarze.
Dlatego ad rem Q (komentarz z 11:16) tak bardzo mi pasował.
Budynek, w którym mieści się Muzeum Dr. Roberta Kocha został zbudowany w latach 1842-46 w stylu neogotyku angielskiego i służył początkowo jako szpital dla ubogich. Jego fundatorką była Angielka Marie Pearce.
Z tyłu jest ładny ogród. Deszczowa pogoda nie zachęcała do spacerowania po nim, więc tylko przysiadłam na chwilę pod drzewem, pod którym podobno siadywał Robert Koch.
Piękne wspomnienia i zaszczyt, siedzieć na miejscu takiej znakomitości.
Na miejscu dosłownie pewnie nie, bo ławka wyglądała na dość nową.
Natomiast drzewo było leciwe. Wg opowieści kustosza było ulubionym Roberta Kocha.
Piękne zdjęcia! A wiadomo, skąd się wzięła Angielka w Wolsztynie? Szukam, guglam i nic
Tyle że jakaś fundacja…
Jeśli nawet pan kustosz coś o tym mówił to i tak już nie pamiętam. W Wolsztynie byłam parę lat temu.
Rozumiem. Widocznie to było dawno.
Skoro nic nie wiem o Angielce to szybko zmienię temat i wrócę do samego muzeum.
Muzeum w obecnym stanie istnieje od 2 maja 1996 r. Powstało z inicjatywy Fundacji Polsko-Niemieckiej i Stowarzyszenia Naukowego im. Roberta Kocha, stanowi kontynuację otwartej 21 października 1958 r. Izby Pamięci, która była poświęcona uczonemu. Robert Koch, w latach 1872-80, był w Wolsztynie lekarzem powiatowym.
Urodził się jednak daleko stąd w Górach Harcu, w miejscowości Clausthal w 1843 r. Po maturze rozpoczął w Getyndze, na tamtejszym uniwersytecie, studia medyczne. W wieku 23 lat, po zdaniu egzaminów, złożył przysięgę Hipokratesa. W 1869 r. przybył do oddalonych o 12 km od Wolsztyna Rakoniewic. Po nominacji na lekarza powiatowego w 1872 r. przez 8 lat mieszkał w budynku, w którym aktualnie znajduje się muzeum. W Wolsztynie, poza sprawowaniem funkcji lekarza powiatowego, zajął się także badaniami nad mikrobiologią, w skromnym laboratorium, które urządził we własnym mieszkaniu.
Muzeum Dr. Roberta Kocha w Wolsztynie mieści się w dwóch salach na parterze, w lewym skrzydle budynku, w którym mieszkał i pracował Robert Koch. Ekspozycje dotyczą okresu pobytu Kocha w Wolsztynie, jak i z innych miejsc Europy i Świata, w których prowadził on swoje badania. Stylowe meble, sprzęt laboratoryjny i medyczny oraz inne pamiątki, oddają klimat przełomu XIX i XX wieku, czasów, w jakich żył i pracował wybitny naukowiec.
(skopiowane ze strony Muzeum Regionalnego w Wolsztynie).
Dodam do tego taki mój pstryczek .
Wtedy się dało, niestety teraz domowe laboratorium to mało.
Dobry wieczór 🙂 Wycieczka po Muzeach ciekawa , ale nie ma odpowiedniego skupienia myśli , bo naokoło cały świat zwariował na czerwono , a w Warszawie odbył się nawet marsz różańcowy . Marsz nie był liczny , bo podobno więcej było policji niż „różańcowych ” ale przeniesiono rzezbę Chrystusa na krzyżu z Placu Zamkowego na Plac Trzech Krzyży . Główne hasło to : Precz z LGBT i tyle. Jest to jednak zachęta do podjęcia przez drugą stronę też marszu i przy okazji mordobicia . Jak widać , lepiej zatem oglądać obrazki z muzeum niż pochody różańcowe nawiedzonych katolików . Dziękuję Makówko za kolejne sympatyczne edukacyjne materiały do przestudiowania
Witaj Maksiu!
Miło, że zaglądnąłeś, miło, że w moim wpisie widzisz jakieś sympatyczne edukacyjne materiały do przestudiowania.
Oglądanie starych zdjęć, przypominanie sobie „najkrótszej drogi z Kołobrzegu do Krakowa przez Wolsztyn i nie tylko Wolsztyn” to dla mnie ucieczka przed tą brunatno -czerwoną rzeczywistością, jaka nas otacza.
W ten sposób jestem sama dla siebie psychoterapeutką.
Na chwilę zmykam, wieczorna przerwa.
A ja robię nocną przerwą…
Dobranoc
Spokojnej (właśnie wróciłem).
Śpij dobrze! Aaa…
Śpij dobrze i spokojnie Bożenko!
Dobranocka.
Taka piosenka, oryginalnie Davida Bowiego, a tu w wykonaniu Lisy Hannigan, trochę w stylu Kate Bush. A może Tori Amos?
Przestrzennie, wysoko, inspirująco.
Snów wysoko latających.
W ramach makowczyne m-m zaproszę do Rakoniewic, o których była mowa parę pięterek wyżej.
Miasteczko znane jest nie tylko z tego, że tu w latach 1869–1872 swą pierwszą praktykę lekarską prowadził Robert Koch, lecz również z Wielkopolskiego Muzeum Pożarnictwa .
Jak się domyślacie OCZYWIŚCIE chciałam je zobaczyć, ale polizałam klamkę, w pobliżu nie było żadnego miłego kustosza, który byłby chętny oprowadzać „po godzinach”.
Jedyne co udało się obejrzeć to budynek z zewnątrz. Dość ciekawy, bo to zabytkowy zbór ewangelicki z 1763 roku.
Oraz „zaprzyjaźnić się ” z fontanną (mam zdjęcia, ale wstydzę się pokazać), więc poniżej takie grzeczne.
Jeszcze coś było tam ciekawego, ale to …w następnym komentarzu jak grzeczni będziecie i zechcecie.
A może ktoś z Was był w Rakoniewicach i udało mu się zajrzeć do Muzeum Pożarnictwa?
I wie co jeszcze jest ciekawego w tym miasteczku ?
Robiłaś w tej fontannie za „miss mokrego podkoszulka”?
Po pierwsze było zimno co widać po moim ubraniu.
Po drugie -w towarzystwie dwóch panów „z sikawkami”?
No coś Ty panie T!
No dobra, niech będzie -pokażę.
Jakoś się musiałam pocieszyć, że Muzeum Pożarnictwa nieczynne.
***
„ten pocałunek
pachniał jak rozgryziona łodyga maku
czerwono posypał się z warg
zakwitł
w miękkim wgłębieniu dłoni
kiedy wspięłam się na palce
dzwonił
w dojrzałym polu
lecz wtedy
nie było już mnie
znikłam
w tym złotym pocałunku”
(H. Poświatowska)
Dziękuję Leno!
Wyobraziłam sobie w miejscu strażaka…eh …no dobra nie będę kończyć:)
I pocałunek, i makówka! Jakże stosownie!
Hm? Możesz jaśniej panie Q?
Już Lena niżej wyjaśniła
Czyżbyś Q potrzebował adwokata?
Dobry wieczór, Quackie:)
I dzwonności, i złotości.
Jakby to pani Halina pstryknęła fotkę;)
Pozdrawiam:)
Takiej interpretacji tej fotki się nie spodziewałam…no i rozmarzyłam się o północy…
Nie mam pojęcia, ale zbór – jeżeli to ten szachulcowy, biało-czarny budynek – wygląda zacnie. Zwykle budynki w ten sposób konstruowane są mniejsze, a ten – wielki.
Tu więcej informacji. Jak pisałam w środku nie byłam. Na zdjęciu stoję jedynie przed.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Wielkopolskie_Muzeum_Po%C5%BCarnictwa_w_Rakoniewicach
Aha, tak, to jest to.
Zbiory wydają się fajne, a i sam budynek niewąski.
Pizza przyszła!
Nie, żebym zamawiała, bo już zjadłam kolację i poprawiłam ciasteczkiem.
Do pizzy było „doczepione ” moje dziecko.
Nie, żeby się za mną( lub kotem) stęskniło, bo był na obiedzie i wyszedł ledwo co.
No ale jak zapytał, czy chcę trochę to miałam odmówić?
Ależ jestem obżarta! Łoj!
Zazdraszczam! Pizzy i dziecka co (ją) donosi!
Pizza zjedzona, dziecko już poszło.
Tylko mnie d…a rośnie!
Dzisiejsze poważne rozmowy o koncernach farmaceutycznych zeszły od pieniędzy na święte krowy.
I dobrze, że trochę pożartowaliśmy, bo nie chciałam, aby z tego wpisu zrobiło się smutne, przygnębiające pięterko.
Dlatego nie zabierałam za wiele głosu w temacie koncernów, choć oczywiście czytałam.
Teraz mam taką myśl, że rynek usług medycznych to nie tylko firmy farmaceutyczne. Cały jest skomercjalizowany i nastawiony na zysk, a nie górnolotne pomaganie ludzkości.
Jaka jest w tym wszystkim rola WHO, w której ścierają się interesy polityczne mocarstw, choć idea szlachetna?
Tak globalny kryzys epidemiczny ujawnił chyba upolitycznienie WHO?
Ciekawa jestem Waszej opinii.
Mam myśl ogólniejszą, chociaż wcale przez to nie weselszą. Otóż żyjemy w czasach, kiedy korporacje zaczynają być równe co poniektórym państwom, a przez to mają wpływ na władze. Tak na marginesie, to nie jest nowa rzecz – były przecież już takie przeróżne mariaże, między weneckimi bankierami a dożami, a brytyjska Kompania Wschodnioindyjska była chwilami czy nie potężniejsza od monarchii. W związku z tym większość organizacji międzynarodowych, takich jak ONZ, WHO czy jeszcze parę innych, traci rację bytu, jeżeli ważni światowi gracze (=korporacje) nie uczestniczą w ich działaniach (przynajmniej bezpośrednio).
Z drugiej strony, już konkretnie, koncerny farmaceutyczne też nie mogą windować cen w nieskończoność, tylko mieć wzgląd na siłę nabywczą ludzi: jeżeli leki będą za drogie, to ludzie ich sobie nie kupią. Albo wymrą (i koncerny stracą potencjalnych klientów), albo wezmą sobie większe zapasy siłą (w ramach jakichś rozruchów – i koncerny stracą towar). Dlatego (te koncerny) muszą rozeznać, co im się opłaca. Brutalnie mówiąc, na ile śmierci ich stać (w sensie wysokich cen), a od ilu zaczną się już rozruchy i szersze protesty społeczne.
Czyli zawsze sprowadza się do walki o sfery wpływów polityczno -biznesowych?
Pewne decyzje WHO po wybuchu pandemii wynikały ze ścierania się interesów takich mocarstw jak USA, Chiny i reszty.
W ONZ chyba trochę podobnie się dzieje.
Ale i tak (moim skromnym zdaniem) lepiej, aby takie organizacje działały. Ułomnie, ale jednak.
Tak, ale – jak zauważyłem – korporacje nie mogą przegiąć z kosztami. Zwłaszcza w świecie postępującego rozwarstwienia, kiedy bogaci są coraz bogatsi, a biedni – coraz biedniejsi. Albo będą sprzedawać superdrogie lekarstwa (ogólniej: towary) bardzo nielicznym, albo względnie tanie – większej liczbie klientów. Kwestia, która opcja bardziej się opłaci.
Ale oczywiście, że lepiej, żeby takie organizacje były. Choćby jako punkt odniesienia.
Późne dobry wieczór, Wyspo:)
Miło spędziłam dzień na wybyciu, a wieczór na ulubionym koralikowaniu:)
Pobyłabym dłużej, ale zimno się zrobiło straszliwie i Psiuła zakomunikowała, że pora wracać do ciepełka:)
Witaj Leno!
Ty na wybyciu, ja na domowym gniciu. Bleee…
He, he, chyba jednocześnie się witałyśmy:)
Prawie. Moje witanie było odpowiedzią na Twoje zjawienie się na Wyspie.
Dobry wieczór, Makówko:)
Miałam lekkie obawy, by zajrzeć na Wyspę po wczorajszych, niezbyt radosnych wynurzeniach ogólnych, ale kolejna porcja rękoczynów się suszy i pretekstu brak, więc…:)
Tu jak w życiu Leno -poważnie przeplata się z żartem -rola WHO w zwalczaniu epidemii i Makówka z pomnikowymi strażakami przy fontannie, koncerny farmaceutyczne i święte krowy i jeszcze depresja oczami Mleczki oraz „Miss mokrego podkoszulka”.
Teraz czas na dowcip… Albo zabawny wierszyk lub piosenkę.
Jakbyś czytała w moich myślach, bo mam coś, takie skojarzonko:)
A z czym, to poszukaj:)
Znalazłam i odpowiedziałam.
🙂
Wspominając o krowach nie miałem na myśli hinduskich wierzeń, tylko czasy przedpieniężne, kiedy zasobność indywidualna była – wśród ludów pasterskich – mierzona ilością posiadanych krów (np. jak ktoś miał ich 5, stać go było na żonę!
).
To trzeba było od razu -krowy albo kozy!
W żartach dla turystów w Tunezji lub Egipcie Arabowie często oferują za żonę lub dziewczynę ileś tam wielbłądów. To znaczy mam nadzieję, że w żartach.
Bo co ja bym robił z wielbłądami, wszystko jedno, jaką ich liczbą?!?
Quackie powiedz od razu, że wolisz krowy i kozy.
A może taką złotą jaką wkleiłam parę pięterek wyżej?
Na pewno są mniej złośliwe.
.
.
.
.
.
OD WIELBŁĄDÓW!!! (A myśleliście, że od czego?
Chociaż z kozami nie jestem taki pewien.
Ja myślałam, że nie od czego, ale od KOGO, no ale ja jestem tylko Makówka!
Quacku, mam dla ciebie podpowiedź:
To było dla Q, ale ja się mogę też uśmiać?
Tak tak, ta linewka to dla twojego dobra, jasne
Linewka?
A ja myślałam, że tak mówią tylko Lwowiacy albo ich potomkowie!
No cóż, wolność, ale jednak jak to się powiada „na krótkiej smyczy”!
Witaj, Tetryku:)
Wydaje się logiczne, gdyby miał pięć żon, na krowę już by go raczej stać nie było;)
Pozdrawiam:)
Odzywa się we mnie feministka (mimo że takową nie jestem)i protestuję przeciwko takiemu szowinistycznemu stawianiu sprawy!
Jak dobrze, że żyjemy w takim miejscu i czasie kiedy kobieta jest niezależna!
Choć chwilkami może być „taka jestem mala”, ale i tak na MOICH WARUNKACH.
Hłe, hłe.
A tymczasem w Sejmie znów ma wrócić temat aborcji.
Ależ Makówko, z mojej strony to żadna mizoginia, po prostu czysta matematyka:
1 żona = 3 posiłki x 5 = 15 x 365 dni = …*
1 żona = 1 szatka dzienna x 5 = 5 x 365 dni = …*
1 żona = 1 szatka nocna x 5 = 5 x 365 dni = …*
1 żona = 1 bukiet x 5 = 5 x 52 tygodnie =…*
1 żona = jedna sztuka biżuterii x 5 = 5 x 12 miesięcy = …*
1 żona = 1 urodziny x 5 = …
1 żona = 1 imieniny x 5 = …
1 żona = 1 rocznica x 5 = …
1 żona = 1 dzień kobiet x 5 = …
1 żona = 1 gwiazdka x 5 = …
1 żona = 1 zajączek x 5 = …
… *
🙂
* z możliwością weryfikacji
Pozdrawiam:)
Leno uwielbiam Twoje poczucie humoru. I matematyczną precyzję!
🙂
I jak tu jeszcze wygospodarować na te życiodajne kwiaty dla krówki?
🙂
Trochę się da. Wystarczy poszukać takiej osoby jak ja co ma Imieniny w Wigilię, a urodziny w Dzień Kobiet -zaoszczędzone na dwóch prezentach!
No tak, Ukratku. Zanim Fenicjanie wymyślili pieniądze, była tylko wymiana towarów (wcale niekoniecznie krów)…

Od tamtych czasów, wbrew pozorom wcale tak dużo się nie zmieniło
Za towar dostaje się gotówkę, którą przeznacza się na towar… czyli kiedyś było o tyle łatwiej, że pomijało się gotówkę…
Umykam, czas już na mnie! (Mimo że bardzo mi miło było przejść od prątków do wiebłądków!)
Już dziś raz pisałam, że Wyspiarze są bardzo kreatywni!
No pięknie!

Dobrych snów bez złośliwych kóz i nawet bez łagodnych wielbłądów 😉
Dziś o 10:53 Tetryk napisał:
Skoro Gospodyni wyspana, to będzie się działo!
No i „się działo” dziś na Wyspie! Czyli trzeba się wyspać, aby jutro znów „się działo”.
Śpij dobrze Ukratku!
Miłej nocki, Wyspo:)
Też się pożegnam.
DOBRANOC!
A ja po rozmowie z córką poczytałam sobie Wasze wpisy
A było co poczytać… 

Mąż nigdy nie może zrozumieć o czym możemy tyle gadać przez te 3 godziny (to u nas norma). Ale córeczka dzwoni raz na dwa tygodnie, no to zanim ona opowie co u niej i zanim ja opowiem… czas mija
Już nie chcę wracać do koncernów farmaceutycznych, bo to bardzo „dołujący” temat. Święte krowy, czy wielbłądy, znacznie weselszy
Te trzy pierwsze, to bez problemu… jadam je nawet bez jakiejkolwiek kary, ale te dwa ostatnie, nie sądzę, by mi przez gardło przeszły
Nawet z pistoletem przy głowie…
Kiedyś czytałam, że gdy prawowity Hindus złamie w jakiś sposób prawo swojej kasty, musi odbyć pokutę (w najlepszym razie, o ile nie zabiją go wcześniej). Między innymi musi zjeść „pięć darów krowy”, czyli masło, mleko słodkie i kwaśne, kał i urynę
Instynkt samozachowawczy jest na tyle silny, że z pistoletem przy głowie to człowiek sam nie wie, do czego jest zdolny.
Instynkt samozachowawczy jest na pewno bardzo silny, ale czasami odruch wymiotny jest silniejszy…

Dzień dobry
A to się nocna zmiana rozgadała!
Dzień dobry, nawet dość słoneczny, ciekawe, na jak długo starczy tego słoneczka.
Witajcie!
Nadal siedzę w domu i z zadowoleniem witam słoneczko!
Mówcie komu czego braknie, kto z Was pragnie, kto z Was łaknie?

Czasu! Tak ze 2 godziny bym poprosił, dodatkowo.
To, co masz zrobić dziś, zrób pojutrze – będziesz miał 2 dni wolnego…
I to jest dobra myśl!
Herbaty, słoneczka i abyśmy wszyscy zdrowi byli -czy takie życzenia Gienia też spełnia?
Witam Wyspiarzy!
Dziś rano odszedł niezwykły, magnetyczny i charyzmatyczny aktor.
Pamiętamy Go z wielu wspaniałych ról. Dziś proponuję wspomnieć na wesoło.
Im jesteśmy starsi, tym więcej znanych i szanowanych odchodzi…
To jeszcze to dla przypomnienia na wesoło, a w głowie przywołuję wspaniałe role kinowe i teatralne.
Szkoda człowieka…
I chociaż uznawałam w nim świetnego aktora, jakoś nigdy za nim nie przepadałam…
A ja go lubiłam… Szkoda Człowieka
Ja też. Ceniłam za aktorstwo (głównie jako aktora dramatycznego), mądre wypowiedzi i sarkastyczne poczucie humoru; mimo że miał specyficzny sposób bycia.
Byłam kiedyś na spotkaniu z nim w Teatrze Groteska w ramach cyklu spotkań ze znanymi osobami. Nie tylko z aktorami, bo było wtedy też spotkanie z Andrzejem Zollem.
Co innego cenić, a co innego lubić, moje drogie panie
Napisałam przecież, że uznawałam w nim świetnego aktora. Bo na pewno nim był… to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Z tym, że lubi się kogoś lub nie bez względu na jego zasługi, czy podziw jaki jest w stanie w nas wzbudzić…
I na pewno szkoda człowieka…
Oczywiście, że co innego. Lubić mogę kogoś, kogo znam osobiście, a jego znałam tylko z desek teatru lub szklanego ekranu kinowego, lub telewizyjnego.
Lubić można też jako aktora, jego grę i osobowość. W ten sposób lubię też inne osoby, których nie znam osobiście. Można też niektórych nie lubić i gasić TV jeśli biorą udział w jakimś spektaklu.
Nie czepiajmy się słów.
Jak napisałam, nie przepadałam za nim, ale też nie gasiłam telewizora, gdy występował
Lubię wielu aktorów i piosenkarzy, których oczywiście nie znam osobiście. W niektórych uznaję znaczące osobowości i talenty, chociaż nie jestem fanką. Taką osobą jest na przykład Edyta Górniak. Śpiewa świetnie, jest utalentowana, z cudownym głosem… ale też za nią jakoś nie przepadam. Ma w sobie coś, co mnie od niej odpycha… trudno to nawet określić… 
Są jakie są i trudno to zmienić…
To samo było z Pszoniakiem. Utalentowany, z poczuciem humoru, mądry i wykształcony… ale miał w sobie coś, co mnie raziło i odpychało.
Kiedyś słyszałam, że nad gustami się nie dyskutuje
Jedno jest pewne – szkoda mi go jako człowieka, jak każdego porządnego i lubianego zmarłego…
Oczywiście, że o gustach się nie dyskutuje. Jeśli chodzi o Edytę Górniak też nie jestem jej wielbicielką.
Tak, żal. Naprawdę żal.
Dzień dobry
Niech będzie dobry!
Witaj Miralko!
Mam nadzieję, że będzie dobry i to nie tylko dla mnie
Wcześniej przypomniałam Pszoniaka na wesoło, teraz taka malutka składanka z ważniejszych ról; wszyscy na pewno pamiętamy.
Miał w sobie jakąś charyzmę skoro po ponad czterech latach miałam w pamięci spotkanie w ramach cyklu ” KOD MISTRZÓW”. W ciągu tych lat byłam na wielu spotkaniach z różnymi znanymi osobami, gdyż jak nieraz pisałam uwielbiam takie spotkania „na żywo”, ale to pozostawiło we mnie niezatarte wspomnienie wybijając się na tle innych.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/e-teatr.pl/mistrzowska-lekcja-wojciecha-pszoniaka-a221256
Zamiast szukać własnych pstryczków, odszukałam w Internecie parę zdjęć z tego spotkania.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.malopolskaonline.pl/rozmaitosci,Kod_Mistrzow_Wojciech_Pszoniak_w_Teatrze_Groteska_zdjecia-16539.html
Znalezione w sieci:
Jak donosi Onet, uczeni amerykańscy ustalili, że rozprzestrzenianiu się wirusa służy również rozmowa, a konkretnie wypowiadanie niektórych głosek… I tu, uwaga, najgroźniejsza okazuje się być głoska 'p’…
Tym samym znane powiedzenie „nie pieprz obywatelu bez sensu” nabiera innego, wręcz naukowego zabarwienia.
Tak się zastanawiam czy dlatego taaaaka cisza na Wyspie?
Kochani! Wyspa jest wolna od wirusów!
Witaj, Makówko:)
Miałam podobne skojarzenie – z prokreacyjną reklamą:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
Rozumiem, że Ty nie boisz się wirtualnego „P”?
Ja się nie boję niczego. Ja się boję wyłącznie o kogoś:)
Powiedz przecie, przyjaciółko: po prawdzie powinniśmy pogadywać? Permanentnie?
Przyjacielu pogadujmy…
Proszę….
Prowokowałem, przyznaję. Przecież pojmuję!
Przecie pojąć (i ja) potrafię Przyjacielu!
Świetny obrazek

Chętnie bym dedykowała niektórym parlamentarzystom
Oj tak, tak. Nie tylko parlamentarzystom!
Fakt, Makóweczko, nie tylko…
A amerykańscy uczeni lepiej by się wzięli za wirusa i wymyślili jak go skutecznie zwalczać, a nie zajmowali się głupotami
Niech nauczą swoich pobratymców myć ręce wystarczająco często, a nie raz, czy dwa razy dziennie… to lepsza profilaktyka, niż szukanie przy której literze wydalamy najwięcej wirusów 

Tak samo jak używanie zamiast mydła i wody tych wszystkich „odkażaczy”. Świństwo, po którym ręce jeszcze bardziej się kleją i można nabrać nie tylko „wirusa w koronie”, ale i całą masę różnych bakterii
Mroźne z lekka, ale gwiezdne dobry wieczór, Wyspo:)
W Krakowie ani mroźne, ani gwiezdne. Zdechłe, takie bleeee…
Błeee?
🙂
A u nas właśnie przygradziło. Cudnie grzechoce o parapety.
A ja z Psiułą muszę:)
Ugh
W końcu wylazłam z kuchni
Jak ja nie znoszę gotowania!!!





Nogi mi wrosły tam skąd wyrastają, ale jeszcze tylko po sobie posprzątać… to już kaszka z mleczkiem
Wczoraj małżonek napiekł cały stos naleśników (placków) i przygotował ser. No to wiadomo, że dziś na obiad naleśniki z serem
Ale tych placków było tyle, że nie wystarczyło mi sera do nich. Szkoda wyrzucać… wrzuciłam pieczarki do rondelka. Postanowiłam zrobić jeszcze krokiety. Tylko tych pieczarek jakoś mało było… wyciągnęłam więc z zamrażarki mięso mielone i dorzuciłam. Ostatecznie krokiety nie muszą być z samymi pieczarkami
Potem sobie przypomniałam, że już dawno obiecałam Margaret, że przyniosę jej na spróbowanie sałatki z pieczarek… a jutro do niej idę… więc w międzyczasie ugotowałam jajka, skoczyłam do ogródka po szczypior, pokroiłam też marynowane pieczarki. W tym czasie farsz do krokietów mi się ugotował, woda wyparowała, można było je zawijać.
Aaa! Jeszcze w międzyczasie zapakowałam nadprogramowe naleśniki i wrzuciłam je do zamrażarki. Będą też i na później
Postanowiłam zerknąć na Wyspę, bo chyba należy mi się jakaś chwila relaksu…
Zaraz wracam do kuchni, bo przecież nie zostawię brudnych naczyń mężowi do umycia…
Z pamiętnika szalonej gospodyni
Jak dobrze, że ja ani szalona, ani gospodyni kuchenna.
Bardziej odpowiada mi rola gospodyni pięterka, więc ponowię pytanie czy ktoś z Wyspiarzy był w Rakoniewicach? Tych, co tam praktykował Robert Koch, jest Muzeum Pożarnictwa i fontanna ze strażakami.
Bo za chwilę chcę Wam pokazać jeszcze coś z Rakoniewic.
Nigdy nie byłam w Rakoniewicach, więc się nie wypowiadam. Tylko patrzę, czytam i oglądam
Oto replika cyrkowego wozu, w którym zamieszkał Michał Drzymała.
W naszych podręcznikach stał się symbolem walki z germanizacją. Natomiast lokalna wieść gminna niesie, że był to pijak i awanturnik. Replika stoi na Ryneczku w Rakoniewicach, w środku są jakieś zdjęcia i pamiątki, ale nie udało mi się wejść do środka, aby je zobaczyć.
Mogłam sobie jedynie stanąć obok.
(pokazuję na dowód, że tam byłam).
Tu widać, że wóz ten stoi w pobliżu fontanny, którą wczoraj pokazywałam.
Rakoniewice leżą w Wielkopolsce, ale mimo to nie byłam
Dlatego pytałam, głównie z myślą o Tobie Bożenko!
Mnie one tak jakoś napatoczyły się na tej „najkrótszej drodze z Kołobrzegu do Krakowa”.
Może i szalona…


Ale co się ulatałam, to moje…
Tych „w międzyczasie” było znacznie więcej, ale przecież nie będę opisywała dokładnie co robiłam…
Dobry wieczór 🙂 Dzisiaj dowiedziałem się z TVP-1 , że na rynku polskim jest taki zawód jak inżynier sprzedaży . Nijak nie mogę skojarzyć sobie handlu z techniką , ale to widać jaki jestem do obecnej wiedzy zacofany . Trzeba zacząć znów od początku ..Tak jak w wojsku : Panie kapralu , pyta żołnierz : co to jest unikat ? Unikat ? To jest taki facet ,który czegoś tam unika . Rozumiem , padła odpowiedz . Teraz już wiem co to jest duplikat ! Na naukę nigdy nie jest za pózno . Zapisuje się na studia inżyniera sprzedaży , może tam uczą nowoczesnych metod bezkarnej kradzieży ?
Maksiu, ten kurs jest już dawno w pełni obsadzony…
Szkoda . Może coś zaocznie po znajomości z Prezesem . Jesteśmy prawie sąsiadami …
Nie zbliżaj się do Nadprezesa! Jest na autokwarantannie!
Witaj Maksiu!
Prościej będzie zgłoś się do jakiegoś Ministerstwa -tam Cię szybko tego nauczą!
Witaj Maksiu


Niestety, te pojęcia, które znaliśmy, zmieniają swoje znaczenie. Kiedyś inżynierem był absolwent uczelni technicznej, teraz to się zmienia… i nie powiem, że na lepsze
A to jak kraść bezkarnie – nie jest Ci potrzebne żadne specjalne dokształcenie… wystarczy się zapisać do pewnej partii i możesz kraść ile dusza zapragnie… bezkarnie, bo koledzy partyjni zawsze Cię osłonią…
Jestem od urodzenia bezpartyjnym i niech tak pozostanie .
To się zasadniczo wyklucza -bezpartyjny, a chce BEZKARNIE kraść!
Ja też bezpartyjna od urodzenia i nie nauczyłam się kraść… i tak jak u Ciebie – niech tak pozostanie
Łoj to ja też bezpartyjna. Moi rodzice -również nigdy nie należeli do PZPR.
Po przerwie zaś. Nie ogłaszałem, gdyż sporo się naraz działo.
Już się martwiłam czemu Cię nie ma panie Q …
Zazwyczaj na moich pięterkach proszę Cię o tematyczną Dobranockę.
Do samego wpisu mógłby być problem, ale do komentarzy -może się uda?
A w komentarzach były i wielbłądy i święte krowy i złośliwe kozy i strażacy i wóz cyrkowy, a nawet i pocałunki i literka „P”
Oraz szalona gospodyni i nauka jak bezkarnie kraść.
O zmarłym dziś Pszoniaku nie wspomnę.
Poszukam, a może nawet już mam.
Dobranocka.
No to może tak a propos. Piosenka, którą po raz pierwszy słyszałem w 2001 roku, przed pozakonkursową projekcją zrekonstruowanej „Ziemi obiecanej” na festiwalu filmowym w Gdyni.
Poetyka bardziej piosenki podwórkowej niż dobranocki, ale się nada.
Snów o obiecanej ziemi.
Dziękuję Q!
Zrobiłeś mi dużą przyjemność nawiązując Dobranocką do moich sentymentów.
Pszoniak, „Ziemia obiecana”, Łódź.
Wspaniały film, doskonali aktorzy i miasto, w którym często bywałam w dzieciństwie odwiedzając moich dziadków.
A ja nigdy nie byłem w Łodzi (inaczej niż przejazdem).
Natomiast „Ziemia obiecana” jest znakomita, nawet rzekłbym film bardziej niż powieść.
Rewelacyjnie wyreżyserowana i rewelacyjni aktorzy.
Aaaa Łódź? Zrobiłam kiedyś jedno pięterko, ale planowałam jeszcze kiedyś z Wami pospacerować po Łodzi, dlatego utworzyłam nową kategorię „W Łodzi”, bo miał to być cykl, ale jakoś do tej pory stale coś innego przychodziło mi do głowy.
Hm…to może temat na jakieś kolejne pięterko?
Obawiam się, że na łódzkim pięterku niewiele będę miał do powiedzenia.
Ale może więcej do napisania Edit: do ZAPYTANIA?
Łoj. W Łodzi bywałam w szkole podstawowej. Parę lat temu pojechałam specjalnie „śladami dziadzia”, ale byłam raptem dwa dni.
Jednak wystarczająco długo, aby o Łodzi opowiadać przez dwie godziny w „Kontynentach”.
Wtedy miałam to na bieżąco w głowie, ale cóż postaramy się wspólnie poszukać odpowiedzi na Twoje pytania, hm?
Tak sądzę. Teraz wszystko jest w necie, a czego nie ma, to jakby w ogóle nie było, w myśl zasady „Nie ma w Google, nie ma wogle”.
Wy stawiacie pięterka, aby podzielić się swoim kunsztem poetycko-pisarskim lub fotograficznym, a ja (mam rozumieć?), aby dać zachętę do szukania informacji u wujka G.
Drzymała jakoś Was nie zainteresował? Bo mnie np. spodobało się „odbrązawianie „symbolu i liczyłam na jakąś rozmowę o tym.
Napisałem o tym w kontekście szukania odpowiedzi na pytania, tylko i wyłącznie. Poza tym ja też podczas budowania pięterek szukam, a bywa, że nie znajduję, i np. Lord W. dopiero wyczarowuje spod ziemi jakąś muzykę.
No właśnie o szczegółach dotyczących Drzymały jakoś nie słyszałem, kojarzy mi się tylko, że w podręczniku do historii był w jednym rozdziale z dręczonymi dziećmi z Wrześni.
Miałam na myśli to, co napisałam parę pięterek wyżej pod zdjęciami wozu Drzymały, że plotka głosi, że był to pijak i awanturnik, a zrobiono z niego bohatera.
A to całkiem możliwe. Od jednego do drugiego niedaleko; mógł być pijakiem i awanturnikiem, i robić władzy na przekór, a że przy okazji władza była pruska, to wyszedł na bojownika z zaborczą władzą.
„Uczyć bawiąc”:) – piękna oświeceniowa tradycja, Makówko.
Podczytana, zresztą, w „Poetyce” Arystotelesa:)
Żeby nie szukać dawno – podczas „zadymek” stanu wojennego niejednokrotnie do bijania ZOMO podchodził tzw. element, traktując to jako okazję do zabawy…
Pamiętam jak kiedyś Róża Thun opowiadała, że wszystkie krakowskie prostytutki śpiewały w więzieniu równo z opozycjonistami „Mury”.
Ciekawe, czy z ostatnią zwrotką, Makówko;)
To było tak, że opozycjoniści umówili się, że jak kogoś nowego wsadzą do celi zacznie śpiewać mury i wtedy reszta będzie wiedzieć, gdzie są „nasi”.
Natomiast prostytutkom tak się ta piosenka spodobała, że dołączały do śpiewających co niestety utrudniało lokalizację „swoich”.
Spytałam trochę złośliwie, Makówko, bo ostatnie zwrotki, czyli te:
„Aż zobaczyli, ilu ich, poczuli siłę i czas.
I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast.
Zwalali pomniki i rwali bruk: ten z nami, ten przeciw nam!
Kto sam, ten nasz najgorszy wróg!
A śpiewak także był sam…
Patrzył na równy tłumów marsz,
Milczał wsłuchany w kroków huk.
A mury rosły rosły rosły,
Łańcuch kołysał się u nóg.
Patrzy na równy tłumów marsz.
Milczy wsłuchany w kroków huk,
A mury rosną rosną rosną,
Łańcuch kołysze się u nóg…
Hm hm hm hm”
były jakoś dziwnie skrupulatnie pomijane przez opozycjonistów.
A prostytutkom… sama nie wiem, ale z „intonacji wersowej” domyślam się, że raczej… ideologiczne manipulacje były obojętne, bo na zarobek to większego wpływu nie miało… chyba;)
Leno!
Znałam „Mury” z tymi ostatnimi zwrotkami. A prostytutki zamknięte w więzieniu albo „na dołku” traktowały to pewnie jako zabawę nie zastanawiając się nad głębszą treścią. Choć? Sama nie wiem.
No, przyjaciółmi władzy to one nie były – zwłaszcza te pod celą…
Nie wątpię, Makówko:)
Nie pisałabym o tym, ale sam J. Kaczmarski wyrażał w wywiadach ubolewanie, że ten utwór został „okaleczony”, nazywał go „porażką”, właśnie przez wypaczenie idei (pieśń miała być uniwersalną przestrogą, a nie hymnem jakiejś grupy) tekstu.
A skoro dla niego miało to tak wielkie znaczenie, „trąbię” o tym, ilekroć mam okazję:)
Rzadko można usłyszeć z ust samego autora, co tenże „autor miał na myśli”, więc taka możliwość jest tym bardziej cenna i warto tę myśl powtarzać.
*trochę nie wstrzeliłam się w kolejność komentarzy:)
Daruj, Makówko, ale już nie będę usuwać i wpisywać, gdzie powinnam:)
Zastanawiam się, w jaki sposób śpiewają teraz „Mury” Białorusini?
A Katalończycy?
Z jednej strony był to hymn „Solidarności”, a z drugiej ZAWSZE przesłanie było pesymistyczne.
Natomiast w latach 80 pamiętam ogromny entuzjazm, jaki nam towarzyszył.
Należałam do „Solidarności” od razu, jak tylko powstała i byłam wtedy pełna zapału i wiary, że mury runą.
A z tym trafianiem na odpowiedni poziom pięterka też mam kłopoty, więc nic nie poprawiaj.
Interesowałam się tym swojego czasu, też pamiętam, że oryginał był dziełem Llacha, a późniejszych wersji trochę się namnożyło (polskie były dwie, z tego, co mi wiadomo, białoruskie – bodajże – trzy:)).
Tyle, że to temat dość obszerny, musiałabym odszukać swoje materiały, a to by jednak trochę trwało, tak jak tłumaczenie A. Chadanowicza, bo chyba o jego tekst by Ci chodziło:)
A co do przesłania…
Nie zgadzam się, Makówko. Ono było prawdziwe. Zawsze są jakieś mury, które trzeba obalać, czasami jest po drodze z innymi w tym obalaniu, czasami w poprzek drogi, ale najczęściej – burzy się je samotnie:) I – nieustannie. Taki już my, ludzie, mamy klimat;)
Miłej nocki, Makówko:)
Prawdziwie pesymistyczne. Bo jak piszesz zawsze na miejsce obalonych murów wyrastają nowe.
Jednak mimo to uważam, że warto i należy te mury obalać.
Choć aktualnie skrzydła mi bardzo opadły.
Dobry wieczór, Quackie:)
„Ziemia obiecana” – rewelacyjne kreacje, niezwykła muzyka.
Ale największe wrażenie zawsze robi na mnie salonkowa scena z Kaliną Jędrusik.
Pozdrawiam:)
Potem trochę okrojona i ocenzurowana, gdyż w wersji oryginalnej gorszyła niektórych.
Tak było. W tej właśnie wersji z 2000 r. ją ocenzurował sam reżyser.
Tak, pamiętam i bardzo żałuję, że tak się stało.
Czasami myślę, że nikt nie powinien mieć prawa ingerencji w już powstałe dzieło. Nawet jego twórca:)
Och, pewnie już iks razy wspominałem, że mam wpojone (filologiczne) podejście strukturalistyczne z elementami poetyki odbioru (po poznańskiej polonistyce), co oznacza, że od momentu publikacji dzieła autor ma już niewiele do powiedzenia, w sensie takim, że to odbiorca ma prawo głosu, interpretacji etc. Więc tak, poprawianie filmu czy powieści po latach nie powinno mieć miejsca.
Pamiętacie problemy Wisłockiej z opublikowaniem „Sztuki kochania”?
A tu u Wajdy nie dość, że seks pozamałżeński to jeszcze hm „mało tradycyjny”, a fe!
No i ta zmysłowa Kalina!
W karecie też „się działo”, ale jednak wszystkim utkwiła w pamięci scena w pociągu, mnie -też.
Ba! Co prawda Wisłocką kojarzę dopiero ze znakomitego filmu z 2017 roku z rewelacyjną rolą Magdaleny Boczarskiej, ale słyszałem, że dość wiernie opisuje realia.
A u Wajdy (w „Ziemi”) w ogóle się dzieją rzeczy straszne, przecież te dziewczyny wybierane przez służącego Kesslera są nieletnie! Natomiast Kalina jako Lucy zupełnie gorąca!
Jeśli chodzi o Wisłocką oglądałam film, ale i czytałam (wcześniej) książkę, na podstawie której został nakręcony.
Podobno faktycznie dość wiernie opisuje realia życia Michaliny, ale i niewątpliwie tamtych czasów.
Ech, przypomnij sobie „Faraona”! 😉
O! Prawdaż!
„Pan nie potrzebujesz mówić takie brzydkie słowo” – zareagowała jakaś dama, gdy pan Ignacy, przeciskając się do swojego miejsca w teatrze, powiedział: „Bardzo przepraszam, ale tak tu c i a s n o…”
Z „Lalki”, ale w prusowskich klimatach jednak:)
A to ciekawe, gdyby to było współcześnie, to bym powiedział, że to kalka składniowa z angielskiego („You don’t need to…” = „Pan nie potrzebujesz…”, chociaż właściwe znaczenie po polsku to „Pan nie musisz…”). Ale ~140 lat temu? Germanizm?
Ja bym tu widział nawiązanie do żydowskiej polszczyzny…
O tak. Kalka z niemieckiego możliwa: „Sie brauchen keine schlechte Worte sagen.”
Albo z rosyjskiego: „Bы не должны/ Вам не нужно говорить плохих слов.”
Mam na myśli czasownik „potrzebować” w znaczeniu „musi, powinno się”.
Natomiast ta forma grzecznościowa „Sie, Bы/Вам” sugeruje, że 2 os.l.poj. jest naszym rodzimym wynalazkiem do grzecznościowej formy „pan/pani”, może związana z trybem rozkazującym : „Bierz pan nogi za pas/biegnij pan!”, analogicznym do 2 os.l.poj. rosyjskiego trybu rozkazującego :”Ей, баринь, беги!” 🙂
Otóż to! Chylę czoła!
Niepojęte czasy, w których behawioralny fizykalizm gorszy bardziej niż mentalny ekshibicjonizm albo emocjonalny sadyzm:(
Że tak pozwolę sobie „sie izmacyjnie rozpasać”:)
Toś się rozpasała Leno!
A jak ocenisz obecne czasy z przekazem MIŁOŚCIWIE NAM PANUJĄCYCH ?
Tu pasują egoizm i kretynizm…
Opuszczę (ponieważ ten czasownik na „s”, j e d y n y poprawny dla przytoczonego frazeologizmu, może się niepoprawnie kojarzyć) nań zasłonę milczenia. Ale nie – gardę (i w tym frazeologizmie czasownik na „o” jest użyty jak najbardziej poprawnie pod każdym względem):)
Już kiedyś pisałam Ultrze w którymś komentarzu, że nawet w wyrażeniu (nie tylko – obrazie, ruchomym czy nieruchomym, mniejsza) można doszukać się kontekstów gorszących. Choćby – w „na(tfu!)giej prawdzie”:)
Brr, emocjonalny sadyzm…
A ja, jak zwykle o tej porze pożegnam się do jutra i idę pod kordełkę.
Dobranoc
Spokojnej!
Śpij spokojnie obiecująco, może nawet o „ziemi obiecanej”, ale takiej mlekiem i miodem płynącej.
Raczej niech ci się choć przyśni Ziemia Spełnianych Obietnic! 😉
Makówczyne m-m dziś to jest pomysł na kolejne pięterko- ŁÓDŹ.
Kto był w Łodzi? Kto dobrze zna Łódź? Oprócz Jo oczywiście.
Zasadniczo na moim pięterku nie ja powinnam robić m-m, więc czekam na Wasze m-m w temacie albo zupełnie nie na temat.
Taki śmiech przez łzy z cyklu „Bareja by tego nie wymyślił”.
Rzeczywistość już przejechała obok Barei i mam wrażenie, że skręca w kierunku Szulkina
„Chwała Bohaterom” rozbrzmiewa nieustannie…
Żołnierze wyklęci, Kukliński…tak mi się skojarzyło.
Mnie pasuje też absurd i groteska, jak w dętej inwazji Marsjan.
W komentarzu tzw. autorskim napisałam, że jestem ciekawa, w jakim kierunku pójdą komentarze.
Już wczoraj trochę mnie zaskoczyliście, a dziś?
Cóż, cieszę się bardzo, dziękuję.
255 komentarzy, więc pewnie ktoś już coś buduje, albo zamierza.
Póki więc jeszcze na tym pięterku jesteśmy i póki jeszcze 19.10.20, czyli dzień, w którym odszedł od nas mistrz aktorstwa Wojciech Pszoniak.
A ja umykam do spania.
Myk, myk, śpij spokojnie panie Q!
Pora spać! Niech chociaż lampka ukoi nasz smutek, że mury rosną, rosną, rosną…

Już dawno urosły…
Dziś chyba nawet lampka mnie nie ukoi tak mi jakoś ogólnie bardzo smutno.
DOBRANOC WYSPO!
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Dziś Dzień Seniora, trąbią o tym od wczesnego rana przez radio…
Dzień dobry, jesienny, pogoda taka sobie, ale przynajmniej sucho.
Kawy, herbaty?
No pewnie, że kawy. Poproszę.
Witam, herbatę poproszę.
Moi znajomi turyści jedni w Bieszczadach, inni w Gorcach.
Część z nich też seniorzy, ale z lepszą ode mnie z kondycją.
Zapłakałam sobie nad swoją kondycją, a raczej jej brakiem…
Dusza się rwie, aby być na którejś z tych wycieczek, ale cóż walczę z własnym organizmem, ale jednak do pewnych realnych granic.
Ale nie czas płakać, trzeba się cieszyć z tego jest, mogło być gorzej.
Słońce świeci, trzeba gdzieś pospacerować. Mam pewien pomysł -jak myślicie gdzie pójdę nie wyjeżdżając z Krakowa?
Teraz zniknę za chwilę, paaa.
A Wy grzeczni bądźcie i …budujcie nowe pięterko (zaczął się trzeci dzień i 279 komentarzy -czas na nowe!)
Witajcie!
„Mury” po białorusku miałem już okazję kilkakrotnie słyszeć na krakowskim rynku…
Ja też miałam okazję słyszeć.
W ich wykonaniu było jednak dużo entuzjazmu mimo tego, co aktualnie spotyka opozycję na Białorusi.
Entuzjazm, wiara w zwycięstwo, choć również troska, wręcz strach o bliskich i znajomych walczących tam na miejscu w Białorusi.
Bicia, zastraszania, zamykanie w psychiatryku …a oni NADAL mają w sobie tyle woli walki!
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/FQz3NazwkUc
Chcecie po białorusku?
Разбуры турмы муры!
Прагнеш свабоды — то бяры!
(pełny tekst tutaj)
Czyli jednak obalamy mury i budujmy mosty między ludźmi.
Pozdrawiam już z tramwaju.
Dzień dobry 🙂 Być może , już tu na Wyspie wspominałem o przeczytaniu pewnej statystyki o byłych republikach ZSRR z lat siedemdziesiątych . W tamtych czasach do polskiego pochodzenia na Białorusi deklarowało 10 % , a na Ukrainie 8 . Z pewnym błędem można przyjąć ,że na Białorusi było to dwa miliny , a na Ukrainie ponad cztery . Z dzisiejszych informacji wynika ,że dane dotyczące Polonii na Białorusi są prawdziwe , natomiast te z Ukrainy trudne do oceny ,bo o ukraińskiej Polonii nie ma prawie żadnych informacji . Mamy tylko pomnik Anny Walentynowicz przed polską ambasadą w Kijowie , ale jak widac Walentynowicz była Ukrainką . Z Ukrainą jest zagmatwana sprawa wymagająca od Ukraińców rzetelnej oceny ich działalności wobec ich sąsiadów Polaków . Cisza o ukraińskiej Polonii jest tego dowodem .
Historyczna ocena zaszłości polsko -ukraińskich łatwa nie jest.
Nie wnikając w historię mogę powiedzieć, że na manifestacjach popierających Białorusinów jest zawsze sporo Ukraińców. Znam parę Ukrainek, które tu w Polsce opiekują się starszymi osobami.
Wiem jedno nie chciałabym do jednego worka wkładać bandy UPA, wszystkich Ukraińców i jeszcze dokładać Łemków, którzy jak mało kto obrywali z różnych stron.
Jak w każdym narodzie są ludzie tacy i tacy. Wśród Polaków -również.
Kochani, ani przerwa, ani fajrant, dzisiaj nie będzie ani jednego, ani drugiego.
Jeden nauczyciel u małżonki w szkole okazał się covidopozytywny, więc małżonka jako wychowawczyni musi ogarnąć wszystkich uczniów i rodziców, którzy mieli z nim lekcje.
Atmosfera jest napięta.
Ja się czuję tak sobie, mam nadzieję, że to nie wirus, tylko bardziej groza.
Współczuję nerwów i wspieram waszą odporność!
Też współczuję, wspieram i trzymam kciuki za Was.
Covidopozytywny, ale z objawami czy bezobjawowy?
Dla ukojenia nerwów takie zdjątko z dzisiejszego spaceru.
Nie dajcie się wirusowi, bądźcie zdrowi. Życzę Wam tego
Dobranoc
Śpij spokojnie i dobrze Bożenko!
Aaa… Kotki dwa… Śpij spokojnie! 🙂
Spokojnej (jeszcze dobranockę wymyślę i uciekam
)
Dobranocka.
To może to? Magda Umer śpiewa Agnieszkę Osiecką.
Snów zielonych, najlepiej wiecznie zielonych.
ale na rozpaczy dnie
jeszcze nie, długo nie
i tak bardzo nam potrzebne dyktando u nadziei sobie zaserwujmy.
Grajmy więc w to zielone, bo jeszcze się nam pokłonią ci, co palcem wygrażali.
I dobranoc!
Śpij spokojnie i obyście wszyscy zdrowi byli Q!
Takie coś znalazłam dziś w sieci. Wirusy i pandemie były zawsze i jakoś ludzkość przetrwała.
Więc zagrajmy w zielone i nie dajmy się ! I wirusowi i Miłościwie nam …
… panującego Najwyższego Wodza !
„Tu jest Polska!” -przypomniało mi się jak strażnik nie chciał nas wpuścić na Wawel z flagą UE argumentując tak właśnie.
Witaj Lordzie dawno niewidziany!
Dziś zmarł Dariusz Gnatowski… Miał 59 lat.
Trochę chaotycznie to wszystko napisałam, ale taki jakiś chaos w głowie mam ostatnio.
Spacer, widok jeziora i błękitu nieba pomógł tylko doraźnie.
Panie Boczek, Panie Boczek, ja Panu coś powiem… szkoda Pana, Panie Boczek…
Raczej Niemiłosiernie…
Dobrych snów, spokoju i wypoczynku – czas na sen… przy lampce.

Racja, też chyba wkrótce umknę.
DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry
niech będzie, niech nam przyniesie same dobre wiadomości. Złych mamy już w nadmiarze.
Szaro, buro i ponuro, Gienia potrzebna…
Dziękuję pięknie, to się bardzo dzisiaj przyda!
Oczywiście kawusia
Dzień dobry bardzo przelotne, bo od rana ogarnialiśmy jeszcze parę tematów związanych ze zdalnym nauczaniem i wszystko się poprzesuwało…
Witajcie!
Jakoś uczymy się żyć w coraz większym chaosie…
Jednak ta jakość…tego jakoś…
Witajcie!
Spełnił się czarny sen Makówki – ponad 312 komentarzy – więc zapraszam wyżej do gabinetu strachu